[19.08.2013]
Nieustająco bawi mnie, jak bardzo Portugalczycy (i Hiszpanie) podkreślają, że to, co mają, jest prawdziwe. A to Vila Real, a to Basilica Real. Może dlatego, że mają jakieś sztuczne?
Bardzo lubię miasteczka z mariną. Nieduże, z uporządkowaną starówką (przewodniki zeznały, że to miasteczko odbudowane pokazowo po trzęsieniu ziemi w XVIII w., żeby pokazać graniczącej z nim Hiszpanii, że można), biało-błękitne. W wodzie w porcie wesoło baraszkują ryby, w sklepach niestety lokalna wersja plażowego deptaka.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
portugalia, villa-real-de-santo-antonio
- 3 komentarze
- Skomentuj
[19.09.2013]
Podstawową różnicą między Portugalią a Hiszpanią jest to, że się mówi gracias zamiast obrigade oraz że w Hiszpanii nikt nie próbuje mówić po angielsku (chyba poza panią w aptece, pozdrawiam). Wzruszyła mnie też troska o sprawiedliwość społeczną, albowiem w godzinach 14-16 były nieczynne sklepy, a 16-18 - restauracje. Ayamonte zachwalane było jako miejsce na zakupy obuwia (shoe shopping!), ale wyznam, że z niespecjalnie chętnym Majem wolę przechodzić przez zakupy internetowe niż naziemne. Poza tym - marina, kafelki, palmy, doskonała lodowato zimna miętowa herbata i słabo stosowane tosty w jednej z przypadkowych kawiarenek.
Przez Isla Christina w zasadzie przejechaliśmy, albowiem nie było gdzie zaparkować, a najmłodszy uczestnik odmawiał spaceru w upale. Ładne, białe miasteczko, piękny port i popołudniowy upał.
Nieustająco mnie cieszy, jak łatwo jest przejechać z kraju do kraju. Bez granic, kontroli, czasem nawet bez zmiany waluty. Tu akurat zmieniał się czas (Hiszpania - jak u nas, Portugalia - godzina do tyłu; co zapewne wyjaśnia ten jet-lag, jaki miałam w sobotę po powrocie), ale poza tym te same czerwone skały, drzewa i mewy. I ta sama zatoka na horyzoncie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
hiszpania, ayamonte
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[19.08.2013]
Nieustająco bawi mnie, jak bardzo Portugalczycy (i Hiszpanie) podkreślają, że to, co mają, jest prawdziwe. A to Vila Real, a to Basilica Real. Może dlatego, że mają jakieś sztuczne?
Bardzo lubię miasteczka z mariną. Nieduże, z uporządkowaną starówką (przewodniki zeznały, że to miasteczko odbudowane pokazowo po trzęsieniu ziemi w XVIII w., żeby pokazać graniczącej z nim Hiszpanii, że można), biało-błękitne. W wodzie w porcie wesoło baraszkują ryby, w sklepach niestety lokalna wersja plażowego deptaka.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
portugalia, villa-real-de-santo-antonio
- 3 komentarze
- Skomentuj
[19.09.2013]
Podstawową różnicą między Portugalią a Hiszpanią jest to, że się mówi gracias zamiast obrigade oraz że w Hiszpanii nikt nie próbuje mówić po angielsku (chyba poza panią w aptece, pozdrawiam). Wzruszyła mnie też troska o sprawiedliwość społeczną, albowiem w godzinach 14-16 były nieczynne sklepy, a 16-18 - restauracje. Ayamonte zachwalane było jako miejsce na zakupy obuwia (shoe shopping!), ale wyznam, że z niespecjalnie chętnym Majem wolę przechodzić przez zakupy internetowe niż naziemne. Poza tym - marina, kafelki, palmy, doskonała lodowato zimna miętowa herbata i słabo stosowane tosty w jednej z przypadkowych kawiarenek.
Przez Isla Christina w zasadzie przejechaliśmy, albowiem nie było gdzie zaparkować, a najmłodszy uczestnik odmawiał spaceru w upale. Ładne, białe miasteczko, piękny port i popołudniowy upał.
Nieustająco mnie cieszy, jak łatwo jest przejechać z kraju do kraju. Bez granic, kontroli, czasem nawet bez zmiany waluty. Tu akurat zmieniał się czas (Hiszpania - jak u nas, Portugalia - godzina do tyłu; co zapewne wyjaśnia ten jet-lag, jaki miałam w sobotę po powrocie), ale poza tym te same czerwone skały, drzewa i mewy. I ta sama zatoka na horyzoncie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
hiszpania, ayamonte
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jasno, biało, oślepiająco. Od oceanu bryza, ale oszałamiający skwar. Drzewa, które roboczo nazywam baobabami, chociaż pewnie to zupełnie co innego.
Wszystko jest dobrze do wieczora, kiedy pada pytanie "A teraz wracamy już do domu?". Córka ma ten sam gen, co my oboje z TŻ, chociaż umiemy sobie wmówić, że i poza domem jest komfortowo. Ona jeszcze nie.
A sopa de peixe to nie jest zupa z groszku, tylko rybna. Ale i tak była dobra.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 18, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
portugalia, monte-gordo, algarve
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Jasno, biało, oślepiająco. Od oceanu bryza, ale oszałamiający skwar. Drzewa, które roboczo nazywam baobabami, chociaż pewnie to zupełnie co innego.
Wszystko jest dobrze do wieczora, kiedy pada pytanie "A teraz wracamy już do domu?". Córka ma ten sam gen, co my oboje z TŻ, chociaż umiemy sobie wmówić, że i poza domem jest komfortowo. Ona jeszcze nie.
A sopa de peixe to nie jest zupa z groszku, tylko rybna. Ale i tak była dobra.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 18, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
portugalia, monte-gordo, algarve
- 5 komentarzy
- Skomentuj
[Aktywność zastępcza.]
Cała rodzina Romanowych wyjeżdża do Miami, tak bez problemu - Katia dostaje pracę w klinice, reszta rodziny (Sierioża i Julia) w agencji reklamowej, Kiriusza będzie się uczył w amerykańskiej szkole (o jakże niskim poziomie w porównaniu z moskiewską). Nic to, lecą trzy psy i kot (jednym samolotem!), a żaba - której nie wolno opuścić Mateczki Rassii - jedzie przemycana w kieszeni najmłodszego. Na tę okoliczność Lampa, która jednak wizy nie dostała, bo jest bezrobotna, ląduje jako opiekunka domu znanego pisarza kryminałów, Konrada Razumowa. W domu wyfiokowana któraś z kolei żona, Lena, jej 4-letni syn i 13-letnia Liza (z poprzedniego związku Razumowa), nastolatka, która nie jest w stanie zagotować wody oraz rozpuszczona służba - kucharka kradnie, a pokojówka niedwuznacznie się pręży przed autorem w odzieży frywolnej. Lampa wprowadza porządki, tyle że chwilę, bo któregoś wieczora podczas zabawy z synem Razumow pada martwy. Okazuje się, że jeden z pistoletów, którymi się bawił z 4-latkiem, nie był atrapą. Lena wysyła dziecko z nianią na Cypr, po czym zostaje aresztowana, bo pistolet jest zarejestrowany na jednego z jej kochanków. Eulampia zostaje z domem i córką zmarłego oraz - jak się łatwo domyślić - śledztwem, ponieważ okazuje się, że morderstwo odbyło się dokładnie według ostatniej, nieopublikowanej powieści autora. Ponieważ w poprzednich opisywał pikantne historie ze swojego otoczenia, tak może być i tym razem. Lampa zaczyna śledzić potencjalnego mordercę, człowieka pozbawionego zasad, doprowadzającego kochające go kobiety do ruiny, tyle że... nieżyjącego. Czy rzeczywiście umarł w pożarze w więzieniu - do wyjaśnienia tego potrzeba wycieczek pod Moskwę, uczynnego sąsiada oraz dużo uporu, bo tym razem znajomy milicjant jest na urlopie w Dubaju, a pozostali na komendzie odsuwają Lampę od śledztwa.
Elementami rozrywkowymi są: edukacja 13-latki, która nie umie zapalić gazu i zagotować wody, ale przynajmniej jest chętna i angażuje się w gospodarstwo domowe (nawet kosztem tego, że usiłuje wykonać sodę gaszoną za pomocą zapalania i moczenia), próba nauczenia młodego mafiozo porozumiewania się elegancką mową zamiast grypsery oraz wychowywanie w domu kociaka, kupionego pod giełdą zwierząt (poruszony problem nielegalnych hodowli z 12 miotami w ciągu roku) i szczeniaka (który potencjalnie jest mastiffem, porzuconym w zaspie).
Inne tej autorki tu.
#62
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 17, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2013
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[Aktywność zastępcza.]
Cała rodzina Romanowych wyjeżdża do Miami, tak bez problemu - Katia dostaje pracę w klinice, reszta rodziny (Sierioża i Julia) w agencji reklamowej, Kiriusza będzie się uczył w amerykańskiej szkole (o jakże niskim poziomie w porównaniu z moskiewską). Nic to, lecą trzy psy i kot (jednym samolotem!), a żaba - której nie wolno opuścić Mateczki Rassii - jedzie przemycana w kieszeni najmłodszego. Na tę okoliczność Lampa, która jednak wizy nie dostała, bo jest bezrobotna, ląduje jako opiekunka domu znanego pisarza kryminałów, Konrada Razumowa. W domu wyfiokowana któraś z kolei żona, Lena, jej 4-letni syn i 13-letnia Liza (z poprzedniego związku Razumowa), nastolatka, która nie jest w stanie zagotować wody oraz rozpuszczona służba - kucharka kradnie, a pokojówka niedwuznacznie się pręży przed autorem w odzieży frywolnej. Lampa wprowadza porządki, tyle że chwilę, bo któregoś wieczora podczas zabawy z synem Razumow pada martwy. Okazuje się, że jeden z pistoletów, którymi się bawił z 4-latkiem, nie był atrapą. Lena wysyła dziecko z nianią na Cypr, po czym zostaje aresztowana, bo pistolet jest zarejestrowany na jednego z jej kochanków. Eulampia zostaje z domem i córką zmarłego oraz - jak się łatwo domyślić - śledztwem, ponieważ okazuje się, że morderstwo odbyło się dokładnie według ostatniej, nieopublikowanej powieści autora. Ponieważ w poprzednich opisywał pikantne historie ze swojego otoczenia, tak może być i tym razem. Lampa zaczyna śledzić potencjalnego mordercę, człowieka pozbawionego zasad, doprowadzającego kochające go kobiety do ruiny, tyle że... nieżyjącego. Czy rzeczywiście umarł w pożarze w więzieniu - do wyjaśnienia tego potrzeba wycieczek pod Moskwę, uczynnego sąsiada oraz dużo uporu, bo tym razem znajomy milicjant jest na urlopie w Dubaju, a pozostali na komendzie odsuwają Lampę od śledztwa.
Elementami rozrywkowymi są: edukacja 13-latki, która nie umie zapalić gazu i zagotować wody, ale przynajmniej jest chętna i angażuje się w gospodarstwo domowe (nawet kosztem tego, że usiłuje wykonać sodę gaszoną za pomocą zapalania i moczenia), próba nauczenia młodego mafiozo porozumiewania się elegancką mową zamiast grypsery oraz wychowywanie w domu kociaka, kupionego pod giełdą zwierząt (poruszony problem nielegalnych hodowli z 12 miotami w ciągu roku) i szczeniaka (który potencjalnie jest mastiffem, porzuconym w zaspie).
Inne tej autorki tu.
#62
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 17, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2013
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Im dalej w cykl, tym Joe Alex bardziej tęskni za Karoliną, która tym razem zamknięta w swoim mieszkanku (i chroniona przez cerberowatą służącą) odcyfrowuje tajemniczy papirus, sugerujący, że kreteński labirynt znajduje się na jednej z wysepek morza Egejskiego. W Admiralicji Brytyjskiej, gdzie Joe ma oczywiście znajomości (nie darmo jest lotnikiem-bohaterem), od ręki znajdują na podstawie danych z papirusu wyspę. I cudownym trafem instytut dostaje nagle grant od anonimowej staruszki, do wydania na wyprawę archeologiczną. Płynie więc cały zespół Karoliny - bogate małżeństwo Gordonów własnym jachtem, reszta - profesor Lee, Karolina i troje pozostałych - dwóch mężczyzn i kobieta - statkiem. Alex nie byłby sobą, gdyby przypadkiem nie dowiedział się z akt Scotland Yardu, że profesor ma coś do Roberta Gordona. Dociekliwy czytelnik dowiaduje się też, że wszyscy uczestnicy wycieczki - oprócz Karoliny - coś do niego mają.
Alex oczywiście ma w małym palcu grecką mitologię i historię wierzeń Kreteńczyków, tym razem to Karolina patrzy na niego z ogromnym uczuciem. Nie tylko dlatego, że w newralgicznym momencie dostarcza jej alibi.
Na wyspie jest tylko latarnik, Alex, ekipa dystyngowanych archeologów i mnóstwo jaskiń, które zespół zaczyna parami badać (oprócz jednego z panów, który płynie na ryby, bo lubi łowić i nie ma pary do eksplorowania). Do tego dochodzi intensywna burza, uderzająca na wyspę. Nie wiadomo po co Robert Gordon wychodzi sam w środek nawałnicy (wiadomo, idzie sprawdzić, czy jacht jest bezpieczny, ale logika tego jest ewidentnie w celu zawiązania intrygi) i jak się łatwo domyślić, nie wraca. Znaleziony zostaje z zabytkowym posążkiem w skrzyżowanych rękach (sugerującym klątwę Pani Labiryntu) oraz rozbitą głową, co daje niedwuznacznie sygnał, że rzeczywiście na wyspie jest skarb. I morderca. Kiedy i grecki latarnik zostaje znaleziony martwy, wiadomo też, że morderca jest jednym z uczestników wycieczki. Tyle że wszyscy byli razem w baraku i nikt nie miał szans zabić ofiary. Detektyw jednak nie wierzy w klątwę i mimo braku możliwości sprawdzenia odcisków palców oraz dokładnego czasu zgonu uważa, że morderca nie jest nadprzyrodzony.
W tle antycypacja Indiany Jonesa z łażeniem po jaskiniach, zapadniami, ukrytymi przejściami i szukaniem skarbów, które czekają na szczęśliwego znalazcę mimo kilku tysięcy lat pozostawania w ukryciu.
Obowiązkowa porcja szowinizmu: Karolina w spodniach, przekraczająca jako pierwsza od 150 lat próg gabinetu admirała ("Mimo to admirał opanował się natychmiast"). Wyjątkowo bez aluzji do Joyce'a i narzekania, ze Alex chciałby napisać Prawdziwą Literaturę, a nie jakieś tam kryminałki; może dlatego, że klimat ewidentnie turystyczny i wakacyjny.
Inne tego autora tu.
#61
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 15, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2013, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Im dalej w cykl, tym Joe Alex bardziej tęskni za Karoliną, która tym razem zamknięta w swoim mieszkanku (i chroniona przez cerberowatą służącą) odcyfrowuje tajemniczy papirus, sugerujący, że kreteński labirynt znajduje się na jednej z wysepek morza Egejskiego. W Admiralicji Brytyjskiej, gdzie Joe ma oczywiście znajomości (nie darmo jest lotnikiem-bohaterem), od ręki znajdują na podstawie danych z papirusu wyspę. I cudownym trafem instytut dostaje nagle grant od anonimowej staruszki, do wydania na wyprawę archeologiczną. Płynie więc cały zespół Karoliny - bogate małżeństwo Gordonów własnym jachtem, reszta - profesor Lee, Karolina i troje pozostałych - dwóch mężczyzn i kobieta - statkiem. Alex nie byłby sobą, gdyby przypadkiem nie dowiedział się z akt Scotland Yardu, że profesor ma coś do Roberta Gordona. Dociekliwy czytelnik dowiaduje się też, że wszyscy uczestnicy wycieczki - oprócz Karoliny - coś do niego mają.
Alex oczywiście ma w małym palcu grecką mitologię i historię wierzeń Kreteńczyków, tym razem to Karolina patrzy na niego z ogromnym uczuciem. Nie tylko dlatego, że w newralgicznym momencie dostarcza jej alibi.
Na wyspie jest tylko latarnik, Alex, ekipa dystyngowanych archeologów i mnóstwo jaskiń, które zespół zaczyna parami badać (oprócz jednego z panów, który płynie na ryby, bo lubi łowić i nie ma pary do eksplorowania). Do tego dochodzi intensywna burza, uderzająca na wyspę. Nie wiadomo po co Robert Gordon wychodzi sam w środek nawałnicy (wiadomo, idzie sprawdzić, czy jacht jest bezpieczny, ale logika tego jest ewidentnie w celu zawiązania intrygi) i jak się łatwo domyślić, nie wraca. Znaleziony zostaje z zabytkowym posążkiem w skrzyżowanych rękach (sugerującym klątwę Pani Labiryntu) oraz rozbitą głową, co daje niedwuznacznie sygnał, że rzeczywiście na wyspie jest skarb. I morderca. Kiedy i grecki latarnik zostaje znaleziony martwy, wiadomo też, że morderca jest jednym z uczestników wycieczki. Tyle że wszyscy byli razem w baraku i nikt nie miał szans zabić ofiary. Detektyw jednak nie wierzy w klątwę i mimo braku możliwości sprawdzenia odcisków palców oraz dokładnego czasu zgonu uważa, że morderca nie jest nadprzyrodzony.
W tle antycypacja Indiany Jonesa z łażeniem po jaskiniach, zapadniami, ukrytymi przejściami i szukaniem skarbów, które czekają na szczęśliwego znalazcę mimo kilku tysięcy lat pozostawania w ukryciu.
Obowiązkowa porcja szowinizmu: Karolina w spodniach, przekraczająca jako pierwsza od 150 lat próg gabinetu admirała ("Mimo to admirał opanował się natychmiast"). Wyjątkowo bez aluzji do Joyce'a i narzekania, ze Alex chciałby napisać Prawdziwą Literaturę, a nie jakieś tam kryminałki; może dlatego, że klimat ewidentnie turystyczny i wakacyjny.
Inne tego autora tu.
#61
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 15, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2013, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj