Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Oude Kerk, czyli stało się światło

[26.12.2025]

Jedną z zalet zimy w Holandii jest ta sama strefa czasowa co Poznań, mimo że 1000 kilometrów na zachód, więc dłuższy dzień, a i rano można pospać dłużej. Do tego trafiłam całym wyjazdem w słońce, trzy dni światła. I światło miało najwięcej do pokazania w Starym Kościele, najstarszym kościele parafialnym w Amsterdamie. Budynek oczywiście jest z gatunku “siekiera dziadka”, więc niekoniecznie cokolwiek zostało z XIII wieku, zmieniał się kawałek po kawałku, kamień zastąpił drewno, wiadomo. W środku, poza okazjonalnymi mszami, można oglądać wspomniany kamień w postaci płyt nagrobnych na podłodze, drewno na sufitach i rzeźbionych stallach, szkło w witrażach i sztukę - trafiłam na instalacje Minne Kersten, był kotek i obracające się spiralne schody. Poza tym w kościele jest przestrzeń i światło, warte wcale nie taniej (czy teraz po nowemu jest już “nietaniej”?) wejściówki; młodzież do lat 17 ulgowo, nie płacą tylko dzieci do 12 lat.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 11, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: amsterdam, holandia - 0 komentarzy - Skomentuj


Oude Kerk, czyli stało się światło

[26.12.2025]

Jedną z zalet zimy w Holandii jest ta sama strefa czasowa co Poznań, mimo że 1000 kilometrów na zachód, więc dłuższy dzień, a i rano można pospać dłużej. Do tego trafiłam całym wyjazdem w słońce, trzy dni światła. I światło miało najwięcej do pokazania w Starym Kościele, najstarszym kościele parafialnym w Amsterdamie. Budynek oczywiście jest z gatunku “siekiera dziadka”, więc niekoniecznie cokolwiek zostało z XIII wieku, zmieniał się kawałek po kawałku, kamień zastąpił drewno, wiadomo. W środku, poza okazjonalnymi mszami, można oglądać wspomniany kamień w postaci płyt nagrobnych na podłodze, drewno na sufitach i rzeźbionych stallach, szkło w witrażach i sztukę - trafiłam na instalacje Minne Kersten, był kotek i obracające się spiralne schody. Poza tym w kościele jest przestrzeń i światło, warte wcale nie taniej (czy teraz po nowemu jest już “nietaniej”?) wejściówki; młodzież do lat 17 ulgowo, nie płacą tylko dzieci do 12 lat.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 11, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: amsterdam, holandia - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kłodzińska - Błękitne okulary

To jeden z tzw. produkcyjniaków, z jakich słynęła Kłodzińska - źle ludzie robią złe rzeczy tylko dla zysku, wydaje im się, że są sprytni, ale milicja jest sprytniejsza. Grupa mężczyzn zawiązuje spisek, spotykają się w nielegalnym salonie gier w prywatnym mieszkaniu, a jeden z nich - tajemniczy doktor Hacen - zleca im przekręty i skoki, z których kasą dzielą się równo. Nie spotykają Hacena poza szulernią, wiedzą o nim tylko tyle, że jest stary, schorowany, siwy, mówi szeptem, bo miał operację krtani i nosi niebieskie okulary. Sprawa zaczyna się sypać, kiedy pewien prokurator znajduje swojego kolegę otrutego cyjankiem i nie wierzy w samobójstwo[1]; potem pewien nieco szemrany adwokat ulega wypadkowi w swojej łazience. Milicja odkrywa, kim jest Hacen i - zdradzam fabułę - kapitan Szczęsny przebiera się za niego, żeby wyciągnąć z konspiratorów zeznania, kto zabił, a kto kradł.

Się pije: radebergera (na bogato), likier bananowy z kubańskiego sklepu, kawę Neskę, Fruktovit, Istrę, wódkę (ukradkiem, w filiżance), koniak, whisky & soda (w Londynie), wodę mineralną (na wytrzeźwienie), angielską gorzką, wódkę eksportową, wermut, lekko podgrzany burgund, czarną kawę z jarzębiakiem, Armagnac i Hennesy .

Się je: chleb Graham z twarożkiem; kanapki, bigos, rybki z puszki, truskawki ze śmietaną, sałatkę jarzynową z domowym majonezem (w salonie gier); kajzerki z szynką konserwową i bułgarskim dżemem ze śliwek; baleron, chleb, wędzone rybki w oliwie z puszki, ser i masło; lody i ciastka (w kawiarni); pomidorową, barszcz i bigos; solone migdały (na zakąskę); szczupaka w galarecie, ryby faszerowane, szynkę, sałatkę z drobiu i sosy; kurczęta po polsku i sałatę; kefir z młodymi ziemniakami i naleśniki.

Się pali: Carmeny, Sporty, Pall Malle (Francuz, o dźwięcznym nazwisku Moron (sic!)).

Się zażywa luksusu w kąpieli: gałka sosnowa i lawendowe mydło.

Się zażywa: fanodorm, proszki z krzyżykiem.

Się kupuje: żyletki w komisie.

Bawiąc-uczyć: badanie tkanek na okrzemki, żeby potwierdzić utopienie.

[1] Pojawiają się czasem cudownie odjechane komentarze typu, że denat nie był pederastą, ale mógł się z tym kryć, może dlatego leżał w dzień w szlafroku na tapczanie.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#3/#1

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 10, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, prl, kryminal, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kłodzińska - Błękitne okulary

To jeden z tzw. produkcyjniaków, z jakich słynęła Kłodzińska - źle ludzie robią złe rzeczy tylko dla zysku, wydaje im się, że są sprytni, ale milicja jest sprytniejsza. Grupa mężczyzn zawiązuje spisek, spotykają się w nielegalnym salonie gier w prywatnym mieszkaniu, a jeden z nich - tajemniczy doktor Hacen - zleca im przekręty i skoki, z których kasą dzielą się równo. Nie spotykają Hacena poza szulernią, wiedzą o nim tylko tyle, że jest stary, schorowany, siwy, mówi szeptem, bo miał operację krtani i nosi niebieskie okulary. Sprawa zaczyna się sypać, kiedy pewien prokurator znajduje swojego kolegę otrutego cyjankiem i nie wierzy w samobójstwo[1]; potem pewien nieco szemrany adwokat ulega wypadkowi w swojej łazience. Milicja odkrywa, kim jest Hacen i - zdradzam fabułę - kapitan Szczęsny przebiera się za niego, żeby wyciągnąć z konspiratorów zeznania, kto zabił, a kto kradł.

Się pije: radebergera (na bogato), likier bananowy z kubańskiego sklepu, kawę Neskę, Fruktovit, Istrę, wódkę (ukradkiem, w filiżance), koniak, whisky & soda (w Londynie), wodę mineralną (na wytrzeźwienie), angielską gorzką, wódkę eksportową, wermut, lekko podgrzany burgund, czarną kawę z jarzębiakiem, Armagnac i Hennesy .

Się je: chleb Graham z twarożkiem; kanapki, bigos, rybki z puszki, truskawki ze śmietaną, sałatkę jarzynową z domowym majonezem (w salonie gier); kajzerki z szynką konserwową i bułgarskim dżemem ze śliwek; baleron, chleb, wędzone rybki w oliwie z puszki, ser i masło; lody i ciastka (w kawiarni); pomidorową, barszcz i bigos; solone migdały (na zakąskę); szczupaka w galarecie, ryby faszerowane, szynkę, sałatkę z drobiu i sosy; kurczęta po polsku i sałatę; kefir z młodymi ziemniakami i naleśniki.

Się pali: Carmeny, Sporty, Pall Malle (Francuz, o dźwięcznym nazwisku Moron (sic!)).

Się zażywa luksusu w kąpieli: gałka sosnowa i lawendowe mydło.

Się zażywa: fanodorm, proszki z krzyżykiem.

Się kupuje: żyletki w komisie.

Bawiąc-uczyć: badanie tkanek na okrzemki, żeby potwierdzić utopienie.

[1] Pojawiają się czasem cudownie odjechane komentarze typu, że denat nie był pederastą, ale mógł się z tym kryć, może dlatego leżał w dzień w szlafroku na tapczanie.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#3/#1

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 10, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, prl, kryminal, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


The Night Of / Długa noc

Nazir studiuje ekonomię, nie jest zbyt popularny, dlatego cieszy się, kiedy zostaje zaproszony na imprezę studencką przez czarnego kumpla; będą chętne dziewczyny. Niestety, zaczyna się pechowo - znajomy, który miał po niego przyjechać, nie pojawia się, Naz bierze więc ukradkiem taksówkę, która jest współwłasnością jego ojca i dwóch innych kierowców, odda zanim ojciec zacznie pracę. Ale taksówka w Nowym Jorku to łakomy kąsek, więc najpierw wbija mu dwóch facetów, których pozbywa się z pomocą policji, a potem atrakcyjna Andrea, której już nie wyrzuca. Zaczynają wspólną noc, trochę narkotyków, alkoholu, wreszcie intensywny seks w jej mieszkaniu na Brooklynie. Naz budzi się w kuchni, późno, chce się pożegnać i wrócić do domu, ale zamiast całusa na dobranoc znajduje Andreę martwą. Panikuje, ucieka, wraca, bo zapomniał kurtki z kluczykami, zabiera zakrwawiony nóż, ucieka znowu i zostaje chwilę później zatrzymany za nieostrożną jazdę. Finał nocy jest oczywisty - świadek zeznaje, że na miejscu był etnicznie wyglądający młodzieniec w taksówce, policja dodaje dwa do dwóch, odrobina profilowania rasowego, całkowicie skołowany i spanikowany Naz ląduje w celi. I tu pojawia się Stone, niskobudżetowy prawnik z egzemą (fantastyczny Turturro), który węszy okazję na szybki zarobek. Problem w tym, że Naz uparcie twierdzi, że jest niewinny, nie zgadza się na ugodę z wyrokiem 15 lat za nieumyślne spowodowanie zbrodni i ląduje w więzieniu w oczekiwaniu na proces, mimo że szanse są minimalne. Sprawa szybko trafia na pierwsze strony gazet, a prokuratorka ma naciski, żeby ją jak najszybciej zakończyć.

Jaka to pyszna, wieloznaczna historia. Niewinny student okazuje się wcale nie tak niewinny, zamordowana dziewczyna ma swoją historię i osoby, które jej źle życzą. Detektyw prowadzący sprawę, mimo że jest na progu emerytury, czuje, że coś jest nie w porządku. A adwokat, taki małokalibrowy cwaniaczek, okazuje się być całkiem sprawny. Ale pomijając samą intrygę, bohaterką serialu jest egzema Stone’a, który próbuje jej się pozbyć czasem dość egzotycznymi metodami. Jako osoba z ATZ (szczęśliwie od lat zaopiekowanym) czułam swędzenie na całym ciele na widok zaognionej skóry detektywa i reagowałam bardzo emocjonalnie do telewizora. Oraz jest kotek. Kotek jest miły.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 9, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


The Night Of / Długa noc

Nazir studiuje ekonomię, nie jest zbyt popularny, dlatego cieszy się, kiedy zostaje zaproszony na imprezę studencką przez czarnego kumpla; będą chętne dziewczyny. Niestety, zaczyna się pechowo - znajomy, który miał po niego przyjechać, nie pojawia się, Naz bierze więc ukradkiem taksówkę, która jest współwłasnością jego ojca i dwóch innych kierowców, odda zanim ojciec zacznie pracę. Ale taksówka w Nowym Jorku to łakomy kąsek, więc najpierw wbija mu dwóch facetów, których pozbywa się z pomocą policji, a potem atrakcyjna Andrea, której już nie wyrzuca. Zaczynają wspólną noc, trochę narkotyków, alkoholu, wreszcie intensywny seks w jej mieszkaniu na Brooklynie. Naz budzi się w kuchni, późno, chce się pożegnać i wrócić do domu, ale zamiast całusa na dobranoc znajduje Andreę martwą. Panikuje, ucieka, wraca, bo zapomniał kurtki z kluczykami, zabiera zakrwawiony nóż, ucieka znowu i zostaje chwilę później zatrzymany za nieostrożną jazdę. Finał nocy jest oczywisty - świadek zeznaje, że na miejscu był etnicznie wyglądający młodzieniec w taksówce, policja dodaje dwa do dwóch, odrobina profilowania rasowego, całkowicie skołowany i spanikowany Naz ląduje w celi. I tu pojawia się Stone, niskobudżetowy prawnik z egzemą (fantastyczny Turturro), który węszy okazję na szybki zarobek. Problem w tym, że Naz uparcie twierdzi, że jest niewinny, nie zgadza się na ugodę z wyrokiem 15 lat za nieumyślne spowodowanie zbrodni i ląduje w więzieniu w oczekiwaniu na proces, mimo że szanse są minimalne. Sprawa szybko trafia na pierwsze strony gazet, a prokuratorka ma naciski, żeby ją jak najszybciej zakończyć.

Jaka to pyszna, wieloznaczna historia. Niewinny student okazuje się wcale nie tak niewinny, zamordowana dziewczyna ma swoją historię i osoby, które jej źle życzą. Detektyw prowadzący sprawę, mimo że jest na progu emerytury, czuje, że coś jest nie w porządku. A adwokat, taki małokalibrowy cwaniaczek, okazuje się być całkiem sprawny. Ale pomijając samą intrygę, bohaterką serialu jest egzema Stone’a, który próbuje jej się pozbyć czasem dość egzotycznymi metodami. Jako osoba z ATZ (szczęśliwie od lat zaopiekowanym) czułam swędzenie na całym ciele na widok zaognionej skóry detektywa i reagowałam bardzo emocjonalnie do telewizora. Oraz jest kotek. Kotek jest miły.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 9, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Susan Faludi - W ciemni

”W ciemni” to też taki długi czytelniczy ogon, czytany kawałeczkami od ponad roku, po części dlatego, że oryginalnie chciałam przeczytać “Reakcję” tej autorki, ale nie ma w ebooku, a papier kosztuje absurdalnie, po części, że coraz ciężej mi idzie czytanie książek papierowych. Ale to nie wina książki, bo jest bardzo dobrym kawałkiem reportażu.

Autorka spisuje swoje rozmowy i odkrycia związane z osobą jej ojca, Istvana Faludi, węgierskiego Żyda, który w jesieni życia zdecydował się na operację uzgodnienia płci, żeby stać się Stephanie Faludi. Przez wiele lat nie utrzymywali kontaktu, co nie dziwi, patrząc na wspomnienia o ojcu - despocie, furiacie, przemocowcu, który po rozwodzie z matką Susan zniknął z ich życia. Książka to próba zrozumienia przemiany, jaka dokonała się w ojcu autorki na podstawie analizy szerszego tła historycznego; wyciągana jest paralela ukrywania prawdziwego “ja” przez węgierskich Żydów, udawania kogoś, kim nie byli, żeby przeżyć. Czy jest to interpretacja specyficzna do przypadku - możliwe, to długa i dość skomplikowana opowieść o skomplikowanej osobie, która dodatkowo nie zawsze mówiła prawdę, a innych źródeł informacji zwyczajnie nie było. Albo były ukryte, jak cudem odnalezione fotografie autorstwa ojca, bo tytuł jest tutaj dwuznaczny. To też historia odchodzenia - późno nawiązanych kontakt odcina większość wcześniejszego życia, znika perspektywa rodzic-dziecko, zostaje rozmowa dwojga dorosłych, którzy w zasadzie się nie znają. W finale to też odchodzenie dosłownie - demencja ojca i jego śmierć to finał opowieści.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 7, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, reportaz, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Susan Faludi - W ciemni

”W ciemni” to też taki długi czytelniczy ogon, czytany kawałeczkami od ponad roku, po części dlatego, że oryginalnie chciałam przeczytać “Reakcję” tej autorki, ale nie ma w ebooku, a papier kosztuje absurdalnie, po części, że coraz ciężej mi idzie czytanie książek papierowych. Ale to nie wina książki, bo jest bardzo dobrym kawałkiem reportażu.

Autorka spisuje swoje rozmowy i odkrycia związane z osobą jej ojca, Istvana Faludi, węgierskiego Żyda, który w jesieni życia zdecydował się na operację uzgodnienia płci, żeby stać się Stephanie Faludi. Przez wiele lat nie utrzymywali kontaktu, co nie dziwi, patrząc na wspomnienia o ojcu - despocie, furiacie, przemocowcu, który po rozwodzie z matką Susan zniknął z ich życia. Książka to próba zrozumienia przemiany, jaka dokonała się w ojcu autorki na podstawie analizy szerszego tła historycznego; wyciągana jest paralela ukrywania prawdziwego “ja” przez węgierskich Żydów, udawania kogoś, kim nie byli, żeby przeżyć. Czy jest to interpretacja specyficzna do przypadku - możliwe, to długa i dość skomplikowana opowieść o skomplikowanej osobie, która dodatkowo nie zawsze mówiła prawdę, a innych źródeł informacji zwyczajnie nie było. Albo były ukryte, jak cudem odnalezione fotografie autorstwa ojca, bo tytuł jest tutaj dwuznaczny. To też historia odchodzenia - późno nawiązanych kontakt odcina większość wcześniejszego życia, znika perspektywa rodzic-dziecko, zostaje rozmowa dwojga dorosłych, którzy w zasadzie się nie znają. W finale to też odchodzenie dosłownie - demencja ojca i jego śmierć to finał opowieści.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 7, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, reportaz, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Fredrik Backman - Miasto niedźwiedzia

Nowy rok zaczęłam (no dobra, zaczęłam w 2025, ale dzielnie czytałam do 2 w noworoczną noc) znacznie lepiej, bo wreszcie odważyłam się sięgnąć po pierwszy tom trylogii o Björnstad. Czemu odważyłam - ^dees mnie nastraszyła, że grubo. I rzeczywiście jest grubo, ale jakże wciągająco.

W Björnstad nie ma nic poza drużyną hokejową juniorów. Zespół ciągnie Kevin, 17-letni gwiazdor; inni są mocni we współpracy, ale tylko w pełnym składzie mają szansę na awans, bo za tym idzie dofinansowanie od sponsorów, może szkoła hokejowa, szanse pracy, sława, może kontrakty NFL. Po wygranej na własnym boisku wszyscy idą na imprezę do Kevina - zawodnicy z drużyny, nowy superszybki Amat, który niespodziewanie dołożył się do wygranej, Maya i Ana - 15-latki. Maya jest podekscytowana, bo Kevin jej się podoba, Amat też, bo jemu z kolei podoba się Maya, a do tego nagle został członkiem zespołu. Niestety, zamiast świetnych wspomnień noc kończy się brutalnie, co autor sygnalizuje w zasadzie od pierwszej strony (autorze, mogłeś ostrzec, jak wiedziałeś!). Miasteczko dzieli się na dwie frakcje, jedni nie wierzą w winę chłopaka, inni nie rozumieją, co się stało, ale są po stronie osoby skrzywdzonej. Jedna noc z konsekwencjami dla całego miasta.

Oczywiście autor uderza w miękkie, zwłaszcza pokazując bezradność rodziców, którzy nie są w stanie opatulić dziecka słomą, żeby nigdy nic się nie stało złego. Opowiada o traumie, o zaufaniu, przyjaźni, łatwości oceny i wybieraniu stronnictw. Ja doskonale widzę metody, jakich używa, ale daję się zaangażować do ostatniej strony.

Inne tego autora.

#1

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 6, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Fredrik Backman - Miasto niedźwiedzia

Nowy rok zaczęłam (no dobra, zaczęłam w 2025, ale dzielnie czytałam do 2 w noworoczną noc) znacznie lepiej, bo wreszcie odważyłam się sięgnąć po pierwszy tom trylogii o Björnstad. Czemu odważyłam - ^dees mnie nastraszyła, że grubo. I rzeczywiście jest grubo, ale jakże wciągająco.

W Björnstad nie ma nic poza drużyną hokejową juniorów. Zespół ciągnie Kevin, 17-letni gwiazdor; inni są mocni we współpracy, ale tylko w pełnym składzie mają szansę na awans, bo za tym idzie dofinansowanie od sponsorów, może szkoła hokejowa, szanse pracy, sława, może kontrakty NFL. Po wygranej na własnym boisku wszyscy idą na imprezę do Kevina - zawodnicy z drużyny, nowy superszybki Amat, który niespodziewanie dołożył się do wygranej, Maya i Ana - 15-latki. Maya jest podekscytowana, bo Kevin jej się podoba, Amat też, bo jemu z kolei podoba się Maya, a do tego nagle został członkiem zespołu. Niestety, zamiast świetnych wspomnień noc kończy się brutalnie, co autor sygnalizuje w zasadzie od pierwszej strony (autorze, mogłeś ostrzec, jak wiedziałeś!). Miasteczko dzieli się na dwie frakcje, jedni nie wierzą w winę chłopaka, inni nie rozumieją, co się stało, ale są po stronie osoby skrzywdzonej. Jedna noc z konsekwencjami dla całego miasta.

Oczywiście autor uderza w miękkie, zwłaszcza pokazując bezradność rodziców, którzy nie są w stanie opatulić dziecka słomą, żeby nigdy nic się nie stało złego. Opowiada o traumie, o zaufaniu, przyjaźni, łatwości oceny i wybieraniu stronnictw. Ja doskonale widzę metody, jakich używa, ale daję się zaangażować do ostatniej strony.

Inne tego autora.

#1

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 6, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj