Ponieważ okrutnie ciekawiło mnie, co się stało z wesołą ekipą po zakończeniu tomu pierwszego, rzuciłam się na tom drugi jak świnia na obierki. W przeciwieństwie do świni rozczarowałam się, bo jednak "Boży wojownicy" głównie skupiają się na opisie wojny podjazdowej, miotając bohaterami z południa na północ i odwrotnie. Reynevan, Szarlej i Samson Miodek rozczarowani polityką na Śląsku (i zapewne strwożeni nieco możliwościami i brakiem skrupułów Świętego Oficjum) oficjalnie opowiadają się po stronie Husytów i lądują w Pradze. Podczas dwuletniego pobytu lokalni czarnoksiężnicy próbują odwrócić rytuał, który zamontował ducha Samsona w ciele przygłupa, a kiedy się to nie udaje, sugerują ekipie wycieczkę w stronę Śląska, do zamku Troski, gdzie podobno żyje jedyny znany mag, który potrafi ducha wymontować. Reynevan jest tym bardziej chętny, bo dowiaduje się, że Katarzyna Biberstein, z którą zapoznał się cieleśnie podczas sabatu na Grochowej Górze, powiła syna niespełna rok później. Jest jedno zaskoczenie, trochę miłości, znacznie więcej zdrady i trupów, drugoplanowo pojawiający się mamun; niestety poza tym głównie są opisy bitew i mordów oraz przekrzykiwanie się, czyja wiara jest bardziej.
Znużył mnie ten tom, powiedzcie, proszę, że trzeci naprawi kiepskie wrażenie. Przecież muszę przeczytać, nie będę szukać streszczenia.
Inne tego autora tutaj.
#39
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 11, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2018
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Ponieważ okrutnie ciekawiło mnie, co się stało z wesołą ekipą po zakończeniu tomu pierwszego, rzuciłam się na tom drugi jak świnia na obierki. W przeciwieństwie do świni rozczarowałam się, bo jednak "Boży wojownicy" głównie skupiają się na opisie wojny podjazdowej, miotając bohaterami z południa na północ i odwrotnie. Reynevan, Szarlej i Samson Miodek rozczarowani polityką na Śląsku (i zapewne strwożeni nieco możliwościami i brakiem skrupułów Świętego Oficjum) oficjalnie opowiadają się po stronie Husytów i lądują w Pradze. Podczas dwuletniego pobytu lokalni czarnoksiężnicy próbują odwrócić rytuał, który zamontował ducha Samsona w ciele przygłupa, a kiedy się to nie udaje, sugerują ekipie wycieczkę w stronę Śląska, do zamku Troski, gdzie podobno żyje jedyny znany mag, który potrafi ducha wymontować. Reynevan jest tym bardziej chętny, bo dowiaduje się, że Katarzyna Biberstein, z którą zapoznał się cieleśnie podczas sabatu na Grochowej Górze, powiła syna niespełna rok później. Jest jedno zaskoczenie, trochę miłości, znacznie więcej zdrady i trupów, drugoplanowo pojawiający się mamun; niestety poza tym głównie są opisy bitew i mordów oraz przekrzykiwanie się, czyja wiara jest bardziej.
Znużył mnie ten tom, powiedzcie, proszę, że trzeci naprawi kiepskie wrażenie. Przecież muszę przeczytać, nie będę szukać streszczenia.
Inne tego autora tutaj.
#39
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 11, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2018
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Upalna czerwcowa niedziela. Poprzedniego wieczoru TŻ z Majem pobrali mnie z imprezy integracyjnej (tl;dr - jestem stara, nie piję, lubię się wysypiać), wyspałam się jak sahib, więc mogłam w plener. Planowałam zerknąć w przestronne korytarze pałacu w Czerniejewie, ale okazało się, że zwiedzanie trzeba umówić z wyprzedzeniem i w grupie. Za to znacznie poprawiła się pałacowa restauracja - krótkie menu, doskonałe potrawy, piękne wnętrze oraz uczciwa kawa, nie zalewane fusy.
Właściwym celem było pole lawendy w położonych półtora kilometra od Czerniejewa Pakszynie. Maj mimo startowej niechęci (serio, czy niespełna 9-latki muszą wszystko, co proponuje rodzic, traktować jako dopust i marudzić? co będzie, jak przyjdzie kryzys nastolatka?) był zachwycony, bo pachniało, brzęczało[1], a fiolet po horyzont robił wrażenie. Pogoda była mocno płaska, spore zachmurzenie z nielicznymi prześwitami słońca, pewnie przy lepszej pogodzie jest jeszcze piękniej.
[1] Widziałam gołąbka fruczaka!
GALERIA ZDJĘĆ (oraz poprzednie wizyty -
2010 i 2012.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, czerniejewo, pakszyn
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Upalna czerwcowa niedziela. Poprzedniego wieczoru TŻ z Majem pobrali mnie z imprezy integracyjnej (tl;dr - jestem stara, nie piję, lubię się wysypiać), wyspałam się jak sahib, więc mogłam w plener. Planowałam zerknąć w przestronne korytarze pałacu w Czerniejewie, ale okazało się, że zwiedzanie trzeba umówić z wyprzedzeniem i w grupie. Za to znacznie poprawiła się pałacowa restauracja - krótkie menu, doskonałe potrawy, piękne wnętrze oraz uczciwa kawa, nie zalewane fusy.
Właściwym celem było pole lawendy w położonych półtora kilometra od Czerniejewa Pakszynie. Maj mimo startowej niechęci (serio, czy niespełna 9-latki muszą wszystko, co proponuje rodzic, traktować jako dopust i marudzić? co będzie, jak przyjdzie kryzys nastolatka?) był zachwycony, bo pachniało, brzęczało[1], a fiolet po horyzont robił wrażenie. Pogoda była mocno płaska, spore zachmurzenie z nielicznymi prześwitami słońca, pewnie przy lepszej pogodzie jest jeszcze piękniej.
[1] Widziałam gołąbka fruczaka!
GALERIA ZDJĘĆ (oraz poprzednie wizyty -
2010 i 2012.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, czerniejewo, pakszyn
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Genevieve Beck, zwana przez przyjaciół Beck, trafia przypadkiem do księgarni, gdzie nawiązuje z chłopakiem zza lady nić porozumienia - czytają te same, niesztampowe książki, wygląda na interesującego gościa. Niedługo potem spotyka go przypadkiem, kiedy rozżalona zachowaniem swojego chłopaka (który nie do końca się poczuwa), pijana wraca z imprezy; Joe - bo tak ma na imię - jest fantastyczny: odwozi ją do domu, rozumie jej problemy, nie próbuje nawet jej pocałować, chociaż widać, że jest zainteresowany. Beck wymienia się z nim numerami telefonów, rozpoczynają rozmowy, o, jakże on ją rozumie, jej problemy z życiem, olewającym ją chłopakiem, z przyjaciółkami. Czasem się spotykają, ale wiadomo, że raczej nic z tego nie będzie do momentu, kiedy znika chłopak Beck. Dziewczyna jest wściekła, czytając na facebooku i twitterze zachwyty nad inną, hermetyczne opisy narkotycznych zjazdów, więc wygląda na to, że kiedy zniknęła przeszkoda, Beck i Joe mogą ze sobą być i będzie to świetny związek.
Jedyny problem jest w tym, że całą historię opowiada Joe i jej wymowa jest absolutnie inna. Joe wcale nie jest szarmancki, nie ma intuicji, nie jest stworzony dla Beck. Joe poznał jej dane z karty kredytowej, którą płaciła, znalazł jej adres, bo nieostrożnie opisywała swoje życie w social mediach, ba - nie oddał jej znalezionego telefonu (za który rachunki płaciła nic nie wiedząca matka), dzięki czemu dostał wgląd w każdy szczegół życia Beck i mógł bez problemu pójść ścieżką, która doprowadzi go do jej łóżka. I jeszcze można by było to Joe wybaczyć, zakochał się od pierwszego wejrzenia, pasują do siebie, małe socjotechniczne wsparcie nie zawadzi, tyle że to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się zdarzyło. Przed Beck była inna dziewczyna, którą tak bardzo kochał, ale nie była wystarczająco dobra, a finał tej znajomości chyba nie był dla niej zbyt pozytywny. Wspominałam, że w pewnym momencie zniknął z życia Beck jej chłopak, ignorując ją, oddalając do innej i w świat ciągłej imprezy? On nie zniknął - został porwany przez Joe, który zbudował historię jego odejścia na twitterze, po czym go zabił. I znowu - gdy mimo ogromnego zaangażowania Joe, Beck zaczyna się od niego oddalać (wymawiając się chęcią pomocy przyjaciółce, studiami, terapią); chłopak musi podjąć po raz kolejny mocniejsze akcje, żeby mogli być szczęśliwi.
To świetne studium zachowań psychopatycznych, akcja wciąga, a autorka potrafi nawet czasem pokazać, że świat opisany nie jest czarno-biały. Łatwo jednak wpaść w oczywistą pułapkę usprawiedliwiania przemocowego zachowania oprawcy zrzucaniem winy na ofiarę. Był wrażliwy, niepewny, wcześniej zraniony, musiał o siebie zadbać nawet kosztem prywatności dziewczyny. Oczywiście, że dałam się wpuścić autorce w ten kanał.
Inne tej autorki:
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2018, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Genevieve Beck, zwana przez przyjaciół Beck, trafia przypadkiem do księgarni, gdzie nawiązuje z chłopakiem zza lady nić porozumienia - czytają te same, niesztampowe książki, wygląda na interesującego gościa. Niedługo potem spotyka go przypadkiem, kiedy rozżalona zachowaniem swojego chłopaka (który nie do końca się poczuwa), pijana wraca z imprezy; Joe - bo tak ma na imię - jest fantastyczny: odwozi ją do domu, rozumie jej problemy, nie próbuje nawet jej pocałować, chociaż widać, że jest zainteresowany. Beck wymienia się z nim numerami telefonów, rozpoczynają rozmowy, o, jakże on ją rozumie, jej problemy z życiem, olewającym ją chłopakiem, z przyjaciółkami. Czasem się spotykają, ale wiadomo, że raczej nic z tego nie będzie do momentu, kiedy znika chłopak Beck. Dziewczyna jest wściekła, czytając na facebooku i twitterze zachwyty nad inną, hermetyczne opisy narkotycznych zjazdów, więc wygląda na to, że kiedy zniknęła przeszkoda, Beck i Joe mogą ze sobą być i będzie to świetny związek.
Jedyny problem jest w tym, że całą historię opowiada Joe i jej wymowa jest absolutnie inna. Joe wcale nie jest szarmancki, nie ma intuicji, nie jest stworzony dla Beck. Joe poznał jej dane z karty kredytowej, którą płaciła, znalazł jej adres, bo nieostrożnie opisywała swoje życie w social mediach, ba - nie oddał jej znalezionego telefonu (za który rachunki płaciła nic nie wiedząca matka), dzięki czemu dostał wgląd w każdy szczegół życia Beck i mógł bez problemu pójść ścieżką, która doprowadzi go do jej łóżka. I jeszcze można by było to Joe wybaczyć, zakochał się od pierwszego wejrzenia, pasują do siebie, małe socjotechniczne wsparcie nie zawadzi, tyle że to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się zdarzyło. Przed Beck była inna dziewczyna, którą tak bardzo kochał, ale nie była wystarczająco dobra, a finał tej znajomości chyba nie był dla niej zbyt pozytywny. Wspominałam, że w pewnym momencie zniknął z życia Beck jej chłopak, ignorując ją, oddalając do innej i w świat ciągłej imprezy? On nie zniknął - został porwany przez Joe, który zbudował historię jego odejścia na twitterze, po czym go zabił. I znowu - gdy mimo ogromnego zaangażowania Joe, Beck zaczyna się od niego oddalać (wymawiając się chęcią pomocy przyjaciółce, studiami, terapią); chłopak musi podjąć po raz kolejny mocniejsze akcje, żeby mogli być szczęśliwi.
To świetne studium zachowań psychopatycznych, akcja wciąga, a autorka potrafi nawet czasem pokazać, że świat opisany nie jest czarno-biały. Łatwo jednak wpaść w oczywistą pułapkę usprawiedliwiania przemocowego zachowania oprawcy zrzucaniem winy na ofiarę. Był wrażliwy, niepewny, wcześniej zraniony, musiał o siebie zadbać nawet kosztem prywatności dziewczyny. Oczywiście, że dałam się wpuścić autorce w ten kanał.
Inne tej autorki:
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2018, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rok 1991. Na wyrok dożywocia zostaje skazana Jeanne, seryjna morderczyni przezwana Modliszką, która przyznała się do torturowania i bestialskiego zabicia ośmiu mężczyzn (których łączyło to, że byli pedofilami, psychopatami, krzywdzili żony i dzieci). Mija 25 lat, pojawia się kolejny morderca, który również morduje na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą mężczyzn, kopiując modus operandi Modliszki. Skazana wyraża chęć wsparcia śledztwa pod trzema warunkami - zostanie przeniesiona z więzienia do miejsca z większą swobodą[1], jej osoba będzie utrzymana w tajemnicy (jest osadzona pod zmienionym nazwiskiem), a łącznikiem z policją będzie jej syn, Damien (pracujący w policji w dziale ds. zorganizowanej przestępczości[3]). Damien się matki-morderczyni wyparł, nie opowiedział o swoim pochodzeniu nawet żonie, Lucie. Szybko się okazuje, że przestępca jest sprytniejszy od policji, wie rzeczy, które teoretycznie wiedziała tylko Modliszka i wygląda na to, że traktuje sprawę bardzo osobiście.
I naprawdę to był pomysł na świetny serial, niestety wyszedł dość miałki fabularnie, czasem niezborny klon historii o Hannibalu Lecterze. Jeanne jest mądrzejsza od całej policji francuskiej[4], mimo odseparowania od świata[2] bez problemu wyszukuje adres syna oraz przemieszcza się współczesną komunikacją (nie wiem, może ukradła zabytkowy samochód agentowi), absolutnie nie rzucając się przy tym nikomu w oczy. Wskazówek w śledztwie udziela co najmniej dwuznacznie, a praca detektywów polega na olśnieniach. Współczesny zbrodniarz jest sprytnym i długoterminowym strategiem, swoje morderstwa planuje co do szczegółu, po czym - po odkryciu tożsamości - zaczyna się zachowywać jak ostatni idiota. W ogóle scena iluminacji, podczas której Damien odkrywa, kim jest Modliszka Bis, pisana była chyba tępym ołówkiem - zamiast zebrać oddział szturmowy, do podejrzanego wysyła dwóch (tak, dwóch) policjantów tak na oko z drogówki i dzwoni do osoby, która przebywa w domu mordercy z informacją: "Słuchaj, twój gospodarz to morderca, wyjdź dyskretnie, nie budząc podejrzeń", po czym czeka na efektu na korytarzu komendy. Nie mówię, że był to najgorszy serial kryminalny, jaki widziałam, miał swoje mocne momenty, ale jak macie do wyboru coś innego - warto coś innego.
[1] Tak jak Barb, absolutnie rozważam popełnienie serii przestępstw (morderstw niekoniecznie) i odsiadywanie wyroku we Francji. Jeanne ma samodzielny, jasny, spory pokój, z osobistymi drobiazgami, półką pełną książek, nosi eleganckie, wygodne stroje, jest ładnie uczesana, a jak się okazuje w toku akcji, miewa swobodny dostęp do Internetu[2].
[2] To kolejny słaby punkt fabuły - kobieta skazana w 1991 roku (w Polsce 1991 to pierwszy rok po zniesieniu monopolu państwa na usługi telekomunikacyjne, we Francji pewnie technologia mogła być nieco bardziej zaawansowana) bez problemu korzysta z nowoczesnych technologii, absolutnie nic jej nie dziwi.
[3] Niestety, jego doświadczenie w postępowaniu z hardcorowymi bandytami absolutnie nie przekłada się na logikę współprowadzonego śledztwa. Lezie sam w miejsce, gdzie może być zbrodniarz, ukrywa wiele rzeczy przed zespołem oraz cierpi za miliony.
[4] Co nie jest trudne, bo do pilnowania zbrodniarki zatrudniony jest jeden (tak, jeden) agent[5], a seryjnego mordercy poszukuje skromna grupka 5 osób - sfrustrowany syn, nieobliczalna i ulegająca napadom furii policjantka, zgadzający się na wszystko szef (prowadzący oryginalne śledztwo, w co trudno uwierzyć, chyba że się spojrzy na jego fryzurę i ubranie), azjatycki spec od informatyki (specjalizujący się w Facebooku i robieniu zamyślonych min) oraz policjant o nieokreślonej funkcji i przydatności.
[5] Dzięki czemu Jeanne minimalnym wysiłkiem zwiewa z miejsca osadzenia, unieszkodliwiając agenta. Kto by zamykał budynek, włączał alarm, chował kluczyki od samochodu itp.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 6, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Rok 1991. Na wyrok dożywocia zostaje skazana Jeanne, seryjna morderczyni przezwana Modliszką, która przyznała się do torturowania i bestialskiego zabicia ośmiu mężczyzn (których łączyło to, że byli pedofilami, psychopatami, krzywdzili żony i dzieci). Mija 25 lat, pojawia się kolejny morderca, który również morduje na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą mężczyzn, kopiując modus operandi Modliszki. Skazana wyraża chęć wsparcia śledztwa pod trzema warunkami - zostanie przeniesiona z więzienia do miejsca z większą swobodą[1], jej osoba będzie utrzymana w tajemnicy (jest osadzona pod zmienionym nazwiskiem), a łącznikiem z policją będzie jej syn, Damien (pracujący w policji w dziale ds. zorganizowanej przestępczości[3]). Damien się matki-morderczyni wyparł, nie opowiedział o swoim pochodzeniu nawet żonie, Lucie. Szybko się okazuje, że przestępca jest sprytniejszy od policji, wie rzeczy, które teoretycznie wiedziała tylko Modliszka i wygląda na to, że traktuje sprawę bardzo osobiście.
I naprawdę to był pomysł na świetny serial, niestety wyszedł dość miałki fabularnie, czasem niezborny klon historii o Hannibalu Lecterze. Jeanne jest mądrzejsza od całej policji francuskiej[4], mimo odseparowania od świata[2] bez problemu wyszukuje adres syna oraz przemieszcza się współczesną komunikacją (nie wiem, może ukradła zabytkowy samochód agentowi), absolutnie nie rzucając się przy tym nikomu w oczy. Wskazówek w śledztwie udziela co najmniej dwuznacznie, a praca detektywów polega na olśnieniach. Współczesny zbrodniarz jest sprytnym i długoterminowym strategiem, swoje morderstwa planuje co do szczegółu, po czym - po odkryciu tożsamości - zaczyna się zachowywać jak ostatni idiota. W ogóle scena iluminacji, podczas której Damien odkrywa, kim jest Modliszka Bis, pisana była chyba tępym ołówkiem - zamiast zebrać oddział szturmowy, do podejrzanego wysyła dwóch (tak, dwóch) policjantów tak na oko z drogówki i dzwoni do osoby, która przebywa w domu mordercy z informacją: "Słuchaj, twój gospodarz to morderca, wyjdź dyskretnie, nie budząc podejrzeń", po czym czeka na efektu na korytarzu komendy. Nie mówię, że był to najgorszy serial kryminalny, jaki widziałam, miał swoje mocne momenty, ale jak macie do wyboru coś innego - warto coś innego.
[1] Tak jak Barb, absolutnie rozważam popełnienie serii przestępstw (morderstw niekoniecznie) i odsiadywanie wyroku we Francji. Jeanne ma samodzielny, jasny, spory pokój, z osobistymi drobiazgami, półką pełną książek, nosi eleganckie, wygodne stroje, jest ładnie uczesana, a jak się okazuje w toku akcji, miewa swobodny dostęp do Internetu[2].
[2] To kolejny słaby punkt fabuły - kobieta skazana w 1991 roku (w Polsce 1991 to pierwszy rok po zniesieniu monopolu państwa na usługi telekomunikacyjne, we Francji pewnie technologia mogła być nieco bardziej zaawansowana) bez problemu korzysta z nowoczesnych technologii, absolutnie nic jej nie dziwi.
[3] Niestety, jego doświadczenie w postępowaniu z hardcorowymi bandytami absolutnie nie przekłada się na logikę współprowadzonego śledztwa. Lezie sam w miejsce, gdzie może być zbrodniarz, ukrywa wiele rzeczy przed zespołem oraz cierpi za miliony.
[4] Co nie jest trudne, bo do pilnowania zbrodniarki zatrudniony jest jeden (tak, jeden) agent[5], a seryjnego mordercy poszukuje skromna grupka 5 osób - sfrustrowany syn, nieobliczalna i ulegająca napadom furii policjantka, zgadzający się na wszystko szef (prowadzący oryginalne śledztwo, w co trudno uwierzyć, chyba że się spojrzy na jego fryzurę i ubranie), azjatycki spec od informatyki (specjalizujący się w Facebooku i robieniu zamyślonych min) oraz policjant o nieokreślonej funkcji i przydatności.
[5] Dzięki czemu Jeanne minimalnym wysiłkiem zwiewa z miejsca osadzenia, unieszkodliwiając agenta. Kto by zamykał budynek, włączał alarm, chował kluczyki od samochodu itp.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 6, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zaczyna się mocno - 5-letni Jacob wyrywa się matce tuż pod domem i kiedy przebiega przez ulicę, wjeżdża w niego rozpędzony samochód i dziecko umiera. Kierowca samochodu zawraca i znika. Akcja pokazywana jest dwutorowo - jeden wątek to poszukiwania przestępcy: policja rozpoczyna mozolne śledztwo - nikt nic nie widział, śladów (poza odpryskiem reflektora nie ma), matka nieprzytomna z żalu niedługo potem znika, zaszczuta przez lokalną społeczność (mogła dopilnować). Doświadczony komisarz Ray wraz z początkującą, ale pełną entuzjazmu policjantką Kate docierają w pewnym momencie do ściany - mija rok, zwierzchnicy każą sprawę zawiesić, bo nie rokuje. Ray, mimo że nie chce stawać na drodze do swojego awansu (i podwyżki!), decyduje, że sprawę będą prowadzić w tajemnicy i po godzinach. Wspólny sekret z młodą współpracowniczką nieco oddala go od żony, eks-policjantki, która zrezygnowała z obiecującej kariery, żeby wychować dzieci. Drugi wątek rozpoczyna ucieczka Jenny, która nie jest w stanie poradzić sobie z widokiem własnego domu po śmierci dziecka. Z minimalnym bagażem trafia do maleńkiej miejscowości letniskowej w Walii, gdzie za niewielkie pieniądze wynajmuje starą ruderę. Unika ludzi, cieszy ją tylko kontakt z przyrodą, wraca - mimo niesprawnej ręki - do sztuki (nie może wprawdzie rzeźbić, ale zaczyna fotografować). Mimo niechęci, zaprzyjaźnia się jednak z lokalnymi mieszkańcami, koszmary, z których budzi się z krzykiem, zdarzają się coraz rzadziej, nawiązuje też z lokalnym weterynarzem i ratownikiem głębszą więź. I wszystko idzie ku lepszemu, kiedy do drzwi jej chaty puka policja.
Tyle że w tym miejscu następuje cała seria zwrotów akcji i historia o wypadku i ucieczce z miejsca zbrodni zmienia się w zupełnie inną, jeszcze bardziej dramatyczną historię. Jest to książka na jeden wieczór, bo czyta się bez odrywania i kiedy docieram do ostatniej strony, jest dobrze po 1 w nocy. Czasem brutalna, miejscami wzruszająca, nieźle napisana; zdecydowanie nie włożyłabym jej do worka z literaturą kobiecą.
Inne tej autorki:
#37
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 1, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2018, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczyna się mocno - 5-letni Jacob wyrywa się matce tuż pod domem i kiedy przebiega przez ulicę, wjeżdża w niego rozpędzony samochód i dziecko umiera. Kierowca samochodu zawraca i znika. Akcja pokazywana jest dwutorowo - jeden wątek to poszukiwania przestępcy: policja rozpoczyna mozolne śledztwo - nikt nic nie widział, śladów (poza odpryskiem reflektora nie ma), matka nieprzytomna z żalu niedługo potem znika, zaszczuta przez lokalną społeczność (mogła dopilnować). Doświadczony komisarz Ray wraz z początkującą, ale pełną entuzjazmu policjantką Kate docierają w pewnym momencie do ściany - mija rok, zwierzchnicy każą sprawę zawiesić, bo nie rokuje. Ray, mimo że nie chce stawać na drodze do swojego awansu (i podwyżki!), decyduje, że sprawę będą prowadzić w tajemnicy i po godzinach. Wspólny sekret z młodą współpracowniczką nieco oddala go od żony, eks-policjantki, która zrezygnowała z obiecującej kariery, żeby wychować dzieci. Drugi wątek rozpoczyna ucieczka Jenny, która nie jest w stanie poradzić sobie z widokiem własnego domu po śmierci dziecka. Z minimalnym bagażem trafia do maleńkiej miejscowości letniskowej w Walii, gdzie za niewielkie pieniądze wynajmuje starą ruderę. Unika ludzi, cieszy ją tylko kontakt z przyrodą, wraca - mimo niesprawnej ręki - do sztuki (nie może wprawdzie rzeźbić, ale zaczyna fotografować). Mimo niechęci, zaprzyjaźnia się jednak z lokalnymi mieszkańcami, koszmary, z których budzi się z krzykiem, zdarzają się coraz rzadziej, nawiązuje też z lokalnym weterynarzem i ratownikiem głębszą więź. I wszystko idzie ku lepszemu, kiedy do drzwi jej chaty puka policja.
Tyle że w tym miejscu następuje cała seria zwrotów akcji i historia o wypadku i ucieczce z miejsca zbrodni zmienia się w zupełnie inną, jeszcze bardziej dramatyczną historię. Jest to książka na jeden wieczór, bo czyta się bez odrywania i kiedy docieram do ostatniej strony, jest dobrze po 1 w nocy. Czasem brutalna, miejscami wzruszająca, nieźle napisana; zdecydowanie nie włożyłabym jej do worka z literaturą kobiecą.
Inne tej autorki:
#37
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 1, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2018, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj