Miałam kilka podejść do czytania, bo - bez względu na to, jak bardzo uwielbiam frazę[1] Wańkowicza - to zbiór luźno powiązanych historii, rozsianych z pewną chronologią od czasów przed I wojną światową aż do czasów po II wojnie. Gubiłam wątek, irytowały mnie lwowskie stylizacje językowe, znudziłam się historiami ziemiańskimi i politycznymi.
Wybiórczo natomiast znalazłam sporo świetnych historii - o podróżach, o wnukach, dzieciach-wróblach mieszkających w socjalistycznej kamienicy obok pana "Wańkowica" czy - chyba moją ulubioną - o córce-riserczerce w NY Timesie.
Nieustająco wraca do mnie pytanie - czy chcę czytać "Ziele na kraterze"?
[1] Na "odejmowaniu nocników od ust lokatorom" zawiesiłam się na sporą chwilę.
#89
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 30, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012, opowiadania
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Miałam kilka podejść do czytania, bo - bez względu na to, jak bardzo uwielbiam frazę[1] Wańkowicza - to zbiór luźno powiązanych historii, rozsianych z pewną chronologią od czasów przed I wojną światową aż do czasów po II wojnie. Gubiłam wątek, irytowały mnie lwowskie stylizacje językowe, znudziłam się historiami ziemiańskimi i politycznymi.
Wybiórczo natomiast znalazłam sporo świetnych historii - o podróżach, o wnukach, dzieciach-wróblach mieszkających w socjalistycznej kamienicy obok pana "Wańkowica" czy - chyba moją ulubioną - o córce-riserczerce w NY Timesie.
Nieustająco wraca do mnie pytanie - czy chcę czytać "Ziele na kraterze"?
[1] Na "odejmowaniu nocników od ust lokatorom" zawiesiłam się na sporą chwilę.
#89
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 30, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2012, opowiadania
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Miesiąc, w którym rano po dźwięku budzika mam tylko jedną myśl - kiedy dziś uda mi się najwcześniej wrócić do łóżka. Nie, kłamię, dwie myśli - druga to: a może dziś nie wychodzić? Świat beze mnie się nie zawali.
Ale wstaję. Dziwnie człowiek jest skonstruowany.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Miesiąc, w którym rano po dźwięku budzika mam tylko jedną myśl - kiedy dziś uda mi się najwcześniej wrócić do łóżka. Nie, kłamię, dwie myśli - druga to: a może dziś nie wychodzić? Świat beze mnie się nie zawali.
Ale wstaję. Dziwnie człowiek jest skonstruowany.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
To dla mnie jedna z bardziej udanych rekonstrukcji [2022 - link nieaktualny], zwłaszcza że zamiast rozsypującego się pustego budynku jest sympatyczna restauracja. Sympatyczna, acz bez rewelacji - najbardziej podobał mi się widok na tory i przejeżdżające dołem pociągi, a górą - Teatralnym - tramwaje. Otwarta od 12, nie ma śniadań i płatność gotówką. Toaleta na parterze, da się dojechać po płaskim, tyle że przez park. Reszta - miło, acz nie przyciąga niczym specjalnym jeszcze.
Opodal mały plac zabaw i zaułek ślicznej, kameralnej Noskowskiego, z uroczymi domkami, płotami i szumami pociągów tuż przy uchu. Ja to lubię, nie wiem, jak mieszkańcy.
Więcej zdjęć na facebookowej stronie Nastawni.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 28, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
To dla mnie jedna z bardziej udanych rekonstrukcji [2022 - link nieaktualny], zwłaszcza że zamiast rozsypującego się pustego budynku jest sympatyczna restauracja. Sympatyczna, acz bez rewelacji - najbardziej podobał mi się widok na tory i przejeżdżające dołem pociągi, a górą - Teatralnym - tramwaje. Otwarta od 12, nie ma śniadań i płatność gotówką. Toaleta na parterze, da się dojechać po płaskim, tyle że przez park. Reszta - miło, acz nie przyciąga niczym specjalnym jeszcze.
Opodal mały plac zabaw i zaułek ślicznej, kameralnej Noskowskiego, z uroczymi domkami, płotami i szumami pociągów tuż przy uchu. Ja to lubię, nie wiem, jak mieszkańcy.
Więcej zdjęć na facebookowej stronie Nastawni.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 28, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ktoś (kto?) mi polecił P. D. James, że klimat brytyjskich posiadłości i w ogóle. I owszem, rzecz się dzieje na angielskiej prowincji, jest festyn ludowy, stajnie, podwieczorki, ale za dużo w tym wszystkim klasy rządzącej kontra służby, która powinna znać swoje miejsce. Śledztwo prowadzi inspektor Adam Dalgliesh, dość nieśmiały wdowiec. Nie ma specjalnych upodobań, namiętności, trochę jak automat wyjaśnia tajemnicę. Brakuje smacznych szczegółów (tylko w jednym miejscu inspektor ze swoim pomocnikiem narzekają na kuchnię w zajeździe, gdzie właścicielka jako staranność rozumie dobre wymieszanie zupy w proszku). Dam szansę następnym, bo tanie.
Sally Jupp jest pariaską, bo nie dość, że ma nieślubne dziecko, to jeszcze nie zamierza ujawnić ojca, a przysposobiona na służącą/pielęgniarkę w dworze potrafi bezczelnie się gapić w oczy swojej chlebodawczyni i mówić nie pytana. Nie pomaga jej w życiu też fakt, że jest śliczna i ma fantastyczne, długie rude włosy. A już całkiem nie zyskuje sobie przyjaciół, kiedy na festynie w posiadłości państwa Maxie zakłada identyczną sukienkę, co córka właścicielki oraz sprawia, że oświadcza się jej syn. Nie dziwne więc, że zostaje rano znaleziona w swoim pokoiku uduszona. Sprawa kończy się ulubionym przez klasycznych pisarzy zakończeniem - zebraniem wszystkich podejrzanych i zainteresowanych i wyjaśnieniem zbrodni, po którym sprawca wychodzi w kajdankach (ale tutaj po kąpieli, bo w więzieniu nie będzie luksusów).
Inne tej autorki:
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 27, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Ktoś (kto?) mi polecił P. D. James, że klimat brytyjskich posiadłości i w ogóle. I owszem, rzecz się dzieje na angielskiej prowincji, jest festyn ludowy, stajnie, podwieczorki, ale za dużo w tym wszystkim klasy rządzącej kontra służby, która powinna znać swoje miejsce. Śledztwo prowadzi inspektor Adam Dalgliesh, dość nieśmiały wdowiec. Nie ma specjalnych upodobań, namiętności, trochę jak automat wyjaśnia tajemnicę. Brakuje smacznych szczegółów (tylko w jednym miejscu inspektor ze swoim pomocnikiem narzekają na kuchnię w zajeździe, gdzie właścicielka jako staranność rozumie dobre wymieszanie zupy w proszku). Dam szansę następnym, bo tanie.
Sally Jupp jest pariaską, bo nie dość, że ma nieślubne dziecko, to jeszcze nie zamierza ujawnić ojca, a przysposobiona na służącą/pielęgniarkę w dworze potrafi bezczelnie się gapić w oczy swojej chlebodawczyni i mówić nie pytana. Nie pomaga jej w życiu też fakt, że jest śliczna i ma fantastyczne, długie rude włosy. A już całkiem nie zyskuje sobie przyjaciół, kiedy na festynie w posiadłości państwa Maxie zakłada identyczną sukienkę, co córka właścicielki oraz sprawia, że oświadcza się jej syn. Nie dziwne więc, że zostaje rano znaleziona w swoim pokoiku uduszona. Sprawa kończy się ulubionym przez klasycznych pisarzy zakończeniem - zebraniem wszystkich podejrzanych i zainteresowanych i wyjaśnieniem zbrodni, po którym sprawca wychodzi w kajdankach (ale tutaj po kąpieli, bo w więzieniu nie będzie luksusów).
Inne tej autorki:
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 27, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Uwaga - może zawierać orzeszki. Jak chcesz oglądać - nie czytaj.
Dla mnie wszystkie filmy, polegające na tym, że zabili go i uciekł, zwłaszcza w wersji "wysyłamy ekipę komandosów na rozpoznanie nieznanego"[1] należą do kategorii #4morons.
Na samym początku jest taki trochę bladoniebieski człowiek o klasycznej urodzie (chociaż łysy), łyka jakiś eliksir i się rozpada, a jego resztki wpadają do oceanu. Mrożące krew w żyłach zbliżenie na DNA. To nie był jego najlepszy dzień; potem okazało się, że to motto całego filmu.
Wypasiony technicznie statek leci do galaktyki na skraju wszechświata, bo archeologowie ustalili, że tam na pewno są nasi protoplaści. Jest trochę naukowców, pani doktor (znana także z innych filmów jako Dziewczyna z Tatuażem, tylko że tu jest bez tatuażu, za to z przepaską biodrową i drugą nieco wyżej), wierny acz cyniczny android oraz właścicielka statku, która jasno wyjaśnia, że ma się jej wyjazd zwrócić. Nie ma kota. Smuteczek. Są za to linie proste, co oznacza, że nasi tu byli. Ekipa idzie w teren bez żadnego zabezpieczenia, w dość nieodpornych kombinezonach, przynajmniej mają "szczeniaczki", które prawie tak dobrze jak samochody Google'a robią trójwymiarowe mapy tuneli. Ponieważ okazuje się, że WTEM jest atmosfera, wszyscy radośnie ściągają hełmy, potem zbierają artefakty i bez żadnego zabezpieczenia niosą je na statek, zostawiając dwóch członków wyprawy samych. Dalej jest jeszcze zabawniej - zainfekowanemu panu doktorowi robal wychodzi przez źrenicę, kwas tryska na szybkę hełmu i jest po hełmie, biegają hologramy protoplastów, pani doktor WTEM jest w trzymiesięcznej ciąży i wykonuje sobie za pomocą maszyny szybką cesarkę, po czym - z brzuchem pospinanym na zszywki - biega, skacze i się turla, tylko od czasu do czasu sobie wstrzykując środek przeciwbólowy. Na samym końcu jest bardzo wzruszający moment - spada z nieba kupa żelastwa, a nieliczni już widzowie stoją i patrzą, dopiero kiedy zaczynają w nich trafiać płonące elementy, zaczynają uciekać oczywiście tylko trasą upadającego statku, nie w bok.
Złośliwości na bok, to jest bardzo ładny, świetnie zrobiony film. Statki kosmiczne niesamowite, obcy wystarczająco obrzydliwi, protoplaści należycie odlegli i niezrozumiali, efekty specjalne wysokiej klasy. Tyle że nie jestem fanką konwencji.
[1] Tak wiem, szargam cały wszechświat "Obcego". Trudno.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 26, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Uwaga - może zawierać orzeszki. Jak chcesz oglądać - nie czytaj.
Dla mnie wszystkie filmy, polegające na tym, że zabili go i uciekł, zwłaszcza w wersji "wysyłamy ekipę komandosów na rozpoznanie nieznanego"[1] należą do kategorii #4morons.
Na samym początku jest taki trochę bladoniebieski człowiek o klasycznej urodzie (chociaż łysy), łyka jakiś eliksir i się rozpada, a jego resztki wpadają do oceanu. Mrożące krew w żyłach zbliżenie na DNA. To nie był jego najlepszy dzień; potem okazało się, że to motto całego filmu.
Wypasiony technicznie statek leci do galaktyki na skraju wszechświata, bo archeologowie ustalili, że tam na pewno są nasi protoplaści. Jest trochę naukowców, pani doktor (znana także z innych filmów jako Dziewczyna z Tatuażem, tylko że tu jest bez tatuażu, za to z przepaską biodrową i drugą nieco wyżej), wierny acz cyniczny android oraz właścicielka statku, która jasno wyjaśnia, że ma się jej wyjazd zwrócić. Nie ma kota. Smuteczek. Są za to linie proste, co oznacza, że nasi tu byli. Ekipa idzie w teren bez żadnego zabezpieczenia, w dość nieodpornych kombinezonach, przynajmniej mają "szczeniaczki", które prawie tak dobrze jak samochody Google'a robią trójwymiarowe mapy tuneli. Ponieważ okazuje się, że WTEM jest atmosfera, wszyscy radośnie ściągają hełmy, potem zbierają artefakty i bez żadnego zabezpieczenia niosą je na statek, zostawiając dwóch członków wyprawy samych. Dalej jest jeszcze zabawniej - zainfekowanemu panu doktorowi robal wychodzi przez źrenicę, kwas tryska na szybkę hełmu i jest po hełmie, biegają hologramy protoplastów, pani doktor WTEM jest w trzymiesięcznej ciąży i wykonuje sobie za pomocą maszyny szybką cesarkę, po czym - z brzuchem pospinanym na zszywki - biega, skacze i się turla, tylko od czasu do czasu sobie wstrzykując środek przeciwbólowy. Na samym końcu jest bardzo wzruszający moment - spada z nieba kupa żelastwa, a nieliczni już widzowie stoją i patrzą, dopiero kiedy zaczynają w nich trafiać płonące elementy, zaczynają uciekać oczywiście tylko trasą upadającego statku, nie w bok.
Złośliwości na bok, to jest bardzo ładny, świetnie zrobiony film. Statki kosmiczne niesamowite, obcy wystarczająco obrzydliwi, protoplaści należycie odlegli i niezrozumiali, efekty specjalne wysokiej klasy. Tyle że nie jestem fanką konwencji.
[1] Tak wiem, szargam cały wszechświat "Obcego". Trudno.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 26, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj