Zacznijmy od tego, że ten typ filmów wpisuje się w cały szereg tropów, które lubię: kryminał, wnikliwy i cyniczny detektyw, dekonstrukcja scen i różne podejścia do tej samej sytuacji, wreszcie całe stado świetnych aktorów. “Knives out” to śledztwo w sprawie morderstwa znanego pisarza, autora kryminałów, który po swoich 85. urodzinach zostaje znaleziony martwy, z poderżniętym gardłem. Policja skłonna byłaby uznać, że to samobójstwo, ale ekscentryczny detektyw Benoit Blanc uważa inaczej. Co ciekawe, nie wierzy w szybko odkrytą ewidentną winę opiekunki, która nie kłamie, bo jak kłamie, to wymiotuje, za to odkrywa, że poprzedniego dnia patriarcha rodu zdecydował się wprowadzić znaczące zmiany w testamencie i to mogło być powodem jego przedwczesnej śmierci. Druga, niezależna część, “Glass Onion” jest nieco słabsza, ale równie zabawna. Ekscentryczny miliarder, Miles Bron, zaprasza swoich przyjaciół na grecką wyspę, żeby odetchnęli trochę, nomen omen, od pandemii (ma na wirusa magiczny spray). Na nabrzeżu pojawia się też niespodziewanie Benoit Blanc, znudzony bezczynnością podczas lockdownu oraz dawna współpracowniczka Brona, którą ten wykolegował z lukratywnego biznesu. Miliarder zaplanował swoim znajomym grę w szukanie mordercy, ale jego plany psuje Blanc, a chwilę później tuż pod pożyczonym pod zastaw portretem Mona Lisy pada pierwszy (albo i nie) trup. Tu intryga trochę szwankuje, ale drugi plan jest dość bogaty i zabawny, a i obrazki ładne. W samym finale jednak nie kupiłam zgody Blanca na akt zemsty na przestępcy (frevb, fcnyvć wrqab m anwoneqmvrw manalpu qmvrł yhqmxbśpv, żrol hxnenć cemrfgęcpę vqvbgę? Nie, nie pasuje mi to).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 29, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że ten typ filmów wpisuje się w cały szereg tropów, które lubię: kryminał, wnikliwy i cyniczny detektyw, dekonstrukcja scen i różne podejścia do tej samej sytuacji, wreszcie całe stado świetnych aktorów. “Knives out” to śledztwo w sprawie morderstwa znanego pisarza, autora kryminałów, który po swoich 85. urodzinach zostaje znaleziony martwy, z poderżniętym gardłem. Policja skłonna byłaby uznać, że to samobójstwo, ale ekscentryczny detektyw Benoit Blanc uważa inaczej. Co ciekawe, nie wierzy w szybko odkrytą ewidentną winę opiekunki, która nie kłamie, bo jak kłamie, to wymiotuje, za to odkrywa, że poprzedniego dnia patriarcha rodu zdecydował się wprowadzić znaczące zmiany w testamencie i to mogło być powodem jego przedwczesnej śmierci. Druga, niezależna część, “Glass Onion” jest nieco słabsza, ale równie zabawna. Ekscentryczny miliarder, Miles Bron, zaprasza swoich przyjaciół na grecką wyspę, żeby odetchnęli trochę, nomen omen, od pandemii (ma na wirusa magiczny spray). Na nabrzeżu pojawia się też niespodziewanie Benoit Blanc, znudzony bezczynnością podczas lockdownu oraz dawna współpracowniczka Brona, którą ten wykolegował z lukratywnego biznesu. Miliarder zaplanował swoim znajomym grę w szukanie mordercy, ale jego plany psuje Blanc, a chwilę później tuż pod pożyczonym pod zastaw portretem Mona Lisy pada pierwszy (albo i nie) trup. Tu intryga trochę szwankuje, ale drugi plan jest dość bogaty i zabawny, a i obrazki ładne. W samym finale jednak nie kupiłam zgody Blanca na akt zemsty na przestępcy (frevb, fcnyvć wrqab m anwoneqmvrw manalpu qmvrł yhqmxbśpv, żrol hxnenć cemrfgęcpę vqvbgę? Nie, nie pasuje mi to).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 29, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Narratorka powoli, dygresyjnie - ale tak fantastycznie w dygresje, że w ogóle nie miałam ochoty jej popędzać, żeby przeszła do konkretu - opowiada o tajemniczych wydarzeniach, które miały miejsce w sierpniu 2005 roku w jej rodzinnym miasteczku o dźwięcznej nazwie Cukrówka. Zaczęło się od tego, że Magdę, córka lokalnego przedsiębiorcy, ktoś zobaczył zimową nocą na dachu domu, nagą i śpiewającą coś w dziwnym języku. A może wcześniej, od budowy Fabryki Ceramiki przez towarzyszkę Sarecką, babkę narratorki? Albo od lat 60., kiedy to wykopano skarb i staraniami ówczesnego dyrektora założono muzeum, dokumentujące życie Cukrówki? Albo może od jednego z cudów, kiedy to obraz w lokalnym kościele - nazwany potem Maryją Stanowojenną - zaczął płakać prawdziwymi łzami o cudownym działaniu? W każdym razie, główną osią wydarzeń z 2005 roku jest leczenie Magdy, przez psychiatrów, lekarzy, egzorcystów czy wreszcie hochsztaplerów, do których niestety zaliczał się ojciec narratorki, księgowy, przekwalifikowany na wróża i radiestetę. Narratorka kręci się ze swoimi kumplami - Hansem, który ma ojca w Niemczech i Miszą, dla odmiany z bratem w policji - po okolicy, śledzi tajemniczego Pszczelarza, który coś zakopuje w lesie, z wykrywaczem metalu poszukuje skarbu na prośbę niejakiego Kablarza, który coś wie, wreszcie odkrywają zwłoki jakoś związane z muzeum, w którym pracuje matka narratorki. Część rzeczy wyjaśnia się pamiętnej sierpniowej nocy, resztę narratorka, już jako dorosła, odkrywa badając dokumenty. Od razu powiem, że tak jak nieco narzekałam przy skądinąd świetnym “Atlasie”, tak tutaj wszystkie wątki są ze sobą związane i wyjaśnione satysfakcjonująco.
Jaka to jest pyszna książka, ironiczna, a jednocześnie ciepła, chociaż zza dojrzałej pobłażliwości czuć rozpacz nastolatki dojrzewającej w dysfunkcyjnym domu bez miłości, z matką skupioną na swojej pracy, z ojcem wkładającym energię w coraz to nowe i bardziej idiotyczne przedsięwzięcie, z babką skupioną na interesach i Partii, od pewnego momentu wielkiej nieobecnej. Chyba w żadnej opisanej cukrowieckiej rodzinie nie było inaczej, ale jednocześnie jest tu czułość i umiejętność znajdowania absurdów w nawet z pozoru tragicznych wydarzeniach. Niespodziewanie to dla mnie książka roku, jeśli macie przeczytać tylko jedną, to weźcie tę.
Inne tej autorki.
#132
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 28, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Narratorka powoli, dygresyjnie - ale tak fantastycznie w dygresje, że w ogóle nie miałam ochoty jej popędzać, żeby przeszła do konkretu - opowiada o tajemniczych wydarzeniach, które miały miejsce w sierpniu 2005 roku w jej rodzinnym miasteczku o dźwięcznej nazwie Cukrówka. Zaczęło się od tego, że Magdę, córka lokalnego przedsiębiorcy, ktoś zobaczył zimową nocą na dachu domu, nagą i śpiewającą coś w dziwnym języku. A może wcześniej, od budowy Fabryki Ceramiki przez towarzyszkę Sarecką, babkę narratorki? Albo od lat 60., kiedy to wykopano skarb i staraniami ówczesnego dyrektora założono muzeum, dokumentujące życie Cukrówki? Albo może od jednego z cudów, kiedy to obraz w lokalnym kościele - nazwany potem Maryją Stanowojenną - zaczął płakać prawdziwymi łzami o cudownym działaniu? W każdym razie, główną osią wydarzeń z 2005 roku jest leczenie Magdy, przez psychiatrów, lekarzy, egzorcystów czy wreszcie hochsztaplerów, do których niestety zaliczał się ojciec narratorki, księgowy, przekwalifikowany na wróża i radiestetę. Narratorka kręci się ze swoimi kumplami - Hansem, który ma ojca w Niemczech i Miszą, dla odmiany z bratem w policji - po okolicy, śledzi tajemniczego Pszczelarza, który coś zakopuje w lesie, z wykrywaczem metalu poszukuje skarbu na prośbę niejakiego Kablarza, który coś wie, wreszcie odkrywają zwłoki jakoś związane z muzeum, w którym pracuje matka narratorki. Część rzeczy wyjaśnia się pamiętnej sierpniowej nocy, resztę narratorka, już jako dorosła, odkrywa badając dokumenty. Od razu powiem, że tak jak nieco narzekałam przy skądinąd świetnym “Atlasie”, tak tutaj wszystkie wątki są ze sobą związane i wyjaśnione satysfakcjonująco.
Jaka to jest pyszna książka, ironiczna, a jednocześnie ciepła, chociaż zza dojrzałej pobłażliwości czuć rozpacz nastolatki dojrzewającej w dysfunkcyjnym domu bez miłości, z matką skupioną na swojej pracy, z ojcem wkładającym energię w coraz to nowe i bardziej idiotyczne przedsięwzięcie, z babką skupioną na interesach i Partii, od pewnego momentu wielkiej nieobecnej. Chyba w żadnej opisanej cukrowieckiej rodzinie nie było inaczej, ale jednocześnie jest tu czułość i umiejętność znajdowania absurdów w nawet z pozoru tragicznych wydarzeniach. Niespodziewanie to dla mnie książka roku, jeśli macie przeczytać tylko jedną, to weźcie tę.
Inne tej autorki.
#132
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 28, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
O, jakie to było ładne! Fabuła w zasadzie nie zmienia się prawie względem książki (nie że przeczytałam ponownie, bo jednak to tłumaczenie to nie jest za dobre, ale streszczenie na Wiki for the rescue), a te drobne zmiany zupełnie nie przeszkadzały; powiedziałabym nawet, że finał był lepszy i bardziej dramatyczny niż w książce. Realizacja - świetna, zarówno scenografia, efekty i gra aktorska. Mam nadzieję, że wreszcie wyjdzie po polsku druga część cyklu, a Gibson wyda trzecią. Co mnie zastanowiło w serialu: gdzie przebywają ludzie z 2099, którzy po Londynie poruszają się przez peryferale?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 27, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
O, jakie to było ładne! Fabuła w zasadzie nie zmienia się prawie względem książki (nie że przeczytałam ponownie, bo jednak to tłumaczenie to nie jest za dobre, ale streszczenie na Wiki for the rescue), a te drobne zmiany zupełnie nie przeszkadzały; powiedziałabym nawet, że finał był lepszy i bardziej dramatyczny niż w książce. Realizacja - świetna, zarówno scenografia, efekty i gra aktorska. Mam nadzieję, że wreszcie wyjdzie po polsku druga część cyklu, a Gibson wyda trzecią. Co mnie zastanowiło w serialu: gdzie przebywają ludzie z 2099, którzy po Londynie poruszają się przez peryferale?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 27, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Jola pracuje w Domu Aukcyjnym, prowadzonym przez niejakiego Wąsa, cwaniaczka i prawdopodobnie hochsztaplera. Kiedy do wyceny trafia obraz Pracza “Piękni 1981”, zaczynają dziać się dziwne rzeczy; jednocześnie w sklepie pojawia się interesujący długowłosy Jacek, podobno wcześniej pracujący w muzeum i obeznany z historią sztuki. Jola i Jacek nawiązują sojusz w kwestii rozpoznania, co się w firmie dzieje, dodatkowo pojawia się oczywiście podtekst erotyczny, bo oboje są atrakcyjni i - jak się okazuje - od pewnego momentu wolni. W sprawę wplątuje się mąż przyjaciółki Joli, Filip; malarz dostaje intratną fuchę namalowania kopii pewnego obrazu. Jednocześnie Jola emancypuje zaniedbaną żonę Filipa, Alutkę, z której za pomocą zmuszenia do depilacji, codziennych przebieżek w celu schudnięcia i makijażu robi seksbombę. Oczywiście jest to powieść humorystyczna, więc pomyłki, nieporozumienia, przemilczenia i wtem nagłe objawienia następują w losowych momentach aż do finału, w którym pojawia się już oficjalnie miłość i radosna nowina.
Od razu zaznaczę, że jest to raczej literatura na leżaczek przy basenie, nic wyrafinowanego. Ale z tym założeniem, to nie jest aż tak złe jak inne tej autorki (por. Łopatą do serca), da się przeczytać, jeśli już nic innego nie ma. Panie, mimo że pierwszoplanowe, są oględnie mówiąc, nieskomplikowane, skupione na ładnym wyglądzie i przerzucają się nowinkami z prasy kobiecej (Alutka robi ciasteczka z książki Marshy Mehran), a szczytem wyrafinowania jest zakładanie gorseciku i pończoszek. Mniej więcej od połowy książki przewracałam oczami, bo intryga była tak toporna i złożona na kolanie, że wszystko mogło się sypnąć w każdej chwili, ale się cudem nie sypało (np. tożsamość tajemniczego szefa Wąsa, który zupełnym przypadkiem był też szefem Nyv).
Inne tej autorki.
#131
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 26, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jola pracuje w Domu Aukcyjnym, prowadzonym przez niejakiego Wąsa, cwaniaczka i prawdopodobnie hochsztaplera. Kiedy do wyceny trafia obraz Pracza “Piękni 1981”, zaczynają dziać się dziwne rzeczy; jednocześnie w sklepie pojawia się interesujący długowłosy Jacek, podobno wcześniej pracujący w muzeum i obeznany z historią sztuki. Jola i Jacek nawiązują sojusz w kwestii rozpoznania, co się w firmie dzieje, dodatkowo pojawia się oczywiście podtekst erotyczny, bo oboje są atrakcyjni i - jak się okazuje - od pewnego momentu wolni. W sprawę wplątuje się mąż przyjaciółki Joli, Filip; malarz dostaje intratną fuchę namalowania kopii pewnego obrazu. Jednocześnie Jola emancypuje zaniedbaną żonę Filipa, Alutkę, z której za pomocą zmuszenia do depilacji, codziennych przebieżek w celu schudnięcia i makijażu robi seksbombę. Oczywiście jest to powieść humorystyczna, więc pomyłki, nieporozumienia, przemilczenia i wtem nagłe objawienia następują w losowych momentach aż do finału, w którym pojawia się już oficjalnie miłość i radosna nowina.
Od razu zaznaczę, że jest to raczej literatura na leżaczek przy basenie, nic wyrafinowanego. Ale z tym założeniem, to nie jest aż tak złe jak inne tej autorki (por. Łopatą do serca), da się przeczytać, jeśli już nic innego nie ma. Panie, mimo że pierwszoplanowe, są oględnie mówiąc, nieskomplikowane, skupione na ładnym wyglądzie i przerzucają się nowinkami z prasy kobiecej (Alutka robi ciasteczka z książki Marshy Mehran), a szczytem wyrafinowania jest zakładanie gorseciku i pończoszek. Mniej więcej od połowy książki przewracałam oczami, bo intryga była tak toporna i złożona na kolanie, że wszystko mogło się sypnąć w każdej chwili, ale się cudem nie sypało (np. tożsamość tajemniczego szefa Wąsa, który zupełnym przypadkiem był też szefem Nyv).
Inne tej autorki.
#131
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 26, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16-18.12.2022]
Absurdalnie, mimo że grudzień, nie dotarliśmy na żaden berliński jarmark gwiazdkowy. Może z powodu innego niż zwykle lokum? Przez ostatnie kilka wizyt mieszkaliśmy tuż pod Bramą Brandenburską, ale nastąpiło coś, co mogę tylko nazwać, pardon le mot, okurwieniem cenowym, więc grzecznie podziękowałam za nocleg w cenie 2,5 razy większej niż w sierpniu, w efekcie wylądowałam za Moabitem w okolicach Invalidenstraße. Dzięki temu mieliśmy w pieszej odległości dawno nie odwiedzane Muzeum Historii Naturalnej, które tym razem ooo, jak zażarło (bo wcześniej - w 2012 i 2015 - to tak różnie). I minerały, których jest na bogato, i dinozaury, i amonity, i nawet ryzykowne okazy taksydermistyczne czy moje ulubione preparaty w słojach, wszystko się nader podobało. Nieustająco prezentacja czasu i odległości w kosmosie, którą się ogląda leżąc na okrągłej kanapie, była hitem; przy okazji pozdrawiam serdecznie starszą panią z Polski, która przytuliła się czule ramieniem do mojego biustu i bardzo spontanicznie reagowała na podróż kosmiczną. I metrem się przejechaliśmy, jeden przystanek, ale zawsze (i tak, większość Niemców w metrze nosi maseczki, da się).
Chausseestraße
Może i jeden przystanek, ale U-bahnem
Tu do muzeum
Muzeum Historii Naturalnej
Uniwersytet / Sneak peek na dinozaura
Preparaty
Mała główka na dużej szyi
Strefa mroku, ale bardzo ciekawa
Szykielety, dużo szykieletów
Kamienie, dużo kamieni
Prezentacja o odległości i czasie / Wnętrza
Za oknem w apartamencie
Za oknem w apartamencie, po przymrozku
Wieczorem po trzech latach wróciliśmy do uroczego, bezpretensjonalnego basenu w hotelu Oderberger. Kiedyś wystarczyło wbić do hotelu i zapłacić w recepcji, teraz trzeba rezerwować 2-godzinne okienko i płacić on-line (ręczniki zwrotnie dalej kartą EC albo za gotówkę, podobnie zwrotna kaucja 10 euro za klucze do szafek). Rodzina szydziła potem ze mnie, że po powrocie do apartamentu zapadłam w taki szezlong, że chrapałam rozgłośnie z głową pod poduszką, ale uznajmy to za przesadzone złośliwości. W ogóle okolica hotelu - Kastanienallee - to kolejny punkt na letni spacer po Berlinie, przypomina mi poznańskie Jeżyce.
Stadbad Oderberger
Odkryciem wyjazdu była śniadaniownio-piekarnia La Femme More Than Breakfast, jest ich w Berlinie kilka, poprzednio byliśmy w innym lokalu, na Schönebergu, na kawie. Śniadania są z nutką wschodnią - wędlina o nazwie sucuk (sujuk), pyszne precle z sezamem (simit), hummus z miodem, sery i klasyki śniadaniowe typu jajka czy placki w różnej formie. Również bardzo przyjemne śniadanie zjedliśmy w piekarence opodal, niestety nie zapamiętałam nazwy. Ale miałam o tym, że ołgano mnie obrzydliwie - termin wyjazdu wybrałam między innymi dlatego, że 18 grudnia miał być ostatnią przed świętami niedzielą handlową. Po odbiciu się od trzecich zamkniętych drzwi zorientowałam się, że to chyba niekoniecznie prawda, więc zamiast pełnego bagażnika niemieckiej spożywki, wróciliśmy z marnymi resztkami piątkowych przekąsek, które kupiliśmy na urozmaicenie wieczorów. Smuteczek i rozczar, nie wierzcie w słowo pisane, pytajcie u źródeł. Drugie rozczarowanie było faktem, że znajdujący się w okolicy cmentarz żydowski na Pankowie okazał się w niedzielę zamknięty, tu się nie czepiam, był spontan, tak wyszło. Ale że sklepy? Tak się nie robi.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 25, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16-18.12.2022]
Absurdalnie, mimo że grudzień, nie dotarliśmy na żaden berliński jarmark gwiazdkowy. Może z powodu innego niż zwykle lokum? Przez ostatnie kilka wizyt mieszkaliśmy tuż pod Bramą Brandenburską, ale nastąpiło coś, co mogę tylko nazwać, pardon le mot, okurwieniem cenowym, więc grzecznie podziękowałam za nocleg w cenie 2,5 razy większej niż w sierpniu, w efekcie wylądowałam za Moabitem w okolicach Invalidenstraße. Dzięki temu mieliśmy w pieszej odległości dawno nie odwiedzane Muzeum Historii Naturalnej, które tym razem ooo, jak zażarło (bo wcześniej - w 2012 i 2015 - to tak różnie). I minerały, których jest na bogato, i dinozaury, i amonity, i nawet ryzykowne okazy taksydermistyczne czy moje ulubione preparaty w słojach, wszystko się nader podobało. Nieustająco prezentacja czasu i odległości w kosmosie, którą się ogląda leżąc na okrągłej kanapie, była hitem; przy okazji pozdrawiam serdecznie starszą panią z Polski, która przytuliła się czule ramieniem do mojego biustu i bardzo spontanicznie reagowała na podróż kosmiczną. I metrem się przejechaliśmy, jeden przystanek, ale zawsze (i tak, większość Niemców w metrze nosi maseczki, da się).
Chausseestraße
Może i jeden przystanek, ale U-bahnem
Tu do muzeum
Muzeum Historii Naturalnej
Uniwersytet / Sneak peek na dinozaura
Preparaty
Mała główka na dużej szyi
Strefa mroku, ale bardzo ciekawa
Szykielety, dużo szykieletów
Kamienie, dużo kamieni
Prezentacja o odległości i czasie / Wnętrza
Za oknem w apartamencie
Za oknem w apartamencie, po przymrozku
Wieczorem po trzech latach wróciliśmy do uroczego, bezpretensjonalnego basenu w hotelu Oderberger. Kiedyś wystarczyło wbić do hotelu i zapłacić w recepcji, teraz trzeba rezerwować 2-godzinne okienko i płacić on-line (ręczniki zwrotnie dalej kartą EC albo za gotówkę, podobnie zwrotna kaucja 10 euro za klucze do szafek). Rodzina szydziła potem ze mnie, że po powrocie do apartamentu zapadłam w taki szezlong, że chrapałam rozgłośnie z głową pod poduszką, ale uznajmy to za przesadzone złośliwości. W ogóle okolica hotelu - Kastanienallee - to kolejny punkt na letni spacer po Berlinie, przypomina mi poznańskie Jeżyce.
Stadbad Oderberger
Odkryciem wyjazdu była śniadaniownio-piekarnia La Femme More Than Breakfast, jest ich w Berlinie kilka, poprzednio byliśmy w innym lokalu, na Schönebergu, na kawie. Śniadania są z nutką wschodnią - wędlina o nazwie sucuk (sujuk), pyszne precle z sezamem (simit), hummus z miodem, sery i klasyki śniadaniowe typu jajka czy placki w różnej formie. Również bardzo przyjemne śniadanie zjedliśmy w piekarence opodal, niestety nie zapamiętałam nazwy. Ale miałam o tym, że ołgano mnie obrzydliwie - termin wyjazdu wybrałam między innymi dlatego, że 18 grudnia miał być ostatnią przed świętami niedzielą handlową. Po odbiciu się od trzecich zamkniętych drzwi zorientowałam się, że to chyba niekoniecznie prawda, więc zamiast pełnego bagażnika niemieckiej spożywki, wróciliśmy z marnymi resztkami piątkowych przekąsek, które kupiliśmy na urozmaicenie wieczorów. Smuteczek i rozczar, nie wierzcie w słowo pisane, pytajcie u źródeł. Drugie rozczarowanie było faktem, że znajdujący się w okolicy cmentarz żydowski na Pankowie okazał się w niedzielę zamknięty, tu się nie czepiam, był spontan, tak wyszło. Ale że sklepy? Tak się nie robi.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 25, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy
- 0 komentarzy
- Skomentuj