Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ewa wzywa 07 91-93

Jerzy Edigey - Tajemnica starego kościółka #91

Spis osób (niestety, bardzo ubogi, bo większość postaci jest wymieniona tylko z funkcji):

Krzyżewski postponuje realia z polskich powieści milicyjnych - że nikt nie jest zrywany w nocy, nikt nie rezygnuje z urlopów, nie chodzi się na obserwację do lokalów przy wódeczce, oraz że funkcjonariusze wcale nie zaniedbują żon i nie są genialnym detektywami. Dla odmiany proponuje przyjacielowi opowieść o sprawie, gdzie popełniano błędy, ale dzięki wysiłkowi zespołu udało się sprawę rozwiązać.

Po kradzieży drogocennych kielichów we wrocławskim Muzeum Śląskim milicja błyskotliwie założyła, że kradzieży dokonali obcokrajowcy, wnioskując na podstawie tego, że obcokrajowcy często odwiedzają muzeum. Szukała śladów również na Międzynarodowych Targach Poznańskich, bo przecież to świetne miejsce na wciśnięcie skradzionych dzieł sztuki obcokrajowcom (którzy na szczęście byli bardziej zainteresowani intratnymi interesami, więc grzecznie omijali takie propozycje). Zignorowali mikroślady (np. nikt nie sprawdzał zamka w drzwiach), nie był robiony wywiad wśród pracowników muzeum, nikt nie sprawdzał w komisach, czy nie pojawiły się materiały typu srebro. Kradzież udało się wyjaśnić podczas rodzinnej kłótni.

Niedługo potem z muzeum zniknęło kilkanaście znanych obrazów. Podobnie jak wcześniej, poszedł cynk do Interpolu i uczulono celników, ale w zasadzie nie zrobiono nawet wizji lokalnej, zakładając, że ktoś został w muzeum i przez okno wyniósł obrazy. Sprawę skomplikowała seria anonimów, w której przestępcy chcieli uzyskać od muzeum okup za obrazy. Jak poprzednio, sprawę udaje się odkryć dzięki temu, że jeden z przestępców miał zbyt długi język.

Dość nietypowo, w finale narrator spotyka się z Januszem Słupem po odsiedzeniu przez niego wyroku i próbuje zrobić wywiad.

Inne tego autora tutaj.

Danuta Frey - Ostrze noża #093

Spis osób:

Listonosz alarmuje milicję po znalezieniu zmasakrowanych zwłok niejakiego Ignatowicza. Bezimienny narrator już post factum opowiada o wszystkich wątkach, jakie pojawiły się w sprawie i które doprowadziły do spektakularnego finału, gdzie w mieszkaniu denata morderca wyznaje swoje grzechy. Ignatowicz, niespecjalnie rokujący jako student medycyny, zostaje lekarzem-ginekologiem. Niestety, jego skłonność do alkoholu[1] i życiowe porażki sprawiają, że się stacza - zła diagnoza, kończąca się śmiercią matki i dziecka, śmierć własnego dziecka, opuszczenie przez żonę, czy wreszcie zwolnienie dyscyplinarne i więzienie. W więzieniu zaprzyjaźnia się z niejakim Żakiem, cwaniaczkiem-fotografem, z którym po wyjściu na wolność rozkręca biznes - fotografują nagie damy, że niby do filmu, a następnie zaczynają je szantażować. Nagie zdjęcia wyciekają przypadkiem, po kradzieży samochodu Ignatowicza, bo początkowo narrator, widząc łazienkę przerobioną na ciemnię, pozbawioną jakichkolwiek klisz i odbitek, ma jedynie poczucie, że czegoś brakuje, ale nie zastanawia się, czego. Podsumowując, to jedna z tych historii, gdzie zamordowany jest tak wyjątkowo szkodliwy (alkoholik, szantażysta, przemocowiec, spowodował co najmniej dwie śmierci albo więcej), że w zasadzie nikomu nie zależy na wyjaśnieniu zbrodni.

[1] "Czasem tylko alkohol od niego jechał, ale czy to coś nienormalnego, że się od czasu do czasu wypije?"

Się pali: marlboro (ale rzadko, bo drogie).

Inne tej autorki tutaj.

Inne z tego cyklu tutaj.

#125 (przeczytałam też po raz kolejny EW092)

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 8, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, panowie, prl, kryminał, 2020 - 9 komentarzy - Skomentuj

« Podlasie tam i z powrotem - Watchmen »

Komentarze

To przeczytałam
Dobrze, to ja się domagam informacji, co oznaczają te hasztagi, bo jest 91, a potem 93, a potem już wręcz 125!
No, chyba że to tajne łamane przez poufne ;)
Zuzanka
Tomiki "Ewa wzywa 07" są numerowane - tu jest lista. Numer na dole jest chyba dość oczywisty ;-) (podpowiem, że licznik zeruje się 1 stycznia).
To przeczytałam
Łał. Czy to oznacza, że Ty wszystkie te tomiki posiadasz? No bo skąd bierzesz do czytania... w bibliotekach chyba tego nie ma?
Zuzanka
Latami zbierałam, ale owszem (chociaż niektóre w formie e-booków tylko). W bibliotekach może nie być, bo to były broszurki-zeszyty, najgrubsze miały koło 60 stron. Była próba wydania zbiorowego, ale chyba po jednym tomie zawierającym książeczki 1-4 (ze 146, więc łatwo policzyć, że tomów byłoby i tak ponad 30), ale nie miało komercyjnego sukcesu.
To przeczytałam
No, to gratuluję, piękna kolekcja! Masz co zostawić w spadku :)
Zuzanka
Szczerze mówiąc, to planuję się jej pozbyć, jak tylko zbiorę całość w ebookach, podobnie jak reszty jednorazowych czytadeł. Przeprowadzałam 5 lat temu jakieś 3 tysiące tomów i - mam nadzieję - to pierwszy i ostatni raz.
To przeczytałam
Hm, jednorazowych? W poście jest, ze przeczytałaś coś tam "po raz kolejny" z tej serii ;)
Ja się przeprowadzałam ponad 30 lat temu i na szczęście wtedy jeszcze takiej ilości nie miałam. Dziś sobie NIE WYOBRAŻAM.
Ale wracając do pozbywania się - mnie jest ciężko zdecydować, że coś było jednorazowe i na pewno do tego nie wrócę... nigdy nie wiesz...
Zuzanka
Złapałaś mnie! Mam miękkie miejsce w serduszku dla kryminałów z PRL-u, ale to nie są wydawnictwa trwałe, zwłaszcza zeszyty "Ewa wzywa", rozpadają się od patrzenia. Stąd ebooki - zapewne do niektórych wrócę za parę lat (wspominałam, że mam doskonałą pamięć, ale krótkoterminową, za 5 lat nie będę pamiętała, kto zabił), ale na pewno nie do wszystkich. Plus, poniekąd smuteczek, moje dziecko nie ucieszy się ze spadku w postaci makulatury, albowiem niespecjalnie lubi czytać.
To przeczytałam
Ha ha, ja nie potrzebuję nawet 5 lat, żeby to zapomnieć :) A smuteczek doprawdy jest - no bo komu zostawić. Z jednej strony jakie to niby ma znaczenie, skoro nas już nie będzie... ale z drugiej chciałoby się, żeby ktoś to docenił, korzystał, cieszył się tym.
Pocieszę Cię, że moja córka też nie wykazywała specjalnego zainteresowania, a ostatnio jednak czyta zdecydowanie więcej.

Skomentuj

Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.