Marcin Breś po latach kupuje dom w rodzinnej wsi, skąd wyjechał po zaginięciu jego rodziców. Rodzice zabrali trójkę przychówku - najstarszego Marcina, 9-latka, 7-letnią siostrę i 2-letniego brata - na niedzielny spacer do lasu. Tyle że podczas zabawy rodzice dosłownie rozpłynęli się w powietrzu, zostawiając samochód i dzieci. Marcin, bohater, zaopiekował się rodzeństwem, doprowadził ich do wsi w aurze bohatera, ale przez kilkadziesiąt lat nie udało się sprawy wyjaśnić, a dzieci wychowała babka. Aktualnie nikt by już o sprawie nie pamiętał, ale Breś ma przykry zwyczaj wystawania, nie wiadomo po co, pod swoim dawnym domem, gdzie aktualnie mieszkają państwo Dębscy. Dodatkowo ich syn nie dostał się na studia, a zamiast przygotowywać do egzaminów, gnije w swoim pokoju przed komputerem. Po czym znika, a głównym podejrzanym jest oczywiście Marcin, który zaczyna rozgrzebywać sprawę zniknięcia rodziców, bo uważa, że oba zniknięcia są ze sobą związane. Po latach zaczyna rozmawiać z rodzeństwem i odkrywa, że jego siostra ma zupełnie inne wspomnienia z tego feralnego dnia.
To rzetelny, precyzyjny kryminał, ale chyba trochę już przejadła mi się formuła z tropem prowadzącym w przeszłość i z dziećmi, które usiłują odświeżyć pamięć o tym, co się wydarzyło przed laty. Ale czyta się bez odkładania, zwłaszcza że psychologicznie autorka umie w ludzi niesympatycznych czy skrzywdzonych przez życie.
Inne tej autorki.
#85
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 13, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Marcin Breś po latach kupuje dom w rodzinnej wsi, skąd wyjechał po zaginięciu jego rodziców. Rodzice zabrali trójkę przychówku - najstarszego Marcina, 9-latka, 7-letnią siostrę i 2-letniego brata - na niedzielny spacer do lasu. Tyle że podczas zabawy rodzice dosłownie rozpłynęli się w powietrzu, zostawiając samochód i dzieci. Marcin, bohater, zaopiekował się rodzeństwem, doprowadził ich do wsi w aurze bohatera, ale przez kilkadziesiąt lat nie udało się sprawy wyjaśnić, a dzieci wychowała babka. Aktualnie nikt by już o sprawie nie pamiętał, ale Breś ma przykry zwyczaj wystawania, nie wiadomo po co, pod swoim dawnym domem, gdzie aktualnie mieszkają państwo Dębscy. Dodatkowo ich syn nie dostał się na studia, a zamiast przygotowywać do egzaminów, gnije w swoim pokoju przed komputerem. Po czym znika, a głównym podejrzanym jest oczywiście Marcin, który zaczyna rozgrzebywać sprawę zniknięcia rodziców, bo uważa, że oba zniknięcia są ze sobą związane. Po latach zaczyna rozmawiać z rodzeństwem i odkrywa, że jego siostra ma zupełnie inne wspomnienia z tego feralnego dnia.
To rzetelny, precyzyjny kryminał, ale chyba trochę już przejadła mi się formuła z tropem prowadzącym w przeszłość i z dziećmi, które usiłują odświeżyć pamięć o tym, co się wydarzyło przed laty. Ale czyta się bez odkładania, zwłaszcza że psychologicznie autorka umie w ludzi niesympatycznych czy skrzywdzonych przez życie.
Inne tej autorki.
#85
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 13, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.06.2026]
Otóż na andaluzyjskim wybrzeżu było przyjemne 28-29 stopni, chociaż oczywiście pełna klara albo jak to uczenie mówi eloy, duży indeks UV. Ale wymyśliłam sobie, że wyprawa. I owszem, mogłam wreszcie ruszyć na Gibraltar, ale miałam jakiś opór, mimo że auto klimatyzowane. Więc wymyśliłam, żeby tym razem do Rondy, a po drodze przejechać przez Olverę, gdzie zamek i zabytkowy kościół na wzgórzu (szkoda, że zamknięty!) oraz Monumento el Sagrado Corazon w parku. Wjechaliśmy na przyzwoicie położony parking pod zamkiem, wspięliśmy się na górę pod wejście i rodzina odmówiła dalszej drogi w górę na sam zamek. Krótka wizyta na cmentarzu i stwierdziliśmy, że kawa. Ale jakkolwiek Olvera jest przepięknym białym miasteczkiem, tak w kawiarnie nie obfituje, a jedyna otwarta, do której prowadziła nawigacja, mieściła się na samym końcu labiryntu jednokierunkowych uliczek, które pod koniec przestały wyglądać przejezdnie, a nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowałam z Jezusa w parku i pojechaliśmy na kawę do następnego punktu wyjazdu - Setenil de las Bodegas - po drodze mijając nadzwyczajne okoliczności przyrody przez górki. Ale tuż przed miasteczkiem, dosłownie 2 kilometry, okazało się, że droga jest zamknięta z powodu drobnej kolizji dwóch samochodów i nie ma, że dalej, tylko uprzejmie proszę zawróć. W efekcie, nadkładając solidnie drogi przez te przepiękne górki i serpentynki, które za drugim razem już aż tak nie cieszyły, do Rondy przyjechaliśmy głodni i już w czasie sjesty, co w Hiszpanii oznacza, że we wszystkich miejscach z jedzeniem, nawet tych oznaczonych w Google jako “otwarte teraz” można popatrzeć przez szybkę. Dodatkowo nie doceniłam wielkości Rondy i myślałam, że wszystko jest na kupie, a tu wtem to 40-tysięczne, rozległe miasto i nie że na 10 minut oglądania. Więc nie zobaczyłam ani Setenil, ani - poza błądzeniem po wąskich uliczkach - niczego unikalnego w Rondzie, a na obiad pojechaliśmy do centrum handlowego La Canada pod Marbellą; nastolatce znacznie poprawiło się w KFC, a dodatkowo mieli znikniętego już z Polski Marksa & Spencera, więc zaopatrzyliśmy się w uczciwą herbatę i sosy w słoiku. Nastolatka dodatkowo zaopatrzyła się w sztryms w Bijou Brigitte, wszyscy zadowoleni. Na następny raz do Rondy jednak muszę się lepiej przygotować.












GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
hiszpania, andaluzja, olvera, ronda
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.06.2026]
Otóż na andaluzyjskim wybrzeżu było przyjemne 28-29 stopni, chociaż oczywiście pełna klara albo jak to uczenie mówi eloy, duży indeks UV. Ale wymyśliłam sobie, że wyprawa. I owszem, mogłam wreszcie ruszyć na Gibraltar, ale miałam jakiś opór, mimo że auto klimatyzowane. Więc wymyśliłam, żeby tym razem do Rondy, a po drodze przejechać przez Olverę, gdzie zamek i zabytkowy kościół na wzgórzu (szkoda, że zamknięty!) oraz Monumento el Sagrado Corazon w parku. Wjechaliśmy na przyzwoicie położony parking pod zamkiem, wspięliśmy się na górę pod wejście i rodzina odmówiła dalszej drogi w górę na sam zamek. Krótka wizyta na cmentarzu i stwierdziliśmy, że kawa. Ale jakkolwiek Olvera jest przepięknym białym miasteczkiem, tak w kawiarnie nie obfituje, a jedyna otwarta, do której prowadziła nawigacja, mieściła się na samym końcu labiryntu jednokierunkowych uliczek, które pod koniec przestały wyglądać przejezdnie, a nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowałam z Jezusa w parku i pojechaliśmy na kawę do następnego punktu wyjazdu - Setenil de las Bodegas - po drodze mijając nadzwyczajne okoliczności przyrody przez górki. Ale tuż przed miasteczkiem, dosłownie 2 kilometry, okazało się, że droga jest zamknięta z powodu drobnej kolizji dwóch samochodów i nie ma, że dalej, tylko uprzejmie proszę zawróć. W efekcie, nadkładając solidnie drogi przez te przepiękne górki i serpentynki, które za drugim razem już aż tak nie cieszyły, do Rondy przyjechaliśmy głodni i już w czasie sjesty, co w Hiszpanii oznacza, że we wszystkich miejscach z jedzeniem, nawet tych oznaczonych w Google jako “otwarte teraz” można popatrzeć przez szybkę. Dodatkowo nie doceniłam wielkości Rondy i myślałam, że wszystko jest na kupie, a tu wtem to 40-tysięczne, rozległe miasto i nie że na 10 minut oglądania. Więc nie zobaczyłam ani Setenil, ani - poza błądzeniem po wąskich uliczkach - niczego unikalnego w Rondzie, a na obiad pojechaliśmy do centrum handlowego La Canada pod Marbellą; nastolatce znacznie poprawiło się w KFC, a dodatkowo mieli znikniętego już z Polski Marksa & Spencera, więc zaopatrzyliśmy się w uczciwą herbatę i sosy w słoiku. Nastolatka dodatkowo zaopatrzyła się w sztryms w Bijou Brigitte, wszyscy zadowoleni. Na następny raz do Rondy jednak muszę się lepiej przygotować.












GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
hiszpania, andaluzja, olvera, ronda
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Być może bardzo narzekałam na poprzednie części z uniwersum Obcego (na Covenanta czy wcześniej na Prometheusa), ale tym razem złego słowa nie powiem! Grupa nastolatków chce uciec z górniczej planety, bo nie chcą skończyć jak ich rodzice, ciężko chorujący/umierający młodo z powodu kiepskich warunków pracy w kopalni. Uciec, bo na legalu się nie da - są nieformalnymi niewolnikami, jak w “Paragrafie 22” można prosić o pozwolenie na wyjazd, jak się przepracuje odpowiednią liczbę godzin, ale… limity się regularnie podnoszą. Dopisuje im szczęście - tuż przy planecie pojawia się porzucona stacja kosmiczna, na oko sprawna, może uda się ją wykorzystać, zwłaszcza że mają ze sobą androida, który potencjalnie może się ze stacją połączyć. Już z tytułu serii wiadomo, że szczęście dzieciaków jest złudne, bo nie dość, że trafiają na znanego z pierwszej części androida, to jeszcze cały statek jest zasobnikiem z Obcymi. Dużo strzelania, krwi, syczącego kwasu, zaskoczek i
jump scare’ów, ale to bardzo zgrabny film przygodowy; dzieciaki są mądrzejsze i sprytniejsze od marines. Dużo mrugnięć okiem do fanów serii, chociaż bez zbytniego popadania w groteskę.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 11, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Być może bardzo narzekałam na poprzednie części z uniwersum Obcego (na Covenanta czy wcześniej na Prometheusa), ale tym razem złego słowa nie powiem! Grupa nastolatków chce uciec z górniczej planety, bo nie chcą skończyć jak ich rodzice, ciężko chorujący/umierający młodo z powodu kiepskich warunków pracy w kopalni. Uciec, bo na legalu się nie da - są nieformalnymi niewolnikami, jak w “Paragrafie 22” można prosić o pozwolenie na wyjazd, jak się przepracuje odpowiednią liczbę godzin, ale… limity się regularnie podnoszą. Dopisuje im szczęście - tuż przy planecie pojawia się porzucona stacja kosmiczna, na oko sprawna, może uda się ją wykorzystać, zwłaszcza że mają ze sobą androida, który potencjalnie może się ze stacją połączyć. Już z tytułu serii wiadomo, że szczęście dzieciaków jest złudne, bo nie dość, że trafiają na znanego z pierwszej części androida, to jeszcze cały statek jest zasobnikiem z Obcymi. Dużo strzelania, krwi, syczącego kwasu, zaskoczek i
jump scare’ów, ale to bardzo zgrabny film przygodowy; dzieciaki są mądrzejsze i sprytniejsze od marines. Dużo mrugnięć okiem do fanów serii, chociaż bez zbytniego popadania w groteskę.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 11, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatni tom z cyklu, jak tytuł wskazuje - migawki z letnich dni są przerywane pamiętnikiem autora, który większość czasu spędza na rozwożeniu czwórki dzieci, bo jak się mieszka na wsi, gdzie nic nie ma, to się robi za szofera. Z pamiętnika można zaobserwować rozpad związku z Lindą, chociaż ta część historii jest dość enigmatyczna. Opisy białych nocy płynnie przechodzą w zupełnie losowe opowiadanie o Norweżce, która w czasie drugiej wojny światowej zakochała się i uciekła od swojego męża i dzieci z Niemcem. Spodziewałam się jakiegoś podsumowania, ale nie.
Inne tego autora.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 10, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatni tom z cyklu, jak tytuł wskazuje - migawki z letnich dni są przerywane pamiętnikiem autora, który większość czasu spędza na rozwożeniu czwórki dzieci, bo jak się mieszka na wsi, gdzie nic nie ma, to się robi za szofera. Z pamiętnika można zaobserwować rozpad związku z Lindą, chociaż ta część historii jest dość enigmatyczna. Opisy białych nocy płynnie przechodzą w zupełnie losowe opowiadanie o Norweżce, która w czasie drugiej wojny światowej zakochała się i uciekła od swojego męża i dzieci z Niemcem. Spodziewałam się jakiegoś podsumowania, ale nie.
Inne tego autora.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 10, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Do agencji Ellacot/Strike zgłasza się zmartwiony rodzic, którego dorosły i samodzielny syn Will zamieszkał w sekcie zwanej Powszechny Kościół Humanitarny i odciął się od rodziny. Niby sam podejmuje decyzje o sobie, ale listy, jakie wysyłał z sekty, sugerują, że przeszedł pranie mózgu, a dodatkowo jako osoba w spektrum autyzmu nie do końca jest w stanie radzić sobie z manipulacją psychiczną. Niby nie ma tu zbrodni, ale detektywi podejmują śledztwo dwutorowo - Strike szuka osób, które opuściły, czy raczej uciekły z sekty, zaś Robin decyduje się na pracę pod przykrywką i zgłasza się jako ochotniczka do sekty. Patrząc na to, czego doświadcza podczas kilku miesięcy na farmie w Norfolk, nie jest to bardzo rozsądna decyzja. W tle ukochany wujek Cormorana osuwa się w demencję, więc ten krąży między Norfolk a rodzimą Kornwalią, dodatkowo wplątuje się w romans z pewną niestabilną (a to nowość) prawniczką, żeby zapomnieć o Robin, która w finale poprzedniego tomu pozyskała chłopaka. I jak nieświeży obiad wraca po rozwodzie dawna flama detektywa, Charlotte.
Nie będę analizować logiki postępowania bohaterów, bo jakże to jest wciągające - odizolowana sekta, groźba ujawnienia na każdym kroku, przemoc fizyczna i psychiczna, a jedynym kontaktem ze światem są zostawiane pod płotem ręczne notatki. Próba infiltracji zamkniętego, specyficznego środowiska jest trudna, a jeszcze trudniejszy jest powrót do świata, bo - jak się okazuje - sekta ma macki wszędzie. Pewnych rozwiązań fabularnych się domyślałam, niektórych zupełnie nie, ale całość jest spięta całkiem logicznie.
PS Tytuł, zarówno polski, jak i oryginału, jest… bez sensu.
Inne tej autorki.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 9, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Do agencji Ellacot/Strike zgłasza się zmartwiony rodzic, którego dorosły i samodzielny syn Will zamieszkał w sekcie zwanej Powszechny Kościół Humanitarny i odciął się od rodziny. Niby sam podejmuje decyzje o sobie, ale listy, jakie wysyłał z sekty, sugerują, że przeszedł pranie mózgu, a dodatkowo jako osoba w spektrum autyzmu nie do końca jest w stanie radzić sobie z manipulacją psychiczną. Niby nie ma tu zbrodni, ale detektywi podejmują śledztwo dwutorowo - Strike szuka osób, które opuściły, czy raczej uciekły z sekty, zaś Robin decyduje się na pracę pod przykrywką i zgłasza się jako ochotniczka do sekty. Patrząc na to, czego doświadcza podczas kilku miesięcy na farmie w Norfolk, nie jest to bardzo rozsądna decyzja. W tle ukochany wujek Cormorana osuwa się w demencję, więc ten krąży między Norfolk a rodzimą Kornwalią, dodatkowo wplątuje się w romans z pewną niestabilną (a to nowość) prawniczką, żeby zapomnieć o Robin, która w finale poprzedniego tomu pozyskała chłopaka. I jak nieświeży obiad wraca po rozwodzie dawna flama detektywa, Charlotte.
Nie będę analizować logiki postępowania bohaterów, bo jakże to jest wciągające - odizolowana sekta, groźba ujawnienia na każdym kroku, przemoc fizyczna i psychiczna, a jedynym kontaktem ze światem są zostawiane pod płotem ręczne notatki. Próba infiltracji zamkniętego, specyficznego środowiska jest trudna, a jeszcze trudniejszy jest powrót do świata, bo - jak się okazuje - sekta ma macki wszędzie. Pewnych rozwiązań fabularnych się domyślałam, niektórych zupełnie nie, ale całość jest spięta całkiem logicznie.
PS Tytuł, zarówno polski, jak i oryginału, jest… bez sensu.
Inne tej autorki.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 9, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj