Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panowie

Michael Ondaatje - Angielski pacjent

We włoskiej willi, opuszczonej przez okupujących Niemców, po ewakuacji szpitala polowego pozostaje Hana, pielęgniarka z Kanady, opiekująca się terminalnym pacjentem o nieznanej tożsamości. W trakcie długiego lata powoli wychodzi na jaw, że poparzony mężczyzna to węgierski hrabia de Almasy, znany przed wojną podróżnik i kartograf; część historii opowiada David Caravaggio, kanadyjski szpieg, dawny znajomy ojca Hany, który dotarł do willi w poszukiwaniu zdrajcy. Do trojga bohaterów dołącza Sikh Kip, saper, który oczyszcza okolicę z min pozostawionych przez Niemców. Kip i Hana mają się ku sobie, Caravaggio usiłuje wyciągnąć z umierającego, jaka była przyczyna śmierci małżeństwa Katherine i Geoffreya Cliftonów, z którymi Almasy znał się przed wojną (i - jak wychodzi - miał romans z Katherine) oraz czy to właśnie on dostarczył Rommlowi mapy Sahary.

Książka jest, oględnie mówiąc, chaotyczna w swojej strukturze - z właściwego czasu i miejsca akcji (koniec wojny we Włoszech) odchodzą wąsy wspomnień bohaterów. Zapewne miało to odwzorować wojenną traumę, jaką przeżyli bohaterowie; tytułowy angielski pacjent usiłuje wyprzeć z pamięci wszystkie wspomnienia i swoją tożsamość. Hana straciła ojca i narzeczonego (plus ma za sobą poronienie), chce się odciąć od przeszłości. Carravagio był torturowany przez Niemców, szuka w Almasym winnego. Kip rozbraja bomby, ale czuje narastające zgorzknienie, bo niby jest Brytyjczykiem, ale drugiej kategorii. Podsumowując, to nie jest książka słaba, ale też niekoniecznie do ponownego czytania.

Tłumaczenie zawiera, nomen omen, kwiatek - Hana porównuje skórę Kipa do kwiatu o nazwie “brązowe oko Susan”, co jest kalką ze zwyczajowej nazwy rudbekii (“black-eyed Susan”); nie komentuję nawet skojarzeń.

To, co mogę powiedzieć o filmie, to że jest ładnie zrobiony - miękkie kolory, zapierające dech pejzaże Toskanii, surowa niesamowita pustynia, piękni młodzi aktorzy (aczkolwiek młody Colin Firth jest pulchny jak bułeczka, trochę mi zajęło, zanim go poznałam). Scenariusz nawet ratuje chaos książki, wplatając zgrabnie w teatralną scenę włoskiej willi reminiscencje poszczególnych bohaterów (oszczędzając niestety na postaci Hany, która jest płaska i absolutnie niewiarygodna, dodatkowo za dezercję z wojska mogłaby trafić pod sąd, jakby to nie była rzeczywistość hollywoodzka), chociaż zupełnie psuje wymowę zakończenia (cnpwrag cebfv Unaę b rhgnanmwę, Xvc cb antłrw śzvrepv xbyrtv m bqqmvnłh jcnqn j fghcbe, cb pmlz jenm m bqqmvnłrz bchfmpmn jvyyę, pb avwnx fvę zn qb zvłbfarw qenzl m xfvążxv, xvrql Uvaqhf anoenł avranjvśpv qb jfmlfgxvpu ovnłlpu, eójavrż Unal, cb fchfmpmravh cemrm Nzrelxnaój obzol an Uvebfuvzę). Inna sprawa, że zakończenie książki jest na tyle otwarte, że aż prosiło się o cokolwiek innego niż urwanie w połowie. Podsumowując, to nie jest zły film, ale absolutnie nie widzę podstaw do obsypania go nagrodami (9 Oskarów i 3 nominacje, nie licząc 3 Złotych Globów i Srebrnego Niedźwiedzia).

#130

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 19, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Kurt Vonnegut - Rzeźnia nr 5

Moim przekleństwem jest to, że dużo czytam. Oraz że czytam o książkach - o narzędziach, metatekstualności, budowie fabuły, typach narracji i tym wszystkim, co pozwala autorom uzyskać taki, a nie inny efekt. Wiem, po co jest repetycja frazy, czemu wprowadził kosmitów z ich umiejętnością obserwowania wszystkich chwil jednocześnie[1] i użył wszechwiedzącego narratora i zaburzonej chronologii wydarzeń, po co osadził siebie jako bohatera drugoplanowego. I dlatego, że głównie widzę metodę, nie pozwala to mi dać się porwać treści. Oraz groteska. Słabo przyswajam groteskę; w okolicach końca liceum zachwycałam się Vianem i Toporem, teraz nie jestem w stanie przez ten typ literatury przebrnąć.

Autor autobiograficznie zaczyna od rozterek, jakie miał przed spisaniem swoich wojennych wspomnień - że to kolejna książka o wojnie, że nie da się oddać tego chaosu i masakry w taki sposób, aby czytanie było równoważne byciu tam wtedy, że nie ufa już swojej pamięci, która zaciera najbardziej drastyczne szczegóły, że nawet opisując rzeczywistość wiernie, może przemycić czytelnikom ideę bohaterstwa czy doniosłości walki. I chyba to udało mu się doskonale, bo mimo zdawkowości opisu i przykrywania grozy odklejeniem bohatera od rzeczywistości, to nie jest książka przyjemna.

Billy Pilgrim w 1967 roku zostaje porwany przez kosmitów jako eksponat do zoo, co brzmi dość koszmarnie, ale to nie jest najgorszy okres w życiu Billy’ego, który w czasie wojny trafił do niemieckiego obozu jenieckiego i przeżył bombadowanie Drezna. Dzięki uzyskanej od Tralfamadorczyków umiejętności przeżywania wszystkich chwil swojego życia jednocześnie, przestaje żyć w czasie linearnym. Otoczenie traktuje go jak psychicznie chorego, kiedy wspomina o uwięzieniu na innej planecie, mimo że chce tylko uspokoić wszystkich, że wszystko, co złe i dobre po prostu się zdarza.

PS Niestety tłumaczenie Jęczmyka jest bardzo słabe. Sporo kiepskiej frazy, żona bohatera je batoniki “Trzej Muszkieterowie” i “Drogę Mleczną”, ktoś inny z kolei je filadelfijski ser śmietankowy.

[1] Czy właśnie obejrzałam “Watchmen”, gdzie doktor Manhattan tak właśnie postrzegał świat? Przypadek? Nie są^W^WTak. Po Vonneguta sięgnęłam, bo dołączyłam do dyskusyjnego klubu książki i w tym miesiącu wypadło na tego autora.

Inne tego autora tutaj.

#129

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 16, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 5 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Jałowce jak cyprysy

Inżynier Adam Rodowski na polecenie żony, Hanki, zakopuje zwłoki pod jałowcami w ogrodzie willi w Józefowie. Niestety, kładzie się to cieniem na ich małżeństwo, bo - jak zauważa matka Hanki - śpią oddzielnie, a mąż wieczorem do żony nie chodzi (a powinien!). Problemem jest też starszy pan, stryj Tomasz, albowiem nie dość, że jest gburem, to doskwiera mu brak alkoholu oraz nie zachowuje się wcale tak, jak powinien zachowywać się ktoś, kto wrócił po latach z emigracji w USA. Dodatkowo dookoła starszej pani, matki Hanki, zaczyna kręcić się przystojny pan Klonowski, wynajmujący pokój w willi obok. Ewidentnie węszy. Sytuacja się zagęszcza, kiedy z USA przyjeżdża pasierb stryja Tomasza i zanim dojedzie do willi w Józefowie, znika. Jego żona zgłasza zaginięcie na milicję, sprawę przejmuje znany duet Downar i Walczak.

W sprawie pojawiają się dwa wątki: jeden - dość oczywisty - to tajemniczy pochówek pod tytułowymi jałowcami, co to jak cyprysy i jego konsekwencje[1]. Drugi wątek - generujący trzech denatów - to sprawa oszustwa finansowego, popełnianego na nieszczęsnych acz zamożnych polskich emigrantach w USA. Organa są bardzo przedsiębiorcze, wprawdzie nie ma przebieranek ani kradzieży szklanki, za to odciski palców pobierane są za pomocą pozorowanej awarii samochodu (wiadomo, Fiaty 126p są znane z problemów) i prośby o popchnięcie przez podejrzanego. Downar jest zmuszony przez Walczaka do odsłuchania w filharmonii symfonii Haydna, na szczęście może uciec na wezwanie z pracy. Nie ma wątku romansowego, ale major jest wrażliwy na niewieście wdzięki, choć oczywiście rozważny:

Dziewczyna była bardzo ładna. Wysoka, smukła, doskonale zbudowana, miała duże ciemne oczy i gęste kasztanowate włosy upięte w mocny węzeł. Nie hołdowała modnej fryzurze, tak bardzo utrudniającej jedzenie zupy. Poruszała się lekko i zwinnie, jak zawodowa tancerka. Mogła uchodzić za wzór kobiecego wdzięku i urody. Jednak doświadczony obserwator dostrzegał w tej twarzy rafaelowskiej madonny coś niepokojącego. Ten dziewczęcy, pozornie naiwny wdzięk maskował znakomicie zimne, bezwzględne wyrachowanie, cynizm oraz prawdziwie męską energię. (...) Downar z zawodową rutyną przyjrzał się współpracownicy Lucjana Szredera. Przyszło mu na myśl młodzieżowe określenie: „zmyłkowa cizia”. (...) Kiedy znaleźli się w wozie, porucznik powiedział:
- Co za nogi, co za nogi! Fantazja skrzyżowana z poematem.
- Czy tylko to zauważyłeś? - spytał obojętnie Downar.
- Nie tylko. Zauważyłem także, że to cwaniara kuta na cztery nogi.
- Cieszę się, że nie straciłeś resztek zdrowego rozsądku. Obawiałem się, że ta wizyta odebrała ci zdolność prawidłowego rozumowania.
- Cóż chcesz? - westchnął Olszewski. - Ciągle jeszcze takie dziewczyny robią na mnie wrażenie. A na tobie już nie?
Downar uśmiechnął się.
- To jest moja prywatna sprawa.
Downar musiał przyznać, że Staszek Olszewski bynajmniej nie przesadził. Rzeczywiście była młoda, elegancka i bardzo ładna. Blondynka, duże, ciemne aksamitne oczy, prosty kształtny nos z leciutko rozszerzonymi nozdrzami, klasyczny rysunek owalu twarzy. Jedynie może w wyrazie ust było coś trochę nieprzyjemnego. Wąskie, stanowczo za wąskie, mocno zaciśnięte, z kącikami leciutko opuszczonymi ku dołowi, co sprawiało wrażenie pogardliwego grymasu.

Się pije: wódkę na odwagę, herbatę madras, śliwowicę (Olszewski nosi w piersiówce), gorącą herbatę z rumem (na przeziębienie), jałowcówkę (niestety zaprawioną arszenikiem).
Się piecze: kurczaka w prodiżu, placek ze śliwkami.
Się pali: sporty.
Się czyta: książkę Bystronia o humorze.
Się odwiedza: zaprzyjaźnionego włamywacza w celu konsultacji.
Się jeździ: do USA do ciotki, ale wraca z radością, bo tam wcale nie jest dobrze.
Szowinizm powszechny: ”Poczuł gwałtowny przypływ nienawiści. Ten jej spokój, opanowanie, brak jakichkolwiek cech zgodnych z naturą kobiety doprowadzały go do wściekłości.”

To pańska żona jest chirurgiem?
- Tak. Nie uważam, żeby to było odpowiednie zajęcie dla kobiety, ale co zrobić? Tak się złożyło.

Się je: gulasz i krupnik na nieświeżym mięsie (w “Józefince”, takiej podłej knajpie w Józefowie).
Się nie wpuszcza obcych do domu, bo: odwiedziny obcych ludzi nigdy nie wróżą nic dobrego. Albo komornik, albo urzędnik z Wydziału Finansowego, albo jakiś inny wydrwigrosz….
Genderyzm:
- Tę spinkę mógł zgubić zabójca.
- Mógł - zgodził się porucznik. - Ale może to być także i spinka Szredera. W każdym razie to raczej własność jakiegoś mężczyzny.
Downar z powątpiewaniem pokręcił głową.
- Niekoniecznie. W dzisiejszych czasach mężczyźni ubierają się jak kobiety, a kobiety jak mężczyźni. Jeżeli chodzi o części garderoby, to nigdy nic nie wiadomo. Zresztą takie strojne spinki pasowałyby do kobiety nawet w dawnych czasach.

[1] Starsza pani, matka Hanki, nie jest bynajmniej oburzona postępkiem córki i zięcia, wyjaśnia znikomą szkodliwość czynu milicji: Za ten szwindel ze starym i z dolarami muszą swoje odsiedzieć, ale jest nadzieja, że dużego wyroku nie dostaną. No bo, proszę pana... kto tu jest stratny? Nasze państwo dolary otrzymało, Adam i Hanka forsę otrzymali. Więc o co chodzi? A że tam ta jakaś amerykańska firma trochę tych dolarów straciła, to Pan Bóg z nimi. Nie na biednych trafiło. Więcej oni pieniędzy mają, niż my wszyscy do kupy wzięci.

Inne tego autora tu.

#127

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 13, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Watchmen

Na początku był komiks, osadzony w 1985 roku. To świat podobny do naszego, ale z małymi zmianami. Dalej świat żyje w cieniu wyścigu zbrojeń, ale USA trzyma Związek Radziecki w szachu dzięki doktorowi Manhattanowi, amerykańskiemu nadczłowiekowi. Ktoś morduje Komedianta, jednego z Gwardzistów, zamaskowanych bohaterów, którzy od lat 40. dbali o ład na świecie jako zbrojne ramię USA, jeszcze zanim ustawą Keene’a maski zostały zakazane. Ktoś próbuje zabić bogatego przedsiębiorcę Veidta, dawniej znanego jako superbohater Ozymandiasz, na szczęście zamach się nie udaje. Wreszcie media dyskredytują doktora Manhattana, zarzucając mu powodowanie raka u swoich dawnych współpracowników, przez co nadczłowiek ucieka przed ludzkością na Marsa. Rorschach, jedyny wciąż zamaskowany superbohater, wyjęty spod prawa, usiłuje zdobyć współpracę potomków dawnych Gwardzistów - córki Jedwabnej Zjawy i następcy Nocnego Puchacza, żeby odkryć, kto i czemu chce usunąć dawnych strażników porządku.

Komiks, jak to u Moore’a, jest bogaty w wycinki prasowe, kilka historii pobocznych, w tym komiks w komiksie (dzieciak przy budce z gazetami czyta dramatyczną historię o jedynym ocalałym rozbitku, który usiłuje wrócić do domu, żeby uratować swoich bliskich przed piratami); brutalny i smutny w swojej wymowie. O legendach, mniejszym złu (źle?!), traumie i o refleksji, czy można jeszcze zmienić coś w świecie na pięć minut przed zagładą.

Potem był film, w zasadzie klatka po klatce skopiowany z komiksu. Doskonale zrobiony, z idealnie dobranymi aktorami (Jeffrey Dean Morgan w trudnej roli Komedianta), byłby niezłym substytutem oryginalnego tekstu dla tych, co wolą film niż komiks, tyle że zakończenie filmu psuje wszystko: beltvanyavr Irvqg jlflłn an Abjl Wbex zbafgehnyaą bśzvbeavpę, flzhyhwąp ngnx xbfzvgój j pryh cbłąpmravn fvł zbpnefgj qb boebal cemrq avrormcvrpmrńfgjrz m mrjaągem, n avr jnyxą b cemrjntę; j svyzvr flzhyhwr mavfmpmravr obzo boh xenwój cemrm qbxgben Znaunggnan, xgóel mbfgnwr anpmryalz jebtvrz yhqmxbśpv. I nawet nie czepiam się logiki samego zakończenia w filmie, ale po co pieczołowicie odtwarzać komiks, żeby na końcu wprowadzić zmianę?

Współczesny serial wraca do tzw. originu, wprowadzając epizodycznie pojawiającą się w “Strażnikach” postać Zamaskowanego Sędziego, wywodząc jego losy od niewygodnej medialnie masakry w Tulsie w 1921 roku. Akcja właściwa zaczyna się w 2019, policja na mocy ustawy kolejnego senatora z rodu Keene’ów nosi maski, żeby ochronić swoją prywatność. Angela Abar, oficjalnie właścicielka nie otwartej jeszcze restauracji, jest policjantką incognito, używając stroju Siostry Noc. Kiedy ginie jej przyjaciel, szef policji, na miejscu zbrodni znajduje staruszka na wózku inwalidzkim, porozumiewającego się z nią aluzjami; sama nie wie czemu nie przekazuje tej informacji ani kolegom z policji, ani agentce specjalnej Laurie Black (bardzo dawno temu znanej jako Jedwabna Zjawa II). Wraca wątek katastrofy z finału komiksu, w wyniku której kilka milionów nowojorczyków zginęło, a wiele osób do dziś leczy traumy; czytelnicy komiksu wiedzą, kto i czemu ją spowodował, nie dziwi więc pojawiający się równolegle wątek Ozymandiasa i niejako powielający pomysł wątek imperium Trieu.

Tak jak komiks, to ponura historia o odpowiedzialności, walce o dominację i o tym, czy możliwość odczuwania każdego momentu swojego życia (dzień dobry, doktorze Manhattan) pozwoli na uratowanie świata po raz kolejny. I po raz kolejny pada pytanie, quis custodiet ipsos custodes. Serial jest świetnym i twórczym dopełnieniem komiksu, uwspółcześnionym tam, gdzie trzeba, dodatkowo zgrabnie rozgrywającym wątki rasizmu we współczesnych USA.

#126 (trzy całkiem obszerne tomy komiksu)

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 11, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 2 komentarze - Skomentuj


Ewa wzywa 07 91-93

Jerzy Edigey - Tajemnica starego kościółka #91

Spis osób (niestety, bardzo ubogi, bo większość postaci jest wymieniona tylko z funkcji):

  • podpułkownik Adam Krzyżewski - przyjaciel narratora, wielbiciel pracy w zespole
  • narrator - dziennikarz z Warszawy
  • (bezimienny) hrabia z Maroka - polskiego pochodzenia, niechętny na wywóz dzieł sztuki
  • Ryszard Wiącek - pijak i awanturnik znany milicji, złota rączka, damski bokser
  • Wiącek senior - 4 klasy podstawówki, a został intendentem w muzeum
  • Zbigniew Horming - dyrektor Muzeum Śląskiego
  • Janusz Słup (ps. Kanonik) - zgubiło go zainteresowanie cenami obrazów i długi język
  • Helena - pracownica muzeum, znajoma Słupa
  • Surowiak - wiceprokurator wojewódzki
  • Jerzy Jakubczak (ps. Hiszpan) - brunet, członek Klubu 41, czuje ogromny pociąg do płci pięknej
  • Roman Kubara (ps. Czarny Romek) - czuje ogromny pociąg do samochodów
  • Michał Zawała (ps. Literat) - podobno naprawia lodówki
  • Romuald Koletko (ps. Małpa) - wspina się

Krzyżewski postponuje realia z polskich powieści milicyjnych - że nikt nie jest zrywany w nocy, nikt nie rezygnuje z urlopów, nie chodzi się na obserwację do lokalów przy wódeczce, oraz że funkcjonariusze wcale nie zaniedbują żon i nie są genialnym detektywami. Dla odmiany proponuje przyjacielowi opowieść o sprawie, gdzie popełniano błędy, ale dzięki wysiłkowi zespołu udało się sprawę rozwiązać.

Po kradzieży drogocennych kielichów we wrocławskim Muzeum Śląskim milicja błyskotliwie założyła, że kradzieży dokonali obcokrajowcy, wnioskując na podstawie tego, że obcokrajowcy często odwiedzają muzeum. Szukała śladów również na Międzynarodowych Targach Poznańskich, bo przecież to świetne miejsce na wciśnięcie skradzionych dzieł sztuki obcokrajowcom (którzy na szczęście byli bardziej zainteresowani intratnymi interesami, więc grzecznie omijali takie propozycje). Zignorowali mikroślady (np. nikt nie sprawdzał zamka w drzwiach), nie był robiony wywiad wśród pracowników muzeum, nikt nie sprawdzał w komisach, czy nie pojawiły się materiały typu srebro. Kradzież udało się wyjaśnić podczas rodzinnej kłótni.

Niedługo potem z muzeum zniknęło kilkanaście znanych obrazów. Podobnie jak wcześniej, poszedł cynk do Interpolu i uczulono celników, ale w zasadzie nie zrobiono nawet wizji lokalnej, zakładając, że ktoś został w muzeum i przez okno wyniósł obrazy. Sprawę skomplikowała seria anonimów, w której przestępcy chcieli uzyskać od muzeum okup za obrazy. Jak poprzednio, sprawę udaje się odkryć dzięki temu, że jeden z przestępców miał zbyt długi język.

Dość nietypowo, w finale narrator spotyka się z Januszem Słupem po odsiedzeniu przez niego wyroku i próbuje zrobić wywiad.

Inne tego autora tutaj.

Danuta Frey - Ostrze noża #093

Spis osób:

  • narrator - żonaty, chociaż czasem wspomina taką jedną Elżbietę
  • Zenon Ignatowicz - zwany doktorem, denat w rannych pantoflach
  • listonosz - otworzył uchylone drzwi i żałował
  • Teresa Żuława - wynajmowała doktorowi lokum, bo...
  • Żuława - mąż Teresy, jechał z promilami, wylądował w więzieniu
  • dziekan AM - częstuje kawą i znajduje świadków
  • dyrektor ZOZ - łysiejący szatyn
  • doktor Wardas - kierownik przychodni, w której pracował Ignatowicz, otyły łysy starszy pan
  • Zoja Ignatowiczowa - atrakcyjna, ale wulgarna, pół miasta za nią kiedyś szalało
  • docent Demianiuk - zatrudniał Ignatowicza w szpitalu w Warszawie, tak niski, że znikał za biurkiem
  • Wanda Małysz (35) - pechowa rodząca
  • Adam Małysz - mąż Wandy, udało mu się zawiesić Ignatowicza w prawie do wykonywania zawodu
  • prokurator - młody człowiek w dżinsach
  • gosposia Strojnych - młoda długowłosa dziewczyna o dużym biuście
  • Mariusz Strojny - drugi mąż Ignatowiczowej, o wyglądzie podstarzałego playboya, prowadzi warsztat samochodowy
  • Naczelnik ZK w S. - z niewielkim wąsikiem i kresowym akcentem
  • Kazimierz Żak (ps. Kulawy/Kulas) - towarzysz Ignatowicza spod celi
  • Ala Pizoń (40+) - śmieje się głośno, znajoma Żaka, była kierowniczka komisu, bardzo zadbana i bardzo umalowana
  • Teresa Tobolczyk - wyszła za jakąś szychę, ekspedientka w komisie
  • długowłosy młodzieniec w niebieskiej “szwedce”, tłuste włosy i tępe spojrzenie, dystrybuuje porno-zdjęcia
  • Waldek - złodziej samochodów
  • Lila (19) - fryzjerka, zgrabny, ale brzydki rudzielec o powiekach wysmarowanych ciemnym tuszem
  • Iza - uczennica liceum ogólnokształcącego, chuda o figurze chłopaka i trójkątnej twarzy, zalękniona myszka

Listonosz alarmuje milicję po znalezieniu zmasakrowanych zwłok niejakiego Ignatowicza. Bezimienny narrator już post factum opowiada o wszystkich wątkach, jakie pojawiły się w sprawie i które doprowadziły do spektakularnego finału, gdzie w mieszkaniu denata morderca wyznaje swoje grzechy. Ignatowicz, niespecjalnie rokujący jako student medycyny, zostaje lekarzem-ginekologiem. Niestety, jego skłonność do alkoholu[1] i życiowe porażki sprawiają, że się stacza - zła diagnoza, kończąca się śmiercią matki i dziecka, śmierć własnego dziecka, opuszczenie przez żonę, czy wreszcie zwolnienie dyscyplinarne i więzienie. W więzieniu zaprzyjaźnia się z niejakim Żakiem, cwaniaczkiem-fotografem, z którym po wyjściu na wolność rozkręca biznes - fotografują nagie damy, że niby do filmu, a następnie zaczynają je szantażować. Nagie zdjęcia wyciekają przypadkiem, po kradzieży samochodu Ignatowicza, bo początkowo narrator, widząc łazienkę przerobioną na ciemnię, pozbawioną jakichkolwiek klisz i odbitek, ma jedynie poczucie, że czegoś brakuje, ale nie zastanawia się, czego. Podsumowując, to jedna z tych historii, gdzie zamordowany jest tak wyjątkowo szkodliwy (alkoholik, szantażysta, przemocowiec, spowodował co najmniej dwie śmierci albo więcej), że w zasadzie nikomu nie zależy na wyjaśnieniu zbrodni.

[1] "Czasem tylko alkohol od niego jechał, ale czy to coś nienormalnego, że się od czasu do czasu wypije?"

Się pali: marlboro (ale rzadko, bo drogie).

Inne tej autorki tutaj.

Inne z tego cyklu tutaj.

#125 (przeczytałam też po raz kolejny EW092)

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 8, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 9 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Pomniejsze bóstwa

To trochę zapomniany i niesłusznie niedoceniany tom, bo w zasadzie nie ma żadnych znanych z innych podcykli bohaterów - magów, wiedźm czy straży. Ale są małe państewka dookoła sporego akwenu wodnego, zamieszkałe przez podobnych ludzi, ale wierzących w różnych bogów - Efeb ze swoim wielobóstwem i filozofami, nie wahającymi się rzucić herezją (oczywiście pod warunkiem, że budynek ma miedziany dach) i Omnia z wiarą w jedynego boga, Oma. Czystości wiary przestrzega brutalna Kwizycja, dbająca o morale wiernych metodami może i brutalnymi, ale gwarantującymi odpracowanie grzechów jeszcze na ziemi. Brutha, nowicjusz zajmujący się ogrodem, niespecjalnie błyskotliwy, za to z ejdetyczną pamięcią, staje się uczestnikiem wyprawy pokojowej do Efebu; problem w tym, że słyszy głos małego, nieco zniszczonego życiem żółwia, który przedstawia się jako jedyny bóg Om, a formę swoją - bo przez Omnian przedstawiany jest jako wielki byk, płonący orzeł czy inne stworzenie o sporych gabarytach - wyjaśnia tym, że tylko Brutha w niego wierzy, mimo całego przedsiębiorstwa religijnego. Wyprawa pokojowa oczywiście okazuje się być krucjatą mającą na celu podporządkowanie pogańskich Efebian, a intryga, grubymi nićmi szyta przez bezlitosnego inkwizytora Vorbisa, sprawia, że Brutha kwestionuje wszystko, w co wierzył. Oprócz samego Oma, bo żółwik jest jak najbardziej realny i nawet zdarza mu się spowodować malutkie wyładowanie elektryczne.

To gorzka opowieść o religii i opresji; o ludziach, którzy zakładają szaty kapłańskie i czują się sami bogami. Oczywiście jest to gorycz kontrapunktowana pratchettowską ironią i przymrużeniem oka, finał daje nadzieję (mimo skomplikowanej rozgrywki wśród bogów). Zawsze może przyjść czas łagodnego proroka, który nie karze, a łagodnie napomina.

Inne tego autora tutaj.

#120-121 (przeczytałam też ponownie Carpe jugulum, gdzie kapłan wspomina proroka Bruthę).

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 29, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - 7 kanarków Maurycego

Cała ta historia nigdy by się być może nie zdarzyła, gdyby Maurycy poszedł do kina.
… co jest pewną przesadą, bo historia się i tak by zdarzyła, tylko Moryś nie byłby w nią zaangażowany (a dwa kanarki miałyby dłuższe życie). W każdym razie, Moryś - młodzieniec raczej pierdołowaty i mało przebojowy - wraca do domu zamiast iść do kina, bo narzeczona, Joanna, wystawiła go do wiatru. Niespodzianka, zastaje w łóżku swojego współlokatora, Krzysztofa, właśnie Joannę w negliżu (tak, też uważam, że to było proszenie się o kłopoty). Ponieważ, jak wspomniałam, Maurycy nie jest zbyt asertywny, to właśnie on wyprowadza się z mieszkania na stryszku, biorąc ze sobą 7 kanarków, mimo że mieszkanie jest jego[1]. Zatrzymuje się u znajomej, Tereni, córki profesora; w nocy budzi go ktoś wchodzący przez okno do profesora, który niedługo potem - ale dalej to środek nocy - daje mu list i prosi o dostarczenie na drugi koniec miasta. Na miejscu Maurycy znajduje, tak, zwłoki właśnie Krzysztofa, panikuje i ucieka, ze strachu - wszak miał motyw - wybiera strategię wyparcia, nic nie zaszło, nic nie widział, tym bardziej, że indagowany profesor wypiera się całej sprawy, zrzucając to na zwidy. Co ciekawe, Krzysztof dzwoni do Maurycego i informuje go, że na jakiś czas wyjechał, a ojciec Krzysztofa pokazuje list nadany w Paryżu, pisany ręką syna, z informacją o zadomowieniu się w nowym miejscu.

Dopiero w połowie książki pojawia się duet Walczak-Downar (obydwaj w randze kapitana); trafiają przypadkiem po awarii samochodu do pałacu w Koronowie, gdzie odpoczywa warszawska śmietanka - między innymi ojciec Krzysztofa z młodą żoną i profesor, ojciec Tereski. Właściwe śledztwo zaczyna się od samobójczej śmierci profesora, który ewidentnie przestraszył się widoku władzy wykonawczej. Po nitce do kłębka trafiają do Maurycego i zaczyna ich zastanawiać fakt tajemniczego wyjazdu Krzysztofa. Tło jest bogate - aktor-pederasta[4], fałszerstwo czeku (czego Walczak nie cierpi, bo nic tak go nie nudzi, jak przestępstwa finansowe), kolekcja obrazów odzyskanych po wojnie, rzut oka na studiującą na Politechnice młodzież, znudzoną żonę przy mężu (niedwuznacznie zainteresowaną Downarem, bo to - mimo zagrypienia - mężczyzna postawny i przystojny) czy szantaż z powodu kolaboracji w czasie wojny. Do wyjaśnienia zbrodni przydają się kanarki Maurycego oraz para rogów, które zniknęły z pewnej ściany.

Się je: chleb z masłem i świeżą szynką, kawiorek, śledzik, tatar, sardynka, jajeczko w majonezie (na przyjęciu pod wódeczkę), bryzol i tort (w Bristolu), rumsztyki, a po rumsztykach steki cielęce i omlet z konfiturami na deser (w Kaskadzie), bitki wołowe z makaronem i omlet z dżemem (w pałacu w Koronowie, pyszne, ale mało!).
Się je (jak się jest kanarkiem): jabłka, biszkopty, sałatę, siemię lniane, osasepię (ususzona muszla mątwy).
Się reaguje na milicję:

- Panie profesorze, przyjechali z milicji.
Wiadomość ta wywołała konsternację. Na całym bowiem świecie, niezależnie od ustroju i szerokości geograficznej, słowo „milicja" czy „policja" oddziałuje w sposób deprymujący na ludzi choćby nawet najuczciwszych.

Się mówi slangiem: ustawić cizię na chatę, wyrolować zaflitowanego piklafona (?!?).
Się pije: wódkę [2], koniak, francuskie białe wino „Haut Sautene”, krupnik[3], wiśniak, drinki z jałowcówki, wermutu i soku ananasowego, grzaniochę (na grypę, oczywiście, z piwa, jaj i ćwiartki wódki).
Się pali: giewonty, Moryś nie pali.
Się przebiera: porucznik Kobiela za montera od telefonów w celu dokonania przeszpiegów w mieszkaniu podejrzanej.
Się nie ceni: kina amerykańskiego:
Film był podły, mocno szmirowaty. Wyszli z kina zniechęceni.
- Przepraszam, że zaprowadziłem cię na taką chałę - powiedział zmartwiony Maurycy.
Uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
- Przecież to nie twoja wina, Moryś. Nie wszystkie filmy amerykańskie są dobre.

[1] No też nie do końca. Rzewna historia, wywalili Morysia za niewinność z akademika, plątał się po ulicy, aż zgarnął go życzliwy staruszek, właściciel kanarków, i zaproponował mieszkanie w zamian za opiekę nad ptaszkami, po czym umarł, a młodzieniec zaniedbane mieszkanie w kamienicy do rozbiórki przejął. A potem pozwolił mieszkać Krzysztofowi, synowi zamożnego architekta, który pokłócił się z ojcem i bez skrupułów wystawił Morysia za drzwi.

[2]

- Nie powinnaś mnie prowadzać na te ochlaje. Tylko sobie niszczę zdrowie (...).
- Nikt ci nie każe pić. Jak ci szkodzi, to nie pij.
Czekał tylko na to, żeby się odezwała. Wybuchnął.
- Łatwo ci mówić „nie pij". To się tylko tak gada. Spróbuj coś załatwić u nas w Polsce bez wódki. Zobaczysz. „Panie inżynierze, skoczymy na jednego", „Panie inżynierze, musimy to oblać", „No jak to? Nie napije się pan z nami?", „Heniu, cyk na drugą nóżkę", „Heniu, jak Boga kocham, ze mną się nie napijesz?". I tak wszędzie i tak w kółko. Aż do obrzydzenia. A spróbuj odmówić. Natychmiast stajesz się śmiertelnym wrogiem, człowiekiem podejrzanym, niegodnym zaufania, przyjaźni. Wychodzisz z obiegu, kończysz się. Tylko ten, kto chla wódę, ma u nas jakieś szanse życiowe.
Ale to nie do końca tak, że to żona zmusza męża do wypitki:
Zaróżowiona nienaturalnie twarz i błyszczące oczy świadczyły o tym, że pan inżynier pił do obiadu nie tylko fructovit.
- A, pan kapitan! (...) Napije się pan czegoś mocnego?
- Dziękuję, już piłem.
-Już pan pił? Cha, cha, cha. To dobre, to wspaniałe. Ja, prawdę mówiąc, też już piłem. Ale nie można inaczej. Trzeba dbać o zdrowie. Ta epidemia grypy[3]...

[3] Ponieważ jest sezon grypowy, chorują i świadkowie/podejrzani, ale też i Downar, który mimo gorączki łazi po mieście. Walczak leczy “domowymi metodami” i Downara, i - jak poniżej - profesora, bo *zupełnym przypadkiem* nosi ze sobą flaszkę spirytusu.

- Zabieraj to lekarstwo i aspirynę. Dosyć mam tego świństwa. Pan kapitan będzie mnie leczył krupnikiem, staropolskim krupnikiem. Czy słyszał kto, żeby dawna szlachta chorowała na grypę? Skądże! W dawnej Polsce grypa była zupełnie nieznana. A dlaczego? Bo pili krupnik, gorący krupnik. I nie tylko krupnik — dodał ciszej.
Pani profesorowa spojrzała na męża z wyrzutem.
- Ależ Józieczku, co ty wyprawiasz? Obawiam się, że masz większą temperaturę.
- Zrób nam krupniczku, kochanie - powiedział energicznie chory, który w obecności gościa czuł się o wiele śmielszy.
- Nie mam przecież spirytusu - próbowała argumentować sterroryzowana kobieta.
Walczak poderwał się i pobiegł do przedpokoju.
- Mam spirytus! - zawołał triumfalnie i wyjął ćwiartkę z palta.
Profesorowa musiała skapitulować.

[4]

Idziemy na ubaw.
- Gdzie?
- Do Podjemskiego. Nie znasz go?
- Do tego aktora?
- Właśnie. Zaprosił nas na wieczór.
Maurycy skrzywił się niechętnie.
- Słyszałem, że to jakiś zboczeniec.
- No pewnie. Stary pedał. Ale co ci szkodzi. Nie bój się.
- Nie zgwałci cię. Nie lubi takich drągali.
(...)
Ciekawie przyglądał się temu pulchnemu mężczyźnie, którego gładka, mocno napudrowana twarz przypominała raczej twarz podstarzałej kobiety.

Inne tego autora tu.

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 26, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 2 komentarze - Skomentuj


Ewa wzywa 07 85-87

Ignacy Seweryn Kryński - Szwedka #85

Spis osób:

  • Ignacy Seweryn Kryński (37) - narrator i autor(!), zwany Sawką
  • Hanka Rut - narzeczona Sawki, plastyczka
  • Cyryl Goldman - pęta się przy Hance, młodzieńczo śliczny i beztroski
  • Katarzyna - przyjaciółka Hanki, ma okrągłe, ptasie oczy
  • Paweł Maciak - od 4 lat mieszka w Kazimierzu, artysta, pozuje na Chrystusa
  • Zyta - żona Pawła, duża i tęga, ale zgrabna i sprężysta, dobrze prowadzi samochód
  • Woźniakówna - nastolatka z podrapanymi nogami, pechowa pasażerka pociągu
  • kapitan Jacek Białowiejski - rozpracowuje morderstwo Brikson
  • Gunnar Brikson (29) - zamordowana szwedzka turystka
  • Stanisław Malkiewicz - znany grafik, również mieszka w Kazimierzu
  • Markowska - ze spożywczego, jechała pociągiem krytycznego dnia
  • Wanda Jagielska - dziennikarka z telewizji, Malkiewicz z nią nie gada, ale Markowska i owszem
  • porucznik Kinga Borzęcka - oficer Stołecznej Komendy MO, rozpracowuje morderstwo Jagielskiej
  • Andrzej Jagielski - eks-mąż Wandy, pracownik Radiokomitetu, it’s always a husband, więc podejrzany o zabójstwo żony
  • Tadeusz Barański - kolejarz, pechowo rozmawiał ze Szwedką w pociągu
  • Jurek Burski - korespondent Sawki ze Stanów
  • Mr Ogorec (Ogórek) - polski właściciel chińskiej knajpki w Nowym Jorku
  • Michał Burany - zapuszczony malarz, lokator Sawki, z niewiadomych powodów utrzymywany przez Hankę
  • pani Janicka - spontanicznie sprząta u Sawki oraz gotuje obiady
  • Marcin Rut - profesor, stryjeczny dziadek Hanki, ma dobrą pamięć i mało go dziwi
  • Antosia - pracuje u profesora Ruta, lubi sobie strzelić kielicha
  • Anna - matka Hanki, Francuzka, nie żyje
  • Henryk - ojciec Hanki, bratanek profesora, znany lekarz, aktualnie podobno w Hongkongu
  • Krysia - pomoc domowa Maciaków
  • pułkownik Stanisław Bieda - wtyka Sawki w komendzie, szef Białołęckiego

Sawka, rencista po wczesnym zawale (przy czym bliżej nie wiadomo, czym się wcześniej zajmował - filozof z wykształcenia, naukowiec, dyplomata, autor powieści kryminalnych?), nie za bardzo ma co ze sobą robić po wyjeździe ekscentrycznej narzeczonej-artystki (USA, Meksyk i Izrael). Wybiera się więc w odwiedziny do kolegi w Kazimierzu, ale zamiast odpoczynku trafia w sam środek śledztwa - ktoś zabił pasażerkę pociągu, którym jechał. Niedługo potem giną kolejne osoby - dziennikarka, która podobno rozmawiała z naocznym świadkiem, kolejarz widziany z zamordowaną Szwedką, nastolatka siedząca w przedziale Sawki. Jak się łatwo domyślić, narrator nie ma poczucia zagrożenia, mimo że dookoła niego dzieją się rzeczy dziwne. A to dostaje wiadomości o narzeczonej z różnych źródeł, ktoś nawet - wbrew faktom - widział ją w Warszawie, a to nachodzą go wynajmujący poddasze na starym mieście malarze-lekkoduchy, sugerując, że narzeczona nie odmawia im pieniędzy, ktoś bywa (i pali papierosy) w jego mieszkaniu pod jego nieobecność, wreszcie ktoś uderza go w głowę i Sawka budzi się w szpitalu.

Rozwiązanie intrygi jest dramatyczne - zaprzyjaźniona milicja zbiera wszystkich zainteresowanych w mieszkaniu Sawki, podaje szereg faktów, kierując podejrzenia w dość absurdalnym kierunku i liczy na to, że obecny w pokoju morderca straci zimną i krew i się przyzna. Oczywiście tak się kończy, a winny popełnia w więzieniu samobójstwo.

W telewizji: drużyna Górskiego i Watergate Nixona.
Się pije: ogólnie dużo, a w detalu białą wódkę, koniak i domową nalewkę.

Stefan Kos - Śmierć krąży o zmroku #086

Spis osób:

  • Jan Dymek - stróż nocny w magazynach spółdzielni “Przyszłość”, znalazł zwłoki ofiary “wampira”
  • Irka Pawelczyków - kioskarka, poszła jakiś czas temu do biura i nie wróciła
  • sierżant Chomoński - MO Poręba, powolny, ale czujny
  • kapitan Kęski - KG MO, jeden z najbardziej twardych i upartych w służbie, choć wolno awansuje
  • porucznik Patryk - zdolny analityk, odpowiada za mapy i wykresy
  • Maria Wasilewska (24) - denatka, niezamężna, ale w zaawansowanej ciąży[1], pracownik umysłowy
  • Stanisław Geza - reporter “W Służbie Narodu”[2], rozpytuje tu i ówdzie, bo ma urlop
  • Wytycz - jasnowidz, mieszka opodal we wsi Gołąb, po seminarium duchownym
  • stara Wasilewska - matka zabitej, próbuje manewrować śledztwem
  • inż. Zbigniew Melczarek - obiekt szkalowania anonimami, wdowiec z willą
  • doktor Herbst - znany i szanowany lekarz, ginekolog z klauzulą sumienia
  • Zofia Narowska - pielęgniarka z kardiologii
  • Wilhelm Szmit - syn sąsiadów Narowskiej, trochę durnowaty i nie panuje nad popędem[3]
  • Marta Krzyżogórska - skądinad rozwódka, kochanka Melczarka, ma duże, białe piersi
  • gosposia jasnowidza - dwa złote zęby i czarne oczy, co to się rozjeżdżają na boki, wścibska i zawistna
  • Herbstowa - internistka, katoliczka
  • Krzysztof Lebioda (40) - magazynier z Zakładach Mechaniki Precyzyjnej, w stałej niezgodzie z żoną
  • Snopkiewicz - niezbyt zdolny architekt z Poręby

W okolicach Poręby zgwałcono i zamordowano 9 kobiet. Milicja ochrzciła mordercę Pętlarzem (od pętli, jaką dusił swoje ofiary) i - jako że pojęcie seryjnego mordercy były już znane w PRL (a nie tylko na zgniłym Zachodzie) - przygotowała szczegółowe analizy zachowania, z mapą, trasą kolei, którą się potencjalnie przemieszcza, a nawet związkami z fazami księżyca. Ba, zajmują się nawet profilowaniem (psycholog, socjolog, psychiatra i seksuolog), czytają opracowania Jamesa Russela (tego od wampira z Bostonu, “Zielonego Człowieka”). Zamordowanie Marii i pozyskanie jej pamiętnika poszerza krąg podejrzanych o mieszkańców Poręby, tym bardziej, że samotna dziewczyna była w ciąży, zniknął pierścionek z brylantami, który ukrywała przed matką, a w jej torebce znaleziono 15 tys. złotych i plan domu, co sugerowało jednak motyw osobisty. W pamiętniku w zawoalowany sposób pisała o spotkaniach i swoich oczekiwaniach, posługując się pseudonimami i metaforami; sprytny redaktor Geza powoli odkrywa, kim był “Boj”, “Doktorek” i “M.D.”. Odwiedza również, na prośbę matki zamordowanej, lokalnego jasnowidza. Milicja otrzymuje też dziwne anonimy, kierujące śledztwo w stronę inżyniera, budującego od kilku lat willę. Półtora ofiary później (jedna przeżyła dzięki stalkerowi) milicja aresztuje “wampira”.

[1] Ciąża jest tak “zaawansowana”, że jeszcze nie widać. Absurdalnie, nie budzi to niczyjego zdziwienia, nikt nie zadaje pytań o ojca. Matka Wasilewskiej jest wręcz obrażona, że milicja sugeruje iż jej córka chodziła do ginekologa.

[2] Mimo że po szkole milicyjnej. Przez to trochę z niego szydzą na komendzie, ale jest - jako “swój” - dopuszczony do tajemnicy śledztwa.

[3] Wilek Szmit swego czasu na siłę pocałował Zofię i zasugerował, że tak mu się podoba, że ją zgwałci. Potem śledził ją we mgle, co uratowało dziewczynie życie, bo spłoszył “wampira”. Widać jak na PRL było to nadzwyczaj romantyczne, więc w finale milicja zostaje zaproszona na ślub pary.

Się używa: pudru “Celia”, kremu do rąk “Uroda”, czerwonej szminki “Max Factor”.
Się pije: koniak do kawy, piwo (dla zdobycia informacji), Martel (w zacisznym motelu).
Się planuje aborcję: podobno wystarczyło 15 tys. (chociaż dama prosiła o 50 tys. na początku).
Się ma: papieża na ścianie.
Się nosi: jaskrawe kreacje na wysoki połysk w stylu Maison Ciuch.
Się pali: sporty.

Andrzej Krzysztof Barcz - Madonna z Piaskowej Góry #087

Spis osób:

  • Paweł Wert - konserwator, a naprawdę porucznik incognito
  • ksiądz proboszcz - zaaferowany starszy pan
  • Jerzy Braniecki - poprzednik Werta, kochliwy
  • Zatłokowa - wynajmuje pokoje, dobra parafianka, ale długi język
  • Marta Nowak - nauczycielka, kochała się w Branieckim
  • Dzidek Tobola - skórzana kurtka i koszula w kratę, zarządza budową browaru we wsi
  • Zosia - kelnerka w Regionalnej, mini i senny wzrok
  • Kazimierz Waśko - lokalny zakapior, lubi wypić i popatrzeć na gołe panie
  • Irena Firas - prowadzi sklep galanteryjny, skupiona na zawartości portfela
  • doktor Detyniecki - kolekcjoner, organizuje obiady czwartkowe
  • Nowocień - weterynarz, z żoną w Bułgarii
  • Korda - przedwojenny rejent, skłócony z Branieckim i z Firasową
  • Sobociński - kierownik poprawczaka, wdowiec, odmładza się koszulą w kropki i baczkami
  • Zajączkowski - kierownik cukierni, lubi się otaczać zamożnymi
  • Jadwiga Zajączkowska - żona cukiernika, o niepokojąco dużym biuście i tzw. reputacji
  • Łucja Detyniecka - żona doktora
  • Filip - bratanek doktora, student, chętny do współpracy z milicją
  • Józefowa - gosposia u doktorostwa
  • Witold Kowalewski - stomatolog, czasem kłamie
  • starszy sierżant Kujawiak - przypadek i szczęście pomagają mu w pracy
  • major Baliński - zwierzchnik Werta
  • Borowicz - kulejący woźny szkolny, snuje się po mieście i dużo widzi
  • kapitan Morski - niewysoki, ale przystojny, o twarzy zeszpeconej blizną na policzku
  • Stefania Wójcik - znalazła zwłoki Borowicza, pisał jej podania do urzędu
  • Stefańska (87) - sąsiadka Borowicza, wiekowa, ale wszystko pamięta
  • Józek Michalak - popijał z Waśką
  • Anita Falango - rewelacyjna (podobno) gwiazda striptizu

Kościół z XIV wieku w małym miasteczku. Konserwator zabytków podczas renowacji odkrywa cenną rzeźbę, niestety zostaje zamordowany, a rzeźba znika. Na jego miejsce przybywa funkcjonariusz incognito i szybko rozgryza lokalne układy towarzyskie - kto się z kim przyjaźni, kto kogo nie lubi, kto się w kim kocha i kto mówi nieprawdę. W finale zbiera wszystkich poznanych mieszkańców w willi doktora i opisuje przebieg śledztwa, żeby na końcu wskazać jedną z obecnych na spotkaniu osób.

Się pali: klubowe[1].
Się je: sery, miód i konfitury na plebanii, schabowego w “Regionalnej”, bulion z żółtkiem, ragout z baraniny (u doktora), jajeczniczkę z bułką (u gospodyni).
Się pije: koniak i piwo, domową nalewkę, White Horse/Martel.
Się wiesza: Kossaki, Axentowicze, Fałaty i Malczewskiego.
Się ma: meissenowskie filiżanki (sic!).
Się czyta: Córkę rzeźnika Harasymowicza oraz Borgesa.

[1]

- Poproszę paczkę Klubowych.
Mężczyzna mrugnął do kioskarki, a ona dyskretnie podała mu paczuszkę “Eros”.
- Panie poruczniku, mam małą prośbę. Jest taka seria: “Ewa wzywa 07”. Dają mi tylko trzy egzemplarze, a ludzie tak się o to dopominają. Czy mógłby pan powiedzieć w zarządzie dwa słowa, żeby przysyłali więcej?...

Inne tego autora:

Inne z tego cyklu tutaj.

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 24, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Colson Whitehead - Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Cora od urodzenia mieszka na plantacji. Nie zna swojej daty urodzin, bo jej matka nie znała kalendarza, zna za to rodzinne opowieści - czy to o babci, która została porwana w Afryce i w ładowni, wszak była towarem, przewieziona do Stanów Zjednoczonych i rozdzielona z rodzeństwem i plemieniem, czy o matce, która wyszarpała dla siebie kawałek poletka, na którym hodowała warzywa. O więcej nie zapyta, bo babcia umarła, a matka uciekła, zostawiając ją samą, wyrzuconą poza społeczność. Nie jest więc jej aż tak trudno podjąć w pewnym momencie decyzję o ucieczce, mimo że nie ma żadnych szans poza plantacją, ale też nie ma żadnych szans na plantacji.

To opowieść fabularna, nawet można nazwać ją przygodową, o losach tych nielicznych niewolników, którzy próbowali uciekać z obozów pracy, jakimi były w większości plantacje bawełny. Nie wiedzieli, co i czy w ogóle coś ich czeka poza plantacją, zwłaszcza że dzięki doskonale wyposażonym w narzędzia i siatkę kontaktów łowcom niewolników większość wracała w kajdanach, żeby zostać brutalnie zabita jako odstraszający przykład. Corze ucieczka się udaje, odkrywa tytułową kolej podziemną, przewożącą zbiegłych niewolników do innego stanu, gdzie prawo jest łaskawsze dla uciekinierów. Problem w tym, że ląduje w kolejnych odsłonach tego samego więzienia - zamknięta na strychu, żeby nie narażać pomagających jej białych, w sielankowym “domu przejściowym”, gdzie poznaje prawdziwy cel resocjalizacji niewolników, wreszcie w komunie, gdzie próbuje ułożyć sobie życie. I o tym po części jest ta historia - o szansach na aklimatyzację w świecie, gdzie nie było miejsca na ciemnoskórych, celowym niszczeniu kultury i świadomości ludzi zmuszanych do pracy, pozbawianych rodzin, o amerykańskim majątku, zbudowanym na zaprawie z krwi Afrykanów na terenach zagrabionych Natywnym Amerykanom.

To też portret nielicznych białych przewijających się przez karty opowieści - dobrej pani, uczącej swoich niewolników czytać i obiecującej im wolność w testamencie, psychopatycznym właścicielu zabijającym dla przyjemności, łowcy niewolników z etosem, ale i bezwzględnością, zawiadowcach Podziemnej Kolei i abolicjonistach (tych z przypadku i tych z wyboru) czy lekarzach-eksperymentatorach, korzystających z ciał niewolników do testów bez ich wiedzy, co tym bardziej przeraża, że - mimo fabularyzowania - niewiele tutaj zostało zmyślone przez autora.

PS Oraz wyszłam ze strefy komfortu, idąc na spotkanie z ludźmi, którzy też tę książkę czytali.

Inne tego autora:

#117

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 21, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Ewa wzywa 07 82-84

Władysław Krupiński - Jak pan przeniósł ten gryps? #082

Spis osób:

  • Jerzy Lewicki - zegarmistrz, potrzebuje ludzi zdecydowanych i z głową na karku
  • Tadek Nowicki - dawny współpracownik Lewickiego, źle znosi zamknięcie w celi
  • Adam Sarna - przeniósł gryps w ustach, w celofanie
  • Stefan - barczysty, młody mężczyzna, umie w karate
  • Wanda - dziewczyna ładna, dobrze zbudowana, elegancka
  • Krystyna - twierdzi, że kupuje sukienki na bazarze za grosze, a mąż to łyka bez pytania
  • Wolniak - aktywistka komitetu blokowego
  • naczelnik - w sprawie listu do Teresy wpuszcza bez czekania
  • Curzydło - kioskarz
  • Roman - mógłby być kierowcą rajdowym, gdyby w Polsce były prawdziwe wyścigi i dobre firmy
  • Irena - żona Romana, ciągle o czymś Romanowi po dziesięć razy przypomina
  • Ryszard Rępisz - blada, wychudła twarz i zmięty garnitur
  • Dzieciuch - mocno popłynął, aż mu łeb bumbował
  • Mietek - posiadacz mieszkania z wanną

Adam Sarna, były student geologii, po dwuletniej odsiadce dostaje od współosadzonego kontakt do zegarmistrza, u którego można dobrze zarobić. Na miejscu okazuje się, że zegarmistrz ma już ekipę, a do tego jest nieufny w kwestii kontaktu z zakładem karnym, na tyle, że wysyła za Adamem swojego pomagiera. Adam nadludzkim wysiłkiem broni się przed napadem, przez co zegarmistrz decyduje się przyjąć go do zespołu (niestety, kosztem biednego Stefana). Jest to dość ryzykowna narracja, bo czemuż czytelnik ma się cieszyć, że eks-osadzony i mastermind zbrodni zamierzają napaść na konwojentów, załatwić ich strzałami w głowę i zabrać pieniądze przeznaczone na wypłaty dla ludu pracującego? Opowieść nieco się prostuje, kiedy do zegarmistrza przychodzi kolejny były więzień, powołujący się na tego samego znajomego, co Sarna. Odpowiedź jest oczywista - Fnean gb cbehpmavx Fnean, jglxn, xgóen zn ebmcenpbjnć tnat mrtnezvfgemn. Pb pvrxnjr, zvzb żr gra fnz zbglj olł hżlgl j cvrejfmlz bqpvaxh manartb frevnyh, fpranevhfm wrtb avr olł ba bcnegl b gę xfvążrpmxę.

Się pali: ekstra mocne, sporty.
Się je: wiejską kaszankę.
Się pije: pluskwiankę (whisky), winiak.
Dentyści: nie prowadzą kartotek, bo to nie Ameryka.

Inne tego autora tutaj.

Helena Sekuła - Srebrna moneta #083

Spis osób:

  • Łukasz Majewski - psycholog Telefonu Zaufania
  • Iza Białoń - potencjalna samobójczyni, pomoc domowa z aspiracjami
  • kapitan Andrzej Czyżewicz - inspektor służby kryminalnej, nosi norweskie golfy
  • mgr Piotr Paweł Łapiński - kierownik w centrali handlu zagranicznego, przyjaciel pani Wójcikowej
  • Celina Wójcikowa - właścicielka gustownego medalionu i dramatycznie uszkodzonej twarzy
  • Maria - córka, z pretensjami, a żyje w nie uświęconym związku
  • Jacek - nieletni syn Marii i Norberta
  • Norbert Olansky - mąż Marysi, kanadyjski Polak, robi w konfekcji skórzanej, skąpiradło
  • Adam Kornacki - były narzeczony Izy, elektryk w objazdowej scenie Estrady
  • Ilona L. - znana aktorka, poprzednia chlebodawczyni Izabeli
  • porucznik Marian Józefczyk - przyjaciel i współpracownik Czyżewicza
  • pani M. - modystka, szyje kapelusze, kiedyś zatrudniała Izę
  • Marieta Jaromianka - protegowana Adama, daleka znajoma Ilony L.
  • Białoń (senior) - strapiony ojciec, mocno zainteresowany oszczędnościami córki
  • Sasinowa - dobrze poinformowana sąsiadka Białoniów
  • Iwona - nowa dochodząca pani M., tyranizuje pracodawczynię
  • Majzlakowa - chuda kobieta z pyszczkiem jak u łasicy, sprzątała u Jaromianki

Na telefon zaufania dzwoni potencjalna samobójczyni. Mówi rzeczy dziwne, egzaltowane, wreszcie - zanim psycholog namierzy jej adres - rzuca słuchawką. Już na miejscu ofiarny psycholog spotyka milicję, wezwaną przez przyjaciela domu, który znalazł zwłoki. Szybko okazuje się, że nic nie pasuje - pomoc domowa ubrana jest w elegancką suknię balową i biżuterię pani domu, ma doskonale zrobiony makijaż i manicure, jej portret psychologiczny nie pasuje do opisu psychologa na podstawie przeprowadzonej rozmowy, na książeczce oszczędnościowej dziewczyna zebrała prawie ćwierć miliona (ponad 100-krotność “uczciwej” pensji) mimo że oceniana była przez pracodawczynię jako rozrzutna. Milicja obserwuje najpierw domowników, odkrywając tajemnicę maskarady pani Wójcikowej (dość oczywistą), potem rozszerza śledztwo o byłego narzeczonego Izabeli (rozstanie z którym podobno doprowadziło ją na skraj wytrzymałości) i poprzednie pracodawczynie dziewczyny. Co mnie zirytowało, to lalki na kanapie denatki, które nie wniosły nic do fabuły.

Widać, że autorką jest kobieta. Iza ma niebieski cień do powiek, wieczorową suknię z szafirowej mory, duży dekolt i szeroką spódnicę, czółenka z tej samej tkaniny co suknia, do tego szal i rękawiczki z beżowej gipiury (panowie, wiecie bez guglania, co to gipiura?), paznokcie opiłowane w migdał, błyszczący koralowy lakier. Pani Celina widziana jest w pasiastym płaszczu z norek, modnie ściagniętym paskiem, nosi pantofle typu kozak doński, kowbojski kapelusz i ciemne okulary (wieczorem w listopadzie!), przy następnej okazji spódnicę w szkocką kratę i sweter z moheru w kolorze dobranym do spódnicy. Nie zaczynam nawet opisu kapeluszy z pracowni pani M., a jest ich sporo.

Się pije: koniak na uspokojenie, szkocką na odwagę.
Się ma focha: dama częstuje koniakiem, ale w zwykłych kieliszkach, a nie kryształowych (360 zł sztuka!).
Się jeździ: cadillakiem (bo kto bogatemu zabroni).
Się wydaje: 15 tys. na operację plastyczną.
Się je: hot dogi w kawiarni.

Inne tej autorki tutaj.

Kazimierz Sławiński - Romański krzyż #084

Spis osób:

  • kapitan Włodzimierz Chudzik - dowódca AN-24
  • Kuba - przedstawiciel Lotu w Berlinie, były pilot, świetny organizator
  • Sobótka - oficer SB
  • Andrzej Piworski (29) - porywacz samolotu, inżynier mechanik o pechowym pochodzeniu
  • Janusz Kędziorek (20+) - porywacz samolotu, wałkoń o miernym intelekcie
  • Balcerkowie - siedzieli w samolocie za Kędziorkiem, ajenci kawiarni Muchomorek
  • Mieczysław Konikowski - siedział za Piworskim, konserwator zabytków z predylekcją do alkoholu
  • kapitan Eugeniusz Miłosz - prowadzi śledztwo po włamie do muzeum na Dolnym Śląsku
  • porucznik Romaniak - pomocnik Miłosza
  • Rosenwerth - austriacki Żyd pochodzenia polskiego, kontakt porywaczy w Wiedniu, prowadzi sklep z przemytem[1]
  • Romuald Puwalski - wyprzedzał na trzeciego, właściciel szemranego przybytku “Yellow House”
  • Stanisław Szkudlarek - szatniarz-ekonomista z “Yellow House”
  • Stefania Pałka - przyjaciółka Puwalskiego, bufetowa w “Yellow House”
  • Adolf Horoszko (80+) - mieszka w jednym z majątków Sieklickich, konfident starego szlachcica
  • inż. Z. Borecki - dyrektor PGR w Sieklicach Wielkich, hobby - fotografia
  • Janusz Sieklicki - podobno ostatni z Sieklickich, z kalwińskiego odłamu rodziny
  • Józef Sieklicki - pasażer porwanego samolotu, inżynier ze Spółdzielni Pracy Żelbet, z katolickiego odłamu rodziny
  • Wanda Smólska - de domo Sieklicka, starsza siostra Józefa
  • Zenon Ratajczyk - zootechnik w PGR, przypadkowa ofiara lekkomyślności Puwalskiego
  • podporucznik Adamski - komenda powiatowa, obdarzony bystrym i dociekliwym umysłem
  • Marcjanna - gospodyni Horoszki, również staruszka
  • Grochowiak - traktorzysta, syn zmarłego przyjaciela Horoszki, lubi zaszaleć
  • Feluś Złota Rączka - naprawdę Aleksander Nowak, uzdolniony włamywacz i kieszonkowiec
  • Łumieszko - konserwator przedmiotów zabytkowych, znajomy Konikowskiego
  • Mieczysław Nidecki - właściciel zbytkownej willi, przed wojną pracował u Rosenwertha
  • Hieronim Borowiec - po wojnie produkował zszywki i druciane zmywaki u Nideckiego
  • Rogala - kierownik poczty w Sieklicach
  • Nowaczyński - pomocnik kierownika poczty

Chronologicznie, w jednym z dolnośląskich muzeów zostaje dokonane bezczelne włamanie, giną cenne zabytki kultury (i, jak się finalnie okazuje, włamanie zleca bfbon cbpubqmravn żlqbjfxvrtb). Niedługo potem dwóch niezbyt sprytnych porywaczy usiłuje przekierować samolot na linii Wrocław-Warszawa do Wiednia; dzięki sprawności załogi samolot ląduje w Berlinie, gdzie przestępcy zostają aresztowani. Pracownicy lotniska przez dłuższy czas ignorują potencjalny bagaż porywaczy, ale kiedy go wreszcie otwierają, w jednej z toreb (do której nie przyznawał się żaden z przestępców) znajdują część zrabowanego skarbu z muzeum i tytułowy krzyż. Krzyż - jak się okazuje w trakcie śledztwa - był od czasu wojen krzyżowych przekazywany w rodzinie Sieklickich (kalwinów) z pokolenia na pokolenie, a ostatnim stróżem był Horoszko, dawny zarządca Sieklickiego.

Na resztę szajki milicja trafia przypadkowo - w wypadku ginie właściciel podejrzanego klubu, handlujący walutą, a w bagażniku samochodu znajduje się część łupu z muzealnej kradzieży. Dodatkowo zbiegiem okoliczności wiele osób ma związek z kiepską kawiarenką “Muchomorek”, której ajentem jest Balcerek (pasażer porwanego lotu), gdzie spotykali się Piworski i Kędziorek (porywacze) oraz Feluś Złota Rączka (włamywacz), a tuż obok mieszka Smólska (z domu Sieklicka, z tych katolickich). Wreszcie, jako wisienka na torcie, do wyjaśnienia morderstwa (albo dwóch) przydaje się pasja fotograficzna dyrektora PGR w Sieklicach.

Się łamie prawo: nielegalnie produkując sweterki z dzianiny i przyszywając do nich kradzione, państwowe metki.
Bawiąc-uczyć: jak się włamywać dyskretnie metodą “na parasol”.

[1]

(...) kupował od rodaków wszystko, co przywieźli - kryształy, wódkę, suszone grzyby, szynki konserwowe, puszki faszerowanych karpi po żydowsku.

Inne tego autora tu, a inne z tego cyklu tutaj.

#114

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 9, 2020

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj