[29.08.2021]
Miało padać i o poranku padało jak złe, szczęśliwie w apartamencie, który wynajęłam, zostaliśmy wyposażeni we wszystko, co na śniadanie. Ale koło 11 wtem się wypogodziło i Berlin pozwolił na spacer. Najbardziej fascynującym dla mnie kawałkiem historii Berlina jest okres przegrodzenia murem. Ślady tego widać na każdym kroku - kawałki “muru” można kupić w sklepach z pamiątkami, większe wycinki są ustawione w roli ozdób tu i ówdzie, na części prezentuje się sztuka w East Side Berlin (następnym razem!), widać twórcze echa w literaturze czy serialu. Muzeum Muru pokazuje historię budowy i ogrom przedsięwzięcia, dramaty ludzi, którym przypadło mieszkać na linii muru czy sposoby ucieczek. Opodal urokliwy cmentarz (z wiewiórką!), jeden z moich ulubionych murali, pchli targ w Maurer Parku (tym razem tylko na lody, tłoczno, duszno, mimo otwartej przestrzeni wymagane maseczki i więcej artystowskich wyrobów niż staroci) i ciekawy budynek na rogu Strelitzer Strasse.
Bernauer Strasse, tam, gdzie zniknął dom
Pomnik przy polu
Z Zachodniego widać Wschodni / Ogród na Ziemi Niczyjej
Pozostałości zburzonego kościoła
Mural / Pozostałości dzwonów
Kaplica Pojednania
II. Sophien-Friedhof
Wieża wartownicza
Die geteilte Stadt (Marcus Haas, Xi-Design), Brunnenstrasse 50
róg Strelitzer Strasse i Bernauer Strasse
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, murale, niemcy
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[29.08.2021]
Miało padać i o poranku padało jak złe, szczęśliwie w apartamencie, który wynajęłam, zostaliśmy wyposażeni we wszystko, co na śniadanie. Ale koło 11 wtem się wypogodziło i Berlin pozwolił na spacer. Najbardziej fascynującym dla mnie kawałkiem historii Berlina jest okres przegrodzenia murem. Ślady tego widać na każdym kroku - kawałki “muru” można kupić w sklepach z pamiątkami, większe wycinki są ustawione w roli ozdób tu i ówdzie, na części prezentuje się sztuka w East Side Berlin (następnym razem!), widać twórcze echa w literaturze czy serialu. Muzeum Muru pokazuje historię budowy i ogrom przedsięwzięcia, dramaty ludzi, którym przypadło mieszkać na linii muru czy sposoby ucieczek. Opodal urokliwy cmentarz (z wiewiórką!), jeden z moich ulubionych murali, pchli targ w Maurer Parku (tym razem tylko na lody, tłoczno, duszno, mimo otwartej przestrzeni wymagane maseczki i więcej artystowskich wyrobów niż staroci) i ciekawy budynek na rogu Strelitzer Strasse.
Bernauer Strasse, tam, gdzie zniknął dom
Pomnik przy polu
Z Zachodniego widać Wschodni / Ogród na Ziemi Niczyjej
Pozostałości zburzonego kościoła
Mural / Pozostałości dzwonów
Kaplica Pojednania
II. Sophien-Friedhof
Wieża wartownicza
Die geteilte Stadt (Marcus Haas, Xi-Design), Brunnenstrasse 50
róg Strelitzer Strasse i Bernauer Strasse
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, murale, niemcy
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Reg i Mavis Holmesowie mieszkają w narożnym domu przy Redland Close i Sandfields Avenue. Mają półroczną córeczkę Joy i od kilku miesięcy mieszka z nimi sublokatorka, spokojna i godna zaufania panna Trubb, która - w razie potrzeby - zajmie się dzieckiem, kiedy wychodzą. Problemy zaczynają się, kiedy panna Trubb pod ich nieobecność próbuje otruć się gazem, a następnie okazuje się, że sublokatorka właśnie wyszła z więzienia po 15-letnim wyroku za dzieciobójstwo. Wszyscy są przerażeni, panna Trubb zachowuje się co najmniej dziwnie, niczego nie wyjaśniając[1], ewidentnie jest z nią coś nie tak, ale Regowi ewidentnie nie pasuje łatwa diagnoza o chorobie psychicznej - zaczyna analizować sprawę sprzed lat, przyglądać się współczesnym dowodom i - wbrew opinii publicznej, w tym zniechęcającej go do jakichkolwiek akcji policji[2] - zaczyna własne śledztwo. Problem w tym, że oryginalna sprawa miała miejsce w czasie wojny i w międzyczasie świadkowie rozproszyli się po świecie, a dokumenty uległy zniszczeniu. Stopniowo wychodzą na jaw coraz to nowe okoliczności sprawy sprzed 15 lat, a zachowanie siostry panny Trubb jest coraz bardziej niepokojące.
