Dwie przeplatające się historie z różnych linii czasowych. Pierwsza - 1985 - to czas, kiedy AIDS zbiera w Chicago, w kręgu zwanym Boystown, największe żniwa. Na pogrzebie Nico, 24-latka, zbierają się znajomi, przerażeni faktem, że odeszła kolejna osoba z ich kręgu, przyglądają się sobie, kto następny. Narratorem jest Yale, pracujący w galerii sztuki, w długotrwałym związku ze swoim chłopakiem, Charliem. Analizuje powiązania między homoseksualistami i heteroseksualnymi, politykę milczenia rządu, grozę testowania lub unikania testów, jednocześnie próbując uzyskać kolekcję szkiców paryskich artystów z lat 1910-1925, które przechowuje umierająca ciotka Nica. Wątkiem wspólnym jest motyw straconego pokolenia - malarzy i artystów, których zniszczyła pierwsza wojna światowa oraz gejów, brutalnie wydartych z życia przez AIDS. Druga linia - 2015 - to historia Fiony, siostry Nica, znanej opiekunki i podpory środowiska gejowskiego, która leci do przyjaciół w Paryżu, żeby odnaleźć swoją dorosłą córkę, która uciekła od rodziny i unika kontaktów. Oba wątki splatają się przez osoby, którym udało się przeżyć bez lub z wirusem HIV.
Jakbym miała to do czegoś porównać, to wątek 1985-1986 przypomina serial "It’s a sin". Wzruszająca, czasem trudna i niejednoznaczna historia znajomych, przyjaciół, kochanków i wspierających ich osób, wybierających różne drogi - monogamię lub poligamię, życie w ukryciu lub w pełnym świetle, testujących się lub nie, żyje już tylko we wspomnieniach ocalałych osób - Fiony, Richarda, cudownie odnalezionego po latach Juliana. Wątek bardziej współczesny dość odstaje - Fiona po latach odrzucenia przez córkę usiłuje zrozumieć, czemu jej macierzyńskie wysiłki zawiodły i czy może jeszcze coś naprawić w ich kontaktach, zwłaszcza że nie wiedząc o tym, została babcią. Tutaj już mniej wzruszeń, ale więcej turystyki w Paryżu i zamykania wątków.
Inne tej autorki:
#134
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 5, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dwie przeplatające się historie z różnych linii czasowych. Pierwsza - 1985 - to czas, kiedy AIDS zbiera w Chicago, w kręgu zwanym Boystown, największe żniwa. Na pogrzebie Nico, 24-latka, zbierają się znajomi, przerażeni faktem, że odeszła kolejna osoba z ich kręgu, przyglądają się sobie, kto następny. Narratorem jest Yale, pracujący w galerii sztuki, w długotrwałym związku ze swoim chłopakiem, Charliem. Analizuje powiązania między homoseksualistami i heteroseksualnymi, politykę milczenia rządu, grozę testowania lub unikania testów, jednocześnie próbując uzyskać kolekcję szkiców paryskich artystów z lat 1910-1925, które przechowuje umierająca ciotka Nica. Wątkiem wspólnym jest motyw straconego pokolenia - malarzy i artystów, których zniszczyła pierwsza wojna światowa oraz gejów, brutalnie wydartych z życia przez AIDS. Druga linia - 2015 - to historia Fiony, siostry Nica, znanej opiekunki i podpory środowiska gejowskiego, która leci do przyjaciół w Paryżu, żeby odnaleźć swoją dorosłą córkę, która uciekła od rodziny i unika kontaktów. Oba wątki splatają się przez osoby, którym udało się przeżyć bez lub z wirusem HIV.
Jakbym miała to do czegoś porównać, to wątek 1985-1986 przypomina serial "It’s a sin". Wzruszająca, czasem trudna i niejednoznaczna historia znajomych, przyjaciół, kochanków i wspierających ich osób, wybierających różne drogi - monogamię lub poligamię, życie w ukryciu lub w pełnym świetle, testujących się lub nie, żyje już tylko we wspomnieniach ocalałych osób - Fiony, Richarda, cudownie odnalezionego po latach Juliana. Wątek bardziej współczesny dość odstaje - Fiona po latach odrzucenia przez córkę usiłuje zrozumieć, czemu jej macierzyńskie wysiłki zawiodły i czy może jeszcze coś naprawić w ich kontaktach, zwłaszcza że nie wiedząc o tym, została babcią. Tutaj już mniej wzruszeń, ale więcej turystyki w Paryżu i zamykania wątków.
Inne tej autorki:
#134
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 5, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Może to nie jest dla mnie film kultowy, ale widziałam go już kilka razy i za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem zaskoczyło mnie, jak wiele jest tej warstwy kultowości i ile analiz powstało o tym dość prostym skądinąd filmie, w którym cała zaskoczka to lekkie zamieszanie achronologicznym ułożeniem epizodów. Tak, aktorzy są świetni, nieustająco uwielbiam Thurman, Keitela i Jacksona, aczkolwiek z perspektywy 2023 jednak niżej oceniam aktorstwo Travolty czy Willisa (nie wspominając o nazwisku Weinstein w czołówce). Trzy wątki - para młodych rozrabiaków napada na diner, gdzie przypadkiem jedzą śniadanie Vincent i Jules, cyngle Marcellusa Wallesa, którzy muszą spuścić ciśnienie po pewnej akcji, która nie poszła najlepiej; Vincent zabiera Mię na kolację na prośbę szefa i impreza kończy się nieprzyjemnie, zamiast przyjemnie; wreszcie bokser nie poddaje ustawionej walki, zwiewa więc z pieniędzmi wygranymi w zakładach, ale na skutek niedbałości narzeczonej wpada w nie lada tarapaty z Marcellusem Wallesem, który zapłacił mu za ustawienie walki (słowa kluczowe: piwnica, pokrak i jesień średniowiecza z dupy). To naprawdę dobry kawałek kina, można obejrzeć więcej niż dwa razy. A muzyki posłuchać nawet więcej razy.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Może to nie jest dla mnie film kultowy, ale widziałam go już kilka razy i za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem zaskoczyło mnie, jak wiele jest tej warstwy kultowości i ile analiz powstało o tym dość prostym skądinąd filmie, w którym cała zaskoczka to lekkie zamieszanie achronologicznym ułożeniem epizodów. Tak, aktorzy są świetni, nieustająco uwielbiam Thurman, Keitela i Jacksona, aczkolwiek z perspektywy 2023 jednak niżej oceniam aktorstwo Travolty czy Willisa (nie wspominając o nazwisku Weinstein w czołówce). Trzy wątki - para młodych rozrabiaków napada na diner, gdzie przypadkiem jedzą śniadanie Vincent i Jules, cyngle Marcellusa Wallesa, którzy muszą spuścić ciśnienie po pewnej akcji, która nie poszła najlepiej; Vincent zabiera Mię na kolację na prośbę szefa i impreza kończy się nieprzyjemnie, zamiast przyjemnie; wreszcie bokser nie poddaje ustawionej walki, zwiewa więc z pieniędzmi wygranymi w zakładach, ale na skutek niedbałości narzeczonej wpada w nie lada tarapaty z Marcellusem Wallesem, który zapłacił mu za ustawienie walki (słowa kluczowe: piwnica, pokrak i jesień średniowiecza z dupy). To naprawdę dobry kawałek kina, można obejrzeć więcej niż dwa razy. A muzyki posłuchać nawet więcej razy.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
We wstępie do książki Kester Brent informuje swojego stryja, znanego detektywa i autora powieści kryminalnych Jamesa Brenta, że wraz z małżonką napisali o nim fanfiction w prezencie urodzinowym. Ten zabieg okazuje się żartem w żarcie, bo Jocelyn i Kester Brentowie to pseudonim Jerzyny i Kazimierza Słomczyńskich, a książka jest rzeczywistym prezentem dla stryja, Macieja Słomczyńskiego, autora powieści o Joe Alexie.
Akcja książki dzieje się - podobnie jak u Alexa - w powojennej Wielkiej Brytanii. James Brent jest w 1958 roku świadkiem śmierci znanego rajdowca na niebezpiecznym torze. Dziesięć lat później pełnoletnia pasierbica zmarłego. Maureen, wraca z Australii, żeby objąć majątek po ojczymie, a spokrewniona z nią żona Brenta, Anna, zaofiarowuje się z pomocą. Okazuje się, że krąży plotka o tym, jako ojczym Maureen przyłożył rękę do przedwczesnej śmierci jej ciężko chorej matki, a plotkę kolportuje niejaki inżynier Andrews, dawniej przyjaciel zmarłego rajdowca. Brent odkrywa, że z 6-osobowego oddziału bohaterów II wojny światowej został tylko Andrews, a pozostali zginęli w różnych wypadkach, przed śmiercią ubezpieczając się na korzyść kolejnej osoby na sporą kwotę. Rusza więc na pomoc Maureen, bo spodziewa się, że Andrews chce ją z jakiejś przyczyny zgładzić, ratuje dziewczynę przed wejściem w śmiertelną pułapkę, ale wtem odkrywa, że Andrews został zabity. Podobnie jak u Alexa, detektyw rozpykuje sprawę za pomocą wnikliwej dedukcji.
To nie tak, że to jest zła książka, zwłaszcza jeśli ktoś lubi kryminały w starym stylu. Mnie przeszkadzała maniera, w jakiej została napisana - dialogi brzmią, jakby ktoś bardzo nieudolnie przetłumaczył powieść z brytyjskich wyższych sfer; może to był celowy zabieg w zestawieniu z genezą, nie wiem.
Inne z tej serii.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 2, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, panowie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 2 komentarze
- Skomentuj
We wstępie do książki Kester Brent informuje swojego stryja, znanego detektywa i autora powieści kryminalnych Jamesa Brenta, że wraz z małżonką napisali o nim fanfiction w prezencie urodzinowym. Ten zabieg okazuje się żartem w żarcie, bo Jocelyn i Kester Brentowie to pseudonim Jerzyny i Kazimierza Słomczyńskich, a książka jest rzeczywistym prezentem dla stryja, Macieja Słomczyńskiego, autora powieści o Joe Alexie.
Akcja książki dzieje się - podobnie jak u Alexa - w powojennej Wielkiej Brytanii. James Brent jest w 1958 roku świadkiem śmierci znanego rajdowca na niebezpiecznym torze. Dziesięć lat później pełnoletnia pasierbica zmarłego. Maureen, wraca z Australii, żeby objąć majątek po ojczymie, a spokrewniona z nią żona Brenta, Anna, zaofiarowuje się z pomocą. Okazuje się, że krąży plotka o tym, jako ojczym Maureen przyłożył rękę do przedwczesnej śmierci jej ciężko chorej matki, a plotkę kolportuje niejaki inżynier Andrews, dawniej przyjaciel zmarłego rajdowca. Brent odkrywa, że z 6-osobowego oddziału bohaterów II wojny światowej został tylko Andrews, a pozostali zginęli w różnych wypadkach, przed śmiercią ubezpieczając się na korzyść kolejnej osoby na sporą kwotę. Rusza więc na pomoc Maureen, bo spodziewa się, że Andrews chce ją z jakiejś przyczyny zgładzić, ratuje dziewczynę przed wejściem w śmiertelną pułapkę, ale wtem odkrywa, że Andrews został zabity. Podobnie jak u Alexa, detektyw rozpykuje sprawę za pomocą wnikliwej dedukcji.
To nie tak, że to jest zła książka, zwłaszcza jeśli ktoś lubi kryminały w starym stylu. Mnie przeszkadzała maniera, w jakiej została napisana - dialogi brzmią, jakby ktoś bardzo nieudolnie przetłumaczył powieść z brytyjskich wyższych sfer; może to był celowy zabieg w zestawieniu z genezą, nie wiem.
Inne z tej serii.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 2, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, panowie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 2 komentarze
- Skomentuj
Miałam na dobry początek wrzucić trochę zdjęć, ale ponieważ spędziłam pół dnia czytając w łóżku, to pogawędźmy sobie o minionym roku i książkach.
Zbiorczo, przeczytałam 45 pozycji polskich, 35 z Wielkiej Brytanii, 32 amerykańskie, po 4 włoskie i szwedzkie, po 3 kanadyjskie i czeskie, po 2 argentyńskie i radzieckie oraz po 1 australijskiej, niemieckiej, irlandzkiej i japońskiej (13 krajów). Nic po angielsku, chociaż dwie zaczęłam. Po raz pierwszy od lat autorki wygrywają z autorami (78:57, bo jedna książka powstała w duecie mieszanym). Zasłonę milczenia spuszczę na wszystkie rozpoczęte, pożegnam tylko dwie szczególnie oporne, których nie chcę kończyć: Mary Roach “Bzyk” (źle napisana/przetłumaczona książka o historii odkryć naukowych w kwestiach seksu i prokreacji) oraz Doroty Masłowskiej “Paw królowej” (dla odmiany świetnie napisana książka bez fabuły i treści, tylko fraza). Mniej niż w ubiegłym roku, pewnie dlatego, że nieco czasu zainwestowałam w vinted i odgracanie.
Best of the best of the best:
- Bill Bryson “Zapiski z wielkiego kraju” - Amerykanin po 20 latach w Wielkiej Brytanii wraca do ojczyzny i wszystko go dziwi
- Dominika Słowik “Atlas: Doppelganger” i “Zimowla” - wspomnienia z czasów transformacji, obie podobne, ale każda inna; jeśli się wahasz, zacznij od “Zimowli”
- AJ Dungo “Fale” - jedyny komiks, o surfingu, miłości i żałobie
- Terry Pratchett “Złodziej czasu” - chyba moja ulubiona powieść spoza cyklu o Straży
- Łukasz Orbitowski “Chodź ze mną” i “Kult” - PRL i transformacja we wspominkach z lekkim elementem nadnaturalnym; jeśli się wahasz, zacznij od “Kultu”
- Connie Willis “Przewodnik stada” - słabiutka recenzja, ale książka doskonała i zaskakująco współczesna: korporacje i trendy.
- Magdalena Mikołajczyk “Jestem dość” - jak nie robić sobie samej krzywdy.
Lista z gwiazdką. Żeby było jasne, to nie jest tak, że poniższa lista jest obiektywnie gorsza. Raczej mniej mi pasuje stylistycznie (np. niespecjalnie mi wchodzą rzeczy reportażowe, wolę fikcję) albo autor/ka ma lepsze pozycje w dorobku.
Podsumowania poprzednich lat: 2020 i 2021.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 1, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tag:
2022
- 1 komentarz
- Skomentuj
Miałam na dobry początek wrzucić trochę zdjęć, ale ponieważ spędziłam pół dnia czytając w łóżku, to pogawędźmy sobie o minionym roku i książkach.
Zbiorczo, przeczytałam 45 pozycji polskich, 35 z Wielkiej Brytanii, 32 amerykańskie, po 4 włoskie i szwedzkie, po 3 kanadyjskie i czeskie, po 2 argentyńskie i radzieckie oraz po 1 australijskiej, niemieckiej, irlandzkiej i japońskiej (13 krajów). Nic po angielsku, chociaż dwie zaczęłam. Po raz pierwszy od lat autorki wygrywają z autorami (78:57, bo jedna książka powstała w duecie mieszanym). Zasłonę milczenia spuszczę na wszystkie rozpoczęte, pożegnam tylko dwie szczególnie oporne, których nie chcę kończyć: Mary Roach “Bzyk” (źle napisana/przetłumaczona książka o historii odkryć naukowych w kwestiach seksu i prokreacji) oraz Doroty Masłowskiej “Paw królowej” (dla odmiany świetnie napisana książka bez fabuły i treści, tylko fraza). Mniej niż w ubiegłym roku, pewnie dlatego, że nieco czasu zainwestowałam w vinted i odgracanie.
Best of the best of the best:
- Bill Bryson “Zapiski z wielkiego kraju” - Amerykanin po 20 latach w Wielkiej Brytanii wraca do ojczyzny i wszystko go dziwi
- Dominika Słowik “Atlas: Doppelganger” i “Zimowla” - wspomnienia z czasów transformacji, obie podobne, ale każda inna; jeśli się wahasz, zacznij od “Zimowli”
- AJ Dungo “Fale” - jedyny komiks, o surfingu, miłości i żałobie
- Terry Pratchett “Złodziej czasu” - chyba moja ulubiona powieść spoza cyklu o Straży
- Łukasz Orbitowski “Chodź ze mną” i “Kult” - PRL i transformacja we wspominkach z lekkim elementem nadnaturalnym; jeśli się wahasz, zacznij od “Kultu”
- Connie Willis “Przewodnik stada” - słabiutka recenzja, ale książka doskonała i zaskakująco współczesna: korporacje i trendy.
- Magdalena Mikołajczyk “Jestem dość” - jak nie robić sobie samej krzywdy.
Lista z gwiazdką. Żeby było jasne, to nie jest tak, że poniższa lista jest obiektywnie gorsza. Raczej mniej mi pasuje stylistycznie (np. niespecjalnie mi wchodzą rzeczy reportażowe, wolę fikcję) albo autor/ka ma lepsze pozycje w dorobku.
Podsumowania poprzednich lat: 2020 i 2021.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 1, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tag:
2022
- 1 komentarz
- Skomentuj
Taki miałam plan. Żeby się pozbyć, nie żeby pozyskać. Rozładować wieloletnie złogi, usunąć rzeczy, które nawet nie tyle, że nie dają mi radości, ale zwyczajnie nie są mi do niczego potrzebne. Plany planami, te osoby, które są ze mną już jakiś czas, mogą pamiętać ambitny Projekt 500, kiedy to pozbyłam się 61 płyt DVD i na tym się skończyło (jakby co, płyty dalej do wzięcia, za koszty wysyłki). Jakieś dwa lata temu zaczęłam odgruzowywać pokój nastolatki, sprzedałam część ogromnej kolekcji Duplo, również zatrzymując się w ¼ drogi. Umówiłam się ze znajomą znajomej, która sprzedaje używane ubrania, ale wyszłam z tego z poczuciem bycia naciągniętą. Prawie dwa lata temu zainstalowałam nawet appkę do vinted i nic z nią nie zrobiłam. Aż do stycznia, kiedy to stwierdziłam, że dlaczego by nie teraz; założyłam arkusz kalkulacyjny, gdzie zliczałam wszystkie rzeczy, które zniknęły i sprawdzałam, czy trzymam się w rocznym planie. I żeby nie trzymać Was w niepewności, nie udało mi się w 100%. Ale. Udało mi się w 90% - pozbyłam się z domu 908 rzeczy[1]. Więc ze mną przegrać to jak wygrać. Wprawdzie nie zależało mi na zwrocie z inwestycji, ale też nie chciałam zebrać wszystkiego i wrzucić do pojemnika. W efekcie: oddałam znajomym i na dobre cele 276 rzeczy (30%), sprzedałam 348 (38%) i wyrzuciłam 284 (32%). Niczego nie żałuję, a niektóre rzeczy nawet sprzedały się powyżej ceny zakupu, niektórych pozbywałam się z radością, bo irytowały mnie samym widokiem.
Jak to zrobiłam? Powoli. W przypadku vinted obiecałam sobie wolne tempo - 1 przedmiot dziennie; wystawiłam ponad 300 rzeczy, sprzedało się około 140. Bez napinki. Niektórych rzeczy już nie chcę, ale jako że nie mam gdzie ich oddać, czekają na dobry moment, ważne, że są oddzielone od tych, które chcę. Co zniknęło? Szłam pomieszczeniami - najpierw wyrzucałam rzeczy zepsute, zniszczone, przeterminowane, potem zbierałam te, które mogą się komuś przydać i szukałam miejsca zbytu. Najpierw znajomi, potem potencjalne miejsca dochodowe. Zaczęłam zbierać opakowania zamiast wyrzucać, poza taśmą klejącą nie kupiłam nic do wysyłek (eko!). Poniżej lista moich wniosków z całej akcji:
- Nie jestem fanką wizualizacji, ale wyobraziłam sobie swój dom bez natłoku rzeczy, z miejscem i przestrzenią. I spodobało mi się. Znajduję spokój w tym, że nie mam stert rzeczy w każdym kącie (oczywiście dalej mam kąty ze stertami, ale jest ich MNIEJ). Mój gadzi mózg jest usatysfakcjonowany.
- Jest łatwiej na wielu płaszczyznach.
- Rzeczy gromadzonych przez 20 lat nie da się ogarnąć w tydzień, ale da się w mniej niż 20 lat. I nie szkodzi, że manekin do wyeksponowania ubrań czekał 11 lat na swój moment chwały. Zadanie spełnił i odszedł do nowego domu.
- Zaczęłam od czegoś małego (jedna szuflada, jedno pudełko, szybka satysfakcja).
- Na początek dobrze działało ustawienie minutnika. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, zacznij od 15 minut. Potem zrób przerwę i zdecyduj, czy kontynuujesz.
- Dzieliłam duże na kawałki - ogromne pudło LEGO duplo jest niesprzedawalne, a przynajmniej niesprzedawalne w cenie, która by mnie interesowała. Podzielone na mniejsze, tematyczne zestawy - już jak najbardziej.
- Podeszłam metodycznie: gromadziłam wszystkie rzeczy jednego typu i sortowałam na kupki. Łatwo porównać rzeczy podobne, usunąć duplikaty, zobaczyć wzorce, malowniczo załamać się nad swoimi decyzjami (cztery spraye na owady, ważne do wiosny 2023, a mogłam zużyć jeden).
- Milej zacząć od rzeczy, które cieszą i znaleźć im miejsce, potem martwić się resztą. To znalezienie miejsca jest kluczowe.
- To nic strasznego zostawić coś, co do czego nie jestem przekonana, czy już tego nie chcę. Ważne, żeby odłożyć i okresowo zaglądać, czy jednak chcę to mieć. Bo okazuje się, że nie.
- Największa praca koncepcyjna to ogarnięcie miejsc, gdzie można sprzedać (vinted - ubrania, zabawki, porcelana; skupszop - książki, olx - meble...) lub oddać z pożytkiem (swap w biurze, podzielnia, dedykowana zbiórka, znajomi, schronisko dla zwierząt). Większość sprzedawalnych rzeczy pozbyłam się przez vinted, kilkadziesiąt książek przez skupszop, zasiliłam punkt przerzutowy uchodźców w zestawy zabawek dla dzieci (kredki, malowanki, gry wygodne do zabrania w podróż, część zasobów poszła do szkolnej świetlicy), ciepłą zimową odzież i buty oddałam do Domu Sąsiedzkiego, ubrania córki poszły do młodszych dzieci znajomych, schronisko dla zwierząt dostało zużyte ręczniki, szlafrok, t-shirty i pościel, a restauracja kilkadziesiąt słoików, w których rozdawała zupę uchodźcom.
- Zrezygnowałam z większości zakupów. Naprawiłam kilka rzeczy. Oczywiście to nie tak, że przestałam kupować, ale kupiłam znacznie mniej niż w poprzednich latach.
- Opowiedziałam o swoich planach w domu i nie tylko. Eloy zajrzał do swojej szafy ze sporym zaangażowaniem, córka pomagała przy pakowaniu zestawów dla uchodźców, znajomi z pracy poszli czyścić piwnice i garaże. Z efektami. Jestem influencerką!
- Na decyzyjność pomaga szwedzka metoda “death cleaning” - czy ktoś, kto po Tobie odziedziczy rzeczy, będzie je chciał. Smutna konstatacja jest taka, że nie warto trzymać dla potomnych książek.
- Odczuwam radość, kiedy coś, co zalegało latami nieużywane, idzie do nowego domu. Nawet większą niż kiedy sobie coś kupiłam.
- To nie tak, że w pewnym momencie już skończyłam. Ciągle mam rzeczy, których chciałabym się sensownie pozbyć - książki, DVD, kolekcje, ubrania, które nie wpadły w pierwsze sito.
Nie wiem, czy w 2023 powtórzę całą akcję, ale zdecydowanie będę próbować. Czy mi się uda w 20%, czy w 76% - w obu przypadkach to będzie sukces. Mam zorganizowane całe centrum logistyczne za biurkiem, szkoda, żeby się zmarnowało. I jestem z siebie dumna, pat pat, dobra Zuzanka.
[1] Mogłabym nieco sztucznie nominować brakujące 92 rzeczy, coś kreatywnie zaksięgować, ale jakby nie o to chodzi. Liczy się fakt sensownego zagospodarowania rzeczy bez poczucia straty. Na przykład wyprałam pokrycie mini fotelika dziecięcego, bo dziecko już gabarytowo jakby wyrosło, a koty ignorowały przez ostatnie dwa lata, ale zanim zdążyłam wyprany fotel wystawić, zalągł się na nim Bursz i teraz już nie wyrzucę. Fotelika, nie Bursza.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 30, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Projekt 500 -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Taki miałam plan. Żeby się pozbyć, nie żeby pozyskać. Rozładować wieloletnie złogi, usunąć rzeczy, które nawet nie tyle, że nie dają mi radości, ale zwyczajnie nie są mi do niczego potrzebne. Plany planami, te osoby, które są ze mną już jakiś czas, mogą pamiętać ambitny Projekt 500, kiedy to pozbyłam się 61 płyt DVD i na tym się skończyło (jakby co, płyty dalej do wzięcia, za koszty wysyłki). Jakieś dwa lata temu zaczęłam odgruzowywać pokój nastolatki, sprzedałam część ogromnej kolekcji Duplo, również zatrzymując się w ¼ drogi. Umówiłam się ze znajomą znajomej, która sprzedaje używane ubrania, ale wyszłam z tego z poczuciem bycia naciągniętą. Prawie dwa lata temu zainstalowałam nawet appkę do vinted i nic z nią nie zrobiłam. Aż do stycznia, kiedy to stwierdziłam, że dlaczego by nie teraz; założyłam arkusz kalkulacyjny, gdzie zliczałam wszystkie rzeczy, które zniknęły i sprawdzałam, czy trzymam się w rocznym planie. I żeby nie trzymać Was w niepewności, nie udało mi się w 100%. Ale. Udało mi się w 90% - pozbyłam się z domu 908 rzeczy[1]. Więc ze mną przegrać to jak wygrać. Wprawdzie nie zależało mi na zwrocie z inwestycji, ale też nie chciałam zebrać wszystkiego i wrzucić do pojemnika. W efekcie: oddałam znajomym i na dobre cele 276 rzeczy (30%), sprzedałam 348 (38%) i wyrzuciłam 284 (32%). Niczego nie żałuję, a niektóre rzeczy nawet sprzedały się powyżej ceny zakupu, niektórych pozbywałam się z radością, bo irytowały mnie samym widokiem.
Jak to zrobiłam? Powoli. W przypadku vinted obiecałam sobie wolne tempo - 1 przedmiot dziennie; wystawiłam ponad 300 rzeczy, sprzedało się około 140. Bez napinki. Niektórych rzeczy już nie chcę, ale jako że nie mam gdzie ich oddać, czekają na dobry moment, ważne, że są oddzielone od tych, które chcę. Co zniknęło? Szłam pomieszczeniami - najpierw wyrzucałam rzeczy zepsute, zniszczone, przeterminowane, potem zbierałam te, które mogą się komuś przydać i szukałam miejsca zbytu. Najpierw znajomi, potem potencjalne miejsca dochodowe. Zaczęłam zbierać opakowania zamiast wyrzucać, poza taśmą klejącą nie kupiłam nic do wysyłek (eko!). Poniżej lista moich wniosków z całej akcji:
- Nie jestem fanką wizualizacji, ale wyobraziłam sobie swój dom bez natłoku rzeczy, z miejscem i przestrzenią. I spodobało mi się. Znajduję spokój w tym, że nie mam stert rzeczy w każdym kącie (oczywiście dalej mam kąty ze stertami, ale jest ich MNIEJ). Mój gadzi mózg jest usatysfakcjonowany.
- Jest łatwiej na wielu płaszczyznach.
- Rzeczy gromadzonych przez 20 lat nie da się ogarnąć w tydzień, ale da się w mniej niż 20 lat. I nie szkodzi, że manekin do wyeksponowania ubrań czekał 11 lat na swój moment chwały. Zadanie spełnił i odszedł do nowego domu.
- Zaczęłam od czegoś małego (jedna szuflada, jedno pudełko, szybka satysfakcja).
- Na początek dobrze działało ustawienie minutnika. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, zacznij od 15 minut. Potem zrób przerwę i zdecyduj, czy kontynuujesz.
- Dzieliłam duże na kawałki - ogromne pudło LEGO duplo jest niesprzedawalne, a przynajmniej niesprzedawalne w cenie, która by mnie interesowała. Podzielone na mniejsze, tematyczne zestawy - już jak najbardziej.
- Podeszłam metodycznie: gromadziłam wszystkie rzeczy jednego typu i sortowałam na kupki. Łatwo porównać rzeczy podobne, usunąć duplikaty, zobaczyć wzorce, malowniczo załamać się nad swoimi decyzjami (cztery spraye na owady, ważne do wiosny 2023, a mogłam zużyć jeden).
- Milej zacząć od rzeczy, które cieszą i znaleźć im miejsce, potem martwić się resztą. To znalezienie miejsca jest kluczowe.
- To nic strasznego zostawić coś, co do czego nie jestem przekonana, czy już tego nie chcę. Ważne, żeby odłożyć i okresowo zaglądać, czy jednak chcę to mieć. Bo okazuje się, że nie.
- Największa praca koncepcyjna to ogarnięcie miejsc, gdzie można sprzedać (vinted - ubrania, zabawki, porcelana; skupszop - książki, olx - meble...) lub oddać z pożytkiem (swap w biurze, podzielnia, dedykowana zbiórka, znajomi, schronisko dla zwierząt). Większość sprzedawalnych rzeczy pozbyłam się przez vinted, kilkadziesiąt książek przez skupszop, zasiliłam punkt przerzutowy uchodźców w zestawy zabawek dla dzieci (kredki, malowanki, gry wygodne do zabrania w podróż, część zasobów poszła do szkolnej świetlicy), ciepłą zimową odzież i buty oddałam do Domu Sąsiedzkiego, ubrania córki poszły do młodszych dzieci znajomych, schronisko dla zwierząt dostało zużyte ręczniki, szlafrok, t-shirty i pościel, a restauracja kilkadziesiąt słoików, w których rozdawała zupę uchodźcom.
- Zrezygnowałam z większości zakupów. Naprawiłam kilka rzeczy. Oczywiście to nie tak, że przestałam kupować, ale kupiłam znacznie mniej niż w poprzednich latach.
- Opowiedziałam o swoich planach w domu i nie tylko. Eloy zajrzał do swojej szafy ze sporym zaangażowaniem, córka pomagała przy pakowaniu zestawów dla uchodźców, znajomi z pracy poszli czyścić piwnice i garaże. Z efektami. Jestem influencerką!
- Na decyzyjność pomaga szwedzka metoda “death cleaning” - czy ktoś, kto po Tobie odziedziczy rzeczy, będzie je chciał. Smutna konstatacja jest taka, że nie warto trzymać dla potomnych książek.
- Odczuwam radość, kiedy coś, co zalegało latami nieużywane, idzie do nowego domu. Nawet większą niż kiedy sobie coś kupiłam.
- To nie tak, że w pewnym momencie już skończyłam. Ciągle mam rzeczy, których chciałabym się sensownie pozbyć - książki, DVD, kolekcje, ubrania, które nie wpadły w pierwsze sito.
Nie wiem, czy w 2023 powtórzę całą akcję, ale zdecydowanie będę próbować. Czy mi się uda w 20%, czy w 76% - w obu przypadkach to będzie sukces. Mam zorganizowane całe centrum logistyczne za biurkiem, szkoda, żeby się zmarnowało. I jestem z siebie dumna, pat pat, dobra Zuzanka.
[1] Mogłabym nieco sztucznie nominować brakujące 92 rzeczy, coś kreatywnie zaksięgować, ale jakby nie o to chodzi. Liczy się fakt sensownego zagospodarowania rzeczy bez poczucia straty. Na przykład wyprałam pokrycie mini fotelika dziecięcego, bo dziecko już gabarytowo jakby wyrosło, a koty ignorowały przez ostatnie dwa lata, ale zanim zdążyłam wyprany fotel wystawić, zalągł się na nim Bursz i teraz już nie wyrzucę. Fotelika, nie Bursza.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 30, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Projekt 500 -
- 3 komentarze
- Skomentuj