Tag:
2015
Kingę znam z internernetsów, zaczęłyśmy siebie najpierw czytać, potem rozmawiać. I nagle (nie aż tak nagle, ale utrzymajmy dramaturgię) w księgarniach jest książka Kingi. Jakbym miała ją zaklasyfikować, to taki blogo-reportaż o tym, jak się człowiek wkręca w koci wolontariat - skąd, dlaczego, jak działa dom tymczasowy, czemu się sterylizuje i wypuszcza dzikie koty, co się dzieje w schroniskach, czemu fucha karmiciela kotów jest niekoniecznie wdzięcznym społecznie zajęciem. Co mnie ujęło, to brak lukru - łatwiej jest trudne moralnie tematy owijać w słodką watę niedomówień, spieszczeń i udawanek, że słodko. A nie zawsze jest, czasem człowiek musi sobie kichnąć, żeby zamaskować łzy. Mimo że o kotach (i ze zdjęciami), tak naprawdę to książka o samej autorce - jej dylematach (np. ile kotów w domu można obsłużyć bez szkody dla siebie), migawkach z życia, jej mamie (pozdrawiam!); zaproszenie do domu, w którym prowadzi się rozmowy i koty głaszcze.
#103
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 30, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sara Crewe trafia do szacownej szkoły dla panien w Londynie, gdzie ma się uczyć, zanim przejmie majątek swojego ojca. Własny pokój, służąca, kucyk, luksusowe futra, klejnoty i zabawki oraz nieustająca atencja właścicielki pensji przy wrodzonej skromności i grzeczności dziewczynki zyskują Sarze przydomek "księżniczki". Jest tak nazywana, chociaż już ironicznie, po tym, jak jej ojciec bankrutuje i umiera, a dziecko zostaje wyrzucone w resztkach odzieży na strych i zagonione do ciężkiej pracy. Od smutku po śmierci ojca i załamania ratuje ją wyobraźnia - nie musi mieć koronek i aksamitów czy wykwintnej uczty, wystarczy, że sobie ją wyobrazi. Kiedy do kamienicy obok wprowadza się "smutny pan z Indii", a na strychu zamieszkuje jego hinduski służący, los Sary zaczyna się zmieniać.
Zgryz mam trochę, bo to jedna z moich ukochanych (wszak egzaltowane nastolatki lubią nieszczęśliwe historie, ale z happy endem) książek sprzed hmdziesięciu lat. Ale zbyt zestarzała się w wielu warstwach: społecznej - dzieci bogate mają przywileje i służbę, dzieci biedne mają pracować, wychowawczej - liczne kary fizyczne czy kulturowej - indyjscy służący u sahiba, czarni górnicy w kopalni diamentów za miskę zupy wyrąbujący drogocenności dla pana. Pewnie podsunę ją córce za czas jakiś, obserwując jej reakcję.
Inne tej autorki.
#102
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 2 komentarze
- Skomentuj
Carl Mørck właśnie wrócił do służby po nieudanej akcji, w której został ranny, jeden z jego kolegów zabity, a drugi sparaliżowany leży w szpitalu. Ponieważ nikt nie chce z nim pracować - nie bez powodu, albowiem Carl nie jest miły, lubi wytykać innym niekompetencję, a dodatkowo jest leniwy (polubiłam go od pierwszej minuty), szefostwo wpada na pomysł, żeby założyć Departament Q, w którym analizowane będą sprawy nierozwiązane. Ponieważ za założenie Departamentu policja ma dostać niebagatelną dotację, Mørck szantażuje szefa i dostaje biuro (wprawdzie w piwnicy) oraz współpracowników. W tomie pierwszym zjawia się Assad, emigrant z Syrii, teoretycznie sprzątacz i kierowca (w komplecie mop, rękawiczki i po pierwszej jeździe zakaz prowadzenia auta), a praktyce aktywny i mądry człowiek, który mimo nieznajomości duńskich zwyczajów i problemów lingwistycznych ma nieocenioną intuicję i ogromny zapał. W tomie drugim pojawia się Rose - wyrzucona z innego posterunku punkówa, krnąbrna, leniwa i pyskata. W trzecim - na zastępstwo przychodzi Yrsa, zupełnie niepodobna charakterem siostra bliźniaczka Rose; ten wątek, jakkolwiek zabawny, jest absolutnie niewiarygodny (Ebfr v Lefn gb gn fnzn bfbon, glyr żr mr fpuvmbseravą. Bjfmrz, wrfg pljvyaą jfcółcenpbjavpmxą, n avr rgngbją cbyvpwnagxą, nyr zn wrqra ahzre rjvqraplwal v gnxvr fnzr bqpvfxv cnypój, pb avr cemlxhjn avpmlwrw hjntv. Fcenję bqxeljn cemlcnqxvrz Pney, xvrql fcbq mzlgrtb cemlcnqxvrz ynxvreh an cnmabxpvh Lefl cbwnjvn fvę jmberx, wnxv fbovr xvyxn qav jpmrśavrw anznybjnłn znexrerz Ebfr). Wiarygodne za to są sytuacje biurowe - próby zdrzemnięcia się Carla w biurze, polowanie na muchę-plujkę, niechęć do nadgodzin czy przyjścia o 5 rano, żeby przygotować biuro na wizytację. Oboje współpracownicy kibicują mozolnym próbom zaciągnięcia do łóżka atrakcyjnej pani psycholog przez Carla.
"Kobieta w klatce" to pierwsza, przypadkiem wybrana sprawa - 5 lat wcześniej została porwała znana, młoda pani polityk - Merete. Płynęła ze swoim upośledzonym bratem promem do Niemiec i zniknęła. Akcja toczy się dwutorowo - Carl leniwie zabiera się do przeglądania akt sprawy, szukając niedociągnięć poprzedniego śledztwa, a Merete - ciągle żyjąca - opisuje tortury, jakim poddaje ją tajemniczy porywacz.
"Łowcy bażantów" to grupka zdemoralizowanej młodzieży z ekskluzywnej szkoły z internatem, którzy nabuzowani narkotykami biją lub mordują przypadkowych ludzi. Sprawę podrzuca na biurko Carlowi jeden z pracowników policji, syn oryginalnego śledczego sprzed 20 lat. Ponieważ większość absolwentów porobiła kariery, wznowienie sprawy jest dość niewygodne z punktu widzenia establishmentu, również w samej policji.
"Wybawienie" wchodzi w temat sekt - bezlitosny szantażysta zaprzyjaźnia się z dużymi rodzinami Świadków Jehowy, Kościołów Matki Bożej i podobnych zamkniętych środowisk, porywa dzieci, żąda okupu, a kiedy okup dostaje, zabija jedno z dzieci jako nauczkę. Ponieważ rodziny bardziej niż nad stratą boleją nad opinią w kongregacji, tuszują zniknięcie jednego z dzieci. Sprawa wypływa dosłownie po kilku latach, kiedy w Szkocji policja znajduje butelkę z listem napisanym krwią.
Cykl ma wiele wad - bardzo wydumane sprawy, kompletnie nielogiczne w rachunku zysków i strat, okrutną bezmyślność organów ścigania z nieśmiertelnym "pojedźmy we dwójkę na rekonesans i wpadnijmy na uzbrojoną bandę przestępców, a następnie cudem ujdźmy z życiem", ale jednocześnie to jeden z lepszych cykli kryminalnych, jakie ostatnio czytałam.
Wszystkie tomy zostały zekranizowane (w serii "Department Q").
Inne tego autora:
#99-#101
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 20, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Emerytowany Rebus (podobno pochodzenia polskiego, co wyjaśnia nazwisko) pracuje dorywczo w edynburskim Wydziale Spraw Niewyjaśnionych. Przypadkiem trafia do niego kobieta, matka zaginionej przez kilkunastu laty dziewczyny i próbuje przekazać teorię, jakoby zaginięcie jej córki miało być jednym przypadkiem z całej serii, z których najświeższy miał miejsce kilka dni wcześniej. Rebus daje się wciągnąć w tę grę mimo zniechęcenia ze strony wszystkich - zwierzchnika-karierowicza czy koleżanki ze służby czynnej. Zasadniczo eks-policjant wiele sobie z tego nie robi, nie przeszkadza mu inwigilacja ze strony Wydziału Wewnętrznego, bo chętnie spotyka się w kolejnych pubach z lokalnym półswiatkiem. Zaskakująco dla przeciwników (a nieco mniej dla czytelników) ma rację - rzeczywiście jest wspólny mianownik dla większości zaginięć w okolicy trasy A9.
Wadą Rebusa jest to, że - oprócz tego, że jest człowiekiem wielu nałogów[1] i człowiekiem łatwo do siebie zrażającym wszystkich - jest absolutnie nijaki. Niby się angażuje w śledztwo, ale robi to z jakimś takim zniechęceniem. Ponieważ prawo czasem zawodzi, z braku dowodów i kompetencji nie może aresztować podejrzanego; wybiera "szarą strefę", korzystając z pomocy półświatka. Niby ze strony moralnej jest wszystko ostatecznie załatwione, bo morderca nie zostaje zabity przez mafię, a kieruje się w stronę posterunku, żeby zeznawać, to jednak niespecjalnie mi takie rozwiązanie pasuje.
Edynburg Rebusa jest, podobnie jak innego bohatera Rankina - Malcolma Foxa[2] - brzydki i szary. Niby w terenie jest ładniej (na wybrzeżu można z klifu obserwować baraszkujące delfiny), ale Rebus skupia się na drodze, a nie na widokach.
[1] Pali - od jednej do kilku paczek dziennie (silk cuty). Raczej nie je, a jeśli - fast foody (smażony kurczak, indyjskie na wynos, mięso w cieście z frytkami). Ograniczył picie - "parę piw wieczorem, a potem dwie, góra trzy szklaneczki whisky przed snem".
[2] Do połowy książki byłam przekonana, że już czytałam któryś z tomów cyklu o Rebusie, bo pamiętałam nudnego, depresyjnego i irytującego bohatera, ale nie - czytałam o Malcolmie Foxie, który różnił się chyba tylko tym, że nie pił.
Inne tego autora.
#98
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 13, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 2 komentarze
- Skomentuj
Przystupa (bez imienia) ma 20 lat, pochodzi z małej wsi bez perspektyw i nagle stwierdza, że musi wyjechać. Nic nie umie, nie ma planów, zdaje się na los - zaczyna swoją pielgrzymkę po domach różnych rodzin, w których z perspektywy mopa i kosza na śmieci obserwuje ludzi. Jako sprzątaczka jest meblem, niewidocznym i nie wartym zwracania uwagi, może obserwować swoich pracodawców bez gorsetu cywilizacji - widzi zdrady, kłamstwa, kłótnie, powierzchowność, matactwa ukrywane pod spontanicznością, skąpstwo i nieczułość. Jest narażona na molestowanie, bo ta strefa życia rodzinnego też nie jest wolna od patologii, nawet jeśli z zewnątrz rodzina jest cudowna. Z Warszawy trafia do Szwecji, najpierw do środowiska polonijnego z jego zaściankowością i pogardą dla tych, co w Szwecji, i dla tych, co w zostali w Polsce, potem sprząta domy Szwedów i ekspatów z innych krajów. Wszędzie jest niekomentującym, nieoceniającym (poza ucieczką lub wzruszeniem ramionami) świadkiem rzeczy patologicznych.
Kreacja "Przystupy" jest dziwna - z jednej strony to feministyczny manifest pokazujący losy kobiet w związkach, w których dla zapewnienia sobie pozycji i stabilizacji zgadzają się na rzeczy, na które zgadzać się nie powinny. Z drugiej - jest to narracja naiwna; Przystupa jest pozbawiona jakichkolwiek podstaw pozwalających na ocenę sytuacji, wielkie zdziwione oczy robi na widok męża bijącego żonę i na widok galerii handlowej. Zaskakuje ją to, że w Szwecji księdzem jest kobieta i stwierdza, że ona sama zostanie księdzem, po czym wraca do ścierki, a wszystkie zarobione pieniądze wysyła do rodziny. Zostało mi poczucie niedosytu, źle wyważony balans między ironiczną groteską a realnością.
Inne tej autorki.
#97
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 6, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Z wrodzonego lenistwa posłużę się recenzją dees. Wiele nastolatek marzy, żeby mieszkać w zamku, bo to romantycznie, stylowo i na pewno któregoś dnia na horyzoncie pojawi się rycerz na białym koniu. Cassandrze się udało - od lat mieszka w resztkach przebudowanego, gotyckiego zamku na angielskiej wsi wraz z ojcem, macochą i dwójką rodzeństwa. Ojciec, niegdyś autor znanej i cenionej książki, od lat nic nie napisał, rodzina nie ma więc żadnych dochodów i żyją z tego, co dobrzy ludzie dadzą. Trójka dzieci - dorosła już Rose, 17-letnia Cassandra i chyba 14-letni Thomas snują się po pełnym przeciągów, niemożliwym do ogrzania i nieustająco przeciekającym zamku, pożyczają sobie ogarki świec po zmroku i wegetują z dnia na dzień. Ekscentryczna macocha, modelka Topaz, głównie martwi się tym, że nie ma z czego zrobić obiadu oraz że dziewczętom drą się ostatnie sukienki. Któregoś dnia podczas zabawy najstarsza zaklina rzeźbę pod kuchennym sufitem (rzucającą diabelski cień), żeby ich życie się odmieniło. I wtem do drzwi pukają dwaj młodzieńcy prosto ze Stanów, spadkobiercy okolicznego majątku oraz faktyczni właściciele dzierżawionego zamku. Starsza, Rose, decyduje, że bez względu na wszystko, musi się wyrwać z biedy nawet kosztem związku bez miłości.
To wszystko opisuje Cassandra w pamiętniku, najpierw pełnym dziecięcej naiwności, potem, gdy zaczyna rozumieć mechanizmy rządzące światem uczuć - już bez złudzeń, samokrytycznie i analitycznie. Ale tak naprawdę warstwa emocjalna jest tu mniej ważna - fantastycznie bogaty jest opis angielskiej wsi, czuć zapach, wilgoć mgły, kolory i faktury. Owszem, książka raczej dla nastolatek, ale na zimne jesienne wieczory - pyszna.
#96
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 29, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Książkę powinien dostać w pakiecie startowym każdy minister gospodarki, premier i w zasadzie połowa rządu, może wtedy by zrozumieli, czemu nie jest dobrze, chociaż oficjalna wykładnia jest taka, że dobrze. Springer porównał sytuację mieszkaniową Polski w 1919 roku do tej z 1989 i - jak się łatwo domyślić - czasem porównanie nie szło na korzyść współczesności. Dużo smutnych historii o wypłaszaniu lokatorów, nierzetelnych deweloperach, wrobieniu w kredyt 2 milionów podmiotów pod płaszczykiem wejścia w dorosłość, trochę o wynajmie i patologiach z tym związanych. Równie smutno się czytało co "Wannę".
Inne tego autora.
#95
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 24, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie będę dokładać kolejnej recenzji, wcześniejsze są tu, tam i ówdzie, dziś tylko garsteczka cytatów.
Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał.
Nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać, i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój.
Obudził się któregoś ciemnego, jesiennego ranka i nie mógł sobie przypomnieć, jak się nazywa. Trochę to jest smutne, kiedy nie pamięta się cudzych imion, natomiast zapomnieć swoje należy wręcz do przyjemności.
– Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami.
Nie mam depresji (ha ha), mam za to listopad.
Inne tej autorki.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 16, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zmęczyłam kolejne dwa tomy cyklu o upośledzonym wzrostowo komisarzu (drugi jest nieco niezależny, ale nie warto czytać bez znajomości pierwszego, trzeci jest kodą pierwszego); zmęczyłam, bo autor jest dla ofiar przestępstw przerażająco brutalny fizycznie (gwałt, pobicie, rozpuszczenie na żywca kwasem ważnych elementów ciała), a samego komisarza Verhoevena torturuje psychicznie. Nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, chociaż chyba mniej drastyczna niż tom pierwszy.
"Alex" to historia z twistem. Świadkowie zgłaszają porwanie młodej i ładnej dziewczyny, której nikt nie szuka. Dziewczyna jest bita i torturowana, a następnie zamknięta w klatce bez jedzenia i zostawiona na pastwę szczurów przez psychopatycznego porywacza. Przestępcę udaje się zlokalizować, ale wybiera śmierć niż zeznania. Na podstawie nikłych danych policja znajduje miejsce, gdzie dziewczyna ma być przechowywana, ale kiedy docierają, już jej nie znajdują. Pstryk, przełączamy się na narrację porwanej dziewczyny, która zabija bestialsko najpierw mężczyzn (wabiąc ich swoją urodą), potem nie szczędzi i kobiety. Verhoeven też przełącza się z trybu ratowania ofiary do poszukiwań wielokrotnej morderczyni. Kiedy ją znajduje, okazuje się, że jej wszystkie działania były w pewnej mierze uzasadnione, a prawdziwy zbrodniarz liczy, że uniknie kary.
"Ofiara" dotyczy ponownie życia osobistego komisarza. Próbuje ułożyć sobie życie z piękną, choć tajemniczą Anną, po czym pewnego poranka zostaje poinformowany, że jego dama walczy o życie w szpitalu, bo była przypadkowym świadkiem napadu na jubilera i cudem przeżyła próbę zabicia jej przez napastników. Verhoeven pomija ten mały szczegół przed zwierzchnikami, bo odebraliby mu śledztwo. Naciągając i łamiąc przepisy usiłuje dojść, kto chce zabić jego damę, a na końcu odkrywa, kto tak naprawdę był tutaj ofiarą.
Inne tego autora.
#93/94
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 14, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mikael Blomkvist ma złą prasę i kryzys w gazecie po przejęciu przez konsorcjum prasy bulwarowej. Jak na zamówienie dochodzi do dwóch pozornie nie łączących się wydarzeń - ktoś włamuje się na bezczela do najlepiej zabezpieczonego na świecie intranetu NSA oraz z kilku źródeł pojawia się informacja, że życie szwedzkiego geniusza informatyki, Baldera, jest zagrożone. Profesor Balder ginie, ale morderca oszczędza jego autystycznego syna, Augusta. Jak się łatwo domyślić, za włamaniem stoi Lisbeth Salander, która też niebawem brawurowo ratuje małego Augusta i odkrywa w nim niesamowity potencjał, który pomoże jej złamać szyfr nie do złamania przez superkomputery. W połowie tomu już się wszystko wyjaśnia - organizacja, z którą walczy Lisbeth, a którą wspiera wielkie konsorcjum, jest prowadzona przez jej demoniczną siostrę bliźniaczkę, Camillę, która bez wahania przejęła schedę po ojcu-bandycie. Dla podkreślenia, że mamy do czynienia z cyklem, zakończenie niczego nie rozwiązuje.
Już po samym tytule miałam przeczucie, że będzie to książka zrealizowana według wszelkich zasad kreatywnego pisania, czyli miałka, gładka i o niczym, a wszyscy bohaterowie z poprzednich tomów są po kolei odhaczani na liście obecności (czasem topornie, jak przyrodni brat Lisbeth). Na którejś ze stron spotkałam się z frazą, że to fanfiction rozwijające wszystkie niedokończone wątki ku uciesze funclubu. I tak jest. Próbowałam doszukać się tego, co podobało mi się w "Millenium", niestety nie znalazłam. Podczas lektury miałam powidoki po pop-kulturze ostatnich lat: digest chwytliwych historyjek z newsów - Snowden, psychopatyczni celebryci z obowiązkową ostatnio blogerką modową (pochodzenia polskiego), książka Sachsa o "Mężczyźnie, który pomylił żonę z kapeluszem" jako źródło rewelacji o autyzmie, złe NSA i rosyjska mafia. Co chwila odrzucał mnie łopatologiczny styl narracji, w której wyjaśniano czytelnikowi wszystkie związki między bohaterami (również z poprzednich tomów), na wypadek gdyby czytelnik nie czytał poprzednich tomów albo nie zrozumiał. Autor wymienia pieczołowicie marki urządzeń, z których korzystają bohaterowie z wdziękiem scenarzystów "Klanu" ("zrobił sobie wyjątkowo mocne cappuccino w w swojej jurze impressie X7"). Źli są okrutnie źli, dobrzy dość niedomyślni, a Lisbeth jest zrobiona z kevlaru i drutu kolczastego - postrzelona prawie że się sama zszywa, biega, skacze, strzela, bije się i w międzyczasie łamie algorytmy.
Nie mam siły się już czepiać opisu samego włamania do NSA, ale zarówno tłumaczenie ("masz root?") i opis jest przeraźliwym bełkotem.
Zaatakowała go programami do fuzzowania, które sama napisała. Miały wyszukiwać błędy i luki. Potem dorzuciła jeszcze debuggery, testy metodą czarnej skrzynki i betatesty. Wyniki wykorzystała do tworzenia programu szpiegującego, własnego RAT-a. (...) To dlatego zainstalowała u siebie kopię serwera. Gdyby się porwała na prawdziwą platformę, technicy NSA na pewno od razu by to zauważyli i zwietrzyli zagrożenie, a wtedy zabawa szybko by się skończyła. (...) Zastosowała Zeroday Exploit, swój program, do wyszukiwania dziur. Już po włamaniu do systemu miał uaktualnić jej status. To było niesamowite. Program dawał jej nie tylko kontrolę nad systemem, lecz również pozwalał zdalnie sterować każdym elementem intranetu, o którym miała bardzo niewielkie pojęcie. To było w tym wszystkim najbardziej absurdalne.
Podobnie jest z savant geniusem, nie mówiącym i nie nawiązującym w ogóle kontaktu Augustem, zaniedbanym przez matkę w depresji, bitym przez jej konkubenta oraz pozbawionym terapii i nauczycieli (bo pieniądze przesyłane przez ojca na rozwój dziecka szły na hulanki i swawole). Wystarczy chwila z ojcem, żeby zaczął rysować sceny z fotograficzną dokładnością, a kolejna chwila z Salander, żeby z wypisywania nic nie znaczących ciągów cyfr przeszedł płynnie do rozwiązywanie równań różniczkowych i konstruowania krzywych.
Rozczarowanie.
Inne z tego cyklu.
#91
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 8, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
2015
- 4 komentarze
- Skomentuj