To przyjemna ramotka ze świata, gdzie ludzie mieli dwa ubrania - jedno na co dzień, drugie na “okazje”, nie było szczepień na polio, a komunikację załatwiało się regularnie dostarczanymi listami. Nie polecam jej natomiast młodym rodzicom, nie tylko ze względu na zabójstwo 3-latka sprzed lat, ale z powodu absurdalnego podejścia państwa Holmesów do bezpieczeństwa ich córki. 6-miesięczne dziecko śpi w osobnym pokoju “zgodnie z nowoczesnymi zwyczajami”, żeby nie przeszkadzać rodzicom. Bezrefleksyjnie jest wystawiana w wózku pod okno na drzemkę, z babcią śpiącą na fotelu w domu[3]; matka zostawia wózek ze śpiącą dziewczynką pod sklepem, bo w środku tłok; w ostatniej chwili rodzice zmieniają zdanie i parkują samochód ze śpiącym maluchem na podjeździe zamiast zostawić śpiące dziecko w aucie przy ulicy; wreszcie - mimo wiadomego już niebezpieczeństwa, że ktoś dziecko obserwuje - odchodzą od leżącego na kocu w parku malucha w poszukiwaniu starszego dziecka znajomej.
[1] “W wypadkach próby samobójstwa policja przychodzi tu, aby pacjent, po odzyskaniu przytomności, złożył zeznanie. Samobójstwo jeszcze wciąż jest przestępstwem, chyba pan wie
o tym.”.
[2] “Wizyta w policji rozczarowała Rega. Inspektor Brown skłonny był uważać, że to tylko kawał. Albo też, że to dowodzie że panna Trubb jest niespełna rozumu i że jej stan jest coraz
gorszy. Przypuszczalnie znajdą ją na szynach kolejowych albo w rzece, i w ten sposób wreszcie będą mieli spokój.”
[3] “Siedziałam wygodnie w fotelu i czytałam gazetę, a Mavis wyskoczyła do sklepu po
chleb. Wózek z Joy stał tuż za oknem, tak żebym mogła mieć ją na oku. Siedziała, bawiąc się grzechotką. Chyba się zdrzemnęłam, bo nie słyszałam żadnych kroków na ścieżce.”
Inne z tego cyklu.
#119
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Reg i Mavis Holmesowie mieszkają w narożnym domu przy Redland Close i Sandfields Avenue. Mają półroczną córeczkę Joy i od kilku miesięcy mieszka z nimi sublokatorka, spokojna i godna zaufania panna Trubb, która - w razie potrzeby - zajmie się dzieckiem, kiedy wychodzą. Problemy zaczynają się, kiedy panna Trubb pod ich nieobecność próbuje otruć się gazem, a następnie okazuje się, że sublokatorka właśnie wyszła z więzienia po 15-letnim wyroku za dzieciobójstwo. Wszyscy są przerażeni, panna Trubb zachowuje się co najmniej dziwnie, niczego nie wyjaśniając[1], ewidentnie jest z nią coś nie tak, ale Regowi ewidentnie nie pasuje łatwa diagnoza o chorobie psychicznej - zaczyna analizować sprawę sprzed lat, przyglądać się współczesnym dowodom i - wbrew opinii publicznej, w tym zniechęcającej go do jakichkolwiek akcji policji[2] - zaczyna własne śledztwo. Problem w tym, że oryginalna sprawa miała miejsce w czasie wojny i w międzyczasie świadkowie rozproszyli się po świecie, a dokumenty uległy zniszczeniu. Stopniowo wychodzą na jaw coraz to nowe okoliczności sprawy sprzed 15 lat, a zachowanie siostry panny Trubb jest coraz bardziej niepokojące.
To przyjemna ramotka ze świata, gdzie ludzie mieli dwa ubrania - jedno na co dzień, drugie na “okazje”, nie było szczepień na polio, a komunikację załatwiało się regularnie dostarczanymi listami. Nie polecam jej natomiast młodym rodzicom, nie tylko ze względu na zabójstwo 3-latka sprzed lat, ale z powodu absurdalnego podejścia państwa Holmesów do bezpieczeństwa ich córki. 6-miesięczne dziecko śpi w osobnym pokoju “zgodnie z nowoczesnymi zwyczajami”, żeby nie przeszkadzać rodzicom. Bezrefleksyjnie jest wystawiana w wózku pod okno na drzemkę, z babcią śpiącą na fotelu w domu[3]; matka zostawia wózek ze śpiącą dziewczynką pod sklepem, bo w środku tłok; w ostatniej chwili rodzice zmieniają zdanie i parkują samochód ze śpiącym maluchem na podjeździe zamiast zostawić śpiące dziecko w aucie przy ulicy; wreszcie - mimo wiadomego już niebezpieczeństwa, że ktoś dziecko obserwuje - odchodzą od leżącego na kocu w parku malucha w poszukiwaniu starszego dziecka znajomej.
[1] “W wypadkach próby samobójstwa policja przychodzi tu, aby pacjent, po odzyskaniu przytomności, złożył zeznanie. Samobójstwo jeszcze wciąż jest przestępstwem, chyba pan wie
o tym.”.
[2] “Wizyta w policji rozczarowała Rega. Inspektor Brown skłonny był uważać, że to tylko kawał. Albo też, że to dowodzie że panna Trubb jest niespełna rozumu i że jej stan jest coraz
gorszy. Przypuszczalnie znajdą ją na szynach kolejowych albo w rzece, i w ten sposób wreszcie będą mieli spokój.”
[3] “Siedziałam wygodnie w fotelu i czytałam gazetę, a Mavis wyskoczyła do sklepu po
chleb. Wózek z Joy stał tuż za oknem, tak żebym mogła mieć ją na oku. Siedziała, bawiąc się grzechotką. Chyba się zdrzemnęłam, bo nie słyszałam żadnych kroków na ścieżce.”
Inne z tego cyklu.
#119
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W kategorii złych kryminałów, które są tak złe, że w dalszym ciągu złe, ten jest całkiem wysoko. Nieudana zżynka z Chandlera - zapijaczony detektyw ponad prawem, bo zakumplowany z policją (która też nie waha się przyłożyć przesłuchiwanemu), szybki w pięści i w szantażu, co wydajnie pomaga mu w śledztwie, krąży po mieście, robiąc tylko przystanek na zaciągnięcie do łóżka atrakcyjnej kobiety, a ponieważ ma więcej możliwości niż policja, wyjaśnia sprawę i odchodzi w glorii zwycięzcy. Dodatkowo książka jest chaotyczna, dialogi niejasne, autor używa zabiegów typu “wtedy powiedział to zdanie i wszystko zrozumiałem”, zostawiając czytelnika w ciemności. Stylizacja włoska polskiego autora (Ireneusza Iredyńskiego) głównie skupia się na opisach mafii, pretensjonalnego bogactwa[1] i różnych gatunków alkoholu. Szydera z psychoanalizy, którą para się jeden z podejrzanych, służy głównie napiętnowaniu erotyzmu kobiet[2].
Lata 50., Rzym. Umberto Pesco jest ogólnie znanym włoskim detektywem, chociaż jednocześnie doskonale zachowuje anonimowość podczas prowadzenia śledztwa (pismaki dowiadują się kim jest tylko przez spisanie numerów rejestracyjnych jego samochodu). Pojawia się u niego bogaty producent filmowy, Carlo Barenzo, który wynajmuje go jako ochroniarza, bo jakby ktoś grozi mu śmiercią. Oczywiście zanim Pesco podejmuje się właściwej pracy, potentat ginie i detektyw czuje się zobowiązany do przeprowadzenia śledztwa. Padają kolejne trupy - właścicielka podłego hoteliku, gdzie Barenzo został zabity i amerykański mafiozo, który, jak się okazuje, szantażował producenta, dodatkowo ktoś chce zabić też i samego Pesco. Pobocznym wątkiem są podchody Pesco do kochanki milionera, Marii, do której detektyw się dobiera mimo niesprzyjającej sytuacji, bo przepełnia go pożądanie. Finał też jest zżynką z nurtu noir, xgb vaal fmnagnżbjnł qrangn, xgb vaal tb mnovł, xbaxergavr Znevn, m xgóeą qrgrxglj vqmvr qb łóżxn v j svanyr xnżr wrw mavxnć, ob wrfg mn łnqan, nol bqqnjnć wą cbyvpwv, cbmn glz fvę m avą cemrfcnł, jvęp wnx gb. Fcenjvrqyvjbśpv fgnwr fvę mnqbść, ob qnzn tvavr j jlcnqxh fnzbpubqbjlz.
Się pali: dużo (np. 10 papierosów w kilka godzin).
Się pije: wermut i wodę sodową, koniak, dżin (kilkukrotnie w ciągu dnia, oczywiście narrator nie ma żadnego problemu alkoholowego), smirnowa z kolorową etykietą, cocktail na oliwce, dobre wino z lodówki (mimo wczesnej pory, bo “trunek czuje się zawsze pewniej w żołądku niż w naczyniu, tak jak człowiek czuje się lepiej przy barze niż w trumnie.”), szkocką whisky, bordeaux chateau des mille secousses.
- Czy brat lubił alkohol?
- Lubił.
- W jakich porach dnia pił?
- Włoch pije przez cały dzień - odpowiedział Barenzo.
[1] Jedynym „hobby” milionera było dobre jedzenie. Z relacji moich informatorów wynikało, że trzymał on kilku kucharzy, specjalistów od narodowych kuchni. Słyszałem o kucharzu francuskim, perskim, hiszpańskim i angielskim. Co do umiejętności tego ostatniego nie miałem większego przekonania.
Zauważyłem, że w tym domu nie ma drzwi w normalnym sensie tego słowa.
Między pokojami były przegrody z grubego szkła, osadzone na metalowej osi. Stwarzało to wrażenie, że dom nie jest podzielony na pokoje. Brakowało tu przytulności, lecz było dużo światła, ciekawe formy architektoniczne i zimny ład przedmiotów i ścian, mający jeden cel: jak największej przydatności dla mieszkańców. Weszliśmy do pokoju, którego jedną ścianę stanowiła szklana płyta. (...) Pod ścianami stały niskie fotele, a właściwie kilka kolorowych płatów gąbki, ułożonych w stos; oparciem był również płat gąbki. Na środku pokoju stał niski stół, blat jego tworzyła płyta z masy plastycznej w kolorze żółtym. Wokół stołu, to jest przy każdej z jego metalowych nóg, stały proste stołki, zrobione z metalowych prętów i krążka żółtej
masy.
[2]
- Pana zawód?
- Psychoanalityk. (...)
- Praktykuje pan?
- Bardzo rzadko. Przyjmuję wyłącznie przyjaciół i oczywiście nie pobieram honorariów. Dzięki hojności Carla nie musiałem zarobkować. Nie wiem, jak będzie teraz, ale muszę się panu przyznać, że nie lubię przyjmować przekwitających kobiet, które przez całe godziny opowiadają o obłych przedmiotach, które im się przyśniły. (...)
A więc pewnego dnia zjawiła się w tym domu piękna kobieta i oświadczyła, iż jest amazonką pędzącą na koniu z mieczem w dłoni. Spytałem ją: „Czy to się pani śni?” - „Ach! Nie, mnie się wydaje”. Poradziłem więc jej, by wyszła za mąż. Nie wiedziałem, że tą radą zaspokoję jej najskrytsze pragnienia. (...)
- To jeszcze nie koniec - zwrócił się do niej Barenzo, przymrużając lewe oko. - Trzy miesiące później przeczytałem w gazecie, iż ta miła pani przebiła prawdziwym mieczem swego świeżego męża. Gdy się zjawiła policja, owa pani siedziała w stajni, na koniu, w pełnym rynsztunku amazonki.
Inne z tego cyklu.
#118
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 13, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W kategorii złych kryminałów, które są tak złe, że w dalszym ciągu złe, ten jest całkiem wysoko. Nieudana zżynka z Chandlera - zapijaczony detektyw ponad prawem, bo zakumplowany z policją (która też nie waha się przyłożyć przesłuchiwanemu), szybki w pięści i w szantażu, co wydajnie pomaga mu w śledztwie, krąży po mieście, robiąc tylko przystanek na zaciągnięcie do łóżka atrakcyjnej kobiety, a ponieważ ma więcej możliwości niż policja, wyjaśnia sprawę i odchodzi w glorii zwycięzcy. Dodatkowo książka jest chaotyczna, dialogi niejasne, autor używa zabiegów typu “wtedy powiedział to zdanie i wszystko zrozumiałem”, zostawiając czytelnika w ciemności. Stylizacja włoska polskiego autora (Ireneusza Iredyńskiego) głównie skupia się na opisach mafii, pretensjonalnego bogactwa[1] i różnych gatunków alkoholu. Szydera z psychoanalizy, którą para się jeden z podejrzanych, służy głównie napiętnowaniu erotyzmu kobiet[2].
Lata 50., Rzym. Umberto Pesco jest ogólnie znanym włoskim detektywem, chociaż jednocześnie doskonale zachowuje anonimowość podczas prowadzenia śledztwa (pismaki dowiadują się kim jest tylko przez spisanie numerów rejestracyjnych jego samochodu). Pojawia się u niego bogaty producent filmowy, Carlo Barenzo, który wynajmuje go jako ochroniarza, bo jakby ktoś grozi mu śmiercią. Oczywiście zanim Pesco podejmuje się właściwej pracy, potentat ginie i detektyw czuje się zobowiązany do przeprowadzenia śledztwa. Padają kolejne trupy - właścicielka podłego hoteliku, gdzie Barenzo został zabity i amerykański mafiozo, który, jak się okazuje, szantażował producenta, dodatkowo ktoś chce zabić też i samego Pesco. Pobocznym wątkiem są podchody Pesco do kochanki milionera, Marii, do której detektyw się dobiera mimo niesprzyjającej sytuacji, bo przepełnia go pożądanie. Finał też jest zżynką z nurtu noir, xgb vaal fmnagnżbjnł qrangn, xgb vaal tb mnovł, xbaxergavr Znevn, m xgóeą qrgrxglj vqmvr qb łóżxn v j svanyr xnżr wrw mavxnć, ob wrfg mn łnqan, nol bqqnjnć wą cbyvpwv, cbmn glz fvę m avą cemrfcnł, jvęp wnx gb. Fcenjvrqyvjbśpv fgnwr fvę mnqbść, ob qnzn tvavr j jlcnqxh fnzbpubqbjlz.
Się pali: dużo (np. 10 papierosów w kilka godzin).
Się pije: wermut i wodę sodową, koniak, dżin (kilkukrotnie w ciągu dnia, oczywiście narrator nie ma żadnego problemu alkoholowego), smirnowa z kolorową etykietą, cocktail na oliwce, dobre wino z lodówki (mimo wczesnej pory, bo “trunek czuje się zawsze pewniej w żołądku niż w naczyniu, tak jak człowiek czuje się lepiej przy barze niż w trumnie.”), szkocką whisky, bordeaux chateau des mille secousses.
- Czy brat lubił alkohol?
- Lubił.
- W jakich porach dnia pił?
- Włoch pije przez cały dzień - odpowiedział Barenzo.
[1] Jedynym „hobby” milionera było dobre jedzenie. Z relacji moich informatorów wynikało, że trzymał on kilku kucharzy, specjalistów od narodowych kuchni. Słyszałem o kucharzu francuskim, perskim, hiszpańskim i angielskim. Co do umiejętności tego ostatniego nie miałem większego przekonania.
Zauważyłem, że w tym domu nie ma drzwi w normalnym sensie tego słowa.
