Tag:
panowie
Jak w “Saturninie”, rzecz zaczyna się u progu wojny i dzieje się pod Włocławkiem. Janek Łabendowicz buduje radio i po paru dniach przepychanek z niechętną elektroniką, sprowadza do wsi wojnę. Jakoś im się udaje przeżyć, mimo że ich dom zajęła Frau Eberl, dobra Niemka, dbająca o swoich robotników, zwłaszcza kiedy Jankowi i Irenie, córce miejscowego dziwaka i lokalnej wariatki, rodzi się syn Kazimierz; dookoła płynie krew zamordowanych, ale Łabendowicze mają swoją bezpieczną enklawę. Irena jest znowu w ciąży, gdy kończy się wojna. Frau Eberl prosi Janka o odwiezienie do Niemiec, ten ją jednak ze strachu porzuca po drodze, Niemka przeklina więc nieurodzonego jeszcze Wiktora. Dziecko jest albinosem, co zmieni całe jego życie. Drugą rodziną, z którą losy Łabendowiczów się splatają, są Geldowie - Bronek, który uwierzył w cygańską przepowiednię, Helena, żyjąca w cieniu Poli Negri i ich córka Emilia, ofiara wypadku, z którego wyszła z poparzonym ciałem. Dość istotne są pojawiające się w tle zwierzęta - pies o imieniu Koń, koń o imieniu Pies i oswojona sowa Durna. Autor przeprowadza dwie rodziny, w których najpierw Bronek poznaje Irenę, a w efekcie Wiktor i Emilia biorą ślub, do momentu, kiedy syn tej pary - Sebastian - odkrywa sens swojego życia i tajemnicę przerażającej śmierci ojca, Wiktora.
Małecki doskonale umie w mroczny, klaustrofobiczny klimat kujawskiej wsi i małego miasteczka, z ludźmi nienawykłymi do rzeczy dziwnych i nietypowych. Każdy dom ma swoją tajemnicę - czasem to skrywana przemoc, czasem jakieś wydarzenie z przeszłości, czasem to granat. Jednocześnie wszyscy, nawet ci skrzywdzeni i w efekcie siejący przemoc, są przez autora bardzo łagodnie napisani, w dużej rozpiętości tonów (w przeciwieństwie do takiego np. Żulczyka, który umie w postaci doskonale, ale dla swoich bohaterów jest bezlitosnym krytykiem).
Inne tego autora.
#114
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 5, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tytułowy kapitan Holicz jest przedwojennym policjantem, który płynnie przeszedł do służby w socjalistycznej Polsce. Ma żonę, w której towarzystwie znajduje prawdziwy odpoczynek, ale jeśli praca wzywa, to nie waha się zostawić małżonki samej w np. w kinie czy czekającej ze stygnącą kolacją. Dużo pali, raczej nie pije. Uwielbia samotnie spacerować po mieście, gdzie z upodobaniem (i fotograficzną pamięcią) kolekcjonuje detale architektoniczne.
Skrzypce Stradivariusa
Niejaki Konieczny zgłasza kradzież skrzypiec, podobno z pracowni Stradivariusa, w których posiadanie wszedł dość nieetycznie[1]. Milicja zaczyna iść tropem - muzyk kupuje je w antykwariacie, ale ktoś podmienia mu futerał w zatłoczonym tramwaju. Holicz przypadkiem widzi plakat z informacją, że kwartet skrzypcowy jedzie do Berlina, organizuje więc przeszukanie w pociągu tuż przed granicą, bezskutecznie. Ostatecznie śledztwo wiedzie na prom, gdzie skrzypce lądują na dnie morza i nie wiadomo, czy rzeczywiście były zabytkowe.
Się czyta: fascynujący artykuł o międzynarodowym kongresie astronautów (Holicz).
Się pali: “Giewonty”, no chyba że się nie pali:
Po chwili wyprostował się, sięgnął po papierośnicę i otwartą podał Koniecznemu.
Gospodarz podziękował: — Nie palę. Szkoda zdrowia.
Kapitan stuknął papierosem o blat stołu.
— I nigdy pan nie palił?
— Nie, nigdy. Oszczędzam na kamienicę.
Się je: w jarskiej restauracji, łososia w luksusowej restauracji, popijając “czystą” (głowa potem nie boli).
[1]
— Ależ tak, nabyłem je podczas okupacji od pewnego niezwykle zamożnego muzyka. Był Żydem i wie pan, jak to w getcie... Musiał sprzedać.
(...) — Zwłaszcza że źródło kupna też było niezbyt legalne — w trącił znów Holicz.
Konieczny potwierdził:
— Tak to prawda. Skrzypce zabrało gestapo jakiemuś żydowskiemu muzykowi w getcie i sprzedało za bezcen. Teraz Modrak obiecał je spieniężyć. Oczywiście za granicą — dodał ciszej tonem wyjaśnienia. (...)
Pańskie brudne okupacyjne geszefty objęła, niestety, amnestia.
Dwaj panowie L.
W licznych oddziałach PKO mają miejsce napady, zrealizowane z wykorzystaniem modus operandi znanego przed wojną kasiarza, Lolka Metsuły, zwanego Hrabią. Wtedy nie udało się przestępcy skazać, bo zawsze miał doskonałe alibi, a po wojnie poszła plotka, że Hrabia nie żyje. Holicz oczywiście w to nie wierzy, wysyła pocztą kurierską listy przez Medykę do Lwowa, bezpośrednie do Pragi, Ankary i Casablanki, a przez prywatnych znajomych (bo milicja nie utrzymywała łączności z departamentem kryminalnym) do Północnej Afryki. Kapitan kontynuje też śledztwo lokalnie, krążąc po miejscach, gdzie przed wojną bywał Metsuła, chociaż zniszczenia w stolicy mu życia nie ułatwiają. Rozwiązanie zagadki łatwo wykoncypować z tytułu opowiadania.
Się czyta: sierżant Kropidło wgłębia się w “Przygody Sherlocka Holmesa”.
Się pali: np. “Wawele”, nawet jeśli szef prosi, żeby nie palić. A pali się, bo zawód oficera śledczego niemal zawsze wyrabia w człowieku nałóg palenia. — Nikotyna niszczy zdrowie, lecz ułatwia pracę i koi nerwy — mawiają funkcjonariusze milicji, dla których spokój i opanowanie często stanowi o sukcesie.
Się pobiera odciski palców: metodą na szklankę.
Się pije: czystą eksportową pod zakąski, wino pod słodycze, mocną herbatę gruzińską.
Się chodzi do lokali:
„Krokodyl" jest lokalem wysokiej kategorii. Kelnerzy chodzą tu we frakach i odznaczają się szczególną umiejętnością obliczania rachunków. Przy drzwiach stoi tęgi cerber w liberii, przyjmuje napiwki, woła taksówkarzy i odpędza w mrok staromiejskiego rynku gości zbyt mocno „podgazowanych". Na niektórych stolikach płoną świece. W karcie dań, u dołu, obok podpisu kalkulatora, widnieje uwaga: „za świeczkę dopłata 9,- zł“.
Tajemnica czerwonego ołówka
Najkrótsza historia, kilkanaście stron. W okolicach Łodzi pozornie nie związani ze sobą ludzie nagle zaczynają szastać pieniędzmi - kupują domy, piją nie na kredyt, naprawiają zepsute samochody, a “dzieciska dostały nowe kiecki”. Dopiero 5 lat później, dzięki współpracy kap. Holicza, udaje się szajkę złapać, zaczynając od woźnego, który był zatrudniony w obu okradzionych bankach. Jednym ze śladów było użycie stempla z rzadko stosowanym krojem czcionki — marachamitelem(?!) czternastopunktowym.
Pieniądz jest okrągły - w tej historii wyjaśnia się sens tytułu całego zbiorku: Na wystawach sklepów jubilerskich wabią oczy rozmaite naszyjniki: ze srebra i ze złota, z pereł i z bursztynu. Naszyjnik kapitana Holicza jest całkowicie inny. Niby najcenniejsze kamienie nizał kapitan wątki, fakty i fakciki, adresy, nazwiska i kryptonimy.
Skarb Państwa jest okradany przez wieloosobową, międzynarodową szajkę przestępczą, która wywozi z Polski walutę, a przywozi na sprzedaż np. zegarki marki „Schaffhausen“ czy „Delbana“ (“dodatkowe straty wynikłe z dezorganizacji rynku były całkowicie niewymierne“). W celu wykrycia całej siatki, milicja rozpoczyna trwającą ponad dwa lata szeroko zakrojoną akcję wywiadowczą, dokładając jednemu z przestępców tzw. “ogon”, chorążego, który będzie pilnował delikwenta przez kilkanaście miesięcy. Nawet kapitan
Holicz pracuje incognito, ”podczas swoich nocnych eskapad tańczył z niezliczoną ilością kobiet i przepijał do wielu mężczyzn, gdy tylko istniało źdźbło podejrzenia, że mogą mieć coś wspólnego z interesującą go sprawą”, ale nie czerpie z tego radości! Wreszcie we współpracy ze wschodnioniemiecką Volkspolizei wszyscy zostają aresztowani, bo każdy przestępca jest w którymś momencie nieostrożny, a aparat wie wszystko.
Folklor lokalny: kolejarz mieszka w Poznaniu przy Żupańskiego 13.
Się czyta: powieść Remarqua o doktorze Rawiku (cywilnie ubrany pracownik MO).
Się pali: “Wczasowe” (chorąży Dawski, dwie paczki dziennie).
Się pije: okocimskie piwo.
Gorzkie migdały
Joanna Hortek, najlepsza aktorka sceny, osoba zarówno atrakcyjna, jak i inteligentna, grała główną rolę w nowej sztuce. W dniu premiery niestety nie pojawiła się w teatrze, zaniepokojony inspicjent pojechał do wynajmowanego przez nią mieszkania (“kredą nakreślone literki K + M + B pozwalały przypuszczać, że właścicielka jest osobą wierzącą”), gdzie znalazł na podłodze zwłoki aktorki. Śledztwo skierowało się kierunku pewnego dziennikarza, który nie dość, że był sprawcą wczesnej ciąży aktorki, właśnie ją zostawił, to jeszcze jego rodzina miałą zakład galwanoplastyczny, w którym można się było zaopatrzyć w sporą ilość cyjankali. Finalnie to nie on okazuje się być mordercą, ale… Teraz, gdy śmierć artystki została definitywnie wyjaśniona, może to chyba przyznać... Jako przedstawiciel prawa nie mam do niego żadnych
pretensji. Jako człowiek potępiam go i uważam za moralnego sprawcę śmierci Joanny Hortek. Jest pan wolny (...).
Się pije: dobry francuski likier „Triple Sec Cointreau".
Się pali: oczywiście “Wawele”.
Za mundurem panny sznurem: ”Z wysepki na przystanku dziewczyna w białym kostiumie
przesłała mu zachęcający uśmiech. [Funkcjonariusz] Zlustrował ją trochę bezwstydnym spojrzeniem”.
Inne z tego cyklu.
#113
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 4, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mimo że akcja dzieje się w Londynie, czuć, że nie jest książka pisana przez rodowitego Brytyjczyka - owszem, zawiązek akcji jest dość egzotyczny jak na PRL, ale bohaterowie nie robią wrażenia rdzennych mieszkańców (zwłaszcza komisarz Scotland Yardu, Calder); autorem wydanej pod pseudonimem powieści jest Polak, Andrzej Grembowicz.
Jack Lemon, rzutki dziennikarz, natyka się w gazecie na dziwne ogłoszenie:
Przyszli spadkobiercy! Sytuacja nigdy nie jest beznadziejna!
Biuro usług spadkowych, Pimlico, Sutherland Street 37.
Przechodzi nad tym do porządku dziennego, bo nie jest nawet świadomy, że niedługo los jego przyjaciółki, uroczej[1] Pameli Jones, będzie ściśle spleciony z osobą, która owe ogłoszenie opłaciła. Państwo Beynam, para małżonków w kłopotach finansowych, pojawia się w biurze Rogera Holla w Pimlico, gdzie wykupują u niego za grubą kwotę 10 tysięcy funtów, możliwość szybkiego uzyskania spadku po ciotce. Holl obiecuje załatwienie sprawy w ciągu miesiąca, bez dowodów, świadków i podejrzeń. I rzeczywiście, ciotka Mary umiera niespodziewanie na serce na parkowej ławce. Po otwarciu testamentu okazuje się jednak, że ciotka, będąca w niezbyt dobrych stosunkach z siostrzenicą, zostawiła połowę majątku… Pameli Jones, córce jej przyjaciółki, która ją często odwiedzała, w przeciwieństwie do siostrzenicy. Małżeństwo Beynamów zaczyna Pameli grozić, w trakcie pogróżek wymyka im się kilka słów za dużo, co pozwala pannie Jones podzielić się wątpliwościami ze swoim przyjacielem dziennikarzem. Ponieważ nie ma żadnych dowodów na morderstwo, Lemon rozpoczyna śledztwo samodzielnie i odkrywa więcej takich nagłych a niewyjaśnionych zgonów, a kiedy panna Jones mimo młodego wieku ląduje w szpitalu z zawałem, wie, że jest na dobrym tropie.
Niestety, to bardzo podła książeczka, w której autor poszedł na łatwiznę, wprowadzając motyw ezoteryczny - zbrodniarz jestbfboą b anqanghenyalpu hzvrwęgabśpvnpu ovbraretvpmalpu, xbaxergavr hzvr młą raretvą htbqmvć j bfboę, xgóeą qbglxn. Cemrfgęcpl hśzvrepnwąprtb avrjvaar fgnehfmxv cemrpvjfgnjvn fvę ovbraretbgrencrhgn, xgóel wnx j yhfgemr bqovwn łnqharx fxhzhybjnartb młn v tbqmv avą j ngnxhwąprtb tb Ubyyn, cemrm pb gra tvavr an zvrwfph. Londyn jest mały, wszyscy się znają, a do wykrycia sprawcy przyczynia się fakt, że w każdym przypadku ktoś pamięta tajemniczego mężczyznę o nietypowej powierzchowności (brunet o jasnoniebieskich oczach i bladej cerze), który rozmawiał tuż przed śmiercią z nieszczęśliwymi spadkodawcami.
Się pali: tak, nałogowo.
[1] Jack Lemon, poza byciem dziennikarzem, jest też znawcą kobiecej urody. Z zachwytem obserwuje zgrabne ciało Pameli, która krząta się po jego mieszkaniu, przygotowując śniadanie (podczas gdy on leży w łóżku i wydaje odgłosy godowe, mające zachęcić Pamelę do aktywności erotycznej o poranku), ocenia nogi świadkini, wreszcie - w szpitalu przy łóżku silnie kontuzjowanej przyjaciółki - uprawia flircik z pielęgniarką (króciutki dialog, a w środku tyle maczyzmu i protekcjonalności).
- Wygląda pani zupełnie fantastycznie w tym fartuszku - powiedział. - Na miejscu pani męża nie wypuszczałbym pani w ogóle z domu. To dla niego straszne ryzyko.
- No, proszę - uśmiechnęła się pielęgniarka. - A nie wygląda pan na podrywacza.
Inne z tego cyklu.
#112
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 2, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Starsza pani Skrof zażyła środki usypiające, nie zauważyła chyba, że wykipiała jej owsianka, zgasł płomień pod gazem, a w efekcie w szczelnie zamkniętym mieszkaniu (obawa przed przeciągami!) zabrakło powietrza i zatruła się ze skutkiem śmiertelnym. Ona i jej wiekowy jamnik. I jakby nie dociekliwość komisarza Palmu i bezimiennego narratora, jego stażysty[1], którzy odkrywają, że jamnik bynajmniej się nie zatruł, tylko ktoś mu skręcił kark, sprawa byłaby zamknięta. A tak przez kilka dni policja odkrywa mnóstwo śladów, dwa testamenty, sporo ludzi życzących źle nieboszczce - w tym jej pasierbicy i siostrzeńca, a jeszcze więcej takich, którzy chcieli uszczknąć jej milionów. W efekcie śledztwa zostaje odkrytych kilka nielegalnych zachowań, jedna para się ze sobą łączy mimo przeciwności, a morderca popełnia samobójstwo.
Ostatnio zaczęłam dzielić książki na te, które się przyjemnie czyta (mimo tematyki), i na te, które nie. Waltari należy do pierwszej grupy - jego bohater, komisarz Palmu, jest sarkastyczny, świetnie punktuje wszelkie idiotyzmy, które widzi, nie waha się łyknąć sobie kielicha w czasie śledztwa, a drzemki w pracy traktuje jako niezbędną okazję do refleksji. Bardzo lubię też formę - każdy rozdział rozpoczyna się od streszczenia akcji w postaci zabawnych śródtytułów typu: W ograniczonym budżecie policji kryminalnej nie przewidziano środków na rozrywkowe przejażdżki dryndami na gumach. * Martwy pies jest gorszy od żywego lwa. * Kurt Kuurna mówi o jedwabnym nocniku, a młody Lankella nie przyznaje się do zdeptania kwiatów. * Dwa ululane pawiany i zaginione tenisówki. * Komisarz Palmu nie pojmuje swawoli Barona i zaprzecza, jakoby był mizoginem[2]. Opisy sztuki awangardowej, uprawianej przez Kurta Kuurnę (oczywiście za każdym razem musiałam to półgłosem przeczytać), są przezabawne[3], a czytając rekonstrukcję zbrodni, w której stażysta symuluje duszenie jamnika na pozorancie, uśmiechnęłam się pod wąsem.
Jako że czytałam książkę w e-booku, mam pytanie do szczęśliwych posiadaczy papierowego wydania z serii (1968) - czy był tam wtręcik w końcówce rozdziału 12:
Naczelny kat Rosji, Dzierżyński, który posłał na śmierć dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi, potrafił rozczulić się do łez, słysząc piękną muzykę. Miał do niej szczególną słabość.
[1] Stażysta jest specjalistą w swojej pracy, mimo braku doświadczenia.
Uważam też, że Palmu nie ma prawa traktować mnie jak idiotę, który wyłącznie koneksjom rodzinnym - drugi mąż mojej ciotki jest sekretarzem w Ministerstwie Sprawiedliwości - zawdzięcza wielki honor odbywania u niego stażu.
[2] Ależ oczywiście, że jest mizoginem. Wszyscy są, łącznie z panią Skrof. Podejmowanie pracy zawodowej przez kobiety to “dziewczęce mrzonki”, gdyż najlepiej wypełni życiową misję, jeśli pozostanie w domu i będzie pomagać macosze, która ostatnimi laty zaczęła trochę niedomagać. Nawet młody stażysta, chętnym oczkiem patrzący na wszystkie ładne panie, pojawiające się w śledztwie, jest zdania, że coś z nich będzie, jeśli je lepiej wychowa (czytaj: żeby nie były zbyt przedsiębiorcze, a bardziej posłuszne).
- No tak, takie są kobiety. Próżno się po nich spodziewać logiki posunięć. Ale piękne to było.
(...)
- Ale przecież sama powiedziała... - zacząłem i umilkłem.
- Kto by wierzył słowom kobiety? - zapytał drwiąco Palmu. - I jaśniejsze oczy potrafią zwieść i... i... hm. Ma się rozumieć, że nie jestem żadnym migo... mizy...
- Mizoginem - podpowiedziałem instynktownie.
Oczywiście jest też ageistą. Za zwyrodniałą uznaje tancerkę, która - mimo że jest posunięta w latach (sic!) - usiłuje przytrzymać przy sobie młodego studenta.
- Niechże mi pan powie, panie komisarzu, tak tylko dla zabawy, ile dałby mi pan lat?
Palmu nieco się zmieszał, lecz nawet na chwilę nie odwrócił spojrzenia.
- Jeżeli łaknie pani komplementów, panno Salmia, to bardzo panią rozczaruję - odrzekł nieuprzejmie. - Pozuje pani na dziewiętnastolatkę, ale byłbym gotów się założyć, że skończyła już pani dwadzieścia pięć.
Ożywienie Iiri Salmii prysło bez śladu, gorycz przeszła w zmęczone przygnębienie.
Zupełnie cichym głosem tancerka odpowiedziała:
- Jest pan bardzo uprzejmy, panie komisarzu. W rzeczywistości mam trzydzieści trzy lata. Nie, proszę nic nie mówić... kosmetyka twarzy, ćwiczenia fizyczne... każdy rok był dla mnie istnym piekłem.
[3] Z kolei wiszący na ścianie obraz w pięknej oprawie był zapewne poligonem nowych technik. Wyglądało to tak, jak gdyby malarz najpierw stłukł na płótnie kałamarz, a następnie na tak sprokurowaną plamę nałożył dwa sadzone jajka, przeciętą marchew i pudełko zapałek z podobizną hotelu Kamppi na etykiecie. Pod spodem starannie przyklejono wycięty z jakiejś fotografii obraz parlamentu.
Inne z tego cyklu, inne tego autora:
#110
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 26, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Autorem jest Tadeusz Kwiatkowskim, człowiek wielu pseudonimów - wydanie poza serią “Klubu Srebrnego Klucza” na okładce miało już nazwisko Noëla Randona.
Całkiem niedawno czytałam kryminał z dokładnie tą samą zaskoczką fabularną - cemrfgęcpn bq yng wrfg j cbyvpwv glyxb cb gb, żrol mrzśpvć fvę an xvzś m cemrfmłbśpv, konretnie "Umrzesz o północy" Moreny.
W Nicei ktoś morduje serią z karabinu maszynowego dwóch na pierwszy rzut oka nie powiązanych ze sobą ludzi (właściciela warzywniaka i impresario artystów), jednocześnie na rynku pojawiają się dolary z serii skradzionej w napadzie w USA kilka lat wcześniej. Inspektor Merlin za pomocą sprytnie znalezionych poszlak trafia do nocnego klubu Cacadou, gdzie próbuje undercover z dwiema policyjnymi maszynistkami rozeznać się w półświatku, ale nic nie zyskuje, a jedynie jest świadkiem morderstwa kolejnego mężczyzny, Amerykanina. Dokooptowuje więc do śledztwa młodego Carpeau, specjalistę od machlojek walutowych i razem wpadają na trop amerykańskiego gangu, którego szef, niejaki Laleczka, uciekł po wpadce do Francji. Carpeau bez wiedzy przełożonego angażuje pannę Rouy, która - wzorem podpatrzonej w kabarecie damy - farbuje sobie włosy na fiołkowo-siwy kolor i proponuje jej wejście do pokoju hotelowego, prawdopodobnie zajmowanego przez Laleczkę, przebranego za kobietę, żeby przestępcę ujawnić. Jako że w hotelu mieszka też amerykański milioner, panna Rouy zgadza się nader chętnie[1] i następuje dramatyczny finał z kolejnym trupem.
To, co jest absolutnie złe, to szowinizm panujący we francuskich służbach w okolicy lat 1950-1960. Inspektor Merlin wybiera najbrzydszą maszynistkę[2] i ją adoruje, podsycając w pozostałych zainteresowanie swoją osobą[3] za pomocą powłóczystych spojrzeń i czekoladek, zabiera też znienacka panie na akcję w nocnym klubie pod pretekstem świętowania urodzin. Niestety, równie kiepskiego zdania o paniach jest autor, który każe się ofiarnej agentce zakochać od pierwszego wejrzenia w podstarzałym Amerykaninie, mimo że ani ona nie mówi po angielsku, ani on po francusku. Komentuje to oczywiście jeden z przestępców:
(...) czekał pan niewinnie na telefon biednej Ninon [Rouy], żeby upewnić się co do przebiegu zdarzeń.
— Tak. Wyjątkowa kretynka.
— Ale odważna.
— Każda jest odważna, kiedy ma na widoku spodnie. Najpierw chciała zaimponować panu, potem wpadł jej w oko Thomson.
— I ona jemu. Pobierają się.
— Szczęść Boże — powiedział z obrzydzeniem Micky.
Się nie ma: urlopu ojcowskiego[4].
Się pije: dżin w bistro (Marly), pernod w barze (Merlin), sok pomarańczowy (Pierri, denat), mazagran (panna Rouy).
Się pali: pall malle, gauloisy, chesterfieldy.
Się nie szanuje Amerykanów (i bagatelizuje przemoc):
Nagle ostry nieartykułowany krzyk kobiecy przedarł się przez narastającą coraz mocniej wrzawę. (...)
— Mówiłam ci, że to spelunka — rzekła panna Camlis do panny Rouy. — Uciekają przez taras, na pewno nie popłacili rachunków.
— Ale co się właściwie stało? — nie mogła zrozumieć panna Rouy.
— Amerykanie gwałcą dziewczęta. Dobrze im tak idiotkom.
— Jak to, na parkiecie? — dziwiła się panna Rouy.
— Nie bądź naiwna. To przecież zwierzęta.
(...)
Panna Camlis siedziała z odrzuconą do tyłu głową, a za jej krzesłem pochylał się Cabs i na ustach towarzyszki inspektora Merlin wyciskał ognisty pocałunek. (...)
— Naprawdę... pan sobie za wiele pozwala — rzekła stłumionym głosem panna Camlis, wydobywając się z objęć Cabsa.
Amerykanin ukazał w cichym uśmiechu zęby i według zwyczaju przytknął palec do skroni.
— Kiedy zbliżył się do mnie po ciemku, pewna byłam, że chce mnie zamordować. Dlatego tylko krzyknęłam — tłumaczyła się panna Camlis. — Bardzo przepraszam…
Inspektor Merlin chcąc nie chcąc postanowił incydent zbagatelizować. W tym celu z godną podziwu naturalnością zaprosił pannę Camlis do baru.
[1]
— Jestem gotowa na wszystko.
— Czy pani się wyrzeknie dla dobra sprawy trochę własnej godności?
— Nie wiem, co pan przez to chce powiedzieć?
— Da się pani sprowokować, pozwoli się pani im przysiąść do stolika i nie będzie pani miała nic przeciwko zaproszeniu jej do "Tarasconu" na doskonałą kawę. Oczywiście ja będę czuwał i ręczę, że pani włos z głowy nie spadnie.
— Z mężczyznami dam sobie radę, jeśli zażądają świadczeń li tylko kobiecych.
(...)
Uśmiechnęła się do słuchawki. Carpeau nie przypuszczał, że jej kontakt z milionerem może przynieść zupełnie odmienne decyzje. Nie wypadało jednak chwalić się tym przed mężczyzną. Przyjęła więc propozycję Carpeau bez komentarza. Zdziwi się dopiero, gdy oświadczy mu, iż wychodzi za mąż za Thomsona.
[2] Pannie Rouy okazywał szczególne względy, to całując jej dłoń, to zakrywając oczy, gdy udało mu się zaskoczyć ją znienacka nad maszyną, to dmuchnąwszy w jej jasne włosy. Była na pewno najbrzydsza spośród wszystkich, i w dodatku najstarsza [czyli pewnie po 30], lecz inspektor hołdował żelaznej zasadzie: "Skoro znajdziesz się w jaskini lwów, wybierz na przyjaciela najgroźniejszego". A panna Rouy miała przykry charakter połączony z nadczynnością tarczycy, które to elementy w symbiozie czynią z człowieka wieczny huragan, zmiatający wszystko, co na drodze.
[3] Inspektor był rzeczywiście przystojnym mężczyzną w wieku, który skłania dwudziestokilkuletnie kobiety do westchnień i umotywowanych nadziei. Pasemka siwych włosów na skroniach dodawały mu uroku, tak jak dobremu dżinowi dodaje prawdziwego smaku kilka kropel vermouthu. Maszynistki uwielbiały inspektora i niejedna skrycie marzyła o zajęciu niepośledniego miejsca w jego sercu.
[4]
— Coś masz skwaszoną minę, Jakubku?
Oficer połączył się z garażami i wydał polecenie.
— Żona rodzi, a ja tu siedzę na dyżurce.
— Idź do starego i powiedz mu, że wykonałeś wyższe zadanie z punktu widzenia polityki populacyjnej i żądasz nagrody za udany w pełni efekt.
Oficer machnął ręką.
— Stary nie cierpi bachorów. Gotów mi wrzepić jeszcze coś w nocy. Za karę.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#109
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 22, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Iris Duluth, znana aktorka, leci na trzy miesiące do Tokio na występy dla amerykańskiej armii okupacyjnej, Peter - który służy w Marynarce - udaje się do San Diego. Wtem budzi się w zupełnie nieznanym miejscu, wśród nieznanych mu ludzi, którzy twierdzą, że nazywa się Gordon Renton Friend Trzeci, a trzy piękne panie są odpowiednio jego matką, siostrą i żoną. Okazuje się, że uległ wypadkowi i poza złamaniem ręki i nogi cierpi na amnezję, nie pamięta więc śmierci ojca, po którym dziedziczy cały majątek. Niestety, nie rozpoznaje żadnej z osób ani domu, a opowiedziana mu historia o tym, jakoby był alkoholikiem i że wszyscy mają nadzieję, że wypadek go z tego uleczy, niespecjalnie mu się klei. Czytelnik oczywiście wie, że w łóżku leży Peter Duluth, wątpliwości bohatera są więc dość oczywiste, zwłaszcza że reaguje na imię Peter (tak podobno nazywa się Gordy’ego) oraz na stojące w wazonie irysy. Udaje mu się dość nieporadnie uzyskać przyznanie się rodziny Friendów do oszustwa - wcale nie jego Gordym, tylko nieznaną ofiarą wypadku bez dokumentów, ale jest niezbędny w roli zaginionego członka rodziny do czasu uprawomocnienia testamentu Frienda seniora, inaczej cały majątek przejdzie na dobro purytańskiej Ligi Czystości “Aurora”. Zanim do tego dojdzie, Peterowi udaje się przespać ze swoją “żoną”, a po uzyskaniu informacji, że nie należy do rodziny Friendów, nader chętnie wtula się biust swojej siostry (a jakby nadarzyła się okazja, to i mamy Friend by nie wyrzucił z łóżka). Już po odbyciu spotkania z Ligą i podpisania wymaganego przez testament świadectwa trzeźwości, do Dulutha dociera, że to tylko część prawdy - śmierć Frienda Drugiego wcale nie była naturalna i jest on wystawiony do roli kozła ofiarnego, odpowiedzialnego za śmierć patriarchy rodu. Musi tylko się domyślić, kto stoi za całą intrygą - śliczna jak obrazek żona, niewinna siostra czy ciepła i troskliwa matka.
Jakie to naiwne i pretensjonalne! Absolutnie niewiarygodna jest trwała utrata pamięci (która cudownie ustępuje, kiedy bohater - już po zakończeniu całej intrygi przegląda gazetę i widzi swoje zdjęcie) u przypadkowej osoby, przywiezionej do Friendów przez znajomego lekarza. Friendowie w ogóle zabierają się do wielkiego oszustwa tak nieporadnie, że tylko na karb otumanienia środkami farmakologicznymi można zwalić to, że Duluth im choć przez chwilę wierzy (babcia z demencją pojawiająca się w środku nocy, zdjęcie syna usunięte z rodzinnej galerii, zwolnienie całej służby). Dodatkowo, znak czasów, bohater skupia się na fizyczności pań - podziwia ich zmysłowość, miękkość ust, atłasowość piersi, zwłaszcza kiedy się do niego chętnie przytulają i go całują. Oczywiście, w finale, jest to coś, co raczej zatai przed ukochaną Iris.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#108
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 19, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Adalbert Hanzon ma 73 lata i jest emerytem z nadwagą i wiecznie bolącymi plecami. Po trosze dlatego, że ma za sobą wyrok za morderstwo, po trosze dlatego, że jest mizantropem, raczej unika ludzi. Spotyka się tylko z sąsiadem, jeszcze bardziej nieprzyjemnym i upierdliwym niż on sam, ale z kimś trzeba pić whisky i grać czasem w szachy oraz z przyszywaną kuzynką, która usiłuje zadbać o jego zdrowie i życie towarzyskie. Dni Adalberta mijają bez większej ekscytacji do momentu, kiedy w aptece przypadkiem wpada na kobietę, która wygląda jak jego ukochana sprzed 45 lat, Andrea. Ponieważ go z emocji zatyka, nie wchodzi w interakcję i kobieta wychodzi; poniewczasie rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję poszukiwania jej, uruchamiając sąsiada, kuzynkę, a finalnie prywatnego detektywa. W drugim wątku Adalbert ujawnia chronologicznie swoją historię - tragiczne dzieciństwo, poznanie Andrei, związek z nią i finalnie ciąg wydarzeń, który doprowadził go do więzienia.
To nie jest najlepsza książka autora, mało w niej akcji, a główną zaskoczkę fabularną zdradza sam tytuł. Jednocześnie to ciekawe spojrzenie na starość z punktu widzenia osoby, która w zasadzie straciła swoje życie w wyniku splotu okoliczności, wegetując bez nadziei na odmianę.
Akcenty polskie: u jednej z osób sprząta Polka.
Inne tego autora.
#106
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 16, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak tytuł wskazuje, jest to opracowanie o pomyśle na i realizacji serialu o inteligentnej twarzy polskiej milicji na przełomie lat 70. i 80. jako kontrapunktu dla obrazu tępego zomowca (co to jeden pisze, drugi czyta, a trzeci pilnuje inteligentów) czy obiegowego nazywania funkcjonariuszy "bijącym sercem partii". Korzystając z nakreślonego przez serię Ewa wzywa 07 obrazu milicjanta jako osoby wrażliwej, skomplikowanej psychologicznie, zdolnej do logicznego rozumowania i wyciągania wniosków, oczywiście w opozycji do prymitywizmu przestępców, nawet tych "błyskotliwych", reżyser dostał pozwolenie na pokazanie na ekranie milicji "od zaplecza" (czasem bardzo pochlebnie i nieco na wyrost, zwłaszcza w kwestiach technicznych i sprzętowych). Był budżet na pokazanie odrobiny niedostępnego luksusu - lokali kategorii "S", w tym ze stripteasem, trochę atrakcyjnych aktorek topless (choć nie wszystkie były na to chętne, zwłaszcza jeśli nie wymagała tego rola), niezłe jak na tamte czasy samochody czy piękne plenery - Bałtyk czy Mazury. Wreszcie do scenariuszy odcinków wybrano bardziej znane powieści kryminalne, nie tylko ze wspomnianej serii. Każdy odcinek opisany jest fabularnie, z cytatami błyskotliwych dialogów. Trochę anegdot, trochę wspomnień aktorów i osób z planu, sympatyczna rzecz dla fanów serialu.
Dodatkowo w tomiku znajduje się krótkie opowiadanie o śledztwie, jakie prowadził w Londynie porucznik Borewicz (również incognito, nawiązując do pierwszego odcinka), zanim wrócił do służby w Polsce. Rzecz się dzieje w polskim przedstawicielstwie handlowym, gdzie ginie - teoretycznie śmiercią samobójczą - młoda dziewczyna, która prawdopodobnie zauważyła ślad nielegalnej aktywności. Borewicz udaje kierowcę dyrektora placówki i wykrywa przemyt w wysyłanych za granicę polskich samochodach.
#105
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 15, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pan Gomez, pośrednik południowoamerykańskiego milionera, przybywa do Stuttgartu do masterminda zbrodni[1], pana Grubera, żeby zamówić kradzież trzeciego obrazu z tryptyku Ribery (tytułowy “trzeci król”. Kradzież, bo obrazu nie da się kupić za żadne pieniądze, ponieważ znajduje się za żelazną kurtyną, w polskim muzeum. Przedstawiciel pana Grubera dostaje idealnie podrobioną kopię, żeby ją podmienić bez wzbudzania podejrzeń. Na szczęście Interpol czuwa i sprawnie wyciąga wnioski, więc jest w stanie skomunikować się z polskimi władzami. Do Borów, gdzie w dawnej rezydencji magnackiej znajduje się muzeum państwowe, Komenda Główna w osobie kapitana Półtoraka, zwanego z nieznanych bliżej przyczyn “Telewizorem” (bez wpływu na akcję) deleguje dwójkę funkcjonariuszy undercover[2] - kapitana Wieczorka i porucznik Rogalską, udających małżeństwo - poetę i jego muzę. Wprawdzie kustosz w Borach ma wiedzieć o ich prawdziwej roli, ale już bez wiedzy zarządzającego muzeum mają zabezpieczyć oryginalny obraz, podmieniając go - tak - na idealnie zrobioną kopię. Na miejscu wszystko idzie świetnie, nikt nie przeczuwa niczego, przy kolacji opowiadane są historie o śmierci i zwiastujących ją dźwiękach dzwoneczków z obrazu Ribery, po czym - niedługo po podmianie przez milicję obrazu - ktoś zabija kustosza strzałem z kuszy, a tajemnicza osoba wynosi pakunek za bramę. Jako że do pałacu nikt nie wszedł, morderca i złodziej jest wśród obecnych. Zaimprowizowane przez kapitana Wieczorka śledztwo ujawnia kolejne kopie obrazu - w sumie z oryginałem zmienia miejsce pobytu pięć obrazów, a do przyjazdu milicji o poranku sprawa jest wyjaśniona.
Się je: bułeczki, dżem, masło (w samolocie).
Się pije: kawę i koniak (również w samolocie), czerwone wino (w gabinecie kapitana MO).
Się przesiada: z Brazylii do Stuttgartu w Paryżu, wystarczy 15 minut, bo tranzytem.
Się usprawiedliwia: kradzież obrazów jest moralnie neutralna, bo… “Czy prawie
wszystkie wielkie kolekcje na kuli ziemskiej nie powstały częściowo z rozboju? Czy Anglicy mają jakiekolwiek prawo do swoich greckich zbiorów w British Museum? A Francuzi — czy
kupili chociaz polowe tego, co zdobi ściany Luwru? Nie, moi drodzy panowie!”.
Się nosi: pyjamę!
Się pali: wawele.
[1] Ponownie, zbrodni, ale etycznej:
Nigdy nie przelewać krwi ludzkiej i nie splamić się zbrodnia, gdyż jak wiadomo kodeksy karne całego świata mają zupełnie inny stosunek do przestępstw popełnianych przez osoby
bezbronne, nie dokonujące gwałtu, a działające wyłącznie przy pomocy intelektu. Poza tym uważamy zabójstwo za rzecz absolutnie niedopuszczalną. Nie wolno jest jednemu człowiekowi odbierać życia innemu człowiekowi. Jest to niezgodne z etyką chrześcijańską. Wyjątek
stanowią oczywiście zdrajcy. Ale nie będziemy ich wspominali w naszym gronie. (…) I właśnie dlatego chciałbym zapytać: czemu, jeśli nikt, kto nie posiada obu tych obrazów równocześnie, nie mógłby stwierdzić fałszerstwa, nie pośle pan naszej kopii temu kolekcjonerowi z Ameryki Południowej, który — jak wszyscy prywatni kolekcjonerzy — nie ma zapewne wielkiego pojęcia o sztuce i nigdy nie miałby nawet cienia wątpliwości, że to, co otrzymał, jest autentycznym Trzecim Królem? Zamiast wykonać to zadanie, wystarczyłoby po prostu dać do zrozumienia, że zostało ono wykonane. Ryzyko zmniejszyłoby się wówczas oczywiście do zera, a zysk byłby ten sam, prawda?
— Jak to, doktorze?! — Pan Gruber potrząsnął głową z wyraźnym niezadowoleniem. — Odpowiedz na pytanie pana jest bardzo prosta: To byłoby nieuczciwe. (…) Zapamiętajcie sobie panowie jedno: nikt nie musi być tak uczciwy jak człowiek żyjący poza prawem. Ale dość już o tym. Powróćmy do naszego zadania.
[2] Dacie im dwie złote obrączki… na miarę.. Co?… A czy nie ma czegoś na przechowaniu… Co?… A cóż to za różnica? Niech będzie z topielicy… Co?… Nieznany samobójca przejechany przez pociąg?… A obrączka cala?… No, to i dobrze! Tak… za rewersem… Sami zwrócą…
Inne tego autora, inne z tej serii.
#104
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 13, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 2 komentarze
- Skomentuj
”Czeski Raj – region turystyczny w północnych Czechach, położony na północny wschód od Pragi. Region ten słynie z niezwykłych formacji przyrodniczych oraz pamiątek historycznych”. Dla grupy mężczyzn - w różnym wieku, z różnym doświadczeniem i statusem życiowym, różnymi zawodami - rajem jest stara sauna, w której spotykają się w mniejszym lub większym gronie, żeby się wypocić, ale też porozmawiać o rzeczach, o których mogą mówić tylko tu. Może dlatego, że w saunie nie mają imion, jest “ten, który jest na emeryturze”, “ten, który jest strażakiem”, “ten, który jest najmłodszy”, “ten, któremu umarła żona”; może dlatego, że są tylko mężczyźni, a zza ściany, z sauny dla kobiety, dobiera tylko daleki śmiech. Panowie rozmawiają o wypadkach, traumach, obawach i o kobietach; dialogi są czasem urywane, czasem powtarzają się pewne motywy, z czasem buduje się z nich pewna historia. Wspólnym mianownikiem jest to, że jak mężczyzna chce być zdrowy, to powinien wypijać trzy pilznery dziennie, zwłaszcza po wizycie w saunie.
Książka podzielona jest na epizody, które dzieją się co mniej więcej kwartał, odzwierciedla to zmiany w życiu bohaterów. Całość jest bardzo teatralna, z jednym miejscem styku dla wszystkich, świat zewnętrzny dociera tylko w opowieściach i w osobie łaziebnej, której wejście stanowi kodę każdego epizodu. Gdzieś tam pobrzmiewa plotka o zburzeniu starej sauny, wszak powstają nowe kompleksy wypoczynkowe, nikt - poza korzystającymi - nie potrzebuje socjalistycznego reliktu. Finał jest nieco mistyczny, ale też dość oczywisty, jak to we wszystkich książkach o końcu świata.
Inne tego autora.
#102
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 10, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj