Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Henry Kuttner - Stos kłopotów

Mało rzeczy mnie tak cieszy jak wiadomość od Barb bladym świtem o 7:40 w niedzielę, że wydają reedycję opowiadań Kuttnera, tyle że w nowym tłumaczeniu i zepsuli frazę “Świat należy do mnie”. To się nazywa mnie kontakty z odpowiednimi ludźmi. Nie czekając, poszłam przetrzepać półkę z Kuttnerem w starym, właściwym tłumaczeniu.

”Stos kłopotów” ma trzy typy opowiadań. Pierwsza grupa to historie o rodzinie Hogbenów, przedwiecznych mutantów o ogromnych i intuicyjnych umiejętnościach technicznych, mieszkających na amerykańskiej prowincji. Intuicyjnych, więc bywa problematycznie, żeby zrozumieć, jakie konsekwencje może mieć wynalazek. Druga grupa to epizody z życia wynalazcy Gallowaya Galleghera, który wprawdzie jest nieukiem i pijakiem, ale ma wysoce wykształconą podświadomość i wtedy dokonuje fantastycznych, choć nieortodoksyjnych wynalazków. Problem w tym, że kiedy trzeźwieje, nie pamięta, co i po co wynalazł, a jego nietrzeźwa jaźń jest na tyle sprytna, że dość długa ukrywa sedno odkrycia. Te opowiadania się nieco zestarzały, bo to takie sf w stylu lat 50., zwłaszcza notoryczne pozywanie do sądu, ale co ciekawe, zapowiedział pojawienie się VOD jako alternatywy dla kina. Narracja też jest nieco męcząca, z całą filozoficzną otoczką o teoriach poznawczych, ale to moja perspektywa, plot junkie. Trzecia grupa opowiadań to historie bardziej transcendentalnych - o tym, czy da się wymusić pokojową koegzystencję oraz jak rozpoznać kosmitę, jeśli ten się dobrze maskuje.

Inne tego autora:

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 7, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, opowiadania, 2025 - 2 komentarze - Skomentuj


Henry Kuttner - Stos kłopotów

Mało rzeczy mnie tak cieszy jak wiadomość od Barb bladym świtem o 7:40 w niedzielę, że wydają reedycję opowiadań Kuttnera, tyle że w nowym tłumaczeniu i zepsuli frazę “Świat należy do mnie”. To się nazywa mnie kontakty z odpowiednimi ludźmi. Nie czekając, poszłam przetrzepać półkę z Kuttnerem w starym, właściwym tłumaczeniu.

”Stos kłopotów” ma trzy typy opowiadań. Pierwsza grupa to historie o rodzinie Hogbenów, przedwiecznych mutantów o ogromnych i intuicyjnych umiejętnościach technicznych, mieszkających na amerykańskiej prowincji. Intuicyjnych, więc bywa problematycznie, żeby zrozumieć, jakie konsekwencje może mieć wynalazek. Druga grupa to epizody z życia wynalazcy Gallowaya Galleghera, który wprawdzie jest nieukiem i pijakiem, ale ma wysoce wykształconą podświadomość i wtedy dokonuje fantastycznych, choć nieortodoksyjnych wynalazków. Problem w tym, że kiedy trzeźwieje, nie pamięta, co i po co wynalazł, a jego nietrzeźwa jaźń jest na tyle sprytna, że dość długa ukrywa sedno odkrycia. Te opowiadania się nieco zestarzały, bo to takie sf w stylu lat 50., zwłaszcza notoryczne pozywanie do sądu, ale co ciekawe, zapowiedział pojawienie się VOD jako alternatywy dla kina. Narracja też jest nieco męcząca, z całą filozoficzną otoczką o teoriach poznawczych, ale to moja perspektywa, plot junkie. Trzecia grupa opowiadań to historie bardziej transcendentalnych - o tym, czy da się wymusić pokojową koegzystencję oraz jak rozpoznać kosmitę, jeśli ten się dobrze maskuje.

Inne tego autora:

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 7, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, opowiadania, 2025 - 2 komentarze - Skomentuj


Ted Lasso

Ted Lasso, amerykański coach, zostaje trenerem klubu Premier League, AFC Richmond. Na miejscu okazuje się, że zatrudniła go Rebecca, właśnie rozwiedziona żona dawnego właściciela klubu, a jej zdradzieckim celem jest doprowadzenie drużyny do upadku, żeby dopiec byłemu. Plan jest świetny, Ted o futbolu, zwanym w USA soccerem, uczy się w samolocie do Londynu i wygląda na to, że drużyna malowniczo polegnie w tym sezonie. A jednak. Ted, mimo braku doświadczenia, wnosi empatię, etos i wsparcie dla każdego członka zespołu, jest zaraźliwie i szczerze pozytywny, dzięki czemu szybko wychodzi z narzuconej mu roli dyletanta i przeprowadza drużynę przez sezon. Siłą Teda jest umiejętność dobierania współpracowników - ze Stanów przywozi przyjaciela, enigmatycznego trenera Bearda, a na miejscu zasiega niespodziewanie rady Nate’a, kitmana, najbardziej pogardzanego członka piłkarskiego personelu, który jednak ma ogromną wiedzę o technice. Słabością - lansowanie podejścia, że nie chodzi o wygraną. Alejakto?!

Jakbyście powiedziały mi, że będę oglądać serial o piłce nożnej i to z pełnym napięciem, to bym Was wyśmiała. A jednak. Wiadomo, nie byłam do tej pory rozczarowana żadnym serialem Billa Lawrence’a i od pierwszego wejrzenia polubiłam wszystkich bohaterów, nawet tych irytujących czy zdradzieckich (oczywiście poza Rupertem, Rupert jest najgorszy). Bo to nie jest serial tylko o piłce nożnej, ale o pęknięciach w skorupach, którymi się bohaterowie otaczają. Zaraźliwa pozytywność Teda skrywa jego alter ego, agresywnego Leda Tasso, od pęknięcia Rebekki po rozpadzie związku zaczyna się cała oś fabularna, Keeley pod trzpiotowatością okazuje się być osobą mądrą i wnikliwą, irytująco flegmatyczny Leslie ma bogatą osobowość, wkurzający Jamie kompensuje sobie brak wzorca ojcowskiego, Nate pod skórą zahukanej owieczki skrywa potężnego wilka, zaś Roy F*king Kent to w ogóle temat na doktorat z opryskliwości, pod którą jest ogrom dobrej woli i odpowiedzialność. Jest wzruszająco, zabawnie, zaskakująco i co, ciekawe, mniej sarkastycznie niż gdzie indziej. A to tylko czubek góry lodowej - specjalnie miejsce w serduszku mają barmanka Mae, Sassy, Phoebe i oczywiście Trent Crimm z “Independent”.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 5, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


Ted Lasso

Ted Lasso, amerykański coach, zostaje trenerem klubu Premier League, AFC Richmond. Na miejscu okazuje się, że zatrudniła go Rebecca, właśnie rozwiedziona żona dawnego właściciela klubu, a jej zdradzieckim celem jest doprowadzenie drużyny do upadku, żeby dopiec byłemu. Plan jest świetny, Ted o futbolu, zwanym w USA soccerem, uczy się w samolocie do Londynu i wygląda na to, że drużyna malowniczo polegnie w tym sezonie. A jednak. Ted, mimo braku doświadczenia, wnosi empatię, etos i wsparcie dla każdego członka zespołu, jest zaraźliwie i szczerze pozytywny, dzięki czemu szybko wychodzi z narzuconej mu roli dyletanta i przeprowadza drużynę przez sezon. Siłą Teda jest umiejętność dobierania współpracowników - ze Stanów przywozi przyjaciela, enigmatycznego trenera Bearda, a na miejscu zasiega niespodziewanie rady Nate’a, kitmana, najbardziej pogardzanego członka piłkarskiego personelu, który jednak ma ogromną wiedzę o technice. Słabością - lansowanie podejścia, że nie chodzi o wygraną. Alejakto?!

Jakbyście powiedziały mi, że będę oglądać serial o piłce nożnej i to z pełnym napięciem, to bym Was wyśmiała. A jednak. Wiadomo, nie byłam do tej pory rozczarowana żadnym serialem Billa Lawrence’a i od pierwszego wejrzenia polubiłam wszystkich bohaterów, nawet tych irytujących czy zdradzieckich (oczywiście poza Rupertem, Rupert jest najgorszy). Bo to nie jest serial tylko o piłce nożnej, ale o pęknięciach w skorupach, którymi się bohaterowie otaczają. Zaraźliwa pozytywność Teda skrywa jego alter ego, agresywnego Leda Tasso, od pęknięcia Rebekki po rozpadzie związku zaczyna się cała oś fabularna, Keeley pod trzpiotowatością okazuje się być osobą mądrą i wnikliwą, irytująco flegmatyczny Leslie ma bogatą osobowość, wkurzający Jamie kompensuje sobie brak wzorca ojcowskiego, Nate pod skórą zahukanej owieczki skrywa potężnego wilka, zaś Roy F*king Kent to w ogóle temat na doktorat z opryskliwości, pod którą jest ogrom dobrej woli i odpowiedzialność. Jest wzruszająco, zabawnie, zaskakująco i co, ciekawe, mniej sarkastycznie niż gdzie indziej. A to tylko czubek góry lodowej - specjalnie miejsce w serduszku mają barmanka Mae, Sassy, Phoebe i oczywiście Trent Crimm z “Independent”.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 5, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


Andaluzja 2025: Fuengirola

[22.04.2025]

Nastolatka niespecjalnie życzyła sobie chodzić, ale zdecydowanie życzyła sobie popływać. Stąd łódka. W teorii jeszcze nie zaczął się sezon, ale praktyka pokazała, że wystarczy pojechać do Puerto Deportivo w Fuengiroli i już w drugim punkcie były miejsca i to na za chwilę. Mała łódź, 12 osób, trzy inne rodziny, w tym jedna bardzo zdeterminowana dama, która chciała popływać na pełnym morzu. Ok, 16 stopni, pozdrawiam serdecznie. Dama okazała się być Finką, rzeczywiście się zanurzyła, zebrała brawa, wszyscy zadowoleni. Wiał wiatr, słonko świeciło, rose i oliwki, tak można żyć w kwietniowy wtorek, mimo że delfiny nie dopisały. Po powrocie oczywiście musiałam zjeść w przybrzeżnej restauracji o dźwięcznej nazwie Wilda Schnitzelhaus, nie było opcji, żeby nie; czy nastolatka wolała KFC? Być może. W drodze do pobliskiej Benalmádeny, o czym za chwilę, urocze rondka - z autkiem albo, bez zdjęcia, ze słoniami (poszukajcie Rotonda de los Elefantes). Szanuję. Same miasteczko ma typowy deptak wzdłuż plaży, zatrzęsienie knajpek oferujących full english breakfast cały dzień, sklepów z mydłem i powidłem, w tym ulubiony nastolatkowy Ale-Hop i okazjonalnie karaoke.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 4, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: hiszpania, andaluzja, fuengirola - 2 komentarze - Skomentuj


Andaluzja 2025: Fuengirola

[22.04.2025]

Nastolatka niespecjalnie życzyła sobie chodzić, ale zdecydowanie życzyła sobie popływać. Stąd łódka. W teorii jeszcze nie zaczął się sezon, ale praktyka pokazała, że wystarczy pojechać do Puerto Deportivo w Fuengiroli i już w drugim punkcie były miejsca i to na za chwilę. Mała łódź, 12 osób, trzy inne rodziny, w tym jedna bardzo zdeterminowana dama, która chciała popływać na pełnym morzu. Ok, 16 stopni, pozdrawiam serdecznie. Dama okazała się być Finką, rzeczywiście się zanurzyła, zebrała brawa, wszyscy zadowoleni. Wiał wiatr, słonko świeciło, rose i oliwki, tak można żyć w kwietniowy wtorek, mimo że delfiny nie dopisały. Po powrocie oczywiście musiałam zjeść w przybrzeżnej restauracji o dźwięcznej nazwie Wilda Schnitzelhaus, nie było opcji, żeby nie; czy nastolatka wolała KFC? Być może. W drodze do pobliskiej Benalmádeny, o czym za chwilę, urocze rondka - z autkiem albo, bez zdjęcia, ze słoniami (poszukajcie Rotonda de los Elefantes). Szanuję. Same miasteczko ma typowy deptak wzdłuż plaży, zatrzęsienie knajpek oferujących full english breakfast cały dzień, sklepów z mydłem i powidłem, w tym ulubiony nastolatkowy Ale-Hop i okazjonalnie karaoke.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 4, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: hiszpania, andaluzja, fuengirola - 2 komentarze - Skomentuj


Joanna Chmielewska - Krokodyl z Kraju Karoliny

Alicja, przyjaciółka Joanny, czegoś się boi. Ale nie powie, tylko robi aluzje, Joanna oczywiście angażuje się w grę, daje cudowne lekarstwo na uspokojenie, nie analizując przyczyn, wtem ktoś Alicję morduje. Narratorka pieczołowicie udaje głupią mimo swojej miłości do służb, ale pęka, bo milicję wspiera jej konkubent, prokurator Diabeł, a jemu się nie da kłamać na dłuższą metę. Z właściwym sobie brakiem gracji zaczyna prowadzić śledztwo już z błogosławieństwem milicji i policji, bo z Warszawy przenosi się do Kopenhagi. Odwiedza ukochane wyścigi i wspólnych znajomych, cudem unika zamordowania i z mętnych wskazówek Alicji odkrywa, kto jest szefem szajki przemytników narkotyków. A, zwłoki Alicji znikają z kostnicy, co dodatkowo komplikuje wszystko.

Wiem, starość, nie śmieszy mnie Chmielewska już. Zdaję sobie sprawę, że motywy “nie możemy mówić wprost, bo podsłuch”, zostawianie wskazówek wyrytych w świeżym tynku, komedia pomyłek i ciągłe bycie o krok od przypomnienia sobie czegoś ważnego posuwają akcję do przodu, ale przez cały czas miałam ochotę zdzielić zarówno Alicję, jak i Joannę po łbie. Źle się też zestarzały wszelkie wstawki o kontrwywiadzie, inwigilacji obywateli dla dobra ich samych, dodatkowo też bardzo przykro mi się czytało, jak wielka miłość Diabła objawia się tym, że wyzywa Joannę od idiotek i kretynek przy każdej okazji. Nie mówię, że nie zasłużenie czasem, ale na litość.

Się pije: hektolitry kawy, whisky, jarzębiak, soplicę.

Się maluje: paznokcie lakierem Elisabeth Arden, który wcale nie jest tak piękny jak wskazywałaby cena.

Się sprzedaje: egzotyczną spożywkę w Danii - żabie udka, szarańczę w cukrze, wszystkie rodzaje spaghetti, marynowanego węża,ćwikłę, polską szynkę, śledzie, ogórki, bigos.

Się ukrywa: bardzo porządne urządzenie do pędzenia bimbru, nielegalnie ubitą świnię, obrączki z dukatowego złota w słoiku buraczków.

Aktualia: Od dwóch miesięcy żaden Polak nie dostaje greckiej wizy. Nie wpuszczają komunistów, ale ty oczywiście o ostatnich wydarzeniach politycznych nie masz pojęcia.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#30

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 3, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, z-jamnikiem, 2025 - 5 komentarzy - Skomentuj


Joanna Chmielewska - Krokodyl z Kraju Karoliny

Alicja, przyjaciółka Joanny, czegoś się boi. Ale nie powie, tylko robi aluzje, Joanna oczywiście angażuje się w grę, daje cudowne lekarstwo na uspokojenie, nie analizując przyczyn, wtem ktoś Alicję morduje. Narratorka pieczołowicie udaje głupią mimo swojej miłości do służb, ale pęka, bo milicję wspiera jej konkubent, prokurator Diabeł, a jemu się nie da kłamać na dłuższą metę. Z właściwym sobie brakiem gracji zaczyna prowadzić śledztwo już z błogosławieństwem milicji i policji, bo z Warszawy przenosi się do Kopenhagi. Odwiedza ukochane wyścigi i wspólnych znajomych, cudem unika zamordowania i z mętnych wskazówek Alicji odkrywa, kto jest szefem szajki przemytników narkotyków. A, zwłoki Alicji znikają z kostnicy, co dodatkowo komplikuje wszystko.

Wiem, starość, nie śmieszy mnie Chmielewska już. Zdaję sobie sprawę, że motywy “nie możemy mówić wprost, bo podsłuch”, zostawianie wskazówek wyrytych w świeżym tynku, komedia pomyłek i ciągłe bycie o krok od przypomnienia sobie czegoś ważnego posuwają akcję do przodu, ale przez cały czas miałam ochotę zdzielić zarówno Alicję, jak i Joannę po łbie. Źle się też zestarzały wszelkie wstawki o kontrwywiadzie, inwigilacji obywateli dla dobra ich samych, dodatkowo też bardzo przykro mi się czytało, jak wielka miłość Diabła objawia się tym, że wyzywa Joannę od idiotek i kretynek przy każdej okazji. Nie mówię, że nie zasłużenie czasem, ale na litość.

Się pije: hektolitry kawy, whisky, jarzębiak, soplicę.

Się maluje: paznokcie lakierem Elisabeth Arden, który wcale nie jest tak piękny jak wskazywałaby cena.

Się sprzedaje: egzotyczną spożywkę w Danii - żabie udka, szarańczę w cukrze, wszystkie rodzaje spaghetti, marynowanego węża,ćwikłę, polską szynkę, śledzie, ogórki, bigos.

Się ukrywa: bardzo porządne urządzenie do pędzenia bimbru, nielegalnie ubitą świnię, obrączki z dukatowego złota w słoiku buraczków.

Aktualia: Od dwóch miesięcy żaden Polak nie dostaje greckiej wizy. Nie wpuszczają komunistów, ale ty oczywiście o ostatnich wydarzeniach politycznych nie masz pojęcia.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#30

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 3, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, z-jamnikiem, 2025 - 5 komentarzy - Skomentuj


Lily King - Kochankowie i pisarze

Boston, lata 90. Casey ma ścisły rytm dnia - wstaje bladym świtem, żeby pracować nad swoją książką, którą pisze od kilku lat, potem idzie do restauracji, gdzie zarabia na życie jako kelnerka, a w zasadzie na spłatę przeterminowanych kredytów studenckich. To bardziej wegetacja, ale niczego więcej Casey nie trzeba, a przynajmniej na więcej nie ma siły - niedawno zmarła jej ukochana matka, a dodatkowo została porzucona przez poznanego na stypendium chłopaka, jedyna taka miłość, a on nagle odchodzi. Mieszka w zapleśniałym pokoju przy garażu znajomego brata, na nic innego jej nie stać. I wtedy zakochuje się w dwóch mężczyznach jednocześnie, obaj są pisarzami: starszy od niej jest wdowcem z dwoma uroczymi synami, uporządkowany i stabilny; drugi jest jej równolatkiem, bardziej jej bije serce, ale ten jest niestabilny i nieprzewidywalny.

Oczywiście w opisie pojawia się marketingowa fraza o opisywaniu z humorem perypetii pogubionej życiowo dziewczyny, ale ja tego humoru nie dostrzegam. Casey jest osobą w żałobie, porzuconą, bez żadnych zasobów. Pracuje w nierokującej pracy, każdą wolną chwilę wyrywa, żeby wreszcie napisać książkę, będącą hołdem dla jej zmarłej matki. O tym, że mogłaby mieć ubezpieczenie zdrowotne (a przypominam, to USA), dowiaduje się, kiedy z powodu chronicznego niedojadania i zmęczenia zaczyna się jej sypać zdrowie. Więc nie Bridget Jones, zdecydowanie, również dlatego, że Casey jest ambitna i uparta, choć niekoniecznie wybiera najprostszą i najłatwiejszą drogę. Doceniam, bo trochę nudne, kiedy jedyną osią akcji jest wątek romantyczny.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 2, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2025 - 1 komentarz - Skomentuj


Lily King - Kochankowie i pisarze

Boston, lata 90. Casey ma ścisły rytm dnia - wstaje bladym świtem, żeby pracować nad swoją książką, którą pisze od kilku lat, potem idzie do restauracji, gdzie zarabia na życie jako kelnerka, a w zasadzie na spłatę przeterminowanych kredytów studenckich. To bardziej wegetacja, ale niczego więcej Casey nie trzeba, a przynajmniej na więcej nie ma siły - niedawno zmarła jej ukochana matka, a dodatkowo została porzucona przez poznanego na stypendium chłopaka, jedyna taka miłość, a on nagle odchodzi. Mieszka w zapleśniałym pokoju przy garażu znajomego brata, na nic innego jej nie stać. I wtedy zakochuje się w dwóch mężczyznach jednocześnie, obaj są pisarzami: starszy od niej jest wdowcem z dwoma uroczymi synami, uporządkowany i stabilny; drugi jest jej równolatkiem, bardziej jej bije serce, ale ten jest niestabilny i nieprzewidywalny.

Oczywiście w opisie pojawia się marketingowa fraza o opisywaniu z humorem perypetii pogubionej życiowo dziewczyny, ale ja tego humoru nie dostrzegam. Casey jest osobą w żałobie, porzuconą, bez żadnych zasobów. Pracuje w nierokującej pracy, każdą wolną chwilę wyrywa, żeby wreszcie napisać książkę, będącą hołdem dla jej zmarłej matki. O tym, że mogłaby mieć ubezpieczenie zdrowotne (a przypominam, to USA), dowiaduje się, kiedy z powodu chronicznego niedojadania i zmęczenia zaczyna się jej sypać zdrowie. Więc nie Bridget Jones, zdecydowanie, również dlatego, że Casey jest ambitna i uparta, choć niekoniecznie wybiera najprostszą i najłatwiejszą drogę. Doceniam, bo trochę nudne, kiedy jedyną osią akcji jest wątek romantyczny.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 2, 2025

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2025 - 1 komentarz - Skomentuj