Między pokojami były przegrody z grubego szkła, osadzone na metalowej osi. Stwarzało to wrażenie, że dom nie jest podzielony na pokoje. Brakowało tu przytulności, lecz było dużo światła, ciekawe formy architektoniczne i zimny ład przedmiotów i ścian, mający jeden cel: jak największej przydatności dla mieszkańców. Weszliśmy do pokoju, którego jedną ścianę stanowiła szklana płyta. (...) Pod ścianami stały niskie fotele, a właściwie kilka kolorowych płatów gąbki, ułożonych w stos; oparciem był również płat gąbki. Na środku pokoju stał niski stół, blat jego tworzyła płyta z masy plastycznej w kolorze żółtym. Wokół stołu, to jest przy każdej z jego metalowych nóg, stały proste stołki, zrobione z metalowych prętów i krążka żółtej
masy.
[2]
- Pana zawód?
- Psychoanalityk. (...)
- Praktykuje pan?
- Bardzo rzadko. Przyjmuję wyłącznie przyjaciół i oczywiście nie pobieram honorariów. Dzięki hojności Carla nie musiałem zarobkować. Nie wiem, jak będzie teraz, ale muszę się panu przyznać, że nie lubię przyjmować przekwitających kobiet, które przez całe godziny opowiadają o obłych przedmiotach, które im się przyśniły. (...)
A więc pewnego dnia zjawiła się w tym domu piękna kobieta i oświadczyła, iż jest amazonką pędzącą na koniu z mieczem w dłoni. Spytałem ją: „Czy to się pani śni?” - „Ach! Nie, mnie się wydaje”. Poradziłem więc jej, by wyszła za mąż. Nie wiedziałem, że tą radą zaspokoję jej najskrytsze pragnienia. (...)
- To jeszcze nie koniec - zwrócił się do niej Barenzo, przymrużając lewe oko. - Trzy miesiące później przeczytałem w gazecie, iż ta miła pani przebiła prawdziwym mieczem swego świeżego męża. Gdy się zjawiła policja, owa pani siedziała w stajni, na koniu, w pełnym rynsztunku amazonki.
Inne z tego cyklu.
#118
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 13, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[21.08.2021]
W 1838 roku Spółka Akcyjna Bazar rozpoczęła budowę gmachu, w którym - z czasem - powstał hotel i unikalna jak na tamte czasy gildia polskich przedsiębiorców. To tutaj z balkonu przemawiał Paderewski w 1918 roku, co stało się zarzewiem Powstania Wielkopolskiego. W 1945 roku hotel spłonął i w PRL-u nie odzyskał dawnego znaczenia, był jednym z wielu anonimowych hoteli Orbisu aż do lat 90. XX wieku, kiedy to spółka Bazar Poznański zdecydowała się dawny splendor odzyskać. Minęło 30 lat, remont dalej trwa, można jednak wejść do restauracji w celu spożycia (całkiem z ulicy, chociaż warto sobie zarezerwować stolik, jeśli na przykład chce się zabrać męża i tłum[1] na kolację z okazji rocznicy ślubu do oranżerii). Oraz na zdjęcia, jeśli skorzysta się zaproszenia grupy Igerspoznan. Mimo że jestem niespołeczna, bardzo lubię na zdjęcia z ludźmi, zwłaszcza że poznański team świetnie współpracuje podczas sesji, nie wchodząc sobie w drogę albo - wręcz przeciwnie - pozując do zdjęć. Tym razem trafiłam kolorystycznie ze strojem i granatowo-białe paski mojej sukienki zagwarantowały mi fuchę modelki. Powiem Wam, że to ciężki kawałek chleba.
Na kawę albo na drinka
Aleje Marcinkowskiego / Golem Černego
Sufit w barze
Jadalnia
Świetlik
Jak naprawdę wyglada photowalk / Sala ze świetlikiem
Świetlik
Schody
Żyrandol w Sali Białej
Sala Biała
Również żyrandol
Dla odmiany Sala Biała
Nie stawać pod żyrandolem / Okno i za oknem
Dachy Poznania
Paderewskiego z góry / Paderewskiego z dołu
Plac Wolności, nieco rozgrzebany
Parking
Paderewskiego
Taras nad świetlikiem / Bar
Dziedziniec
GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_bazarpoznanski.
[1] Na rocznicową kolację wybraliśmy się we troje, czyli w tłumie, bo jak mawiał Alf, dwoje to para, troje to tłum, czworo to dwie pary, pięcioro - para i tłum...
Czekadełko / Rocznicowy aperol / Deser (dla tłumu)
Sałatka Cezar
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 12, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
photowalk
- 2 komentarze
- Skomentuj
[21.08.2021]
W 1838 roku Spółka Akcyjna Bazar rozpoczęła budowę gmachu, w którym - z czasem - powstał hotel i unikalna jak na tamte czasy gildia polskich przedsiębiorców. To tutaj z balkonu przemawiał Paderewski w 1918 roku, co stało się zarzewiem Powstania Wielkopolskiego. W 1945 roku hotel spłonął i w PRL-u nie odzyskał dawnego znaczenia, był jednym z wielu anonimowych hoteli Orbisu aż do lat 90. XX wieku, kiedy to spółka Bazar Poznański zdecydowała się dawny splendor odzyskać. Minęło 30 lat, remont dalej trwa, można jednak wejść do restauracji w celu spożycia (całkiem z ulicy, chociaż warto sobie zarezerwować stolik, jeśli na przykład chce się zabrać męża i tłum[1] na kolację z okazji rocznicy ślubu do oranżerii). Oraz na zdjęcia, jeśli skorzysta się zaproszenia grupy Igerspoznan. Mimo że jestem niespołeczna, bardzo lubię na zdjęcia z ludźmi, zwłaszcza że poznański team świetnie współpracuje podczas sesji, nie wchodząc sobie w drogę albo - wręcz przeciwnie - pozując do zdjęć. Tym razem trafiłam kolorystycznie ze strojem i granatowo-białe paski mojej sukienki zagwarantowały mi fuchę modelki. Powiem Wam, że to ciężki kawałek chleba.
Na kawę albo na drinka
Aleje Marcinkowskiego / Golem Černego
Sufit w barze
Jadalnia
Świetlik
Jak naprawdę wyglada photowalk / Sala ze świetlikiem
Świetlik
Schody
Żyrandol w Sali Białej
Sala Biała
Również żyrandol
Dla odmiany Sala Biała
Nie stawać pod żyrandolem / Okno i za oknem
Dachy Poznania
Paderewskiego z góry / Paderewskiego z dołu
Plac Wolności, nieco rozgrzebany
Parking
Paderewskiego
Taras nad świetlikiem / Bar
Dziedziniec
GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_bazarpoznanski.
[1] Na rocznicową kolację wybraliśmy się we troje, czyli w tłumie, bo jak mawiał Alf, dwoje to para, troje to tłum, czworo to dwie pary, pięcioro - para i tłum...
Czekadełko / Rocznicowy aperol / Deser (dla tłumu)
Sałatka Cezar
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 12, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
photowalk
- 2 komentarze
- Skomentuj
Małe miasteczko, w lokalnej gazecie pojawia się dziwny anons, informujący, że w najbliższy piątek w posiadłości pani Blacklock, "Little Paddocks", o 18:30 odbędzie się morderstwo. Mieszkańcy są zdziwieni, ale i zaciekawieni, więc na wszelki wypadek tłumnie przybywają w piątkowe popołudnie do “Little Paddocks”. Zdziwieni są też mieszkańcy, niektórzy sądzą, że to nowoczesna zabawa w detektywów, pani Blacklock zaś podejrzewa swojego siostrzeńca, który wcześniej już płatał figle. Wszyscy się zbierają, na stole czeka przyszykowany kseres, wtem gaśnie światło, padają strzały, po powrocie świateł widać, że gospodyni została zraniona, a napastnik leży martwy. Napastnik, nieco szemrany pracownik hotelowy (na koncie ma drobne kradzieże i oszustwa), jest emigrantem ze Szwajcarii i ewidentnie ktoś zapłacił mu za umieszczenie w prasie ogłoszenia oraz zainscenizowanie fikcyjnego napadu, który jednak przerodził się w tragedię. Policja zaczyna szukać osoby, której śmierć niezbyt zamożnej starej panny byłaby na rękę, odkrywają, że wprawdzie jest ona niezamożna teraz, ale ma odziedziczyć majątek po owdowiałej już żonie swojego dawnego pracodawcy. Niestety, mimo tej wiedzy całość się nie spina do momentu, kiedy nie pojawia się w miasteczku panna Marple, stara znajoma jednego z prowadzących śledztwo. Wprawdzie umierają jeszcze dwie inne osoby, ale starsza pani umie tak pokierować niezobowiązującą rozmową, żeby wyciągnąć ze świadków i przestępcy prawdę.
Stereotypy: anemiczna blondynka przyjmująca ogłoszenia jest niezdolna do myślenia, ogrodniczka nosi spodnie, ale nie zna się - według ogrodnika - na swojej robocie, bo jest kobietą i go nie słucha.
Uchodźcy: Mitzi, uciekinierka z Europy o niewymawialnym nazwisku, łatwa ofiara dowcipów typu wysyłanie listów “Gestapo jest na twoim tropie”, nudzi wszystkich opowiadając o zbyt licznych, żeby były prawdziwe, nieszczęściach - wymordowana rodzina, prześladowania, obserwowanie egzekucji, opowiada przecież takie rzeczy tylko po to, żeby wzbudzić litość u uczuciowych brytyjskich dam.
Wątek LGBT: dwie stare panny mieszkające razem, Hinchliffe i Murgatroyd, jedna bardzo stanowcza, z epizodem wojskowym, zamaszysta i widywana tylko w spodniach, druga okrągła i po kobiecemu wiecznie zaaferowana. Jedna wyraża się o drugiej z pogardą, prawie jak mąż o nieposłusznej żonie.
Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.
#117
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 10, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Małe miasteczko, w lokalnej gazecie pojawia się dziwny anons, informujący, że w najbliższy piątek w posiadłości pani Blacklock, "Little Paddocks", o 18:30 odbędzie się morderstwo. Mieszkańcy są zdziwieni, ale i zaciekawieni, więc na wszelki wypadek tłumnie przybywają w piątkowe popołudnie do “Little Paddocks”. Zdziwieni są też mieszkańcy, niektórzy sądzą, że to nowoczesna zabawa w detektywów, pani Blacklock zaś podejrzewa swojego siostrzeńca, który wcześniej już płatał figle. Wszyscy się zbierają, na stole czeka przyszykowany kseres, wtem gaśnie światło, padają strzały, po powrocie świateł widać, że gospodyni została zraniona, a napastnik leży martwy. Napastnik, nieco szemrany pracownik hotelowy (na koncie ma drobne kradzieże i oszustwa), jest emigrantem ze Szwajcarii i ewidentnie ktoś zapłacił mu za umieszczenie w prasie ogłoszenia oraz zainscenizowanie fikcyjnego napadu, który jednak przerodził się w tragedię. Policja zaczyna szukać osoby, której śmierć niezbyt zamożnej starej panny byłaby na rękę, odkrywają, że wprawdzie jest ona niezamożna teraz, ale ma odziedziczyć majątek po owdowiałej już żonie swojego dawnego pracodawcy. Niestety, mimo tej wiedzy całość się nie spina do momentu, kiedy nie pojawia się w miasteczku panna Marple, stara znajoma jednego z prowadzących śledztwo. Wprawdzie umierają jeszcze dwie inne osoby, ale starsza pani umie tak pokierować niezobowiązującą rozmową, żeby wyciągnąć ze świadków i przestępcy prawdę.
Stereotypy: anemiczna blondynka przyjmująca ogłoszenia jest niezdolna do myślenia, ogrodniczka nosi spodnie, ale nie zna się - według ogrodnika - na swojej robocie, bo jest kobietą i go nie słucha.
Uchodźcy: Mitzi, uciekinierka z Europy o niewymawialnym nazwisku, łatwa ofiara dowcipów typu wysyłanie listów “Gestapo jest na twoim tropie”, nudzi wszystkich opowiadając o zbyt licznych, żeby były prawdziwe, nieszczęściach - wymordowana rodzina, prześladowania, obserwowanie egzekucji, opowiada przecież takie rzeczy tylko po to, żeby wzbudzić litość u uczuciowych brytyjskich dam.
Wątek LGBT: dwie stare panny mieszkające razem, Hinchliffe i Murgatroyd, jedna bardzo stanowcza, z epizodem wojskowym, zamaszysta i widywana tylko w spodniach, druga okrągła i po kobiecemu wiecznie zaaferowana. Jedna wyraża się o drugiej z pogardą, prawie jak mąż o nieposłusznej żonie.
Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.
#117
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 10, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj