Straszny produkcyjniak. Biedny milicjant podejmuje decyzję o zakupie syrenki, żona rzuca mu się w ramiona z tej radości, a syn wzrusza ramionami, bo musi sam zarobić na non-ironową koszulę. Koszula skądinąd jest tropem w sprawie tajemniczego samobójstwa - z balkonu spada młody kontroler PIH-u, a w jego domu znajduje się tajemniczy pajacyk. W praniu wychodzi, że za pajacykami (których, jak tytuł wskazuje, było bardzo dużo) stoi gang wymuszający od niezbyt uczciwych prywaciarzy haracz. Tajemniczy szef jest sprytny i wie, że każdy prywaciarz przynajmniej kantuje skarb państwa (czy co tam wtedy było), więc nie będzie chętnie leciał z jęzorem na milicję, bo wprawdzie od szantażysty się uwolni, ale będzie musiał odpracować swoje w zakładzie pod nadzorem. Dodatkowo w kieszeni mężczyzny, który wpadł pod pociąg (dla tych, co wstrzymali dech - przeżył bez większych uszkodzeń) znaleziono adres samobójcy, co pozwalało wątpić w to, że posprzątał w domu, a potem potknął się i wypadł z balkonu. Słabe i dość przewidywalne.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 14, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Straszny produkcyjniak. Biedny milicjant podejmuje decyzję o zakupie syrenki, żona rzuca mu się w ramiona z tej radości, a syn wzrusza ramionami, bo musi sam zarobić na non-ironową koszulę. Koszula skądinąd jest tropem w sprawie tajemniczego samobójstwa - z balkonu spada młody kontroler PIH-u, a w jego domu znajduje się tajemniczy pajacyk. W praniu wychodzi, że za pajacykami (których, jak tytuł wskazuje, było bardzo dużo) stoi gang wymuszający od niezbyt uczciwych prywaciarzy haracz. Tajemniczy szef jest sprytny i wie, że każdy prywaciarz przynajmniej kantuje skarb państwa (czy co tam wtedy było), więc nie będzie chętnie leciał z jęzorem na milicję, bo wprawdzie od szantażysty się uwolni, ale będzie musiał odpracować swoje w zakładzie pod nadzorem. Dodatkowo w kieszeni mężczyzny, który wpadł pod pociąg (dla tych, co wstrzymali dech - przeżył bez większych uszkodzeń) znaleziono adres samobójcy, co pozwalało wątpić w to, że posprzątał w domu, a potem potknął się i wypadł z balkonu. Słabe i dość przewidywalne.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 14, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2008, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ciepły, miły i sympatyczny film o pogodnej starości. Po przepracowaniu kilkudziesięciu lat Pepa rezygnuje z pracy w szkole, bo z coraz bardziej krnąbrną młodzieżą, co to piękna czeskiej i nie tylko poezji nie docenia, nie bardzo mu idzie. Z drugiej strony nie chce mu się też siedzieć w domu ze starzejącą się i wiecznie narzekającą żoną (zapewne incydent z czajnikiem nie pomógł na atmosferę), więc szuka pracy. Dynamicznej i z ludźmi. Najpierw zostaje kurierem rowerowym, potem trafia do lokalnego spożywczaka, gdzie przyjmuje butelki. Ma czas, żeby porozmawiać z ludźmi, popatrzyć na nogi pięknych prażanek w promieniach zachodzącego słońca i pozmieniać to w życiu innych ludzi, co im się nie bardzo udało.
Mottem filmu mogłaby być piosenka "Wesołe jest życie staruszka", zwłaszcza że i Praga piękna, ludzie raczej uśmiechnięci i życzliwi, sny o seksownie rozebranych konduktorkach w przedziale osobowego, który przez dłuższy czas się nie będzie na żadnej stacji zatrzymywał, powtarzają się często, a nawet wtedy, kiedy butelki zwrotne zacznie przyjmować automat, zawsze można znaleźć inną nieśpieszną pracę, pozwalającą co jakiś czas wrócić do domu i powiedzieć "Kochanie, wróciłem".
EDIT: Tak, wiem. 65 lat to nie staruszek. Ale mi cytat pasował.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 13, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ciepły, miły i sympatyczny film o pogodnej starości. Po przepracowaniu kilkudziesięciu lat Pepa rezygnuje z pracy w szkole, bo z coraz bardziej krnąbrną młodzieżą, co to piękna czeskiej i nie tylko poezji nie docenia, nie bardzo mu idzie. Z drugiej strony nie chce mu się też siedzieć w domu ze starzejącą się i wiecznie narzekającą żoną (zapewne incydent z czajnikiem nie pomógł na atmosferę), więc szuka pracy. Dynamicznej i z ludźmi. Najpierw zostaje kurierem rowerowym, potem trafia do lokalnego spożywczaka, gdzie przyjmuje butelki. Ma czas, żeby porozmawiać z ludźmi, popatrzyć na nogi pięknych prażanek w promieniach zachodzącego słońca i pozmieniać to w życiu innych ludzi, co im się nie bardzo udało.
Mottem filmu mogłaby być piosenka "Wesołe jest życie staruszka", zwłaszcza że i Praga piękna, ludzie raczej uśmiechnięci i życzliwi, sny o seksownie rozebranych konduktorkach w przedziale osobowego, który przez dłuższy czas się nie będzie na żadnej stacji zatrzymywał, powtarzają się często, a nawet wtedy, kiedy butelki zwrotne zacznie przyjmować automat, zawsze można znaleźć inną nieśpieszną pracę, pozwalającą co jakiś czas wrócić do domu i powiedzieć "Kochanie, wróciłem".
EDIT: Tak, wiem. 65 lat to nie staruszek. Ale mi cytat pasował.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 13, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ciepły, miły i sympatyczny film o pogodnej starości. Po przepracowaniu kilkudziesięciu lat Pepa rezygnuje z pracy w szkole, bo z coraz bardziej krnąbrną młodzieżą, co to piękna czeskiej i nie tylko poezji nie docenia, nie bardzo mu idzie. Z drugiej strony nie chce mu się też siedzieć w domu ze starzejącą się i wiecznie narzekającą żoną (zapewne incydent z czajnikiem nie pomógł na atmosferę), więc szuka pracy. Dynamicznej i z ludźmi. Najpierw zostaje kurierem rowerowym, potem trafia do lokalnego spożywczaka, gdzie przyjmuje butelki. Ma czas, żeby porozmawiać z ludźmi, popatrzyć na nogi pięknych prażanek w promieniach zachodzącego słońca i pozmieniać to w życiu innych ludzi, co im się nie bardzo udało.
Mottem filmu mogłaby być piosenka "Wesołe jest życie staruszka", zwłaszcza że i Praga piękna, ludzie raczej uśmiechnięci i życzliwi, sny o seksownie rozebranych konduktorkach w przedziale osobowego, który przez dłuższy czas się nie będzie na żadnej stacji zatrzymywał, powtarzają się często, a nawet wtedy, kiedy butelki zwrotne zacznie przyjmować automat, zawsze można znaleźć inną nieśpieszną pracę, pozwalającą co jakiś czas wrócić do domu i powiedzieć "Kochanie, wróciłem".
EDIT: Tak, wiem. 65 lat to nie staruszek. Ale mi cytat pasował.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 13, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dzisiaj zaprowadziliśmy Reputaka do Chimery (herbaciarnia z deserami, śniadaniami i daniami bardziej obiadowymi) na rogu Żydowskiej i Dominikańskiej. Ale w zasadzie to chciałam tylko pokazać szyld Cafe Bemehot (zaraz obok, na Kramarskiej).
Ciekawe, czy mają prymusy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Dzisiaj zaprowadziliśmy Reputaka do Chimery (herbaciarnia z deserami, śniadaniami i daniami bardziej obiadowymi) na rogu Żydowskiej i Dominikańskiej. Ale w zasadzie to chciałam tylko pokazać szyld Cafe Bemehot (zaraz obok, na Kramarskiej).
Ciekawe, czy mają prymusy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dzisiaj zaprowadziliśmy Reputaka do Chimery (herbaciarnia z deserami, śniadaniami i daniami bardziej obiadowymi) na rogu Żydowskiej i Dominikańskiej. Ale w zasadzie to chciałam tylko pokazać szyld Cafe Bemehot (zaraz obok, na Kramarskiej).
Ciekawe, czy mają prymusy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
... że byłam z Hanką w jakiejś niesamowicie słonecznej miejscowości ze skałkami, zachodami słońca, egzotycznymi budynkami i dużo kotów. Czego sobie i wszystkim życzę. Wprawdzie ciągle coś gubiłam (a to torbę, a to zakrywatko od aparatu, obiektyw 18-70 mi się zapodział i miałam tylko 50mm), ale i tak było dobrze. Tyle potem się obudziłam, bo była ogromna burza z grzmotami i tyle po śnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 1 komentarz
- Skomentuj
... że byłam z Hanką w jakiejś niesamowicie słonecznej miejscowości ze skałkami, zachodami słońca, egzotycznymi budynkami i dużo kotów. Czego sobie i wszystkim życzę. Wprawdzie ciągle coś gubiłam (a to torbę, a to zakrywatko od aparatu, obiektyw 18-70 mi się zapodział i miałam tylko 50mm), ale i tak było dobrze. Tyle potem się obudziłam, bo była ogromna burza z grzmotami i tyle po śnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj