Tag:
beletrystyka
Finlandia, lata 50 XX wieku, jeszcze pobrzmiewają echa ledwie zakończonej wojny. Gunnar Huttunen kupuje stary młyn, próbuje go wyremontować i oferuje mieszkańcom okolicznych wsi usługi. Brzmi sensownie, problem w tym, że młynarz jest nieco ekscentryczny - mówi zbyt szczerze, czasem wyje jak wilk, czasem udaje zwierzęta lub celnie parodiuje innych ludzie ku radości dzieci i zgorszeniu rodziców, zwłaszcza tych parodiowanych. Ma też ogromne poczucie sprawiedliwości, więc kiedy czuje się źle potraktowany, jego reakcja bywa gwałtowna. Próbuje sobie z tym radzić, zwłaszcza że się zakochuje i udaje się po poradę do lokalnego doktora, który lekkomyślnie przepisuje mu coś, co dziś pewnie nazwalibyśmy substancjami psychoaktywnymi. Efekt jest katastrofalny, doktor nie bierze odpowiedzialności, zaczyna się nagonka na pechowego młynarza, co kończy się umieszczeniem go w szpitalu psychiatrycznym. A z “Lotu nad kukułczym gniazdem” wiadomo, że jak się trafi do takiej placówki, to dostaje się łatkę wariata na zawsze. Na szczęście Huttunen ucieka i zaczyna żyć obok wsi, irytując wszystkich coraz bardziej.
Nie nazwałabym tej historii pogodną, raczej przerażającą, chociaż jest rzeczywiście dość humorystyczna. Zawiera mnóstwo celnych obserwacji na temat odstawania i ostracyzmu, jakim otacza się osoby dziwne z jakiegoś powodu, nawet jeśli problemem nie jest sama odmienność tych osób, a nieelastyczne zasady społeczne, cwaniactwo i egoizm otoczenia. Doskonale się czytało, uśmiechnęłam się raz czy dwa, ale pozostało mi poczucie niesprawiedliwości mimo - w pewnym sensie - pozytywnego zakończenia.
#127
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 24, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiorek opowiadań, interesujących w formie, niekoniecznie łatwych w treści. Są historie pogodne, jak ta o ojcu, który śnił przyzwoicie o Avie Garner czy o spacerze ze starą matką, która tęskni za dawnym porządkiem świata. Są nowelki niepokojące - o więzieniu, nieco przypominającym zakład psychiatryczny - gdzie przetrzymywani są ludzie normalni czy o chatce w lesie, gdzie narrator mieszka z qhpunzv mtjnłpbalpu v mnzbeqbjnalpu qmvrjpmąg. Niektóre oniryczne i dziwne, jak ta o rzeczniku praw umarłych, którymi żywi sobie wycierają gęby bez potrzeby bądź o pięknej żonie brutalnego barona, o której prawda wychodzi na jaw podczas sekcji szczególnie szpetnego wieprza. Co ciekawe, co najmniej jedno z opowiadań było napisane współcześnie, bo to już świat z Internetem, chociaż opisywany z nietypowej perspektywy mnicha sprzed 2000 lat. Chyba tytuł jest zaskakująco trafny, treść zostaje w czytelniczce jak drzazga.
Inne tego autora.
#124
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 18, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wracamy do Björnstad chwilę po wydarzeniach “Miasta niedźwiedzia”; Kevin znika z miasta po traumatycznej konfrontacji z Mają, a Maja próbuje wrócić do normalności, ale spotyka się z ostracyzmem jako ta, która “zniszczyła” Kevina, a co za tym idzie, całą drużynę. Do Petera zgłasza się pewien gładki polityk, który obiecuje znaleźć sponsorów dla upadającego klubu, ale pod pewnymi warunkami, między innymi kosztem pozbycia się Grupy - kibicowskiej bojówki. To nie jest w miasteczku mile widziane, co mieszkańcy dają dyrektorowi klubu odczuć. Mira, matka Mai, usiłuje odciąć się od niszczącego jej rodzinę klubu i mieć wreszcie coś swojego. A niedobitki drużyny - Amat, Bobo, Benji i wypuszczony z poprawczaka Vidar - każdy z nich ma swoje demony, z którymi walczy. Wszystko finalnie sprowadza się do dwóch meczów - pierwszego i ostatniego w sezonie - z Hed, największym rywalem Björnstad; to dwa mecze o wszystko, więc po obu stronach barykady wyciągnięte zostają najbardziej drastyczne narzędzia, żeby pognębić przeciwnika.
Z jednej strony warto czytać tomy w serii po kolei, z drugiej - cały początek drugiego tomu to streszczenie tego, co wydarzyło się w poprzednim, tak że da się wejść z marszu. Można się zżymać na manierę autora, który udziela tylko częściowej informacji, każąc się domyślać tragedii przy każdym wyjściu do lasu, każdym spotkaniu, każdym nieszczęściu, w każdej wspomnianej strzelbie i potknięciu. Ja się na to doskonale łapię, aż musiałam przerywać czytanie na korzyść nieco mniej emocjonalnej autobiografii Zappy, chociaż Backman bynajmniej nie stroni od humoru i pewnej uszczypliwości, więc to nie tak, że drama dramę pogania. Ale ładunek emocjonalny jest duży, nawet jeśli widać, jakimi środkami osiągnięty.
Inne tego autora.
#121
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 14, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lata 50., I wojna indochińska. Brytyjski dziennikarz Fowler jest korespondentem Timesa w Sajgonie, ale w zasadzie głównie go zajmuje piękna Phuong, z którą ma romans. Nie dziwi to specjalnie, bo wszystko, co napisze, przechodzi przez podwójne sito cenzury, wartość korespondencji jest niewielka, dodatkowo ma poczucie, że jako bezstronny reporter - wszak to konflikt między Francją a emancypującym się Wietnamem - nie powinien się w nic angażować. Wtem pojawia się Pyle, młody Amerykanin, który od pierwszego wejrzenia się w Phuong zakochuje. Wybór dla dziewczyny jest dość prosty - Fowler jest stary i nie da pożądanej stabilności, bo w Anglii pozostała żona, która nie chce dać mu rozwodu, zaś Pyle jest młody, z perspektywami i może zapewnić Wietnamce bilet do USA. Można by więc sprowadzić całość intrygi do konfliktu o dziewczynę, której obaj panowie odbierają sprawczość, ale już na wstępie wiadomo, że Pyle zginął. Fowler wyjaśnia, jak do tego doszło i jakie były konsekwencje.
Książka była wydana w Polsce w 1956 roku i sympatie wtedy ewidentnie były po stronie socjalistycznego Vietkongu, w przeciwieństwie do zachodniej narracji, gdzie jako “rozjemca” (zwany tutaj “trzecim graczem”) weszło USA, żeby zaprowadzić porządek. Jak już wspominałam przy okazji "Sympatyka", dziś również na Zachodzie pobudki Fowlera nie budzą niechęci. Qbść cemrjvqljnyavr, Clyr wrfg ntragrz, xgóel hmoenwn obwójxv, żrol Jvrganz fmlopvrw cbmolł fvę bxhcnagój v cbwnjvłb fvę zvrwfpr qyn jfcbzvnartb gemrpvrtb tenpmn. Gb fvę Sbjyrebjv oneqmb avr cbqbon, ob Nzrelxnava hjnżn śzvreć pljvyój, xgóeml tvaą j mnznpunpu obzobjlpu, mn avrvfgbgaą j xbagrxśpvr uvfgbevv. V qyngrtb Natyvx qbcebjnqmn qb mnovpvn tb, n avr m cemrjvqljnyarw mnmqebśpv b Cuhbat.
#119/#20
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 10, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Chistiania, koniec XIX wieku. Narratorowi, bezimienny literatowi (dziennikarzowi?) kończą się pieniądze, nie pierwszy raz i nie ostatni, gospodyni niedwuznacznie sugeruje, że mógłby zapłacić, nie bardzo już ma co zastawić w lombardzie, ale przecież zaraz za chwilę napisze taki artykuł, że będzie opływał w pieniądze. Tylko musi coś zjeść, bo bez jedzenia nie jest w stanie pisać. Ale skąd pieniądze, nie będzie żebrał, ma swoją godność.
Mam już zwycięzcę w konkursie na tegorocznego Najbardziej Męczącego Bohatera. Typ zajmuje się, jak w żydowskim szmoncesie, kręceniem dookoła pracy, bo nie pracą. Tu pójdzie, tam przyśnie, tu się uniesie honorem, napisałby taki artykuł, ale nie ma świecy, tu zastawi ostatnią kamizelkę, a uzyskane walory roztrwoni, a jak jest głodny, to żuje drewniane wióry, albo się kaleczy, wszak krew jest odżywcza. Z zasobów została mu źle pojmowana duma, więc odmawia pomocy nawet jak ją mu ktoś proponuje, a dodatkowo nie przyznaje się, w jak bardzo kiepskiej sytuacji jest. W zasadzie to chciałby umrzeć, ale jednak nie umiera, do tego zakochuje się w przypadkowo poznanej na ulicy pannie. Po czym ucieka na statek, żeby zacząć nowe życie.
Dla słabszych (to ja) książka zaopatrzona jest w posłowie wyjaśniające ważną rolę tej powieści w literaturze norweskiej, kontrast z mieszczańską stabilizacją, łamanie norm i społecznych tabu:
Zmory egzystencji inteligenckiego proletariusza, jego dumne gesty niezależności i wisielczą grę z własną nędzą, z sytym otoczeniem, z losem przeciwnym, z niezrozumieniem mieszczanina dla jego aspiracji (...)
Witold Nawrocki
Nie dziękujcie. Jedyna zaleta - jest krótka i jak już myślałam, że pójdę po gumkę, żeby strzelać bohaterowi w ucho za każdym razem, jak zrobi coś głupiego, to się skończyła. No nie zachwyt.
#115
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 5, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Narrator, emerytowany lekarz, pan Braithwaite, wielki fan Flauberta, usiłuje poznać swojego ulubionego pisarza poprzez analizę śladów, jakie ten po sobie zostawił. Robi to wbrew woli autora, który chciał, żeby oceniać go przez pryzmat książek, jakie napisał, a nie jak żył. Odwiedza muzea, gdzie znajduje nie jedną, a dwie papugi, które Flaubert wypożyczył z muzeum, czyta ocalałą korespondencję, analizuje zapiski znajomych i fakty z życia pisarza. Oczywiście ma poczucie, że cała ta praca i tak nie pozwoli na całkowite zrozumienie tego, kim był i co myślał człowiek, który dodatkowo pieczołowicie budował swoją legendę i cenzurował zapiski.
Od razu powiem, że nie czytałam nic Flauberta, więc niekoniecznie jestem w stanie czerpać przyjemności z treści książki w sposób, jaki zapewne założył autor. Ale nawet bez znajomości lektur źródłowych to opowieść o poszukiwaniu śladów przeszłości w tym, co zostało i konfrontacja, czy rzeczywiście warto byłoby się spotkać ze swoim idolem. Już nie pamiętam gdzie przeczytałam, że czytelnik chciałby, żeby pisarz był dla niego wzorem, konsekwentnym, moralnym i żyjącym higienicznie, żeby nie było wstyd się z takim spotkać; niekoniecznie zaakceptuje nawet najlepiej piszącego zwyrodnialca, który na przykład strzelał do ptaków. Barnes rozważa to podejście, nie kończy jednak książki werdyktem.
Inne tego autora.
#110
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 28, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 1 komentarz
- Skomentuj
1980, masakra w Gwangju. Studenci i uczniowie rozpoczynają protesty przeciwko zamknięciu uniwersytetu, uważając, że władza się wycofa. Okupują budynki, uzbrojeni w jakieś mizerne resztki broni, bardziej na pokaz niż żeby odeprzeć ewentualny atak. Ale rząd się nie waha - wysyła wojsko, które bez wahania zabija większość protestujących i przypadkowych przechodniów, a ocaleńców torturuje, żeby wtem wypuścić na mocy amnestii, złamanych i zniszczonych. Ofiary są zrzucane na stosy, czasem pojawiają się bliscy, żeby rozpoznać swoich, czasem zmarli po prostu są zakopywani bez śladu. Różni narratorzy, w większości beznamiętnie opowiadają o czymś, czego nawet po latach nie są w stanie zrozumieć. Czemu ich rodacy bez wahania zaczęli strzelać, czemu nagle traktowali ich jak wrogów, skąd okrucieństwo, skąd zajadłość. I jak można, jeśli w ogóle, wrócić do normalnego życia po tym, jak przeżyło się koszmar albo z poczuciem winy, że nie udało się uratować dziecka.
Ostatnia z narratorek, może sama autorka, opowiada o odkryciu albumu ze zdjęciami z masakry, które jej ojciec przywiózł z ich dawnego domu w Gwangju, domu, gdzie podobno mieszkał zamordowany Tong-ho. Opisuje, że ślad po zbrodni zostaje, bez względu na to, czy odpowiedzialni za nią zostali rozliczeni, czy nie. To przerażająca historia, niestety nieunikalna, patrząc nawet na historię Polski (“To partia strzela do robotników”) czy byłej Jugosławii. Niekoniecznie dobra lektura na wakacje, ale ważna.
Inne tej autorki.
#109
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 27, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
2020, początek pandemii. Sasha Senderovsky, rosyjski emigrant, zaprasza swoich przyjaciół ze studiów - również emigrantów - do swojej posiadłości na wsi, żeby wzorem “Dekameronu” odcięli się od zapadającego na COVID świata w bezpiecznej enklawie. Gromadzą się ludzie, związani z filmem, literaturą, nauką czy IT, którzy do niedawna spędzali czas przenosząc się z miejsca na miejsce, współcześni wysoko opłacani nomadzi cyfrowi; nagle stracili możliwość zarabiania i mobilność. Sam Senderovsky zaprasza nieco kontrowersyjnego aktora, z którym próbuje napisać scenariusz, to ważne, bo wyczerpały mu się dotychczasowe źródła dochodu. Goście jedzą wyrafinowane jedzenie, piją drogie alkohole, oglądają różne reality show, niektórzy czytają, niektórzy romansują ze sobą. Dookoła jest amerykańska prowincja z lokalnymi nacjonalistami, ludźmi, którzy nie patrzą napływowym w oczy i są ewidentnie nastawieni do nich wrogo. I pandemia, zbierająca w USA coraz większe żniwo.
Z jednej strony to bardzo udany reportaż, pokazujący ludzkie zachowania z początków pandemii, kiedy jeszcze nie było nic wiadomo poza tym, że odszedł świat, który wszyscy znali. Delfiny w weneckich kanałach, uratujemy środowisko, bo zmniejszył się ślad węglowy chaotycznie latających globtroterów, samowystarczalność wspólnot, nowe sposoby komunikacji. Spoiler alert: ten świat nie odszedł, bardzo szybko wrócił, patrząc z perspektywy 2026, nic się nie zmieniło. Ale w efekcie pandemii pojawiło się kolejne rozwarstwienie społeczne, jak w rosyjskich powieściach, gdzie szlachta gromadziła się na uciechach i rozrywkach, pozwalając obsługiwać się służbie (tu: pracownikom pierwszej linii). Z drugiej autor jest bardzo skupiony na znanym sobie wycinku społecznym, dość ubogim mimo pozornego zróżnicowania, dodatkowo w ramach opisu śmierci z powodu wirusa wchodzi w opisy deliryczne i metaforyczne, które ze spokojem można pominąć przy czytaniu. Nie jest źle, na pewno lepiej się czyta niż “Historię miłosną”, zwłaszcza że literatury o pandemii jest raczej mniej niż więcej.
Inne tego autora.
#108
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 26, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Dwie linie czasowe, które się przeplatają. 1962, Włochy. Do zapyziałego miasteczka koło Cinque Terre, gdzie na skałach znajduje się tylko kilka rybackich chałup i zaniedbany hotel, przypływa łódź z piękną amerykańską aktorką, Dee. Kobieta przybyła prosto z planu filmowego “Kleopatry”, jest chora, lekarz podejrzewa raka żołądka. Dla lokalnego lekarza, sprowadzonego przez właściciela hoteliku, Pascuale’a, sprawa jest jednak oczywista - Amerykanka jest w ciąży, a jej wyprawa na zadupie ma ukryć romans między nią a Richardem Burtonem, do którego doszło na planie. Współcześnie, Los Angeles; do wytwórni Michaela Deane’a trafia jednocześnie młody scenarzysta i stary mężczyzna, Włoch, słabo mówiący po angielsku. Oczywiście to Pasquale, który po latach szuka Dee, a Deane - jak się okazuje - stał za spiskiem mającym odsunąć Dee od Burtona, żeby ratować jego słynny związek z Liz Taylor. Cała ekipa rusza na poszukiwania aktorki.
Starałam się znaleźć w tej powieści to “coś”, co sprawia, że na okładce pojawia się słowo “bestseller” czy “epopeja godna Marqueza”, ale nie znalazłam. Niespecjalnie mnie obchodzą bohaterowie, ich związki, dzieci i kulisy działania Hollywood z wszechmogącymi wytwórniami, gdzie sztuka jest produktem. Da się przeczytać, ale niekoniecznie warto.
#107
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 25, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Współcześnie. Agnieszka ma wrażenie, że ktoś jej chowa w domu rzeczy. Ma raptem 60 lat, jeszcze nie powinna tracić pamięci. A coraz więcej nie pamięta, ani z rzeczy, które się właśnie wydarzyły, ale też z przeszłości. Usiłuje sobie przypomnieć, co w 1985 roku zaszło w kamieniołomach w jej rodzinnej miejscowości, na swojej pamięci nie może polegać, a z nikim z tamtych czasów nie utrzymuje kontaktu, po części dlatego, że w bujnych latach 90. XX wieku chętnie, aczkolwiek niekoniecznie zgodnie z prawdą, opowiadała redaktorom szmatławych czasopism o nadprzyrodzonych wydarzeniach z tychże kamieniołomów. Tym bardziej jej to ciąży, że pojawiła się dziennikarka, która chce poznać “jej wersję”, a tuż po wizycie znika jeden z trzech psów Agnieszki. Oraz wygląda na to, że w zamkniętym pokoju na piętrze ktoś jest. A może jednak dzieją się jakieś rzeczy nadprzyrodzone, bo sądząc z kurzu, nikt tam nie wchodził.
Jakie to przejmujące studium demencji, kiedy człowiek zawodzi sam siebie - nie pamięta, nie rozumie kryptycznych notatek, które zrobił (jak w “Memento”!), nie poznaje ludzi, a do tego w lustrze widzi kogoś obcego. Klimatem przypomina też ”Ojca” z przerażającą perspektywą osoby chorej, która nie rozumie świata dookoła. Finał jest dość nagły i w przeciwieństwie do ^dees, nie zrozumiałam go. Świetnie się mi czytało (nic nowego, Kańtoch doskonale umie w fabułę), ale wolałabym zakończenie w wersji dla słabszych.
Skądinąd zabawny zbieg okoliczności, że prawie jednocześnie czytałam trzy jakże różne historie o starszych kobietach, każda tak bardzo inna.
Inne tej autorki.
#102
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 10, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj