[29.04-3.05.2023]
Nie ukrywam, że mam wstydliwą słabość do kurortów - zaczynając od idei pewnej powolności, że albo wakacje, albo rekonwalescencja, czyli podporządkowanie odpoczynkowi aż do nieco odrealnionej, ozdobnej architektury. Kudowa jest urocza, niestety muszę dodać “jak na Polskę”, bo wszechobecna reklamoza, przypadkowość identyfikacji wizualnej, szyldów, natłok znaków drogowych i przypadkowość wszystkiego (typu “Biedronka” w pięknej willi “Zuzanna”, no jak rany) jednak trochę psuje sielski efekt parku pełnego czosnku niedźwiedziego czy koronkowych drewnianych ozdób dachowych. Mieszkałam[1] w połowie drogi między Parkiem Zdrojowym i Kaplicą Czaszek. Z tego pierwszego korzystałam obficie, bo i zachody słońca i poranne rześkie spacery w towarzystwie wyprowadzaczy psów i wiewiórek oraz nawet rodzina dawała się namówić na spacer, bo ujęcie wody mineralnej i tężnie oraz chodźmy na obiad, parkiem blisko. Kaplicy ostatecznie nie zobaczyłam, bo nawet w deszczowy poranek w dzień teoretycznie roboczy stała tam spora kolejka, a kościółkowy vibe (skromny ubiór i zakaz zdjęć, serio) mnie odrzuciły; i żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie widzę nic zdrożnego w tym, że kaplica jest miejscem kultu i są wprowadzone zasady, ale gryzie mi się to z chętnym wyciąganiem rączki po pieniądze za wejście do atrakcji turystycznej. Nie skorzystałam też z planowanej oferty muzeów - Zabawek i Minerałów, trochę żałuję, ale może następnym razem, ani z pijalni wód, bo albo spieszyliśmy się na obiad, albo wracaliśmy napchani po korek[2].
Park Zdrojowy
Pijalnia wód
Mini Totoro / Czosnek niedźwiedzi?
Kaplica Czaszek / Cmentarz przykościelny
[1] Nocowałam w Sudeckich Chatach, konkretnie w wersji VIP, jak to określił młodzieniec z drewnianego domku, z całą oszkloną ścianą. Trochę śmierdziało lakierem do drewna, ale całość była bardzo przyjemna do mieszkania, z wyposażoną kuchnią i oddzielną sypialnią dla młodzieży, żeby mogła się zabunkrować bez dorosłych. Na posesji były huśtawki i hamaki, a dla tych, którym nie wystarcza drące się dzikie ptactwo, były też kury i pawie.

[2] Adresy - wszędzie było bardzo przyjemnie, jedyny zgrzyt miał miejsce w “Asi-Basi”, w której obsługa bardzo miła, ale właścicielka(?) już niekoniecznie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 3, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, kudowa-zdroj
- 4 komentarze
- Skomentuj
[29.04-3.05.2023]
Nie ukrywam, że mam wstydliwą słabość do kurortów - zaczynając od idei pewnej powolności, że albo wakacje, albo rekonwalescencja, czyli podporządkowanie odpoczynkowi aż do nieco odrealnionej, ozdobnej architektury. Kudowa jest urocza, niestety muszę dodać “jak na Polskę”, bo wszechobecna reklamoza, przypadkowość identyfikacji wizualnej, szyldów, natłok znaków drogowych i przypadkowość wszystkiego (typu “Biedronka” w pięknej willi “Zuzanna”, no jak rany) jednak trochę psuje sielski efekt parku pełnego czosnku niedźwiedziego czy koronkowych drewnianych ozdób dachowych. Mieszkałam[1] w połowie drogi między Parkiem Zdrojowym i Kaplicą Czaszek. Z tego pierwszego korzystałam obficie, bo i zachody słońca i poranne rześkie spacery w towarzystwie wyprowadzaczy psów i wiewiórek oraz nawet rodzina dawała się namówić na spacer, bo ujęcie wody mineralnej i tężnie oraz chodźmy na obiad, parkiem blisko. Kaplicy ostatecznie nie zobaczyłam, bo nawet w deszczowy poranek w dzień teoretycznie roboczy stała tam spora kolejka, a kościółkowy vibe (skromny ubiór i zakaz zdjęć, serio) mnie odrzuciły; i żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie widzę nic zdrożnego w tym, że kaplica jest miejscem kultu i są wprowadzone zasady, ale gryzie mi się to z chętnym wyciąganiem rączki po pieniądze za wejście do atrakcji turystycznej. Nie skorzystałam też z planowanej oferty muzeów - Zabawek i Minerałów, trochę żałuję, ale może następnym razem, ani z pijalni wód, bo albo spieszyliśmy się na obiad, albo wracaliśmy napchani po korek[2].
Park Zdrojowy
Pijalnia wód
Mini Totoro / Czosnek niedźwiedzi?
Kaplica Czaszek / Cmentarz przykościelny
[1] Nocowałam w Sudeckich Chatach, konkretnie w wersji VIP, jak to określił młodzieniec z drewnianego domku, z całą oszkloną ścianą. Trochę śmierdziało lakierem do drewna, ale całość była bardzo przyjemna do mieszkania, z wyposażoną kuchnią i oddzielną sypialnią dla młodzieży, żeby mogła się zabunkrować bez dorosłych. Na posesji były huśtawki i hamaki, a dla tych, którym nie wystarcza drące się dzikie ptactwo, były też kury i pawie.

[2] Adresy - wszędzie było bardzo przyjemnie, jedyny zgrzyt miał miejsce w “Asi-Basi”, w której obsługa bardzo miła, ale właścicielka(?) już niekoniecznie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 3, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, kudowa-zdroj
- 4 komentarze
- Skomentuj
Jak zapewne starsze z Was pamiętają z serialu, wcale nie było o wojnie, tylko o konflikcie pokoleń. Sąsiadka z góry, Irena (Janowska), pośredniczy często w kłótniach między sąsiadką z domu (Kwiatkowska) a jej nastoletnim synem, Pawłem (Musiał-Janczar). W drugim tomie do mieszkania narratorki wprowadza się tymczasowo Anula (Góralczyk), siostrzenica, której matka jest permanentnie w szpitalu, więc ciocina zyskuje własny egzemplarz nastolatki do nieledwie entomologicznej obserwacji. Kręcą się jeszcze panowie - ojciec Pawła (Rudzki), wiecznie w delegacjach (“bada, dlaczego ludzie tak
mało produkują, a tak dużo konsumują”), a podczas krótkich pobytów w domu wychowujący syna krzykiem i zakazami oraz mąż Ireny (Szczepkowski), głównie przebywający w biurze. Kłótnie to może duże słowo, raczej nieporozumienia, bo przedwojenni rodzice - mimo że naprawdę próbujący zrozumieć - nie nadążają za zmieniającymi się modami na muzykę (jazz, trzeci nurt, blues, Szczepanik i Presley), modę (spodnie tak wąskie, że nie da się zgiąć nóg w kolanach, a potem nagle szerokie; berety zarzucone na korzyść czap z końskiego włosia), aktywności fizyczne (przepisywany skrzętnie podręcznik do jogi!) czy wyznaczniki bycia chuliganami.
Towary deficytowe: żyletki, zielone koszulki gimnastyczne, groszek w puszce (bywa rumuński), pomarańcze (przed świętami), banany (ale nikt nie kupuje, bo na pewno będą na wierzchu zielone, a w środku zgnite), szynka (wydzielana na specjalne okazje), ptasie mleczko (kitrane w bieliźniarce), radio odbierające stację Luksemburg.
Znak czasów: Adenauer coś knuje, doktor Kildare z telewizji, erwupegie, herbatniki 22 lipca, ormowcy, Kirszenstein, Sartre nie przyjmuje nagrody Nobla.
Się je: knedle z mrożonych śliwek, omlet z cebulką, wczorajszą zupę, zimny schab z surówką na Wielkanoc, rybę faszerowaną i w galarecie, sałatkę śledziową, zimny schab, zimną cielęcinę i pół kilo tatara (wszystko ze sklepu) na Boże Narodzenie, rosół.
Się przywozi z terenu: zająca, czeski naszyjnik ze sztucznych brylantów i rubinów oraz takież
kolczyki.
Się pali: „Silesie” (okropne), „Carmeny”, fajkę (a w zasadzie nie pali, tylko trzyma w zębach, bo trzeba coś palić, ale i dbać o płuca), w klasie i tramwaju.
Się stoi: w kolejkach za wszystkim (i można całą “Trylogię” przeczytać).
Gender codzienny: kobiety tracą pieniądze niewiadomo na co, bo są kapuścianymi głowami do matematyki.
Się pożycza: cukier, wanilię, pieniądze do pierwszego.
Się odejmuje: lata podczas wypisywania życiorysu, bo była wojna i nikt nie sprawdzi.
Się pije: również w pracy, mąż narratorki wraca lekko nieużyteczny z biura i odsypia imieniny Karola czy Jadwigi.
Się (krypto)reklamuje:
Anula bez słowa zakasała rękawy, włożyła fartuch i nalała do zlewu płynu do zmywania „Ludwik”. Otworzyła kran i zapieniło się wspaniale. Od czasu, jak znalazłam w sklepie „Ludwika”, Anula zmywa na ochotnika.
Się jest w związku:
Mąż, który mimo że jesteśmy piętnaście .lat po ślubie, wciąż zachowuje się przyzwoicie, wstał nawet dość szybko z fotela i poszedł otworzyć.
Poszłam się umyć i kiedy wychodziłam z łazienki, zauważyłam, jak mąż cichutko odwija paczuszkę z szynką i wyjmuje plasterek. Udałam, że nie widzę. Ostatecznie całą pensję do domu
przynosi, nie pije, nie pali i ma lekki chód, tak że prawie nie zdziera obcasów.
Inne z tej serii.
#48-49
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 2, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 4 komentarze
- Skomentuj
Jak zapewne starsze z Was pamiętają z serialu, wcale nie było o wojnie, tylko o konflikcie pokoleń. Sąsiadka z góry, Irena (Janowska), pośredniczy często w kłótniach między sąsiadką z domu (Kwiatkowska) a jej nastoletnim synem, Pawłem (Musiał-Janczar). W drugim tomie do mieszkania narratorki wprowadza się tymczasowo Anula (Góralczyk), siostrzenica, której matka jest permanentnie w szpitalu, więc ciocina zyskuje własny egzemplarz nastolatki do nieledwie entomologicznej obserwacji. Kręcą się jeszcze panowie - ojciec Pawła (Rudzki), wiecznie w delegacjach (“bada, dlaczego ludzie tak
mało produkują, a tak dużo konsumują”), a podczas krótkich pobytów w domu wychowujący syna krzykiem i zakazami oraz mąż Ireny (Szczepkowski), głównie przebywający w biurze. Kłótnie to może duże słowo, raczej nieporozumienia, bo przedwojenni rodzice - mimo że naprawdę próbujący zrozumieć - nie nadążają za zmieniającymi się modami na muzykę (jazz, trzeci nurt, blues, Szczepanik i Presley), modę (spodnie tak wąskie, że nie da się zgiąć nóg w kolanach, a potem nagle szerokie; berety zarzucone na korzyść czap z końskiego włosia), aktywności fizyczne (przepisywany skrzętnie podręcznik do jogi!) czy wyznaczniki bycia chuliganami.
Towary deficytowe: żyletki, zielone koszulki gimnastyczne, groszek w puszce (bywa rumuński), pomarańcze (przed świętami), banany (ale nikt nie kupuje, bo na pewno będą na wierzchu zielone, a w środku zgnite), szynka (wydzielana na specjalne okazje), ptasie mleczko (kitrane w bieliźniarce), radio odbierające stację Luksemburg.
Znak czasów: Adenauer coś knuje, doktor Kildare z telewizji, erwupegie, herbatniki 22 lipca, ormowcy, Kirszenstein, Sartre nie przyjmuje nagrody Nobla.
Się je: knedle z mrożonych śliwek, omlet z cebulką, wczorajszą zupę, zimny schab z surówką na Wielkanoc, rybę faszerowaną i w galarecie, sałatkę śledziową, zimny schab, zimną cielęcinę i pół kilo tatara (wszystko ze sklepu) na Boże Narodzenie, rosół.
Się przywozi z terenu: zająca, czeski naszyjnik ze sztucznych brylantów i rubinów oraz takież
kolczyki.
Się pali: „Silesie” (okropne), „Carmeny”, fajkę (a w zasadzie nie pali, tylko trzyma w zębach, bo trzeba coś palić, ale i dbać o płuca), w klasie i tramwaju.
Się stoi: w kolejkach za wszystkim (i można całą “Trylogię” przeczytać).
Gender codzienny: kobiety tracą pieniądze niewiadomo na co, bo są kapuścianymi głowami do matematyki.
Się pożycza: cukier, wanilię, pieniądze do pierwszego.
Się odejmuje: lata podczas wypisywania życiorysu, bo była wojna i nikt nie sprawdzi.
Się pije: również w pracy, mąż narratorki wraca lekko nieużyteczny z biura i odsypia imieniny Karola czy Jadwigi.
Się (krypto)reklamuje:
Anula bez słowa zakasała rękawy, włożyła fartuch i nalała do zlewu płynu do zmywania „Ludwik”. Otworzyła kran i zapieniło się wspaniale. Od czasu, jak znalazłam w sklepie „Ludwika”, Anula zmywa na ochotnika.
Się jest w związku:
Mąż, który mimo że jesteśmy piętnaście .lat po ślubie, wciąż zachowuje się przyzwoicie, wstał nawet dość szybko z fotela i poszedł otworzyć.
Poszłam się umyć i kiedy wychodziłam z łazienki, zauważyłam, jak mąż cichutko odwija paczuszkę z szynką i wyjmuje plasterek. Udałam, że nie widzę. Ostatecznie całą pensję do domu
przynosi, nie pije, nie pali i ma lekki chód, tak że prawie nie zdziera obcasów.
Inne z tej serii.
#48-49
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 2, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 4 komentarze
- Skomentuj
W małym miasteczku 10 lat wcześniej ktoś popełnił samobójstwo, skacząc z mostu, co zapoczątkowało wielowątkowo całą serię wydarzeń, która ostatecznie doprowadziła do nieudanego śledztwa w sprawie napadu na bank i tzw. hostage situation (owszem, było to przestępstwo o niskiej szkodliwości, bo bank był bezgotówkowy, a żadnej z osób zamkniętych w mieszkaniu z porywaczem nic się nie stało). Jeden wątek to śledztwo, prowadzone przez Jacka i Jima, ojca i syna; robota nie jest specjalnie wdzięczna, bo przesłuchiwani zakładnicy nie są pomocni, bywają niegrzeczni albo zachowują się jak idioci, a najgorsze, że przestępca jakoś ulotnił się z obstawionego mieszkania bez drugiego wyjścia. W drugim wątku narracja przeskakuje do wydarzeń, które zmusiły osobę napadającą do takiego zachowania oraz do samego porwania zakładników podczas oglądania mieszkania na sprzedaż, co jest dość nietypowe, bo nikt się nie boi, nawet pod lufą pistoletu. Kolejny wątek to terapia Zary, dyrektorki banku, która hobbystycznie chodzi oglądać cudze mieszkania, do czego nie chce się przyznać terapeutce (oraz czemu od 10 lat nosi w torebce list).
Na poziomie intelektualnym oczywiście schemat goni schemat, zaskoczka co do osoby napadacza/porywacza jest dość łatwa do rozszyfrowania, podobnie związki między na pozór przypadkowymi uczestnikami dramatu, ale i tak całość składa się w świetną całość. Z innych książek wiedziałam już, że autor umie w “bohaterowie nie są tym, kim się wydają”, ale i tak zostałam zaskoczona maestrią, jaką wygrał zupełnie niespotykaną sytuację, bez patosu pokazując drugie dno różnych na pozór oczywistych ludzkich zachowań. Do tego jeszcze dochodzi język - mnóstwo ironii i łagodnego sarkazmu, niektóre zdania są jakby żywcem wyjęte z Pratchetta. Świetne, chcę natychmiast wszystkie książki tego autora i niech pisze następne.
PS Jest serial na podstawie, o czym niebawem!
Inne tego autora.
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 31, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W małym miasteczku 10 lat wcześniej ktoś popełnił samobójstwo, skacząc z mostu, co zapoczątkowało wielowątkowo całą serię wydarzeń, która ostatecznie doprowadziła do nieudanego śledztwa w sprawie napadu na bank i tzw. hostage situation (owszem, było to przestępstwo o niskiej szkodliwości, bo bank był bezgotówkowy, a żadnej z osób zamkniętych w mieszkaniu z porywaczem nic się nie stało). Jeden wątek to śledztwo, prowadzone przez Jacka i Jima, ojca i syna; robota nie jest specjalnie wdzięczna, bo przesłuchiwani zakładnicy nie są pomocni, bywają niegrzeczni albo zachowują się jak idioci, a najgorsze, że przestępca jakoś ulotnił się z obstawionego mieszkania bez drugiego wyjścia. W drugim wątku narracja przeskakuje do wydarzeń, które zmusiły osobę napadającą do takiego zachowania oraz do samego porwania zakładników podczas oglądania mieszkania na sprzedaż, co jest dość nietypowe, bo nikt się nie boi, nawet pod lufą pistoletu. Kolejny wątek to terapia Zary, dyrektorki banku, która hobbystycznie chodzi oglądać cudze mieszkania, do czego nie chce się przyznać terapeutce (oraz czemu od 10 lat nosi w torebce list).
Na poziomie intelektualnym oczywiście schemat goni schemat, zaskoczka co do osoby napadacza/porywacza jest dość łatwa do rozszyfrowania, podobnie związki między na pozór przypadkowymi uczestnikami dramatu, ale i tak całość składa się w świetną całość. Z innych książek wiedziałam już, że autor umie w “bohaterowie nie są tym, kim się wydają”, ale i tak zostałam zaskoczona maestrią, jaką wygrał zupełnie niespotykaną sytuację, bez patosu pokazując drugie dno różnych na pozór oczywistych ludzkich zachowań. Do tego jeszcze dochodzi język - mnóstwo ironii i łagodnego sarkazmu, niektóre zdania są jakby żywcem wyjęte z Pratchetta. Świetne, chcę natychmiast wszystkie książki tego autora i niech pisze następne.
PS Jest serial na podstawie, o czym niebawem!
Inne tego autora.
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 31, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lata 90. Gabriel mieszka w Burundi, bo jego rodzice - ojciec Francuz i matka, Rwandyjka z plemienia Tutsi - przenieśli się z rodzinnego kraju matki z powodu toczącej się przewlekle wojny. Gaby jest szczęśliwy, bo Burundi ma wiele zalet - zielono, spokojnie, rodzice są zamożni i żyją w dobrej dzielnicy, a dodatkowo ma swoich kumpli z ulicy, z którymi kradnie mango i bawi się w opuszczonym samochodzie. Nie interesuje go tęsknota matki za rodzinnym krajem, nie czuje też zagrożenia. Sielskość dzieciństwa przerywają najpierw coraz wyraźniejsze sygnały z Rwandy o narastającym konflikcie między Hutu a Tutsi, potem podobne niepokoje zaczynają się dziać również w Burundi. Rodzice są przekonani, że ich znajomości i europejskie pochodzenie ojca sprawi, że zarówno w Burundi, jak i w Rwandzie będą w stanie - jakby co - opuścić zagrożone miejsca i schronić się poza konfliktem. Nie jest niespodzianką, że przerażająca bratobójcza wojna (mimo wspólnego języka i wspólnego boga) rozpala pożar tak gwałtowny, że rodzina Gabriela rozpada się, a on i jego siostra - osieroceni - lądują w rodzinie zastępczej we Francji. Książka to próba opowiedzenia o brutalnym przejściu z dzieciństwa do przedwczesnej dorosłości, opowiedzeniu nieopowiadalnego, traumie i próbie zdefiniowania tego punktu w czasie, kiedy wszyscy poczuli zagrożenie.
#46
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lata 90. Gabriel mieszka w Burundi, bo jego rodzice - ojciec Francuz i matka, Rwandyjka z plemienia Tutsi - przenieśli się z rodzinnego kraju matki z powodu toczącej się przewlekle wojny. Gaby jest szczęśliwy, bo Burundi ma wiele zalet - zielono, spokojnie, rodzice są zamożni i żyją w dobrej dzielnicy, a dodatkowo ma swoich kumpli z ulicy, z którymi kradnie mango i bawi się w opuszczonym samochodzie. Nie interesuje go tęsknota matki za rodzinnym krajem, nie czuje też zagrożenia. Sielskość dzieciństwa przerywają najpierw coraz wyraźniejsze sygnały z Rwandy o narastającym konflikcie między Hutu a Tutsi, potem podobne niepokoje zaczynają się dziać również w Burundi. Rodzice są przekonani, że ich znajomości i europejskie pochodzenie ojca sprawi, że zarówno w Burundi, jak i w Rwandzie będą w stanie - jakby co - opuścić zagrożone miejsca i schronić się poza konfliktem. Nie jest niespodzianką, że przerażająca bratobójcza wojna (mimo wspólnego języka i wspólnego boga) rozpala pożar tak gwałtowny, że rodzina Gabriela rozpada się, a on i jego siostra - osieroceni - lądują w rodzinie zastępczej we Francji. Książka to próba opowiedzenia o brutalnym przejściu z dzieciństwa do przedwczesnej dorosłości, opowiedzeniu nieopowiadalnego, traumie i próbie zdefiniowania tego punktu w czasie, kiedy wszyscy poczuli zagrożenie.
#46
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lekka hiszpańska obyczajówka o panu Lopetegui (śliczne nazwisko, tym bardziej zabawnie brzmiało, jak wszyscy do niego się po nazwisku zwracali, a nie po imieniu), dość sztywnym i kostycznym wykładowcy uniwersyteckim, który - po śmierci ojca - decyduje się w wieku 45 lat na ryzykowny krok zrobienia wreszcie prawa jazdy[1]. Na kursie nie dość, że uczy się razem ze swoją studentką Yolandą, to jeszcze “cierpliwy” instruktor strasznie bohatera irytuje swoimi żarcikami i ciągłym zwracaniem uwagi, do czego Lopetegui bynajmniej nie jest przyzwyczajony. Pod pretekstem błahej historyjki o nauce jazdy pojawiają się pewne historie z przeszłości profesora - jego skądinąd świetna książka o duchach, którą napisał przed, ale wydał 2 miesiące po premierze “Szóstego zmysłu”, odejście ojca i rozpad małżeństwa - oraz Yoli, która jest córką znanego literata, który, jakkolwiek publikuje świetne książki, tak ojcem jest mocno takim sobie.
[1] Jak to mówi młodzież, totalny rel, ja wprawdzie nie miałam podczas kursu jazdy 45 lat, tylko 34, ale zdawanie z ludźmi 15 lat młodszymi jest… trudne, zwłaszcza kiedy okazuje się, że im wszystko wychodzi od ręki, a dodatkowo wszyscy się dziwią, co tu taki starszy pan (sic!) robi.
Chwilę wcześniej zaczęłam też oglądać inny hiszpański serial, “Paquita Salas”, o agentce celebrytów, który niestety okazał się być nieśmieszny w kierunku żenujący. Rolę ekscentrycznej właścicielki agencji gra dość nieudolnie przebrany mężczyzna, wszyscy udają, że jest to kobieta, tyle że to już nie są lata 90. Możliwe, że umykają mi różne lokalne smaczki, trudno; właśnie wysypało nowym sezonem What We Do in the Shadows, który jest pyszny (sceny z dżinem i powiększaniem penisa, płakałam łzami).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lekka hiszpańska obyczajówka o panu Lopetegui (śliczne nazwisko, tym bardziej zabawnie brzmiało, jak wszyscy do niego się po nazwisku zwracali, a nie po imieniu), dość sztywnym i kostycznym wykładowcy uniwersyteckim, który - po śmierci ojca - decyduje się w wieku 45 lat na ryzykowny krok zrobienia wreszcie prawa jazdy[1]. Na kursie nie dość, że uczy się razem ze swoją studentką Yolandą, to jeszcze “cierpliwy” instruktor strasznie bohatera irytuje swoimi żarcikami i ciągłym zwracaniem uwagi, do czego Lopetegui bynajmniej nie jest przyzwyczajony. Pod pretekstem błahej historyjki o nauce jazdy pojawiają się pewne historie z przeszłości profesora - jego skądinąd świetna książka o duchach, którą napisał przed, ale wydał 2 miesiące po premierze “Szóstego zmysłu”, odejście ojca i rozpad małżeństwa - oraz Yoli, która jest córką znanego literata, który, jakkolwiek publikuje świetne książki, tak ojcem jest mocno takim sobie.
[1] Jak to mówi młodzież, totalny rel, ja wprawdzie nie miałam podczas kursu jazdy 45 lat, tylko 34, ale zdawanie z ludźmi 15 lat młodszymi jest… trudne, zwłaszcza kiedy okazuje się, że im wszystko wychodzi od ręki, a dodatkowo wszyscy się dziwią, co tu taki starszy pan (sic!) robi.
Chwilę wcześniej zaczęłam też oglądać inny hiszpański serial, “Paquita Salas”, o agentce celebrytów, który niestety okazał się być nieśmieszny w kierunku żenujący. Rolę ekscentrycznej właścicielki agencji gra dość nieudolnie przebrany mężczyzna, wszyscy udają, że jest to kobieta, tyle że to już nie są lata 90. Możliwe, że umykają mi różne lokalne smaczki, trudno; właśnie wysypało nowym sezonem What We Do in the Shadows, który jest pyszny (sceny z dżinem i powiększaniem penisa, płakałam łzami).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj