[4/6.03.2016]
Przestałam ostatnio nosić aparat. Bo lenistwo, w końcu zajmuje miejsce i swoje waży. Bo aparat w telefonie czasem potrafi lepiej i nie trzeba nosić dodatkowego obiektywu (lenistwo, mówiłam?). Bo instagram, a z Nikona się nijak nie da od razu. Bo praca. Bo szaro i tak, nie ma rozbłysków i potencjalnych bokeh. Mam poczucie, że coś trzeba z tym zrobić. Rozpaczliwie czekam na ciepło, stabilność lekkiego obuwia i #nagołenogi. I energię, która pozwala zejść z trasy.
(Wyspiańskiego 56)
(al. Wielkopolska, Niepodległości)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 9, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[4/6.03.2016]
Przestałam ostatnio nosić aparat. Bo lenistwo, w końcu zajmuje miejsce i swoje waży. Bo aparat w telefonie czasem potrafi lepiej i nie trzeba nosić dodatkowego obiektywu (lenistwo, mówiłam?). Bo instagram, a z Nikona się nijak nie da od razu. Bo praca. Bo szaro i tak, nie ma rozbłysków i potencjalnych bokeh. Mam poczucie, że coś trzeba z tym zrobić. Rozpaczliwie czekam na ciepło, stabilność lekkiego obuwia i #nagołenogi. I energię, która pozwala zejść z trasy.
(Wyspiańskiego 56)
(al. Wielkopolska, Niepodległości)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 9, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
To nie jest tak, że to jest zła książka. To jest zwyczajnie książka po pierwsze źle reklamowana, po drugie - bardzo źle przetłumaczona. Nad tłumaczeniem nie będę się pastwić, bo mimo tego da się czytać, czasem nawet z przyjemnością, powiem tylko, że co chwila zdarzają się zdania przetłumaczone z zachowaniem angielskiej składni, a po polsku używanie fraz typu "miałem seks" zwyczajnie zgrzyta. Wracając do złej reklamy - okładka, kiepski polski tytuł (w oryginale to zgrabna gra słów "Wishful drinking"[1]) i czas wydania w okolicach premiery 7. części Gwiezdnych Wojen - sugerują, że będzie o filmie. A nie jest[2]. To biograficzne zapiski o nietypowym dzieciństwie i jego konsekwencjach w alkoholizmie i narkomanii, chorobie psychicznej, rodzinie, mężczyznach i wreszcie córce. Mimo poważnej tematyki - dość zabawne i z dystansem; Carrie wszak występuje czasem na scenie komediowej.
A, niestety to krótka lektura - na jeden wieczór.
[1] ... kojarzące się z frazą "wishful thinking", czyli myślenie życzeniowe.
[2] No dobrze, trochę jest. O tym, jakie konsekwencje ma fakt bycia obiektem masturbacji całego pokolenia pryszczatych fanów oraz czemu pod białą tuniką księżniczki Lei nie było bielizny. Ale ploteczki z planu czy sekrety produkcji kultowej serii - nie ten adres.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, biografia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To nie jest tak, że to jest zła książka. To jest zwyczajnie książka po pierwsze źle reklamowana, po drugie - bardzo źle przetłumaczona. Nad tłumaczeniem nie będę się pastwić, bo mimo tego da się czytać, czasem nawet z przyjemnością, powiem tylko, że co chwila zdarzają się zdania przetłumaczone z zachowaniem angielskiej składni, a po polsku używanie fraz typu "miałem seks" zwyczajnie zgrzyta. Wracając do złej reklamy - okładka, kiepski polski tytuł (w oryginale to zgrabna gra słów "Wishful drinking"[1]) i czas wydania w okolicach premiery 7. części Gwiezdnych Wojen - sugerują, że będzie o filmie. A nie jest[2]. To biograficzne zapiski o nietypowym dzieciństwie i jego konsekwencjach w alkoholizmie i narkomanii, chorobie psychicznej, rodzinie, mężczyznach i wreszcie córce. Mimo poważnej tematyki - dość zabawne i z dystansem; Carrie wszak występuje czasem na scenie komediowej.
A, niestety to krótka lektura - na jeden wieczór.
[1] ... kojarzące się z frazą "wishful thinking", czyli myślenie życzeniowe.
[2] No dobrze, trochę jest. O tym, jakie konsekwencje ma fakt bycia obiektem masturbacji całego pokolenia pryszczatych fanów oraz czemu pod białą tuniką księżniczki Lei nie było bielizny. Ale ploteczki z planu czy sekrety produkcji kultowej serii - nie ten adres.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, biografia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczyna się obiecująco, bo podczas zebrania w warszawskiej korporacji (szkło i chrom) zostaje zabity celnym strzałem z karabinku dyrektor-buc. Podejrzani są pracownicy, niestety komisarz Konstanty Podbiał błyskawicznie uznaje, że nie zabił go nikt z pracowników, więc obiecujący wątek na tym się kończy, mimo szumnych zapowiedzi na okładce. Morderstwa, a jest ich kilka, rozgrywają się głównie w starych kinach (lub miejscach, gdzie kina zburzono, vide biurowiec korporacji) i są odtwarzanymi scenami śmierci z klasycznych filmów. Podbiał przez całą akcję głównie myśli o nadchodzącym rozwodzie z żoną, znaną aktorką Rawską[1], rzucając czasem wszystko, żeby iść postać i posiorbać tęsknie pod studiem. Śledztwo wyjaśnia się absolutnym cudem[2], bo przypadkowy świadek rozpoznał mordercę na niewyraźnym obrazie z kamery ochrony.
Jest trochę zdrowego, polskiego rasizmu (ciemnoskórzy goście w hotelu zachowują się jak na targu w Mogadiszu), a poza tym jest... miernie. Intryga się specjalnie nie klei, zarówno Podbiał, jak i jego asystent, wegetarianin Nowak, idą bez zabezpieczeń za potencjalnym mordercą i regularnie obrywają w głowę lub - szantażowani - łykają w ciemno tabletki i idą jak owce na rzeź. Miałam czasem poczucie, że czytam pamiętnik autora, któremu się w Warszawie wszystko nie podoba - światła na placu Wilsona, dzwoniący komórkami w metrze (oraz śmierdzący czosnkiem), budowa wieżowców zamiast renowacji starych budynków, zabrakło mi tylko wątku #słoików. Jest i narzekanie na utratę prywatności przez gremialne zakładanie kont na naszej-klasie (do danych na której policja ma oczywiście pełen dostęp) oraz paparazzi chodzący za skandalizującym[1] policjantem-celebrytą[1]. Autor miejscami sili się na wątki komiczne, typu słabo zarabiający policjant, który prawie jak Kobieta Pracująca, co to żadnej pracy się nie boi, co chwila plącze się w śledztwie, dorabiając roznoszeniem ulotek w durnym kostiumie, kelnerując w klubie ze striptizem czy wreszcie myjąc sedesy nowobogackim.
Policja je kebab na grubym cieście(?) oraz falafela w cienkim cieście(??), za to z ostrym sosem.
[1] Srsly, komisarz policji poślubiający aktorkę, po czym oboje lądują w prasie kolorowej. Bardziej przeglądem życia codziennego Warszawy sprzed ładnych kilku lat już nie można jechać.
[2] Jak wiele sytuacji, które rozwiązują się w książce przez nagłą utratę przytomności, pijany Podbiał, który zobaczył ciemność w metrze, obudził się w służbowym samochodzie podczas odbywającego się właśnie aktu poświęcenia i zwymiotował tuż obok butów swojego zwierzchnika (i księdza z kropidłem).
#17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panowie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczyna się obiecująco, bo podczas zebrania w warszawskiej korporacji (szkło i chrom) zostaje zabity celnym strzałem z karabinku dyrektor-buc. Podejrzani są pracownicy, niestety komisarz Konstanty Podbiał błyskawicznie uznaje, że nie zabił go nikt z pracowników, więc obiecujący wątek na tym się kończy, mimo szumnych zapowiedzi na okładce. Morderstwa, a jest ich kilka, rozgrywają się głównie w starych kinach (lub miejscach, gdzie kina zburzono, vide biurowiec korporacji) i są odtwarzanymi scenami śmierci z klasycznych filmów. Podbiał przez całą akcję głównie myśli o nadchodzącym rozwodzie z żoną, znaną aktorką Rawską[1], rzucając czasem wszystko, żeby iść postać i posiorbać tęsknie pod studiem. Śledztwo wyjaśnia się absolutnym cudem[2], bo przypadkowy świadek rozpoznał mordercę na niewyraźnym obrazie z kamery ochrony.
Jest trochę zdrowego, polskiego rasizmu (ciemnoskórzy goście w hotelu zachowują się jak na targu w Mogadiszu), a poza tym jest... miernie. Intryga się specjalnie nie klei, zarówno Podbiał, jak i jego asystent, wegetarianin Nowak, idą bez zabezpieczeń za potencjalnym mordercą i regularnie obrywają w głowę lub - szantażowani - łykają w ciemno tabletki i idą jak owce na rzeź. Miałam czasem poczucie, że czytam pamiętnik autora, któremu się w Warszawie wszystko nie podoba - światła na placu Wilsona, dzwoniący komórkami w metrze (oraz śmierdzący czosnkiem), budowa wieżowców zamiast renowacji starych budynków, zabrakło mi tylko wątku #słoików. Jest i narzekanie na utratę prywatności przez gremialne zakładanie kont na naszej-klasie (do danych na której policja ma oczywiście pełen dostęp) oraz paparazzi chodzący za skandalizującym[1] policjantem-celebrytą[1]. Autor miejscami sili się na wątki komiczne, typu słabo zarabiający policjant, który prawie jak Kobieta Pracująca, co to żadnej pracy się nie boi, co chwila plącze się w śledztwie, dorabiając roznoszeniem ulotek w durnym kostiumie, kelnerując w klubie ze striptizem czy wreszcie myjąc sedesy nowobogackim.
Policja je kebab na grubym cieście(?) oraz falafela w cienkim cieście(??), za to z ostrym sosem.
[1] Srsly, komisarz policji poślubiający aktorkę, po czym oboje lądują w prasie kolorowej. Bardziej przeglądem życia codziennego Warszawy sprzed ładnych kilku lat już nie można jechać.
[2] Jak wiele sytuacji, które rozwiązują się w książce przez nagłą utratę przytomności, pijany Podbiał, który zobaczył ciemność w metrze, obudził się w służbowym samochodzie podczas odbywającego się właśnie aktu poświęcenia i zwymiotował tuż obok butów swojego zwierzchnika (i księdza z kropidłem).
#17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panowie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Więc z przykrością muszę stwierdzić, że jak pierwszy tom miał dużo ożywczego humoru, językowego i sytuacyjnego, tak tutaj w zasadzie nie ma nic. Pamiętnik Marii przeplata się z listami do Maxa Launa, który mieszka dwa zamki dalej (a w zasadzie to w leśniczówce, bo w zamku się pozostali krewni biją) i w obu arystokratka opisuje to, co w zamku dzień po dniu się dzieje. Ślub fanów Vondrackovej, Józef ukrywający się w kazamatach przed turystami, pan Spock (ogrodnik) nadużywający prozaku, ojciec skrzętnie liczący pieniądze i narzekający na to, że pracownicy chcą wynagrodzenia i matka, w dalszym ciągu nie mówiąca po czesku, za to chętna na spotkanie z księżną Dianą (która już od lat nie żyje, ale w Kostce mamy rok 1996). Wszystko jest zabawne, ale w sposób tak przewidywalny, że nie zaskakuje. Oczywiście ten rom kończy się równie nagle, co - mimo braku zachwytu lekturą - odnotowałam z pewnym smutkiem.
Inne tego autora.
#16
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 6, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panowie, beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Więc z przykrością muszę stwierdzić, że jak pierwszy tom miał dużo ożywczego humoru, językowego i sytuacyjnego, tak tutaj w zasadzie nie ma nic. Pamiętnik Marii przeplata się z listami do Maxa Launa, który mieszka dwa zamki dalej (a w zasadzie to w leśniczówce, bo w zamku się pozostali krewni biją) i w obu arystokratka opisuje to, co w zamku dzień po dniu się dzieje. Ślub fanów Vondrackovej, Józef ukrywający się w kazamatach przed turystami, pan Spock (ogrodnik) nadużywający prozaku, ojciec skrzętnie liczący pieniądze i narzekający na to, że pracownicy chcą wynagrodzenia i matka, w dalszym ciągu nie mówiąca po czesku, za to chętna na spotkanie z księżną Dianą (która już od lat nie żyje, ale w Kostce mamy rok 1996). Wszystko jest zabawne, ale w sposób tak przewidywalny, że nie zaskakuje. Oczywiście ten rom kończy się równie nagle, co - mimo braku zachwytu lekturą - odnotowałam z pewnym smutkiem.
Inne tego autora.
#16
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 6, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panowie, beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Codziennie wdycham miasto, jadąc przez sam środek - Aleję Niepodległości - i Wildę. Czekam, aż będzie ciut cieplej, żeby przesiąść się na tramwaj i mieć dodatkową godzinę na czytanie dziennie.
Osadzam się i zadomawiam w nowej pracy; to jest ten moment, kiedy wchodzę i wiem, od czego zacząć. Delegację dziś rozliczyłam, a wierzcie mi, nie jest to łatwe. Zyskuję mikrofejm umiejętnością czytania w pięciu językach (niekoniecznie dobrze, ale z jakimś tam wyczuciem) i nieco większy umiejętnością zgubienia wszystkiego. Po imprezie integracyjnej mówią na mnie per "matko chrzestna" (trochę #samaniewiem, ale lepiej tak niż jakbym się nieprzystojnie zachowywała w tym wieku, nieprawdaż?). Czasem bywa ciężej, zwłaszcza jak nie mam wyczucia i wiedzy historycznej. Ale liczę, że plusy jednak przesłonią minusy przed zakończeniem okresu próbnego, albowiem byłoby mi przykro, jakby nie.
Już byłam w ogródku, już oglądałam kiełki posadzonych na jesieni cebul, gdy wtem śnieg. Dzisiaj śnieg już prawie stopniał, kupiłam więc w lidlu kłącza i cebule wiosenne (dalie, mieczyki i chyba znowu dalie). Pewnie znowu spadnie i wszystko zasypie (śnieg, nie lidl). Nie przeszkadza mi to robić listy miejsc w Wielkopolsce do odwiedzenia w pierwszy ciepły weekend.
Kot bez zmian na krawędzi. Głośno domaga się jedzenia, je, pije i emituje konsekwencje spożywania, ale widać, że głównie leży i zasadniczo jej wszystko jedno.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 2, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Codziennie wdycham miasto, jadąc przez sam środek - Aleję Niepodległości - i Wildę. Czekam, aż będzie ciut cieplej, żeby przesiąść się na tramwaj i mieć dodatkową godzinę na czytanie dziennie.
Osadzam się i zadomawiam w nowej pracy; to jest ten moment, kiedy wchodzę i wiem, od czego zacząć. Delegację dziś rozliczyłam, a wierzcie mi, nie jest to łatwe. Zyskuję mikrofejm umiejętnością czytania w pięciu językach (niekoniecznie dobrze, ale z jakimś tam wyczuciem) i nieco większy umiejętnością zgubienia wszystkiego. Po imprezie integracyjnej mówią na mnie per "matko chrzestna" (trochę #samaniewiem, ale lepiej tak niż jakbym się nieprzystojnie zachowywała w tym wieku, nieprawdaż?). Czasem bywa ciężej, zwłaszcza jak nie mam wyczucia i wiedzy historycznej. Ale liczę, że plusy jednak przesłonią minusy przed zakończeniem okresu próbnego, albowiem byłoby mi przykro, jakby nie.
Już byłam w ogródku, już oglądałam kiełki posadzonych na jesieni cebul, gdy wtem śnieg. Dzisiaj śnieg już prawie stopniał, kupiłam więc w lidlu kłącza i cebule wiosenne (dalie, mieczyki i chyba znowu dalie). Pewnie znowu spadnie i wszystko zasypie (śnieg, nie lidl). Nie przeszkadza mi to robić listy miejsc w Wielkopolsce do odwiedzenia w pierwszy ciepły weekend.
Kot bez zmian na krawędzi. Głośno domaga się jedzenia, je, pije i emituje konsekwencje spożywania, ale widać, że głównie leży i zasadniczo jej wszystko jedno.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 2, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 1 komentarz
- Skomentuj