[26.06-2.07.2026]
W Haza del Trigo i okolicach czuję się już jak w domu. Wiem, gdzie są najlepsze żelki (w Sumie w Castell del Ferro, czerwona lukrecja z kwaśną posypką - Gourmet albo Miguelañez, ostatnio wykupiłam wszystkie, jeszcze mi zostały trzy paczki, oszczędzam). Jadę w sobotę na targ po oliwki i owoce. Na kawę chodzę do Caferini. Na plażę jeżdżę do La Mamoli. Na tarasie siedzę z prześlicznym, mruczącym kotem Klusią. Czytam Time i Epokę, pijam tylko Ballantine’a, palę Winstony.
Tym razem też w nieco okrężnej drodze z lotniska zatrzymałam się w Torremolinos na obiad, grecka tawerna[1], właściciel poproszony o ketchup do frytek stwierdził “Wiem, jesteście z Polski”, po czym okazało się, że ma matkę Polkę i całkiem dobrze mówi “smacznego”. Oraz na plaży najładniejsze muszelki, muszę na dłużej następnym razem.
[1] La Tortuga Oooh my Greek - C. Salvador Allende 50, local 6, Torremolinos, Málaga.
W drodze / Torremolinos
Torremolinos
Torremolinos
Lotnisko Malaga / Torremolinos
La Mamola
Castell del Ferro / Asortyment na targu
Lokales z Castell del Ferro
La Mamola
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 25, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
haza-del-trigo
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[18-25.04.2025]
Chyba powoli zacznę budować doroczną tradycję Tygodnia w Andaluzji, a konkretnie w Pszennej Wólce, albowiem to doskonałe miejsce na leniwe wakacje bez napinki. Rok temu na przełomie czerwca i lipca było pięknie, acz gorąco i sucho; w środku przyjemnie, ale taras tylko w cieniu i raczej wieczorami. Teraz, w kwietniu, było optymalnie - nie za gorąco, jak wiało, to wystarczyło pod kocyk i taras był najlepszym miejscem na świecie. Pokręciłam się nawet nieco po obrzeżach, doszłam na Zakręt z Ławeczkami, mówiąc radośnie “hola!” do wszystkich idących z przeciwka i popatrzyłam z bliska na florę. Fauna dopisała, było karmione, było głaskane, jeśli pozwalały. Wracam za rok.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 31, 2025
Link bezpośredni -
Tag:
haza-del-trigo
- 1 komentarz
- Skomentuj
[27.06 - 4.07.2024]
Droga, jaką dotarłam do wioski Haza del Trigo, jest co najmniej intrygująca. Kilka lat temu moja przyjaciółka objęła przyczółek w andaluzyjskiej wsi, bo jej zdaniem, które zdecydowanie podzielam, lepiej zimę spędzać w Hiszpanii niż w Polsce. Albo gdziekolwiek, gdzie nie jest przez cały czas jednocześnie szaro albo ciemno, mokro i zimno. Byłam faktem zaintrygowana, śledziłam z entuzjazmem, ale ze wględu na odległość - prawie 3k kilometrów z Poznania i braku sensownej możliwości lotu bezpośredniego - rzecz pozostawała raczej w strefie marzeń. Wtem okazało się, że można samolotem z Poznania do Malagi, więc potrzymajcie mi latte. Mimo zdecydowanie nieprzyjaznych godzin lotów - 6:00 tam (opóźniona na 7:00, czy mogłam wstać godzinę później? Być może) i 9:55 z powrotem (tu trzeba doliczyć dojazd na lotnisko, ogarnąć samochód z wypożyczalni, te sprawy, więc też pobudka o 5 rano, cała rodzina nie zachwycona) - było całkiem sprawnie, choć nie bez przygód. Dojazd wygodną autostradą, zakupy w Lidlu po drodze i wtem wjeżdżamy w dość egzotyczną okolicę, gdzie autostrada przechodzi płynnie raczej w szutrówki niż w asfalt. Wrażenie, kiedy trzeba zjechać wąziutką drogą o sporym nachyleniu czy analogicznie podjechać - bezcenne. Dojechaliśmy wreszcie do wsi ze wsparciem znajomego drugiego stopnia, zostawiliśmy samochód na parkingu nad wsią, z niejakim przerażeniem obserwując wąskie drogi, spadki i zakręty dalej. Po kilku dniach okrzepliśmy na tyle, że eloy zaryzykował podjechanie ostatniego dnia po walizki pod drzwi. Oględnie powiem, że nie była to najlepsza decyzja, zdecydowanie dyskontująca w kategorii Przypał Wakacji wszystkie inne typu zgubienie się w drodze z kolacji. I kierowca, i samochód wyszedł z tego bez strat, nie licząc moralnych, sława na całą wieś, mnóstwo rad udzielonych przez starszych lokalesów a jakże po hiszpańsku (albo w pokrewnym języku). Na zdjęciach widać drobne szczegóły wioski, placyk przy posesji, a także widok na Afrykę (z tarasu). Oraz lokalne koty (w porywach do 17, przy czym niekiedy ekipa się zmieniała), które nie brały zakładników w kwestii punktualności posiłków, a że nie znają się na zegarku, to głośne oczekiwania były wyrażane przy każdym wyjściu za drzwi. Poza tym cykady, owce, szczekające psy, drące się papugi i pawie, gorąco w dzień, sympatyczny przewiew nocą. Oraz rozmawiałam po hiszpańsku jak rasowa signora!
Tak, wioska jest pośrodku niczego, z udogodnień ma widoki i źródełko z wodą oraz sklep, do którego jednak wahałam się wejść, bo stanowił lokalne miejsce posiadówek, jeździliśmy do pobliskiej wioski na wybrzeżu do marketów Dia albo Suma oraz do restauracji, o czym niebawem. W kategorii miejsce do nic-nie-robienia - wysoka pozycja, nastolatka była zachwycona, jak już zjeżdżaliśmy z obowiązkowej części rozrywkowo-turystycznej. A ja wieczorami na tarasie czytałam książki i czekałam, aż o 21 włączą się zraszacze na tarasie.

















GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 2, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
haza-del-trigo
- 0 komentarzy
- Skomentuj