Andrea nie umie w stabilność. Nie jest w związku, co stanowi sporą bolączkę dla jej matki, nie lubi swojej pracy w agencji, chociaż wykonuje ją sprawnie, unika tego, co trudne, izolując się od brata i bratowej, którym urodziła się córka z nieuleczalną chorobą rozwojową. Wprawdzie rzuciła chętnie brane narkotyki, ale dalej zdarza jej się za dużo pić, imprezować i wracać z przypadkową podrywką z imprezy. Była w dłuższych związkach, ale za każdym razem kończyło się źle. Mobbowana przez charyzmatyczną wykładowczynię zarzuciła studia artystyczne, jedyną pozostałością są kolejne bloki ze szkicami widoku z okien jej nowojorskiego mieszkania. Ale tak naprawdę w stabilność dookoła niej nie umie nikt - związek jej brata się sypie, bo patrzenie na wegetację dziecka skazanego na śmierć nie łączy ludzi, jej matka po tym, jak ojciec przedawkował kilkanaście lat wcześniej, nie pozbierała się, a pustkę zatyka działalnością aktywistyczną, przyjaciółka po wymarzonym ślubie i pięknym dziecku odkrywa, że ani jej przystojny mąż jej nie kocha, ani ona jego. Co musi się zdarzyć, żeby zaczęła sobie układać życie i czy w ogóle to możliwe, kiedy ma się taki bagaż i 40 lat?
Na okładce oczywiście wydawca udaje, że to lekka książka dla kobiet, informując o “zjadliwie komicznym stylu” narratorki. Otóż nie, to nie jest Bridget Jones, tylko chaotyczna, dygresyjna opowieść o tym, że dysfunkcyjne dorastanie, przypadek czy wypadek losowy mogą wpuścić człowieka w taki kanał, że wyjście z tego jest co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe. Finał daje nadzieję, że Andrea poustawia sobie priorytety, z drugiej strony, czy będzie to już sytuacja “na zawsze”, nie wiadomo. Ale tak samo ma każdy - brat, przyjaciółka, matka, były kochanek, współpracowniczka, nie wiadomo.
#81
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 10, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Andrea nie umie w stabilność. Nie jest w związku, co stanowi sporą bolączkę dla jej matki, nie lubi swojej pracy w agencji, chociaż wykonuje ją sprawnie, unika tego, co trudne, izolując się od brata i bratowej, którym urodziła się córka z nieuleczalną chorobą rozwojową. Wprawdzie rzuciła chętnie brane narkotyki, ale dalej zdarza jej się za dużo pić, imprezować i wracać z przypadkową podrywką z imprezy. Była w dłuższych związkach, ale za każdym razem kończyło się źle. Mobbowana przez charyzmatyczną wykładowczynię zarzuciła studia artystyczne, jedyną pozostałością są kolejne bloki ze szkicami widoku z okien jej nowojorskiego mieszkania. Ale tak naprawdę w stabilność dookoła niej nie umie nikt - związek jej brata się sypie, bo patrzenie na wegetację dziecka skazanego na śmierć nie łączy ludzi, jej matka po tym, jak ojciec przedawkował kilkanaście lat wcześniej, nie pozbierała się, a pustkę zatyka działalnością aktywistyczną, przyjaciółka po wymarzonym ślubie i pięknym dziecku odkrywa, że ani jej przystojny mąż jej nie kocha, ani ona jego. Co musi się zdarzyć, żeby zaczęła sobie układać życie i czy w ogóle to możliwe, kiedy ma się taki bagaż i 40 lat?
Na okładce oczywiście wydawca udaje, że to lekka książka dla kobiet, informując o “zjadliwie komicznym stylu” narratorki. Otóż nie, to nie jest Bridget Jones, tylko chaotyczna, dygresyjna opowieść o tym, że dysfunkcyjne dorastanie, przypadek czy wypadek losowy mogą wpuścić człowieka w taki kanał, że wyjście z tego jest co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe. Finał daje nadzieję, że Andrea poustawia sobie priorytety, z drugiej strony, czy będzie to już sytuacja “na zawsze”, nie wiadomo. Ale tak samo ma każdy - brat, przyjaciółka, matka, były kochanek, współpracowniczka, nie wiadomo.
#81
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 10, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sherlock Holmes się wyjątkowo nudził i z tej nudy trzy razy dziennie wkłuwał sobie kokainę, bo to rozjaśnia umysł. Na szczęście pojawia się panna Mary, która opowiada dziwną historię - o zaginięciu ojca, corocznie wysyłanych anonimowo cennych perłach, wreszcie o dziwnym ogłoszeniu, którego autor obiecuje jej wyjaśnienie tajemnicy ojca. Watson od razu się zakochuje, Sherlock jest niewrażliwy, bo kobiety są zdradliwe, ale obydwaj udają się na spotkanie z łysym mężczyzną, który okazuje się synem znajomego ojca Mary, majora Sholto. Major lata temu okradł ojca Mary ze skarbu, pozyskanego od więźniów w Indiach, a kiedy ten upomniał się o swoją działkę, w kłótni tak niefortunnie upadł, że nie wstał. Po nagłej śmierci majora tajemnica wyszła na jaw, ale skarb zaginął, co stało się idee fixe drugiego syna, który - co wyjaśnia powód ogłoszenia - skarb niedawno odnalazł. Detektyw spóźnia się, znaleziony skarb
znowu ginie, ale są ślady, które pozwalają znaleźć człowieka z drewnianą nogą i jego egzotycznego zausznika. W finale ślub.
Książka podzielona jest na dwie części - jedna to samo śledztwo, z kreatywnym użyciem psa myśliwskiego i grupy londyńskich oberwańców oraz współpracą z początkowo niechętną policją, druga zaś to opowieść przestępcy o wydarzeniach sprzed lat. Poza wspomnianą kokainą, realia XIX wieku są dość znaczące - dokerzy są pogardzani, bo brudni, podobnie każdy, kto nie jest Anglikiem czy chociaż lokalną warstwą rządzącą, postrzelenie domokrążcy przez lorda jest traktowane jako drobne wariactwo. Watson w zasadzie wcale nie chce znaleźć skarbu, bo wtedy Mary byłaby znacznie bogatsza od niego, a to by go pozbawiło męskości, więc nie mógłby się oświadczyć. I wreszcie kolonializm, cywilizowani Anglicy przejmujący forty w Indiach i wyrzynający lokalną ludność oraz pozyskujący bogactwa - dobrze, prymitywni mieszkańcy, usiłujący odebrać, co ich - bardzo niedobrze, wrzućmy ich na dożywocie do więzienia.
Inne z tego autora, inne z tej serii.
#80/#14
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 9, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sherlock Holmes się wyjątkowo nudził i z tej nudy trzy razy dziennie wkłuwał sobie kokainę, bo to rozjaśnia umysł. Na szczęście pojawia się panna Mary, która opowiada dziwną historię - o zaginięciu ojca, corocznie wysyłanych anonimowo cennych perłach, wreszcie o dziwnym ogłoszeniu, którego autor obiecuje jej wyjaśnienie tajemnicy ojca. Watson od razu się zakochuje, Sherlock jest niewrażliwy, bo kobiety są zdradliwe, ale obydwaj udają się na spotkanie z łysym mężczyzną, który okazuje się synem znajomego ojca Mary, majora Sholto. Major lata temu okradł ojca Mary ze skarbu, pozyskanego od więźniów w Indiach, a kiedy ten upomniał się o swoją działkę, w kłótni tak niefortunnie upadł, że nie wstał. Po nagłej śmierci majora tajemnica wyszła na jaw, ale skarb zaginął, co stało się idee fixe drugiego syna, który - co wyjaśnia powód ogłoszenia - skarb niedawno odnalazł. Detektyw spóźnia się, znaleziony skarb
znowu ginie, ale są ślady, które pozwalają znaleźć człowieka z drewnianą nogą i jego egzotycznego zausznika. W finale ślub.
Książka podzielona jest na dwie części - jedna to samo śledztwo, z kreatywnym użyciem psa myśliwskiego i grupy londyńskich oberwańców oraz współpracą z początkowo niechętną policją, druga zaś to opowieść przestępcy o wydarzeniach sprzed lat. Poza wspomnianą kokainą, realia XIX wieku są dość znaczące - dokerzy są pogardzani, bo brudni, podobnie każdy, kto nie jest Anglikiem czy chociaż lokalną warstwą rządzącą, postrzelenie domokrążcy przez lorda jest traktowane jako drobne wariactwo. Watson w zasadzie wcale nie chce znaleźć skarbu, bo wtedy Mary byłaby znacznie bogatsza od niego, a to by go pozbawiło męskości, więc nie mógłby się oświadczyć. I wreszcie kolonializm, cywilizowani Anglicy przejmujący forty w Indiach i wyrzynający lokalną ludność oraz pozyskujący bogactwa - dobrze, prymitywni mieszkańcy, usiłujący odebrać, co ich - bardzo niedobrze, wrzućmy ich na dożywocie do więzienia.
Inne z tego autora, inne z tej serii.
#80/#14
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 9, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wbrew moim oczekiwaniom, że dostanę przekrojowy reportaż o trendach w mieszkalnictwie i wnętrzarstwie z rysem historycznym, to zbiór wywiadów z losowo wybranymi designerami z okresu PRL-u, którzy opowiadają o swoich zainteresowaniach, dziedziczności i ścieżkach, jakie doprowadziły ich do miejsca, w których są. Nie znałam żadnej z tych osób i po lekturze wywiadów kojarzę tylko twórcę marki Vox, w pozostałych przypadkach nie zapamiętałam kompletnie nic, bo opowiadają o swojej rodzinie, wojnie, socjalizmie (bardzo oględnie i jakby zawsze obok), zrealizowanych niszowych projektach (niestety bez zdjęć!) czy innych przypadkowych wydarzeniach. Czyta się przyjemnie, to sensownie przeprowadzone wywiady, ale zdecydowanie to rzecz do błyskawicznego zapomnienia po lekturze.
#79
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 7, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, reportaz, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wbrew moim oczekiwaniom, że dostanę przekrojowy reportaż o trendach w mieszkalnictwie i wnętrzarstwie z rysem historycznym, to zbiór wywiadów z losowo wybranymi designerami z okresu PRL-u, którzy opowiadają o swoich zainteresowaniach, dziedziczności i ścieżkach, jakie doprowadziły ich do miejsca, w których są. Nie znałam żadnej z tych osób i po lekturze wywiadów kojarzę tylko twórcę marki Vox, w pozostałych przypadkach nie zapamiętałam kompletnie nic, bo opowiadają o swojej rodzinie, wojnie, socjalizmie (bardzo oględnie i jakby zawsze obok), zrealizowanych niszowych projektach (niestety bez zdjęć!) czy innych przypadkowych wydarzeniach. Czyta się przyjemnie, to sensownie przeprowadzone wywiady, ale zdecydowanie to rzecz do błyskawicznego zapomnienia po lekturze.
#79
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 7, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, reportaz, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[13.08.2024]
Wprawdzie planowałam zrobienie przystanku w Sintrze, ale zmęczyły mnie tłumy w Porto i konieczność doktoryzowania się z biletów, wstępów i tras, a dodatkowo nie chciałam się frustrować wjazdem na 2 godziny do miejsca, które wymaga o wiele więcej czasu. Stąd Coimbra mniej więcej w połowie drogi, idealnie na kawę i pastel de nata, śliczne miasto uniwersyteckie z rzymskim akweduktem i ogrodem botanicznym. Ogród jest bezpłatny i nie oczekiwałam niczego poza miłym miejscem na niedługi spacer; nie jest to ogród jak w Berlinie, Dublinie czy nie przymierzając w Poznaniu - kameralny, nieduży, ze ślicznym zagajnikiem bambusowym i częścią reprezentacyjną z klombami i fontannami oraz niestety zamkniętą szklarnią. Uwaga - za bambusami nic nie ma, tylko drugie wyjście, trochę rozczar. Ominęłam Bibliotekę Joanina i zwiedzanie Università Di Coimbra, przemknęłam się przez kościół Świętego Krzyża, bo był tuż obok kawiarni o takiejż nazwie, zdecydowanie warto odwiedzić ponownie.
- Jardim Botânico da Universidade de Coimbra - CC Martim de Freitas
- Café Santa Cruz - Praça 8 de Maio
- Mosteiro da Santa Cruz - tuż obok kawiarni
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 6, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
portugalia, ogrod-botaniczny, coimbra
- 2 komentarze
- Skomentuj
[13.08.2024]
Wprawdzie planowałam zrobienie przystanku w Sintrze, ale zmęczyły mnie tłumy w Porto i konieczność doktoryzowania się z biletów, wstępów i tras, a dodatkowo nie chciałam się frustrować wjazdem na 2 godziny do miejsca, które wymaga o wiele więcej czasu. Stąd Coimbra mniej więcej w połowie drogi, idealnie na kawę i pastel de nata, śliczne miasto uniwersyteckie z rzymskim akweduktem i ogrodem botanicznym. Ogród jest bezpłatny i nie oczekiwałam niczego poza miłym miejscem na niedługi spacer; nie jest to ogród jak w Berlinie, Dublinie czy nie przymierzając w Poznaniu - kameralny, nieduży, ze ślicznym zagajnikiem bambusowym i częścią reprezentacyjną z klombami i fontannami oraz niestety zamkniętą szklarnią. Uwaga - za bambusami nic nie ma, tylko drugie wyjście, trochę rozczar. Ominęłam Bibliotekę Joanina i zwiedzanie Università Di Coimbra, przemknęłam się przez kościół Świętego Krzyża, bo był tuż obok kawiarni o takiejż nazwie, zdecydowanie warto odwiedzić ponownie.
- Jardim Botânico da Universidade de Coimbra - CC Martim de Freitas
- Café Santa Cruz - Praça 8 de Maio
- Mosteiro da Santa Cruz - tuż obok kawiarni
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 6, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
portugalia, ogrod-botaniczny, coimbra
- 2 komentarze
- Skomentuj
Niru jest synem nigeryjskich emigrantów, mimo wysiłków rodziców czuje się już Amerykaninem. Kończy liceum z całkiem niezłą lokatą, ma zapewnione stypendium na Harvardzie, bo do tego świetnie biega. Kiedy odkrywa, że podobają mu się inni chłopcy, ultrareligijne wychowanie wpędza go jednak w ogromne poczucie winy, a gdy ojciec znajduje zainstalowaną przez przyjaciółkę w żartach appkę do randek, wpada w kłopoty. Ojciec wysyła go do Nigerii do kościoła, żeby lokalny kapłan wybił mu z głowy te grzeszne myśli. Komformistycznie, Niru się modli, obiecuje, bo chce wrócić do normalności, szkoły, treningów i przyjaciół, zwłaszcza z Meredith, która niechcący wpędziła go w kłopoty. Jego stłumione uczucia jednak wychodzą na jaw i z drugiej części, w narracji Meredith, już wiadomo, że skończy się to tragedią.
Z jednej strony purytańskie, wsteczne środowisko emigrantów, twarda rodzicielska miłość, sugeruje narastający u bohatera konflikt, bo widzi, jak bardzo różni się narracja ojca od tego, co oferuje współczesna rzeczywistość sporego miasta w Stanach. Z drugiej - to właśnie ta amerykańska codzienność doprowadza do dramatycznego finału, którego się nie spodziewałam. To trafna, smutna opowieść o dojrzewaniu, homofobii, destrukcyjnym wpływie religii, wpływowi grupy równolatków i rasizmie; nie jest może nowatorska, ale pozostaje w pamięci.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 5, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Niru jest synem nigeryjskich emigrantów, mimo wysiłków rodziców czuje się już Amerykaninem. Kończy liceum z całkiem niezłą lokatą, ma zapewnione stypendium na Harvardzie, bo do tego świetnie biega. Kiedy odkrywa, że podobają mu się inni chłopcy, ultrareligijne wychowanie wpędza go jednak w ogromne poczucie winy, a gdy ojciec znajduje zainstalowaną przez przyjaciółkę w żartach appkę do randek, wpada w kłopoty. Ojciec wysyła go do Nigerii do kościoła, żeby lokalny kapłan wybił mu z głowy te grzeszne myśli. Komformistycznie, Niru się modli, obiecuje, bo chce wrócić do normalności, szkoły, treningów i przyjaciół, zwłaszcza z Meredith, która niechcący wpędziła go w kłopoty. Jego stłumione uczucia jednak wychodzą na jaw i z drugiej części, w narracji Meredith, już wiadomo, że skończy się to tragedią.
Z jednej strony purytańskie, wsteczne środowisko emigrantów, twarda rodzicielska miłość, sugeruje narastający u bohatera konflikt, bo widzi, jak bardzo różni się narracja ojca od tego, co oferuje współczesna rzeczywistość sporego miasta w Stanach. Z drugiej - to właśnie ta amerykańska codzienność doprowadza do dramatycznego finału, którego się nie spodziewałam. To trafna, smutna opowieść o dojrzewaniu, homofobii, destrukcyjnym wpływie religii, wpływowi grupy równolatków i rasizmie; nie jest może nowatorska, ale pozostaje w pamięci.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 5, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj