Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Je-ssie-ń

Ubrałam się. Pomalowałam rzęsy nowym tuszem (Clinique High Impact Mascara, ale efekt taki... zwykły). Uczesałam włosy. Wyczyściłam polar z kocich kłaków. Kocyk do przykrycia nieletniej w wózku też. Buty wyciągnęłam z garderoby. A potem zaczęłam fotografować dynie. I bakłażana (z którym bym coś zrobiła, ale nie wiem, co). Bo za oknem nagle zrobiło się szaro. I lunęło. I tyle o spacerze.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 13, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 6 komentarzy - Skomentuj

« Z pamiętnika młodej matki (4) - Moment przed wczorajszym gradem »

Komentarze

eri
Też mam bakłażana (kolor, tekstura - jak mogłam nie wziąć, wysoki sądzie?) i też nie wiem co z nim dalej.
Tores
Gorzej, jak _trzeba_ wyjść, i nie ma, że boli, bo lekarz taki, lekarz owaki... A samochód u mechanika.
Zuzanka
W czwartek szłyśmy w zajebistą wichurę i deszcz na szczepienie. Może wreszcie zrobię to prawo jazdy...
wonderwoman
a ja dziecia ubrałam w pryliard warstw, wyszłam, lunęło, wróciłam, rozebrałam, a za oknem słońce.

jesień kurwa mać
Zuzanka
Tu to samo. Słońce, dziecko je, zasypia, deszcz. Za drugim razem wyszłam w słońce, wróciłam biegiem obsypana gradem (noś zapasowy kocyk i przy pogodzie, zawsze można dziecku paszczę zasłonić, żeby nie oberwało lodem).
Theli
A chustę do noszenia masz? Na spacer może nie bardzo, ale na krótkie wyjścia (sklep, lekarz itp.) lepsze od wózka i łatwiej dziecko przed wiatrem, gradem i deszczem ochronić - najpierw na siebie dziecko w chuście, potem duży płaszcz do opatulenia.

Skomentuj

Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.