Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
I to tak naprawdę ustawia mi dzień. Dziś jechałam przez Bukowską, tuż nad moją głową schodził do lądowania samolot, migając światłami w porannych chmurach. W radiu najpierw KSU, potem Dezerter. Za oknem mija mnie samochód z firmą drobiarską o nazwie EGGSPERT. Prowadzący opowiada o słowach, które nie mają tłumaczeń na inny język - np. takich czy takich. Dokładam mój ulubiony (moje ulubione?) bokeh, prowadzący wrzuca "suchara", a ktoś ze słuchaczy rdzennie polskie "kombinować". Rozważam leniwie, skręcając, czy jest słowo na to poczucie rozedrgania, kiedy wysyłasz e-mail/rzucasz zdanie w rozmowie i zaczynasz wewnętrznie się spinać, bo wiesz, że to jest już poziom konfrontacji. Adrenalina i gęsia skórka jednocześnie. I silne przekonanie, że można było tego nie robić. Ale bez żalu, że się zrobiło. Nie, nie panika.
I Pearl Jam przy wjeździe na parking.
Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.