Irlandia, Dublin. Po dłuższym researchu, wzbogaconym rozmową z lokalesami w sobotę (lokalesów miałam na wynos na pikniku pod Poznaniem, bardzo mi się podobało) ustaliłam, że to, co jeździ w Dublinie, to jednak nie jest metro jako takie. I że metra w Dublinie raczej nie będzie. Ale, ponieważ już się nastawiłam oraz mam zdjęcia, w ramach przerywnika o różnych szynowych instalacjach, w roli metra w Dublinie wystąpi gościnnie DART, czyli Dublin Area Rapid Transit. Ma tory? Ma. Ma stacje w mieście? Ma? Seems legit. I ma śliczne, ażurowe stacje oraz - czasem - piękne widoki na wodę.





(2010, 2011)
Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 16, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
irlandia, 2011, 2010, metro, dublin
- 1 komentarz
- Skomentuj
Irlandia, Dublin. Po dłuższym researchu, wzbogaconym rozmową z lokalesami w sobotę (lokalesów miałam na wynos na pikniku pod Poznaniem, bardzo mi się podobało) ustaliłam, że to, co jeździ w Dublinie, to jednak nie jest metro jako takie. I że metra w Dublinie raczej nie będzie. Ale, ponieważ już się nastawiłam oraz mam zdjęcia, w ramach przerywnika o różnych szynowych instalacjach, w roli metra w Dublinie wystąpi gościnnie DART, czyli Dublin Area Rapid Transit. Ma tory? Ma. Ma stacje w mieście? Ma? Seems legit. I ma śliczne, ażurowe stacje oraz - czasem - piękne widoki na wodę.





(2010, 2011)
Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 16, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
irlandia, 2011, 2010, metro, dublin
- 1 komentarz
- Skomentuj
To nie tak, że w PRL-u wszyscy pracowali 7-15 i bez nadgodzin. Otóż pan wiceprokurator Kur nie wracał do domu wcześniej niż późnym wieczorem, ba, zapomniał, jak wygląda kino, teatr czy kawiarnia, bo miał do zakończenia sprawę "białego gangu". Biały gang sprzedawał za granicę ekskluzywny szybkoschnący cement (który i tak był produkowany tylko na eksport) z pominięciem MHZ, za to za dewizy. Na szczęście w czujnym społeczeństwie socjalistycznym wpadł (bo nieostrożni członkowie gangu a to kupowali telewizor, radio czy nawet nową "Jawę" oraz - oczywiście - alkohol). I pewnie by sprawę udało się zakończył, gdyby nie to, że tuż przed rozpoczęciem procesu ktoś napadł na aplikanta, stuknął go lekko w czaszkę i ukradł akta sprawy, które to nieostrożny aplikant zabrał do domu, żeby poprawić, hehe, paginację. Akta jak akta, mrówczą pracą dało się jej odtworzyć, gorzej z czekiem, jaki milicja przechwyciła - okaziciel, posiadający pełnomocnictwo głównego oskarżonego mógł pobrać z wiedeńskiego "Donaubanku" niebagatelną kwotę 80 tysięcy dolarów, co na ówczesne nasze przekładało się już na miliony. Na szczęście do akcji włącza się major Krzyżewski, który nie zawaha się kupić pół kilo krówek, żeby uzyskać zeznania od młodzieży oraz potrafi tak inteligentnie podejść przesłuchiwanego, że dowiaduje się bez problemu, kto zlecił unieszkodliwienie aplikanta (a przy tym wyprowadza na dobrą drogę złodziejaszka Rękawka). Uzyskuje nawet oficjalną zgodę na postępowanie niekoniecznie zgodne z regulaminem. Do rozwiązania sprawy wydatnie przydaje się jeden z ulubionych przez Edigeya podstępów, czyli pozostawienie w areszcie kogoś niewinnego (i to jednego z pracowników wydziału sprawiedliwości) w celu zmylenia prawdziwego przestępcy.
Ale może to nawet lepiej, że przyszły prokurator poznał życie z tej drugiej strony barykady. Tego nie uczą ani na uniwersytecie, ani nawet na kursach dla aplikantów. Takie doświadczenia mogą być przydatne w przyszłej karierze prokuratorskiej. Ostatecznie pan (...) stracił zaledwie 17 dni. Dla młodego człowieka to nic nie znaczy. W zamian uzyskał nominację, na którą musiałby czekać jeszcze co najmniej pół roku.
Się zarabia: kupuje się garnki aluminiowe i się przerabia na pięciozłotówki z kilkusetprocentowym przebiciem.
Się robi: w więzieniu nóż z łyżki z pomocą kaloryfera.
Się kradnie: bo się ma córki i trzeba je wydać za mąż, a wesele kosztuje.
Się wyjeżdża: na wyraj, po ang. na weekend.
Wiem, macie dość Edigeya, ale to takie quick winy dla higieny umysłu.
Inne tego autora.
#56
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 14, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2015, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 1 komentarz
- Skomentuj
To nie tak, że w PRL-u wszyscy pracowali 7-15 i bez nadgodzin. Otóż pan wiceprokurator Kur nie wracał do domu wcześniej niż późnym wieczorem, ba, zapomniał, jak wygląda kino, teatr czy kawiarnia, bo miał do zakończenia sprawę "białego gangu". Biały gang sprzedawał za granicę ekskluzywny szybkoschnący cement (który i tak był produkowany tylko na eksport) z pominięciem MHZ, za to za dewizy. Na szczęście w czujnym społeczeństwie socjalistycznym wpadł (bo nieostrożni członkowie gangu a to kupowali telewizor, radio czy nawet nową "Jawę" oraz - oczywiście - alkohol). I pewnie by sprawę udało się zakończył, gdyby nie to, że tuż przed rozpoczęciem procesu ktoś napadł na aplikanta, stuknął go lekko w czaszkę i ukradł akta sprawy, które to nieostrożny aplikant zabrał do domu, żeby poprawić, hehe, paginację. Akta jak akta, mrówczą pracą dało się jej odtworzyć, gorzej z czekiem, jaki milicja przechwyciła - okaziciel, posiadający pełnomocnictwo głównego oskarżonego mógł pobrać z wiedeńskiego "Donaubanku" niebagatelną kwotę 80 tysięcy dolarów, co na ówczesne nasze przekładało się już na miliony. Na szczęście do akcji włącza się major Krzyżewski, który nie zawaha się kupić pół kilo krówek, żeby uzyskać zeznania od młodzieży oraz potrafi tak inteligentnie podejść przesłuchiwanego, że dowiaduje się bez problemu, kto zlecił unieszkodliwienie aplikanta (a przy tym wyprowadza na dobrą drogę złodziejaszka Rękawka). Uzyskuje nawet oficjalną zgodę na postępowanie niekoniecznie zgodne z regulaminem. Do rozwiązania sprawy wydatnie przydaje się jeden z ulubionych przez Edigeya podstępów, czyli pozostawienie w areszcie kogoś niewinnego (i to jednego z pracowników wydziału sprawiedliwości) w celu zmylenia prawdziwego przestępcy.
Ale może to nawet lepiej, że przyszły prokurator poznał życie z tej drugiej strony barykady. Tego nie uczą ani na uniwersytecie, ani nawet na kursach dla aplikantów. Takie doświadczenia mogą być przydatne w przyszłej karierze prokuratorskiej. Ostatecznie pan (...) stracił zaledwie 17 dni. Dla młodego człowieka to nic nie znaczy. W zamian uzyskał nominację, na którą musiałby czekać jeszcze co najmniej pół roku.
Się zarabia: kupuje się garnki aluminiowe i się przerabia na pięciozłotówki z kilkusetprocentowym przebiciem.
Się robi: w więzieniu nóż z łyżki z pomocą kaloryfera.
Się kradnie: bo się ma córki i trzeba je wydać za mąż, a wesele kosztuje.
Się wyjeżdża: na wyraj, po ang. na weekend.
Wiem, macie dość Edigeya, ale to takie quick winy dla higieny umysłu.
Inne tego autora.
#56
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 14, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2015, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wczoraj WTEM moje dziecko zakończyło zerówkę. Moja malutka, puchata córeczka, która jeszcze przed chwilą była nieopierzonym pisklakiem. A tu zerówka i za progiem szkoła. Trochę zapomniałam się wzruszyć ze względu na zabieganie; chaos, przedstawienie o Koziołku Matołku z gromadą beczących (prawie) 6-latków w maskach niebezpiecznie blisko ocierających się Ku-Klux-Klan. Po części oficjalnej część z ciastem, zaczepia mnie mama M., wyrażając żal, że to z galaretką już wyszło. W drodze na zaplecze, gdzie miałam kawałek, który się nie zmieścił na półmisek, dowiaduję się, że jej syn (lat 6) zakochał się w mojej córce na tyle, że poza notorycznym pożyczaniem kocyka na drzemkę, chciał ją zabrać na wesele. Wprawdzie Maj odmówił, twierdząc, że nie zamierza wychodzić za mąż, ale to jakby czyni z nas teściowe.
Za młoda jestem na teściową.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 13, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Wczoraj WTEM moje dziecko zakończyło zerówkę. Moja malutka, puchata córeczka, która jeszcze przed chwilą była nieopierzonym pisklakiem. A tu zerówka i za progiem szkoła. Trochę zapomniałam się wzruszyć ze względu na zabieganie; chaos, przedstawienie o Koziołku Matołku z gromadą beczących (prawie) 6-latków w maskach niebezpiecznie blisko ocierających się Ku-Klux-Klan. Po części oficjalnej część z ciastem, zaczepia mnie mama M., wyrażając żal, że to z galaretką już wyszło. W drodze na zaplecze, gdzie miałam kawałek, który się nie zmieścił na półmisek, dowiaduję się, że jej syn (lat 6) zakochał się w mojej córce na tyle, że poza notorycznym pożyczaniem kocyka na drzemkę, chciał ją zabrać na wesele. Wprawdzie Maj odmówił, twierdząc, że nie zamierza wychodzić za mąż, ale to jakby czyni z nas teściowe.
Za młoda jestem na teściową.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 13, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Koniec XIX wieku, gorączka złota w Australii, szlachetnie urodzeni, cwaniaczkowie, biznesmeni, politycy i dziwki. Do Hokitiki przypływa młody Szkot, Walter Moody, który planuje szukać złota. Zamiast złota początkowo i przypadkiem wpada w sam środek spotkania 12 mężczyzn, pragnących wyjaśnić kilka tajemnic - zaginionych kufrów, nie podpisanego dokumentu, złota, która wzięło się prawie że znikąd i wielokrotnie zostało wykorzystane przez różne osoby, śmierci, zaginięcia oraz prawie śmiertelnego przedawkowania opium przez lokalną kurtyzanę. Spotkanie relacjonowane jest przez kilkaset stron, przez kolejne kilkaset - jego reperkusje.
Znęcona mnóstwem superlatywów pożyczyłam od dees i zmęczyłam się strasznie, przedzierając przez kolejne rozdziały. To doskonały przykład, jak forma zabija całkiem ciekawą historię. Każdy z bohaterów jest starannie i dokładnie przedstawiany (a jest ich kilkunastu), historie z przeszłości są najpierw relacjonowane, czasem przez kilka osób i dopiero całość relacji pozwala na poskładanie wszystkich elementów układanki. Język jest kwiecisty, dygresyjny i bogaty, co pewnie jest zaletą, ale gubi się w tym płynność narracji i buduje komplikacja. Do poszczególnych rozdziałów doklejone są diagramy astronomiczne, chociaż kompletnie nic nie wnoszą. Rozdziały, początkowo długie, skracają się, im dalej w książkę, dochodząc na końcu do absurdu, gdzie tytuł rozdziału ma kilkadziesiąt wyrazów i bywa dłuższy niż właściwa treść.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, obyczajowy, australia
- 1 komentarz
- Skomentuj
Koniec XIX wieku, gorączka złota w Australii, szlachetnie urodzeni, cwaniaczkowie, biznesmeni, politycy i dziwki. Do Hokitiki przypływa młody Szkot, Walter Moody, który planuje szukać złota. Zamiast złota początkowo i przypadkiem wpada w sam środek spotkania 12 mężczyzn, pragnących wyjaśnić kilka tajemnic - zaginionych kufrów, nie podpisanego dokumentu, złota, która wzięło się prawie że znikąd i wielokrotnie zostało wykorzystane przez różne osoby, śmierci, zaginięcia oraz prawie śmiertelnego przedawkowania opium przez lokalną kurtyzanę. Spotkanie relacjonowane jest przez kilkaset stron, przez kolejne kilkaset - jego reperkusje.
Znęcona mnóstwem superlatywów pożyczyłam od dees i zmęczyłam się strasznie, przedzierając przez kolejne rozdziały. To doskonały przykład, jak forma zabija całkiem ciekawą historię. Każdy z bohaterów jest starannie i dokładnie przedstawiany (a jest ich kilkunastu), historie z przeszłości są najpierw relacjonowane, czasem przez kilka osób i dopiero całość relacji pozwala na poskładanie wszystkich elementów układanki. Język jest kwiecisty, dygresyjny i bogaty, co pewnie jest zaletą, ale gubi się w tym płynność narracji i buduje komplikacja. Do poszczególnych rozdziałów doklejone są diagramy astronomiczne, chociaż kompletnie nic nie wnoszą. Rozdziały, początkowo długie, skracają się, im dalej w książkę, dochodząc na końcu do absurdu, gdzie tytuł rozdziału ma kilkadziesiąt wyrazów i bywa dłuższy niż właściwa treść.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, obyczajowy, australia
- 1 komentarz
- Skomentuj
Pierwsza runda cyklinowania.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 10, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, P jak Posesja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pierwsza runda cyklinowania.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 10, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, P jak Posesja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj