Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Enlighted

Amy (Laura Dern) po 15 latach w korporacji zostaje przesunięta na niższe stanowisko, a sytuację pogarsza fakt, że zdecydował o tym jej szef, z którym miała romans. Wpada w szał, obraża wszystkich, firma łaskawie zezwala jej na urlop w celu podreperowania nadwątlonego zdrowia psychicznego. W ośrodku na Hawajach Amy doznaje oświecenia - odzyskuje siebie, zaczyna rozumieć swój cel w życiu, wraca odnowiona i napchana po brzegi mądrością, żeby czynić dobro. Ale wraca w gorsze miejsce niż to, z którego wyruszyła - urlop zachwiał jej finansami, straciła mieszkanie, więc musi się wprowadzić do matki, z którą niekoniecznie dobrze żyje, zastraszona firma owszem, przyjmuje ją z powrotem, ale dosłownie do piwnicy, do zapomnianego działu kontroli, a do tego dotychczasowi znajomi nie chcą jej znać. Nawet jej eks-mąż wykpiwa jej cudowną przemianę i nie wierzy, że cokolwiek w jej życiu się zmieni. I nie jest to dziwne, bo nawet po wejrzeniu w absolut Amy dalej jest egoistyczną, roszczeniową Karen i nawet jeśli jej akcje mają przynieść coś dobrego, sama jest centralnym punktem, a to, że niszczy innych, nie zajmuje jej uwagi na długo.

I mam z tym serialem spory problem. Z jednej strony bohaterka jest potwornie irytująca, nie widzi tego, jak ją odbierają ludzie, ma absolutne delulu w kwestii swoich możliwości, bo uważa, że jest stworzona do wyższych celów i wszechświat ją namaścił do tego. Z drugiej, wchodząc głębiej w jej świat, zaczynam jest współczuć, bo nawet kłótliwi, pretensjonalni ludzie mają prawo do szczęścia i spełnienia; dodatkowo pojawiające się czasem odcinki z perspektywy innych osób - byłego męża junkie, oschłej matki czy cichego, ale skrywającego sekrety współpracownika pokazują, jak trudno jest być w miejscu, w którym się być nie chce. Pierwszy sezon jest taki bardziej rozbiegowy, w drugim już pojawia się misja - Amy ma możliwość wpłynięcia na korporację, w której pracuje, ale przy okazji może wiele stracić. Trochę się waha, ale wystarczy trochę podziwu w oczach dziennikarza, żeby rzucić się w straceńczą akcję. Można się zastanawiać, czy robi to dla większego dobra, czy z zemsty, ale w gorzkim finale wychodzi, że to wszystko jedno.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 3, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 2 komentarze - Skomentuj


Enlighted

Amy (Laura Dern) po 15 latach w korporacji zostaje przesunięta na niższe stanowisko, a sytuację pogarsza fakt, że zdecydował o tym jej szef, z którym miała romans. Wpada w szał, obraża wszystkich, firma łaskawie zezwala jej na urlop w celu podreperowania nadwątlonego zdrowia psychicznego. W ośrodku na Hawajach Amy doznaje oświecenia - odzyskuje siebie, zaczyna rozumieć swój cel w życiu, wraca odnowiona i napchana po brzegi mądrością, żeby czynić dobro. Ale wraca w gorsze miejsce niż to, z którego wyruszyła - urlop zachwiał jej finansami, straciła mieszkanie, więc musi się wprowadzić do matki, z którą niekoniecznie dobrze żyje, zastraszona firma owszem, przyjmuje ją z powrotem, ale dosłownie do piwnicy, do zapomnianego działu kontroli, a do tego dotychczasowi znajomi nie chcą jej znać. Nawet jej eks-mąż wykpiwa jej cudowną przemianę i nie wierzy, że cokolwiek w jej życiu się zmieni. I nie jest to dziwne, bo nawet po wejrzeniu w absolut Amy dalej jest egoistyczną, roszczeniową Karen i nawet jeśli jej akcje mają przynieść coś dobrego, sama jest centralnym punktem, a to, że niszczy innych, nie zajmuje jej uwagi na długo.

I mam z tym serialem spory problem. Z jednej strony bohaterka jest potwornie irytująca, nie widzi tego, jak ją odbierają ludzie, ma absolutne delulu w kwestii swoich możliwości, bo uważa, że jest stworzona do wyższych celów i wszechświat ją namaścił do tego. Z drugiej, wchodząc głębiej w jej świat, zaczynam jest współczuć, bo nawet kłótliwi, pretensjonalni ludzie mają prawo do szczęścia i spełnienia; dodatkowo pojawiające się czasem odcinki z perspektywy innych osób - byłego męża junkie, oschłej matki czy cichego, ale skrywającego sekrety współpracownika pokazują, jak trudno jest być w miejscu, w którym się być nie chce. Pierwszy sezon jest taki bardziej rozbiegowy, w drugim już pojawia się misja - Amy ma możliwość wpłynięcia na korporację, w której pracuje, ale przy okazji może wiele stracić. Trochę się waha, ale wystarczy trochę podziwu w oczach dziennikarza, żeby rzucić się w straceńczą akcję. Można się zastanawiać, czy robi to dla większego dobra, czy z zemsty, ale w gorzkim finale wychodzi, że to wszystko jedno.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 3, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 2 komentarze - Skomentuj


Zofia Kaczorowska - Gość z Singapuru

Narratorka, Sława, wraca z pogrzebu swojej przyjaciółki Mai i analizuje szczegóły dziwnej przyjaźni. Lata temu Maja poderwała ukochanego Sławy i się z nim ożeniła, a późniejsza znajomość została odzyskana tylko dzięki Renacie, powolnej, otyłej, tępej umysłowo i pozbawionej sex-appealu wspólnej przyjaciółce. I nagle zaczyna się zastanawiać, czy Mai ktoś nie zamordował. Podejrzenie pada na egzotycznego Radżiwa Khana z Singapuru (posługującego się polszczyzną w stylu pana Mulgaarda), z którym przyjaciółka się ostatnio prowadzała. Zwierza się z podejrzeń pułkownikowi Serwiczowi, znajomemu jej zmarłego męża, ale ten ją zbywa, więc rozpoczyna wraz z Renatą prywatne śledztwo - odwiedza w przebraniu dancing w hotelu (obowiązkowo jest striptiz), obserwuje dom pięknej partnerki Radżiwa, cudem unika napadu, wreszcie zirytowana tym wszystkim udaje się z dawno odkładaną wizytą do krewnej męża w Szwecji, co wcale nie kończy ciągu zaskakujących wydarzeń.

To taka mniej zabawna Chmielewska, z wszechobecną i przyjazną milicją, która nie waha się wystawić na wabia wścibskiej 40-latki, żeby zdobyć dowody na działanie szajki handlarzy narkotyków. Opisy imprezy w hotelu, gdzie przebrane za “dewizówki” panie zostawiają nachalnych Arabów z rachunkiem do zapłacenia, podróży promem, gdzie restauracja i strefa wolnocłowa za walory wymienialne oraz drogie parówki za złotówki, wreszcie wizyta w Szwecji z jej drożyzną i jednocześnie nieskrępowaną bezpretensjonalnością to ewidentnie doświadczenia autorki. Akcja jest dość przewidywalna, bezbłędnie wytypowałam sens podarowania futra z norek i zgadłam osobę mordercy.

W tle intrygi kryminalnej pojawia się temat przyjaźni i pożycia damsko-męskiego. Kobiety nazywające się przyjaciółkami bynajmniej się nie lubią. Maja spotyka się ze Sławą tylko po to, by chwalić się powodzeniem w życiu, futrami i biżuterią. Sława z kolei gardzi Renatą, wprost wyszydzając ją bez skrępowania przy każdej okazji. Zaniedbywana latami przyjaciółka tylko czeka, żeby wyswatać narratorkę z kuzynem. Sława wspomina, że ukochany rzucił ją dla Mai tylko dlatego, że nie chciała iść z nim do łóżka, wspomina potem, że przyjmuje tylko platoniczną adorację panów, bo "sparzyła się" na gorących uczuciach. Wiem, to kryminał i w PRL-u sprawy "kobiece" były traktowane jako bzdurne - szmatki, gierki, fryzjer i kwiatki, ale i tak nieustająco mnie to rozczarowuje.

Się nie pali: narratorka!

Się je: fistaszki i daktyle (na przyjęciu); słone paluszki; udziec barani z zieloną sałatą (najtańszy na dancingu), szynkę, polędwicę, sałatkę i śledzie (tu już zagraniczni fundują); jajecznicę na boczku z bułką paryską i kiełbasę (na śniadanie, gospodarz domu); szwajcarską czekoladę z orzechami, bulion, stek, kompot, krem z bitej śmietany, mrożonego ananasa z puszki (?!), kurczaka z frytkami (na promie); gotową zupkę, szynkę z puszki, desery z kremem i cytrusy (w Szwecji); wędliny, łosoś, sałaty, szyjki rakowe, kremy z czekoladą, wielosmakowe lody (w Szwecji, ale na przyjęciu); karpia, kurczaka, główkę sałaty, kilogram keksu, pasztet w puszce (na Boże Narodzenie).

Się zachwyca w Szwecji: windami, zsypami bez insektów i pojemnikami na surowce wtórne.

Się kupuje: mięso na kartki.

Się pije: kawę i koniak, Cinzano (podczas remanentu stanu posiadania denatki), czerwone wino, armeńską brandy “Ararat”, pieniące się niskoprocentowe wino (w Szwecji), wino bułgarskie, wytrawną “Sophię”.

Się wychodzi za mąż: za dwa razy starszego ekonomistę, którego największą zaletą było mieszkanie i słabe zdrowie (szybko umarł).

Się leczy: kroplami walerianowymi, kwasem bornym, rumiankiem.

Się posługuje stereotypami: “czarni” brudzą jak świnie, rozrzucając niedopałki, zaś krzykliwie ubrani Cyganie szczypią kobiety w wypukłości.

Się całuje: z dubeltówki.

Się przywozi promem ze Szwecji: stare lodówki, pralki, telewizory, video, zmywaki Svinte (do żelazka).

Się ogląda: "W kamiennym kręgu".

Się dostaje w prezencie: perfumy od Chanela (sic!).

Inne tej autorki.

#77/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 2, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, prl, kryminal, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Zofia Kaczorowska - Gość z Singapuru

Narratorka, Sława, wraca z pogrzebu swojej przyjaciółki Mai i analizuje szczegóły dziwnej przyjaźni. Lata temu Maja poderwała ukochanego Sławy i się z nim ożeniła, a późniejsza znajomość została odzyskana tylko dzięki Renacie, powolnej, otyłej, tępej umysłowo i pozbawionej sex-appealu wspólnej przyjaciółce. I nagle zaczyna się zastanawiać, czy Mai ktoś nie zamordował. Podejrzenie pada na egzotycznego Radżiwa Khana z Singapuru (posługującego się polszczyzną w stylu pana Mulgaarda), z którym przyjaciółka się ostatnio prowadzała. Zwierza się z podejrzeń pułkownikowi Serwiczowi, znajomemu jej zmarłego męża, ale ten ją zbywa, więc rozpoczyna wraz z Renatą prywatne śledztwo - odwiedza w przebraniu dancing w hotelu (obowiązkowo jest striptiz), obserwuje dom pięknej partnerki Radżiwa, cudem unika napadu, wreszcie zirytowana tym wszystkim udaje się z dawno odkładaną wizytą do krewnej męża w Szwecji, co wcale nie kończy ciągu zaskakujących wydarzeń.

To taka mniej zabawna Chmielewska, z wszechobecną i przyjazną milicją, która nie waha się wystawić na wabia wścibskiej 40-latki, żeby zdobyć dowody na działanie szajki handlarzy narkotyków. Opisy imprezy w hotelu, gdzie przebrane za “dewizówki” panie zostawiają nachalnych Arabów z rachunkiem do zapłacenia, podróży promem, gdzie restauracja i strefa wolnocłowa za walory wymienialne oraz drogie parówki za złotówki, wreszcie wizyta w Szwecji z jej drożyzną i jednocześnie nieskrępowaną bezpretensjonalnością to ewidentnie doświadczenia autorki. Akcja jest dość przewidywalna, bezbłędnie wytypowałam sens podarowania futra z norek i zgadłam osobę mordercy.

W tle intrygi kryminalnej pojawia się temat przyjaźni i pożycia damsko-męskiego. Kobiety nazywające się przyjaciółkami bynajmniej się nie lubią. Maja spotyka się ze Sławą tylko po to, by chwalić się powodzeniem w życiu, futrami i biżuterią. Sława z kolei gardzi Renatą, wprost wyszydzając ją bez skrępowania przy każdej okazji. Zaniedbywana latami przyjaciółka tylko czeka, żeby wyswatać narratorkę z kuzynem. Sława wspomina, że ukochany rzucił ją dla Mai tylko dlatego, że nie chciała iść z nim do łóżka, wspomina potem, że przyjmuje tylko platoniczną adorację panów, bo "sparzyła się" na gorących uczuciach. Wiem, to kryminał i w PRL-u sprawy "kobiece" były traktowane jako bzdurne - szmatki, gierki, fryzjer i kwiatki, ale i tak nieustająco mnie to rozczarowuje.

Się nie pali: narratorka!

Się je: fistaszki i daktyle (na przyjęciu); słone paluszki; udziec barani z zieloną sałatą (najtańszy na dancingu), szynkę, polędwicę, sałatkę i śledzie (tu już zagraniczni fundują); jajecznicę na boczku z bułką paryską i kiełbasę (na śniadanie, gospodarz domu); szwajcarską czekoladę z orzechami, bulion, stek, kompot, krem z bitej śmietany, mrożonego ananasa z puszki (?!), kurczaka z frytkami (na promie); gotową zupkę, szynkę z puszki, desery z kremem i cytrusy (w Szwecji); wędliny, łosoś, sałaty, szyjki rakowe, kremy z czekoladą, wielosmakowe lody (w Szwecji, ale na przyjęciu); karpia, kurczaka, główkę sałaty, kilogram keksu, pasztet w puszce (na Boże Narodzenie).

Się zachwyca w Szwecji: windami, zsypami bez insektów i pojemnikami na surowce wtórne.

Się kupuje: mięso na kartki.

Się pije: kawę i koniak, Cinzano (podczas remanentu stanu posiadania denatki), czerwone wino, armeńską brandy “Ararat”, pieniące się niskoprocentowe wino (w Szwecji), wino bułgarskie, wytrawną “Sophię”.

Się wychodzi za mąż: za dwa razy starszego ekonomistę, którego największą zaletą było mieszkanie i słabe zdrowie (szybko umarł).

Się leczy: kroplami walerianowymi, kwasem bornym, rumiankiem.

Się posługuje stereotypami: “czarni” brudzą jak świnie, rozrzucając niedopałki, zaś krzykliwie ubrani Cyganie szczypią kobiety w wypukłości.

Się całuje: z dubeltówki.

Się przywozi promem ze Szwecji: stare lodówki, pralki, telewizory, video, zmywaki Svinte (do żelazka).

Się ogląda: "W kamiennym kręgu".

Się dostaje w prezencie: perfumy od Chanela (sic!).

Inne tej autorki.

#77/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 2, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, prl, kryminal, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Artur Conan Doyle - Sherlock Holmes, opowiadania, cz. 3

W tle pobrzmiewają echa kolonizacji - mniej lub bardziej bohaterscy wojacy wracają z Indii, gdzie walczyli z buntującymi się “dzikusami”, wojna burska. Pierwszymi podejrzanymi są zwykle “Cyganie”, chociaż - jak na razie - nigdzie nie zawinili. Nie czytam opowiadań chronologicznie, więc Watson raz jest już po ślubie i nie mieszka na Baker Street 221B, a Sherlocka odwiedza towarzysko, raz w dalszym ciągu służy za tło i opowiadacza historii. Chyba tylko w jednej sam Sherlock relacjonuje swoją przygodę.

Spanikowany bankier przybiega do detektywa, bo ktoś nadłamał cenny ”Diadem z berylami”, który dostał w zastaw pod pożyczkę od pewnej znanej osobistości. Bankier oskarża syna-lekkoducha, którego zdybał nad uszkodzonym diademem, tymczasem Holmes odnajduje oderwany kawałek i wyjaśnia klientowi, w jakim błędzie był.

”Plany Bruce-Partington” to ściśle strzeżona dokumentacja łodzi podwodnej, więc kiedy te dokumenty znaleziono w kieszeni zamordowanego pracownika ministerstwa, wiadomo, że chodzi o szpiegostwo. Holmes odpytuje brata, Mycrofta, o aktywnych szpiegów w Londynie, sprawdza ich adresy domowe (informacja publiczna) i odkrywa, jak ciało dzielnego młodego człowieka znalazło się przy torach metra. Się pije: curacao.

Tytułowy ”Garbus” okazuje się cennym świadkiem tragicznych wydarzeń - mąż pewnej damy zostaje znaleziony martwy po kłótni z nią. Dama zapada na ostre zapalenie opon mózgowych po szoku (sic!), śledztwo idzie jak po sznurku, wystarcza odpytać znajomą wdowy, potwierdzić, że spotkała “garbusa” oraz odpytać wspomnianego mężczyznę, co się stało. Po sekcji wychodzi, że denat padł na apopleksję na widok człowieka z garbem, którego haniebnie oszukał w Indiach.

”Greckiego tłumacza” przyprowadza do Sherlocka Mycroft, jeszcze bardziej spostrzegawczy niż brat, tylko znacznie bardziej leniwy. Tłumaczowi kazano w nieznanym miejscu skomunikować się z nieznanym mężczyzną, Grekiem; mimo kontroli udało mu się dostać odpowiedzi na różne pytania. Detektyw odpytuje w ambasadzie oraz daje ogłoszenie do prasy, uzyskując lokalizację tajemniczego dworu. Chodzi o wiano pewnej greckiej panny, tłumacza finalnie udaje się uratować.

”Nakrapiana przepaska niesie śmierć” to historia tajemniczej śmierci siostry bliźniaczki klientki detektywa. Dziewczyna umarła sama w swoim zamkniętym pokoju tuż przed planowanym zamążpójściem, które pozbawiłoby ojczyma sporej części odziedziczonego majątku. Nieudane tłumaczenie sugeruje udział Cyganów, którzy noszą “przepaski”, a ja chyba z jakiegoś serialu pamiętam nietypowe narzędzie zbrodni.

”Złote binokle” zostają znalezione na miejscu zbrodni - w bibliotece pewnego starego profesora ginie jego asystent, zaprawiony nożem w tętnicę szyjną. Holmes sporządza portret pamięciowy na podstawie binokli, a potem reszta już wyjaśnia się sama podczas wizji lokalnej, przy okazji której detektyw wypala mnóstwo świetnego tytoniu oraz analizuje dietę profesora.

”Żołnierz o bladym obliczu” jedna z nielicznych historii bez zbrodni, za to z happy-endem. Wojak odznaczony w wojnach burskich znika, jego przyjaciel chce go odnaleźć. Sherlock rozgląda się w posiadłości rodziców zaginionego, nie daje się zbyć bajeczką o samotnej spontanicznej podróży dookoła świata i wyjaśnia dziwną bladość na twarzy zaginionego.

”Przedsiębiorca budowlany z Norwood” niespodziewanie ginie w pożarze tuż po tym, jak spisał testament na korzyść młodego prawnika. Prawnik oczywiście jest poszukiwany, a detektyw jest jego jedyną szansą na udowodnienie, że jest niewinny. Sherlock robi wizję lokalną i sięga w przeszłość denata, żeby odkryć, że zamiłowanie do kiepskich żartów nigdy go nie opuściło.

”Skandal w Bohemii” jest o tyle nietypowy, że Sherlock przegrywa pojedynek. Jego przeciwniczką jest Irena Adler, śpiewaczka Filharmonii Warszawskiej o wątpliwej przeszłości, znana awanturnica. Posiada ona zdjęcie kompromitujące przyszłego króla Czech (sic!), swojego byłego kochanka. Detektyw zgadza się zdjęcie odzyskać, ale mimo różnych forteli dama robi go w konia, a na pocieszenie dostaje jej portretowe zdjęcie, do którego może wzdychać. Żadnych momentów.

Inne z tego autora.

#76/#12

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 1, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, kryminal, opowiadania, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Artur Conan Doyle - Sherlock Holmes, opowiadania, cz. 3

W tle pobrzmiewają echa kolonizacji - mniej lub bardziej bohaterscy wojacy wracają z Indii, gdzie walczyli z buntującymi się “dzikusami”, wojna burska. Pierwszymi podejrzanymi są zwykle “Cyganie”, chociaż - jak na razie - nigdzie nie zawinili. Nie czytam opowiadań chronologicznie, więc Watson raz jest już po ślubie i nie mieszka na Baker Street 221B, a Sherlocka odwiedza towarzysko, raz w dalszym ciągu służy za tło i opowiadacza historii. Chyba tylko w jednej sam Sherlock relacjonuje swoją przygodę.

Spanikowany bankier przybiega do detektywa, bo ktoś nadłamał cenny ”Diadem z berylami”, który dostał w zastaw pod pożyczkę od pewnej znanej osobistości. Bankier oskarża syna-lekkoducha, którego zdybał nad uszkodzonym diademem, tymczasem Holmes odnajduje oderwany kawałek i wyjaśnia klientowi, w jakim błędzie był.

”Plany Bruce-Partington” to ściśle strzeżona dokumentacja łodzi podwodnej, więc kiedy te dokumenty znaleziono w kieszeni zamordowanego pracownika ministerstwa, wiadomo, że chodzi o szpiegostwo. Holmes odpytuje brata, Mycrofta, o aktywnych szpiegów w Londynie, sprawdza ich adresy domowe (informacja publiczna) i odkrywa, jak ciało dzielnego młodego człowieka znalazło się przy torach metra. Się pije: curacao.

Tytułowy ”Garbus” okazuje się cennym świadkiem tragicznych wydarzeń - mąż pewnej damy zostaje znaleziony martwy po kłótni z nią. Dama zapada na ostre zapalenie opon mózgowych po szoku (sic!), śledztwo idzie jak po sznurku, wystarcza odpytać znajomą wdowy, potwierdzić, że spotkała “garbusa” oraz odpytać wspomnianego mężczyznę, co się stało. Po sekcji wychodzi, że denat padł na apopleksję na widok człowieka z garbem, którego haniebnie oszukał w Indiach.

”Greckiego tłumacza” przyprowadza do Sherlocka Mycroft, jeszcze bardziej spostrzegawczy niż brat, tylko znacznie bardziej leniwy. Tłumaczowi kazano w nieznanym miejscu skomunikować się z nieznanym mężczyzną, Grekiem; mimo kontroli udało mu się dostać odpowiedzi na różne pytania. Detektyw odpytuje w ambasadzie oraz daje ogłoszenie do prasy, uzyskując lokalizację tajemniczego dworu. Chodzi o wiano pewnej greckiej panny, tłumacza finalnie udaje się uratować.

”Nakrapiana przepaska niesie śmierć” to historia tajemniczej śmierci siostry bliźniaczki klientki detektywa. Dziewczyna umarła sama w swoim zamkniętym pokoju tuż przed planowanym zamążpójściem, które pozbawiłoby ojczyma sporej części odziedziczonego majątku. Nieudane tłumaczenie sugeruje udział Cyganów, którzy noszą “przepaski”, a ja chyba z jakiegoś serialu pamiętam nietypowe narzędzie zbrodni.

”Złote binokle” zostają znalezione na miejscu zbrodni - w bibliotece pewnego starego profesora ginie jego asystent, zaprawiony nożem w tętnicę szyjną. Holmes sporządza portret pamięciowy na podstawie binokli, a potem reszta już wyjaśnia się sama podczas wizji lokalnej, przy okazji której detektyw wypala mnóstwo świetnego tytoniu oraz analizuje dietę profesora.

”Żołnierz o bladym obliczu” jedna z nielicznych historii bez zbrodni, za to z happy-endem. Wojak odznaczony w wojnach burskich znika, jego przyjaciel chce go odnaleźć. Sherlock rozgląda się w posiadłości rodziców zaginionego, nie daje się zbyć bajeczką o samotnej spontanicznej podróży dookoła świata i wyjaśnia dziwną bladość na twarzy zaginionego.

”Przedsiębiorca budowlany z Norwood” niespodziewanie ginie w pożarze tuż po tym, jak spisał testament na korzyść młodego prawnika. Prawnik oczywiście jest poszukiwany, a detektyw jest jego jedyną szansą na udowodnienie, że jest niewinny. Sherlock robi wizję lokalną i sięga w przeszłość denata, żeby odkryć, że zamiłowanie do kiepskich żartów nigdy go nie opuściło.

”Skandal w Bohemii” jest o tyle nietypowy, że Sherlock przegrywa pojedynek. Jego przeciwniczką jest Irena Adler, śpiewaczka Filharmonii Warszawskiej o wątpliwej przeszłości, znana awanturnica. Posiada ona zdjęcie kompromitujące przyszłego króla Czech (sic!), swojego byłego kochanka. Detektyw zgadza się zdjęcie odzyskać, ale mimo różnych forteli dama robi go w konia, a na pocieszenie dostaje jej portretowe zdjęcie, do którego może wzdychać. Żadnych momentów.

Inne z tego autora.

#76/#12

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 1, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, kryminal, opowiadania, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Izabela Morska - Znikanie

Autobiograficzna, reportażowo-beletrystyczna opowieść o tym, jak to jest być chronicznie chorą w Polsce. Autorce zaczynają drętwieć ręce, na tyle mocno, że traci w nich władzę. Do tego z czasem dochodzą kolejne niepokojące objawy, straszliwy, wyniszczający ból, naturalnie więc udaje się do lekarza, licząc na to, że dostanie dobrą i szybką diagnozę, leki i będzie jak nowa. Tyle że nie. Przerażający opis długotrwałej, często jałowej walka z systemem służby zdrowia, niechęć lekarzy do zajmowania się tym, czym powinni, czymkolwiek, co wymaga większej wiedzy lub wyjścia poza schemat, kolejki do diagnostyki - to wszystko w teorii można obejść, a to po znajomości, a to płacąc horrendalne rachunki prywatnie, a to szukając lekarza, który będzie skłonny wystawić skierowanie. Tu nie liczy się, kim była zdrowa Izabela - naukowczynią, pisarką, córką, osobą nieheteronormatywną, tu liczy się, czy jest pokorna i nie kłóci się z lekarzem, czy wychodzi sobie diagnozę i doczeka operacji i czy pozbawiona władzy w rękach będzie w stanie zarabiać, wreszcie - czy ta cała choroba to nie histeria, co w pewnym momencie jest zasugerowane z wyżyn lekarskiej wszechwiedzy. W tle autorka wraca do choroby i śmierci matki, unikania tematu, niewłaściwych diagnoz i niejako dziedziczności tematu chorób. Analizuje też stosunek otoczenia do osoby chorej, pierwszą aktywną falę wsparcia, rozmywającą się z czasem, bo ileż to można chorować; przełamywanie barier wstydu i obawy przed proszeniem o pomoc; indolencję systemu, gdzie bez papierka nie ma żadnego wsparcia, a chora jest uznawana za sprawną.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 30, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Izabela Morska - Znikanie

Autobiograficzna, reportażowo-beletrystyczna opowieść o tym, jak to jest być chronicznie chorą w Polsce. Autorce zaczynają drętwieć ręce, na tyle mocno, że traci w nich władzę. Do tego z czasem dochodzą kolejne niepokojące objawy, straszliwy, wyniszczający ból, naturalnie więc udaje się do lekarza, licząc na to, że dostanie dobrą i szybką diagnozę, leki i będzie jak nowa. Tyle że nie. Przerażający opis długotrwałej, często jałowej walka z systemem służby zdrowia, niechęć lekarzy do zajmowania się tym, czym powinni, czymkolwiek, co wymaga większej wiedzy lub wyjścia poza schemat, kolejki do diagnostyki - to wszystko w teorii można obejść, a to po znajomości, a to płacąc horrendalne rachunki prywatnie, a to szukając lekarza, który będzie skłonny wystawić skierowanie. Tu nie liczy się, kim była zdrowa Izabela - naukowczynią, pisarką, córką, osobą nieheteronormatywną, tu liczy się, czy jest pokorna i nie kłóci się z lekarzem, czy wychodzi sobie diagnozę i doczeka operacji i czy pozbawiona władzy w rękach będzie w stanie zarabiać, wreszcie - czy ta cała choroba to nie histeria, co w pewnym momencie jest zasugerowane z wyżyn lekarskiej wszechwiedzy. W tle autorka wraca do choroby i śmierci matki, unikania tematu, niewłaściwych diagnoz i niejako dziedziczności tematu chorób. Analizuje też stosunek otoczenia do osoby chorej, pierwszą aktywną falę wsparcia, rozmywającą się z czasem, bo ileż to można chorować; przełamywanie barier wstydu i obawy przed proszeniem o pomoc; indolencję systemu, gdzie bez papierka nie ma żadnego wsparcia, a chora jest uznawana za sprawną.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 30, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że Porto

[9-13.08.2024]

Centrum Porto jest chyba najbardziej zatłoczonym miejscem, jakie ostatnio widziałam. Tłumy turystów (wiem, jestem częścią problemu), tuk-tuki, tramwaje, autobusy, samochody; ciężko jeździć autem, więc zaparkowanie pod Praça Carlos Alberto jest dobrym pomysłem. Stąd blisko wszędzie - do miejsc, których nie odwiedziłam, bo wspomniane tłumy, i do miejsc, gdzie można się zwyczajnie pokręcić. Wspięłam się bez kolejek na wieżę Igreja do Carmo, żeby z dachu kościoła obejrzeć okolicę, a przy okazji zobaczyć, jak wygląda zaplecze samego kościoła (złoto, ale skromnie, oczywiście). Co ciekawe, z zewnątrz kościół nie robi aż takiego wrażenia, bo piękne kafelki na fasadzie są zasłonięte gęstą białą siatką, zapewne w celu ochrony. Przy Fonte dos Leões - fontanny z lwami (tu mi uparcie wchodzi hiszpański i każe się zdziwić, że jakie dwa lwy, jak ich tam więcej) - mieści się budynek Universidade do Porto, gdzie przegapiłam Museu de História Natural e da Ciência da Universidade do Porto. Ale nie żałuję, plan na wyjazd był taki, żeby mało chodzenia, sporo odpoczynku i po południu nastolatka chce mieć czas wolny w swojej gawrze na życie towarzyskie, a dorośli mogą w sjestę.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 29, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: portugalia, porto - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że Porto

[9-13.08.2024]

Centrum Porto jest chyba najbardziej zatłoczonym miejscem, jakie ostatnio widziałam. Tłumy turystów (wiem, jestem częścią problemu), tuk-tuki, tramwaje, autobusy, samochody; ciężko jeździć autem, więc zaparkowanie pod Praça Carlos Alberto jest dobrym pomysłem. Stąd blisko wszędzie - do miejsc, których nie odwiedziłam, bo wspomniane tłumy, i do miejsc, gdzie można się zwyczajnie pokręcić. Wspięłam się bez kolejek na wieżę Igreja do Carmo, żeby z dachu kościoła obejrzeć okolicę, a przy okazji zobaczyć, jak wygląda zaplecze samego kościoła (złoto, ale skromnie, oczywiście). Co ciekawe, z zewnątrz kościół nie robi aż takiego wrażenia, bo piękne kafelki na fasadzie są zasłonięte gęstą białą siatką, zapewne w celu ochrony. Przy Fonte dos Leões - fontanny z lwami (tu mi uparcie wchodzi hiszpański i każe się zdziwić, że jakie dwa lwy, jak ich tam więcej) - mieści się budynek Universidade do Porto, gdzie przegapiłam Museu de História Natural e da Ciência da Universidade do Porto. Ale nie żałuję, plan na wyjazd był taki, żeby mało chodzenia, sporo odpoczynku i po południu nastolatka chce mieć czas wolny w swojej gawrze na życie towarzyskie, a dorośli mogą w sjestę.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 29, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: portugalia, porto - 0 komentarzy - Skomentuj