Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Filth

Policjant z Edynburga, Bruce, chce dostać awans, żeby zaplusować u wybrednej małżonki. Zabiera się jednak do tego dość niekonwencjonalnie, bo zażywając całą gamę narkotyków, współżyjąc z przygodnie poznanymi partnerkami (w tym zatrzymaną nieletnią[1]) i żonami swoich kolegów, na których też donosi albo których szkaluje. Ma rozwiązać sprawę morderstwa studenta z Japonii, zabitego w metrze, czego świadkiem była prawdopodobnie jego żona, którą - z nieznanych powodów - pomija w dokumentach śledztwa. Miejscami slapstikowa komedia przeradza się w psychodeliczną, brutalną podróż, w której nie wszystkie wydarzenia są takie, jakie narrator - Bruce - ujawnia.

Oczywiście trzeba zacząć od tego, że film powstał na podstawie książki Irvine'a Welsha, twórcy "Trainspotting" i autora Sekretów sypialni mistrzów kuchni, co wyjaśnia i Edynburg, i narkotykowe tripy bohatera, i - finalnie - deliryczną warstwę historii. Dla fanów (fanek) McAvoya - obowiązkowy.

[1] Oczywiście pod warunkiem, że - w przeciwieństwie do Clintona - traktujemy pożycie oralne jako coś bardziej zobowiązującego niż całus w policzek.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 22, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Filth

Policjant z Edynburga, Bruce, chce dostać awans, żeby zaplusować u wybrednej małżonki. Zabiera się jednak do tego dość niekonwencjonalnie, bo zażywając całą gamę narkotyków, współżyjąc z przygodnie poznanymi partnerkami (w tym zatrzymaną nieletnią[1]) i żonami swoich kolegów, na których też donosi albo których szkaluje. Ma rozwiązać sprawę morderstwa studenta z Japonii, zabitego w metrze, czego świadkiem była prawdopodobnie jego żona, którą - z nieznanych powodów - pomija w dokumentach śledztwa. Miejscami slapstikowa komedia przeradza się w psychodeliczną, brutalną podróż, w której nie wszystkie wydarzenia są takie, jakie narrator - Bruce - ujawnia.

Oczywiście trzeba zacząć od tego, że film powstał na podstawie książki Irvine'a Welsha, twórcy "Trainspotting" i autora Sekretów sypialni mistrzów kuchni, co wyjaśnia i Edynburg, i narkotykowe tripy bohatera, i - finalnie - deliryczną warstwę historii. Dla fanów (fanek) McAvoya - obowiązkowy.

[1] Oczywiście pod warunkiem, że - w przeciwieństwie do Clintona - traktujemy pożycie oralne jako coś bardziej zobowiązującego niż całus w policzek.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 22, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - M lub N

Nietypowo jak na Christie, jest to powieść szpiegowska. 1941, w wypadku ginie brytyjski wywiadowca, który tuż przed śmiercią wyjawia, że w małym nadmorskim pensjonacie, Sans Souci, mieszka szpieg o pseudonimie M (kobieta) lub N (kobieta). Małżeństwo Beresfordów - Tuppence i Tom, nudzące się bez przydziału do pracy dla obronności kraju, podejmuje się wykrycia szpiega, działającego jako "piąta kolumna" w brytyjskim wojsku. Na pierwszy rzut oka wszyscy wydają się być zupełnie niewinni, po czym przy bliższym poznaniu wszyscy zaczynają być podejrzani. Rozwiązanie jest dość toporne, zrealizowane w duchu "trust no one".

Rozbawił mnie nieskrywany nacjonalizm autorki - obcokrajowcy mają "dziwne" twarze i można się po nich spodziewać najgorszego (zwłaszcza po emigrantce z Polski).

Nie polecam zaglądania na polską wikipedię, gdzie poszłam sprawdzić pisownię nazwisk bohaterów (ponieważ Zelnik, czytający audiobook, miał manierę wymowy Tuppence jako 'tabenz'), albowiem bez żadnego ostrzeżenia jest wyjawiona osoba mordercy. Wiem, że minęło ponad 70 lat od wydania książki, ale i tak.

Inne tej autorki.

#25/#4

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 19, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, 2017, kryminal, klub-srebrnego-klucza - 2 komentarze - Skomentuj


Agatha Christie - M lub N

Nietypowo jak na Christie, jest to powieść szpiegowska. 1941, w wypadku ginie brytyjski wywiadowca, który tuż przed śmiercią wyjawia, że w małym nadmorskim pensjonacie, Sans Souci, mieszka szpieg o pseudonimie M (kobieta) lub N (kobieta). Małżeństwo Beresfordów - Tuppence i Tom, nudzące się bez przydziału do pracy dla obronności kraju, podejmuje się wykrycia szpiega, działającego jako "piąta kolumna" w brytyjskim wojsku. Na pierwszy rzut oka wszyscy wydają się być zupełnie niewinni, po czym przy bliższym poznaniu wszyscy zaczynają być podejrzani. Rozwiązanie jest dość toporne, zrealizowane w duchu "trust no one".

Rozbawił mnie nieskrywany nacjonalizm autorki - obcokrajowcy mają "dziwne" twarze i można się po nich spodziewać najgorszego (zwłaszcza po emigrantce z Polski).

Nie polecam zaglądania na polską wikipedię, gdzie poszłam sprawdzić pisownię nazwisk bohaterów (ponieważ Zelnik, czytający audiobook, miał manierę wymowy Tuppence jako 'tabenz'), albowiem bez żadnego ostrzeżenia jest wyjawiona osoba mordercy. Wiem, że minęło ponad 70 lat od wydania książki, ale i tak.

Inne tej autorki.

#25/#4

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 19, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panie, 2017, kryminal, klub-srebrnego-klucza - 2 komentarze - Skomentuj


Frederick Forsythe - Psy wojny

Shannon, irlandzki najemnik, dostaje zlecenie przeprowadzenia zamachu wojskowego w jednej z małych, nie znaczących republik afrykańskich, Zangaro. Między wierszami orientuje się, że celem jest przejęcie przez brytyjską firmę koncesji na wydobycie platyny z terenów należących do republiki, o czym wie tylko zleceniodawca (i domyśla się Shannon). Jak rasowy Project Manager, zaczyna od szczegółowego rozpoznania, układa harmonogram i pozyskuje zasoby (innych najemników, broń oraz statek), żeby w 100 dni zgładzić psychopatycznego tyrana, rządzącego Zangaro, a na jego miejsce osadzić przekupionego przez Brytyjczyków następcę. Zamach się udaje mimo pewnych strat, ale finał rozgrywki nie do końca jest taki, jak sobie zaplanował sprytny przedsiębiorca.

Z jednej strony powieść się zestarzała - informacja przestała być tak łatwa do ukrycia, jak w czasach, gdzie telefon i telegraf były jedynymi źródłami komunikacji, a odcięcie od mediów dało się załatwić wyłączeniem jedynego nadajnika na cały kraj. Z drugiej strony, niewiele się zmieniło, co widać nie tylko w Afryce. Nieco naiwne może być uczynienie z Shannona, teoretycznie "człowieka do wynajęcia", najbardziej moralnej osoby w skorumpowanym i pchanym jedynie żądzą wzbogacenia się świecie, ale w zasadzie - czemu nie. Umówmy się, że ta jego moralność, wykładana córce biznesmena, którego chce oszukać, jest też dość relatywna - nie waha się przed zbiciem swojej kochanki, żeby nauczyć ją posłuszeństwa oraz przed zabiciem niezbędnej grupy ludzi, żeby dopiąć celu.

Czytałam wersję zubożoną o wszystkie elementy związane z byłym Związkiem Radzieckim i udziałem państw socjalistycznych w procederze handlu bronią. Ma ktoś pełną wersję?

#24/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 15, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, 2017, kryminal - 4 komentarze - Skomentuj


Frederick Forsythe - Psy wojny

Shannon, irlandzki najemnik, dostaje zlecenie przeprowadzenia zamachu wojskowego w jednej z małych, nie znaczących republik afrykańskich, Zangaro. Między wierszami orientuje się, że celem jest przejęcie przez brytyjską firmę koncesji na wydobycie platyny z terenów należących do republiki, o czym wie tylko zleceniodawca (i domyśla się Shannon). Jak rasowy Project Manager, zaczyna od szczegółowego rozpoznania, układa harmonogram i pozyskuje zasoby (innych najemników, broń oraz statek), żeby w 100 dni zgładzić psychopatycznego tyrana, rządzącego Zangaro, a na jego miejsce osadzić przekupionego przez Brytyjczyków następcę. Zamach się udaje mimo pewnych strat, ale finał rozgrywki nie do końca jest taki, jak sobie zaplanował sprytny przedsiębiorca.

Z jednej strony powieść się zestarzała - informacja przestała być tak łatwa do ukrycia, jak w czasach, gdzie telefon i telegraf były jedynymi źródłami komunikacji, a odcięcie od mediów dało się załatwić wyłączeniem jedynego nadajnika na cały kraj. Z drugiej strony, niewiele się zmieniło, co widać nie tylko w Afryce. Nieco naiwne może być uczynienie z Shannona, teoretycznie "człowieka do wynajęcia", najbardziej moralnej osoby w skorumpowanym i pchanym jedynie żądzą wzbogacenia się świecie, ale w zasadzie - czemu nie. Umówmy się, że ta jego moralność, wykładana córce biznesmena, którego chce oszukać, jest też dość relatywna - nie waha się przed zbiciem swojej kochanki, żeby nauczyć ją posłuszeństwa oraz przed zabiciem niezbędnej grupy ludzi, żeby dopiąć celu.

Czytałam wersję zubożoną o wszystkie elementy związane z byłym Związkiem Radzieckim i udziałem państw socjalistycznych w procederze handlu bronią. Ma ktoś pełną wersję?

#24/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 15, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, 2017, kryminal - 4 komentarze - Skomentuj


O lenistwie i że jednak nature prevails

W tym roku ogród ruszył szybko, znęcony kilka słonecznymi dniami, po czym zastopował, bo od tygodnia leje, szaro i temperatura raczej z tych ostrzejszych. Wyznam tutaj, że jestem nie dość, że leniwa, to jeszcze zapominalska, bo nie wykopałam cebulek kwitnących w ubiegłym roku właśnie z powodu lenistwa oraz nie oznaczenia miejsca, gdzie cebule były. Mimo to wyrosły, choć ewidentnie biedniejsze i nie wszystkie (nie nawoziłam, bo też zapomniałam). Hiacynty mają o wiele uboższe kwiatostany niż przed rokiem, a sporo tulipanów zamiast pączków ma gołe liście. Co się z takimi robi? Wykopuje i na kompost czy spróbować za rok? Na pocieszenie mam drugą grządkę z prezentem od teściowej, nic tak nie cieszy jak wiaderko cebulek-niespodzianek.

Rok temu - nie przedłużając suspensu, konwalie nie wyszły w ogóle, również w tym roku. Chyba przywiozę trochę z ogródka teściowej.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - - 5 komentarzy - Skomentuj


O lenistwie i że jednak nature prevails

W tym roku ogród ruszył szybko, znęcony kilka słonecznymi dniami, po czym zastopował, bo od tygodnia leje, szaro i temperatura raczej z tych ostrzejszych. Wyznam tutaj, że jestem nie dość, że leniwa, to jeszcze zapominalska, bo nie wykopałam cebulek kwitnących w ubiegłym roku właśnie z powodu lenistwa oraz nie oznaczenia miejsca, gdzie cebule były. Mimo to wyrosły, choć ewidentnie biedniejsze i nie wszystkie (nie nawoziłam, bo też zapomniałam). Hiacynty mają o wiele uboższe kwiatostany niż przed rokiem, a sporo tulipanów zamiast pączków ma gołe liście. Co się z takimi robi? Wykopuje i na kompost czy spróbować za rok? Na pocieszenie mam drugą grządkę z prezentem od teściowej, nic tak nie cieszy jak wiaderko cebulek-niespodzianek.

Rok temu - nie przedłużając suspensu, konwalie nie wyszły w ogóle, również w tym roku. Chyba przywiozę trochę z ogródka teściowej.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 9, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - - 5 komentarzy - Skomentuj


#robotakochagłupiego

Co jakiś czas mam przypływ kreatywności, który owocuje znalezieniem sobie czegoś upierdliwie długotrwałego do roboty. Tym razem, znęcona serwisem internetowym, w którym podaje się link do instagrama, a serwis zwrotnie wysyła zdjęcia w uroczym formacie 10x10, wymyśliłam sobie, że zacznę wreszcie robić odbitki zdjęć, których mam miljon i jeszcze trochę. I nie że zrobię odbitki i spocznę na hamaku, tylko zrobię przegląd zdjęć zstępnej, wybiorę po 4 z każdego miesiąca, osiągając ładnie parzystą liczbę 48 zdjęć rocznie i dwóch albumach zgromadzę tyle materiału, że nie będzie wstydu, jak przyjdzie potencjalny narzeczony. Idąc od współczesności, jestem aktualnie na 2012, 4 lata przede mną.

Żeby nie było, że tylko młodzież - część zdjęć wylądowała na ścianie w gabinecie, a część - 15x15 - czeka na eleganckie ramki z passe-partout, żeby trafić do salonu. Bo kto bogatemu zabroni.

Notka zawiera lokowanie produktów, ale - ubolewam - nie jest sponsorowana.
Zdjęcia i albumy - kwadratove.pl
Przyklejki - Henzo, np. z allegro
Ramki - allegro

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 4, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, JFDI, P jak Posesja - - 1 komentarz - Skomentuj


#robotakochagłupiego

Co jakiś czas mam przypływ kreatywności, który owocuje znalezieniem sobie czegoś upierdliwie długotrwałego do roboty. Tym razem, znęcona serwisem internetowym, w którym podaje się link do instagrama, a serwis zwrotnie wysyła zdjęcia w uroczym formacie 10x10, wymyśliłam sobie, że zacznę wreszcie robić odbitki zdjęć, których mam miljon i jeszcze trochę. I nie że zrobię odbitki i spocznę na hamaku, tylko zrobię przegląd zdjęć zstępnej, wybiorę po 4 z każdego miesiąca, osiągając ładnie parzystą liczbę 48 zdjęć rocznie i dwóch albumach zgromadzę tyle materiału, że nie będzie wstydu, jak przyjdzie potencjalny narzeczony. Idąc od współczesności, jestem aktualnie na 2012, 4 lata przede mną.

Żeby nie było, że tylko młodzież - część zdjęć wylądowała na ścianie w gabinecie, a część - 15x15 - czeka na eleganckie ramki z passe-partout, żeby trafić do salonu. Bo kto bogatemu zabroni.

Notka zawiera lokowanie produktów, ale - ubolewam - nie jest sponsorowana.
Zdjęcia i albumy - kwadratove.pl
Przyklejki - Henzo, np. z allegro
Ramki - allegro

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 4, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, JFDI, P jak Posesja - - 1 komentarz - Skomentuj