Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Polska baza noclegowa

Robię rezerwację w Błażejewku. Tak, jest możliwość zrobienia grilla lub ogniska wraz z zapewnieniem za niewielką opłatą prowiantu, na miejscu otwarta stołówka ze śniadaniem/obiadem/kolacją. Trzy dni przed przyjazdem okazuje się, że ogniska nie, bo pani, co organizuje, to nie ma, a bez pani to całkiem nie. Grill? No, jak państwo przywiozą własny grill oraz kiełbasy, to sobie państwo zrobią, bo można. Na miejscu okazało się, że stołówka jest, ale zamknięta. Może będzie otwarta na kolację, ale i to niekoniecznie. Wspomniałam, że ośrodek ma adres email? Niestety, już nie działa. A nawet jakby działał, to pewnie nikt by nie odpowiedzial, bo na miejscu nie ma podłączenia do Internetu, nie można również płacić kartą...

Szczęśliwie jesteśmy w cywilizacji. Wprawdzie w kórnikowej Żabce też nie można zapłacić kartą, ale w jednej z kórnikowych restauracji można. W drugiej - nie wiem, bo była zamknięta. Oprócz tego w miejscowości stricte turystycznej jest jeden bar, przyzamkowe bistro (kiełbaski, kurczaki i gofry), a zaraz obok w Bninie - pizzeria. Normalnie aż kusi, żeby pojechać w tę świetnie wyposażoną Polskę. Ze świetną bazą noclegową, smacznymi, nietypowymi knajpami i poczuć, że jest się w Europie...

Szczęśliwie przynajmniej było ładnie, pewnie jeden z ostatnich ciepłych i słonecznych letnich weekendów. W Błażejewku krążyła wielka, piękna, beżowa suka rasy ze zmarszczoną mordą. Przychodziła co rano, witać się i wyżebrać krakersa (zanim do reszty spleśnieją). Były też kotki, dwa bardzo nieśmiałe czarne i jeden pręgaty, nieśmiały mniej, ale też troszkę introwertyczny (ocierał się o drzewo, mruczał i udeptywał ziemię łapkami, patrząc na buty głaszczącego). Niestety, ciepło ewokuje pojawianie się innych form endemicznych - karków, okurwieńców w motorówkach czy na skuterach wodnych i lądowych. W takich chwilach mam ochotę wystąpić o pozwolenie na broń i dokonać kontroli pogłowia. Albo przynajmniej życzyć im, żeby z tego wyjącego sprzętu spadli i coś sobie połamali.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Wielkopolska w weekend - Tag: kornik - 0 komentarzy - Skomentuj


Joanna Szymczyk - Ewa i złoty kot

Jak na okropnie polecany kryminał nowoczesnej Europy, to kiszka straszna. Policjant-informatyk (i straszliwie zakamuflowany system, którym kontaktuje się połowa Interpolu, zaszyty w gierce rpg-owej), zakochany w dziennikarce z brukowego pisemka, Ewie. Ewa jest głupia jak kalafior, wystarczy, że facet jej powie, że ładna, to wyskakuje z gatek, a jak jakaś babka ją pochwali, to już są dozgonnymi przyjaciółkami, z którymi może spić się jak prosię. Ale Ewę, poza wspomnianym policjantem, wszyscy kochają, mimo że podbiera ciuchy, rzyga w łazience, spóźnia się do pracy i ma mnóstwo inwencji, żeby sprawiać kłopoty. Kryminał dość chaotyczny, intryga na pół Unii Europejskiej, handel kobietami, bomby z Białorusi, mnóstwo ludzi udaje kogo innego, a wystarczy, żeby wtrąciła się mała dziennikarka, to nagle wszystko się cudownie rozwiązuje. Mocno takie sobie.

Osobno - o cudownym kocie Błażeju. Świetnie, że został bohaterem książki, ale mniej świetnie, że przez całą akcję jest zasadniczo niekarmiony, kuwetę mu sprzątają, jak sobie przypomną, a większość czasu siedzi sam. Jeśli pani autorka ma kota, to współczuję.

A, zapomniałam wspomnieć o przyjaciółce głównej bohaterki, zapewne alter-ego autorki. Piękna studentka prawa, zdaje egzaminy z dnia na dzień, mimo że w jej domu zaścielił się trup, w wolnych chwilach dorabia jako modelka, do tego jest błyskotliwie inteligentna, porządna, uporządkowana, doskonale zna się na technikach marketingowych, a w szafie ma ciuchy znanych marek. Jakbym była ciut mniej cyniczna, to nawet bym pozazdrościła.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 17, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Joanna Szymczyk - Ewa i złoty kot

Jak na okropnie polecany kryminał nowoczesnej Europy, to kiszka straszna. Policjant-informatyk (i straszliwie zakamuflowany system, którym kontaktuje się połowa Interpolu, zaszyty w gierce rpg-owej), zakochany w dziennikarce z brukowego pisemka, Ewie. Ewa jest głupia jak kalafior, wystarczy, że facet jej powie, że ładna, to wyskakuje z gatek, a jak jakaś babka ją pochwali, to już są dozgonnymi przyjaciółkami, z którymi może spić się jak prosię. Ale Ewę, poza wspomnianym policjantem, wszyscy kochają, mimo że podbiera ciuchy, rzyga w łazience, spóźnia się do pracy i ma mnóstwo inwencji, żeby sprawiać kłopoty. Kryminał dość chaotyczny, intryga na pół Unii Europejskiej, handel kobietami, bomby z Białorusi, mnóstwo ludzi udaje kogo innego, a wystarczy, żeby wtrąciła się mała dziennikarka, to nagle wszystko się cudownie rozwiązuje. Mocno takie sobie.

Osobno - o cudownym kocie Błażeju. Świetnie, że został bohaterem książki, ale mniej świetnie, że przez całą akcję jest zasadniczo niekarmiony, kuwetę mu sprzątają, jak sobie przypomną, a większość czasu siedzi sam. Jeśli pani autorka ma kota, to współczuję.

A, zapomniałam wspomnieć o przyjaciółce głównej bohaterki, zapewne alter-ego autorki. Piękna studentka prawa, zdaje egzaminy z dnia na dzień, mimo że w jej domu zaścielił się trup, w wolnych chwilach dorabia jako modelka, do tego jest błyskotliwie inteligentna, porządna, uporządkowana, doskonale zna się na technikach marketingowych, a w szafie ma ciuchy znanych marek. Jakbym była ciut mniej cyniczna, to nawet bym pozazdrościła.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, 2006, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Joanna Szymczyk - Ewa i złoty kot

Jak na okropnie polecany kryminał nowoczesnej Europy, to kiszka straszna. Policjant-informatyk (i straszliwie zakamuflowany system, którym kontaktuje się połowa Interpolu, zaszyty w gierce rpg-owej), zakochany w dziennikarce z brukowego pisemka, Ewie. Ewa jest głupia jak kalafior, wystarczy, że facet jej powie, że ładna, to wyskakuje z gatek, a jak jakaś babka ją pochwali, to już są dozgonnymi przyjaciółkami, z którymi może spić się jak prosię. Ale Ewę, poza wspomnianym policjantem, wszyscy kochają, mimo że podbiera ciuchy, rzyga w łazience, spóźnia się do pracy i ma mnóstwo inwencji, żeby sprawiać kłopoty. Kryminał dość chaotyczny, intryga na pół Unii Europejskiej, handel kobietami, bomby z Białorusi, mnóstwo ludzi udaje kogo innego, a wystarczy, żeby wtrąciła się mała dziennikarka, to nagle wszystko się cudownie rozwiązuje. Mocno takie sobie.

Osobno - o cudownym kocie Błażeju. Świetnie, że został bohaterem książki, ale mniej świetnie, że przez całą akcję jest zasadniczo niekarmiony, kuwetę mu sprzątają, jak sobie przypomną, a większość czasu siedzi sam. Jeśli pani autorka ma kota, to współczuję.

A, zapomniałam wspomnieć o przyjaciółce głównej bohaterki, zapewne alter-ego autorki. Piękna studentka prawa, zdaje egzaminy z dnia na dzień, mimo że w jej domu zaścielił się trup, w wolnych chwilach dorabia jako modelka, do tego jest błyskotliwie inteligentna, porządna, uporządkowana, doskonale zna się na technikach marketingowych, a w szafie ma ciuchy znanych marek. Jakbym była ciut mniej cyniczna, to nawet bym pozazdrościła.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, 2006, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Zwierzęcy magnetyzm

Poszliśmy do sklepu zoo nabyć spyżę i żwirek dla kotów. W sklepie zoo, koło kasy, stał talerz z drążkiem, na którym siedziała piękna, wielka, kolorowa papuga z prawie półmetrowym ogonem. Straszliwie się darła, aż pożałowałam biedne panie, że cały dzień z takim głośnym bydlęciem. Pani stwierdziła, że to rzadkość, że papuga wydziera się, jak jest zdenerwowana. Po czym papuga, do tej pory przestępująca z łapy na łapę, skubnęła TŻ w rękaw, po czym się na niego wtarabaniła i przestała drzeć ryja. I bardzo nie chciała zejść, mimo licznych zachęt od pań sklepowych.

W IKEI mają bardzo przyjemne kotrolki jednorazowe, na oko 3 razy więcej taśmy, a tańsze od tych z Piotra i Pawła. I bardzo smaczne zestawy żarciowe (rostbef z sałatką ziemniaczaną, łososia czy klopsiki z sosem).

Poza tym szlag mnie jasny trafi. Zapadłam na jeszcze jedne butki z firmy Kondor. Firma Kondor poświęciła się na tyle, że mailowo podała mi nazwy centrów handlowych, gdzie ich buty znajdę. I tak łażę od centra do centra, żeby dowiedzieć się, że "takiego modelu to myśmy nie mieli", "to seria letnia, już wycofane", "yyy" lub "przestaliśmy sprowadzać". Argh.

Dzisiejszą nagrodę z zaskoczenia wygrywa kołorkerka, z którą czasem plotkuję w kibelku.

Asia (13:03) Zuza!
Asia (13:03) [link do aukcji, którą obserwuję]
Asia (13:03) jak juz kupisz to pożycz
Niech żyje permanentna inwigilacja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 14, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zwierzęcy magnetyzm

Poszliśmy do sklepu zoo nabyć spyżę i żwirek dla kotów. W sklepie zoo, koło kasy, stał talerz z drążkiem, na którym siedziała piękna, wielka, kolorowa papuga z prawie półmetrowym ogonem. Straszliwie się darła, aż pożałowałam biedne panie, że cały dzień z takim głośnym bydlęciem. Pani stwierdziła, że to rzadkość, że papuga wydziera się, jak jest zdenerwowana. Po czym papuga, do tej pory przestępująca z łapy na łapę, skubnęła TŻ w rękaw, po czym się na niego wtarabaniła i przestała drzeć ryja. I bardzo nie chciała zejść, mimo licznych zachęt od pań sklepowych.

W IKEI mają bardzo przyjemne kotrolki jednorazowe, na oko 3 razy więcej taśmy, a tańsze od tych z Piotra i Pawła. I bardzo smaczne zestawy żarciowe (rostbef z sałatką ziemniaczaną, łososia czy klopsiki z sosem).

Poza tym szlag mnie jasny trafi. Zapadłam na jeszcze jedne butki z firmy Kondor. Firma Kondor poświęciła się na tyle, że mailowo podała mi nazwy centrów handlowych, gdzie ich buty znajdę. I tak łażę od centra do centra, żeby dowiedzieć się, że "takiego modelu to myśmy nie mieli", "to seria letnia, już wycofane", "yyy" lub "przestaliśmy sprowadzać". Argh.

Dzisiejszą nagrodę z zaskoczenia wygrywa kołorkerka, z którą czasem plotkuję w kibelku.

Asia (13:03) Zuza!
Asia (13:03) [link do aukcji, którą obserwuję]
Asia (13:03) jak juz kupisz to pożycz
Niech żyje permanentna inwigilacja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 14, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zwierzęcy magnetyzm

Poszliśmy do sklepu zoo nabyć spyżę i żwirek dla kotów. W sklepie zoo, koło kasy, stał talerz z drążkiem, na którym siedziała piękna, wielka, kolorowa papuga z prawie półmetrowym ogonem. Straszliwie się darła, aż pożałowałam biedne panie, że cały dzień z takim głośnym bydlęciem. Pani stwierdziła, że to rzadkość, że papuga wydziera się, jak jest zdenerwowana. Po czym papuga, do tej pory przestępująca z łapy na łapę, skubnęła TŻ w rękaw, po czym się na niego wtarabaniła i przestała drzeć ryja. I bardzo nie chciała zejść, mimo licznych zachęt od pań sklepowych.

W IKEI mają bardzo przyjemne kotrolki jednorazowe, na oko 3 razy więcej taśmy, a tańsze od tych z Piotra i Pawła. I bardzo smaczne zestawy żarciowe (rostbef z sałatką ziemniaczaną, łososia czy klopsiki z sosem).

Poza tym szlag mnie jasny trafi. Zapadłam na jeszcze jedne butki z firmy Kondor. Firma Kondor poświęciła się na tyle, że mailowo podała mi nazwy centrów handlowych, gdzie ich buty znajdę. I tak łażę od centra do centra, żeby dowiedzieć się, że "takiego modelu to myśmy nie mieli", "to seria letnia, już wycofane", "yyy" lub "przestaliśmy sprowadzać". Argh.

Dzisiejszą nagrodę z zaskoczenia wygrywa kołorkerka, z którą czasem plotkuję w kibelku.

Asia (13:03) Zuza!
Asia (13:03) [link do aukcji, którą obserwuję]
Asia (13:03) jak juz kupisz to pożycz
Niech żyje permanentna inwigilacja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 14, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj