Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Marek Hłasko - Pierwszy krok w chmurach. Baza Sokołowska

Są lektury, za które trzeba się wziąć wcześnie. Mnie jakoś Hłasko zupełnie ominął, pewnie dlatego, że w szkole "do matury" robiło się do II wojny światowej, a potem to "sobie doczytacie, bo współczesnej i tak nie będzie". Nie było, więc Hłasko mi odpadł zupełnie.

I mam teraz problem. Bo "Baza Sokołowska" jest tak bolesnym produkcyjniakiem, że mi aż oko łzawi. Nie czuję tego etosu pracy, przezwyciężania trudności, walki o każdy kilometr i samodzielnego rozkładania silnika na mrozie, żeby tylko dojechać, a nie prosić kolegów o pomoc. Wiem, tak hartowała się stal, ale teraz każdy ma telefon komórkowy i wklepany numer do Assistance czy innego helpdesku.

Z "Pierwszym krokiem w chmurach" problem mam inny. Poczytałam sobie o Hłasce i jego życiu, że polski James Dean i buntownik. Tyle że minęło 60 lat i nawet jeśli wtedy to, co pisał, było mocne i odkrywcze, teraz już zostało przemielone przez 10 innych pisarzy. I owszem, w "Pierwszym kroku" widzę świat zgorzkniałych ludzi, którzy rozmienili swoje życie na drobne i chętnie zniszczą wokół siebie wszystko, co ładne; taki "Rezerwat" bez lukru. Tylko zastanawiam się, czy chcę dalej czytać Hłaskę. A jak chcę, to co?

#4

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 25, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, prl, 2011 - 10 komentarzy - Skomentuj

« Prorodzinnie - Every cloud has a silver lining »

Komentarze

siwa
Pięknych dwudziestoletnich bym mimo wszystko przeczytała. Do trzech razy sztuka.
Bastet-milo
Sowa córka piekarza?
ds
Piękni dwudziestoletni, absolutnie.
Zuzanka
"Piękni dwudziestoletni" i "Sowa" brzmią dobrze. Przemyślę i skonsultuję z półką u teściów.
Alex
"Piękni 20-letni" i "Palcie ryż każdego dnia" (The Riceburners). Also, "Listy z Ameryki".
Tymek
Marek Hłasko był pisarzem absolutnie genialnym, polskim beatnikiem, łamiącym stalinowskie utarte konwencje i wypracowane wcześniej schematy. Choćby i za to należy wybaczyć mu socrealistyczne naleciałości, których ten tragicznie zmarły wielki pisarz, nie mógł uniknąć na początku swojej kariery.

Do Hłaski mam osobisty stosunek, a szczególnie do jego "Bazy Sokołowskiej" i "Pierwszego kroku", o czym pisałem kiedyś na swoim blogu:



http://tymekwietymeknie.blogspot.com/



Zapraszam do podzielenie się swoją opinią.
jzurko
Nie wiem czy teraz warto się męczyć nad Hłaską. Bo czytanie jego tekstów to

męczarnia. Są tacy pisarze i nawet wybitni, których czytanie to męka np.

Dostojewski. Nie chcę wchodzić w jego świat, bo ten świat, który on opisuje

jest dla mnie odpychający. Ja nie cierpię tego świata i nie chcę aby stał się dla

mnie rzeczywistością. Podobnie jest z Hłaską. Generalnie jego pomysł na

pisarstwo był taki : chcecie abyśmy pisali realistycznie??? Na prawdę tego

chcecie??? A więc dobrze - pokarzę wam taki realizm, że się (mówiąc językiem

Hłaski) posracie!!! Z takiego przesłania wynikła ta legenda o polskim beatniku

Jemesie Deanie, buntowniku i inne tym podobne określenia, które pasowały go

na > Bóg-wie-kogo<. Bez przesady. Z tego hłaskowego rozdania Marek

Nowakowski jest o klasę lepszy. Nawet Orłoś nie jest od niego gorszy. Ten typ prozy moim zdaniem się zestarzał po prostu. Dotyczy to również "Pięknych..."
jzurko
Dopowiem jeszcze, że to co Zuzanka napisała w swojej notatce jest dla mnie

zrozumiałe i bliskie. "Baza Sokołowska" jest nie tylko łzawym produkcyjniakiem

ale też ponoć , jak mi fachowcy z Inst. Polonistyki UWr. mówili plagiatem z

jakiegoś produkcyjniaka radzieckiego (ponoć przetłumaczył i trochę

pozmieniał, żeby się redaktorzy nie zorientowali). Jest legenda, że jego żona

Sonia Ziemann zabrała całą jego spuściznę w celach komercyjnych i sprzedała nieopublikowane powieści jakiemuś trzeciorzędnemu powieściopisarzowi z

USA i on to dał komuś do tłumaczenia i po jakichś tam zmianach opublikował pod swoim nazwiskiem, a i tak nie uzyskał rozgłosu. Można to uznać tylko za legendę.
jzurko
To znowu ja. Znalazłem w "Pięknych" odpowiedni fragmencik na temat

słynnego opowiadania "Baza Sokołowska". Dla wszystkich wielbicieli pana

Mareczka: "W tym czasie przepisałem książkę Rybakowa pod tytułem Kierowcy, podpisałem ją

pod swoim nazwiskiem, nazwałem „Baza Sokołowska” i zaniosłem do Związku

Literatów." Polecam też fragmenty z pierwszego rozdziału "Pięknych" (trochę przed zacytowanym tu kawałkiem) na temat jego współpracy z bezpieką. Chwali się tam, że donosów napisał dużo i z uroczą naiwnością napisał, że ich treściami zmylił swoich mocodawców. nawet zabawne.
Zuzanka
@jzurko, minęły dwa lata, nie dotknęłam się do niczego Hłaski, więc chyba ten trend utrzymam. Dzięki za komentarze.

Skomentuj

Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.