Upalny początek czerwca. Ewa Karska, studentka II roku Wydziału Malarstwa ASP w Krakowie, zaliczyła rok doskonale, brakuje jej tylko wpisu od profesora Janoty, żeby oddać indeks i ruszyć z przyjaciółmi w góry. Udaje się więc do domu profesora, gdzie niestety jest świadkiem jego kłótni z Arturem, studentem i podopiecznym Janoty, a do tego strasznym palantem i bucem. Tuż przed wyjazdem orientuje się, że podczas szamotaniny z Arturem (palant i buc, wspominałam) upadła jej torba w pracowni profesora i prawdopodobnie zgubiła tam dowód osobisty. Na miejscu znajduje znowu Artura, który nie waha się wejść przez okno, tyle że oprócz dowodu Ewy para znajduje też zwłoki profesora. Sprawę prowadzą kapitan Derko i podporucznik Zieja, przy czym niebagatelną rolę odgrywa tutaj babcia Ziei, pani Karolina, z którą wnuk nieregulaminowo dzieli się detalami śledztwa. Obrotna starsza pani w przerwach od szydełkowych “dziergotek” (brr, obrzydliwe słowo) udaje członkinię komitetu rodzicielskiego u sąsiadów zamordowanego, agituje w imieniu Koła Kynologicznego, odpytując przy okazji pół dzielnicy o różne podejrzane aktywności, wreszcie przygarnia do siebie Ewę ewidentnie w celu połączenia ją w związek z wnukiem (happy end!). W trakcie śledztwa pojawia się kilka wątków - handel psychotropami ze szczególnym uwzględnieniem presji, jaka ciąży na studentach ASP, którym wmawia się, że będą geniuszami; przemyt dzieł sztuki; szantaż; zdrada; stary zapracowany mąż z dzieckiem z poprzedniego związku i młoda, rozbrykana żona; wypadek podczas kłótni z dramatycznymi konsekwencjami.
Się pali: sporty (Artur, podpor. Zieja), klubowe (babcia Karolina), carmeny (pani Monika).
Się wyraża wdzięczność:
Kierowniczka mówi, że jest jej bardzo niemiło, bo ta pani przyniosła wielkie pudło czekoladek i teraz ona czuje się zobowiązana dzwonić do tej paniusi.
— Istotnie, to dziwne.
— No, nie tak bardzo. Ludzie, kupując tapczan, wtykają ekspedientce czekoladki albo usiłują wsunąć sto złotych.
Się nosi: torbę myśliwską (miałam taką w liceum, dostałam od OMC teściowej, matki ówczesnego chłopaka).
Się je: ucztę z pomidorów, sałatki z ogórków, sera edamskiego i kefiru z ciasteczkami
orzechowymi na deser, zraziki (domowe), lody (kapitan Derko zaprasza Ewę).
Się pije: dereniówkę (domowej roboty babci Karoliny), zimne mleko (z lodówki).
Się czyta: “Politykę” i opowiadania Kafki (podpor. Zieja).
Się wysyła anonimy: „Stary idioto” — ktoś pracowicie naklei wycięte z gazety
litery. — „Ten dziwkarz i pijak Janota znudził się kurwami z ulicy. Zabawia się teraz twoim synem. Wstyd i zgorszenie. Myślisz, że twój Arturek zostanie artystą? Stary idioto! Będzie tylko alfonsem pedałów. Zabierz swojego synalka, póki czas”.
Szowinizm powszechny: Ewa dobrze gra w szachy “jak na dziewczynę”. Niewiele starszy od Ewy podporucznik paternalistycznie ocenia też jej ubiór (chodaki i przykrótka, “jak przerobiona z koszulki niemowlęcej” sukienka, komentując w myśli, “Jak ktoś ma takie chude nogi, powinien stale chodzić w dżinsach (...) Przez te chude nogi wygląda jak nadmiernie wyrośnięty podlotek — pomyślał z sympatią i zapalił papierosa”.
Inne z tej serii.
