Tag:
2020
O tym, żeby podsumować rok, myślałam już od jakiegoś czasu. Problem w tym (chociaż "problem" to złe słowo, ogromnie się cieszę wszak), że mnie osobiście w tym roku się ślizgnęło - jestem zdrowa, przeszłam z pracy w biurze na pracę w domu bez rozlewu krwi[1], mimo zmiany planów nauczyłam się czerpać z tego, co dostępne, radość. W zestawieniu z tym, co dramatycznego działo się dookoła mnie, czasem bardzo blisko, nad moim 2020 w zasadzie nie ma co się pochylać. Zostanę w podsumowaniu przy książkach, kopiując od dees.
Poniższa lista nie jest specjalnie olśniewająca, patrząc na liczbę wszystkich książek przeczytanych w ubiegłym roku (155 - licząc uśrednione jednostki książkowe, 197 - jeśli policzyć każdą pozycję oddzielnie). 125 napisanych przez mężczyzn, 73 przez kobiety. Zdecydowanie wolałabym czytać tylko te dobre[2], ale jako nałogowiec mogę czytać cokolwiek, jeśli chociaż - jak w przypadku kryminałek z PRL-u - mają walor komiczny bądź poznawczy. Listę najlepszych podzieliłam sobie jeszcze na dwie - best of the best of the best i bardzo dobre, ale z gwiazdką.
- Junot Díaz "Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao" - język, ostrość obserwacji, konstrukcja
- Chimamanda Ngozi Adichie "Połówka żółtego słońca" - o wojnie, o której świat milczał, przerażająco smutna mimo komicznych początków
- Anna Maria Nowakowska "Dziunia" - poruszyła mnóstwo strun
z mojego dzieciństwa
- Salcia Hałas "Pieczeń dla Amfy" - jak ja bym chciała tak umieć w dialog, w opisywanie świata, w język (co ciekawe, do "Potopu" robiłam już trzy podejścia i nie wchodzi)
- Terry Pratchett "Pomniejsze bóstwa" - nie czytałam w tym roku żadnej z podcyklu o Straży, ale pod względem ładunku emocjonalnego i wpisania się w klimat polityczny to chyba najbardziej ponadczasowa książka o wierze
- Shaun Bythell "Pamiętnik księgarza" - sarkazm i życie codzienne, również jedna z tego typu książek, do których napisania od lat aspiruję
- Shirley Jackson "Zawsze mieszkałyśmy w zamku" - ta autorka umie w klimat i zaskoczkę
- John Steinbeck "Na wschód od Edenu - tak jak rozczarowana byłam zestarzeniem się "Gron gniewu", tak tu zachwyt
- Lauren Groff "Fatum i furia", "Arkadia", "Floryda" - moja autorka roku, biorę wszystko, co napisze, nawet opowiadania to amerykańska Tove Jansson dla dorosłych
- Jeffrey Eugenides "Middlesex" - robiłam trzy podejścia, wreszcie zdjęłam ze stosu wstydu, mnóstwo dobrych zdań, było warto
Lista z gwiazdką. Żeby było jasne, to nie jest tak, że poniższa lista jest obiektywnie gorsza. Raczej mniej mi pasuje stylistycznie (np. niespecjalnie mi wchodzą rzeczy reportażowe, wolę fikcję) albo autor/ka ma lepsze pozycje w dorobku.
- Reni Eddo-Lodge "Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry" - mimo braku ekspozycji na problem rasy, to ważna pozycja o tym, co jest normalne a co powinno być; można dla uproszczenia podstawić sobie płeć zamiast koloru skóry
- Philip Pullman "Magiczny nóż" - jednak największą siłę rażenia miała "Zorza północna"
- Lucy Maud Montgomery "Blue Castle" - dalej ogromnie lubię tę historię, ale wychwytuję też nieco naiwności w niej
- Paweł Huelle "Opowiadania na czas przeprowadzki" - niestety, opowiadania; stety, Huelle umie i w krótsze formy
- Jaroslav Rudiš "Grandhotel" - nie jest to powieść wybitna, ale taka czeska w opisywaniu szaleństwa
- Wioletta Grzegorzewska "Guguły" - również wspólnota doświadczeń
- Joanna Bator "Rok królika" - wyżej cenię "Ciemno, prawie noc", ale wiem, że jeszcze długo ponownie po nią nie siegnę
- Olga Drenda "Duchologia" - reportaż, który porządkuje wspomnienia z okresu transformacji
- Kate Atkinson "Big Sky" - czekałam na kontynuację przypadków Brodiego, w żadnym razie nie rozczar, ale raczej rozrywka
- China Miéville "Toromorze" - świetna kreacja świata, tyle że bardziej dla młodzieży
- Shirley Jackson "Loteria" - nie umiem w opowiadania, ale kilka z nich wbija się pod paznokcie
[1] Nie że bez rozlewu potu. Jestem dobra w logistykę i organizację, ale bywały dni, że nie miałam już siły na nic, bo ile można żonglować trzema planami dnia bez szkody dla siebie. 9 miesięcy można, jak widać; odsypiam na końcu roku. Nawet nie wyszłam na fajerwerki o północy.
[2] Polecajcie, polecajcie!
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 1, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 2 komentarze
- Skomentuj
O tym, żeby podsumować rok, myślałam już od jakiegoś czasu. Problem w tym (chociaż "problem" to złe słowo, ogromnie się cieszę wszak), że mnie osobiście w tym roku się ślizgnęło - jestem zdrowa, przeszłam z pracy w biurze na pracę w domu bez rozlewu krwi[1], mimo zmiany planów nauczyłam się czerpać z tego, co dostępne, radość. W zestawieniu z tym, co dramatycznego działo się dookoła mnie, czasem bardzo blisko, nad moim 2020 w zasadzie nie ma co się pochylać. Zostanę w podsumowaniu przy książkach, kopiując od dees.
Poniższa lista nie jest specjalnie olśniewająca, patrząc na liczbę wszystkich książek przeczytanych w ubiegłym roku (155 - licząc uśrednione jednostki książkowe, 197 - jeśli policzyć każdą pozycję oddzielnie). 125 napisanych przez mężczyzn, 73 przez kobiety. Zdecydowanie wolałabym czytać tylko te dobre[2], ale jako nałogowiec mogę czytać cokolwiek, jeśli chociaż - jak w przypadku kryminałek z PRL-u - mają walor komiczny bądź poznawczy. Listę najlepszych podzieliłam sobie jeszcze na dwie - best of the best of the best i bardzo dobre, ale z gwiazdką.
- Junot Díaz "Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao" - język, ostrość obserwacji, konstrukcja
- Chimamanda Ngozi Adichie "Połówka żółtego słońca" - o wojnie, o której świat milczał, przerażająco smutna mimo komicznych początków
- Anna Maria Nowakowska "Dziunia" - poruszyła mnóstwo strun
z mojego dzieciństwa
- Salcia Hałas "Pieczeń dla Amfy" - jak ja bym chciała tak umieć w dialog, w opisywanie świata, w język (co ciekawe, do "Potopu" robiłam już trzy podejścia i nie wchodzi)
- Terry Pratchett "Pomniejsze bóstwa" - nie czytałam w tym roku żadnej z podcyklu o Straży, ale pod względem ładunku emocjonalnego i wpisania się w klimat polityczny to chyba najbardziej ponadczasowa książka o wierze
- Shaun Bythell "Pamiętnik księgarza" - sarkazm i życie codzienne, również jedna z tego typu książek, do których napisania od lat aspiruję
- Shirley Jackson "Zawsze mieszkałyśmy w zamku" - ta autorka umie w klimat i zaskoczkę
- John Steinbeck "Na wschód od Edenu - tak jak rozczarowana byłam zestarzeniem się "Gron gniewu", tak tu zachwyt
- Lauren Groff "Fatum i furia", "Arkadia", "Floryda" - moja autorka roku, biorę wszystko, co napisze, nawet opowiadania to amerykańska Tove Jansson dla dorosłych
- Jeffrey Eugenides "Middlesex" - robiłam trzy podejścia, wreszcie zdjęłam ze stosu wstydu, mnóstwo dobrych zdań, było warto
Lista z gwiazdką. Żeby było jasne, to nie jest tak, że poniższa lista jest obiektywnie gorsza. Raczej mniej mi pasuje stylistycznie (np. niespecjalnie mi wchodzą rzeczy reportażowe, wolę fikcję) albo autor/ka ma lepsze pozycje w dorobku.
- Reni Eddo-Lodge "Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry" - mimo braku ekspozycji na problem rasy, to ważna pozycja o tym, co jest normalne a co powinno być; można dla uproszczenia podstawić sobie płeć zamiast koloru skóry
- Philip Pullman "Magiczny nóż" - jednak największą siłę rażenia miała "Zorza północna"
- Lucy Maud Montgomery "Blue Castle" - dalej ogromnie lubię tę historię, ale wychwytuję też nieco naiwności w niej
- Paweł Huelle "Opowiadania na czas przeprowadzki" - niestety, opowiadania; stety, Huelle umie i w krótsze formy
- Jaroslav Rudiš "Grandhotel" - nie jest to powieść wybitna, ale taka czeska w opisywaniu szaleństwa
- Wioletta Grzegorzewska "Guguły" - również wspólnota doświadczeń
- Joanna Bator "Rok królika" - wyżej cenię "Ciemno, prawie noc", ale wiem, że jeszcze długo ponownie po nią nie siegnę
- Olga Drenda "Duchologia" - reportaż, który porządkuje wspomnienia z okresu transformacji
- Kate Atkinson "Big Sky" - czekałam na kontynuację przypadków Brodiego, w żadnym razie nie rozczar, ale raczej rozrywka
- China Miéville "Toromorze" - świetna kreacja świata, tyle że bardziej dla młodzieży
- Shirley Jackson "Loteria" - nie umiem w opowiadania, ale kilka z nich wbija się pod paznokcie
[1] Nie że bez rozlewu potu. Jestem dobra w logistykę i organizację, ale bywały dni, że nie miałam już siły na nic, bo ile można żonglować trzema planami dnia bez szkody dla siebie. 9 miesięcy można, jak widać; odsypiam na końcu roku. Nawet nie wyszłam na fajerwerki o północy.
[2] Polecajcie, polecajcie!
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 1, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 2 komentarze
- Skomentuj
Dość nietypowa książka o śledztwie prowadzonym przez Konrada Sejera, bo narratorem jest przestępca. Charles Olav Torp, wdowiec uzależniony od hazardu, nareszcie spłaca długi, a za pozostałe pieniądze kupuje 17-letniej córce rasowego konia. Córka wybacza ojcu dawne winy, cieszy się, że podjął pracę w stajni, razem chodzą na grób matki, sielanka. Dwie rzeczy jednak spędzają Torpowi sen z powiek - problemy zdrowotne, w pewnym momencie zdiagnozowane jako fgjneqavravr ebmfvnar oraz morderstwo, którego dokonał w celu uzyskania pieniędzy. Pierwsza część książki opisuje, jak do zbrodni doszło, druga - walkę Torpa ze sobą, zwłaszcza w obliczu zacieśniającego się kręgu podejrzeń. Rola Sejera jest - podobnie jak w “Zbrodni i karze” - w zasadzie ograniczona do oczyszczającego wyznania zbrodni.
Inne książki tej autorki tutaj.
#155
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dość nietypowa książka o śledztwie prowadzonym przez Konrada Sejera, bo narratorem jest przestępca. Charles Olav Torp, wdowiec uzależniony od hazardu, nareszcie spłaca długi, a za pozostałe pieniądze kupuje 17-letniej córce rasowego konia. Córka wybacza ojcu dawne winy, cieszy się, że podjął pracę w stajni, razem chodzą na grób matki, sielanka. Dwie rzeczy jednak spędzają Torpowi sen z powiek - problemy zdrowotne, w pewnym momencie zdiagnozowane jako fgjneqavravr ebmfvnar oraz morderstwo, którego dokonał w celu uzyskania pieniędzy. Pierwsza część książki opisuje, jak do zbrodni doszło, druga - walkę Torpa ze sobą, zwłaszcza w obliczu zacieśniającego się kręgu podejrzeń. Rola Sejera jest - podobnie jak w “Zbrodni i karze” - w zasadzie ograniczona do oczyszczającego wyznania zbrodni.
Inne książki tej autorki tutaj.
#155
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tom trzeci wspomnień Karla Ove to dzieciństwo na wyspie Tromøya, gdzie rodzice przeprowadzili się z Oslo do nowo wybudowanego osiedla oraz za pracą - ojciec nauczyciel w lokalnym gimnazjum, matka pielęgniarka w sanatorium dla nerwowo chorych. Poza okazjonalnymi wizytami u rodziny, Knausgardowie byli odcięci od dotychczasowego życia; matka miała swoje grono koleżanek, ojciec - raczej samotnik - miewał kolegów z pracy. Yngve, starszy brat narratora, ma swój świat, z rzadka zazębiający się ze światem młodszego brata, a przynajmniej tak sugeruje pamięć autora, dla którego najważniejsze są oczywiście jego własne przeżycia. Niespecjalnie lubiany przez rówieśników, pretensjonalny, zarozumiały, skupiony na sobie i swoim wyglądzie, przechodzi z dzieciństwa do okresu nastoletniego; z dziecka, które chce zawsze być najlepsze, do chłopca, którego głównie interesuje piłka nożna i dziewczęta. Niektóre elementy mocno rażą - te poświęcone defekacji (i nie jest to jedna historia, tylko dość stały temat) lub te pokazujące molestowanie rówieśniczek, powszechne w latach siedemdziesiątych; nie sugeruję, że warto by to drugie pominąć (bo pierwsze zdecydowanie można), ale beznamiętna relacja bez słowa komentarza brzmi dziwnie z perspektywy czasu.
To, co jednak sprawia, że to trudna lektura, to opisy ojca Karla Ove - psychopaty, terroryzującego swoje dzieci, na zewnątrz eleganckiego, przystojnego młodego trzydziestoparolatka, w domu kata, który w imię “porządku” i “wychowania”, a czasem po prostu nagle stawał się wściekły i bił, poniżał czy upokarzał obu synów. Opisy szarpania za uszy, rzucania o ścianę, wymierzanych na zimno razów, strachu i nasłuchiwania, czy ojciec jest w domu, są przerażające. To norweska wersja “Gnoju”, opowieści o przerażeniu, ukrywaniu, przemilczaniu, nieustającej ucieczce przed katem, który śpi w tym samym domu, aż do momentu, kiedy Karl Ove dorasta na tyle, żeby przestać się bać, a małżeństwo ojca i matki się powoli rozsypuje. Zadawałam sobie pytania, oczywiście, gdzie była matka, określana jako ciepła, kochająca, utrzymująca w domu miłą atmosferę, krzywdziciel wszak nie żyje w próżni, autor jednak w ogóle w to nie wnika, nie skarży się, jest jak jest. Sceny, kiedy ojciec przychodzi zagrać z synem po przyjacielsku w karty, dobry kumpel, nowa gra “pozbieraj 52 karty” i wychodzi, kara za zjedzenie dwóch jabłek zamiast przysługującego jednego dziennie czy zmuszenie do zapakowania przedwcześnie rozpakowanego prezentu urodzinowego, bo przecież prezent można - nawet jeśli kupowany wspólnie i znany - rozpakować dopiero po zjedzeniu tortu, pozostają w głowie przez swoje niczemu niepotrzebne okrucieństwo. Zupełnie innej wymowy nabierają wcześniejsze tomy, gdzie Knausgard jest raczej oschły w kontaktach z ojcem, ale nie wiadomo, jaka jest tego geneza.
Inne tego autora tutaj.
#154
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 26, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tom trzeci wspomnień Karla Ove to dzieciństwo na wyspie Tromøya, gdzie rodzice przeprowadzili się z Oslo do nowo wybudowanego osiedla oraz za pracą - ojciec nauczyciel w lokalnym gimnazjum, matka pielęgniarka w sanatorium dla nerwowo chorych. Poza okazjonalnymi wizytami u rodziny, Knausgardowie byli odcięci od dotychczasowego życia; matka miała swoje grono koleżanek, ojciec - raczej samotnik - miewał kolegów z pracy. Yngve, starszy brat narratora, ma swój świat, z rzadka zazębiający się ze światem młodszego brata, a przynajmniej tak sugeruje pamięć autora, dla którego najważniejsze są oczywiście jego własne przeżycia. Niespecjalnie lubiany przez rówieśników, pretensjonalny, zarozumiały, skupiony na sobie i swoim wyglądzie, przechodzi z dzieciństwa do okresu nastoletniego; z dziecka, które chce zawsze być najlepsze, do chłopca, którego głównie interesuje piłka nożna i dziewczęta. Niektóre elementy mocno rażą - te poświęcone defekacji (i nie jest to jedna historia, tylko dość stały temat) lub te pokazujące molestowanie rówieśniczek, powszechne w latach siedemdziesiątych; nie sugeruję, że warto by to drugie pominąć (bo pierwsze zdecydowanie można), ale beznamiętna relacja bez słowa komentarza brzmi dziwnie z perspektywy czasu.
To, co jednak sprawia, że to trudna lektura, to opisy ojca Karla Ove - psychopaty, terroryzującego swoje dzieci, na zewnątrz eleganckiego, przystojnego młodego trzydziestoparolatka, w domu kata, który w imię “porządku” i “wychowania”, a czasem po prostu nagle stawał się wściekły i bił, poniżał czy upokarzał obu synów. Opisy szarpania za uszy, rzucania o ścianę, wymierzanych na zimno razów, strachu i nasłuchiwania, czy ojciec jest w domu, są przerażające. To norweska wersja “Gnoju”, opowieści o przerażeniu, ukrywaniu, przemilczaniu, nieustającej ucieczce przed katem, który śpi w tym samym domu, aż do momentu, kiedy Karl Ove dorasta na tyle, żeby przestać się bać, a małżeństwo ojca i matki się powoli rozsypuje. Zadawałam sobie pytania, oczywiście, gdzie była matka, określana jako ciepła, kochająca, utrzymująca w domu miłą atmosferę, krzywdziciel wszak nie żyje w próżni, autor jednak w ogóle w to nie wnika, nie skarży się, jest jak jest. Sceny, kiedy ojciec przychodzi zagrać z synem po przyjacielsku w karty, dobry kumpel, nowa gra “pozbieraj 52 karty” i wychodzi, kara za zjedzenie dwóch jabłek zamiast przysługującego jednego dziennie czy zmuszenie do zapakowania przedwcześnie rozpakowanego prezentu urodzinowego, bo przecież prezent można - nawet jeśli kupowany wspólnie i znany - rozpakować dopiero po zjedzeniu tortu, pozostają w głowie przez swoje niczemu niepotrzebne okrucieństwo. Zupełnie innej wymowy nabierają wcześniejsze tomy, gdzie Knausgard jest raczej oschły w kontaktach z ojcem, ale nie wiadomo, jaka jest tego geneza.
Inne tego autora tutaj.
#154
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 26, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Heidi pracuje w organizacji pomagającej ludziom dotkniętym ubóstwem, zwłaszcza emigrantom, nie mówiącym dobrze po angielsku. W drodze do pracy zaczyna regularnie widywać młodą żebraczkę z niemowlęciem, nie może przejść nad tym obojętnie. Zabiera dziewczynę - Willow - do swojego domu, ku zaskoczeniu męża i nastoletniej córki, a także samej Willow, której ewidentnie w życiu wiele dobrego nie spotkało. Jakiekolwiek wątpliwości znikają, kiedy Heidi bierze na ręce niemowlę - brudne, wyziębione, z infekcją, głodne; wie, że będzie dla niego doskonałą matką, zawsze marzyła o wielodzietnej rodzinie, czemu na przeszkodzie stanęła dramatyczna choroba.
Narracja jest trójosobowa. Opowieść Heidi przerywana jest historią jej męża, brokera Chrisa, który - wiecznie w delegacji - jest coraz bardziej zaniepokojony całą sytuacją, a dodatkowo usiłuje się oprzeć pokusie romansu z piękną koleżanką z pracy, pamiętając o wszystkim tym, co kocha w swojej żonie. Trzecim głosem jest głos Willow, sieroty rozdzielonej z młodszą siostrą, adoptowaną przez maniaka religijnego, który odciął ją od życia i molestował przez lata.
Największym walorem książki jest zaskoczka fabularna, niestety większość wątków jest dość toporna i z tezą - nieprzepracowana trauma wraca, system opieki społecznej jest niewydolny, niezaspokojony instynkt macierzyński prowadzi do tragedii.
Akcenty polskie: do biednych emigrantów należą oczywiście Polacy, zaś w domu Heidi je się na polskiej porcelanie.
Inne tej autorki tutaj.
#153
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Heidi pracuje w organizacji pomagającej ludziom dotkniętym ubóstwem, zwłaszcza emigrantom, nie mówiącym dobrze po angielsku. W drodze do pracy zaczyna regularnie widywać młodą żebraczkę z niemowlęciem, nie może przejść nad tym obojętnie. Zabiera dziewczynę - Willow - do swojego domu, ku zaskoczeniu męża i nastoletniej córki, a także samej Willow, której ewidentnie w życiu wiele dobrego nie spotkało. Jakiekolwiek wątpliwości znikają, kiedy Heidi bierze na ręce niemowlę - brudne, wyziębione, z infekcją, głodne; wie, że będzie dla niego doskonałą matką, zawsze marzyła o wielodzietnej rodzinie, czemu na przeszkodzie stanęła dramatyczna choroba.
Narracja jest trójosobowa. Opowieść Heidi przerywana jest historią jej męża, brokera Chrisa, który - wiecznie w delegacji - jest coraz bardziej zaniepokojony całą sytuacją, a dodatkowo usiłuje się oprzeć pokusie romansu z piękną koleżanką z pracy, pamiętając o wszystkim tym, co kocha w swojej żonie. Trzecim głosem jest głos Willow, sieroty rozdzielonej z młodszą siostrą, adoptowaną przez maniaka religijnego, który odciął ją od życia i molestował przez lata.
Największym walorem książki jest zaskoczka fabularna, niestety większość wątków jest dość toporna i z tezą - nieprzepracowana trauma wraca, system opieki społecznej jest niewydolny, niezaspokojony instynkt macierzyński prowadzi do tragedii.
Akcenty polskie: do biednych emigrantów należą oczywiście Polacy, zaś w domu Heidi je się na polskiej porcelanie.
Inne tej autorki tutaj.
#153
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Maciej Z. Bordowicz - Off side #103
Spis osób:
- Zdzisław Kaczmarek - rasowa twarz, leciutka siwizna na skroniach, bujna czupryna, a w ogóle to siła i prężność, mógłby reklamować asortyment w ilustrowanych tygodnikach
- James Norton - nie tyle niski, ale jakby krótki, silnie rozwinięte barki i potężna łysina, sztucznie białe zęby
- lokaj Nortona - w białym, niemal operetkowym uniformie
- Florence Norton - młoda żona Jamesa, niebieskie oczy ze strzałkami kierunkowymi, prowadzącymi do sypialni
- Mecenas Tubolicz - przyjaciel Nortona w czasach pobytu w Polsce
- Helena Walstein - ówczesna sympatia Nortona
- Jasio Karpat - przysadzisty mężczyzna w poplamionym smarami kombinezonie
- Kazio Grzonka - rosły blondyn o fizjonomii Misia Yogi, unerwionej małymi, rozbieganymi oczkami
- Maniek Kubisz - niewysoki, z wyraźną nadwagą, autor poczytnych kryminałów
- kapitan Olecki - przypala papierosa od papierosa, fan piłki nożnej
- plutonowy Zbigniew Ciech - wysoki i jakby trochę niezdarny
- porucznik Iza Ogalska - posiada dar gromadzenia danych szybciej niż komputer, charakterystyczny, skośny wykrój oczu
- Anna Seciak - przystojna pięćdziesiąciolatka o bezbłędnym makijażu i równie efektownej fryzurze
- Marek Tubolicz - syn mecenasa, wysoki i przystojny, porusza się miękko i nonszalancko
- pani Stenia - efektowna pani po pięćdziesiątce, na jej twarzy zacierają się już ostatnie ślady dawnej, nieprzeciętnej urody
- Johnny Padewsky - całkiem dobrze mówi po polsku
- wywiadowca Krawczyk - w celu inwigilacji udaje zawianego
- pułkownik Gawecki - zwalisty i wysoki 60-latek
- Nowakowa - dozorczyni w bloku Anny Seciak, chętna na współpracę z milicją
Kalifornia. Kaczmarek czuje się tu jak ryba w wodzie, nawet z językiem sobie świetnie radzi. Szantażuje biznesmena Nortona zyskownymi, choć do nie końca legalnymi interesami na darach UNRRY dla powojennej Polski. Jakiś czas później, już w Warszawie, Kaczmarek okazuje się być prawą ręką niejakiego Dziadka, szefa lokalnej grupy przestępczej. Zirytowany Karpat, szantażowany przez Kaczmarka, idzie na poważną rozmowę, ale wybiega zakrwawiony i z pomocą wiecznie pijanego Grzonki pozoruje wypadek w celu uzyskania alibi. Kapitan Olecki, oderwany od meczu, traktuje sprawę osobiście, bo zamordowanego Kaczmarka - jak się okazuje Dziadka - usiłuje złapać na gorącym uczynku już od dawna. Karpata wkopuje Anna, flama Kaczmarka, rozpoznając zapach smaru i benzyny, dodatkowo Olecki wyciąga z niego wyznanie za pomocą blefu na temat zeznań Grzonki. Poczucie kapitana, że tu coś śmierdzi (i nie jest to smar) potwierdza się, kiedy okazuje się, że Kaczmarek został zastrzelony z colta, a nie parabellum, którym dysponował Karpat. Ekipa milicyjna co jakiś czas udziela sobie “opeerów”, ale śledztwo posuwa się do przodu aż do dramatycznego finału na zewnętrznej klatce schodowej. Ślad prowadzi w przeszłość, a dodatkowo jedna z osób okazuje się być powojennym szpiegiem.
Się pije: zimną whisky, dry martiny (pisownia oryginału) z kropelką vodka Smirnoff, żytniówkę (w warsztacie), jugosłowiańską śliwowicę (pod mecz), pełne królewskie (na rybach).
Się pali: sporty.
Inne tego autora tu.
Inne z tego cyklu tutaj.
#152 (przeczytałam też po raz kolejny EW104 i EW105).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 20, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Maciej Z. Bordowicz - Off side #103
Spis osób:
- Zdzisław Kaczmarek - rasowa twarz, leciutka siwizna na skroniach, bujna czupryna, a w ogóle to siła i prężność, mógłby reklamować asortyment w ilustrowanych tygodnikach
- James Norton - nie tyle niski, ale jakby krótki, silnie rozwinięte barki i potężna łysina, sztucznie białe zęby
- lokaj Nortona - w białym, niemal operetkowym uniformie
- Florence Norton - młoda żona Jamesa, niebieskie oczy ze strzałkami kierunkowymi, prowadzącymi do sypialni
- Mecenas Tubolicz - przyjaciel Nortona w czasach pobytu w Polsce
- Helena Walstein - ówczesna sympatia Nortona
- Jasio Karpat - przysadzisty mężczyzna w poplamionym smarami kombinezonie
- Kazio Grzonka - rosły blondyn o fizjonomii Misia Yogi, unerwionej małymi, rozbieganymi oczkami
- Maniek Kubisz - niewysoki, z wyraźną nadwagą, autor poczytnych kryminałów
- kapitan Olecki - przypala papierosa od papierosa, fan piłki nożnej
- plutonowy Zbigniew Ciech - wysoki i jakby trochę niezdarny
- porucznik Iza Ogalska - posiada dar gromadzenia danych szybciej niż komputer, charakterystyczny, skośny wykrój oczu
- Anna Seciak - przystojna pięćdziesiąciolatka o bezbłędnym makijażu i równie efektownej fryzurze
- Marek Tubolicz - syn mecenasa, wysoki i przystojny, porusza się miękko i nonszalancko
- pani Stenia - efektowna pani po pięćdziesiątce, na jej twarzy zacierają się już ostatnie ślady dawnej, nieprzeciętnej urody
- Johnny Padewsky - całkiem dobrze mówi po polsku
- wywiadowca Krawczyk - w celu inwigilacji udaje zawianego
- pułkownik Gawecki - zwalisty i wysoki 60-latek
- Nowakowa - dozorczyni w bloku Anny Seciak, chętna na współpracę z milicją
Kalifornia. Kaczmarek czuje się tu jak ryba w wodzie, nawet z językiem sobie świetnie radzi. Szantażuje biznesmena Nortona zyskownymi, choć do nie końca legalnymi interesami na darach UNRRY dla powojennej Polski. Jakiś czas później, już w Warszawie, Kaczmarek okazuje się być prawą ręką niejakiego Dziadka, szefa lokalnej grupy przestępczej. Zirytowany Karpat, szantażowany przez Kaczmarka, idzie na poważną rozmowę, ale wybiega zakrwawiony i z pomocą wiecznie pijanego Grzonki pozoruje wypadek w celu uzyskania alibi. Kapitan Olecki, oderwany od meczu, traktuje sprawę osobiście, bo zamordowanego Kaczmarka - jak się okazuje Dziadka - usiłuje złapać na gorącym uczynku już od dawna. Karpata wkopuje Anna, flama Kaczmarka, rozpoznając zapach smaru i benzyny, dodatkowo Olecki wyciąga z niego wyznanie za pomocą blefu na temat zeznań Grzonki. Poczucie kapitana, że tu coś śmierdzi (i nie jest to smar) potwierdza się, kiedy okazuje się, że Kaczmarek został zastrzelony z colta, a nie parabellum, którym dysponował Karpat. Ekipa milicyjna co jakiś czas udziela sobie “opeerów”, ale śledztwo posuwa się do przodu aż do dramatycznego finału na zewnętrznej klatce schodowej. Ślad prowadzi w przeszłość, a dodatkowo jedna z osób okazuje się być powojennym szpiegiem.
Się pije: zimną whisky, dry martiny (pisownia oryginału) z kropelką vodka Smirnoff, żytniówkę (w warsztacie), jugosłowiańską śliwowicę (pod mecz), pełne królewskie (na rybach).
Się pali: sporty.
Inne tego autora tu.
Inne z tego cyklu tutaj.
#152 (przeczytałam też po raz kolejny EW104 i EW105).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 20, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj