Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kate Atkinson - Big Sky

To na pozór skomplikowana, bo wielowątkowa historia, ale tak naprawdę bardzo prosta, chociaż - oczywiście - kluczem jest przypadek. Jackson ląduje w małej miejscowości w Yorkshire po części prywatnie - opiekuje się nastoletnim synem i wiekowym psem, kiedy jego była konkubina, Julia, pracuje na planie serialu; po części służbowo - obserwuje męża klientki, który bynajmniej nie kryje się z publicznym okazywaniem uczucia kochance. Przypadkiem obserwuje, jak dziewczynka łapie stopa i ma przeczucie, że to się nie kończy dobrze, tym bardziej uzasadnione, że plecak dziewczynki znajduje w morzu; niestety, jego przeczucia są zignorowane przez policję, mimo dostarczenia plecaka i zdjęcia samochodu.

Znana z jednego z wcześniejszych tomów Reggie została policjantką, wraz z koleżanką - Ronnie[1] krążą po miasteczku, usiłując zdobyć wystarczająco materiału do powtórnego otwarcia śledztwa w sprawie kręgu pedofilów sprzed lat. Oryginalni członkowie gangu, wysoko umocowani w kręgach władzy i zamożnych biznesmenów, zostali oskarżeni, ale są plotki, że umoczonych było więcej osób i pozostają one na wolności. Nietrudno się domyślić (oczywiście czytelnikowi, nie bohaterom), że magiczny krąg działa dalej, może nie stręcząc dzieci, ale zajmując się organizowaniem dziewcząt do burdeli pod pretekstem pracy w hotelarstwie czy opiece.

Trzeci wątek dotyka Vince’a, zużytego i wyplutego przez niedługo już byłą żonę czterdziestoparolatka; pogardzany przez kolegów z klubu golfowego - prawnika Steve’a, właściciela firmy holowniczej Tommy’ego i hotelarza Andy’ego - oraz oskubany przez żonę, traci pracę w wyniku połączenia oddziałów, co doprowadza go do próby samobójczej. Ratuje go przypadkowo przechodzący Jackson, włączając się niechcący w sprawę zamordowania żony Vince’a i - już na podstawie zlecenia - rozpoczynając pracę dla Crystal, drugiej żony Tommy’ego, którą ktoś śledzi i zostawia jej pogróżki za wycieraczką samochodu.

Atkinson świetnie skleja te wszystkie wątki i narracje różnych osób, tworząc kompletną i spójną historię. Lubię jej wtrącenia w nawiasach, dodające dodatkowych smaczków do przemyśleń bohaterów (albo pokazujących ich przeszłość, wyskakującą w głowie jako komentarz do wydarzeń, ja tak mam, nie wiem, jak Wy). I ten początek, który wszystko mąci, ale spokojnie, autorka nad tym panuje.

[1] Niestety, jak uwielbiam Atkinson za jej doskonale odrobione realia brytyjskie i znak czasu (Jackson wspomina Aleppo, Netflix i Brexit czy skandynawskie kryminały), tak wplecenie elementów polskich jest co najmniej egzotyczne. Ronnie - Weronika - Brytyjka w pierwszym pokoleniu, nosi rdzennie polskie nazwisko Dibicki (chyba tylko po to, żeby użyć go w żarciku “Ronnie the Biscuit”). Dziewczęta z Gdańska, znęcone ofertą pracy, noszą równie polskie imiona Katja i Nadja (pisownia oryginału), wspominają kiszenie kapusty z dziadkiem, którą - uwaga - pokrywała gruba warstwa pleśni dla ochrony przed mrozem (uprzedzając pytania, jeśli na kapuście jest pleśń, to nie jest do ochrony przed mrozem, a do wyrzucenia). Ba, jedną z dziewczyn kapusta kiszona brzydziła i nigdy by jej nie zjadła. Wierzę, że są ludzie, co nie lubią kiszonek - tak jak ja nie zjadłabym flaków czy czerniny, a TŻ wątróbki czy zupy dyniowej - to jednak kapkisz, zwłaszcza w formie surówki obiadowej, jest raczej lubiany nawet wśród dzieci.

Inne tej autorki tutaj.

#133

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 29, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


Kate Atkinson - Big Sky

To na pozór skomplikowana, bo wielowątkowa historia, ale tak naprawdę bardzo prosta, chociaż - oczywiście - kluczem jest przypadek. Jackson ląduje w małej miejscowości w Yorkshire po części prywatnie - opiekuje się nastoletnim synem i wiekowym psem, kiedy jego była konkubina, Julia, pracuje na planie serialu; po części służbowo - obserwuje męża klientki, który bynajmniej nie kryje się z publicznym okazywaniem uczucia kochance. Przypadkiem obserwuje, jak dziewczynka łapie stopa i ma przeczucie, że to się nie kończy dobrze, tym bardziej uzasadnione, że plecak dziewczynki znajduje w morzu; niestety, jego przeczucia są zignorowane przez policję, mimo dostarczenia plecaka i zdjęcia samochodu.

Znana z jednego z wcześniejszych tomów Reggie została policjantką, wraz z koleżanką - Ronnie[1] krążą po miasteczku, usiłując zdobyć wystarczająco materiału do powtórnego otwarcia śledztwa w sprawie kręgu pedofilów sprzed lat. Oryginalni członkowie gangu, wysoko umocowani w kręgach władzy i zamożnych biznesmenów, zostali oskarżeni, ale są plotki, że umoczonych było więcej osób i pozostają one na wolności. Nietrudno się domyślić (oczywiście czytelnikowi, nie bohaterom), że magiczny krąg działa dalej, może nie stręcząc dzieci, ale zajmując się organizowaniem dziewcząt do burdeli pod pretekstem pracy w hotelarstwie czy opiece.

Trzeci wątek dotyka Vince’a, zużytego i wyplutego przez niedługo już byłą żonę czterdziestoparolatka; pogardzany przez kolegów z klubu golfowego - prawnika Steve’a, właściciela firmy holowniczej Tommy’ego i hotelarza Andy’ego - oraz oskubany przez żonę, traci pracę w wyniku połączenia oddziałów, co doprowadza go do próby samobójczej. Ratuje go przypadkowo przechodzący Jackson, włączając się niechcący w sprawę zamordowania żony Vince’a i - już na podstawie zlecenia - rozpoczynając pracę dla Crystal, drugiej żony Tommy’ego, którą ktoś śledzi i zostawia jej pogróżki za wycieraczką samochodu.

Atkinson świetnie skleja te wszystkie wątki i narracje różnych osób, tworząc kompletną i spójną historię. Lubię jej wtrącenia w nawiasach, dodające dodatkowych smaczków do przemyśleń bohaterów (albo pokazujących ich przeszłość, wyskakującą w głowie jako komentarz do wydarzeń, ja tak mam, nie wiem, jak Wy). I ten początek, który wszystko mąci, ale spokojnie, autorka nad tym panuje.

[1] Niestety, jak uwielbiam Atkinson za jej doskonale odrobione realia brytyjskie i znak czasu (Jackson wspomina Aleppo, Netflix i Brexit czy skandynawskie kryminały), tak wplecenie elementów polskich jest co najmniej egzotyczne. Ronnie - Weronika - Brytyjka w pierwszym pokoleniu, nosi rdzennie polskie nazwisko Dibicki (chyba tylko po to, żeby użyć go w żarciku “Ronnie the Biscuit”). Dziewczęta z Gdańska, znęcone ofertą pracy, noszą równie polskie imiona Katja i Nadja (pisownia oryginału), wspominają kiszenie kapusty z dziadkiem, którą - uwaga - pokrywała gruba warstwa pleśni dla ochrony przed mrozem (uprzedzając pytania, jeśli na kapuście jest pleśń, to nie jest do ochrony przed mrozem, a do wyrzucenia). Ba, jedną z dziewczyn kapusta kiszona brzydziła i nigdy by jej nie zjadła. Wierzę, że są ludzie, co nie lubią kiszonek - tak jak ja nie zjadłabym flaków czy czerniny, a TŻ wątróbki czy zupy dyniowej - to jednak kapkisz, zwłaszcza w formie surówki obiadowej, jest raczej lubiany nawet wśród dzieci.

Inne tej autorki tutaj.

#133

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 29, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminał, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


***** ***

Nie piszę, bo się wkurwiam. Przepraszam, bywam nieco zirytowana, żeby nie urazić wrażliwych. Bywam nieco zirytowana w domu (i zza bezpiecznego ekranu), bez wychodzenia na ulice, żeby krzyczeć i machać transparentem. Zanim zaczniecie krzyczeć, że nie mam czym się chwalić, to owszem, nie mam czym się chwalić, poza tym, że jestem wkurwiona, ale nie na tyle, żeby opuścić strefę komfortu; może też nie chciałabym pozyskać wirusa, bo nie wierzę w mityczne dwa metry odstępu oraz niekoniecznie chciałabym poczuć gaz pieprzowy czy zostać przyduszona do chodnika. Bliżej mi do menopauzy niż do kolejnej ciąży, więc nie o siebie się martwię, a o kolejne pokolenia. Dlatego zostaję w domu, ale myślami jestem z tymi, co krzyczą. Krzyczcie, dziewczyny i chłopaki!

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 28, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - - 3 komentarze - Skomentuj


***** ***

Nie piszę, bo się wkurwiam. Przepraszam, bywam nieco zirytowana, żeby nie urazić wrażliwych. Bywam nieco zirytowana w domu (i zza bezpiecznego ekranu), bez wychodzenia na ulice, żeby krzyczeć i machać transparentem. Zanim zaczniecie krzyczeć, że nie mam czym się chwalić, to owszem, nie mam czym się chwalić, poza tym, że jestem wkurwiona, ale nie na tyle, żeby opuścić strefę komfortu; może też nie chciałabym pozyskać wirusa, bo nie wierzę w mityczne dwa metry odstępu oraz niekoniecznie chciałabym poczuć gaz pieprzowy czy zostać przyduszona do chodnika. Bliżej mi do menopauzy niż do kolejnej ciąży, więc nie o siebie się martwię, a o kolejne pokolenia. Dlatego zostaję w domu, ale myślami jestem z tymi, co krzyczą. Krzyczcie, dziewczyny i chłopaki!

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 28, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - - 3 komentarze - Skomentuj


Dla odmiany o sobocie we Wrocławiu

[3.10.2020]

Do Wrocławia wybraliśmy się głównie w celu steków w Winners Pub (na specjalną prośbę młodzieży), ale przy okazji też odbyliśmy mały spacer kulturalno-konsumpcyjny. Z niesamowicie zatłoczonego Rynku - bo trzeba mieć moje wyczucie, żeby wbić się w sobotę, kiedy to idzie Parada Równości, więc oprócz turystów klasycznych pełno było też “turystów” z misją i bełkotliwymi transparentami - uciekłam na Szewską, gdzie odkryłam, że na Mostek Pokutnic w kościele Marii Magdaleny wchodzi się po 247 stopniach, ale na górze czeka nagroda w postaci figurek Eskariny i Babci Weatherwax (oraz kota). Dalej już było po płaskim - Hala Targowa na piaskowej, wyspa Daliowa i Ostrów Tumski. Wieczorem w roli wisienki na czubku dołożyłam zakupy w EPI, gdzie okazało się, że jest jak w Berlinie, gorąco polecam. Oraz krasnale też polecam, w sumie licznik znalezionych skoczył do 98.

Nie wszystkie plany wypaliły - pod Ogród Botaniczny trafiliśmy niedługo przed zamknięciem, bo krasnale, lody, a to posiedzieć na ławce, te sprawy. Przy okazji zakupów w EPI chciałam wjechać (wjechać windą, żeby nie było) na punkt widokowy w Sky Tower, ale okazało się, że jest dość skomplikowany system rezerwacji ze względu na pandemię i nie chciało mi się czekać. Nie udało się też niedzielne śniadanie w podobno najlepszej (najlepszym?) Dinette, bo ci wszyscy turyści, co w sobotę byli na Rynku, w niedzielny poranek czekali w kolejce przed restauracją. A że padało, to nie przespacerowaliśmy się po okolicznym placu Teatralnym.

Restauracje:

  • Dinette - pl. Teatralny 8, podobno najlepsze śniadania w mieście, łapka w górę, kto był i potwierdza
  • Różowa Krowa - ul. Świdnicka 36, bar mleczny z całkiem smaczną opcją śniadaniową
  • Tawerna Akropolis - Rynek 16/17, grecka
  • Winners Steakhouse Pub - Pawła Włodkowica 5, steki z dodatkami, pieczony czosnek <3
Rynek Krasnal na czasie / Płot Ogrodu Botanicznego Twój Vincent Orkiestra / Widok z Mostka Pokutnic WTEM Parada Równości, wszyscy ładnie w maseczkach! Okolice Ostrowa Tumskiego Tekla i Martynka No nie będzie, mam nadzieję / Pieczony czosnek w Winners Steakpub Ostrów Tumski Hala Targowa Włodkowica

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 25, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, wroclaw - 0 komentarzy - Skomentuj


Dla odmiany o sobocie we Wrocławiu

[3.10.2020]

Do Wrocławia wybraliśmy się głównie w celu steków w Winners Pub (na specjalną prośbę młodzieży), ale przy okazji też odbyliśmy mały spacer kulturalno-konsumpcyjny. Z niesamowicie zatłoczonego Rynku - bo trzeba mieć moje wyczucie, żeby wbić się w sobotę, kiedy to idzie Parada Równości, więc oprócz turystów klasycznych pełno było też “turystów” z misją i bełkotliwymi transparentami - uciekłam na Szewską, gdzie odkryłam, że na Mostek Pokutnic w kościele Marii Magdaleny wchodzi się po 247 stopniach, ale na górze czeka nagroda w postaci figurek Eskariny i Babci Weatherwax (oraz kota). Dalej już było po płaskim - Hala Targowa na piaskowej, wyspa Daliowa i Ostrów Tumski. Wieczorem w roli wisienki na czubku dołożyłam zakupy w EPI, gdzie okazało się, że jest jak w Berlinie, gorąco polecam. Oraz krasnale też polecam, w sumie licznik znalezionych skoczył do 98.

Nie wszystkie plany wypaliły - pod Ogród Botaniczny trafiliśmy niedługo przed zamknięciem, bo krasnale, lody, a to posiedzieć na ławce, te sprawy. Przy okazji zakupów w EPI chciałam wjechać (wjechać windą, żeby nie było) na punkt widokowy w Sky Tower, ale okazało się, że jest dość skomplikowany system rezerwacji ze względu na pandemię i nie chciało mi się czekać. Nie udało się też niedzielne śniadanie w podobno najlepszej (najlepszym?) Dinette, bo ci wszyscy turyści, co w sobotę byli na Rynku, w niedzielny poranek czekali w kolejce przed restauracją. A że padało, to nie przespacerowaliśmy się po okolicznym placu Teatralnym.

Restauracje:

  • Dinette - pl. Teatralny 8, podobno najlepsze śniadania w mieście, łapka w górę, kto był i potwierdza
  • Różowa Krowa - ul. Świdnicka 36, bar mleczny z całkiem smaczną opcją śniadaniową
  • Tawerna Akropolis - Rynek 16/17, grecka
  • Winners Steakhouse Pub - Pawła Włodkowica 5, steki z dodatkami, pieczony czosnek <3
Rynek Krasnal na czasie / Płot Ogrodu Botanicznego Twój Vincent Orkiestra / Widok z Mostka Pokutnic WTEM Parada Równości, wszyscy ładnie w maseczkach! Okolice Ostrowa Tumskiego Tekla i Martynka No nie będzie, mam nadzieję / Pieczony czosnek w Winners Steakpub Ostrów Tumski Hala Targowa Włodkowica

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 25, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, wroclaw - 0 komentarzy - Skomentuj


Ewa wzywa 07 94-96

Janina Martyn - Rozłączył was na zawsze #094

(Klimat s-f i zakrętkę na technikę wyjaśnia to, że JM to pseudonim Adama Hollanka).

Spis osób:

  • profesor Glasuro (50+) - profesor cybernetyki oraz chyba wariat
  • Rogoziński - administrator budynku, w którym mieszka Glasuro
  • pani Leluchowa - z parteru, zażywna jejmość
  • sierżant Pęk - interweniuje z powodu wrzasków
  • Dorota Skierska - inżynier elektromechanik[1], była żona Glasuro
  • Jan - dawny pupil profesora, drugi mąż Doroty, bardzo młody i elegancki mężczyzna o kwadratowej twarzy sportowca
  • docent Grudziński - Instytut Komputerów Przemysłowych, podobno miał romans z Dorotą
  • porucznik Jerzy Berda - as służby kryminalnej
  • Ignacy Siwecki (61) - kierownik działu handlowego centrali zabawkarskiej, w konflikcie z Glasuro
  • podporucznik Róg - przesłuchuje Grudzińskiego

Podczas interwencji u ekscentrycznego profesora Glasuro, milicja obserwuje dziwne, cybernetyczne zwierzątka[2], elektroniczne zabawki na tranzystorach, które profesor wydaje się tresować. Niedługo potem zabawki pojawiają się w sklepach, a atrakcyjna blondynka zaczyna je tropić i maniakalnie niszczyć. Okazuje się, że to była żona Glasuro, która zgłasza się na milicję w panice, twierdząc, że jej eks-mąż stworzył i wytresował te krwiożercze potwory, żeby zabić jej aktualnego męża. Milicja początkowo nie wierzy, ale zleca ekspertyzę docentowi z Instytutu, który twierdzi, że zabawki są niegroźne. Niestety, zostają znalezione najpierw jedne zwłoki z rozszarpanym gardłem, potem kolejne, przy których leży zabawka, ktoś napada na docenta, sytuacja się zagęszcza.

Jaka to przezabawna historia, zwłaszcza w zestawieniu z finałem - mnonjxv bpmljvśpvr avr zbeqbjnłl, glyxb zvnłl mn mnqnavr mnfvnć cnavxę v mavfmpmlć mjvąmrx olłrw żbal (v gb hqnłb fvę cebsrfbebjv qbfxbanyr). Bsvnen m cemrtelmvbalz tneqłrz hznełn m cemlpmla anghenyalpu, n enal mnqnab wrw cbfg zbegrz, żrol qbqnć qenznglmzh.

[1]

Niezwykle piękna młoda kobieta. Sprzedawca poznał ją od razu. Miała puszyste, długie włosy ciemnoblond, których barwy nie starała się tuszować żadną kosmetyką. Równocześnie używała dość jaskrawej szminki do warg i robiła sobie tuszem długie rzęsy. Była wysoka, ale nie za szczupła.
- Figurka wspaniała, to najważniejsze - pomyślał sprzedawca.
Rozejrzała się niedbale po półkach mrużąc oczy. Typowe dla krótkowidzów z pretensjami: wstydzi się nosić okulary? Wiedział, że i tak niczego nie kupi.

[2]

Zwierzątko o rozmiarach kota tylko mordkę miało szczurzą. Reszta przypominała kiszkę i połyskiwała jak szkło. Wtem przez kiszkowa te ciałko przebiegł ogień.
- To zabawka, zabawka, panowie. No, huncwocie, do nogi! - Zwierzątko zawahało się.- Widzicie, cała tajemnica moich krzyków na tym polega, że on nie zawsze chce mnie słuchać. Do nogi, bydlę! Konstruuję takie specjalne zabaweczki. (...)
Glasuro mi mówił, że buduje właśnie komputery, które same się uczą. Wystarczy im wskazać jakiś cel, a one już same dostosowują swoje postępowanie do postawionych im wymagań. Rozumie pan, co to znaczy? Można powiedzieć istocie zaopatrzonej w taki system komputerowy, żeby kogoś zabiła, a ona sama dojdzie do tego, jak to zrobić.

Marian Łohutko - Pętla bieszczadzka #096

Spis osób:

  • prezes - nie zgodził się na koedukacyjne pokoje na wycieczce, ale nie to okazało się problemem
  • Okoński - główny księgowy, uczestnik wyjazdu integracyjnego
  • inżynier Jerzy Kubiak - konfliktowy alkoholik, trudny we współżyciu, ale doskonały fachowiec
  • Jakubczyk - kierownik zaopatrzenia, uczestnik wyjazdu integracyjnego
  • Szafrańska - kierowniczka kadr, uczestniczka wyjazdu integracyjnego
  • (anonimowy) sierżant - przyjmuje zgłoszenie zaginięcia
  • kapitan Jastrzębski - ekspert śledczy z Bieszczad, ma 15-letniego syna (bez wpływu na fabułę)
  • Krystyna Kubiakowa - żona inżyniera, ma oficjalnego kochanka, ale pozostaje w związku
  • Osiński - kochanek Kubiakowej, podobno muzyk jakiś
  • Kubiakówna - energiczna kobieta w średnim wieku, siostra denata
  • ajent gospody - pamięć mu się z czasem poprawia
  • Helena - bufetowa w gospodzie, tamtej nocy poszła wcześniej spać
  • Kazimierz Romanowski - partner biznesowy Kubiaka, taki koniakowy typ, mało pijący
  • Alina Romanowska - żona Kazimierza, mało wie o finansach męża
  • Błażejczyk - wywiadowca
  • Ignacy Skoczylas - staruszek z zaawansowaną sklerozą, a mimo to inwestor willi
  • Janusz Skoczek - nazywany na wyrost inżynierem, nadzoruje budowę u Skoczylasa
  • Anna Buczyńska - wyjechała na saksy do Wielkiej Brytanii i zaginęła
  • Jan Kolasiński - uczynny kierowca przedsiębiorstwa transportowego
  • Szczepan Kolasiński - może załatwić tanio części do Skody
  • Bolesław Wrzesiński - 190 cm wzrostu i prawie 100 kilo wagi, nie chce być samotny
  • Zarębina - dozorczyni Wrzesińskiego, tęga i energiczna kobieta

Impreza integracyjna w Bieszczadach, panowie polewają wódkę, panie robią kanapki. Inżynier Kubiak proponuje grę w “prawdę lub wyzwanie”, ale z braku chętnych oddala się od współpracowników do lokalnej gospody, gdzie nadużywa alkoholu. Rano, jak się łatwo domyślić, nie wraca z resztą zaniepokojonej wycieczki, a kilka dni później zostają znalezione jego zwłoki. Milicja nie wierzy w samobójstwo, bo denat nie był sprawny fizycznie i miał przepuklinę, za to uważnie słucha, kto denata nie lubił i ile miał pieniędzy. Okazuje się, że w ostatnią noc Kubiak zabrał na pijatykę Romanowskiego, ale kiedy milicja chce go przesłuchać (sugerując się potencjalnym tropem kłótni o pieniądze między wspólnikami), Romanowski ginie w sprokurowanym przez kogoś wypadku. Absurdalnie, dwie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego; Kubiak zginął, bo był spostrzegawczy oraz miał pecha być dwukrotnie w złym czasie i złym miejscu, zaś jego wspólnika zgubiła skłonność do nieuczciwych interesów (chciał ukryć zarobki przed fiskusem).

Smaczki z epoki: milicja szuka “sakramentalnego niedopałka papierosa”, a na biurku denata stoi “fotografia młodej Japonki, która - jeżeli patrzyło się na nią z góry, była ubrana w kimono, natomiast kiedy spojrzało się z boku - okrywały ją szaty więcej niż skąpe”.

Inne tego autora tu.

Inne z tego cyklu tutaj.

#132 (przeczytałam też po raz kolejny EW095)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 24, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, panowie, prl, kryminał, 2020 - 3 komentarze - Skomentuj


Ewa wzywa 07 94-96

Janina Martyn - Rozłączył was na zawsze #094

(Klimat s-f i zakrętkę na technikę wyjaśnia to, że JM to pseudonim Adama Hollanka).

Spis osób:

  • profesor Glasuro (50+) - profesor cybernetyki oraz chyba wariat
  • Rogoziński - administrator budynku, w którym mieszka Glasuro
  • pani Leluchowa - z parteru, zażywna jejmość
  • sierżant Pęk - interweniuje z powodu wrzasków
  • Dorota Skierska - inżynier elektromechanik[1], była żona Glasuro
  • Jan - dawny pupil profesora, drugi mąż Doroty, bardzo młody i elegancki mężczyzna o kwadratowej twarzy sportowca
  • docent Grudziński - Instytut Komputerów Przemysłowych, podobno miał romans z Dorotą
  • porucznik Jerzy Berda - as służby kryminalnej
  • Ignacy Siwecki (61) - kierownik działu handlowego centrali zabawkarskiej, w konflikcie z Glasuro
  • podporucznik Róg - przesłuchuje Grudzińskiego

Podczas interwencji u ekscentrycznego profesora Glasuro, milicja obserwuje dziwne, cybernetyczne zwierzątka[2], elektroniczne zabawki na tranzystorach, które profesor wydaje się tresować. Niedługo potem zabawki pojawiają się w sklepach, a atrakcyjna blondynka zaczyna je tropić i maniakalnie niszczyć. Okazuje się, że to była żona Glasuro, która zgłasza się na milicję w panice, twierdząc, że jej eks-mąż stworzył i wytresował te krwiożercze potwory, żeby zabić jej aktualnego męża. Milicja początkowo nie wierzy, ale zleca ekspertyzę docentowi z Instytutu, który twierdzi, że zabawki są niegroźne. Niestety, zostają znalezione najpierw jedne zwłoki z rozszarpanym gardłem, potem kolejne, przy których leży zabawka, ktoś napada na docenta, sytuacja się zagęszcza.

Jaka to przezabawna historia, zwłaszcza w zestawieniu z finałem - mnonjxv bpmljvśpvr avr zbeqbjnłl, glyxb zvnłl mn mnqnavr mnfvnć cnavxę v mavfmpmlć mjvąmrx olłrw żbal (v gb hqnłb fvę cebsrfbebjv qbfxbanyr). Bsvnen m cemrtelmvbalz tneqłrz hznełn m cemlpmla anghenyalpu, n enal mnqnab wrw cbfg zbegrz, żrol qbqnć qenznglmzh.

[1]

Niezwykle piękna młoda kobieta. Sprzedawca poznał ją od razu. Miała puszyste, długie włosy ciemnoblond, których barwy nie starała się tuszować żadną kosmetyką. Równocześnie używała dość jaskrawej szminki do warg i robiła sobie tuszem długie rzęsy. Była wysoka, ale nie za szczupła.
- Figurka wspaniała, to najważniejsze - pomyślał sprzedawca.
Rozejrzała się niedbale po półkach mrużąc oczy. Typowe dla krótkowidzów z pretensjami: wstydzi się nosić okulary? Wiedział, że i tak niczego nie kupi.

[2]

Zwierzątko o rozmiarach kota tylko mordkę miało szczurzą. Reszta przypominała kiszkę i połyskiwała jak szkło. Wtem przez kiszkowa te ciałko przebiegł ogień.
- To zabawka, zabawka, panowie. No, huncwocie, do nogi! - Zwierzątko zawahało się.- Widzicie, cała tajemnica moich krzyków na tym polega, że on nie zawsze chce mnie słuchać. Do nogi, bydlę! Konstruuję takie specjalne zabaweczki. (...)
Glasuro mi mówił, że buduje właśnie komputery, które same się uczą. Wystarczy im wskazać jakiś cel, a one już same dostosowują swoje postępowanie do postawionych im wymagań. Rozumie pan, co to znaczy? Można powiedzieć istocie zaopatrzonej w taki system komputerowy, żeby kogoś zabiła, a ona sama dojdzie do tego, jak to zrobić.

Marian Łohutko - Pętla bieszczadzka #096

Spis osób:

  • prezes - nie zgodził się na koedukacyjne pokoje na wycieczce, ale nie to okazało się problemem
  • Okoński - główny księgowy, uczestnik wyjazdu integracyjnego
  • inżynier Jerzy Kubiak - konfliktowy alkoholik, trudny we współżyciu, ale doskonały fachowiec
  • Jakubczyk - kierownik zaopatrzenia, uczestnik wyjazdu integracyjnego
  • Szafrańska - kierowniczka kadr, uczestniczka wyjazdu integracyjnego
  • (anonimowy) sierżant - przyjmuje zgłoszenie zaginięcia
  • kapitan Jastrzębski - ekspert śledczy z Bieszczad, ma 15-letniego syna (bez wpływu na fabułę)
  • Krystyna Kubiakowa - żona inżyniera, ma oficjalnego kochanka, ale pozostaje w związku
  • Osiński - kochanek Kubiakowej, podobno muzyk jakiś
  • Kubiakówna - energiczna kobieta w średnim wieku, siostra denata
  • ajent gospody - pamięć mu się z czasem poprawia
  • Helena - bufetowa w gospodzie, tamtej nocy poszła wcześniej spać
  • Kazimierz Romanowski - partner biznesowy Kubiaka, taki koniakowy typ, mało pijący
  • Alina Romanowska - żona Kazimierza, mało wie o finansach męża
  • Błażejczyk - wywiadowca
  • Ignacy Skoczylas - staruszek z zaawansowaną sklerozą, a mimo to inwestor willi
  • Janusz Skoczek - nazywany na wyrost inżynierem, nadzoruje budowę u Skoczylasa
  • Anna Buczyńska - wyjechała na saksy do Wielkiej Brytanii i zaginęła
  • Jan Kolasiński - uczynny kierowca przedsiębiorstwa transportowego
  • Szczepan Kolasiński - może załatwić tanio części do Skody
  • Bolesław Wrzesiński - 190 cm wzrostu i prawie 100 kilo wagi, nie chce być samotny
  • Zarębina - dozorczyni Wrzesińskiego, tęga i energiczna kobieta

Impreza integracyjna w Bieszczadach, panowie polewają wódkę, panie robią kanapki. Inżynier Kubiak proponuje grę w “prawdę lub wyzwanie”, ale z braku chętnych oddala się od współpracowników do lokalnej gospody, gdzie nadużywa alkoholu. Rano, jak się łatwo domyślić, nie wraca z resztą zaniepokojonej wycieczki, a kilka dni później zostają znalezione jego zwłoki. Milicja nie wierzy w samobójstwo, bo denat nie był sprawny fizycznie i miał przepuklinę, za to uważnie słucha, kto denata nie lubił i ile miał pieniędzy. Okazuje się, że w ostatnią noc Kubiak zabrał na pijatykę Romanowskiego, ale kiedy milicja chce go przesłuchać (sugerując się potencjalnym tropem kłótni o pieniądze między wspólnikami), Romanowski ginie w sprokurowanym przez kogoś wypadku. Absurdalnie, dwie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego; Kubiak zginął, bo był spostrzegawczy oraz miał pecha być dwukrotnie w złym czasie i złym miejscu, zaś jego wspólnika zgubiła skłonność do nieuczciwych interesów (chciał ukryć zarobki przed fiskusem).

Smaczki z epoki: milicja szuka “sakramentalnego niedopałka papierosa”, a na biurku denata stoi “fotografia młodej Japonki, która - jeżeli patrzyło się na nią z góry, była ubrana w kimono, natomiast kiedy spojrzało się z boku - okrywały ją szaty więcej niż skąpe”.

Inne tego autora tu.

Inne z tego cyklu tutaj.

#132 (przeczytałam też po raz kolejny EW095)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 24, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, panowie, prl, kryminał, 2020 - 3 komentarze - Skomentuj


Doom Patrol

Naukowiec Nils Caulder, zwany Szefem, gromadzi w swoim domu nietypowych wyrzutków - Cliffa, byłego kierowcę rajdowego, którego mózg po wypadku został przeszczepiony w metalowe ciało, Ritę, aktorkę, której ciało w wyniku ekspozycji na trujący gaz ma umiejętność (czasem niechcianą) zmiany w galaretę, Jane - dziewczynę po przejściach o 64 osobowościach, Larry’ego, oblatywacza samolotów wojskowych, aktualnie radioaktywnego za sprawą tajemniczego energetycznego bytu, który zamieszkuje jego ciało. Kiedy znika Szef, do ekipy dołącza Vic, cyborg i syn dawnego współpracownika Szefa; grupa - niekoniecznie zgodnie - rozpoczyna poszukiwania naukowca, wiedzą tylko, że został uprowadzony przez Pana Nikt, zmutowanego człowieka, potrafiącego przechodzić przez wymiary (i czwartą ścianę). Jak już dla Was jest tego za dużo, to w trakcie akcji pojawia się niebinarna ulica Danny, która umie przemieszczać się w przestrzeni, bohater komiksu Flex Mentallo, który potrafi zmieniać rzeczywistość napinając mięśnie (“chyba napiąłem niewłaściwy mięsień!”), prehistoryczna nieśmiertelna kobieta, Dekonstruktor Światów, osioł, którego tyłek jest wejściem do innego wymiaru czy Łowca - Zjadacz Bród, nie wspominając o Tyłkach.

Wspominałam, że Chłopaki to absolutny komiksowy must-have sezonu? Może niekoniecznie macie o tym zapomnieć, ale równie dobry (a w niektórych aspektach nawet lepszy) jest serial, o którym początkowo myślałam “ech, kolejna zżynka z X-menów, proszę przechodzić i się nie gromadzić”. Tak jak “Chłopaki” są zabawne, ale raczej serio, tak tutaj to doskonały pastisz opowieści o mutantach z elementami thrillera i obowiązkową zaskoczką fabularną. Dostępne dwa sezony, na razie obejrzałam pierwszy, z drugim chwilkę poczekam, żeby przedłużyć przyjemność.

TL;DR - warto.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 23, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Doom Patrol

Naukowiec Nils Caulder, zwany Szefem, gromadzi w swoim domu nietypowych wyrzutków - Cliffa, byłego kierowcę rajdowego, którego mózg po wypadku został przeszczepiony w metalowe ciało, Ritę, aktorkę, której ciało w wyniku ekspozycji na trujący gaz ma umiejętność (czasem niechcianą) zmiany w galaretę, Jane - dziewczynę po przejściach o 64 osobowościach, Larry’ego, oblatywacza samolotów wojskowych, aktualnie radioaktywnego za sprawą tajemniczego energetycznego bytu, który zamieszkuje jego ciało. Kiedy znika Szef, do ekipy dołącza Vic, cyborg i syn dawnego współpracownika Szefa; grupa - niekoniecznie zgodnie - rozpoczyna poszukiwania naukowca, wiedzą tylko, że został uprowadzony przez Pana Nikt, zmutowanego człowieka, potrafiącego przechodzić przez wymiary (i czwartą ścianę). Jak już dla Was jest tego za dużo, to w trakcie akcji pojawia się niebinarna ulica Danny, która umie przemieszczać się w przestrzeni, bohater komiksu Flex Mentallo, który potrafi zmieniać rzeczywistość napinając mięśnie (“chyba napiąłem niewłaściwy mięsień!”), prehistoryczna nieśmiertelna kobieta, Dekonstruktor Światów, osioł, którego tyłek jest wejściem do innego wymiaru czy Łowca - Zjadacz Bród, nie wspominając o Tyłkach.

Wspominałam, że Chłopaki to absolutny komiksowy must-have sezonu? Może niekoniecznie macie o tym zapomnieć, ale równie dobry (a w niektórych aspektach nawet lepszy) jest serial, o którym początkowo myślałam “ech, kolejna zżynka z X-menów, proszę przechodzić i się nie gromadzić”. Tak jak “Chłopaki” są zabawne, ale raczej serio, tak tutaj to doskonały pastisz opowieści o mutantach z elementami thrillera i obowiązkową zaskoczką fabularną. Dostępne dwa sezony, na razie obejrzałam pierwszy, z drugim chwilkę poczekam, żeby przedłużyć przyjemność.

TL;DR - warto.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 23, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj