Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Atlas chmur

Jak na Wachowskich fabuła jest całkiem niezła, jak na Tykwera - słaba jak herbata z już raz zaparzonej torebki. Sześć historii, skrzętnie obsadzonych tymi sami bohaterami bądź ich duchowymi krewnymi. XIX wiek, początek XX, lata 70. i rok 2013 oraz dwie historie osadzone w przyszłości raczej dalszej. Jakkolwiek montaż historii i wprowadzanie kolejnych jest zrealizowane bardzo sprawnie, tak po godzinie znudziła mnie zabawa w rozpoznawanie poszczególnych aktorów w historiach. Od czasów wczesnego Star Treka mam też awersję do modyfikowania ludzkich twarzy za pomocą gumowej charakteryzacji; niestety był to dla twórców jedyny sposób, żeby z Hanksa zrobić staruszka, a z młodego Europejczyka Azjatę.

Nie umiem docenić walorów tego filmu - był za długi, poszczególne historie potraktowane linearnie były dość płaskie, a na zachwyt tylko ładnymi obrazkami chyba jestem za stara. Związki pomiędzy historiami są naprawdę pretekstowe - w latach 70. dziennikarka trafia na nagranie kompozycji autora z lat 30. bądź w Dalekiej Przyszłości pojawia się czczona w Dalszej Przyszłości bogini. W zasadzie warto obejrzeć dla sceny, kiedy przyłapany in flagranti mężczyzna zasłania przyrodzenie kotem. Żywym. Nie próbujcie tego w domu.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 2, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 4 komentarze - Skomentuj


Atlas chmur

Jak na Wachowskich fabuła jest całkiem niezła, jak na Tykwera - słaba jak herbata z już raz zaparzonej torebki. Sześć historii, skrzętnie obsadzonych tymi sami bohaterami bądź ich duchowymi krewnymi. XIX wiek, początek XX, lata 70. i rok 2013 oraz dwie historie osadzone w przyszłości raczej dalszej. Jakkolwiek montaż historii i wprowadzanie kolejnych jest zrealizowane bardzo sprawnie, tak po godzinie znudziła mnie zabawa w rozpoznawanie poszczególnych aktorów w historiach. Od czasów wczesnego Star Treka mam też awersję do modyfikowania ludzkich twarzy za pomocą gumowej charakteryzacji; niestety był to dla twórców jedyny sposób, żeby z Hanksa zrobić staruszka, a z młodego Europejczyka Azjatę.

Nie umiem docenić walorów tego filmu - był za długi, poszczególne historie potraktowane linearnie były dość płaskie, a na zachwyt tylko ładnymi obrazkami chyba jestem za stara. Związki pomiędzy historiami są naprawdę pretekstowe - w latach 70. dziennikarka trafia na nagranie kompozycji autora z lat 30. bądź w Dalekiej Przyszłości pojawia się czczona w Dalszej Przyszłości bogini. W zasadzie warto obejrzeć dla sceny, kiedy przyłapany in flagranti mężczyzna zasłania przyrodzenie kotem. Żywym. Nie próbujcie tego w domu.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 2, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 4 komentarze - Skomentuj


O dylematach w odbiorze sztuki

Po długim tentegowaniu w głowie wyszło mi, że w zasadzie każdą ambiwalencję, jaką mam w kwestii tego, czy dana rzecz jest sztuką, czy nie, można rozwiązać za pomocą prostego pytania: podoba mi się albo nie. Nie rozwiązałam jeszcze kwestii, czy utwór typowo prześmiewczy, zrobiony z blazą na ryju, jest sztuką czy zaawansowaną ironią, ale jeszcze sobie na ten temat pomyślę.

Sztukę przypadkiem odebrałam dziś w Palmiarni, gdzie oprócz pierzastych kurek, muszli (a muszle naprawdę obłędne) i ryb była wystawa prac studentów i wykładowców ASP. I zaprawdę, zieleń jest stworzona jako tło do wystawiania czegokolwiek. Lepsza niż białe ściany, marmury i strażnicy z uzbrojeniem. Od razu powiem, że zachwycił mnie Pink-win i steampunkowe wiszące metalowe szpikulce. I pierzaste kurki, ale kurki nie ulegają wątpliwości.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 2, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - 0 komentarzy - Skomentuj


O dylematach w odbiorze sztuki

Po długim tentegowaniu w głowie wyszło mi, że w zasadzie każdą ambiwalencję, jaką mam w kwestii tego, czy dana rzecz jest sztuką, czy nie, można rozwiązać za pomocą prostego pytania: podoba mi się albo nie. Nie rozwiązałam jeszcze kwestii, czy utwór typowo prześmiewczy, zrobiony z blazą na ryju, jest sztuką czy zaawansowaną ironią, ale jeszcze sobie na ten temat pomyślę.

Sztukę przypadkiem odebrałam dziś w Palmiarni, gdzie oprócz pierzastych kurek, muszli (a muszle naprawdę obłędne) i ryb była wystawa prac studentów i wykładowców ASP. I zaprawdę, zieleń jest stworzona jako tło do wystawiania czegokolwiek. Lepsza niż białe ściany, marmury i strażnicy z uzbrojeniem. Od razu powiem, że zachwycił mnie Pink-win i steampunkowe wiszące metalowe szpikulce. I pierzaste kurki, ale kurki nie ulegają wątpliwości.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 2, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - 0 komentarzy - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Śmiertelnie poważna sprawa

Z jednej ze wsi pod Grodziskiem Wielkopolskim, miasteczkiem z browarem, w którym robią piwo grodziskie o woltażu 2% (co ma niebagatelny wpływ na akcję) oraz wodę mineralną (co już wpływu nie ma), znika 16-letnia dziewczyna. Władza wstępnie postanawia sprawę olać, bo pewnie się znajdzie, ale dociekliwy podporucznik Wieczerzak, p. o. komendanta milicji, jest uparty i zarządza śledztwo. Śledztwo szybko prowadzi najpierw do zwłok zgwałconej i zamordowanej dziewczyny, a potem do uszkodzonego fiata 126p w kolorze bahama yellow. W ciągu pół dnia sprawa jest rozwiązana, tyle że do tak efektywnej pracy prowincjonalnego przyczółka sprawiedliwości wtrąca się województwo, przysyłając na miejsce podporucznika Mirka Brodziaka i Teosia Olkiewicza, którzy prowadzą śledztwo mimo nacisków ze strony lokalnych władz i SB.

Tym razem to historia ciężkiego życia milicjantów, którym praca nie przeszkadza jednak w ofiarnym a koncertowym natrąbieniu się napojami alkoholowymi. Olkiewicz sprawnie łączy pracę milicjanta i hobby pijaka; człowiek-gąbka wchłaniający dowolną ilość dowolnego alkoholu, posuwa kilkakrotnie śledztwo do przodu głównie dlatego, że ktoś tuż przed nosem otwiera kolejną flaszkę. Brodziak strasznie irytuje swojego kolegę, Wieczerzaka, bo mimo to, że właśnie Wieczerzak był lepszym studentem w szkole oficerskiej, to Brodziak nie ulega naciskom i jak pies gończy z nosem przy ziemi idzie tropem; wszystkie animozje oczywiście mijają przy pełnej flaszce.

Pojawia się też epizodycznie ukochana Brodziaka, kelnerka Marzenka oraz - już mniej epizodycznie, za to z wielkim hukiem - Gruby Rychu, który wraca z Reichu, gdzie prowadził swoje przemytn^Whandlowe biznesy. Mało Poznania, ale całkiem dużo Grodziska Wielkopolskiego od podszewki - jakie knajpy i gdzie, jaka trawa rośnie tu i ówdzie. Zarówno bywalcy knajp jak i i lokalna flora wybitnie przykładają się do rozwiązania zagadki. Podobnie jak kurze łajno.

To chyba najlepsza zagadka kryminalna u Ćwirleja, jak do tej pory. Wprawdzie mam nieco mieszane uczucia do do maniery zrzucania na SB wszystkiego, co złe w PRL-u, ale z perspektywy chyba trzeba, skoro nawet zapijaczeni milicjanci mają budzić sympatię. Dodatkowo, mimo początkowego niepokoju, całkiem zgrabnie udało się umieszczenie piątego tomu cyklu przed tomem pierwszym.

Inne tego autora tu.

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 30, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2013 - 3 komentarze - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Śmiertelnie poważna sprawa

Z jednej ze wsi pod Grodziskiem Wielkopolskim, miasteczkiem z browarem, w którym robią piwo grodziskie o woltażu 2% (co ma niebagatelny wpływ na akcję) oraz wodę mineralną (co już wpływu nie ma), znika 16-letnia dziewczyna. Władza wstępnie postanawia sprawę olać, bo pewnie się znajdzie, ale dociekliwy podporucznik Wieczerzak, p. o. komendanta milicji, jest uparty i zarządza śledztwo. Śledztwo szybko prowadzi najpierw do zwłok zgwałconej i zamordowanej dziewczyny, a potem do uszkodzonego fiata 126p w kolorze bahama yellow. W ciągu pół dnia sprawa jest rozwiązana, tyle że do tak efektywnej pracy prowincjonalnego przyczółka sprawiedliwości wtrąca się województwo, przysyłając na miejsce podporucznika Mirka Brodziaka i Teosia Olkiewicza, którzy prowadzą śledztwo mimo nacisków ze strony lokalnych władz i SB.

Tym razem to historia ciężkiego życia milicjantów, którym praca nie przeszkadza jednak w ofiarnym a koncertowym natrąbieniu się napojami alkoholowymi. Olkiewicz sprawnie łączy pracę milicjanta i hobby pijaka; człowiek-gąbka wchłaniający dowolną ilość dowolnego alkoholu, posuwa kilkakrotnie śledztwo do przodu głównie dlatego, że ktoś tuż przed nosem otwiera kolejną flaszkę. Brodziak strasznie irytuje swojego kolegę, Wieczerzaka, bo mimo to, że właśnie Wieczerzak był lepszym studentem w szkole oficerskiej, to Brodziak nie ulega naciskom i jak pies gończy z nosem przy ziemi idzie tropem; wszystkie animozje oczywiście mijają przy pełnej flaszce.

Pojawia się też epizodycznie ukochana Brodziaka, kelnerka Marzenka oraz - już mniej epizodycznie, za to z wielkim hukiem - Gruby Rychu, który wraca z Reichu, gdzie prowadził swoje przemytn^Whandlowe biznesy. Mało Poznania, ale całkiem dużo Grodziska Wielkopolskiego od podszewki - jakie knajpy i gdzie, jaka trawa rośnie tu i ówdzie. Zarówno bywalcy knajp jak i i lokalna flora wybitnie przykładają się do rozwiązania zagadki. Podobnie jak kurze łajno.

To chyba najlepsza zagadka kryminalna u Ćwirleja, jak do tej pory. Wprawdzie mam nieco mieszane uczucia do do maniery zrzucania na SB wszystkiego, co złe w PRL-u, ale z perspektywy chyba trzeba, skoro nawet zapijaczeni milicjanci mają budzić sympatię. Dodatkowo, mimo początkowego niepokoju, całkiem zgrabnie udało się umieszczenie piątego tomu cyklu przed tomem pierwszym.

Inne tego autora tu.

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 30, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2013 - 3 komentarze - Skomentuj