Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ellery Queen[1] - Przeklęte miasto

1940. Pisarz, Ellery Queen, incognito przyjeżdża do małego miasteczka Wrightsville. Jako że przestawia się jako pisarz, zostaje błyskawicznie zaakceptowany przez miejscowy establishment, wynajmuje skromny, sześciopokojowy domek od potomka założycieli miasta, właściciela banku Wrighta i zaczyna zbierać materiał do powieści. Szybko się orientuje, że jego gospodarze mają tajemnice - najstarsza córka, Lola, zniknęła z domu i po jakimś czasie wróciła w niesławie, podobno rozwiedziona, nikt jej nie odwiedza, a ona sama tęgo popija; średnią Norę narzeczony 3 lata wcześniej pozostawił dzień przed ślubem i od tej pory dziewczyna nie wychodzi ze swojego pokoju. Pisarz zaprzyjaźnia się z najmłodszą, Pat i przez “zaprzyjaźnia się” mam na myśli, że wyrywa ją z ramion aktualnego narzeczonego, spędza z nią dużo czasu oraz dochodzi co najmniej do obściskiwania i pocałunków, o czym wie całe miasteczko oraz rodzina Wrightów. Sytuacja się komplikuje, kiedy wtem wraca Jim, niewierny narzeczony Nory, para błyskawicznie się pobiera, a Wright daje mu stanowisko wspólnika w banku. Młodzi po podróży poślubnej wprowadzają do małego domku, zmuszając Ellery’ego do szukania gościny w posiadłości Wrightów. Wygląda na to, że widmo dramatu wiszące nad małym domkiem zniknęło, ale do czasu. Podczas rozpakowywania rzeczy męża Nora znajduje tajemnicze listy, po lekturze których mdleje; obrotny Ellery i Pat odkrywają, że w listach do swojej siostry Jim opisuje postępującą chorobę w Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie i wreszcie jej śmierć po Sylwestrze. Dodatkowo pikanterii dodaje fakt, że listy były ukryte w tomie “Toksykologii”, w rozdziale o arszeniku. Na początku w małżeństwie Nory i Jima wszystko jest w porządku, ale potem młodą parę najeżdża z przedłużającą się wizytą siostra Jima, Rosemary, wielkomiejska wydra, Jim zaczyna pić do nieprzytomności, a kłótnie pary słychać aż w domu rodziców. Ellery i Pat decydują się prowadzić śledztwo, ale nie informować nikogo aż do sylwestrowej nocy, kiedy rzeczywiście ma miejsce morderstwo. Druga połowa książki to detalicznie rozpisany proces i schizma w miasteczku, którego mieszkańcy są przeciw Jimowi i Wrightom.

Społecznie: panowie w wieku poborowym biorą udział w loterii w Waszyngtonie i “szczęśliwie” losują wysokie numery.

Szowinizm: wielokrotnie nawet wyważone wypowiedzi Nat, przerażonej zagrożeniem, jakie grozi jej siostrze, są określane przez adorującego ją Ellery’ego jako “histeryczne”. Kobiety mogą tylko zajmować się domem i ewentualnie działalnością dobroczynną oraz ładnie wyglądać, nawet jeśli skończyły - jak Nat - studia.

Fatfobia: Ellery zastanawia się, jak Rosemary może się w ogóle podobać mężczyznom, skoro jest taką kupą tłuszczu. Pozostałe dziewczęta są ładne, bo szczupłe. Najmniej poważany ławnik jest najgrubszy, bo grubymi łatwo manipulować.

Tłumaczenie: mocno przestarzałe. Jako że przełomowe momenty akcji odbywają się w amerykańskie święta, pojawiają się dość egzotyczne opisy sposobów świętowania np. Halloween (ze wspomnieniem, że dzieci kładą się spać z obolałymi pośladkami, bo psikusy nie są mile widziane) czy Dnia Świętej Walentyny…

[1] Personalia autora to jednocześnie personalia bohatera cyklu (w "Srebrnym kluczu" pojawił się tylko jeden tom) i pseudonim duetu autorów Frederica Dannaya and Manfreda Benningtona Lee.

Inne z tego cyklu.

#135

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 6, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


Ellery Queen[1] - Przeklęte miasto

1940. Pisarz, Ellery Queen, incognito przyjeżdża do małego miasteczka Wrightsville. Jako że przestawia się jako pisarz, zostaje błyskawicznie zaakceptowany przez miejscowy establishment, wynajmuje skromny, sześciopokojowy domek od potomka założycieli miasta, właściciela banku Wrighta i zaczyna zbierać materiał do powieści. Szybko się orientuje, że jego gospodarze mają tajemnice - najstarsza córka, Lola, zniknęła z domu i po jakimś czasie wróciła w niesławie, podobno rozwiedziona, nikt jej nie odwiedza, a ona sama tęgo popija; średnią Norę narzeczony 3 lata wcześniej pozostawił dzień przed ślubem i od tej pory dziewczyna nie wychodzi ze swojego pokoju. Pisarz zaprzyjaźnia się z najmłodszą, Pat i przez “zaprzyjaźnia się” mam na myśli, że wyrywa ją z ramion aktualnego narzeczonego, spędza z nią dużo czasu oraz dochodzi co najmniej do obściskiwania i pocałunków, o czym wie całe miasteczko oraz rodzina Wrightów. Sytuacja się komplikuje, kiedy wtem wraca Jim, niewierny narzeczony Nory, para błyskawicznie się pobiera, a Wright daje mu stanowisko wspólnika w banku. Młodzi po podróży poślubnej wprowadzają do małego domku, zmuszając Ellery’ego do szukania gościny w posiadłości Wrightów. Wygląda na to, że widmo dramatu wiszące nad małym domkiem zniknęło, ale do czasu. Podczas rozpakowywania rzeczy męża Nora znajduje tajemnicze listy, po lekturze których mdleje; obrotny Ellery i Pat odkrywają, że w listach do swojej siostry Jim opisuje postępującą chorobę w Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie i wreszcie jej śmierć po Sylwestrze. Dodatkowo pikanterii dodaje fakt, że listy były ukryte w tomie “Toksykologii”, w rozdziale o arszeniku. Na początku w małżeństwie Nory i Jima wszystko jest w porządku, ale potem młodą parę najeżdża z przedłużającą się wizytą siostra Jima, Rosemary, wielkomiejska wydra, Jim zaczyna pić do nieprzytomności, a kłótnie pary słychać aż w domu rodziców. Ellery i Pat decydują się prowadzić śledztwo, ale nie informować nikogo aż do sylwestrowej nocy, kiedy rzeczywiście ma miejsce morderstwo. Druga połowa książki to detalicznie rozpisany proces i schizma w miasteczku, którego mieszkańcy są przeciw Jimowi i Wrightom.

Społecznie: panowie w wieku poborowym biorą udział w loterii w Waszyngtonie i “szczęśliwie” losują wysokie numery.

Szowinizm: wielokrotnie nawet wyważone wypowiedzi Nat, przerażonej zagrożeniem, jakie grozi jej siostrze, są określane przez adorującego ją Ellery’ego jako “histeryczne”. Kobiety mogą tylko zajmować się domem i ewentualnie działalnością dobroczynną oraz ładnie wyglądać, nawet jeśli skończyły - jak Nat - studia.

Fatfobia: Ellery zastanawia się, jak Rosemary może się w ogóle podobać mężczyznom, skoro jest taką kupą tłuszczu. Pozostałe dziewczęta są ładne, bo szczupłe. Najmniej poważany ławnik jest najgrubszy, bo grubymi łatwo manipulować.

Tłumaczenie: mocno przestarzałe. Jako że przełomowe momenty akcji odbywają się w amerykańskie święta, pojawiają się dość egzotyczne opisy sposobów świętowania np. Halloween (ze wspomnieniem, że dzieci kładą się spać z obolałymi pośladkami, bo psikusy nie są mile widziane) czy Dnia Świętej Walentyny…

[1] Personalia autora to jednocześnie personalia bohatera cyklu (w "Srebrnym kluczu" pojawił się tylko jeden tom) i pseudonim duetu autorów Frederica Dannaya and Manfreda Benningtona Lee.

Inne z tego cyklu.

#135

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 6, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


Superstore

Serio myślałam, że nie ma już takiego serialu, w którym się tak zakocham jak w “Scrubs”, “Brooklyn 9-9” czy “Parks and Recreation”, że będę mogła oglądać w kółko te same scenki i śmiać się albo wzruszać równie mocno, jak za pierwszym razem. A jednak. Rzecz się dzieje w ogromnym supermarkecie w Saint Louis, należący do fikcyjnej sieci Cloud 9[1], przez 6 sezonów - w tym ostatni dziejący się już rzetelnie w pandemii - nie mogłam się odezwać od scenek z życia pracowników, czasem przerywanych migawkami dziwnych zachowań klientów. Bogata paleta bohaterów - ultrareligijny, naiwny, ale wcale nie głupi manager Glenn, zasadnicza i mocno w spektrum szefowa ochrony Dina (tu miałam pewne powidoki po Dwighcie Schrucie, ale co Dina, to Dina), sarkastyczny pracownik obsługi klienta Garrett, prostolinijna nastolatka w ciąży Cheyenne, barwny i elokwentny gej Mateo, cicha Hawajka Sandra czy wreszcie główni bohaterowie z wątkiem uczuciowym “will-they-won’t-they”: Amy (America Ferrera), która utknęła w sklepie i ma wrażenie, że jej życie już zawsze będzie związane z wykładaniem towaru na półki oraz Jonah (Ben Feldman[2]), obiecujący młodzieniec, który nie był w stanie skończyć studiów i utrzymać się w żadnej pracy. Są słabsze epizody, wiadomo, ale są takie, że łezka mi ciekła ze śmiechu. Dodatkowo - w przeciwieństwie do porównywanego często “The Office” - tu jednak poziom żartów jest wyższy i raczej kpi ze zjawisk, a nie z ludzi (kobiet, mniejszości, biedy).

[1] Fikcyjnej, ale powielającej wszelkie złe praktyki znane z rzeczywistych amerykańskich korporacji - zamiatanie problemów pod dywan, brak sensownego ubezpieczenia zdrowotnego czy płatnego urlopu macierzyńskiego, praca pozorna, wymuszone bezpłatne nadgodziny, niszczenie w zarodku związków zawodowych, przejęcia korporacji i redukcje, aż do wstrząsającego epizodu z nasłaniem do sklepu ICE w celu aresztowania pracownika, który nie był legalnym obywatelem USA.

[2] To w ogóle przezabawne - w ogóle nie zapamiętałam Feldmana z roli kalifornijskiego prawnika w “Silicon Valley”, chociaż oczywiście był tam też śliczny jak czekoladka w złotym papierku, tutaj mam dla niego miejsce w serduszku, może z powodu tego, że lubię inteligentnych i skomplikowanych chłopców, zwłaszcza jak oka nie męczą.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 5, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Superstore

Serio myślałam, że nie ma już takiego serialu, w którym się tak zakocham jak w “Scrubs”, “Brooklyn 9-9” czy “Parks and Recreation”, że będę mogła oglądać w kółko te same scenki i śmiać się albo wzruszać równie mocno, jak za pierwszym razem. A jednak. Rzecz się dzieje w ogromnym supermarkecie w Saint Louis, należący do fikcyjnej sieci Cloud 9[1], przez 6 sezonów - w tym ostatni dziejący się już rzetelnie w pandemii - nie mogłam się odezwać od scenek z życia pracowników, czasem przerywanych migawkami dziwnych zachowań klientów. Bogata paleta bohaterów - ultrareligijny, naiwny, ale wcale nie głupi manager Glenn, zasadnicza i mocno w spektrum szefowa ochrony Dina (tu miałam pewne powidoki po Dwighcie Schrucie, ale co Dina, to Dina), sarkastyczny pracownik obsługi klienta Garrett, prostolinijna nastolatka w ciąży Cheyenne, barwny i elokwentny gej Mateo, cicha Hawajka Sandra czy wreszcie główni bohaterowie z wątkiem uczuciowym “will-they-won’t-they”: Amy (America Ferrera), która utknęła w sklepie i ma wrażenie, że jej życie już zawsze będzie związane z wykładaniem towaru na półki oraz Jonah (Ben Feldman[2]), obiecujący młodzieniec, który nie był w stanie skończyć studiów i utrzymać się w żadnej pracy. Są słabsze epizody, wiadomo, ale są takie, że łezka mi ciekła ze śmiechu. Dodatkowo - w przeciwieństwie do porównywanego często “The Office” - tu jednak poziom żartów jest wyższy i raczej kpi ze zjawisk, a nie z ludzi (kobiet, mniejszości, biedy).

[1] Fikcyjnej, ale powielającej wszelkie złe praktyki znane z rzeczywistych amerykańskich korporacji - zamiatanie problemów pod dywan, brak sensownego ubezpieczenia zdrowotnego czy płatnego urlopu macierzyńskiego, praca pozorna, wymuszone bezpłatne nadgodziny, niszczenie w zarodku związków zawodowych, przejęcia korporacji i redukcje, aż do wstrząsającego epizodu z nasłaniem do sklepu ICE w celu aresztowania pracownika, który nie był legalnym obywatelem USA.

[2] To w ogóle przezabawne - w ogóle nie zapamiętałam Feldmana z roli kalifornijskiego prawnika w “Silicon Valley”, chociaż oczywiście był tam też śliczny jak czekoladka w złotym papierku, tutaj mam dla niego miejsce w serduszku, może z powodu tego, że lubię inteligentnych i skomplikowanych chłopców, zwłaszcza jak oka nie męczą.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 5, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


O samej drodze

W listopadzie (o czym niebawem) zakończyłam sezon wyjazdów bliższych i dalszych. Poniżej kilka kulinarnych typów plus drobiazgi z podróży. Staram się przy kilkugodzinnej podróży robić przerwę w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie można coś zjeść, unikając przyautostradowych fastfoodów. Wszystkie poniższe restauracje były świetne, okolice Bolesławca z polecenia Chris.

Restauracje:

  • Kuźnia Smaków - Małe Pułkowo 20 [2022 - link nieaktualny]
  • Opałkowa Chata - Augusta Cieszkowskiego 17, Bolesławiec [2022 - link nieaktulny]
  • Niebieski Burak / Blue Beetroot - Łaziska 50, Bolesławiec
  • Unikatonia - Zielonogórska 1, Lubin [2023 - strona nieaktualna]
Kuźnia Smaków Opałkowa Chata Unikatonia Blue Beetroot

Murale - tym razem w Dąbrowie (ul. Pałucka) i Głogowie (“Księżna i gołąb” na Sikorskiego) - pojawiają się przypadkowo przy drodze, szybka akcja - TŻ (dedykowany kierowca na długie wyjazdy) szuka miejsca, ja fotografuję. Do sklepu przyfabrycznego w Bolesławcu zajechaliśmy głównie dlatego, że było tuż przy restauracji, ale wyszliśmy z ogromnym kartonem zakupów - dzbankiem do herbaty, cukierniczką, talerzami i miseczkami dla kotów, wszystko we wzór w monstery. Dzbanek obłędnie długo trzyma ciepło - herbata stygnie przez jakieś 2 godziny. Zbieram też zwykle śmieszne nazwy miejscowości do notesika, ale tym razem zgubiłam karteczkę z notatkami, ostała się tylko jedna - wieloznacznie zabawny Rożental.

EDIT: znalazłam karteczkę (ja to umiem w chowanie rzeczy). Na Mazurach przejeżdżałam przez: Pluskowęsy, Niewierz, Siabdę i wspomniany Rożental. W drodze do Liberca jechałam przez: Irządze, Pęcław, Gwizdanów i już po czeskiej stronie Hubojedy, co wzbudziło wiele nieprzystojnych chichotów.

Mural w Dąbrowie Gwizdanów Bolesławiec Głogów

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 4, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, boleslawiec, gwizdanow, lubin, paluki, glogow - 0 komentarzy - Skomentuj


O samej drodze

W listopadzie (o czym niebawem) zakończyłam sezon wyjazdów bliższych i dalszych. Poniżej kilka kulinarnych typów plus drobiazgi z podróży. Staram się przy kilkugodzinnej podróży robić przerwę w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie można coś zjeść, unikając przyautostradowych fastfoodów. Wszystkie poniższe restauracje były świetne, okolice Bolesławca z polecenia Chris.

Restauracje:

  • Kuźnia Smaków - Małe Pułkowo 20 [2022 - link nieaktualny]
  • Opałkowa Chata - Augusta Cieszkowskiego 17, Bolesławiec [2022 - link nieaktulny]
  • Niebieski Burak / Blue Beetroot - Łaziska 50, Bolesławiec
  • Unikatonia - Zielonogórska 1, Lubin [2023 - strona nieaktualna]
Kuźnia Smaków Opałkowa Chata Unikatonia Blue Beetroot

Murale - tym razem w Dąbrowie (ul. Pałucka) i Głogowie (“Księżna i gołąb” na Sikorskiego) - pojawiają się przypadkowo przy drodze, szybka akcja - TŻ (dedykowany kierowca na długie wyjazdy) szuka miejsca, ja fotografuję. Do sklepu przyfabrycznego w Bolesławcu zajechaliśmy głównie dlatego, że było tuż przy restauracji, ale wyszliśmy z ogromnym kartonem zakupów - dzbankiem do herbaty, cukierniczką, talerzami i miseczkami dla kotów, wszystko we wzór w monstery. Dzbanek obłędnie długo trzyma ciepło - herbata stygnie przez jakieś 2 godziny. Zbieram też zwykle śmieszne nazwy miejscowości do notesika, ale tym razem zgubiłam karteczkę z notatkami, ostała się tylko jedna - wieloznacznie zabawny Rożental.

EDIT: znalazłam karteczkę (ja to umiem w chowanie rzeczy). Na Mazurach przejeżdżałam przez: Pluskowęsy, Niewierz, Siabdę i wspomniany Rożental. W drodze do Liberca jechałam przez: Irządze, Pęcław, Gwizdanów i już po czeskiej stronie Hubojedy, co wzbudziło wiele nieprzystojnych chichotów.

Mural w Dąbrowie Gwizdanów Bolesławiec Głogów

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 4, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, boleslawiec, gwizdanow, lubin, paluki, glogow - 0 komentarzy - Skomentuj


Vera Caspary - Laura

Książka podzielona jest na cztery części z różnymi narratorami: zaczyna Waldo Lydecker, pisarz i wieloletni przyjaciel Laury, potem opowieść przejmuje Mark McPherson, detektyw badający sprawę morderstwa, żeby w części trzeciej oddać głos Laurze Hunt i wrócić w finale z podsumowaniem sprawy.

Nowy Jork, późne lata 30 XX wieku. Mark McPherson prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa Laury Hunt, pracowniczki agencji reklamowej, którą ktoś tuż przed ślubem roztrzaskał głowę strzałem z obrzyna na progu jej własnego mieszkania. Detektyw rozmawia z niedoszłym narzeczonym ofiary, bawidamkiem Shelbym, jej ciotką Sue, służącą Betty, wreszcie przyjacielem i powiernikiem, pisarzem Lydeckerem. Wbrew początkowym posądzeniom, że Laura była “wesołą dziewczynką”, otoczenie opisuje ją jako osobę wrażliwą, pracowitą, inteligentną, uczynną i altruistyczną, co sprawia, że McPherson zaczyna się w zamordowanej zakochiwać. Wtem okazuje się, że Laura wraca - odpoczywała na wsi, odcięta od wiadomości nie wiedziała o morderstwie w jej mieszkaniu. Zamordowaną okazuje się Diana, przyjaciółka Laury, której ta użyczyła na kilka dni wygodnego lokum, złudnie podobna do niej z wyglądu, a dodatkowo ubrana w szlafrok i laczki (sic! [1]) Laury. W tej sytuacji detektyw musi ustalić, kto tak naprawdę był celem zbrodniarza - Laura czy Diana oraz czemu wszyscy przesłuchiwani - w tym Laura - kłamią.

Się je: duszone cynaderki z grzybami w czerwonym winie, coś ze znalezionej w kuchennej szafce puszki, sacharynę zamiast cukru (w celu zachowania linii, aczkolwiek nadużywa się masła, więc efekt jest żaden), befsztyk z frytkami i rumowy pudding, zupę z ptasich gniazd, roladę wieprzową, kaczkę, makaron pod kurczęciem, żeberka na słodko-kwaśno koło langusty, chińskie ravioli i zapiekany ryż z musztardą w chińskiej restauracji “Pod Złotą Jaszczurką”, jajko w koszulce na śniadanie, kukurydzę, sałatę i świeże jajka (od polskiego farmera na prowincji), czekoladowy keks.

Się pije: sherry, białe spokojne wino o magicznej nazwie Lacrimae Christi, whisky “Trzy konie”, bourbon Blue Grass, courvoisier, mocną herbatę i szampana.

Szowinizm powszechny: gaslighting (Waldo zawsze potrafił mnie przegadać. Zawsze mój słuszny gniew potrafił sprowadzić do zwykłej babskiej pyskówki.), wygrywanie kobiet przeciwko sobie (“Bardzo jej [Laurze] się zresztą spodobało moje hasło, które o ile sobie przypominam, brzmiało: „Twoja twarz magnesem dla oka mężczyzny — solą w oku kobiety”), niska samoocena - Laura nawet w monologu wewnętrznym zwierza się, że jest za emocjonalna, żeby zrozumieć swoją sytuację, mimo że w pracy w agencji reklamowej jakoś potrafi analizować i wyciągać sensowne wnioski, utrudnione rozmowy z kobietami z powodu ich “specyficznej” logiki. Wreszcie nie można się spodziewać, żeby mężczyzna był feministą, prawda?

- Panna Hunt miała dużo książek. Ciekawe, czy je czytała.
- A co pan sobie wyobraża?
Wzruszył ramionami.
- Z kobietami to nigdy nie wiadomo.
- Nie chce pan chyba powiedzieć, że jest pan antyfeministą.
Przygryzł mocno cybuch fajki i popatrzył na mnie z szelmowskim wyrazem twarzy.

[1] Tłumaczka z uporem godnym lepszej sprawy używa tej formy zarówno w odniesieniu do domowych kapci, jak i obuwia wyjściowego: Miała na sobie szyfonową sukienkę koloru szampana i jaskrawe laczki, co przy jej oczach i włosach wyglądało bardzo efektownie albo Przebrała się w brunatną sukienkę i laczki na wysokich obcasach, które znakomicie uwydatniały jej wspaniałe pęciny.

Inne z tego cyklu.

#134

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 29, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, mwa, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


Vera Caspary - Laura

Książka podzielona jest na cztery części z różnymi narratorami: zaczyna Waldo Lydecker, pisarz i wieloletni przyjaciel Laury, potem opowieść przejmuje Mark McPherson, detektyw badający sprawę morderstwa, żeby w części trzeciej oddać głos Laurze Hunt i wrócić w finale z podsumowaniem sprawy.

Nowy Jork, późne lata 30 XX wieku. Mark McPherson prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa Laury Hunt, pracowniczki agencji reklamowej, którą ktoś tuż przed ślubem roztrzaskał głowę strzałem z obrzyna na progu jej własnego mieszkania. Detektyw rozmawia z niedoszłym narzeczonym ofiary, bawidamkiem Shelbym, jej ciotką Sue, służącą Betty, wreszcie przyjacielem i powiernikiem, pisarzem Lydeckerem. Wbrew początkowym posądzeniom, że Laura była “wesołą dziewczynką”, otoczenie opisuje ją jako osobę wrażliwą, pracowitą, inteligentną, uczynną i altruistyczną, co sprawia, że McPherson zaczyna się w zamordowanej zakochiwać. Wtem okazuje się, że Laura wraca - odpoczywała na wsi, odcięta od wiadomości nie wiedziała o morderstwie w jej mieszkaniu. Zamordowaną okazuje się Diana, przyjaciółka Laury, której ta użyczyła na kilka dni wygodnego lokum, złudnie podobna do niej z wyglądu, a dodatkowo ubrana w szlafrok i laczki (sic! [1]) Laury. W tej sytuacji detektyw musi ustalić, kto tak naprawdę był celem zbrodniarza - Laura czy Diana oraz czemu wszyscy przesłuchiwani - w tym Laura - kłamią.

Się je: duszone cynaderki z grzybami w czerwonym winie, coś ze znalezionej w kuchennej szafce puszki, sacharynę zamiast cukru (w celu zachowania linii, aczkolwiek nadużywa się masła, więc efekt jest żaden), befsztyk z frytkami i rumowy pudding, zupę z ptasich gniazd, roladę wieprzową, kaczkę, makaron pod kurczęciem, żeberka na słodko-kwaśno koło langusty, chińskie ravioli i zapiekany ryż z musztardą w chińskiej restauracji “Pod Złotą Jaszczurką”, jajko w koszulce na śniadanie, kukurydzę, sałatę i świeże jajka (od polskiego farmera na prowincji), czekoladowy keks.

Się pije: sherry, białe spokojne wino o magicznej nazwie Lacrimae Christi, whisky “Trzy konie”, bourbon Blue Grass, courvoisier, mocną herbatę i szampana.

Szowinizm powszechny: gaslighting (Waldo zawsze potrafił mnie przegadać. Zawsze mój słuszny gniew potrafił sprowadzić do zwykłej babskiej pyskówki.), wygrywanie kobiet przeciwko sobie (“Bardzo jej [Laurze] się zresztą spodobało moje hasło, które o ile sobie przypominam, brzmiało: „Twoja twarz magnesem dla oka mężczyzny — solą w oku kobiety”), niska samoocena - Laura nawet w monologu wewnętrznym zwierza się, że jest za emocjonalna, żeby zrozumieć swoją sytuację, mimo że w pracy w agencji reklamowej jakoś potrafi analizować i wyciągać sensowne wnioski, utrudnione rozmowy z kobietami z powodu ich “specyficznej” logiki. Wreszcie nie można się spodziewać, żeby mężczyzna był feministą, prawda?

- Panna Hunt miała dużo książek. Ciekawe, czy je czytała.
- A co pan sobie wyobraża?
Wzruszył ramionami.
- Z kobietami to nigdy nie wiadomo.
- Nie chce pan chyba powiedzieć, że jest pan antyfeministą.
Przygryzł mocno cybuch fajki i popatrzył na mnie z szelmowskim wyrazem twarzy.

[1] Tłumaczka z uporem godnym lepszej sprawy używa tej formy zarówno w odniesieniu do domowych kapci, jak i obuwia wyjściowego: Miała na sobie szyfonową sukienkę koloru szampana i jaskrawe laczki, co przy jej oczach i włosach wyglądało bardzo efektownie albo Przebrała się w brunatną sukienkę i laczki na wysokich obcasach, które znakomicie uwydatniały jej wspaniałe pęciny.

Inne z tego cyklu.

#134

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 29, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, mwa, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Zajezdnia Franowo

[16.10.2021]

Niby październik, ale zimno było jak w listopadzie. Zimno, szaro i nieprzysiadalnie. Kolor zapewniły poznańskie tramwaje, lokalnie zwane bimbami, którymi mogłam pojeździć po przestronnym terenie zajezdni MPK na Franowie dzięki @Igerspoznan_. Dostaliśmy dedykowany tramwaj z okazjonalną tablicą i przewodnika, który o tramwajach - w tym zabytkowych - wiedział wszystko. Oglądałam tramwaj od spodu, byłam w tramwajowej myjni i dzwoniłam dzwonkiem na drucie w jednym z pierwszych tramwajów elektrycznych w Poznaniu. Mniej architektury, więcej blachy, bardzo przyjemnie spędzone sobotnie przedpołudnie.

GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_zajezdniafranowo.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 27, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Zajezdnia Franowo

[16.10.2021]

Niby październik, ale zimno było jak w listopadzie. Zimno, szaro i nieprzysiadalnie. Kolor zapewniły poznańskie tramwaje, lokalnie zwane bimbami, którymi mogłam pojeździć po przestronnym terenie zajezdni MPK na Franowie dzięki @Igerspoznan_. Dostaliśmy dedykowany tramwaj z okazjonalną tablicą i przewodnika, który o tramwajach - w tym zabytkowych - wiedział wszystko. Oglądałam tramwaj od spodu, byłam w tramwajowej myjni i dzwoniłam dzwonkiem na drucie w jednym z pierwszych tramwajów elektrycznych w Poznaniu. Mniej architektury, więcej blachy, bardzo przyjemnie spędzone sobotnie przedpołudnie.

GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_zajezdniafranowo.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 27, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj