Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: 2019

Rebecca Solnit - Mężczyźni objaśniają mi świat

Zbiór esejów o szeroko pojętym patriarchacie, czasem jawnym, czasem zakamuflowanym uprzejmością lub żartem w społeczeństwie[1]; jako że nie ma fabuły jako takiej, trudno streścić, poza tym, że jest o przemocy. Niektóre z tez autorki są znane z innych źródeł lub badań (np. codzienny strach kobiet i rozważanie zabezpieczenia przed gwałtem, rozważna dziewczynka pilnuje drinka itp.), ale w całości tworzą przerażający obraz kultury gwałtu i eskalacji. Zamiast streszczenia wybrałam więc dwa cytaty:

W chwilach największego pesymizmu myślę czasem, że kobiety muszą wybierać – między karą za brak podporządkowania a ciągłą karą, jaką jest podporządkowanie. Idee nie wracają do puszki, ale wysiłki na rzecz wepchnięcia kobiet z powrotem tam, gdzie ich miejsce, nie ustają (...) Dzięki demografii konserwatywna presja nie zadziała – Stany Zjednoczone nie będą już przecież krajem przede wszystkim białym – nie zadziała także dlatego, że dżiny nie wracają do butelek, osoby queer nie wracają do szafy, a kobiety nie zamierzają się poddać.
Wciąż jednak nierówność płci postrzegano jako problem kobiet. Podobnie jednak jak rasizmem, także mizoginią nie mogą skutecznie zajmować się jedynie jej ofiary. Mężczyźni, którzy to zrozumieli, rozumieją także, że feminizm nie jest spiskiem, mającym na celu pozbawienie ich praw, ale kampanią na rzecz wyzwolenia nas wszystkich. Musimy wyzwolić się od tak wielu rzeczy: na przykład od systemu, który nagradza konkurencję, bezwzględność, myślenie w kategoriach krótkoterminowych rozwiązań i nieustępliwy indywidualizm, systemu, który zarazem niszczy środowisko i promuje nieograniczoną konsumpcję – możecie go nazwać kapitalizmem. Wciela on to, co najgorsze w maczyzmie, niszcząc zarazem to, co najlepsze na Ziemi. Mężczyźni częściej lepiej się do niego dopasowują, ale w rzeczywistości nie służy on nikomu z nas.

To ważna książka, może nie odkrywcza, ale porządkująca pewne idee.

[1] Kolega skomentował moje zdjęcie, na którym jest hotel (tuż obok biurowca, w którym pracuję), dowcipnym pytaniem, czy mój mąż wie, że się szlajam po hotelach. Rok 2019.

Inne książki tej autorki.

#98

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 9, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 1 komentarz - Skomentuj


Ewa wzywa 07 25-26-27

Szypulski Andrzej - Głupi kawał #025

Spis osób:

  • inspektor Olszak - szef Malucha, trochę niechluj, ksywa Maigret
  • podporucznik Maluch - magister prawa i absolwent szkoły oficerskiej, fan Poirota
  • porucznik Kulicz - czyta kryminały dla relaksu
  • Eligiusz Górecki (47) - recenzent teatralny, ma umrzeć wkrótce
  • Helena Beskid (30+) - żona Eligiusza, aktorka, wcześniej już zamężna
  • Elżbieta Sadorska (23) - aktorka, niby przyjaciółka Heleny, ale sypia z jej mężem
  • Franciszek Żelazko - portier w klubie związków twórczych, udziela wysokooprocentowanych pożyczek
  • Henryk Madej - literat, wygląda jak łysy kocur, lubi się całować na powitanie i pożegnanie
  • Michał Gol (43) - aktor, grywa również role szekspirowskie
  • Bogusław Czerpak (32) - młody i piękny, ale na pewno się roztyje, oficjalny adorator Elżbiety
  • Roman Chłapowski (43) - sufler, ale zaczynał jako aktor
  • Zuzanna - była żona Góreckiego
  • Krzysztof Górecki (20) - wykolejony syn Eligiusza, pensjonariusz zakładu karnego
  • Tadeusz Grzęda - zastępca naczelnego gazety lokalnej
  • pani Genia - bufetowa z teatru

Do komendy przychodzi anonim, wycięty z gazetowych liter[1], w którym ktoś grozi Góreckiemu, recenzentowi teatralnemu, rychłą śmiercią. Milicja staje na wysokości zadania i - nie informując jednak zainteresowanego - otacza go dyskretną inwigilacją. Obiekt obserwacji wysłał właśnie żonę do Zakopanego i jako słomiany wdowiec zajął się czule kochanką, młodą Elżbietą. Sielankę psują jednak codzienne telefony, tym razem już bezpośrednio do Góreckiego, w których ktoś odlicza dni do śmierci recenzenta. Po pierwszym wrażeniu, że to głupi dowcip, spanikowany Górecki udaje się jednak na posterunek. Milicja używając zaawansowanej techniki próbuje zlokalizować dzwoniącego, ale na wszelki wypadek otacza potencjalną ofiarę jeszcze czulszą ochroną. Mimo to zbrodnia zostaje dokonana, a przestępca wpada, bo jednak okazuje się niepełnosprytny.

[1] Długo Maluch nie mógł znaleźć słowa UMRZE, pewnie dlatego, że była to część tytułu wstępnego (Czy Nato umrze naturalną śmiercią?), którego Maluch z reguły nie czytał.

Się pali: wawele (Górecki), zefiry (możliwe, że dowcipniś), sporty (Olszak).
Się pachnie: lawendowym Yardleyem.
Się je: domowy obiad (zupa z torebki zaprawiona żółtkiem, potem omlet, na końcu gruszki w kremie jajecznym), masło, ser tylżycki (z braku myśliwskiego), kotlety z garmażerii (tylko odgrzać na patelni).
Się pije: koniak gruziński pięciogwiazdkowy.

Zygmunt Sztaba - Śmierć lichwiarza #026

Spis osób:

  • Rajmund Trapisz - lichwiarz, lubi wedlowskie czekoladki i kobiety
  • Rachwalski - nagania Trapiszowi klientów, król plastikowych grzebieni
  • inżynier Jerzy Olęcki - człowiek w potrzebie, ma chorą córkę
  • Władysławostwo Białeccy - państwo notariuszostwo, mieszkają vis-a-vis Trapisza
  • Mecenas Kratko - również pożycza od Trapisza
  • Alojzy Ciołkosz - kierownik wydziału finansowego MRN, zwierzchnik Trapisza w pracy oficjalnej
  • Hanka - córka dyrektora papierni, obiekt adoracji Trapisza
  • Klara Wawrzycowa - inspektor wojewódzkiego zarządu spółdzielni pracy, przyjeżdża do pracy i na ksiuty
  • Konrad Olkuski - leśnik, również w delegacji w tych samych terminach, co Klara. Przypadek?
  • Stanisław Warzyc - nieświadomy niczego mąż Klary
  • inżynier Machnicki - właściciel pięknego wiśniowego mercedesa, jowialny i uczynny
  • Piotrowski - portier w hotelu “Renesans”, brat Wiktoryny, plotkarz
  • Wiktoryna Piotrowska - pomoc domowa Białeckich, entuzjastka pogrzebów i inwigilacji
  • Ludwik Duraszewski - planował prowadzić z Trapiszem warsztat samochodowy
  • doktor Kępski - patolog
  • sierżant Dreja - spostrzegawczy, ale nieostrożny funkcjonariusz
  • Katarzyna - gospodyni Olkuskiego, mistrzyni kuchni

Pan Trapisz, dorabiający sobie do urzędniczej pensji lichwą, zostaje zamordowany, a jego sejf okradziony. Milicja usiłuje zrobić listę dłużników, odnajdując na niej na przykład panią Wawrzycową, która pożycza na zbytki[1], bo ma młodego i pięknego kochanka i jest nagle zaskoczona niestosowną propozycją Trapisza, że mogłaby oddać w naturze. Wychodzi, że tak naprawdę umoczone jest pół miasteczka, ale śledztwo rusza z kopyta, kiedy do gry wkracza pani Piotrowska, wielbicielka literatury romansowo-przygodowej, uczestniczka wszystkich lokalnych pogrzebów oraz właścicielka lornetki, przez którą obserwowała zarówno czyny nierządne w hotelu, jak i gości lichwiarza.

[1]

Bułgarskie karakuły - ożywiła się. - Takie jasno-szare. Cudne! W komisie trzeba by zapłacić najmniej szesnaście, siedemnaście tysięcy.

Się pije: czyściochę vel eksportową, wiśniówkę, orzechówkę.
Się pali: grunwaldy, giewonty, mocne.
Się je: kiełbasę jałowcową (w zasadzie to się marzy o jedzeniu), kiełbasę i salceson (na śniadanie), wędzoną szyneczkę z korniszonami, konfitury truskawkowe domowej roboty, placek ze śliwkami przy niedzieli.

Inne tego autora:

Krzysztof Opatowski - Złoty podział #027

Spis osób:

  • Porucznik Hieronim Bielina - lubi lokalną turystykę, interesuje się etnografią
  • Jerzy Ludwig (41) - inżynier, architekt, regionalista, zaginął nagle
  • Ludwigowa - pracuje w Prezydium WRN, jako żona nie jest zbyt troskliwa[1]
  • Marta Ludwig (16) - uczennica średniej szkoły muzycznej
  • Mateusz Ludwig (14) - szkoła podstawowa
  • Joanna Raube - kochanka Jerzego, sekretarka w przedsiębiorstwie
  • Jacek Piotrowski - historyk sztuki, na zamku w Żarkach
  • magister Marta Zimińska - inwentaryzuje z Piotrowskim obiekt
  • Wiktor Kowal - cieśla z zaskakująco dobrą, acz wybiórczą pamięcią
  • Karol Ciepły - fotograf, również fascynat zabytków
  • Zenon Magórski (83) - emerytowany kelner, nie karany, niegdyś kamerdyner w majątku w Żarkach

1 czerwca obywatel Ludwig pojawił się w pensjonacie w Szklarskiej Porębie, przywitał ze współlokatorami, założył płaszcz przeciwdeszczowy i wyszedł na spacer, z którego nie wrócił. Podejrzane było też to, że kochanka Ludwiga, która miała rozpocząć urlop w tym samym czasie, zrezygnowała z niego, bo przedsiębiorstwo, w którym pracuje, dostało zamówienie, a jak to stwierdził Bielina, “kto dla dobra jakiegoś zamówienia rezygnuje z takiego wyjazdu?”. Przypadkiem wezwany do zwłok znalezionych w zrujnowanym zamku w Żarkach, odnajduje swoją zgubę. Porucznik nawiązuje więź z Piotrowskim, pracującym w Żarkach, dzięki czemu przy okazji oględzin miejsca zbrodni czytelnik dostaje wykład o architekturze i tytułowym złotym podziale.

[1]

Już od kilku lat żyjemy ze sobą jak obcy ludzie. Przyjdzie do domu, zje, na pierwszego odda pieniądze. Nie wiem, czy wszystkie. Nie wiem, ile zarabiał.

Się pali: zefiry.

Inne tego autora tu.

Inne z tego cyklu tutaj.

#97

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 8, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Robert Rient - Przebłysk

Robert przez trzy lata zbierał pieniądze na podróż dookoła świata, zlikwidował dotychczasowe mieszkanie, rozdysponował rzeczy na czas podróży, wreszcie z plecakiem ruszył w podróż. Sam. Z oczekiwaniem, że podczas kilku miesięcy w drodze zrozumie, jak jest być wolnym.

Chronologicznie to opowieść o rosyjskich pociągach (kolej transsyberyjska!), Syberii (gdzie deportowano jego dziadka[1]), Tajlandii (urocza historia rudego psa), Malezji, Nowej Zelandii, Peru czy wreszcie Wyspie Wielkanocnej. Wszystkie miejsca są prominentne w opowieści, ale to bagaż doświadczeń autora wysuwa się na plan pierwszy; nadmiar kontaktów z ludźmi, lata zaprzeczania i terapii, treningu, żeby się wpasować, to wszystko blokuje przed wolnością. Doskonała, refleksyjna narracja sprawia, że książkę się doskonale czyta. Intymne, prywatne zdjęcia ją wzbogacają.

Mój ulubiony fragment (z pozdrowieniami od wewnętrznej Filifionki):

Od podróży z plecakiem znacznie bardziej heroiczne i wymagające uważania na siebie wydaje mi się słuchanie wiadomości, chodzenie do pracy, która zabiera osiem, a z dojazdami dziesięć godzin, płacenie rachunków, życie historią ludzi z telewizora, których nigdy nie spotkałem, ale w imię których gotów jestem znienawidzić innych ludzi, którzy wybrali historię innych ludzi z telewizora, gromadzenie rzeczy i wyposażanie domu, martwienie się, ciągłe martwienie się o to, co może się wydarzyć, jak się do tego przygotować, co powinienem mieć, osiągnąć, kim być, zwłaszcza w porównaniu z tymi, którzy – co wyraźnie potwierdzają ich osie czasu na Facebooku – już kimś są.

[1] Mojego również, ale ja nie miałam okazji z nim o tym rozmawiać.

Inne tego autora tutaj.

#96

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 7, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler Zborowski - Pieczeń sarnia

W rodzinnej wsi[1] Franka Kociuby[2], aktualnie porucznika, ginie strażnik łowiecki, Kaźmierowski. Franek wprawdzie jest na urlopie u rodziców, ale że Staszek Kaźmierowski był jego kolegą (a w Magdzie[3], żonie Staszka, się kiedyś kochał), to oczywiście chętnie się do śledztwa dołącza. Kociuba pomaga więc badać wątek lokalny, bo właśnie z więzienia wrócił kłusownik Wójcik, z wyrokiem za sprawą denata, dodatkowo ludzie chętniej mu powiedzą, co widzieli, niż miastowemu śledczemu. Major Grabicki, z kolei, zasilony niebawem przez Downara, bada wątek czerwonego jaguara, widzianego we wsi, co prowadzi do nierozwiązanego morderstwa dokonanego na starszej, zamożnej damie, ciotce byłej właścicielki jaguara. Mimo powiązań między dwoma sprawami, sprawcami są różne osoby, ale właśnie te niby przypadkowe powiązania pozwalają na rozwiązanie obu spraw. Jeden przestępca wpada, bo za długo nosi rękawiczki (i przez przetarty materiał zostawia odcisk palca na broni). Drugi zostaje ujęty dzięki zdjęciu w albumie i spostrzegawczej fryzjerce damskiej[4].

Jak zwykle u ZZ, tom bogaty jest w kulinaria[5], tym bardziej że tytułowa pieczeń jest istotna dla fabuły. Dodatkowo jest trochę przebieranek - Franek udaje archeologa, zakochanego w siostrzenicy zamordowanej, żeby poznać jej znajomych; Pakuła spotyka się z gosposią tychże znajomych, przybierając na wadze (“zgaga jest cholerna, ale gotuje pierwszorzędnie”); wreszcie niejaki Bartoszek[6] zaprzyjaźnia się z podejrzaną i proponuje jej interes z lisią farmą.

To już któryś z kryminałów, w których autor narzeka na problemy kadrowe w milicji (stąd chętnie wciągają nie podlegającego im Kociubę do śledztwa). Tym razem wakaty są, bo: “Woliński miał kraksę samochodową i leżał w szpitalu, Szymczak musiał poddać się operacji ślepej kiszki, a Małecki złamał nogę, wyskakując w biegu z tramwaju. (...) Dzisiaj znowu dzwonił Piotrowski, że nie przyjdzie; bo go brzuch boli. Lekarz mówi, że to może czerwonka”.

[1] Wieś ogólnie jest pechowa, bo wspomniane są wydarzenia z wcześniejszego chronologicznie tomu (“Czerwona nitka”, o czym niebawem), gdzie to Kociuba znajduje zwłoki kobiety.

[2]

Mundur nowiutki, prosto od krawca, świetnie dopasowany, a spodnie tak odprasowane, że kantami można by chyba kiełbasę kroić. Co tu dużo gadać, szykowny oficer.

[3]

Magda nie była malkontentką. Wprost przeciwnie, umiała cieszyć się życiem. Wesoła, energiczna, doskonale dawała sobie radę z gospodarstwem, z mężem i z trojgiem dzieci. Przed ich domem było mnóstwo kolorowych kwiatów, do których się uśmiechała. Roboty dużo, bo to i ugotować, i posprzątać, i ogródek wypielić, i uprać, nie mówiąc już o dzieciach, świniaku, kurach, kaczkach. No i o chłopa także trzeba trochę zadbać.

[4]

- Chciałbym cię prosić o pomoc w odnalezieniu pewnej wróżki.
- Szukasz wróżki? Stefanku, bój się Boga! Gdzież się podział twój materializm dialektyczny?

[5] Się je:

  • "Zjadł jajecznicę z sześciu jaj i specjalnie się nie certował, kiedy mu gościnny gospodarz podsunął półmisek z wędliną"
  • kurczęta i szparagi, smażoną kiełbasę, barszcz z pasztecikami, pieczeń sarnią po myśliwsku, pomidorową z kluskami (również na kościach)
  • "Przedstawicieli władzy przyjął z otwartymi ramionami i nie zwlekając, postawił na stole butelkę wódki, kiełbasę, chleb i słoik z musztardą"
  • czekoladę “Suchard” (a tak naprawdę Wedla/22 lipca)
  • "Wojtasik źle spał tej nocy. Najadł się na kolację tłustego bigosu z kiełbasą i gniotło go w żołądku"
  • do pociągu jajka na twardo i trzy bułki z kiełbasą szynkową
  • - Była ostatnio sarnina? — spytał Downar. - Była. Znakomita. Przyrządzona na dziko. Marynowana w occie, z korzeniami. Wikcia zostawiła mi comber. Taką porcję, że trzech by się pożywiło. Z borówkami. I do tego kieliszek czerwonego wina.

[6]

Pułkownik Leśniewski nie mijał się z prawdą mówiąc, że sierżant Bartoszek na pierwszy rzut oka nie robił wrażenia człowieka o błyskotliwej inteligencji. Twarz okrągła, pucołowata, zdradzała zamiłowanie do obfitych posiłków, co zresztą można było wywnioskować z całej jego korpulentnej postaci. Oczy duże, niebieskie, spoglądały na świat gapiowato, a wrażenie te potęgowały jeszcze grube, zawsze trochę rozchylone wargi. Specjalista laryngolog doradziłby zapewne usunięcie trzeciego migdału lub przypalenie muszli nosowej. Jednakże, jak wiadomo, pozory często mylą. Tak też było i z sierżantem Bartoszkiem, o którym mawiali koledzy, że nie taki głupi, na jakiego wygląda. W rzeczywistości był to chłopak obrotny, sprytny, umiejący sobie poradzić w trudnych nieraz sytuacjach, wymagających szybkiej orientacji i błyskawicznego refleksu. Bez obawy można mu było powierzyć najbardziej odpowiedzialną funkcję, a jego aparycja nieraz już wprowadzała w błąd przeciwnika.

Się pije: wódkę na weselu, dobrą mocną herbatę, nalewkę, częstuje martini albo koniakiem, gin z odrobiną soku z grejpfruta, węgierskie wino „Egri Bikaver”, winiak na zakończenie śledztwa.
Się pali: giewonty, zefiry.
Się wyznaje szowinizm:

- Wszystkie baby są jednakowo głupie - mruknął [Franek Kociuba], wzruszając ramionami. (...) W powrotnej drodze pomrukiwał niezbyt pochlebnie pod adresem całego rodu niewieściego.
Kelman, Rozalia Kelman. Może to Żydówka albo Niemka. Czort ją wie. W ogóle to bardzo podejrzane to całe małżeństwo. Bo żeby chociaż ładna dziewczyna była, tobym się Wojtasikowi nie dziwił, ale taka pokraka… (...) Była wysoka, bardzo szczupła, a jej podłużna twarz, zakończona wydatną szczęką, czyniła ją podobną do angielskiej klaczy pełnej krwi.
- Nigdy w życiu nie widziałem tak pięknej i tak eleganckiej pani - powiedział po prostu. Słowa te zadźwięczały szczerze, bo właściwie rzeczywiście tak myślał. Dając bezpośredni wyraz swemu zachwytowi, Franek mimo woli obrał najlepszą taktykę. Nie ma na świecie kobiety, która by z prawdziwą przyjemnością nie słuchała hymnów pochwalnych na cześć swej urody, a kobieta po trzydziestce staje się z każdym rokiem coraz bardziej czuła na te sprawy.
My, kobiety, nie znamy się na tych wszystkich przepisach, skądżeż mogłam wiedzieć…

Obyczajowo:

W doskonałych nastrojach wrócili do leśniczówki.
— Cóż wam się tak oczy świecą? — spytała stara Maciejczakowa.
— Wesoło nam, mamo — zaśmiała się Hanka.
Leśniczy pogroził im palcem. — Ej, ej, uważajcie, żeby wam się data chrzcin z datą wesela zgodziła.
— Powiedz mi, Grażyno, co ty byś chciała robić? — Ja chciałabym zostać wielkomiejską prostytutką. To znaczy… taka lepszą… taką kokotą, jak na przykład ta… jak „Dama Kameliowa”. Czytał pan „Damę Kameliową”. To Dumasa, tego młodszego, syna.
— Czytałem — skłamał Kociuba. — I sądzisz, że życie takiej kobiety jest interesujące?
— W każdym razie bardziej interesujące aniżeli dojenie krów i macanie kur. Ja bym była taką lepszą, dewizową. Wie pan? Znajomości z cudzoziemcami, przejażdżki luksusowymi wozami, kolacje w eleganckich lokalach, dansingi. To jest życie. Ale to wszystko nie dla mnie. — Machnęła ręką z rezygnacją. — Nie dla mnie — powtórzyła. — Niech mi się pan dobrze przyjrzy. „Dama Kameliowa” z taką piegowatą gębą? Z czym do gościa? Szkoda gadać. Nogi jeszcze by może uszły, ale te cholerne piegi…
Do przedziału weszli nowi pasażerowie: starsza dama, ucharakteryzowana na swawolną nastolatkę, tęgi jegomość o zaskakująco barwnym nosie i dobrotliwie spoglądających oczkach, przypominających zadowolonego z życia hipopotama, oraz młoda dziewczyna ze starannie rozczochranymi włosami. Zażywny jegomość, którego nos przypominał zupełnie inną część ciała pawiana, przez cały czas w milczeniu przysłuchiwał się rozmowie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#95

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 6, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Kate Morton - Dom nad jeziorem

Dwa wątki, które - teoretycznie - nie mają prawa się związać, a jednak się zwiążą (jak to u Morton czy innych wielowątkowych autorów). 2003. Sadie Sparrow, policjantka zawieszona w obowiązkach służbowych z powodu niedozwolonej komunikacji z prasą (oczywiście dla dobra śledztwa w sprawie zaginionej matki 2-latki), jedzie na przymusowe wakacje do dziadka w Kornwalii. Podczas przebieżek z psami trafia do opuszczonej od prawie 70 lat posiadłości Edevanów, która ją zachwyca najpierw wizualnie, potem - gdy dowiaduje się, że do dziś nie rozwiązano tajemnicy zaginięcia sprzed lat - również profesjonalnie. 1933. Podczas hucznej imprezy świętojańskiej znika niespełna roczny syn gospodarzy. Mimo intensywnego śledztwa nie udaje się znaleźć ani żywego dziecka, ani jego zwłok. Autorka schodzi nawet głębiej w historię, do roku 1911, budując pełen obraz związku Eleanor i Anthony’ego Edevanów, ich dzieci - najstarszej córki Deborah, średniej Alice, najmłodszej Clemmie i rozkosznego syna Theo, którego wszyscy kochali. Sadie z pomocą lokalnego bibliotekarza, znajomej dziadka i prowadzącego 70 lat wcześniej emerytowanego policjanta, dogrzebuje się do zaniedbanych w śledztwie dokumentów, które naprowadzają ją między innymi na 86-letnią Alice Edevane, uznaną i ciągle aktywną pisarkę powieści kryminalnych. Ta jednak wcale nie pragnie powrotu ani wyjaśnienia przeszłości, bo nie do końca chce opowiadać, co się zdarzyło w upalną, czerwcową noc.

Więc ja absolutnie nie będę się kłócić, że jest to literatura wybitna, że rozwiązania fabularne są możliwe, czy nie jest zbyt rozdmuchana dygresjami[1] czy że realia są odrobione należycie[2]. Ale jakże to się pysznie czyta. 500+ stron, a ja nie mogłam się oderwać! Autorka - korzystając z objętości tomu - myli tropy, podpowiada rozwiązania cząstkowe, wprowadza wiele wątków, pozornie zbędnych (na przykład dobrze opisuje nerwicę frontową), żeby na końcu jednak okazało się, że były istotne. Można, oczywiście, narzekać na zbiegi okoliczności, prowadzące bohaterów w to konkretne miejsce, bo tylko wtedy coś się może zadziać, ale bez tego byłaby to zwyczajna książka obyczajowa.

[1] Bo jest. Opis jakiejkolwiek sytuacji generuje wspomnienia, opisy przyrody i wnętrz, wydarzeń z przeszłości, egzaltowanie się rozkoszami macierzyństwa (tak, są słodkie, pulchniutkie nóżki i policzki, które aż chce się całować). Jakkolwiek dodaje uroku, to jednak wielokrotnie wzdychałam i poganiałam autorkę, żeby jednak przeszła do akcji.

[2] Bo nie są. 86-letnia krucha dama biega nocą po lesie, który “zna jak własną kieszeń”, mimo że nie bywała na dłużej w posiadłości od czasów nastoletnich. 11-miesięczny chłopiec doskonale chodzi i ma (w narracji autorki) przemyślenia oraz analizuje świat jak osoba dorosła.

Inne tej autorki tutaj.

#94

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 4, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Wilkie Collins - Kobieta w bieli

Dramatyczna historia miłości i tajemnicy zaczyna się od dwóch przypadków - Walter Hartright, młody nauczyciel rysunku przypadkiem pomaga dziwnej dziewczynie w białej sukni, która wspomina o miejscowości Limmeridge. Zbiegiem okoliczności właśnie tam - dzięki ekscentrycznemu znajomemu z Włoch - dostaje posadę i uczy rysunku dwie młode panny, Laurę Fairie (córkę kobiety, o której wspomniała dziewczyna w bieli, jak się okazuje łudząco podobna do Laury) oraz Mariannę Halcombe, jej przyrodnią siostrę. Walter zakochuje się w Laurze, ma wrażenie, że z wzajemnością, ale ojciec Laury przed śmiercią przeznaczył ją sir Parsivalowi Glyde’owi; Marianna prosi więc Waltera, żeby zniknął z obrazka i ułatwił honorowej Laurze pogodzenie się z losem (wiem, wiem, ale to książka z połowy XIX wieku).

Narratorem pierwszej części (i wybranych kolejnych) jest Walter, ale teraz wydarzenia opisane są w pamiętniku Marianny. Prawnik zmuszony jest przez egoistycznego stryja Laury do podpisania niekorzystnej intercyzy, pozbawiającej przyszłą pannę młodą prawa do dysponowania swoim spadkiem. Parsival, na początku nader układny (nawet wyraża zgodę, by Marianna zamieszkała z Laurą w ich domu), po ślubie zaczyna robić rzeczy podejrzane, zaczynając od sprowadzenia do swojego domu tajemniczego i demonicznego hrabiego Fosco, ożenionego z ciotką Laury. Demoniczność hrabiego polega na tym, że jest jowialny, gruby i łakomy, uwielbia bawić się papużkami i białymi myszkami, ale się złośliwie uśmiecha i coś knuje. Żeby nie zdradzać należycie powikłanej fabuły - pojawia się znowu dziewczyna w bieli, Marianna dramatycznie choruje na tyfus (bo się przeziębia, podsłuchując), zostaje rozdzielona z Laurą, która… umiera, pozostawiając mężowi spadek. Tyle że na tym się książka nie kończy.

Wiktoriański do bólu, z kobietami wielokrotnie roztrząsającymi swoje ograniczenia i postępującymi zgodnie z przedziwnymi zasadami honoru, to jednak całkiem zgrabny kryminał. Niektórych rozwiązań fabularnych można się domyślić (nie darmo kobieta w bieli przypomina Laurę), niektóre są dość niespodziewane, ale na miarę epoki (rola hrabiego Fosco czy tajemnica Glyde’a).

Inne z tej serii, inne tego autora.

#93

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 1, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Szantaż

W życiu Pawła, znanego i szanowanego chirurga, wszystko się doskonale układa - operacje się udają, związek z Anną również, kroi się wyjazd zagraniczny. Wtem na stole umiera mu pacjent, młody chłopak z zaawansowanym nowotworem, nie było dobrych rokowań, ale i tak Paweł bardzo to przeżywa. Od tego momentu wszystko się sypie - umierają ludzie, operowani z sukcesem i dobrymi rokowaniami, jedna z pielęgniarek wyznaje mu miłość i po odrzuceniu oskarża o gwałt[1], wreszcie mąż Joanny, koleżanki z pracy, robi mu awanturę z zazdrości[2]. Kiedy pod nożem umiera siostrzenica Anny, Paweł się załamuje i rezygnuje z pracy. Upija się z nielubianym znajomym, idzie do kina i siada koło atrakcyjnej panny Leny, z którą idzie na kolację i po oczywistym rozwinięciu fabularnym (Lena staje przed nim naga) ucieka. Wtem ktoś go szantażuje na 50 tysięcy, a okoliczności zmuszają do wystawienia recept na opiaty w celu uzyskania pieniędzy. Przyjmuje więc propozycję Joanny, żeby poszedł do pracy w ściśle tajnym wojskowym projekcie. I jak Paweł jest idiotą, tak Anna myśli trzeźwo. Wprawdzie mąż ją okłamuje, ale konsultuje dziwne zbiegi okoliczności z koleżanką, która ma męża w milicji i tym tropem trafia do naszego znajomego, Stefka Downara[3], który sprawę… ignoruje. Dopiero gdy kolega po fachu, rozpracowujący piękną Lenę i gang przemytników, dzieli się informacjami, Downar łączy dwie sprawy ze sobą.

Jaki to jest fabularnie głupi kryminał. Tajemnicze śmierci zdrowych ludzi w szpitalu jest nie do wykrycia (dziecko na stole operacyjnym zostaje porażone prądem z nieuziemionego sprzętu, co ordynator kwituje, że w innym szpitalu mają też nieuziemiony, a zejścia śmiertelne zdarzają się im raz na dziesięć razy). Stasiak, oficer kontrwywiadu, udaje Niemca na tyle niezdarnie, że daje się podejść najpierw sprytnej dziewczynie, potem przemytnikom. Mam wrażenie, że autor zamiast na logice[4] skupił się na kulinariach, ponieważ bohaterowie kupują, gotują i jedzą na bogato:

  • W „Delikatesach” kupiła piętnaście deka szynkowej kiełbasy, pół ćwiartki masła i paryską bułkę. Miała w domu kilka jajek, dżem, trochę szczypiorku, który został ze śniadania. (...) w SAMie na rogu Żurawiej pudełko szprotek i pół razowego chleba, szarlotki z kremem, bochenek chleba i dwa pęczki rzodkiewek, Udało mi się dostać ćwiartkę masła (!)
  • barszcz w “Cristalu”, jarski obiad w restauracji „Zdrowie”,
  • do pracy się szykuje kanapki w pergaminie
  • się pije wódkę pod śledzia, koniak, oryginalnego “burgunda” do pieczystego, “Martela”
  • Mam w domu puszkę gulaszu, sałatę, rzodkiewkę, chleb, masło. (...) Świeżutka szynka, pasztet z gęsi, sałatka z majonezem, sardynki, parę gatunków sera, a do tego butelka „Żubrówki”. I wódka. Kawa, keks i wino.
  • Smażyła rumsztyki z cebulką.
  • Pili zsiadłe mleko i jedli jajecznicę ze szczypiorkiem.
  • Zdobyłam trochę szynki, mam ser, puszkę tych bułgarskich bakłażanów.
  • Kupili pieczywo, masło, ser, trochę wędliny, kilka ciastek i dziesięć butelek lemoniady.
  • Kawa, chleb z marmoladą [w areszcie].
  • Paweł poszedł do wskazanej przez Stasiaka restauracji, zjadł serdelki z kapustą.

Się pali: camele.

[1] Jest to absurdalnie słaby wątek (nie żeby inne były sensowne). A potem przekonanie, że każde zgłoszenie przemocy to zemsta wrednej baby.

[2] Robi awanturę listownie, po czym spotyka się z Pawłem i mówi, że to Joanna chce w nim wzbudzić zazdrość i wysyła w jego imieniu listy. Oczywiście wyjaśnia się to w toku fabuły, ale w tym momencie to tak trochę say what?.

[3] Downar czekał na nią. Był jak zwykle bardzo elegancki. Miał na sobie jasnopopielaty, świetnie skrojony garnitur, który podkreślał jego męską, mocno opaloną twarz. Pachniał wodą kolońską i dobrym tytoniem.

[4] Śzvrepv j fmcvgnyh (mnovwnł bfmnynłl m żnyh zężpmlman, xgóerzh cemlcnqxbjb Cnjrł bcrebjnł żbaę v flan, orm fhxprfh) avr zvnłl mjvąmxh m nsreą fmcvrtbjfxą, anxeępbaą cemrm hqnwąpą cemlwnpvółxę Wbnaaę.

Inne tego autora tu.

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 28, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ewa wzywa 07 22-23-24

Emilia Cassa-Kasicka - Krzyk w nocy #022

Spis osób:

  • Pietrzakowa - lubi postawić na swoim, sąsiadka Kuchów
  • Pietrzak - z zawodu introligator, ale zaryzykował i został prywaciarzem
  • Karol Kuch - z zawodu dyrektor, poszukiwany najpierw przez szofera, potem przez milicję
  • Irena Kuchowa (35) - piękna, ale podobno niewierna, córka sławnego architekta Moliny
  • major Krupczyński - lubi samodzielność podwładnych, ale lubi też wydawać polecenia
  • porucznik Piotr Sępołowicz - śledczy, żonaty, co istotne dla fabuły
  • dyrektor naczelny - nie puścił Kucha na delegację, co rozpętało całą falę zbrodni
  • Jadwiga Mędrzanka - sekretarka Kucha, podobno prześladowana przez Pyzika
  • Jan Pyzik - inżynier wynalazca, podobno prześladuje Mędrzankę i już bez wątpliwości ma żal do Kucha
  • Wiesław Listkiewicz - urzędnik, ale z romantyczną duszą, co go zgubiło
  • sierżant Kluska - na posyłki
  • Wacław Guziński - milicyjny specjalista od rzeczy zakazanych
  • Teresa Kaperska - de domo Kuch, badylara, siostra dyrektora
  • Kaperski - przy żonie, a wcześniej z niejednego pieca chleb jadł, ale jednak niepełnosprytny
  • Zenobia - przystojna dama w typie “córa natury”(?!), ale w nietwarzowych okularach
  • Rita Sępołowicz - małżonka porucznika, kobieta nader przedsiębiorcza
  • pani Barszcz - majestatyczna krawcowa pani Rity
  • Anna - siostrzenica Barszczowej, żona Edwarda Kucha, równie ładna, co Irena, ale podobno głupsza
  • Edward Kuch - kuzyn tego Kucha
  • kapral Kowalczyk - przyjmuje meldunki na posterunku
  • Listkiewiczowa - zaniepokojona żona urzędnika, który lubił autostop i gitarę
  • sierżant Gwizdalski - posterunkowy w Cieszynku, znajomy Sępołowicza

Pan Pietrzak nie lubił wtrącać się w cudze małżeństwa, nie poszedł więc sprawdzić, czemu u sąsiadów po awanturze nagle ucichło, mimo że żona brzęczała mu nad uchem. Dlatego dopiero następnego dnia już z milicją i szoferem, który miał przyjechać po dyrektora Kucha, zostały odkryte zakrwawione zwłoki pani Ireny i żadnego śladu jej męża. Niebawem okazało się, że Kuch przywłaszczył sobie wynalazek jednego z inżynierów i chciał mocno dostać się za granicę drogą służbową. Od tego momentu akcja jest dwutorowa - milicja po kolei rozpracowuje kolejne tropy (rodzina, spalony wrak samochodu z tajemniczą zawartością, dawna kochanka), a Kuch usiłuje sfingować własną śmierć i bezpiecznie oddalić się do NRD. Nietypowo, jedną z potencjalnych ofiar przestępcy ratuje żona porucznika, Rita Sępołowicz, która decyduje się na własne śledztwo wbrew sprzeciwom męża (girl power!).

Nietypowe gadżety: Kuchowie mają przezroczystą kanapę z Francji (zgaduję, że plastikową), w środku chłodzoną lodem. Bez sensu, kto chciałby tyłek sobie odmrażać, ale podobno można też wlewać ciepłą wodę, żeby ją podgrzać.

Wynalazca wyjaśnia rolę katalizatora, korzystając z przypowieści o trzech braciach, mądrym mulle i wielbłądach.

Barbara Nawrocka - Śmierć czarnoksiężnika #023

Spis osób:

  • kapitan Korda - lubi eksperymenty śledcze, nie lubi cyrku
  • doktor Osaka - pseudonim sceniczny Jerzego Kalickiego, wcześniej magika cyrkowego, aktualnie denata
  • Maria Kalicka - zbolała wdowa albo cyniczna morderczyni, filigranowa dziewczynka
  • porucznik Zygmunt Gabler - podwładny i przyjaciel Kordy
  • Gryglak - ekspert balistyki, zgryźliwy, ale robotny
  • młody Orlando - zastąpił Kalickiego w roli prestidigitatora, a miał być chemikiem
  • dyrektor cyrku - stroskany biznesmen
  • Jolka - dziewczyna Gablera, za ładna dla niego
  • Trolo - akrobata, chętnie by pocieszył wdowę
  • Viola - partnerka akrobaty, chętnie by wdowy nie pocieszała
  • dama z pieskami - wyglądała na dobroduszną
  • treser fok - ponury facet
  • pogromca lwów - z poczuciem humoru
  • Inez Capanaboco - woltyżerka
  • technik cyrkowy - człowiek z poczuciem obowiązku

Podczas mrożącego krew w żyłach numeru cyrkowego ginie artysta, doktor Osaka. Jego asystentka, a prywatnie żona, strzela do niego, ale zamiast - jak w planie - strzelić ślepymi nabojami, z pistoletu wylatują naboje ostre. Milicja drogą mozolnych wywiadów usiłuje ustalić, czy był to wypadek, samobójstwo (Kalicki sam podmieniał ostre naboje na ślepe) czy morderstwo (albo żona, albo ktoś ją wrobił). Co niespotykane, śledztwo nie kończy się wyjaśnieniem zbrodni, jedynie - na podstawie amatorskiego nagrania występu - oczyszcza Marię z zarzutu morderstwa. W tle dużo dyskusji o tym, czym jest sztuka cyrkowa i mnóstwo psychologizowania.

Gender codzienny:

- Lubi pan płacić za gaz, światło, radio?
- Nie, nie robię tego - roześmiał się Korda. - Żona.

Się je: schaboszczaka, sznycel wiedeński, karpia po grecku i szczupaka w galarecie.

Inne tej autorki tutaj.

Maciej Patkowski - Polowanie na kozła #024

Spis osób:

  • narrator - funkcjonariusz incognito (porucznik), przeszkolony na gajowego
  • żona leśniczego - niestara, ale zniszczona i spracowana
  • leśniczy - szczupły i niezbyt wysoki, nie nosi latem skarpet do sandałów
  • Stara Józefowa - gruba, z niekompletnym uzębieniem, ale całkiem cwana jak na pijaczkę
  • Kazimierz Lewko - oficer milicji, lokalny kontakt gajowego
  • Walter (Włodek) Gierat - Amerykanin pochodzenia polskiego, ofiara celnego strzału
  • Sokoła - siostrzeniec nadleśniczego, przyszedł na polowanie pijany[1] i źle się skończyło
  • nadleśniczy - niespecjalnie lubi rodzinę siostry
  • szwagier nadleśniczego - ekscentryczny przedwojenny hrabia, ojciec Sokoły
  • dziewczyna - brązowooka blondynka, nie zna się na mapach, ale wpada w oko Kazikowi

Amerykanin pochodzenia polskiego przyjeżdża do Polski na polowanie. Pechowo zostaje postrzelony ze skutkiem śmiertelnym, a następnie okradziony z drogiego sztucera. Ponieważ przez rok nie udaje się wykryć sprawcy, milicjant incognito przyjeżdża jako nowy gajowy (po kilkumiesięcznym przeszkoleniu), żeby jako “lokalny” mieć inny wgląd w sprawę. Niedługo po jego przyjeździe ktoś zabija starą Józefową, dziką lokatorkę opuszczonego domu; wygląda na to, że stara pijaczka nie kłamała, mówiąc, że widziała kogoś, kto zgubił pelerynę. Okolica jest dość odludna, a czasy na tyle nieskomplikowane, że da się policzyć i sprawdzić wszystkie regularnie kursujące pojazdy mechaniczne, stąd pojawia się wątek siostrzeńca nadleśniczego, który mimo wzmożonej ostrożności wśród pracowników służby leśnej, kłusuje w okolicy. Zbrodniarza udaje się odkryć za pomocą grzebania w przeszłości oraz prowokacji; w finale ginie tytułowy kozioł oraz niewinny pies.

Autor używa języka dość kwieciście, przez co pojawiają się karkołomne konstrukcje typu “[autobus] stary sfatygowany klekot, marzący o rencie inwalidzkiej”, siano w materacu wydaje dźwięk przypominający “szepty zaszytej w płótno łąki”. Niestety, weny mu nie starcza do wymyślenia personaliów bohaterów (poza drobnymi wyjątkami), przez co czyta się całość dość topornie.

Się pali: kenty i carmeny.
Się pije: soplicę ze sklepu PKO.

[1] A to jakaś nowość. Trzeźwi myśliwi.

Inne z tego cyklu, inne tego autora.

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 23, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Tom Phillips - Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Może - jako ludzkość - nie spieprzyliśmy wszystkiego, ale patrząc na wymienione w książce przykłady, sporo ludzi, czasem z ogromnym wpływem na otoczenie, podejmowało spektakularnie złe decyzje, z efektami niektórych walczymy i dziś. Autor wymienia fiaska wielkich przedsięwzięć narodowych (polityka kolonialna Szkocji), militarnych (Napoleon i Hitler pod Moskwą czy pijane wojska walczące same ze sobą), biznesowych (użycie ołowiu do wzbogacenia benzyny czy freonu do chłodzenia), nie wspominając o gigantycznych pomyłkach w ingerencjach w środowisko naturalne. Czasem jest to efekt braku przewidywania czy stanu ówczesnej wiedzy, czasem rzecz można wyjaśnić zwyczajnie głupotą i wadami genetycznymi (zwłaszcza z przypadku niektórych dynastii), niestety głównie chodzi o pieniądze.

Czyta się przyjemnie, chociaż to przyjemność podszyta smutkiem (bo, do cholery, jedna decyzja kilkaset lat temu ma efekty i dziś); nie jest to książka sensu stricto historyczna, raczej zbiór anegdot o wielkich porażkach.

Inne tego autora:

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 22, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj


Bill Bryson - Herbatka o piątej

Bill Bryson, Amerykanin mieszkający od 40 lat w Wielkiej Brytanii, objeżdża wybrane prowincjonalne miejsca, niektóre - opisane w “Zapiskach z małej wyspy” - odwiedza ponownie po 20-30 latach, do innych trafia po raz pierwszy, tropiąc jakieś wydarzenie lub historię. Po części to zbiór humoresek o brytyjskich absurdach, po części to tęsknota za Wielką Brytanią sprzed globalizacji, internetu i kolejnych reform rozmontowujących na przykład koleje, a między wierszami to nostalgiczna tęsknota za czasami, kiedy autor był młody, za funta można było zjeść posiłek życia, a samochody spotykało się raz na kwadrans, a nie stało w wielogodzinnych korkach. Niekoniecznie nadaje się jako przewodnik turystyczny, ale można wyjąć sobie garść zabawnych i celnych cytatów:

[...] zasadniczo Eastleigh sprawiało wrażenie miejscowości, w której można albo napić się kawy, albo usiąść i popatrzeć, jak gołębie defekują.
Z zaskoczeniem się dowiedziałem, że drogi są numerowane zgodnie z określonym systemem, ale potem sobie przypomniałem, że jest to system brytyjski, co oznacza, że w niczym nie przypomina systemów stosowanych w innych krajach. Pierwsza zasada, na której opiera się każdy brytyjski system, brzmi, że jego systemowość musi być pozorna.
Czy to nie zdumiewające, jak wielu ludzi na świecie nas nienawidzi? Większość z nich nigdy nie spotkamy, a przecież naprawdę nas nie lubią. Nienawidzą nas wszyscy twórcy oprogramowania w Microsofcie i większość osób, które odbierają telefony w agencji turystycznej Expedia. Pracownicy TripAdvisor by nas nienawidzili, gdyby nie byli takimi zasranymi idiotami. Nienawidzą nas wszyscy pracownicy hoteli, którzy mają kontakt z klientami, oraz wszyscy bez wyjątku pracownicy linii lotniczych. Nienawidzą nas wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek pracowali dla British Telecom, łącznie z tymi, którzy zmarli przed naszym urodzeniem; BT zatrudnia w Indiach całe rzesze personelu pomocniczego tylko po to, żeby nas nienawidził.
Przez wiele lat sądzono, że nie krzyżowaliśmy się z nimi, ale dzisiaj wiemy, że jesteśmy w dwóch procentach neandertalczykami. Nie rozumiem, dlaczego kwestia ta budziła tak wielki opór naukowców. Jeśli rozejrzymy się wokół siebie, to zobaczymy mnóstwo ludzi, z którymi ktoś sypia, mimo że bezspornie wyglądają mniej nęcąco niż niejedna neandertalska panna siedząca przy ognisku.
Lubię Norfolk. Mieszkałem tam od 2003 do 2013 roku i nabrałem przekonania, że nie ma w tym hrabstwie nic, czego nie dałoby się naprawić za pomocą kilku wzgórz i odrobiny zmienności genetycznej. Jak mawiał mój syn Sam: „Norfolk: za dużo ludzi, za mało nazwisk”.
Oczywiście nic już nie pamiętam (mam sześćdziesiąt trzy lata), ale przez chwilę wiedziałem i byłem zachwycony.

Inne tego autora:

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 19, 2019

Link bezpośredni - Tag: 2019 - 0 komentarzy - Skomentuj