#107
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 18, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, prl, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Upalny początek czerwca. Ewa Karska, studentka II roku Wydziału Malarstwa ASP w Krakowie, zaliczyła rok doskonale, brakuje jej tylko wpisu od profesora Janoty, żeby oddać indeks i ruszyć z przyjaciółmi w góry. Udaje się więc do domu profesora, gdzie niestety jest świadkiem jego kłótni z Arturem, studentem i podopiecznym Janoty, a do tego strasznym palantem i bucem. Tuż przed wyjazdem orientuje się, że podczas szamotaniny z Arturem (palant i buc, wspominałam) upadła jej torba w pracowni profesora i prawdopodobnie zgubiła tam dowód osobisty. Na miejscu znajduje znowu Artura, który nie waha się wejść przez okno, tyle że oprócz dowodu Ewy para znajduje też zwłoki profesora. Sprawę prowadzą kapitan Derko i podporucznik Zieja, przy czym niebagatelną rolę odgrywa tutaj babcia Ziei, pani Karolina, z którą wnuk nieregulaminowo dzieli się detalami śledztwa. Obrotna starsza pani w przerwach od szydełkowych “dziergotek” (brr, obrzydliwe słowo) udaje członkinię komitetu rodzicielskiego u sąsiadów zamordowanego, agituje w imieniu Koła Kynologicznego, odpytując przy okazji pół dzielnicy o różne podejrzane aktywności, wreszcie przygarnia do siebie Ewę ewidentnie w celu połączenia ją w związek z wnukiem (happy end!). W trakcie śledztwa pojawia się kilka wątków - handel psychotropami ze szczególnym uwzględnieniem presji, jaka ciąży na studentach ASP, którym wmawia się, że będą geniuszami; przemyt dzieł sztuki; szantaż; zdrada; stary zapracowany mąż z dzieckiem z poprzedniego związku i młoda, rozbrykana żona; wypadek podczas kłótni z dramatycznymi konsekwencjami.
Się pali: sporty (Artur, podpor. Zieja), klubowe (babcia Karolina), carmeny (pani Monika).
Się wyraża wdzięczność:
Kierowniczka mówi, że jest jej bardzo niemiło, bo ta pani przyniosła wielkie pudło czekoladek i teraz ona czuje się zobowiązana dzwonić do tej paniusi.
— Istotnie, to dziwne.
— No, nie tak bardzo. Ludzie, kupując tapczan, wtykają ekspedientce czekoladki albo usiłują wsunąć sto złotych.
Się nosi: torbę myśliwską (miałam taką w liceum, dostałam od OMC teściowej, matki ówczesnego chłopaka).
Się je: ucztę z pomidorów, sałatki z ogórków, sera edamskiego i kefiru z ciasteczkami
orzechowymi na deser, zraziki (domowe), lody (kapitan Derko zaprasza Ewę).
Się pije: dereniówkę (domowej roboty babci Karoliny), zimne mleko (z lodówki).
Się czyta: “Politykę” i opowiadania Kafki (podpor. Zieja).
Się wysyła anonimy: „Stary idioto” — ktoś pracowicie naklei wycięte z gazety
litery. — „Ten dziwkarz i pijak Janota znudził się kurwami z ulicy. Zabawia się teraz twoim synem. Wstyd i zgorszenie. Myślisz, że twój Arturek zostanie artystą? Stary idioto! Będzie tylko alfonsem pedałów. Zabierz swojego synalka, póki czas”.
Szowinizm powszechny: Ewa dobrze gra w szachy “jak na dziewczynę”. Niewiele starszy od Ewy podporucznik paternalistycznie ocenia też jej ubiór (chodaki i przykrótka, “jak przerobiona z koszulki niemowlęcej” sukienka, komentując w myśli, “Jak ktoś ma takie chude nogi, powinien stale chodzić w dżinsach (...) Przez te chude nogi wygląda jak nadmiernie wyrośnięty podlotek — pomyślał z sympatią i zapalił papierosa”.
Inne z tej serii.
#107
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 18, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, prl, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jadąc przez Masarykovą tramwajem od Ještědu w kierunku dzielnicy Lidové sady, dojeżdża się do ogrodu zoologicznego. Zoo w Libercu jest nieduże, ale dość zasobne - trochę kopytnych, słonie, lwy, ptaki i foki, panda czerwona i biały tygrys. Podobnie jak praskie, mieści się na pagórkach, może nie aż tak stromych i bez kolejki krzesełkowej, ale trochę w górę i w dół trzeba się nachodzić. Myśmy się przespacerowali przez park obok Centrum Kultury w Lidovych sadach, jak ktoś ma jeszcze parę w nogach, to można i tam na spacer się udać, sporo przestrzeni i atrakcji dla dzieci (i - szkoda, że nie wiedziałam! - wieża widokowa).
Wieczorem wybraliśmy się na basen do kompleksu Babylon. W ramach całego kwartału rozrywkowego jest hotel ze spa, aquapark i rozmaite wyszalnie dla dzieci - labirynt, Funpark, lunapark, IQlandia (dla starszych - chciałam spędzić tam trochę czasu, ale wymagane są maseczki, więc zrezygnowałam) i IQPark (dla młodszych). Przed wejściem do aquaparku sprawdzane są paszporty covidowe, a młodzież musi okazać ważny negatywny test lub wykonać darmowy 15-minutowy na miejscu (jeśli usłyszę coś o segregacji sanitarnej, to znieważę słownie, serio). W środku można bez maseczek* przemieszczać się między basenami o różnych temperaturach, jacuzzi, zjeżdżać na zjeżdżalniach (Majut wielokrotnie zjeżdżał zjeżdżalnią, której wylot ma kształt odwróconego lejka i siła odśrodkowa rzuca człowiekiem po ściankach, ja oczywiście nie, żeby była jasność) i wyjść na taras słoneczny na dach (czego oczywiście nie zrobiłam, bo jestem za leniwa). Wystrój to skrzyżowanie Pergamonu z Nautilusem z elementami steampunku, może i nieco przegięte, ale urocze. Oczywiście nie byłabym sobą, jakbym nie pominęła jednej z głównych atrakcji wizualnych, konkretnie repliki bramy z Angkor Wat, co oznacza, że muszę wrócić do Liberca.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
*Stan na sierpień 2021, niebawem wszystko może się zmienić.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 17, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, ogrod-zoologiczny, liberec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jadąc przez Masarykovą tramwajem od Ještědu w kierunku dzielnicy Lidové sady, dojeżdża się do ogrodu zoologicznego. Zoo w Libercu jest nieduże, ale dość zasobne - trochę kopytnych, słonie, lwy, ptaki i foki, panda czerwona i biały tygrys. Podobnie jak praskie, mieści się na pagórkach, może nie aż tak stromych i bez kolejki krzesełkowej, ale trochę w górę i w dół trzeba się nachodzić. Myśmy się przespacerowali przez park obok Centrum Kultury w Lidovych sadach, jak ktoś ma jeszcze parę w nogach, to można i tam na spacer się udać, sporo przestrzeni i atrakcji dla dzieci (i - szkoda, że nie wiedziałam! - wieża widokowa).
Wieczorem wybraliśmy się na basen do kompleksu Babylon. W ramach całego kwartału rozrywkowego jest hotel ze spa, aquapark i rozmaite wyszalnie dla dzieci - labirynt, Funpark, lunapark, IQlandia (dla starszych - chciałam spędzić tam trochę czasu, ale wymagane są maseczki, więc zrezygnowałam) i IQPark (dla młodszych). Przed wejściem do aquaparku sprawdzane są paszporty covidowe, a młodzież musi okazać ważny negatywny test lub wykonać darmowy 15-minutowy na miejscu (jeśli usłyszę coś o segregacji sanitarnej, to znieważę słownie, serio). W środku można bez maseczek* przemieszczać się między basenami o różnych temperaturach, jacuzzi, zjeżdżać na zjeżdżalniach (Majut wielokrotnie zjeżdżał zjeżdżalnią, której wylot ma kształt odwróconego lejka i siła odśrodkowa rzuca człowiekiem po ściankach, ja oczywiście nie, żeby była jasność) i wyjść na taras słoneczny na dach (czego oczywiście nie zrobiłam, bo jestem za leniwa). Wystrój to skrzyżowanie Pergamonu z Nautilusem z elementami steampunku, może i nieco przegięte, ale urocze. Oczywiście nie byłabym sobą, jakbym nie pominęła jednej z głównych atrakcji wizualnych, konkretnie repliki bramy z Angkor Wat, co oznacza, że muszę wrócić do Liberca.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
*Stan na sierpień 2021, niebawem wszystko może się zmienić.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 17, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, ogrod-zoologiczny, liberec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Adalbert Hanzon ma 73 lata i jest emerytem z nadwagą i wiecznie bolącymi plecami. Po trosze dlatego, że ma za sobą wyrok za morderstwo, po trosze dlatego, że jest mizantropem, raczej unika ludzi. Spotyka się tylko z sąsiadem, jeszcze bardziej nieprzyjemnym i upierdliwym niż on sam, ale z kimś trzeba pić whisky i grać czasem w szachy oraz z przyszywaną kuzynką, która usiłuje zadbać o jego zdrowie i życie towarzyskie. Dni Adalberta mijają bez większej ekscytacji do momentu, kiedy w aptece przypadkiem wpada na kobietę, która wygląda jak jego ukochana sprzed 45 lat, Andrea. Ponieważ go z emocji zatyka, nie wchodzi w interakcję i kobieta wychodzi; poniewczasie rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję poszukiwania jej, uruchamiając sąsiada, kuzynkę, a finalnie prywatnego detektywa. W drugim wątku Adalbert ujawnia chronologicznie swoją historię - tragiczne dzieciństwo, poznanie Andrei, związek z nią i finalnie ciąg wydarzeń, który doprowadził go do więzienia.
To nie jest najlepsza książka autora, mało w niej akcji, a główną zaskoczkę fabularną zdradza sam tytuł. Jednocześnie to ciekawe spojrzenie na starość z punktu widzenia osoby, która w zasadzie straciła swoje życie w wyniku splotu okoliczności, wegetując bez nadziei na odmianę.
Akcenty polskie: u jednej z osób sprząta Polka.
Inne tego autora.
#106
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Adalbert Hanzon ma 73 lata i jest emerytem z nadwagą i wiecznie bolącymi plecami. Po trosze dlatego, że ma za sobą wyrok za morderstwo, po trosze dlatego, że jest mizantropem, raczej unika ludzi. Spotyka się tylko z sąsiadem, jeszcze bardziej nieprzyjemnym i upierdliwym niż on sam, ale z kimś trzeba pić whisky i grać czasem w szachy oraz z przyszywaną kuzynką, która usiłuje zadbać o jego zdrowie i życie towarzyskie. Dni Adalberta mijają bez większej ekscytacji do momentu, kiedy w aptece przypadkiem wpada na kobietę, która wygląda jak jego ukochana sprzed 45 lat, Andrea. Ponieważ go z emocji zatyka, nie wchodzi w interakcję i kobieta wychodzi; poniewczasie rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję poszukiwania jej, uruchamiając sąsiada, kuzynkę, a finalnie prywatnego detektywa. W drugim wątku Adalbert ujawnia chronologicznie swoją historię - tragiczne dzieciństwo, poznanie Andrei, związek z nią i finalnie ciąg wydarzeń, który doprowadził go do więzienia.
To nie jest najlepsza książka autora, mało w niej akcji, a główną zaskoczkę fabularną zdradza sam tytuł. Jednocześnie to ciekawe spojrzenie na starość z punktu widzenia osoby, która w zasadzie straciła swoje życie w wyniku splotu okoliczności, wegetując bez nadziei na odmianę.
Akcenty polskie: u jednej z osób sprząta Polka.
Inne tego autora.
#106
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak tytuł wskazuje, jest to opracowanie o pomyśle na i realizacji serialu o inteligentnej twarzy polskiej milicji na przełomie lat 70. i 80. jako kontrapunktu dla obrazu tępego zomowca (co to jeden pisze, drugi czyta, a trzeci pilnuje inteligentów) czy obiegowego nazywania funkcjonariuszy "bijącym sercem partii". Korzystając z nakreślonego przez serię Ewa wzywa 07 obrazu milicjanta jako osoby wrażliwej, skomplikowanej psychologicznie, zdolnej do logicznego rozumowania i wyciągania wniosków, oczywiście w opozycji do prymitywizmu przestępców, nawet tych "błyskotliwych", reżyser dostał pozwolenie na pokazanie na ekranie milicji "od zaplecza" (czasem bardzo pochlebnie i nieco na wyrost, zwłaszcza w kwestiach technicznych i sprzętowych). Był budżet na pokazanie odrobiny niedostępnego luksusu - lokali kategorii "S", w tym ze stripteasem, trochę atrakcyjnych aktorek topless (choć nie wszystkie były na to chętne, zwłaszcza jeśli nie wymagała tego rola), niezłe jak na tamte czasy samochody czy piękne plenery - Bałtyk czy Mazury. Wreszcie do scenariuszy odcinków wybrano bardziej znane powieści kryminalne, nie tylko ze wspomnianej serii. Każdy odcinek opisany jest fabularnie, z cytatami błyskotliwych dialogów. Trochę anegdot, trochę wspomnień aktorów i osób z planu, sympatyczna rzecz dla fanów serialu.
Dodatkowo w tomiku znajduje się krótkie opowiadanie o śledztwie, jakie prowadził w Londynie porucznik Borewicz (również incognito, nawiązując do pierwszego odcinka), zanim wrócił do służby w Polsce. Rzecz się dzieje w polskim przedstawicielstwie handlowym, gdzie ginie - teoretycznie śmiercią samobójczą - młoda dziewczyna, która prawdopodobnie zauważyła ślad nielegalnej aktywności. Borewicz udaje kierowcę dyrektora placówki i wykrywa przemyt w wysyłanych za granicę polskich samochodach.
#105
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 15, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, kryminal, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak tytuł wskazuje, jest to opracowanie o pomyśle na i realizacji serialu o inteligentnej twarzy polskiej milicji na przełomie lat 70. i 80. jako kontrapunktu dla obrazu tępego zomowca (co to jeden pisze, drugi czyta, a trzeci pilnuje inteligentów) czy obiegowego nazywania funkcjonariuszy "bijącym sercem partii". Korzystając z nakreślonego przez serię Ewa wzywa 07 obrazu milicjanta jako osoby wrażliwej, skomplikowanej psychologicznie, zdolnej do logicznego rozumowania i wyciągania wniosków, oczywiście w opozycji do prymitywizmu przestępców, nawet tych "błyskotliwych", reżyser dostał pozwolenie na pokazanie na ekranie milicji "od zaplecza" (czasem bardzo pochlebnie i nieco na wyrost, zwłaszcza w kwestiach technicznych i sprzętowych). Był budżet na pokazanie odrobiny niedostępnego luksusu - lokali kategorii "S", w tym ze stripteasem, trochę atrakcyjnych aktorek topless (choć nie wszystkie były na to chętne, zwłaszcza jeśli nie wymagała tego rola), niezłe jak na tamte czasy samochody czy piękne plenery - Bałtyk czy Mazury. Wreszcie do scenariuszy odcinków wybrano bardziej znane powieści kryminalne, nie tylko ze wspomnianej serii. Każdy odcinek opisany jest fabularnie, z cytatami błyskotliwych dialogów. Trochę anegdot, trochę wspomnień aktorów i osób z planu, sympatyczna rzecz dla fanów serialu.
Dodatkowo w tomiku znajduje się krótkie opowiadanie o śledztwie, jakie prowadził w Londynie porucznik Borewicz (również incognito, nawiązując do pierwszego odcinka), zanim wrócił do służby w Polsce. Rzecz się dzieje w polskim przedstawicielstwie handlowym, gdzie ginie - teoretycznie śmiercią samobójczą - młoda dziewczyna, która prawdopodobnie zauważyła ślad nielegalnej aktywności. Borewicz udaje kierowcę dyrektora placówki i wykrywa przemyt w wysyłanych za granicę polskich samochodach.
#105
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 15, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, kryminal, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sarah Manning na peronie metra widzi kobietę, która wygląda dokładnie jak ona sama. Kiedy próbuje ją zagadnąć, kobieta rzuca się pod nadjeżdżający pociąg. To przypadkowe wydarzenie rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, w którym Sarah - oszustka i lekkoduch, sierota wychowywana przez zastępczą opiekunkę - kradnie dokumenty samobójczyni, policjantki Beth i podszywając się pod nią odkrywa, że jest jedną z identycznie wyglądających kobiet, klonów. W ciągu 5 sezonów Sarah i jej “siostry” wraz z sojusznikami, wśród których jest pani S., opiekunka Sarah z przeszłością i przybrany brat, artysta i gej Felix, odkrywają, skąd się wzięły i kto je powołał do życia. Są tajemnice, demoniczna korporacja, sekty, wojsko, skorumpowani politycy i funkcjonariusze oraz naukowcy, których etyka bywa mocno kwestionowalna. Serial jest dość dramatyczny, czasem krindżowy, ale często łagodzony elementami komediowymi (Felix i jego podboje erotyczne, nieoczekiwane zmiany miejsc, spokojne życie na przedmieściach).
Jest to - jak się można domyślić - w zasadzie serial jednej aktorki, chociaż wszyscy pozostali są doskonale dobrani i świetnie robią za drugi plan. Tatiana Maslany (#nazwiskizm, ale dziewczyna jest z pochodzenia częściowo Austriaczką, Niemką, Polką, Rumunką i Ukrainką, więc nie dziwi) jest jednocześnie kilkunastoma różnymi osobami, które są doskonale odróżnialne nie tylko po fryzurach i makijażu, ale też zachowaniu i sposobie mówienia. Całość jest świetnie zrealizowana technicznie, nie widać żadnych szwów tam, gdzie w jednej scenie występuje nawet jednocześnie kilka klonów. Całość ogląda się równie przyjemnie co kiedyś “Fringe’a” czy “Continuum”.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sarah Manning na peronie metra widzi kobietę, która wygląda dokładnie jak ona sama. Kiedy próbuje ją zagadnąć, kobieta rzuca się pod nadjeżdżający pociąg. To przypadkowe wydarzenie rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, w którym Sarah - oszustka i lekkoduch, sierota wychowywana przez zastępczą opiekunkę - kradnie dokumenty samobójczyni, policjantki Beth i podszywając się pod nią odkrywa, że jest jedną z identycznie wyglądających kobiet, klonów. W ciągu 5 sezonów Sarah i jej “siostry” wraz z sojusznikami, wśród których jest pani S., opiekunka Sarah z przeszłością i przybrany brat, artysta i gej Felix, odkrywają, skąd się wzięły i kto je powołał do życia. Są tajemnice, demoniczna korporacja, sekty, wojsko, skorumpowani politycy i funkcjonariusze oraz naukowcy, których etyka bywa mocno kwestionowalna. Serial jest dość dramatyczny, czasem krindżowy, ale często łagodzony elementami komediowymi (Felix i jego podboje erotyczne, nieoczekiwane zmiany miejsc, spokojne życie na przedmieściach).
Jest to - jak się można domyślić - w zasadzie serial jednej aktorki, chociaż wszyscy pozostali są doskonale dobrani i świetnie robią za drugi plan. Tatiana Maslany (#nazwiskizm, ale dziewczyna jest z pochodzenia częściowo Austriaczką, Niemką, Polką, Rumunką i Ukrainką, więc nie dziwi) jest jednocześnie kilkunastoma różnymi osobami, które są doskonale odróżnialne nie tylko po fryzurach i makijażu, ale też zachowaniu i sposobie mówienia. Całość jest świetnie zrealizowana technicznie, nie widać żadnych szwów tam, gdzie w jednej scenie występuje nawet jednocześnie kilka klonów. Całość ogląda się równie przyjemnie co kiedyś “Fringe’a” czy “Continuum”.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj