Wakacje mają jedną zaletę...
... zmieściłam się w czerwone portki. Pół sukcesu.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
... zmieściłam się w czerwone portki. Pół sukcesu.
... niż gładki, łysawy jeszcze koci brzuszek. Futerko odrośnie, nic innego - mam nadzieję - nie. Notkę sponsoruje puszka Sheby.
Marazm mam. Wreszcie udało mi się zapełnić ceramiczne pojemniczki po jogurtach (Lia mi dała :->) ziemią i nasionami bratków, ale psie syny nie chcą rosnąć. Od wczoraj powinny już przynajmniej wykiełkować, a tu nic. Mam żal. Trochę mnie marazmu wyciągnęła seria czekolad Gubor, znaleziona za straszliwe pieniądze w Realu. Ale dobre som. I w zasadzie tyle. Trochę mam poczucie, że wegetuję i bynajmniej nie chodzi mi o wsypywanie żółtych farfocli do garnka. Muszę odespać stracony dzień z weekendu.
Warsaw to Taipei Flight 1 Monday, July 30, 2007 Departure: 12:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Arrival: 14:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1364 Aircraft: Boeing 737-400 Flight 2 Monday, July 30, 2007 Departure: 15:20 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 08:30 +1 day(s) Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL887 Aircraft: Boeing 747-400 Flight 3 Tuesday, July 31, 2007 Departure: 12:20 Hong Kong, Hong Kong - Hong Kong International , terminal 1 Arrival: 14:00 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Airline: Dragonair KA480 Aircraft: Airbus Industrie A330
Taipei to Warsaw Flight 1 Tuesday, August 14, 2007 Departure: 19:30 Taipei, Taiwan - Taiwan Taoyuan International , terminal 2 Arrival: 05:45 +1 day(s) Amsterdam, Netherlands - Schiphol Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL878 Aircraft: Boeing 747-400 Mixed Configuration Flight 2 Wednesday, August 15, 2007 Departure: 09:15 Amsterdam, Netherlands - Schiphol Arrival: 11:05 Warsaw, Poland - F. Chopin , terminal 1 Airline: KLM Royal Dutch Airlines KL1363 Aircraft: Boeing 737-400
Pani właścicielka z dwoma córkami ciumka do pieska w poczekalni. A to o urojoniutkiej ciążuni, a to o tym, jaka piesek jest już duzia, a jaka była malutka. Na zmianę każe córkom wynosić psa na spacer, bo tu się denerwuje (piesek, nie pani). Po którejś rundzie jedna z córek stawia psa na podłodze. Pani właścicielka karci córkę i każe wziąć psa na ręce, bo "tu przecież psy chodzą, mogły zarazki zostawić".
Poniedziałek rano. Wkurw, zmęczenie po weekendzie, niechęć do czegokolwiek, a zwłaszcza prezentacji o 14, bolące gardło. Sznurek od pena zaplątał mi się w smycz od pracowego pikacza i upadł mi na środku korytarza, więc musiałam się schylić pod nogi idącej za mną rozćwierkanej panny z banku i nie udało mi się pojechać windą sama, żeby jeszcze przez chwilę poczuć samotność. Panna, odziana w niebieską koszulę i beżowe spodnie, w windzie spotkała kolegę ("o, i ty tutaj!" - dziwne, pracują w jednym budynku i się spotykają) i wśród perlistych ćwierknięć zwierzyła się, że w piątek była w dżinsach i normalnie nikt jej nie poznawał. Przy walce z chęcią stwierdzenia, że było te dżinsy na dupę założyć, a nie na głowę, przeszedł mi poranny wkurw. No, trochę przeszedł.
Zgubiłam ostatnią fakturę za gaz.
Jewel Quest. Jeśli się nie wyłącza komputera, można grać do oporu na demo, mimo że oficjalnie 1h.
Wysłać link: http://www.spotthedifference.com/
Do zobaczenia. Może jutro.
Administracja osiedla, zapewne wspomagana jakimiś oszołomami, dorobiła do częściowo ogrodzonych drenwnianymi płotkami śmietników furtki. Dziś o 8 rano zmusił mnie do awaryjnego odziania się pan administrator, który przyniósł klucz, albowiem od dzisiejszego rana śmietniki są z przodu zamknięte. Nic to, że można przejść z tyłu płotka, albo - co dość powszechne w przypadku podrzucaczy na sępa - wrzucić za płot. Ordnung muss sein.
Jestem zmęczona po długim weekendzie. Może w weekend odpocznę.