Tag:
klub-srebrnego-klucza
Jakbym nie wiedziała, że NR to pseudonim Tadeusza Kwiatkowskiego, to - jak w przypadku Joe Aleksa - dałabym nabrać się na to, że kryminał napisał autor niepolski. Ujęła mnie plastyczność - mała, francuska mieścina, wszyscy się znają, życie towarzysko-polityczno-plotkarskie toczy się głównie w kawiarence "Abricot", gdzie właściciel serwuje pyszne rurki z brzoskwiniowym kremem. I wszystko się wokół tych pysznych rurek kręci.
Do małego francuskiego miasteczka przyjeżdża amerykański reżyser filmowy. Zatrzymuje się u autora kryminałów, u którego najpierw ktoś kradnie diamentową broszkę żonie gospodarza, a następnie morduje wspomnianego gospodarza. Śledztwo prowadzą trzy osoby - amerykański reżyser, któremu zamordowany autor obiecał sprzedać książkę jako scenariusz na następny film, lokalny policjant Lepere i błyskotliwy, choć niski, detektyw Randot z pobliskiego miasta.
Zabawną rzeczą, którą można by było zwalić na błąd tłumacza, ale z przyczyn oczywistych nie, był opis jedzenia rurek przez jedną z bohaterek - Celestynę, która "rurki z kremem wkładała do ust w całości i mimo iż najwidoczniej miała wprawę, traciła od czasu do czasu oddech". Oczywiście autor przez rurki z kremem mógł mieć na myśli zupełnie inne rurki, ale i tak mnie to setnie ubawiło.
Inne tego autora:
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 12, 2010
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 2 komentarze
- Skomentuj
Mimo iż nazwisko autora nie brzmi rodzimie, akcja dzieje się w ekskluzywnej willi pod Warszawą, zapewne dlatego, że Alen Baxton to pseudonim Wiesława Godziemskiego[1]. Właściciel willi (jak również luksusowego porsche'a oraz licznych antyków i zabytkowych sreber) zgłasza morderstwo mieszkającej u niego kochanki. W trakcie śledztwa sympatyczny kapitan milicji wielokrotnie trafia na dowody rozpustnego życia, dziejącego się w wilii i okolicach - a to okazuje się, że oprócz kochanki w domu mieszka żona wraz z ojcem, a to wspomniana żona roztacza swe przywiędłe wdzięki przed kapitanem, a przystojna młoda aktorka udziela mu zeznań w restauracji "Krokodyl" (oczywiście ze striptizem[2]). W finale okazuje się, że jednak w PRL-u nie da się zrobić majątku bez niszczenia innych, kradzieży i malwersacji. Jak również, że mit Edypa to była całkiem niewinna historyjka obyczajowa.
[1] Przyznam, że widzę sens pisania pod pseudonimem, tylko że anglojęzyczny nie bardzo pasuje. I jak Joe Alex zrobił kawał dobrej roboty, tak Baxton piszący o prywaciarzach pod Warszawą jednak nie robi takiego wrażenia.
[2] W wykonaniu profesjonalistki, a nie wspomnianej aktorki.
- Zaczynamy dorównywać rozwiniętym krajom świata - zauważył ironicznie.
- Nie lubi pan striptizu? - zdziwiła się.
- Właściwie nie mam nic przeciwko rozbieraniu się. Zwłaszcza, gdy robi to ładna i zgrabna dziewczyna - dodał po chwili.
Roześmieli się oboje.
(a potem to się pan kapitan dziwi, że jego flama robi mu dziką awanturę).
Inne tego autora:
#16
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 4, 2009
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Przyznam, że za dość drażniący fakt uważam to, że większość PRL-owskich kryminałów milicyjnych dzieje się w Warszawie. Tam zawsze były najlepsze dziwki (no, czasem akcja chwilowo skakała do hotelu Grand w Sopocie, żeby rzucić okiem na tamtejsze mewki), najsprytniejsi cinkciarze czy oczywiście najsprawniej działający wydział w Pałacu Mostowskich. Zaczynając smutną historię o przynoszącym pecha kolejnym właścicielom złotym posążku bogini Kali, westchnęłam sobie ze znużeniem, bo znowu będzie bazar Różyckiego i Saska Kępa. I tu miła niespodzianka - po zabójstwie dentystki, wdowy po posiadaczu tytułowego posążka, pewna sympatyczna pani patolog[1] Elżbieta i nieco mniej sympatyczny, bo szowinista[2], pan milicjant Wanacki, odkrywają, że się mają ku sobie. A że Elżbieta miała wujka, specjalizującego się w antykach i sztuce, to została wysłana w celu uzyskania informacji z pierwszej ręki na temat handlu hinduską sztuką. Idzie sobie Elżbieta w celu pozyskania wiedzy, aż dociera na Żoliborz, w okolice wujowej wilii na "niewielki placyk, o tyle charakterystyczny, iż całkowicie otoczony przez półokrągłe domy. Dokładnie w jego środku rosło ogromne, stare drzewo o potężnym pniu i rozłożystych gałęziach, pochylających się nad jezdnią". I tu mnie tknęło, bo takie miejsce pokazywała mi siwa[0].
Wujek-kolekcjoner należał do ludzi zamożnych, bo tacy - oprócz lewicującej inteligencji - mieszkają na Żoliborzu. Niestety szybko się okazało, że nawet dziewczyna milicjanta może mieć kogoś zbliżonego do kręgów przestępczych w rodzinie. Trup się trochę jeszcze posłał, nastąpił napad, a sprawę zaginionego posążka udało się wyjaśnić dzięki nieco wścibskiej i dość pechowo trafiającej na kolejne zwłoki starszej pani, również mieszkanki Żoliborza. Może ona też co wieczór wystawiała butelki na mleko?
[0] Zdjęcia świeżutkie, autorstwa siwej.
[1] Niezbyt przepadam za współczesnymi polskimi filmami policyjnymi, Glinę oglądam kątem oka, bo TŻ lubi, ale uwielbiam każdą scenę z panią patolog, która zapytana, czy nie boi się robić sekcji, flegmatycznie stwierdziła, że przynajmniej jej pacjent na stole nie umrze.
[2] "Asystentka? - pomyślał z niechęcią. - Że też te baby nawet tu się wepchną!"
Inne tej autorki tutaj.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 6, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 4 komentarze
- Skomentuj
Straszny produkcyjniak. Biedny milicjant podejmuje decyzję o zakupie syrenki, żona rzuca mu się w ramiona z tej radości, a syn wzrusza ramionami, bo musi sam zarobić na non-ironową koszulę. Koszula skądinąd jest tropem w sprawie tajemniczego samobójstwa - z balkonu spada młody kontroler PIH-u, a w jego domu znajduje się tajemniczy pajacyk. W praniu wychodzi, że za pajacykami (których, jak tytuł wskazuje, było bardzo dużo) stoi gang wymuszający od niezbyt uczciwych prywaciarzy haracz. Tajemniczy szef jest sprytny i wie, że każdy prywaciarz przynajmniej kantuje skarb państwa (czy co tam wtedy było), więc nie będzie chętnie leciał z jęzorem na milicję, bo wprawdzie od szantażysty się uwolni, ale będzie musiał odpracować swoje w zakładzie pod nadzorem. Dodatkowo w kieszeni mężczyzny, który wpadł pod pociąg (dla tych, co wstrzymali dech - przeżył bez większych uszkodzeń) znaleziono adres samobójcy, co pozwalało wątpić w to, że posprzątał w domu, a potem potknął się i wypadł z balkonu. Słabe i dość przewidywalne.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 14, 2008
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 2 komentarze
- Skomentuj
Sooo socjalistyczne, czyli ponownie Maciej Słomczyński w prl-owskim sztafażu. Źli malwersanci, zwykle obsadzeni wysoko na stanowiskach, zgarniają nielegalnie kasę, przepisują dom, szklarnię, samochód i dobra ruchome na żonę czy też teściową, a gdy przychodzi przysłowiowa kryska na przysłowiowego Matyska, rozglądają się, jakby to zwiać za zachodnią granicę i poprosić o azyl. W tym celu pomaga im przedsiębiorcze rodzeństwo z kumplem na Wybrzeżu, które obiecuje za niewielką (w stosunku do wielkości majątku oszusta przywłaszczającego sobie socjalistyczne dobro) zakwaterowanie bez paszportu na statku płynącym do krainy dobrobytu. Jak się łatwo domyślić, w tym momencie malwersanci giną. Oczywiście milicja się bardzo nimi przejmuje - nie w kategoriach ogólnoobywatelskich, ale szuka ich w celu wymierzenia sprawiedliwości za dokonane kradzieże. Do czasu, aż ginie jeden z trójmiejskich taksówkarzy.
Nie cierpię wszechwiedzącego narratora zwłaszcza w kryminałach. Tytułowy Kowalski nie spodziewał się, że cudem uniknął śmierci. Śmierć jechała do niego pociągiem. Śmierć czekała na peronie. Śmierć miała zaatakować, gdy nagle... Oczywiście narrator wie o wiele więcej niż lokalna milicja, składająca się z socjalistycznie myślących oficerów z Centrali i cichego, ale nieludzko sprawnego umysłowo lokalnego kapitana, który wszystko sobie po cichutku za pomocą mapy rozwiązuje.
TVP nakręciła w 1963 film na podstawie książki (nie jestem pewna, czy nie jest to zbeletryzowany scenariusz) pt. "Ostatni kurs" (zawiera spoilery, jeśli ktoś czytuje PRL-owskie kryminały w celu bycia zaskoczonym). W roli niesamowicie przystojnego taksówkarza Kowalskiego oczywiście Stanisław Mikulski, a w roli femme fatale - Barbara Rylska.
Inne tego autora tu.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 8, 2007
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wygrzebałam na Allegro kawałek serii odświeżonych kryminałów wydanych przez Rzeczpospolitą. Kazimierz Kwaśniewski, jak kto jeszcze nie wie, to pewien bardzo znany tłumacz Ulyssesa Joyce'a. Niestety, jak jego anglo-klimatyczne kryminały o błyskotliwym Joe Aleksie można cenić i lubić, tak Słomczyńskiego wizja polskiego kwiatu milicji jest co najmniej... słaba.
Niepozorna i uważana za brzydką kasjerka z banku w małej miejscowości cudem przeżywa napad na konwój z pieniędzmi. Ze względu na doskonałą pamięć kapitan milicji wpada na pomysł, żeby za pomocą dzielnej milicjantki przeistoczyć skromną i nieśmiałą brzydulę w piękną kobietę, wystawić ją w miejscowości letniskowej jako bogatą prywatną inicjatywę z bratem (w tej roli przystojny milicjant) i czekać, aż przestępca przyjedzie tam wydać skradzione 500-złotówki. Oczywiście za pomocą zmiany fryzury, makijażu i sukienki z Kopciuszka robi się królewna, która oczywiście źle się czuje w blichtrze i obmierzłym luksusie nadmorskiego hotelu "Imperial" i przy spojrzeniach zachwyconych mężczyzn.
Milicja nie ma problemu z wygospodarowaniem kasy na pobyt przynęty w hotelu, fryzjera, manikjurzystkę i spożycie w lokalach nocnych, ma za to pewien problem z logicznym myśleniem. Zaczynając od podania w prasie imienia i nazwiska cudownie ocalałej, kończąc na braku ochrony jej mieszkania, do którego oczywiście chwilę po wyjeździe panny trafia tytułowy zbrodniarz.
Mimo tych wad czyta się nieźle, nie ma jakichś spektakularnie śmiesznych okoliczności socjalistycznej przyrody. Nie dziwmy się skromnej pannie Małgorzacie, że zakochała się w dzielnym kapitanie - w ekranizacji zagrał go sam Zbigniew Cybulski.
Inne tego autora tu.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 7, 2007
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Barbara Gordon "Adresat nieznany" - stary ni to kryminał, ni to przygodówka. Ślad jak zwykle prowadzi w przeszłość, do małego miasteczka przyjeżdża siostrzeniec starszej pani kioskarki, żeby odkryć, czy jego zmarły w czasie wojny ojciec nie zostawił w miasteczku skarbu. Przy okazji poszukiwań skarbu giną ludzie, milicję myli (oczywiście nieumyślnie) prywatne śledztwo bohaterów. Mało socjalistyczne.
Inne tej autorki.
Wanda Falkowska "I kłamstwo zabija" - bardziej socjalistyczne, pieśniarka (huhu) Paula Piano zostaje zastrzelona po koncercie. Dzielny milicjant chodzi po mieście, odpytuje, wyciąga informacje, aż znajduje mordercę. Trochę deux ex machina.
Inne tej autorki:
Natalia Rolleczek - Kuba znad Morza Emskiego i Choinka z Monte Bello. Niby powieść dla dzieci i takich trochę starszych dzieci, ale tak naprawdę dla dorosłych. Kuba ma 7-8 lat i zaskakująco mało łapie z tego, co się dzieje w dorosłym świecie. Co chwilę wpada w tarapaty, z których wyciąga go szacowna krakowska rodzina, która chwilę pokwęka, nawet jak przestępstwo jest sporego kalibru (wyciąganie pieniędzy od chorych, których dziadek-lekarz przyjmuje darmo, bo to socjalizm). W zasadzie obie książki są o rodzinie - "Choinka" to opis oczekiwania na Wigilię, która początkowo ma się nie odbyć, potem jednak jest zaplanowana, bo ma przyjechać brat dziadka, który po wojnie został w Anglii. Każdy z dorosłych członków rodziny przeżywa jakąś dziwną przygodę, a mały Kuba plącze się tu i ówdzie. W "Kubie" przy budowie nowego domu chcą zabrać rodzinie ogród, tytułowe Morze Emskie, zarośnięty i zaniedbany, ale stanowiący kwintesencję szczęśliwego dzieciństwa - zardzewiały wodociąg, stare jabłonie, krzaki porzeczek i malin. W tamtych czasach (uwaga dla młodszych czytelników) nie było czegoś takiego jak własność prywatna i jak komitet uznał, że na terenie ogrodu doktora Kępy ma być postawiony dom, to był. Mimo wszystko, książki są pozytywne i ciepłe, a scena Wigilii poruszająca.
Inne tej autorki.
#26-28
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 9, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tadeusz Kostecki był znany pod wieloma pseudonimami - Krystyn T. Wand czy W. T. Chrystine, co zważywszy na anglosaską tematykę jego kryminałów, nie jest bardzo dziwne. W "Wazie z epoki Ming" można znaleźć tchnienie finansjery (sprzedaż akcji, maklerzy giełdowi, gotowi na skinienie bogaczy nawet o 5 nad ranem), elitarne kluby dla panów, gdzie rżnęło się w szlachetnego bridża czy świat właścicieli ziemskich, dla których normalne było posiadanie własnej wyspy, na której wstęp mogli ograniczać nawet policji. Trochę mnie to bawi, zważywszy, że kryminał powstał w 1959 r. Jest głupawy służbista ze Scotland Yardu, błyskotliwy ex-Secret Service pułkownik Pentham i są oczywiście piękne kobiety.
Inne tego autora:
#16
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 2, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kryminały Chandlera kojarzą się z deszczem, prochowcem z podstawionym kołnierzem i papierosem zapalanym zapałką, którą trzeba osłaniać dłonią przed deszczem. Nic bardziej mylnego. Akcja książek Chandlera najczęściej dzieje się w pełnym słońcu (bo rzadko pada w Kalifornii). A i tak zapamiętane mam, że pada.
W którejś recenzji z "Pierwszej sety" (chyba "Czy lubi pani UFO?") przeczytałam zdanie, które mi się spodobało (i dość dobrze pokazuje moje wspomnienia) - PRL i epoka gierkowska kojarzy się ze słońcem. Też mam takie odczucia (chyba wspólnota pokoleniowa), dlatego dość nietypowy był kryminał "Broszka z zielonych kamieni" Danuty Frey. Jest brzydko. Ziąb, deszcz, ludzie okutani w płaszcze z czerwonymi zmarzniętymi rękami. Świat jest ponury, bury i przaśny. Świat tzw. prywaciarzy - którzy zamiast pracować uczciwie "na państwowym" - rozkręcają swoje interesiki, na pewno niezgodne z prawem (bo każdy prywaciarz to złodziej).
Mam pana Zelmana, współwłaściciela nieźle prosperującej prywatnej firmy, wytłaczającej pocztówki dźwiękowe. Ma pieniądze, ale szczęścia mu nie dają - nie dogaduje się z drugą żoną, ani z jej synem z pierwszego małżeństwa, garsonierę (no, wynajmowaną kawalerkę w blokowisku, brzydko umeblowaną i niewygodną) współdzieli z większością znajomych. Żona nie jest już pierwszej świeżości, poza tym o siebie za bardzo nie dba ("Zakręcone na lokówki włosy, ukryte pod ciemną ażurową siatką, wypuszczały tu i ówdzie rudawe pędy. W odrobinę wulgarnej twarzy, która kiedyś z pewnością musiała być ładna, z wiekiem jednak nabrała zwiotczałej obwisłości, mrugały niebieskie oczy, obramowane powiekami o nienaturalnie czarnych, sztywnych od tuszu, przykrótkich rzęsach."), nie dziwi więc, że naturalną koleją rzeczy dla pana Zelmana jest zaopatrzenie się w kochankę - maturzystkę Ulę. Sielanka nie trwa długo, kochankę ktoś zamordował w często odwiedzanej garsonierze. Zważywszy na to, że w garsonierze bywało pół Warszawy - była kochanka Zelmana i jednocześnie żona jednego z dwóch współpracowników w firmie, piosenkarka Bożena Horn, wraz z aktualnym kochankiem czy drugi ze współpracowników, podstarzały satyr Giziński, który spotykał się z płatnymi kochankami zdala od domowych pieleszy. Okazuje się też, że potajemnie klucze podbierał pasierb Zelmana, żeby pokosztować zakazanej rozkoszy seksu przedmałżeńskiego ze swą dziewczyną Jolą. Sprzątająca czasem mieszkanie wynajmująca je właścicielka nie krępowała się z wyrażaniem swojego zgorszenia ("Co ja się, proszę pana, nieraz nasprzątałam! A to włosy zbieraj z podłogi łazienki, wynoś butelki. A pościel! Żeby pan tylko widział, jak pościel po takich nocach wyglądała! Raz to go nawet wprost zapytałam, ale on jak się nie obruszy! Że wara mi niby od jego prywatnych spraw, że płaci w terminie i już mnie nic więcej nie powinno obchodzić"), ale pieniądz jest pieniądz. Zelman ułagodził panią Marcjannę prezentem w postaci broszki z zielonymi kamieniami i wzburzenie właścicielki zmalało.
Mały to swiatek, wszyscy sypiają ze wszystkimi, a z tego sypiania rodzi się zbrodnia. Oprócz zwłok (w ciągu powieści pojawiają się i następne) mamy tajemnicę - co zawiera tajemnicza teczka, kto kogo trzyma w ręku i czym szantażuje, co oznacza tytułowa broszka z zielonymi kamieniami (tak, właśnie taka, jaką w prezencie dostała pani Marcjanna).
W porównaniu z prywaciarskim bagienkiem, milicja to ostoja moralności. Dzielny porucznik Marek Wanacki jest zdegustowany zgnilizną moralną, na jaką trafia, analizując powiązania między związanymi ze sprawą ludźmi. Do sprawy dociera dwiema drogami - najpierw prosi go o pomoc znajoma z prosektorium, oczywiście dawna, niespełniona miłość, której na przeszkodzie stanął wyjazd dziewczyny na roczne szkolenie za granicę (niestety, było to przed epoką emaili i takie związki się rozpadały, bo listy szły miesiącami, a telefonistki mówiły, że nie ma takiego miasta jak Londyn, jest Lądek, Lądek-Zdrój). Jest zaniepokojona problemami siostry najlepszej koleżanki, traf chciał - maturzystki Uli. Niestety, intuicja zawodzi przedstawiciela organów ścigania - dopóki nie zostaje odkryte ciało, lekceważy zaniepokojenie znajomej. Potem oczywiście sprawa staje się osobista i za punkt honoru stawia sobie odkrycie świata zbrodni.
Ciekawie brzmią wrażenia gwiazdy polskiej estrady, pani Horn, na turnee w kapitalistycznej Austrii - oczywiście garderoba Polki, tak świetna i robiąca wrażenie w Sali Kongresowej, w zestawieniu z kreacjami na widowni wydaje się dość skromna. Na zakupy w najlepszych butikach jej nie stać, szczęśliwie odkrywa sklepy, gdzie jest wprawdzie taniej, ale jeszcze wytwornie.
Autorka ma swoje prywatne fetysze - każdy ma lekko falujące włosy, a w niewietrzonych pokojach panuje zaduch. Wszyscy palą jak smoki. Niestety, prowadzący śledztwo porucznik w zasadzie nie ma żadnych refleksji ani na temat ustroju, polityki czy pracy, nie ma nawet w zasadzie życia osobistego (choć ma żonę, wspomnianą mimochodem przy okazji wyjaśniania przeszłego uczucia do Elżbiety z prosektorium) - czy dzień, czy noc, czy pogoda, czy deszcz (a jakoś tak się składa, że przeważnie deszcz) podąża tropem przestępstwa. Raz tylko wspomniane jest, że na obolałe gardło łyka pastylkę akronu, a w pustawej lodówce znajduje pętko kiełbasy.
Książka nie obfituje w zasadzie w żadne oceny czy warte wspomnienia cytaty - tło jest bardzo skrótowo naszkicowane, w zasadzie poza prowadzonym śledztwem nie dzieje się nic, w pracy milicjanci nie plotkują, nie pożyczają sobie "stówy" do pierwszego, jedynie wymieniają służbowe informacje.
Inne tej autorki:
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 5, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj