Babcia Stasia umiera, trafia do szpitala, ale nie że tylko leży i życie z niej uchodzi, tylko rozstawia wszystkich po kątach, wspomina swojego rumuńskiego kochanka Dimę i żąda od wnuczki, jedynej osoby, która ją odwiedza, dostarczania używek. Wnuczka, Magda, przychodzi codziennie, bo babcia - w przeciwieństwie do reszty rodziny - ją wspiera w trudnym procesie tranzycji, a do tego opowiada fantastyczne historie, które pozwalają Magdzie zapomnieć o samotności i smutku osoby trans, dodatkowo z kiepskimi perspektywami zawodowymi mimo ukończonych studiów. Dwie opowieści osób, które zawsze było nieco z boku, trochę inne, jedna widoczna z daleka i ignorująca to, że się wyróżnia, druga z kolei za wszelką ceną usiłująca się schować, żeby nie było widać, jak bardzo inna się czuje, przeplatają się ze sobą, zahaczając dygresyjnie o “Cwaniary”. Finał, jak to w życiu, jest trochę smutny - babcia Stasia umiera, ale z drugiej strony miała barwne, bogate życie, w finale trafiła do Bukaresztu, a na samym końcu pozwoliła Magdzie na cieszenie się życiem.
Może nie jest to jakaś wyrafinowana fabularnie powieść, ale to wciągający kawałek o inności, kiedyś i współcześnie, napisany przez autorkę z fantastycznym wyczuciem językowym. Jeśli podobały się Wam inne książki Chutnik, to ta też podejdzie.
Inne tej autorki tutaj.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Babcia Stasia umiera, trafia do szpitala, ale nie że tylko leży i życie z niej uchodzi, tylko rozstawia wszystkich po kątach, wspomina swojego rumuńskiego kochanka Dimę i żąda od wnuczki, jedynej osoby, która ją odwiedza, dostarczania używek. Wnuczka, Magda, przychodzi codziennie, bo babcia - w przeciwieństwie do reszty rodziny - ją wspiera w trudnym procesie tranzycji, a do tego opowiada fantastyczne historie, które pozwalają Magdzie zapomnieć o samotności i smutku osoby trans, dodatkowo z kiepskimi perspektywami zawodowymi mimo ukończonych studiów. Dwie opowieści osób, które zawsze było nieco z boku, trochę inne, jedna widoczna z daleka i ignorująca to, że się wyróżnia, druga z kolei za wszelką ceną usiłująca się schować, żeby nie było widać, jak bardzo inna się czuje, przeplatają się ze sobą, zahaczając dygresyjnie o “Cwaniary”. Finał, jak to w życiu, jest trochę smutny - babcia Stasia umiera, ale z drugiej strony miała barwne, bogate życie, w finale trafiła do Bukaresztu, a na samym końcu pozwoliła Magdzie na cieszenie się życiem.
Może nie jest to jakaś wyrafinowana fabularnie powieść, ale to wciągający kawałek o inności, kiedyś i współcześnie, napisany przez autorkę z fantastycznym wyczuciem językowym. Jeśli podobały się Wam inne książki Chutnik, to ta też podejdzie.
Inne tej autorki tutaj.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kudowa-Zdrój. Po weekendowych baletach kierowca taksówki, zamówiony na rano, znajduje fryzjerkę, zwaną Księżniczką, zamordowaną, a jej mieszkanie splądrowane. Na ścianie napisy, sugerujące dawne porachunki. Milicja ochoczo wchodzi na miejsce zbrodni, mikroślady, zapach, przepytywanie mieszkańców, lokalizowanie skrytek oraz badanie przeszłości, bo nie dość, że Księżniczka rozprowadzała lokalnie walutę, również fałszywe dolary, to jeszcze miała bujne życie uczuciowe, również z obywatelami NRD. Wieje halny, wszyscy są niespokojni, więc przy okazji tego morderstwa służby są wzywane do samobójstwa osoby z problemem alkoholowym, gwałcicielowi[1] udaje się przypiąć umorzone z braku dowodów sprawy, przemytnicy walut i dzieł sztuki trafiają za kratki, udaje się się wykryć fałszowanie dokumentów oraz kradzież przemysłową i bimbrownię. Morderca jest osobą z traumą - wychowywany w patologicznej rodzinie z ojcem alkoholikiem i przemocowcem, prześladowany przez rówieśników, straumatyzowany, zaczął nienawidzić ludzi, kiedy miał 10 lat; nienawidził wszystkich, którym się w życiu powodziło, a kiedy odkrył, że Księżniczka ma skitrane walory, nie wahał się długo.
Pół książki to laurka wystawiona wałbrzyskiej i wrocławskiej milicji. Wybitni fachowcy, dyspozycyjni, rzucają się na robotę jak Reksio na szynkę: “w takim gronie czuł się doskonale. Nie trzeba było zbędnych słów. Rutyniarze. Zawodowcy. Amioła pomyślał, że takich facetów dobrze mieć wokół siebie i w robocie, i na dansingu, i w ciemnej ulicy”. Jeden z funkcjonariuszy ma prześliczne zęby i oszałamiający uśmiech. Jeden z milicjantów “zawsze silił się na obiektywizm, ale dwóch kategorii
ludzi nie znosił żywiołowo: aktorek i w ogóle artystek, którym się nie udało, i dziennikarzy, którym się powiodło w życiu. Straszni ludzie. W niektórych sytuacjach nieobliczalni, czasem wręcz niebezpieczni”. Nie lubi się też rudych (“ale gdyby pan go zobaczył: cały w plamkach i ryżych
włoskach, a do tego chamska pazerność na pieniądze i ta głupia morda”) i brzydkich, starych bab (“szczególnie wredna baba, Harpagon - widziałem ją kiedyś. Buzia długa i gładka jak u grenadiera po czarnej ospie, w ramionkach szeroka jak ja. Niech skonam - „Koń, Który Mówi””). Wyjaśnione też jest, czy trzeba się bać milicji: “Od razu przypomniał sobie wszystkie amerykańskie filmy i przesłuchania. Jak policjanci bili, kopali facetów. Ale milicja chyba nie bije? Zawsze pytał o to kumpli, którzy już siedzieli.
Właściwie z opowiadań kumpli interesowało go tylko to, czy milicja bije. Tamci mówili, że nie. Że czasem parę pałek dla otrzeźwienia, jak kto był zalany i podskakiwał, albo jak się sam rzucał do bicia. To przylali. Ale żeby na przesłuchaniu, to nie. Więc luzik. Tytuł wyjaśnia się w trakcie śledztwa - morderca, żeby uniknąć wykrycia, jedzie do i z domu ofiary na stopa, co zabawne, podwożą go nieświadomi funkcjonariusze w cywilu.
Się pije: Krwawą Mańkę, koniak Biały Bocian, żytniówkę na uspokojenie, jarzębiak do obiadu, soplicę i stocka do przesłuchania, gin, bardzo mocną herbatę yunan, oryginalną śliwowicy (lepsza od koniaków), luksusowy winiak.
Się pochyla nad dłońmi przesłuchiwanych pań: wiadomka.
Się żuje: natkę pietruszki dla zabicia odoru wódki.
Się kupuje w Pewexie: żytniówkę, gin i carmeny.
Się pali: sporty, klubowe, carmeny.
Mizoginia: “(...) - Nie, to nie ja, to Nona Gaprindaszwili - mistrzyni świata. Znalazłem w „Trybunie" jedną z jej finałowych partii z ostatnich mistrzostw i chciałem obejrzeć dokładnie. Wie pan, znałem parę dziewczyn, które grały, ale były to tresowane niedźwiadki. Bardzo ciekaw jestem tej Gruzinki. I czy w ogóle kobieta może mieć pojęcie o szachach?”
[1] ”Naczelnik nie powiedział tego głośno, ale (...) sprawy zgwałcenia rozegrano fatalnie”. Jedną kobietę przestępca “pobił, bo głupia nie chciała. A kiedy podrapała go po twarzy, to wypchnął z szoferki”, nagą zimą na drogę. Sprawy nie rozwiązano, bo nie udało się sensownie przesłuchać straumatyzowanej kobiety z zapaleniem płuc. Druga podpisała oświadczenie, że pożycie intymne było za zgodą, bo bardziej bała się reakcji męża i chciała, żeby gwałciciel “się śpieszył, bo staremu nie zdąży dać kolacji”. Trzecia “narobiła takiego rabanu, że pół wsi się później śmiało. I w ten sposób dowiedział się o wszystkim jej mąż. Sprał babę i kazał meldować na milicji. To poszła. Im dłużej ją przesłuchiwali, tym bardziej wszystko jej się plątało. To już komentowali milicjanci. W końcu nie ustalili, jak
to z tym gwałtem - nie gwałtem było. Kobieta sama doszła do wniosku, że lepiej nie robić wokół tego szumu. Chłop na pewno już dostał za to od swojej baby…”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#2
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kudowa-Zdrój. Po weekendowych baletach kierowca taksówki, zamówiony na rano, znajduje fryzjerkę, zwaną Księżniczką, zamordowaną, a jej mieszkanie splądrowane. Na ścianie napisy, sugerujące dawne porachunki. Milicja ochoczo wchodzi na miejsce zbrodni, mikroślady, zapach, przepytywanie mieszkańców, lokalizowanie skrytek oraz badanie przeszłości, bo nie dość, że Księżniczka rozprowadzała lokalnie walutę, również fałszywe dolary, to jeszcze miała bujne życie uczuciowe, również z obywatelami NRD. Wieje halny, wszyscy są niespokojni, więc przy okazji tego morderstwa służby są wzywane do samobójstwa osoby z problemem alkoholowym, gwałcicielowi[1] udaje się przypiąć umorzone z braku dowodów sprawy, przemytnicy walut i dzieł sztuki trafiają za kratki, udaje się się wykryć fałszowanie dokumentów oraz kradzież przemysłową i bimbrownię. Morderca jest osobą z traumą - wychowywany w patologicznej rodzinie z ojcem alkoholikiem i przemocowcem, prześladowany przez rówieśników, straumatyzowany, zaczął nienawidzić ludzi, kiedy miał 10 lat; nienawidził wszystkich, którym się w życiu powodziło, a kiedy odkrył, że Księżniczka ma skitrane walory, nie wahał się długo.
Pół książki to laurka wystawiona wałbrzyskiej i wrocławskiej milicji. Wybitni fachowcy, dyspozycyjni, rzucają się na robotę jak Reksio na szynkę: “w takim gronie czuł się doskonale. Nie trzeba było zbędnych słów. Rutyniarze. Zawodowcy. Amioła pomyślał, że takich facetów dobrze mieć wokół siebie i w robocie, i na dansingu, i w ciemnej ulicy”. Jeden z funkcjonariuszy ma prześliczne zęby i oszałamiający uśmiech. Jeden z milicjantów “zawsze silił się na obiektywizm, ale dwóch kategorii
ludzi nie znosił żywiołowo: aktorek i w ogóle artystek, którym się nie udało, i dziennikarzy, którym się powiodło w życiu. Straszni ludzie. W niektórych sytuacjach nieobliczalni, czasem wręcz niebezpieczni”. Nie lubi się też rudych (“ale gdyby pan go zobaczył: cały w plamkach i ryżych
włoskach, a do tego chamska pazerność na pieniądze i ta głupia morda”) i brzydkich, starych bab (“szczególnie wredna baba, Harpagon - widziałem ją kiedyś. Buzia długa i gładka jak u grenadiera po czarnej ospie, w ramionkach szeroka jak ja. Niech skonam - „Koń, Który Mówi””). Wyjaśnione też jest, czy trzeba się bać milicji: “Od razu przypomniał sobie wszystkie amerykańskie filmy i przesłuchania. Jak policjanci bili, kopali facetów. Ale milicja chyba nie bije? Zawsze pytał o to kumpli, którzy już siedzieli.
Właściwie z opowiadań kumpli interesowało go tylko to, czy milicja bije. Tamci mówili, że nie. Że czasem parę pałek dla otrzeźwienia, jak kto był zalany i podskakiwał, albo jak się sam rzucał do bicia. To przylali. Ale żeby na przesłuchaniu, to nie. Więc luzik. Tytuł wyjaśnia się w trakcie śledztwa - morderca, żeby uniknąć wykrycia, jedzie do i z domu ofiary na stopa, co zabawne, podwożą go nieświadomi funkcjonariusze w cywilu.
Się pije: Krwawą Mańkę, koniak Biały Bocian, żytniówkę na uspokojenie, jarzębiak do obiadu, soplicę i stocka do przesłuchania, gin, bardzo mocną herbatę yunan, oryginalną śliwowicy (lepsza od koniaków), luksusowy winiak.
Się pochyla nad dłońmi przesłuchiwanych pań: wiadomka.
Się żuje: natkę pietruszki dla zabicia odoru wódki.
Się kupuje w Pewexie: żytniówkę, gin i carmeny.
Się pali: sporty, klubowe, carmeny.
Mizoginia: “(...) - Nie, to nie ja, to Nona Gaprindaszwili - mistrzyni świata. Znalazłem w „Trybunie" jedną z jej finałowych partii z ostatnich mistrzostw i chciałem obejrzeć dokładnie. Wie pan, znałem parę dziewczyn, które grały, ale były to tresowane niedźwiadki. Bardzo ciekaw jestem tej Gruzinki. I czy w ogóle kobieta może mieć pojęcie o szachach?”
[1] ”Naczelnik nie powiedział tego głośno, ale (...) sprawy zgwałcenia rozegrano fatalnie”. Jedną kobietę przestępca “pobił, bo głupia nie chciała. A kiedy podrapała go po twarzy, to wypchnął z szoferki”, nagą zimą na drogę. Sprawy nie rozwiązano, bo nie udało się sensownie przesłuchać straumatyzowanej kobiety z zapaleniem płuc. Druga podpisała oświadczenie, że pożycie intymne było za zgodą, bo bardziej bała się reakcji męża i chciała, żeby gwałciciel “się śpieszył, bo staremu nie zdąży dać kolacji”. Trzecia “narobiła takiego rabanu, że pół wsi się później śmiało. I w ten sposób dowiedział się o wszystkim jej mąż. Sprał babę i kazał meldować na milicji. To poszła. Im dłużej ją przesłuchiwali, tym bardziej wszystko jej się plątało. To już komentowali milicjanci. W końcu nie ustalili, jak
to z tym gwałtem - nie gwałtem było. Kobieta sama doszła do wniosku, że lepiej nie robić wokół tego szumu. Chłop na pewno już dostał za to od swojej baby…”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#2
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zdecydowanie nie jest to książka dla młodych rodziców.
Niby od pierwszego, krótkiego rozdziału wszystko wiadomo oraz czytelniczka myśli, że straszniej nie będzie - niania zamordowała dwójkę dzieci, którymi się miała opiekować i próbowała zabić też siebie - ale im dalej w opowieść o najlepszej opiekunce, tym straszniej. Myriam, Arabka z pochodzenia, urodziła pierwsze dziecko na studiach, drugie niedługo potem, w międzyczasie ogromnym wysiłkiem udało się jej te studia skończyć, ale nie ma opcji na pracę w takich warunkach, nie mówiąc też o powrocie do beztroskiego życia z mężem, Paulem. Zaczynają więc szukać, wymagania mają wysokie - nie emigrantka, bo kłopot i trudno kontrolować, czysta, bez zobowiązań rodzinnych, żeby w razie czego mogła być dyspozycyjna poza godzinami pracy. Kiedy znajdują Louise, są zachwyceni - spokojna, skromna 40-latka uwielbia dzieci, bawi się z nimi, dba o nie, doskonale gotuje dla wszystkich, prasuje, sprząta, jakby co, zostanie do późna, a nawet na noc, a przy tym zna swoje miejsce, nie próbuje się zaprzyjaźniać z pracodawcami. I do pewnego momentu dla Myriam i Paula to sielanka. Zabierają Louise na wakacje w Grecji, jak się okazuje, to pierwsze w ogóle wakacje w życiu opiekunki, wygląda na to, że jest z nimi szczęśliwa. W pewnym momencie zaczynają dostrzegać drobne, niepokojące sygnały - przeraźliwe skąpstwo Louise, jej skrywaną złośliwość i nieskrywaną zaborczość w stosunku do ich dzieci i domu, pojawia się problem z komornikiem, który odkrywa ogromne zadłużenie niani, m.in. w Urzędzie Skarbowym. Nic jednak nie zwiastuje dramatu, bo nikt poza narratorem nie wie, co się dzieje w głowie Louise i jaka jest jej dramatyczna przeszłość.
Bardzo wieloznaczna historia, podobno na faktach. Mimo tego, że Myriam miała poczucie dobrego wyboru, wybrała najgorzej jak mogła, mimo że zatrudniła jako nianię Francuzkę i to z referencjami. Mocno zarysowany jest problem bycia matką, kosztem wyboru - albo rezygnacja z siebie i poświęcenie, albo trudna decyzja zostawienia dzieci z kimś obcym; Myriam zapłaciła tutaj dramatycznie wysoką cenę za próbę utrzymania i rodziny, i kariery. Pada w pewnym momencie pytanie, czy można to było wychwycić, zapobiec, pomóc Louise, zanim zdecydowała się na ten krok, absurdalnie, zostaje to wyśmiane przez policję.
Inne tej autorki:
#1
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zdecydowanie nie jest to książka dla młodych rodziców.
Niby od pierwszego, krótkiego rozdziału wszystko wiadomo oraz czytelniczka myśli, że straszniej nie będzie - niania zamordowała dwójkę dzieci, którymi się miała opiekować i próbowała zabić też siebie - ale im dalej w opowieść o najlepszej opiekunce, tym straszniej. Myriam, Arabka z pochodzenia, urodziła pierwsze dziecko na studiach, drugie niedługo potem, w międzyczasie ogromnym wysiłkiem udało się jej te studia skończyć, ale nie ma opcji na pracę w takich warunkach, nie mówiąc też o powrocie do beztroskiego życia z mężem, Paulem. Zaczynają więc szukać, wymagania mają wysokie - nie emigrantka, bo kłopot i trudno kontrolować, czysta, bez zobowiązań rodzinnych, żeby w razie czego mogła być dyspozycyjna poza godzinami pracy. Kiedy znajdują Louise, są zachwyceni - spokojna, skromna 40-latka uwielbia dzieci, bawi się z nimi, dba o nie, doskonale gotuje dla wszystkich, prasuje, sprząta, jakby co, zostanie do późna, a nawet na noc, a przy tym zna swoje miejsce, nie próbuje się zaprzyjaźniać z pracodawcami. I do pewnego momentu dla Myriam i Paula to sielanka. Zabierają Louise na wakacje w Grecji, jak się okazuje, to pierwsze w ogóle wakacje w życiu opiekunki, wygląda na to, że jest z nimi szczęśliwa. W pewnym momencie zaczynają dostrzegać drobne, niepokojące sygnały - przeraźliwe skąpstwo Louise, jej skrywaną złośliwość i nieskrywaną zaborczość w stosunku do ich dzieci i domu, pojawia się problem z komornikiem, który odkrywa ogromne zadłużenie niani, m.in. w Urzędzie Skarbowym. Nic jednak nie zwiastuje dramatu, bo nikt poza narratorem nie wie, co się dzieje w głowie Louise i jaka jest jej dramatyczna przeszłość.
Bardzo wieloznaczna historia, podobno na faktach. Mimo tego, że Myriam miała poczucie dobrego wyboru, wybrała najgorzej jak mogła, mimo że zatrudniła jako nianię Francuzkę i to z referencjami. Mocno zarysowany jest problem bycia matką, kosztem wyboru - albo rezygnacja z siebie i poświęcenie, albo trudna decyzja zostawienia dzieci z kimś obcym; Myriam zapłaciła tutaj dramatycznie wysoką cenę za próbę utrzymania i rodziny, i kariery. Pada w pewnym momencie pytanie, czy można to było wychwycić, zapobiec, pomóc Louise, zanim zdecydowała się na ten krok, absurdalnie, zostaje to wyśmiane przez policję.
Inne tej autorki:
#1
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miles jest rozczarowany życiem - w pracy nie jest w stanie wykrzesać z siebie nic nowatorskiego, a kiedyś regularnie zdobywał branżowe nagrody, w domu również nie jest tak, bo zwleka z wizytą w poradni płodności, a to blokuje potencjalne in vitro i opcję na dzieci. Kiedy jeden z jego znajomych nagle zaczyna odnosić same sukcesy i wtem jest zupełnie innym człowiekiem, Miles dowiaduje się, że jest taka klinika, w której za niewygórowaną opłatą kilkudziesięciu tysięcy dolarów robią z kogoś całkiem nową, lepszą osobę. I rzeczywiście, najnowsze osiągniecia nauki, terapia genetyczna, DNA, bla bla bla, tyle że nie do końca, bo kiedy półnagi Miles budzi się w lesie, zawinięty w folię[1], domyśla się, że coś poszło nie tak. I rzeczywiście, kiedy dociera do domu, spotyka tam… siebie - lepszego, bardziej pewnego siebie, ogarniętego życiowo, pracowitszego, interesującego się żoną tak jak we wczesnym stadium związku. I niby o to chodziło, ale teraz jest dwóch prawie że identycznych Milesów, z tymi samymi wspomnieniami (oczywiście do pewnego momentu) i pojawia się pytanie, co dalej.
Jaki to pyszny serial, który pokazuje klonowanie w dość sensowny filozoficznie sposób[2] - jak odróżnić oryginał od klona, czy jest etyczne, czy zabicie siebie to morderstwo, czy pójście do łóżka z klonem męża to zdrada; a jednocześnie jest niewymuszenie zabawny.
[1] Co jest super niesprytne, bo zafoliowane ciała się nie kompostują.
[2] Gorzej z procesem reprodukcyjnym człowieka. Żona Milesa już kilkukrotnie zachodziła w ciążę, ale nie udawało się jej utrzymać, planuje więc in vitro, po czym w finale antyr mnpubqmv j pvążę v jfmlfpl fvę pvrfmą, zvzb żr gb avr m mnwśpvrz olz ceboyrz, n m hgemlznavrz.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 7, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miles jest rozczarowany życiem - w pracy nie jest w stanie wykrzesać z siebie nic nowatorskiego, a kiedyś regularnie zdobywał branżowe nagrody, w domu również nie jest tak, bo zwleka z wizytą w poradni płodności, a to blokuje potencjalne in vitro i opcję na dzieci. Kiedy jeden z jego znajomych nagle zaczyna odnosić same sukcesy i wtem jest zupełnie innym człowiekiem, Miles dowiaduje się, że jest taka klinika, w której za niewygórowaną opłatą kilkudziesięciu tysięcy dolarów robią z kogoś całkiem nową, lepszą osobę. I rzeczywiście, najnowsze osiągniecia nauki, terapia genetyczna, DNA, bla bla bla, tyle że nie do końca, bo kiedy półnagi Miles budzi się w lesie, zawinięty w folię[1], domyśla się, że coś poszło nie tak. I rzeczywiście, kiedy dociera do domu, spotyka tam… siebie - lepszego, bardziej pewnego siebie, ogarniętego życiowo, pracowitszego, interesującego się żoną tak jak we wczesnym stadium związku. I niby o to chodziło, ale teraz jest dwóch prawie że identycznych Milesów, z tymi samymi wspomnieniami (oczywiście do pewnego momentu) i pojawia się pytanie, co dalej.
Jaki to pyszny serial, który pokazuje klonowanie w dość sensowny filozoficznie sposób[2] - jak odróżnić oryginał od klona, czy jest etyczne, czy zabicie siebie to morderstwo, czy pójście do łóżka z klonem męża to zdrada; a jednocześnie jest niewymuszenie zabawny.
[1] Co jest super niesprytne, bo zafoliowane ciała się nie kompostują.
[2] Gorzej z procesem reprodukcyjnym człowieka. Żona Milesa już kilkukrotnie zachodziła w ciążę, ale nie udawało się jej utrzymać, planuje więc in vitro, po czym w finale antyr mnpubqmv j pvążę v jfmlfpl fvę pvrfmą, zvzb żr gb avr m mnwśpvrz olz ceboyrz, n m hgemlznavrz.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 7, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kwiecień - wrzesień 2022. Lato w mieście, trzy słowa, które budzą we mnie najlepsze wspomnienia. Chłodne bramy i wnętrza, spacery, spotkania z ludźmi, wspólne rodzinne wychodzenie bez narzekania, bo na lody, frytki czy koncert, wieczory poza domem przy zachodzącym słońcu, kolor i błękitne niebo. Pewnie niektóre miejsca pojawiły się już wcześniej przy okazji zorganizowanych spacerów fotograficzno-architektonicznych - Śródka, Łazarz, Wilda; te zdjęcia są zupełnie przypadkiem, przy okazji odbierania nawynosa, pracy czy spotkania. Tęsknię za latem.
GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania:
listopad 2020 (1),
listopad 2020 (2),
listopad 2020 (3),
grudzień 2020 (4),
luty 2021 (5),
maj 2021 (6),
maj 2021 (7),
październik 2021 (8)
luty 2022 (9),
marzec 2022 (10) i
październik 2022 (11).
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kwiecień - wrzesień 2022. Lato w mieście, trzy słowa, które budzą we mnie najlepsze wspomnienia. Chłodne bramy i wnętrza, spacery, spotkania z ludźmi, wspólne rodzinne wychodzenie bez narzekania, bo na lody, frytki czy koncert, wieczory poza domem przy zachodzącym słońcu, kolor i błękitne niebo. Pewnie niektóre miejsca pojawiły się już wcześniej przy okazji zorganizowanych spacerów fotograficzno-architektonicznych - Śródka, Łazarz, Wilda; te zdjęcia są zupełnie przypadkiem, przy okazji odbierania nawynosa, pracy czy spotkania. Tęsknię za latem.
GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania:
listopad 2020 (1),
listopad 2020 (2),
listopad 2020 (3),
grudzień 2020 (4),
luty 2021 (5),
maj 2021 (6),
maj 2021 (7),
październik 2021 (8)
luty 2022 (9),
marzec 2022 (10) i
październik 2022 (11).
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj