Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panowie

Ewa wzywa 07 112-114

Jan Jerzy Koprowski - Śmierć w samolocie #112

Spis osób:

  • Mario - cyniczny Włoch, podejrzewany o przynależność do “wywiadu NATO”
  • Krystyna Nowicka - efektowna szatynka po 30, ale pełna dziewczęcego uroku
  • Hans Deuter - młody blondyn, absztyfikant Krystyny, z RFN-u
  • Stefania Zawadzka - sąsiadka Krystyny na wakacjach, prowadzi regularny tryb życia
  • Jadwiga Brzeska - pilotka biura podróży[1], dawna przyjaciółka Krystyny
  • kapitan Stefan Zawadka - lubi lody bakaliowe i kolekcjonuje zapalniczki
  • doktor Otwinowski - specjalista od chorób zakaźnych, z praktyką w Afryce
  • Jurek - dawny chłopak Jadwigi, podebrany i porzucony przez Krystynę
  • Ewa Stawska - stewardesa podczas pechowego lotu
  • inżynier Kicki - starszy, tęgi, świetnie utrzymany mężczyzna, zna niemiecki
  • dyrektor Jan Widomski - zwierzchnik Krystyny, starszy, niewysoki, dobrze utrzymany pan
  • Zbyszek Strążewski - nieszczęśliwie zakochana ofiara “szczęśliwej śmierci”
  • Nowicka - matka Krystyny, ma ślady dawnej dużej urody
  • Stanisław Nowicki - ojciec Krystyny, emerytowany urzędnik MF
  • doktor Wiśniewski - Zakład Medycyny Sądowej Łódzkiej AM, miły gawędziarz

Piękna Polka[2], Krystyna Nowicka, na wczasach w Bułgarii jest werbowana przez imperialistycznych szpiegów. Niestety ze współpracy nic nie wychodzi, bo dziewczyna traci przytomność w samolocie powrotnym i niewiele później umiera. Lekarz stwierdza egzotyczną truciznę afrykańską, pochodzącą z kwiatu o nazwie “szczęśliwa śmierć”. Kapitan Zawadka podejrzewa pilotkę z biura podróży, której Krystyna odbiła swego czasu chłopaka, ale potwierdzające się w wywiadach informacje o bliskich kontaktach z Hansem z RFN sugerują, że może to przyczyna nagłego zgonu. Jednak im więcej dowiaduje się szczegółów życia zamordowanej, tym więcej potencjalnych wrogów znajduje. Kapitan stosuje metodę panny Marple i szuka podobnych sytuacji z przeszłości, dzięki czemu wykrywa zbrodniarza, ten jednak unika sprawiedliwości.

Się pali: ale nie podczas upałów.
Się zaniedbuje: żonę, bo się męczy w pracy (i się odczuwa irytację, jak żona to wypomni).
Się pije: koniak, napar z mięty.
Bawiąc-uczyć: działanie fikcyjnej trującej rośliny afrykańskiej.

[1]

Nie posiadała tej urody, która przyciąga natychmiast, wzrok mężczyzn. Inteligentny jednak wyraz twarzy, lekko garbaty nos, duże, ciemne oczy, które w połączeniu z ładnie wykrojonymi ustami dodawały jej wdzięku, zwłaszcza gdy ukazywała w uśmiechu piękne, zdrowe zęby, sprawiały, że wzbudzała zaufanie jako miła i sympatyczna osoba. Ubrana była sportowo w modną dżinsową spódnicę i w niebieską, w dobrym gatunku bluzkę z ładnym haftem. “Przyjemny wygląd ułatwia jej nawiązywanie kontaktów, a tym samym wykonywanie zawodu" - myślał kapitan, wprowadzając pilotkę do swego pokoju w gmachu komendy.

[2] Panie ogólnie autor dzieli na atrakcyjne albo sympatyczne, panowie w większości są “dobrze utrzymani”.

Inne tego autora.

Jerzy Romuald Milicz - Wizyta u zmarłej #113

Spis osób:

  • Julia Rutecka (28) - zwana “Wesołą Julką”, dzierżawczyni budki z galanterią damską na Bazarze Różyckiego
  • Ewa Rutecka (5) - córka Julii
  • Wacław Rutecki (42) - były mąż ofiary, mężczyzna w sile wieku, ale postarzały przedwcześnie, z niezmiernie ruchliwą twarzą
  • Bożena Jelska - fryzjerka damska, podobno przyjaciółka Ruteckiej
  • Paulina Sitarzowa - sąsiadka Ruteckiej, podobno widziała zabójcę, energiczna nad podziw emerytka
  • major Bernard Otocki - zastępca naczelnika Wydziału Służby Kryminalnej, nudziarz
  • pułkownik Kazimierz Czapelski - zastępca komendanta Komendy Stołecznej MO, opanowany i układny
  • pułkownik Hubert Burski - ruchliwy i pełen wigoru, o niewyparzonym języku
  • porucznik Bogusław Gawlicz - WSK, młody oficer z werwą
  • Erazm Kuchowicz - sąsiad Ruteckiej, mechanik samochodowy, po wyroku za rozbój
  • Stefan Arbas (34) - kochanek Ruteckiej, taki bardziej lekkoduch, od każdego wycygani forsę
  • Hryńczakowa - sąsiadka Ruteckiej, poduszka z tapczanu i otwarte okno zastępują jej telewizję
  • Prosnak - dostawca towaru dla Ruteckiej, łysy jak kolano
  • Zofia Buzan - krewna denatki
  • Zdzichu Flach (23) - poprzedni kochanek Ruteckiej, wesoły i ładnie gra na akordeonie, młody byczek
  • Tomek Jesion (22) - ładny chłopak, sympatyczny, grzeczny, nie powiem
  • Anna Mirkowska - przyrodnia siostra Ruteckiego, przełożona pielęgniarek
  • Martą Ankiewicz - dziewczyna Jesiona
  • Karina Zadzik - córka zamożnego ogrodnika, aktualna flama Zdzicha Flacha
  • Maksio Mikuta (32) - również kochanek Ruteckiej, wszystko się w nim kobietom podobało
  • Bronisława Kowalska - podobno zleciła wykonawcom morderstwo Ruteckiej, mityczna postać z Gdyni

W wigilię zostaje brutalnie zamordowana kobieta i dziecko, zwłoki zostają znalezione kilkanaście dni później po interwencji przyjaciółki, która oczekiwała na zwrot długu. Milicja po wielu przymiarkach (i niejakich niesnaskach wewnętrznych) wyznacza do prowadzenia śledztwa pułkownika Burskiego, który właśnie wrócił z urlopu zdrowotnego (w wypadku zginęła jego nastoletnia córka, Ewa; oczywiście z winy eks-żony Burskiego, która wysłała córkę do szkoły w Anglii). Poza kilkoma scenami (Burski płacze w ramię kolegi lub wzdryga się, kiedy poznaje imię zamordowanej dziewczynki) nie ma to znaczenia dla śledztwa (a ponieważ to PRL, a nie Coben, tytuł nie oznacza, że ktoś sfingował śmierć córki milicjanta). Wracając do zamordowanych - pani Julia po rozstaniu z mężem prowadziła się dość lekko, milicja robi więc przegląd jej kochanków, przy okazji odkrywając niezwiązaną z morderstwem lichwę, przestępstwa gospodarcze (kradzież materiałów budowlanych), malwersację państwowych pieniędzy oraz lewe kursy ciężarówką. Gdy wreszcie trafia na osobę, która odwiedziła denatkę w wigilijny poranek, słyszy karkołomną historię, że było to morderstwo na zlecenie (co jakby zaprzecza faktowi, że pani Rutecka była w ciąży z mordercą).

Się pije: wino “Złoty bukiet”, ormiański koniak.
Się pali: dobre, bo amerykańskie.
Się je: sajrę z puszki.
Opcje lokalowe: mieszkania są jedno- lub dwupokojowe, naturalnie bez łazienek.

Barbara Gordon - Dolina nocy #114

Spis osób:

  • Stanisław Groń - komendant posterunku w Topolewie
  • Antek Groń - brat, były “leśny”, poszedł precz od żony, dziecka i gospodarki
  • Ewa - bratanica i wychowanka Stanisława, nauczycielka z zasadami
  • Marta Groń - żona komendanta, szykuje herbatę i kanapki dla męża
  • Rysiek Kabat, ps. "Marzyciel" - indywidualny złodziejaszek z sumieniem
  • Andrzej Kotkowski - magister literat-socjolog, dawniej AK, ale nawrócony[1]
  • Banaszczakowie - lokalni potentaci w kradzieżach węgla
  • Jacoń - dozorca, lubi popić, a potem śpi i nie widzi, że kradną
  • “Lewy” - ma melinę i raka płuc
  • Wiktor Bielski - zastępca, nazywany “towarzyszem profesorem”, bo skończył prawo, modelowy mężczyzna[2]
  • Kędziora - milicjant, stary współpracownik Gronia
  • Bogdan Groń - syn Stanisława, według ojca baba, a nie chłopak, mazgaj
  • Zofia Firlejowa - dobrze po sześćdziesiątce, ale trzyma się dziarsko, emerytowana nauczycielka
  • Iwona Wrońska - była żona Bielskiego, kłopotliwa ślicznotka[3]
  • Waldek, ps. "Mały" - od Banaszczaków
  • Mietek, ps. "Prawas" - syn „Lewego", dorabia sobie gładko w melinie ojca wypróżnianiem kieszeni pijanych
  • Tadek, ps. "Badyl" - wysoki i chudy
  • Krzysiek, ps. "Kolumb" - zamożni rodzice po rozwodzie, ale pieniądze nie zastąpią opieki
  • Marek, ps. "Czarny" albo "Cygan" - śniady, włosy ciemne i skręcone jak karakułowe futro
  • Wacek, ps. "Wolny" - jąkała, który koniecznie chciał zostać artystą kowalem, taki grzeczny chłopiec
  • Janusz, ps. "Kamień" - wielkie, rosłe chłopisko z długą, jasną czupryną opadającą mu ciągle na oczy
  • Kajtek, ps. "Kufel" - syn tak zwanej „starej" Kuflińskiej, co ma budkę z lodami
  • Zdzisiek, ps. "Akrobata" - średni od Pawlusów, zwinny był jak piskorz, zręczny jak wiewiórka, chciał iść do cyrku
  • Jacek Karaś, ps. "Pechowiec" - nawet matka na niego doniosła do glin

Tytułowa “dolina nocy” to okres z najmniejszym zużyciem prądu, kiedy wszyscy śpią. Nie śpi tylko komendant Staszek Groń, bo czeka na spotkanie z przywódcą lokalnej bandy złodziejaszków, rozczarowanych życiem w PRL-u. Myśli też o niezakończonej sprawę z przeszłości - jego brat, Antek, był w ugrupowaniu usiłującym przeforsować (celnymi strzałami w zdrajców[4]) własny pomysł na niesocjalistyczną Polskę. Milicjant uratował wtedy brata przed śmiercią lub więzieniem, zaopiekował się bratanicą, ale zadra tkwi do dziś, tym bardziej, że dramatycznie zniszczony życiem brat się pojawił po latach, prowokując druzgoczącą krytykę ustroju[5]. Groń po rozmowie najpierw z bratem, potem z jego córką, zaczyna powątpiewać w chęć zresocjalizowania się “Marzyciela”. Dużo smutnych słów o rozczarowaniu ustrojem i brak happy endu.

[1] Młody chłopak z AK, który za jego namową ujawnia się dobrowolnie, który namiętnie i szczerze w białej koszuli z czerwonym krawatem powiewa szturmówką i śpiewa Międzynarodówkę w pierwszomajowym pochodzie, który pisze, płomienne wiersze i demaskatorskie artykuły najpierw w prasie młodzieżowej, potem partyjnej i literackiej, kończy socjologię, który potem… (....) Wzbierała w nim gorycz i nienawiść. Nienawiść do wszystkich i wszystkiego. I za wszystko, co mu się przydarzyło w życiu, a także za to, czego nie osiągnął. Mówił: poświęciłem najpiękniejsze młode lata budowaniu tego, cośmy wtedy nazywali nowym życiem w naszym kraju. Potem okazało się, że mnie okłamywano, a ja z kolei okłamywałem innych. A teraz nowe życie wyrzekło się mnie…

[2]

Był przystojny i mógł się podobać. Kędzierzawy szatyn z szarymi, uważnymi oczyma, szerokie ciemne, zrośnięte nad nosem brwi, pociągła, opalona twarz. Wysoki, barczysty.
- Niebrzydkich chłopaków milicja teraz zatrudnia, i jeszcze pewnie z wyższym wykształceniem, co? - kpiła dalej. - A karate też się zna?
- Zna się - odpowiedział, uśmiechając się lekko.

[3] ”Mały nosek, ślicznie wykrojone usta, zielone oczy pod ciemnymi brwiami i ogniście rude, długie, proste włosy, bardzo gęste, spływające aż do połowy ramion”; niestety, jej uroda stała się przekleństwem Bielskiego, bo zakochał się w niej i nie zważał na to, że była narkomanką.

[4] Kraska był dezerterem, zdrajcą, kumał się z milicją, to znaczy z tobą, stryju. Od Kraski mieliście podobno różne informacje o podziemiu. Księdza do szkoły nic wpuścił i jeszcze łysego orła, jak on to nazwał, w szkole kazał zawiesić.

[5] - Wiesz co, Antek, nie tobie rachunki Polsce Ludowej wystawiać. Myślisz, że i dziś nie ma takich w kraju i gdzie indziej, co nam kamienie pod nogi rzucają, jak kiedyś twój „Hetman" i jego ludzie, i tacy jak ty? Mówisz o brudach, tylko o brudach. Brudna piana zawsze po wierzchu pływa. Spłynie, nie bój się. Jeszcze tak będzie, jak być miało. Ale to nie na twój rozum.

Się pije: wódkę, bimber, denaturat („dings"), a nawet kradziony z zakładów farmaceutycznych spirytus metylowy, koniaczek, wermut.
Się pali: carmeny (Kotkowski), klubowe (Groń).
Złote myśli: Dobrego i burdel nie zepsuje, a złego i klasztor nie zbawi.
Się mieszka:

Wiktor Bielski darzy serdeczną niechęcią to, na co musi patrzeć codziennie. Ciemnoniebieskie ściany (żeby pająki odstraszyć, one niebieskiego nie lubią), kraty w oknach (bo to parter, złodzieje lubią), siatkowe firanki i pstre zasłony, szafki, szafeczki, półki, półeczki, gięte meble w stylu retro, stolik przykryty ażurowa, szydełkową serwetką i ze szklanym wazonikiem, w którym (ach, ach) śliczne czerwone maki z bibułki. Tapczan dawnej konstrukcji, a więc z materacem, ugniecionym w górki i dołki i z żakardową kapą. na której wymyślny wzór przedstawia pustynię, palmy, piramidy i wędrujących na wielbłądach Beduinów. Do tego na jednej ścianie Maria Magdalena, unosząca pokutniczo oczy ku boskiej światłości (rama złocona, szeroka), na drugiej zaś lasek brzozowy na tle turkusowego nieba, a wśród jadowicie zielonej szmaragdowej trawy żółte kwiatki - czyli wiosna. Co robić, nic się nic poradzi: odnajęty pokój i gospodyni zastrzegła, że niczego nic wolno z niego usuwać.

Inne tej autorki tu.

Inne z tego cyklu tutaj.

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 1, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Michał Paweł Urbaniak - Lista nieobecności

W achronologicznej sadze rodziny Hnatów narrator przenosi czytelnika między 1996 rokiem, kiedy Zuzanna Grentel, rozwiedziona aptekarka, samotnie wychowująca syna Krzysztofa, poznaje Artura Hnata, malarza a rokiem 2010[1], kiedy cała rodzina radzi sobie z przedwczesną śmiercią Artura, wracając mozolnie do 2009, pokazując, co doprowadziło do śmierci. Wcześniej odchodzi ukochany brat Artura, Janek, z którym wzajemnie wspierali się i ratowali po tragicznej przeszłości - śmiertelnym wypadku jednej siostry, chorobie i śmieci drugiej, chorobie psychicznej matki i ojcu-psychopacie, nie wspominając o tym, że obaj bracia są chorzy na serce. Krzysztof, który nienawidził drugiego męża matki i oskarżał go o zabranie mu całej matczynej miłości, wpada w związek z Jakubem, sąsiadem z dzieciństwa; śmierć też krąży dookoła nich, bo Jakub ma epizody samobójcze i bogatą historię samookaleczeń. Wreszcie jest Danka, sąsiadka, przyjaciółka Zuzanny, tzw. życzliwa dusza, pomocna w nieszczęściu i Honorata, żona Janka, miotająca się między wściekłością i żałobą.

I powiem Wam, że totalnie bym tej książki nie skończyła, gdyby nie to, że miałam ją przeczytać na spotkanie klubu książkowego. Jaka to jest przykra i tragiczna rzecz. Tragiczna, bo od razu wiadomo, że wszystko się posypie, wszyscy umrą, a przykra, bo dawno nie czytałam historii o tak antypatycznych i zwichrowanych psychicznie bohaterach. Każdy z nich kwalifikuje się do leczenia - Artur i Janek, którzy nurzają się w rodzinnej tragedii, z upodobaniem wciągając w nią swoje żony, obiecujący córkom śmierć w ramach dziedzictwa[2]; zimna Zuzanna, która nie potrafi kochać dzieci i męczy ją to strasznie, ale nic z tym nie robi, wszak nie musi; Krzysztof, który neguje swoją orientację seksualną, wprawdzie radośnie czerpiąc z miłości Jakuba, ale mało dając w zamian i wielokrotnie niszcząc swojego partnera wspominaniem tymczasowości ich związku i wstydem przed otoczeniem. Nie zapominajmy o Honoracie, niemiłej i zmęczonej koniecznością wspierania wiecznie rozsypanego męża. Pytacie o sympatyczną sąsiadkę Dankę? Danka jest sympatyczna po musierowiczowsku: złośliwie komentuje zachowanie wywyższającej się przyjaciółki, a pełnymi religijnej zajadłości opiniami o homoseksualizmie Krzysztofa dzieli się z mężem, chętnie piekąc za wynagrodzeniem torty dla obu panów i płacąc Jakubowi za korepetycje dzieci. Wreszcie sedno całej opowieści - mroczna tajemnica w przeszłości braci Hnatów i ich rozłożone w czasie śmierci - to już było na dobicie. Powiedziałabym, że to powieść z zaskoczką, ale bynajmniej mnie nie zaskoczyła.

[1] Oczywiście kłamię, bo prolog i epilog książki dzieje się powiedzmy w roku 2040, gdzie spotykamy Zuzannę trzydzieści lat później, już podwójnie owdowiałą; nieco sztuczna klamra dla wyjaśnienia kilku wątków.

[2] B pmlz Mhmnaan ormanzvęgavr jfcbzvan j rcvybth, żr złbqfmn póexn mnpubebjnłn v hznełn ebx cb śzvrepv bwpn, fgnefmn cbqpvęłn fbovr żlłl m zvłbśpv, xvrql qbebfłn.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 29, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Terry Pratchett - Wiedźmikołaj

Audytorzy wynajęli Skrytobójcę do tajemniczego, acz intratnego zlecenia. Pan Herbatka (Herr-bat-ká), którego boją się nawet inni Skrytobójcy, ma już gotowy plan, angażujący ślusarza, maga, czterech spryciarzy i porwaną Wróżkę Zębuszkę. Śmierć domyśla się, że sprawa dotyczy Wiedźmikołaja - jowialnego grubasa w czerwonym płaszczu, który w saniach zaprzężonych w cztery wieprze roznosi dyskowym dzieciom prezenty w Noc Strzeżenia Wiedźm, a ponieważ odczuwa imperatyw zachowania ciągłości wydarzeń, wraz z nieco niechętnym Albertem rozpoczyna odwiedziny w dyskowych domach. Susan, wnuczka Śmierci, niechętnie odrywa się od bycia postępową (bo z pogrzebaczem) guwernantką i wraz z O, bogiem kaca (niestety po polsku to nie brzmi tak ładnie jak oryginalne “Oh, god”) udaje się na poszukiwanie zaginionej Wróżki Zębuszki, żeby trafić do Zamku Kości.

Dużo prześlicznych scen odbywa się na Niewidocznym Uniwersytecie, gdzie nadrektor Ridcully odkrywa zabite gwoździami drzwi do łazienki zaprojektowanej przez Bezdennie Głupiego Johnsona, skok mocy thaumaturgicznej powoduje powstanie wielu jakże potrzebnych stworzeń (wspomnianego O, boga kaca, Pożeracza Skarpetek, Gnoma Kurzajki czy Wróżki Dobrej Zabawy), a Myślak Stibbons dokłada do HEXX-a rozszerzenie w postaci pluszowego misia. Nie zapominajmy też o tym, co wydarzyło się w Ankh-Morpork, gdzie Śmierć w roli Wiedźmikołaja uszczęśliwił mnóstwo dzieci (rodziców już niekoniecznie, podobnie jak właściciela sklepu) oraz Nobby’ego Nobbsa.

Inne tego autora tutaj oraz o ekranizacji.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 24, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Arnaldur Indriðason - Ciemna rzeka / Czarne powietrza

Oba tomy są wobec siebie komplementarne - opisują jednoczesne dwie sprawy, prowadzone niezależnie przez Elinborg[1] i Sigurdura Oli. Obawiam się nieco, że to trylogia i w kolejnym tomie, niewydanym jeszcze w Polsce, dowiemy się, co robił Erlendur, który niespodziewanie zniknął na urlop, co nikogo poza konkubiną i córką nie zainteresowało.

”Ciemna rzeka” to śledztwo w sprawie gwałtu. Młody mężczyzna, Runolfur[2], zaopatrzony w rohypnol, udaje się na polowanie do znajomego klubu. Wraca z nieprzytomną dziewczyną do domu, a następnego dnia policja przyjeżdża do jego zwłok - ktoś założył mu damski t-shirt, nakarmił go rohypnolem i poderżnął gardło. Elinborg szuka poszkodowanej, która nie zgłosiła napaści, a jednocześnie przegląda przeszłość zamordowanego, znajdując więcej zbrodni; znalezienie mordercy wcale nie sprawia, że ma poczucie dobrze wykonanej pracy. W domu ma problem z najstarszym biologicznym synem, który chce iść w ślad syna przysposobionego i wyprowadzić się z domu; na razie na matkę i resztę rodziny narzeka na blogu, lektura tego dla Elinborg nie jest przyjemna. Dla odstresowania gotuje (przypomnijmy - wydała już poczytną książkę kucharską), sporo więc informacji o jedzeniu: kotlety rybne, zupa razowa, solona ryba gotowana godzinami (w tradycyjnej kuchni matki Elinborg), kiełbasa końska w sosie mlecznym, ryba w panierce z roztopioną margaryną lub majonezem, ikra i rybie wątróbki. Irytuje ją współpraca z Sigurdurem Oli, którego prosi raz czy drugi o wsparcie, bo ten zachowuje się wtedy jej zdaniem nieprofesjonalnie.

W “Czarnych powietrzach” śledztwo trafia do Sigurdura Olego niejako przypadkiem. Przyjaciel prosi go o pomoc - ich wspólnego znajomego, który wraz z żoną uczestniczył w spotkaniach swingerskich (obowiązkowy żart o wspólnym słuchaniu jazzu i potańcówkach), szantażuje swingowa partnerka Lina i domaga się pieniędzy w zamian za zdjęcia. Kiedy policjant idzie do szantażystki, znajduje ją ciężko pobitą, a w drzwiach dosłownie mija się z potencjalnym mordercą. Kobieta umiera w szpitalu, a Sigurdur Oli początkowo zataja swój udział w sprawie, powodowany lojalnością wobec przyjaciela. Lina okazuje się być wplątana w tajemniczy wypadek na lodowcu podczas wycieczki dla biznesmenów; szybko do śledztwa dochodzi wątek gospodarczy z funduszami inwestycyjnymi i spekulacjami oraz praniem pieniędzy. Dodatkowo Sigurdur Oli zostaje poproszony o pomoc przez Andresa, lokalnego menela, który dostarcza mu kawałek starej taśmy filmowej z drastyczną sceną z nagim dzieckiem. Prywatnie Sigurdur Oli rozstaje się z Bergthorą, kiedy okazuje się, że ona nie może mieć dzieci, a on nie chce adopcji.

[1] Właściwa pisownia to Elínborg i Sigurður Óli.

[2] Tak, większość imion męskich kończy się na -ur: Runolfur, Sigurdur, Erlendur, Baldur, a nawet niektóre kobiece - pojawia się Unnur i Brunhildur.

Inne tego autora tutaj.

#8-9

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 19, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 4 komentarze - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Goryl z Wołomina

Iza, dewizowa kurtyzana, uważa się za szczęściarę - Harold, amerykański producent filmowy, zakochał się w niej i zrobi z niej gwiazdę, musi tylko załatwić paszport i wizę. Piotr, siostrzeniec badylarza Grabieckiego[1], ma w Wołominie zająć się ochroną Amerykanki, Adelajdy, której grozi śmierć z rąk amerykańskiej mafii. Odwołany do - podobno - chorej matki, zostawia dziewczynę, a kiedy wraca, ta już nie żyje, a zwłoki mają zmasakrowaną twarz. Niezależnie, do milicji zgłasza się koleżanka Izy, niespodziewanie atrakcyjna[2], i informuje, że jej współlokatorka zniknęła. Czytelnik już się domyśla, a organa śledcze niebawem również odkrywają, że nastąpiła tu klasyczna podmianka. Ślad prowadzi w przeszłość - mąż córki Grabieckiego pojechał swego czasu do Stanów, gdzie zadał się najpierw ze starszawą milionerką, a potem zakochał w ślicznej i młodej pannie Adzie[3]; niestety po powrocie zginął w tajemniczym wypadku, a wdowa po nim smętnie się kręci po gospodarstwie i odrzuca kwaśną miną. Nie że jest łatwo - Kozielski (ranga nieznana) od pięciu tygodni rzuca palenie, a porucznik Bielak miewa okresy załamania zawodowego[4].

Się wymienia: dolary u cinkciarza.
Się je: stek w Europejskim, kawę i tort w Grand hotelu, kopytka ze słoniną (u p. Marii), barszcz z kartoflami, pierogi ruskie i kompot.
Się przywozi ze wsi: sympatyczną indyczkę, króliczki i porządne warzywa niepryskane żadnymi świństwami, i jabłuszka, i powidła swojej roboty.
Się pije: nalewkę na czarnych porzeczkach.
Się wymiotuje: w restauracji - Pan Terner był taki pijany, że tamten musiał go podtrzymywać. O mało nie upadł. Bałem się, że mi zarzyga cały hol. Ale jak ktoś płaci twardą walutą, to może sobie i rzygnąć.
Się wyjaśnia oczywistości: - liii... - krzywiła się sceptycznie Walicowa. - Gdzie on tam rozumu nabierze. Szkoda gadać. Jak się kto głupim urodzi, to i głupim umrze. Na to nie ma żadnej rady. Kara boska i tyle. A wszystko przez tą przeklętą wódkę. Mój Józek, Panie, świeć nad jego duszą, wrócił podpity z jarmarku i zaraz do mnie pod pierzynę. A pijanego chłopa nie wolno wpuszczać pod pierzynę. Tak nam pani doktor tłumaczyła. Ale cóż... młoda byłam, głupia, nieuświadomiona.

[1]

Szymon Grabiecki pozował na szlachciurę z dawno minionej epoki. W zimie nosił wszelkiego rodzaju półkożuszki przepasane szerokim pasem, w lecie zaś i na jesieni myśliwskie kurtki, a w razie niepogody jakieś dziwne opończe, peleryny i paltoty w stylu retro. Futrzane kołpaki, włożone na bakier, nadawały mu wygląd starego zawadiaki. Był słusznego wzrostu, tęgi, mocno zbudowany. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby nabrać pewności, że ten wesoły, trochę rubaszny jegomość nie hołduje żadnym odchudzającym, antycholesterolowym kuracjom. Z zadowoleniem klepał się po wydatnym brzuchu i zwykł mawiać, że nim tłusty schudnie, to chudego diabli wezmą. W rozmowie chętnie używał archaizmów zaczerpniętych zapewne z Trylogii Sienkiewicza, która była jego ulubioną i jedyną lekturą. Z prawdziwym upodobaniem wtrącał też co parę zdań „panie dzieju”, podkręcając dziarskim ruchem sumiastego wąsa. Lubił nosić buty z cholewami, w których nawet nieraz przyjeżdżał do Warszawy, chociaż nie było to zbyt wygodne.

[2]

Nie przypuszczali, że zobaczą tak piękną kobietę. Wysoka, świetnie zbudowana, szczupła, ale nie chuda, miała w sobie coś dostojnego w sposobie poruszania się. Twarz owalna o delikatnie rzeźbionych rysach, okolona ciemnymi, puszystymi włosami, przypominała obrazy z okresu renesansu. Ubrana była bardzo gustownie z dyskretną elegancją.
(...)
- Fantastyczna cizia. Walutowa. Zdaje się, że ci mocno wpadła w oko. Uważaj. Nie próbuj ją motać. A poza tym nie zapominaj, że nie należy spraw służbowych mieszać z dupą.
Kozielski nie zareagował. Nie lubił trywialności.

[3]

- Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że pański zięć znalazł sobie w Stanach jakąś sympatię.
- A mało to tam takich bogatych kurew, które żadnemu mężczyźnie nie przepuszczą. Tfu...

[4]

- A co zrobimy, jeżeli nie damy rady?
Kozielski wzruszył ramionami.
- No cóż... Będziemy musieli podać się do dymisji i zmienić zawód. Ty na przykład zostaniesz kierownikiem sklepu spożywczego, a ja może założę prywatną kwiaciarnię.
- Wolałbym sklep mięsny - powiedział Bielak. - Finansowo to się chyba lepiej kalkuluje. A jakie powodzenie u klientek. „Panie Romeczku... Pan będzie taki miły i odłoży mi dwa kilo polędwicy. Jutro mam imieniny męża. Już ja się panu odwdzięczę.”

Inne tego autora tu.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 17, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 3 komentarze - Skomentuj


Ewa wzywa 07 109-111

Marek Rymuszko - Sprawa osobista #109

Spis osób:

  • prokurator Borowy - narrator, tańczy wyjątkowo podle
  • Ela - robi doktorat ze zobowiązań, nadzwyczaj miła dziewczyna i z zasadami
  • Tosiek - były woźny sądowy, aktualnie szatniarz w Watrze, ma głos dudniący niczym karabin maszynowy
  • Grażyna - była żona prokuratora, projektantka mody, eksplodowała pomysłami (nieistotna dla fabuły)
  • porucznik Łabędzki - wezwany przez GOPR do wypadku, ma podejrzenia
  • Michał Stępień - GOPR, specjalista od najtrudniejszych albo najmniej wdzięcznych akcji
  • doktor Sęporek - patolog, nie ma podejrzeń
  • Andrzej Zwoliński - reporter sądowy, kolega ze studiów Borowego
  • porucznik Roman Żaczyk - zwany żartobliwie Colombo, ale nie lubi tego przezwiska
  • Stanisław (ps. Kalaput) - zatrzymany z pierścionkami ze skoku w Aninie
  • Marzena Czajko (ps. Baluba) - wskutek różnych nieporozumień towarzyskich miała na przedzie wybite kilka zębów[1]
  • Jan Antolak (ps. Toni) - stary łobuz i szczwany paser
  • Czesterfield - nazywany tak nie wiadomo dlaczego, utrzymuje z Balubą tzw. stosunki[2]
  • Docent - sąsiad Zwolińskiego, umie zwęszyć okazję i zorganizować sobie alibi
  • Anna Siedlecka - długowłosa narzeczona Zwolińskiego
  • Szef (zwany Starym) - ma węch psa gończego
  • Chrobik (albo Chwaściński) - kombinator z Bukowiny, procesował się ze Zwolińskim
  • Marta[3] - sekretarka w redakcji
  • Janusz Zimecki - notariusz, kolega Borowego i Zwolińskiego ze studiów
  • Maciej Amerski - redaktor, współpracownik Zwolińskiego, analizował warunki pracy polskich załóg budujących cukrownie w Iraku[4]
  • Stanisław Chamuczyński - wynajmuje obcokrajowcom lokale za dewizy
  • Marian Gajsztler - przedwojenny właściciel posesji Jasielska 8
  • Jan Nowak - niespodziewanie brat Chamuczyńskiego, również dokonuje machlojek z mieszkaniami
  • Mirosław Górny - syn Nowaka i Górnej, właściciel mieszkania, w którym nie mieszka
  • Anna Górna - matka Mirosława, żona Nowaka, kobieta postawna, o wyzywającej, mimo czterdziestu paru lat, urodzie
  • Józef Kaczyński - wraca z emigracji z USA i nieszczęśliwie zażywa środki nasenne ze skutkiem letalnym

Prokurator na “dobrowolnym wygnaniu” w Zakopanem odkrywa, że turysta, który uległ wypadkowi w Sylwestra[5], to jego dawny znajomy, dziennikarz. Podczas śledztwa w sprawie włamania, kradzieży i gwałtu w odnalezionych u włamywaczy fantach znajdują też rzeczy nieżyjącego Zwolińskiego. Niepełnosprytni włamywacze przyznają się, że nadano im mieszkanie po nekrologu w gazetach, ale twierdzą, że mieszkanie było już wcześniej przeszukane. Prokurator upiera się więc, że jego znajomy nie zginął przypadkiem, a został zamordowany. Metodą odpytywania kolejnych znajomych i współpracowników Zwolińskiego udaje się zrekonstruować sprawę, nad którą pracował, a która spowodowała, że stał się niewygodny. Zaskoczka fabularna - zbrodniarzem jest jfcóyal manwbzl cebxhengben v qrangn m pmnfój fghqrapxvpu, pupvjl abgnevhfm. Brakiem zaskoczenia jest natomiast, że prokurator przyatakowuje z przesłuchaniem dziennikarza na lotnisku po powrocie z długiego wyjazdu zagranicznego i nie pozwala mu nacieszyć się rodziną, tylko każe mu robić wizje lokalne (a potem bez skrupułów angażuje go w śledztwo).

Się pije: koniak.
W zdenerwowaniu się mówi: słowa typu “kurcze”.
Bawiąc-uczyć: wyłuszczone prawo własności lokalowej i zasady spekulacji nieruchomościami.
Estetyka: Usiadłem przy stoliku z serwetą we wściekle kolorowe pasy. Taki deseń mógł wymyśleć jedynie ktoś, kto był chory psychicznie.

[1] Na szczęście szczerby układały się w miarę symetrycznie, co w jakimś stopniu łagodziło uciążliwość estetyczną objawiania przez nią życzliwości.

[2]

Jak sobie przypominam, Czesterfield przyszedł do mnie koło godziny trzeciej po południu i zaproponował mnie odbycie stosunku płciowego. Ja się na tę propozycję zgodziłam i odbyłam stosunek płciowy z Czesterfieldem. Następnie Czesterfield wyciągnął przyniesione ze sobą pół litra wódki, którą wypiliśmy. Na moją propozycję, żeby Czesterfield dał mnie coś w zamian za stosunek płciowy powiedział on, że chwilowo jest bez forsy, bo cały bank trzyma Kalaput. doradził, żeby zgłosić się po wypłatę do Kalaputa. Ja nie traktowałam tego jako żart, gdyż współżyłam także z Kalaputem, od którego otrzymywałam kilkakrotnie różne prezenty. (...) Następnie udałam się do Kalaputa na ulicę Brzeską, którego zastałam w domu. Była to godzina siódma albo ósma wieczorem. Razem z Kalaputem wypiliśmy około pół litra wódki, a następnie Kalaput jeszcze ćwiartkę, ale już beze mnie, bo czułam się pijana. Po wypiciu tego alkoholu Kalaput zrobił mnie dobrze, po czym zasnął.

[3]

Ciemnowłosa sekretarka uśmiechnęła się na mój widok. Była na oko w szóstym miesiącu ciąży. Boże, kto tak skrzywdził tę piękną dziewczynę? - przemknęło mi przez myśl.

[4] Reportaże Amerskiego były równie budujące, jak nasze eksportowe osiągnięcia.

[5]

Orkiestra po raz któryś z kolei tej nocy grała „Ramaya".(...) Trzeba było dużej sztuki, żeby na sylwestra do „Watry" ściągnąć właśnie tę trupę [Stasiek i Jasiek], tylko pozornie rozrywkową, w rzeczywistości zaś dramatyczną, co z każdą godziną stawało się coraz bardziej oczywiste. Facet, tłukący w bębny, miał oblicze krasnoludka po dużej wódce i z trudem utrzymywał rytm, wyznaczany improwizacją zaplutego saksofonu. Pianista, tępo wpatrzony w pierwszy z brzegu stolik, przy którym kiwała się sennie rozłożysta blondyna, przebierał palcami po klawiaturze w sposób niekoniecznie zgodny z linią melodyczną forsowaną przez basy. Te ostatnie obsługiwał najwyraźniej skołowany grubas. Jeśli chodzi o wokalistkę, to zamilkła definitywnie w okolicach północy; jej chrypnący z minuty na minutę głos już znacznie wcześniej sygnalizował owo szczęśliwe w istocie rzeczy wydarzenie.

Tadeusz Kwiatkowski - Turysta #111

Spis osób:

  • kapitan Smulski - interesuje się odmianą nazwisk i wynikami śledztwa
  • porucznik Tomaszek - wysoki, barczysty, przywykły do noszenia munduru
  • Franciszek Piwiński - zachciało mu się mleka nad ranem, bo we krwi 1.6 promila
  • sierżant Zdobycz - pisze na maszynie jednym palcem
  • Dańda - przystojny młody człowiek czuły na wdzięki kobiece[1]
  • Wieczorek - przyjaciel Piwińskiego z Różanej
  • Złotowska - lokatorka z Różanej, starsza pani, głucha, ale co trzeba, to słyszy
  • Jan Możdżeń - roznosiciel mleka, nie uczył się, bo rękami więcej zarobi niż głową
  • Bolek Siwiec - taki chudy, że same kości
  • plutonowy Zięba - bobruje w krzakach za dowodami
  • Wojciech Paliwoda - nie zna się na psychologii 10-latków
  • Staszek Paliwoda - syn Wojciecha, znalazł zwłoki i nie tylko
  • dozorczyni - wścibska baba oraz nie sprawia najlepszego wrażenia
  • Sroczyński - ślusarz, fachowiec od delikatnego otwierania drzwi
  • doktor Baryczko - patolog
  • Janina Barabasz - nogi i inne części ciała miała w najlepszym wydaniu, przyrodnia siostra Siwca
  • Kurt Breitner - wojenny lokator Złotowskiej, Gestapo, szrama na lewym policzku i brodawka koło ucha

Piwiński, słomiany wdowiec, udał się do kolegi na przyjęcie. Nad ranem, wracając z promilami do domu, połaszczył się na mleko, niestety zaprawione cyjankiem. Lokatorzy domu, w którym Piwiński spędził ostatni wieczór, skarżyli się, że mleko dostali 2 godziny później niż zwykle. Pani Złotowska się nie skarżyła, bo jakiś czas potem okazało się, że też nie żyje (uderzenie butelką w głowę), podobnie jak roznosiciel mleka, załatwiony cyjankiem w salami. W mieszkaniu Złotowskiej ktoś wykuł dziurę w ścianie i prawdopodobnie zabrał coś cennego. Idąc tropem roznosiciela, milicja znajduje niemiecką zapalniczkę i informację o białym mercedesie, co prowadzi do niejakiego Kurta Breitnera, obywatela RFN, w czasie wojny zatrudnionego w Gestapo, a aktualnie leżącego w ciężkim stanie po wypadku samochodowym w szpitalu. Sprawa kilku morderstw się wyjaśnia, ale zadra po okupacyjnej przeszłości zostaje[2].

Się pali: Tomaszek w samochodzie (ale dmucha dymem przez okno).
Się je: salami (którego milicjanci nie widzieli od kilku lat).
Się pije: Żywiec (bo upał, ale nie na koszt państwa).
Złote myśli: My dzisiaj pracujemy opierając się na nauce, aparaturze i wszelkich zdobyczach technicznych. Kojarzenie jest dobre, ale na podstawie danych naukowych!

W hallu komendy Tomaszek przystanął.
- No i jak będzie?
Dańda podniósł i opuścił ramiona.
- Będzie, jak będzie.

[1]

Wprawdzie charakter jego zawodu wykluczał jakikolwiek wpływ uroków kobiecych na jego pracę, lecz porucznik nie mógł się oprzeć fascynacji tak piękną dziewczyną.
W południe zadzwoniła do Dańdy Janina Barabasz. (...)
- Umówimy się na randkę, dobrze?
- W biurze pracuję.
- A więc w jakiejś pobliskiej kawiarence.
- Po godzinach pracy.
- Ależ z pani służbistka!
- Przecież mam do czynienia z oficerem milicji.
- Nie jesteśmy tacy straszni. Chyba się pani przekonała. (...)
Odłożył słuchawkę. Nie krył przed sobą, że ucieszył się telefonem od tej dziewczyny. Podszedł do otwartego okna i tak ustawił szybę, by móc zobaczyć w niej swoje odbicie. Przygładził włosy i mrugnął wesoło sam do siebie.
Na szczęście nad morale milicji czuwa kapitan:
- Nie należy wierzyć nikomu. Nieraz trzeba sprawdzić i dziesięć razy to, co mówią świadkowie, aż wyjdzie szydło z worka - kapitan najwyraźniej nie miał najlepszego humoru. - To pewnie ładna kobieta, co?
Tomaszek spojrzał z ukosa na Dańdę. Uśmiechnął się.
- Chyba tak.
Kapitan pokiwał głową i westchnął.
- W waszym wieku wierzy się bardziej kobietom. Ale wbijcie sobie do głowy, że dla milicjanta nie ma ładnych kobiet, oczywiście wśród tych, które łączy coś z dochodzeniem. Nie ma! - klepnął Dańdę po ramieniu. - Ładna jest?
Dańda, nieco zbity z tropu, przyznał półgłosem:
- Ładna.
- I sprawa załatwiona. Ładna nie może kłamać, nie może oszukać. Oj, chłopcy, chłopcy!
Niechcący dotknął kolanem jej uda. Zrobiło mu się gorąco. Chciał jej wierzyć, ale może Smulski miał słuszność, że urodziwe dziewczyny mają większe szanse, by kłamać i zdobyć zaufanie? Podobała mu się i wszystko, co mówiła, wydawało mu się wiarygodne.

[2]

- Przegranych nazywa się zbrodniarzami. Zwycięzców bohaterami - uśmiechnął się Breitner - macie słuszność. Czytałem o kolegach, którym wytoczono procesy. Cóż, byli przecież tylko wykonawcami poleceń swych władz, a odpowiadali, jakby od nich zależało tępienie wrogów. (...) Nie mam do dziś dnia poczucia winy. Byłem żołnierzem.
- Żołnierzem? Gestapowcem. To chyba coś innego?
- Och, to są niuanse, które wy tylko rozróżniacie. Wszyscy Niemcy byli żołnierzami i walczyli dla dobra swego kraju.

Inne z tego cyklu tutaj.

#6 (przeczytałam też po raz kolejny EW110).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 15, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 2 komentarze - Skomentuj


Anthony Doerr - Światło, którego nie widać

Da się w 2015 wydać książkę o II wojnie światowej, która wzrusza i wciąga tak, jak niewiele innych. W konstrukcji (i klimatem) podobna jest do Cryptonomikonu, w dwóch, a potem w trzech wątkach łącząc ze sobą losy kilkorga osób.

Lata 30. Marie-Laure straciła wzrok, kiedy miała 7 lat. Jej ojciec, Daniel, ślusarz w paryskim Muzeum Historii Naturalnej, nie ustaje w wysiłkach, żeby mimo niepełnosprawności mogła funkcjonować - uczy ją alfabetu Braille’a, konstruuje miniaturowy model dzielnicy, żeby nauczyć ją, jak trafić samodzielnie do domu. Werner, sierota z górniczych okolic Essen, ma zaskakujący naturalny talent do elektroniki. Naprawia znalezione na śmietniku radio i skacząc przypadkowo po częstotliwościach trafia na powtarzającą się audycję popularnonaukową, kończącą się dźwiękami “Clair de Lune” Debussy’ego. Jego ciekawość wyszarpywanej ukradkiem nauki owocuje zaproszeniem do Narodowo-Politycznego Zakładu Wychowawczego, choć oznacza to rozstanie z ukochaną siostrą, Juttą. W 1940, gdy Niemcy mają wkroczyć do Paryża, Daniel ucieka z córką do Saint-Malo, do brata Etienne’a, który nie opuszczał swojego domu od traumy podczas I wojny światowej. Werner, zaprzęgnięty w szkole do projektu pelengacyjnego, jest już w wojsku, gdzie pomaga w namierzaniu nielegalnych radiostacji partyzanckich. Los kieruje go do Saint-Malo, gdzie działa sprawny ruch oporu, a działająca tam radiostacja przysparza sporych szkód okupantowi. Trzecim wątkiem jest śledztwo sierżanta von Rumpera, przed wojną znanego gemmologa, który usiłuje wyśledzić, gdzie jest cenny klejnot, ewakuowany z paryskiego muzeum tuż po rozpoczęciu wojny.

Króciutkie, przeplatające się rozdziały, pokazujące przed- i wojenną rzeczywistość Francji i Niemiec; przypadek, zbiegi okoliczności i celowe działania są zgrabnie zebrane w opowieść o rodzinnej miłości, uporze, cierpliwości i smutku. Ciekawe postaci drugoplanowe - łagodny Frederick, którego interesowały tylko ptaki; madame Manec, zwykła gospodyni, która zorganizowała ruch oporu; ogromny, milczący Volkheimer, który wspierał Wernera - są świetnym tłem, podobnie jak miasta: Paryż i Saint-Malo, które zapisuję na listę podróżniczych marzeń.

#3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 9, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 6 komentarzy - Skomentuj


Karl Ove Knausgård - Moja walka (tom IV)

Zmęczyłam się bardzo, czytając o 18-letnim Karlu Ove, który po zakończeniu liceum pojechał zarobić pieniądze, pracując przez rok jako nauczyciel w małej wiosce na północy Norwegii. Zmęczyłam, bo ten tom to festiwal przykrych opisów pijaństwa do nieprzytomności i nieudanego startowania do poznawanych dziewczyn i eiaculatio praecox, które utrudniało skonsumowanie znajomości. Narracja skacze między końcem liceum, kiedy nastoletni Karl Ove zaczyna nadużywać alkoholu przy milczącej aprobacie matki[1], a czasem po śmierci ojca, gdy bracia znaleźli jego zapiski, pokazujące stopniowe wpadanie w alkoholizm. Ojciec mimo nowego związku pozostaje toksyczny, choć już nie krzywdzi synów fizycznie, Karl Ove - mimo licznych wyrazów niechęci ze strony ojca i dziadków[2] - mimo to próbuje odgrywać rolę syna wedle warunków ojca.

Jako nauczyciel Karl Ove też się nie spełnia, co nie jest dziwne, bo większość czasu leczy kaca, albo zarywa noc, żeby pisać. Dzieci, niektóre niewiele od niego młodsze, albo go irytują, albo chcą z nim konkurować (chłopcy) lub zachowują się prowokacyjnie (dziewczęta); wraca wątek zakochania w nim 13-latki, według narratora - jednostronny. Czemu więc czytam, zapytacie. Trochę z masochizmu, bo skoro zaczęłam, to skończę. Trochę, bo nawet te nieprzyjemne elementy budują obraz całości, ciekawe jest obserwowanie, jak na bazie takich doświadczeń wyrósł autor.

Bardzo źle mi się zrobiło, czytając o kocie Mefisto i reakcji narratora. Wiem, lata 80. i nieempatyczny nastolatek, ale i tak.

[1] Która to matka pozwala na picie, bo traktuje to jako przeciwwagę dla wcześniejszej przemocy ze strony ojca, ponieważ podobno dopiero po rozwodzie synowie wyjawili jej, co się działo (niespodzianka - była tym zdziwiona, bo nic nie widziała, ale “coś podejrzewała”).

[2] Ojciec każe umawiać mu się na wizyty, czasem zwyczajnie syna nie wpuszcza do domu, bo ma inne plany. Dziadkowie ze strony ojca skarżą się, że wnuk żebrze o pieniądze i ich obżera, co w zamierzeniu ma być przytykiem do niesprawności matki, która nie umie się zająć synem.

Inne tego autora tutaj.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 5, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Ewa wzywa 07 106-107

Danuta Frey - Hotel „Kormoran” #106

Spis osób:

  • Zdzisław Piotrowski - taksówkarz, krępy o ciemnych, kręconych włosach i śniadych, muskularnych rękach
  • Jan Gadkowski - właściciel cukierni-lodziarni , obrzękła, obwisła twarz, worki pod oczami, alkoholik
  • Jerzy Skoczek - recepcjonista, młody, trochę kudłaty, z brodą i w okularach
  • Wiesław Dworak - dyrektor hotelu, tęgawy, niewysoki, z paskiem wrzynającym się w brzuch
  • Pani Jadzia - księgowa, wyblakła, anemiczna,niemodnie ubrana, nieumalowana, siwe odrosty spod źle ufarbowanych włosów
  • Basia - recepcjonistka, odrobinę przesadnie umalowana, modne dżinsy i bluzka z kwadratowym dekoltem, świeża cera
  • Heniek Gadkowski - syn cukiernika, niewysoki blondyn o dziecinnym, trochę naiwnym wyrazie twarzy, mięsiste czerwone wilgotne usta i grube uda
  • porucznik Andrzej Hołubiec - ciemnoblond, przylizane włosy, wąsik, jasne, niemal bezbarwne brwi i wystająca grdyka
  • Ewa Romanowicz - drobna blondynka, leczona w szpitalu neuropsychiatrycznym w Garwolinie
  • Edyta Zaręba - bufetowa, ruda, wysoka, młoda, płaska, za bardzo upudrowana twarz z brudami wokół uszminkowanych ust
  • Gadkowska - żona cukiernika, siedzi na kasie w cukierni, żółte światło nadaje jej cerze chorobliwy wygląd
  • Teresa Dworak - żona Dworaka, odgrzewa mężowi obiad, bo sam tego nie lubi robić
  • sierżant Sadowski

(Fikcyjne) Ujsołty nad jeziorem Bokwałd. Seria dziwnych zdarzeń zaczyna się w hotelu “Kormoran”. W wypadku ginie kierowca taksówki, jadący z hotelu, tego samego dnia znika recepcjonista. Jest podejrzenie, że panowie pili razem, a wypadek spowodował właśnie alkohol, ale z sekcji wynika, że kierowca był trzeźwy. Ktoś napada na panią Jadzię, kiedy wścibska księgowa idzie zbadać źródło dziwnego dźwięku. Porucznik Hołubiec rozpoczyna śledztwo, ale z wody pobliskiego jeziora wyciąga wcale nie zwłoki Skoczka, a nastoletniej blondynki, nagiej, zawiniętej w folię i niebieski wełniany koc; inwentaryzacja koców - odrzutów z eksportu - w “Kormoranie” przyczyni się do rozwiązania zagadki. Jest pożar, w którym o mało co nie ginie jeden z podejrzanych, ale ofiarny Hołubiec wyciąga go z ognia. Nietypowo, już po oskarżeniu mordercy, jest finał w postaci sprawy sądowej, a nawet dwóch.

Się pali: marlboro, sporty.
Się pije: wódkę.
Się ma: żonę księgową (Hołubiec).

Inne tej autorki tutaj.

Jadwiga Kaflińska - Magiczny papierek #107

Spis osób:

  • profesor Wielowieyski - uczynny dyrektor zakładu dla nerwowo chorych
  • Krystyna Zawidzka - atrakcyjna[1] pacjentka po załamaniu nerwowym, malarka czy coś takiego
  • Janusz Zawidzki - mąż Krystyny, redaktor, nie znosi dzieci
  • Irena Urbańska - siostra Krystyny, twarz ma niezbyt piękną, ale miłą i inteligentną
  • kapitan Marcin Roszczyk - nie waha się zostać po godzinach
  • porucznik Aleksander Kowalski - zastępca Roszczyka, pisze na maszynie używając dziesięciu palców
  • gospodyni domu Zawidzkich - chuda, żylasta, ale schludna
  • Lilka Krzycka[2] - eks-przyjaciółka Krystyny, kochanka Zawidzkiego, kierowniczka zakładu kosmetycznego Afrodyta
  • Zygmunt Krzycki - przyjaciel Zawidzkiego z lat dziecinnych, zażywny i elegancki mężczyzna
  • porucznik Alek Kowalski - z wielką przyjemnością wypytuje ładne panie
  • M. Kawecka - sąsiadka Zawidzkich, krawcowa, starsza, starannie ubrana i umalowana
  • inżynier Urbański - dobroduszny olbrzym o serdecznie uśmiechniętej twarzy
  • Lucyna - dziewczyna Roszczyka, zaopatruje mu lodówkę i dba o garderobę[4]
  • sierżant Borek - udaje montera
  • sierżant Grabowski - inwigiluje Krzyckich
  • porucznik Sikora - rozpytuje w wydawnictwie o Zawidzkiego
  • profesor Ireneusz Zamorski - od Zawidzkiego zależał jego wyjazd do RFN
  • Grażyna Marciszewska - sekretarz redakcji[5]
  • dyrektor Małecki - od miesiąca na emeryturze, bardzo miły i kulturalny pan.
  • sekretarka - straszny plociuch, ale to cenne[3]

Mąż nie pojawia się, żeby odebrać żonę ze szpitala dla nerwowo chorych w Klimowie, więc zirytowana pani Zawidzka wraca sama do domu, gdzie znajduje męża zamordowanego. Uczynny ordynator powiadamia milicję, a damę w szoku odwozi z powrotem do szpitala. Na biurku zabitego walają się rozsypane dokumenty i notatki, ale kosztowne precjoza są na miejscu. Na broni, z której zastrzelono Zawidzkiego, milicja znajduje odciski palców żony, ale mimo tego, że żona przyznaje się, że strzelała do męża, nie zostaje aresztowana. W śledztwie okazuje się, że pan redaktor nie był zbyt wierny, a dodatkowo zdarzało mu się szantażować otoczenie (np. potencjalnym plagiatem czy wyciąganiem incydentów z przeszłości).

Milicja stosuje metody nieortodoksyjne - zaczyna od udawania krewnego, a kiedy przesłuchiwana osoba się nie nabiera, dopiero wtedy macha legitymacją. W celu pobrania odcisków od podejrzanych, wysłany zostaje wywiadowca w przebraniu konserwatora z Urzędu Telekomunikacji. Autorka każdej pani ocienia oczy rzęsami, a funkcjonariuszy bardzo uwrażliwia na piękno kobiece (oraz twierdzi, że rozpoznają po zapachu Soir de Paris). Miarą zamożności jest posiadanie kolorowego telewizora.

Się je: jajecznicę z kiełbasą oraz szklanką herbaty.
Się pali: tak, ale nie wszyscy.
Szowinizm codzienny:

- Często przebywała poza domem?
- Dosyć często. Pracownię wynajęła w Alejach Jerozolimskich, to chodzi tam malować. Nieraz i zanocuje tam, jak ma dużo roboty. A chyba coś ze dwa razy wyjeżdżała na jakieś targi za granicę i do Poznania, to nie było jej po dwa tygodnie.
- A mąż pozwalał jej, nie denerwował się?
- Tego to ja już nie wiem, ale tak po mojemu chyba nie, bo zawsze był bardzo wesoły.
Poszłam do niego [do kochanka] jak zwykle około godziny siedemnastej. (...) Janusz nie jadł jeszcze obiadu, ja również, więc upitrasiłam coś naprędce. Następnie poszłam do kuchni pozmywać, a on w tym czasie załatwiał jakieś telefony. Chciałam zaparzyć kawę, ale przeprosił mnie, że tego wieczoru nie będzie miał dla innie czasu, bo umówił się z kimś w domu na wpół do siódmej.
Widzi pan, mój mąż dawno już wyrósł z tego stanu, co to „uważaj, złotko, bo tu błotko”. Dla niego małżeństwo to pewnego rodzaju instytucja, a żona, to mebel, potrzebny w charakterze domowego robota, czasem w charakterze dekoracji. Często powtarza jako dowcip, że mu ze mną „do twarzy”. A czy mnie się już nic od życia nie należy?
Widzi pan, redaktor Zawidzki był moim zwierzchnikiem blisko pięć lat i ten układ stał się dla nas chlebem powszednim. Szanowałam go, wykonywałam jego polecenia, a on z kolei też zachowywał się zawsze fair w stosunku do mnie; może dlatego, że mam ojca na stanowisku? Jednym słowem - pełna kultura obcowania na co dzień.

[1] Była dość wysoka, smukła, długonoga, ciemne, lśniące włosy spadały jej na ramiona, błękitne oczy ocienione długimi, podwiniętymi rzęsami patrzyły na świat zachłannie i z nadzieją. Ubrana była w zgrabny, wiosenny płaszcz popielatego koloru oraz w filuterną malinową czapeczkę. (...) To wszystko rzuciło się w oczy Roszczykowi, zanim jeszcze spojrzał jej w twarz; bo wtedy poczuł skurcz w gardle. To chyba najpiękniejsza, a zarazem najsmutniejsza twarz, jaką widziałem w życiu - pomyślał.

[2] Na szczęście kolor ten [różowy] harmonizował świetnie z jasnymi włosami i fiołkowymi oczami pani kierownik, ubranej dla kontrastu w elegancko skrojony fartuch koloru lila. Liliowa przepaska utrzymywała w porządku falujące włosy. Oczy podłużne, ocienione długimi rzęsami, zgrabny nosek i pięknie wykrojone usta w łagodnym owalu twarzy tworzyły obrazek, przypominający Roszczykowi wisiorek z kameą. Gdy wstała na jego widok, ze znawstwem ocenił piękne nogi i zgrabną figurę pani kierownik.

[3] W tym momencie do pokoju weszła młoda dziewczyna, niosąca na tacy dwie szklanki herbaty; postawiła je na konferencyjnym stoliku. To była chyba seksbomba wydawnictw. Wyobraź sobie - platynowe loki spadające w puklach na ramiona, szarozielone oczy ocienione sztywnymi od tuszu, długimi, podwiniętymi rzęsami, lekko zadarty nosek, który zdawał się węszyć dookoła, usta pomalowane perłową szminką, uśmiechające się zachęcająco w lalkowatej twarzy. Miała wysokie, proste nogi, na których poruszała się szybko i zręcznie kręcąc okrągłym kuperkiem. Ubrana była w spódniczkę midi koloru szarego i granatową bluzkę bez rękawów. Zapytała lekko schrypniętym głosem (...) a mnie wpadło do głowy, że takie osóbki, jak ta ślicznotka, bywają nieocenionym źródłem różnych informacji i ploteczek biurowych.

[4] Czekała już w jego kawalerce śliczna i zgrabna, w świetnie skrojonej sukience z barwnego tergalu. Na krześle wisiała jego najlepsza, świeżo uprasowana koszula.

[5] No i wyobraź sobie, za chwilę do pokoju wmaszerowała zamaszyście postawna brunetka około trzydziestki, uczesana na pazia, w sportowych półbutach, szerokiej spódnicy „midi” koloru miodu i w brązowym golfie, opinającym kształtne piersi. Twarzy nie miała może pięknej, ale regularne rysy, wyraziste, podłużne, szare oczy i skórę do uśmiechu usta. Jednym słowem całość miła dla oka.

Inne tej autorki.

Inne z tego cyklu tutaj.

#1 (przeczytałam też po raz kolejny EW108).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 3, 2021

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Karl Ove Knausgård - Moja walka (tom III)

Tom trzeci wspomnień Karla Ove to dzieciństwo na wyspie Tromøya, gdzie rodzice przeprowadzili się z Oslo do nowo wybudowanego osiedla oraz za pracą - ojciec nauczyciel w lokalnym gimnazjum, matka pielęgniarka w sanatorium dla nerwowo chorych. Poza okazjonalnymi wizytami u rodziny, Knausgardowie byli odcięci od dotychczasowego życia; matka miała swoje grono koleżanek, ojciec - raczej samotnik - miewał kolegów z pracy. Yngve, starszy brat narratora, ma swój świat, z rzadka zazębiający się ze światem młodszego brata, a przynajmniej tak sugeruje pamięć autora, dla którego najważniejsze są oczywiście jego własne przeżycia. Niespecjalnie lubiany przez rówieśników, pretensjonalny, zarozumiały, skupiony na sobie i swoim wyglądzie, przechodzi z dzieciństwa do okresu nastoletniego; z dziecka, które chce zawsze być najlepsze, do chłopca, którego głównie interesuje piłka nożna i dziewczęta. Niektóre elementy mocno rażą - te poświęcone defekacji (i nie jest to jedna historia, tylko dość stały temat) lub te pokazujące molestowanie rówieśniczek, powszechne w latach siedemdziesiątych; nie sugeruję, że warto by to drugie pominąć (bo pierwsze zdecydowanie można), ale beznamiętna relacja bez słowa komentarza brzmi dziwnie z perspektywy czasu.

To, co jednak sprawia, że to trudna lektura, to opisy ojca Karla Ove - psychopaty, terroryzującego swoje dzieci, na zewnątrz eleganckiego, przystojnego młodego trzydziestoparolatka, w domu kata, który w imię “porządku” i “wychowania”, a czasem po prostu nagle stawał się wściekły i bił, poniżał czy upokarzał obu synów. Opisy szarpania za uszy, rzucania o ścianę, wymierzanych na zimno razów, strachu i nasłuchiwania, czy ojciec jest w domu, są przerażające. To norweska wersja “Gnoju”, opowieści o przerażeniu, ukrywaniu, przemilczaniu, nieustającej ucieczce przed katem, który śpi w tym samym domu, aż do momentu, kiedy Karl Ove dorasta na tyle, żeby przestać się bać, a małżeństwo ojca i matki się powoli rozsypuje. Zadawałam sobie pytania, oczywiście, gdzie była matka, określana jako ciepła, kochająca, utrzymująca w domu miłą atmosferę, krzywdziciel wszak nie żyje w próżni, autor jednak w ogóle w to nie wnika, nie skarży się, jest jak jest. Sceny, kiedy ojciec przychodzi zagrać z synem po przyjacielsku w karty, dobry kumpel, nowa gra “pozbieraj 52 karty” i wychodzi, kara za zjedzenie dwóch jabłek zamiast przysługującego jednego dziennie czy zmuszenie do zapakowania przedwcześnie rozpakowanego prezentu urodzinowego, bo przecież prezent można - nawet jeśli kupowany wspólnie i znany - rozpakować dopiero po zjedzeniu tortu, pozostają w głowie przez swoje niczemu niepotrzebne okrucieństwo. Zupełnie innej wymowy nabierają wcześniejsze tomy, gdzie Knausgard jest raczej oschły w kontaktach z ojcem, ale nie wiadomo, jaka jest tego geneza.

Inne tego autora tutaj.

#154

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 26, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj