W kwestii literatury patologicznej to książka zdecydowanie na podium. Trzy siostry - wiecznie śpiący leń (lady Bertram) wyszła za lorda i zamieszkała w majątku Mansfield Park, zrzędząca skąpa jędza (pani Norris) została żoną pastora i objęli prebendę w majątku męża siostry, trzecia zaś niezdara (pani Price) wyszła za oficera marynarki, który został kontuzjowany i dostał rentę, a z tej biedy zrobili chyba dziewięcioro potomstwa. Pani Norris wpadła na pomysł, żeby jej bogata siostra "pomogła" najbiedniejszej i zabrała jej jedno z dzieci pod opiekę, żeby "ulżyć matce". W efekcie pani Price bez żalu pozbyła się najstarszej córki, dzięki czemu Fanny Price[1] pojawiła się w majątku wuja jako towarzyszka zabaw jego dwóch córek i dwóch synów. Sir Bertram zgadza się na to, bo myśli, że wychowanie kuzynki z jego dziećmi nie zaowocuje małżeństwem między kuzynami[2], skoro będą się widywali codziennie. Jakże rozbawiło mnie to założenie. Zalękniona Fanny snuje się najpierw po majątku, po czym - edukowana i wspierana przez młodszego syna lorda, Edmunda, staje się nagle ostoją moralności rodziny, oczywiście zakochana w swoim kuzynie. Starsze od niej kuzynki - Maria i Julia - są zarozumiałe, najstarszy syn Thom utracjusz, a dodatkowe zamieszanie wprowadza rodzeństwo aktualnej pastorowej - młoda i cyniczna Mary oraz kochliwy i pozbawiony zasad Henry. Ponieważ nikt - poza lordem Bertramem, który wyjeżdża na Antiguę nadzorować plantacje - nie pracuje, cała akcja kręci się wokół tego, kto na kogo spojrzał, czy któraś panna nie została przypadkiem sam na sam z którymś panem, czy zaręczyny Marii nie są zagrożone, a przede wszystkim wokół wiecznie spanikowanej i przejmującej się opinią świata Fanny. Po wielu zakrętach dość nudnej i przegadanej akcji Fanny wreszcie wyznaje kuzynowi uczucie, a jego ojciec (wuj Fanny) sankcjonuje związek.
Zapewne odpuściłabym lekturę w połowie, ale słuchałam audiobooka z dodatkowymi efektami. Czytająca go Anna Romantowska przeciągle ziewa, mlaszcze, czasem dyskretnie beka, zmienia melodię zdania w trakcie, wysokość głosu w środku akapitu, z pełnego napięcia monologu przechodzi przy zmianie pliku do czytania normalnym głosem. Bawiło mnie to przeraźliwie, ale jak chcecie fance literatury wiktoriańskiej kupić tego audiobooka, to jednak nie polecam.
[1] Za każdym razem, kiedy Romantowska czytała afektowanym głosem cioci Norris frazę "Fanny Price!" miałam bliskie skojarzenia ze Strażakiem Samem, w którym głównym podpalaczem jest piegowaty Norman Price.
[2] Okazuje się, że kazirodztwo nie szkodzi.
Inne tej autorki:
#86 / #4
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 20, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2014
- 8 komentarzy
- Skomentuj
W kwestii literatury patologicznej to książka zdecydowanie na podium. Trzy siostry - wiecznie śpiący leń (lady Bertram) wyszła za lorda i zamieszkała w majątku Mansfield Park, zrzędząca skąpa jędza (pani Norris) została żoną pastora i objęli prebendę w majątku męża siostry, trzecia zaś niezdara (pani Price) wyszła za oficera marynarki, który został kontuzjowany i dostał rentę, a z tej biedy zrobili chyba dziewięcioro potomstwa. Pani Norris wpadła na pomysł, żeby jej bogata siostra "pomogła" najbiedniejszej i zabrała jej jedno z dzieci pod opiekę, żeby "ulżyć matce". W efekcie pani Price bez żalu pozbyła się najstarszej córki, dzięki czemu Fanny Price[1] pojawiła się w majątku wuja jako towarzyszka zabaw jego dwóch córek i dwóch synów. Sir Bertram zgadza się na to, bo myśli, że wychowanie kuzynki z jego dziećmi nie zaowocuje małżeństwem między kuzynami[2], skoro będą się widywali codziennie. Jakże rozbawiło mnie to założenie. Zalękniona Fanny snuje się najpierw po majątku, po czym - edukowana i wspierana przez młodszego syna lorda, Edmunda, staje się nagle ostoją moralności rodziny, oczywiście zakochana w swoim kuzynie. Starsze od niej kuzynki - Maria i Julia - są zarozumiałe, najstarszy syn Thom utracjusz, a dodatkowe zamieszanie wprowadza rodzeństwo aktualnej pastorowej - młoda i cyniczna Mary oraz kochliwy i pozbawiony zasad Henry. Ponieważ nikt - poza lordem Bertramem, który wyjeżdża na Antiguę nadzorować plantacje - nie pracuje, cała akcja kręci się wokół tego, kto na kogo spojrzał, czy któraś panna nie została przypadkiem sam na sam z którymś panem, czy zaręczyny Marii nie są zagrożone, a przede wszystkim wokół wiecznie spanikowanej i przejmującej się opinią świata Fanny. Po wielu zakrętach dość nudnej i przegadanej akcji Fanny wreszcie wyznaje kuzynowi uczucie, a jego ojciec (wuj Fanny) sankcjonuje związek.
Zapewne odpuściłabym lekturę w połowie, ale słuchałam audiobooka z dodatkowymi efektami. Czytająca go Anna Romantowska przeciągle ziewa, mlaszcze, czasem dyskretnie beka, zmienia melodię zdania w trakcie, wysokość głosu w środku akapitu, z pełnego napięcia monologu przechodzi przy zmianie pliku do czytania normalnym głosem. Bawiło mnie to przeraźliwie, ale jak chcecie fance literatury wiktoriańskiej kupić tego audiobooka, to jednak nie polecam.
[1] Za każdym razem, kiedy Romantowska czytała afektowanym głosem cioci Norris frazę "Fanny Price!" miałam bliskie skojarzenia ze Strażakiem Samem, w którym głównym podpalaczem jest piegowaty Norman Price.
[2] Okazuje się, że kazirodztwo nie szkodzi.
Inne tej autorki:
#86 / #4
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 20, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2014
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Sequel serialu Closer, tym razem bez Brendy Leigh Johnson, co - absurdalnie - wyszło serialowi na plus. Ekipa z poprzedniego serialu (bez sierżanta Gabriela, który był drugą najgorszą postacią), dowodzona przez kapitan Sharon Raydar, rozwiązuje w każdym odcinku tajemnicę jakiejś brutalnej (czasami takiej, że zastanawiam się, czy scenarzyści nie przeholowali) zbrodni. W tle powraca wątek Rusty'ego Becka, nastolatka, który był świadkiem gwałtu i morderstwa (i ciągle oczekuje na proces) i którym zaopiekowała się Sharon. Sporo elementów komediowych za sprawą detektywów Provenzy i Flynna. Czasem, zupełnie znienacka, pojawia się mąż Brendy, agent Fritz Howard.
Aktualnie zakończył się trzeci sezon, będzie czwarty, ale da się oglądać zdecydowanie bez znudzenia.
EDIT [2018]: Serial dobrnął do 6. sezonu, niestety rezygnując z humoru na rzecz postępującej dramy, realizowanej prawie jak w polskiej telewizji misyjnej (tym bardziej, że chyba na fali kontrowersji w kościele katolickim, scenarzyści dla ocieplenia wizerunku instytucji zrobili Sharon Raydar ultra-katoliczką, pokazując przy okazji akcji zwierzanie się z dylematów moralnych dobremu kapłanowi i szczegółowo kilka sakramentów). Powracający wątek Rusty'ego (najbardziej niesympatycznego bohatera pozytywnego, który wystarczy, że wchodzi do pokoju, a już irytuje, a co dopiero, jak się odezwie) i prześladującego go demonicznego Phillipa Stroha, o którym pod koniec sezonu już absolutnie nikt nie pamiętał, tyle że był Ultymatywnie Złym Psychopatą, jest słaby. Niestety, trzeba zacisnąć zęby i doczekać do końca; nie żeby koniec był jakiś rewelacyjny, ale syndrom sztokholmski, wiadomo.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Sequel serialu Closer, tym razem bez Brendy Leigh Johnson, co - absurdalnie - wyszło serialowi na plus. Ekipa z poprzedniego serialu (bez sierżanta Gabriela, który był drugą najgorszą postacią), dowodzona przez kapitan Sharon Raydar, rozwiązuje w każdym odcinku tajemnicę jakiejś brutalnej (czasami takiej, że zastanawiam się, czy scenarzyści nie przeholowali) zbrodni. W tle powraca wątek Rusty'ego Becka, nastolatka, który był świadkiem gwałtu i morderstwa (i ciągle oczekuje na proces) i którym zaopiekowała się Sharon. Sporo elementów komediowych za sprawą detektywów Provenzy i Flynna. Czasem, zupełnie znienacka, pojawia się mąż Brendy, agent Fritz Howard.
Aktualnie zakończył się trzeci sezon, będzie czwarty, ale da się oglądać zdecydowanie bez znudzenia.
EDIT [2018]: Serial dobrnął do 6. sezonu, niestety rezygnując z humoru na rzecz postępującej dramy, realizowanej prawie jak w polskiej telewizji misyjnej (tym bardziej, że chyba na fali kontrowersji w kościele katolickim, scenarzyści dla ocieplenia wizerunku instytucji zrobili Sharon Raydar ultra-katoliczką, pokazując przy okazji akcji zwierzanie się z dylematów moralnych dobremu kapłanowi i szczegółowo kilka sakramentów). Powracający wątek Rusty'ego (najbardziej niesympatycznego bohatera pozytywnego, który wystarczy, że wchodzi do pokoju, a już irytuje, a co dopiero, jak się odezwie) i prześladującego go demonicznego Phillipa Stroha, o którym pod koniec sezonu już absolutnie nikt nie pamiętał, tyle że był Ultymatywnie Złym Psychopatą, jest słaby. Niestety, trzeba zacisnąć zęby i doczekać do końca; nie żeby koniec był jakiś rewelacyjny, ale syndrom sztokholmski, wiadomo.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jak poprzedni tom mnie rozśmieszył, tak ten jednak będzie chyba ostatnim. Cykl jest coraz bardziej idiotyczny, zarówno z narracją, jak i z fabułą. Zaczyna się przyzwoicie - Ameryka wypowiada wojnę Irakowi, była żona Paula Hjelma zostaje zakładniczką w banku, napastnicy mają rosyjski akcent, stąd zaangażowanie drużyny A. Wielotorowo pojawia się wątek z drugiej wojny światowej (gdzie to poszkodowani wojną naukowcy w płonącym Stalingradzie wymyślili metodę otrzymywania czystej energii) oraz zimnej wojny. Niestety, potem autor wchodzi w bajki dla dorosłych - tajni agenci (STASI, CIA, KGB) w dalszym ciągu dyrygują światem, a cała akcja z bankiem została pomyślana jako element znacznie większej sprawy ogólnoświatowej wojny o ropę (np. prywatny zakup zabytkowego biurka przez jednego z członków drużyny jest elementem spisku). Dla podniesienia objętości książki autor dzielnie cytuje kilka razy te same rozmowy, a dodatkowo umieszcza całe telewizyjne przemówienie G. W. Busha, bo ważne (przyznaję się bez bicia, ominęłam je bez czytania). W warstwie narracyjnej odpadłam, kiedy Kerstin Holm, zarządzająca drużyną, doznaje przypływu libido, czytając akta sprawy i przez kilka rozdziałów zastanawia się, czy wyjąć z szuflady wibrator. Nie trzymając Was w niepewności, wyjaśnię, że wyjmuje (ale tak, żeby śpiący z nią w łóżku 9-letni syn nie widział, meh). Paul Hjelm, dla odmiany, słyszy w głowie Requiem Mozarta za każdym razem, jak wchodzi do pomieszczenia, w którym był zabity człowiek. Nawet jak go nie widzi.
Z cyklu zbiegi okoliczności - jeden z członków Drużyny A jest na urlopie i przepływa tuż obok Korfu w drodze z Chios do Wenecji. Naprawdę te książki przypadkowo wybieram!
Inne tego autora.
#85
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2014, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak poprzedni tom mnie rozśmieszył, tak ten jednak będzie chyba ostatnim. Cykl jest coraz bardziej idiotyczny, zarówno z narracją, jak i z fabułą. Zaczyna się przyzwoicie - Ameryka wypowiada wojnę Irakowi, była żona Paula Hjelma zostaje zakładniczką w banku, napastnicy mają rosyjski akcent, stąd zaangażowanie drużyny A. Wielotorowo pojawia się wątek z drugiej wojny światowej (gdzie to poszkodowani wojną naukowcy w płonącym Stalingradzie wymyślili metodę otrzymywania czystej energii) oraz zimnej wojny. Niestety, potem autor wchodzi w bajki dla dorosłych - tajni agenci (STASI, CIA, KGB) w dalszym ciągu dyrygują światem, a cała akcja z bankiem została pomyślana jako element znacznie większej sprawy ogólnoświatowej wojny o ropę (np. prywatny zakup zabytkowego biurka przez jednego z członków drużyny jest elementem spisku). Dla podniesienia objętości książki autor dzielnie cytuje kilka razy te same rozmowy, a dodatkowo umieszcza całe telewizyjne przemówienie G. W. Busha, bo ważne (przyznaję się bez bicia, ominęłam je bez czytania). W warstwie narracyjnej odpadłam, kiedy Kerstin Holm, zarządzająca drużyną, doznaje przypływu libido, czytając akta sprawy i przez kilka rozdziałów zastanawia się, czy wyjąć z szuflady wibrator. Nie trzymając Was w niepewności, wyjaśnię, że wyjmuje (ale tak, żeby śpiący z nią w łóżku 9-letni syn nie widział, meh). Paul Hjelm, dla odmiany, słyszy w głowie Requiem Mozarta za każdym razem, jak wchodzi do pomieszczenia, w którym był zabity człowiek. Nawet jak go nie widzi.
Z cyklu zbiegi okoliczności - jeden z członków Drużyny A jest na urlopie i przepływa tuż obok Korfu w drodze z Chios do Wenecji. Naprawdę te książki przypadkowo wybieram!
Inne tego autora.
#85
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2014, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... panie Pawle kochany, kiedy czytałam pana opowieść, w której nauka jazdy małym fiatem pięknej panny Ciwle była tylko pretekstem do rozsnucia onirycznej, magicznej opowieści o Gdańsku, nie takim jak z przewodnika turystycznego, nie takim, w którym ogranicza się do podróżowania w trójkącie dom-praca-sklep, tylko takim, gdzie nie grają roli znaki drogowe i interpunkcyjne, za to pojawia się świat nie zauważany na co dzień, pełen skomplikowanych ludzkich życiorysów, czasem tylko związanych geograficznie z jakimś miejscem, jak te ogródki działkowe, w których przypadkiem mieszkała panna Ciwle z bratem; więc kiedy czytałam o tym, zapragnęłam mieć taką łatwość składania fraz w długą, lejącą się jak miód za łyżką historię o tym, co się składa na świat, w którym żyję...
Bo taka to właśnie książka - nienachalnie inna w formie, co jednak zupełnie nie przeszkadza w odbiorze. Skonstruowana jako listy do milego pana Bohuška, jako znak tęsknoty za światem niezwykłym, letnim i bogatym w smaki, zapachy i kolory. Narrator, zawstydzony swoją nieumiejętnością jazdy, snuje - jak Szeherezada lat 90. - opowieści o samochodach, które pojawiały się w jego rodzinie - awaryjnym citroënie, który skończył pod kołami polskiej lokomotywy, wytrzymałym mercedesie zarekwirowanym we Lwowie, swojej rodzinie, drugiej wojnie światowej, PRL-u i tych wszystkich kolejach losu, które doprowadziły go pod firmę instruktora Szkaradka.
Inne tego autora:
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 18, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2014
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... panie Pawle kochany, kiedy czytałam pana opowieść, w której nauka jazdy małym fiatem pięknej panny Ciwle była tylko pretekstem do rozsnucia onirycznej, magicznej opowieści o Gdańsku, nie takim jak z przewodnika turystycznego, nie takim, w którym ogranicza się do podróżowania w trójkącie dom-praca-sklep, tylko takim, gdzie nie grają roli znaki drogowe i interpunkcyjne, za to pojawia się świat nie zauważany na co dzień, pełen skomplikowanych ludzkich życiorysów, czasem tylko związanych geograficznie z jakimś miejscem, jak te ogródki działkowe, w których przypadkiem mieszkała panna Ciwle z bratem; więc kiedy czytałam o tym, zapragnęłam mieć taką łatwość składania fraz w długą, lejącą się jak miód za łyżką historię o tym, co się składa na świat, w którym żyję...
Bo taka to właśnie książka - nienachalnie inna w formie, co jednak zupełnie nie przeszkadza w odbiorze. Skonstruowana jako listy do milego pana Bohuška, jako znak tęsknoty za światem niezwykłym, letnim i bogatym w smaki, zapachy i kolory. Narrator, zawstydzony swoją nieumiejętnością jazdy, snuje - jak Szeherezada lat 90. - opowieści o samochodach, które pojawiały się w jego rodzinie - awaryjnym citroënie, który skończył pod kołami polskiej lokomotywy, wytrzymałym mercedesie zarekwirowanym we Lwowie, swojej rodzinie, drugiej wojnie światowej, PRL-u i tych wszystkich kolejach losu, które doprowadziły go pod firmę instruktora Szkaradka.
Inne tego autora:
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 18, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2014
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie spodziewałam się, że na bazie filmu można nakręcić tak dobry serial. Nie wiem, jaki był udział braci Coen w scenariuszu, ale duch oryginalnego działa czuć cały czas.
Zima, małe miasteczko w Minnesocie. Cichy agent ubezpieczeniowy, Lester (Martin Freeman) zostaje napadnięty przez Hessa, osiłka, aktualnie właściciela firmy transportowej, prześladującego go w liceum. Kiedy czeka na ostrym dyżurze na opatrzenie nosa, spotyka Lorne'a Malvo (ładnie spatynowany Billy Bob Thornton), mordercę, który obiecuje, że zajmie się tym. Tak z dobrego serca. To przypadkowe spotkanie rozpoczyna cały łańcuch zdarzeń, w którym zginie sporo osób, zaczynając od Hessa i żony Lestera. Lokalna policja chce odfajkować oba zgony jak najszybciej, ale jedna z policjantek - zastępca szeryfa Solverson - uważa, że udział Lestera w całej sprawie jest istotny.
Akcja jest pokazywana nieliniowo (przez co miałam spore skojarzenia z Tarantino). Małe, spokojne miasteczko okazuje się mekką dla sprytnych bandytów, padający śnieg i burza śnieżna sprawiają, że świat jest absurdalnie odrealniony. Lokalny bar/diner, prowadzony przez papę Solversona, jest miejscem spotkań i popychających śledztwo rozmów. W przeciwieństwie do True Detective serial nie jest załadowany po wręby filozofowaniem i wywlekaniem wspomnień, więcej jest obrazu. Z korzyścią dla widza.
Zdecydowanie czekam na drugi sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 18, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Nie spodziewałam się, że na bazie filmu można nakręcić tak dobry serial. Nie wiem, jaki był udział braci Coen w scenariuszu, ale duch oryginalnego działa czuć cały czas.
Zima, małe miasteczko w Minnesocie. Cichy agent ubezpieczeniowy, Lester (Martin Freeman) zostaje napadnięty przez Hessa, osiłka, aktualnie właściciela firmy transportowej, prześladującego go w liceum. Kiedy czeka na ostrym dyżurze na opatrzenie nosa, spotyka Lorne'a Malvo (ładnie spatynowany Billy Bob Thornton), mordercę, który obiecuje, że zajmie się tym. Tak z dobrego serca. To przypadkowe spotkanie rozpoczyna cały łańcuch zdarzeń, w którym zginie sporo osób, zaczynając od Hessa i żony Lestera. Lokalna policja chce odfajkować oba zgony jak najszybciej, ale jedna z policjantek - zastępca szeryfa Solverson - uważa, że udział Lestera w całej sprawie jest istotny.
Akcja jest pokazywana nieliniowo (przez co miałam spore skojarzenia z Tarantino). Małe, spokojne miasteczko okazuje się mekką dla sprytnych bandytów, padający śnieg i burza śnieżna sprawiają, że świat jest absurdalnie odrealniony. Lokalny bar/diner, prowadzony przez papę Solversona, jest miejscem spotkań i popychających śledztwo rozmów. W przeciwieństwie do True Detective serial nie jest załadowany po wręby filozofowaniem i wywlekaniem wspomnień, więcej jest obrazu. Z korzyścią dla widza.
Zdecydowanie czekam na drugi sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 18, 2014
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj