Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.
W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.
Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.
Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.
Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.
Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.
Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.
Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).
Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).
Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).
[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?
[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#95/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 30, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.
W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.
Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.
Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.
Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.
Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.
Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.
Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).
Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).
Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).
[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?
[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#95/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 30, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16-19.07.2026]
Jeszcze nie przetrawiłam czerwcowo-lipcowego wyjazdu do Andaluzji, a już pojechałam do Czarnogóry na weekend, konkretnie do Podgoricy. Nie planowałam tego jakoś specjalnie z rocznym wyprzedzeniem, w zasadzie to chciałam polecieć do Kopenhagi, ale mnie niedużo trzeba (tani lot, tani apartament, znajoma opowiadająca, że w Czarnogórze fajnie), żeby zmienić plany. Miałam wyjątkowo natężony reisefieber, ale wyjazd - pomijając może upał[1] i ząb[2] - okazał się bardzo przyjemny i wypoczynkowy. Było jedzone, było dużo pite, zimnego i bardzo zimnego (może stąd katar po powrocie), było chodzone, było głaskane[3], było wzdychane do księżyca (głównie w stylu “za duże kontrasty!”). Można na dowód, a płaci się euro, ale dla odmiany się nie jest w Unii, więc są różne zabawne kontrasty - a to w knajpach się powszechnie pali, w sklepach są Zupełnie Inne Marki (no dobra, była Terravita i Pudliszki) czy też napisy są niekonsekwentnie dwualfabetowe. Poza tym czysto, ludzie ładni i mówią w języku prawie że zrozumiałym dla Polaków.
I tak, potwierdzam, w samej Podgoricy nie ma żadnych spektakularnych zabytków, są mosty przez rzekę i widoki, ale to bardzo przyjemne miejsce na weekend, a ze względu na to, że w Czarnogórze wszędzie blisko, warto mieć na uwadze jako stałą lokalizację przy jeżdżeniu tu i ówdzie. Bardzo zielono, drzewa, parki, malownicze wzgórza, ogłuszające cykady, w zieleni i kwiatach pomniki (słynny spomenik Josipu Brozu Tito), mnóstwo restauracji i pubów, letnimi wieczorami tłumy, nieco mniej tłumnie o porankach.


















GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Jak w Polsce się przyjemnie schłodziło, tak w Podgoricy poza pierwszym dniem, gdzie drobny deszczyk, było ostre słońce i temperatury 38-39. Trochę dużo.
[2] Z ubiegłorocznego letniego weekendu w Berlinie wracałam bez wypadniętego wkładu korzeniowego, tym razem wtem ukruszył mi się ząb na froncie. Boję się jechać na następne wakacje!
[3] To nie tak, że najciekawszą częścią Muzeum Historii Naturalnej, o czym niebawem, był kot, ale nie mówię, że nie spędziłam czasu przed wejściem z prześlicznym burasem. Oraz warto uważać na psy, które się kręcą po mieście. Zachęcił mnie do kontaktu śliczny labradorowaty pod restauracją, po czym - pogłaskany - zamerdał całym psem i stwierdził, że teraz jesteśmy jego ludźmi i idzie z nami. No przecież nie wsadzę takiego dużego psa do podręcznego! Na szczęście trzy ulice dalej został przy ewidentnie zaprzyjaźnionym zakładzie fryzjerskim. No ale serio.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 29, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czarnogora, podgorica
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16-19.07.2026]
Jeszcze nie przetrawiłam czerwcowo-lipcowego wyjazdu do Andaluzji, a już pojechałam do Czarnogóry na weekend, konkretnie do Podgoricy. Nie planowałam tego jakoś specjalnie z rocznym wyprzedzeniem, w zasadzie to chciałam polecieć do Kopenhagi, ale mnie niedużo trzeba (tani lot, tani apartament, znajoma opowiadająca, że w Czarnogórze fajnie), żeby zmienić plany. Miałam wyjątkowo natężony reisefieber, ale wyjazd - pomijając może upał[1] i ząb[2] - okazał się bardzo przyjemny i wypoczynkowy. Było jedzone, było dużo pite, zimnego i bardzo zimnego (może stąd katar po powrocie), było chodzone, było głaskane[3], było wzdychane do księżyca (głównie w stylu “za duże kontrasty!”). Można na dowód, a płaci się euro, ale dla odmiany się nie jest w Unii, więc są różne zabawne kontrasty - a to w knajpach się powszechnie pali, w sklepach są Zupełnie Inne Marki (no dobra, była Terravita i Pudliszki) czy też napisy są niekonsekwentnie dwualfabetowe. Poza tym czysto, ludzie ładni i mówią w języku prawie że zrozumiałym dla Polaków.
I tak, potwierdzam, w samej Podgoricy nie ma żadnych spektakularnych zabytków, są mosty przez rzekę i widoki, ale to bardzo przyjemne miejsce na weekend, a ze względu na to, że w Czarnogórze wszędzie blisko, warto mieć na uwadze jako stałą lokalizację przy jeżdżeniu tu i ówdzie. Bardzo zielono, drzewa, parki, malownicze wzgórza, ogłuszające cykady, w zieleni i kwiatach pomniki (słynny spomenik Josipu Brozu Tito), mnóstwo restauracji i pubów, letnimi wieczorami tłumy, nieco mniej tłumnie o porankach.


















GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Jak w Polsce się przyjemnie schłodziło, tak w Podgoricy poza pierwszym dniem, gdzie drobny deszczyk, było ostre słońce i temperatury 38-39. Trochę dużo.
[2] Z ubiegłorocznego letniego weekendu w Berlinie wracałam bez wypadniętego wkładu korzeniowego, tym razem wtem ukruszył mi się ząb na froncie. Boję się jechać na następne wakacje!
[3] To nie tak, że najciekawszą częścią Muzeum Historii Naturalnej, o czym niebawem, był kot, ale nie mówię, że nie spędziłam czasu przed wejściem z prześlicznym burasem. Oraz warto uważać na psy, które się kręcą po mieście. Zachęcił mnie do kontaktu śliczny labradorowaty pod restauracją, po czym - pogłaskany - zamerdał całym psem i stwierdził, że teraz jesteśmy jego ludźmi i idzie z nami. No przecież nie wsadzę takiego dużego psa do podręcznego! Na szczęście trzy ulice dalej został przy ewidentnie zaprzyjaźnionym zakładzie fryzjerskim. No ale serio.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 29, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czarnogora, podgorica
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jesień 1966. Krystyna podrosła, studiuje prawo, ale dalej mieszka z rodzicami. Może dlatego, że nie chce ich zostawić po tym, jak trzy lata wcześniej jej brat, Romek, poszedł z przyjaciółmi w góry i nie wrócił. Nie daje się długo namawiać, kiedy na pogrzebie dawnego znajomego pojawia się młody dziennikarz, Łukasz, przedstawiający się jako kolega Romka, który potrzebuje lokalnej wtyczki do pogadania z rodzinami potencjalnych samobójców. Kilku bliżej niezwiązanych ze sobą młodych mężczyzn powiesiło się w dziwnych okolicznościach, nic nie sugeruje morderstw, ale okoliczności są co najmniej dziwne. A podobno Romek się tematem interesował, więc Krystyna interesuje się również, tym bardziej, że ma ciągle poczucie bycia tym gorszym, mniej obiecującym dzieckiem. Sprawa jest zagmatwana, milicja umywa ręce, ale z rozmów z bliskimi samobójców zaczyna wynikać coraz więcej nieścisłości, a przede wszystkim brak powodów do zakończenia życia. W tle wyjaśnia się częściowo, jak naprawdę doszło do tragedii w górach, ale jak wiadomo z “Wiosny”, nie do końca jest to odpowiedź wystarczająca.
Finalna (na razie) “Zima” to powrót do współczesności. Krystyna usiłuje się cieszyć emeryturą, ale przychodzi do niej młody sąsiad, dziwny trochę taki, niespecjalnie sympatyczny i chce, żeby pomogła mu uzyskać pomoc policji, bo ktoś wysyła mu dziwne filmiki z dziewczyną. Niby nic się w nich nie dzieje, bo dziewczyna sobie idzie wzdłuż leśnej drogi, nawet twarzy nie widać. Przychodzi kolejny filmik, widać już więcej szczegółów oraz staje się oczywiste, że dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że ktoś ją śledzi. Krystyna z pomocą technologicznie zaawansowanego wnuka wstępnie typuje okolicę zamieszkania potencjalnej ofiary stalkera, po czym… w jej domu znajdują zamordowanego sąsiada Leśniewskiej oraz samą dziewczynę. Wygląda na to, że oboje się wzajemnie na tyle poranili ze skutkiem śmiertelnym, chłopak zamiast ją uratować próbował zabić, a że miał wcześniej w kartotece jakiś epizod ze stalkingiem, śledztwo szybko zamknięto. Ale Krystyna niespecjalnie w to wierzy, bo chłopak - mimo że niesympatyczny - wydawał się szczerze zaniepokojony otrzymanymi filmami i obserwowanej dziewczyny nie znał.
Podsumowując, to bardzo ciekawy cykl z nietypową bohaterką - nie do końca sympatyczną, ale też nie odrzucającą, do bólu logiczną i przedkładającą poznanie prawdy nad wszystko inne. Jest delikatnie narysowana jej milicyjna przeszłość, ale chyba tylko “Lato” opowiada o sprawie, którą aktywnie (i legalnie) prowadziła, chociaż to bardziej książka o przepracowywaniu żałoby i straty. I o starości ze wszystkimi jej konsekwencjami.
Inne tej autorki.
#93-94
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jesień 1966. Krystyna podrosła, studiuje prawo, ale dalej mieszka z rodzicami. Może dlatego, że nie chce ich zostawić po tym, jak trzy lata wcześniej jej brat, Romek, poszedł z przyjaciółmi w góry i nie wrócił. Nie daje się długo namawiać, kiedy na pogrzebie dawnego znajomego pojawia się młody dziennikarz, Łukasz, przedstawiający się jako kolega Romka, który potrzebuje lokalnej wtyczki do pogadania z rodzinami potencjalnych samobójców. Kilku bliżej niezwiązanych ze sobą młodych mężczyzn powiesiło się w dziwnych okolicznościach, nic nie sugeruje morderstw, ale okoliczności są co najmniej dziwne. A podobno Romek się tematem interesował, więc Krystyna interesuje się również, tym bardziej, że ma ciągle poczucie bycia tym gorszym, mniej obiecującym dzieckiem. Sprawa jest zagmatwana, milicja umywa ręce, ale z rozmów z bliskimi samobójców zaczyna wynikać coraz więcej nieścisłości, a przede wszystkim brak powodów do zakończenia życia. W tle wyjaśnia się częściowo, jak naprawdę doszło do tragedii w górach, ale jak wiadomo z “Wiosny”, nie do końca jest to odpowiedź wystarczająca.
Finalna (na razie) “Zima” to powrót do współczesności. Krystyna usiłuje się cieszyć emeryturą, ale przychodzi do niej młody sąsiad, dziwny trochę taki, niespecjalnie sympatyczny i chce, żeby pomogła mu uzyskać pomoc policji, bo ktoś wysyła mu dziwne filmiki z dziewczyną. Niby nic się w nich nie dzieje, bo dziewczyna sobie idzie wzdłuż leśnej drogi, nawet twarzy nie widać. Przychodzi kolejny filmik, widać już więcej szczegółów oraz staje się oczywiste, że dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że ktoś ją śledzi. Krystyna z pomocą technologicznie zaawansowanego wnuka wstępnie typuje okolicę zamieszkania potencjalnej ofiary stalkera, po czym… w jej domu znajdują zamordowanego sąsiada Leśniewskiej oraz samą dziewczynę. Wygląda na to, że oboje się wzajemnie na tyle poranili ze skutkiem śmiertelnym, chłopak zamiast ją uratować próbował zabić, a że miał wcześniej w kartotece jakiś epizod ze stalkingiem, śledztwo szybko zamknięto. Ale Krystyna niespecjalnie w to wierzy, bo chłopak - mimo że niesympatyczny - wydawał się szczerze zaniepokojony otrzymanymi filmami i obserwowanej dziewczyny nie znał.
Podsumowując, to bardzo ciekawy cykl z nietypową bohaterką - nie do końca sympatyczną, ale też nie odrzucającą, do bólu logiczną i przedkładającą poznanie prawdy nad wszystko inne. Jest delikatnie narysowana jej milicyjna przeszłość, ale chyba tylko “Lato” opowiada o sprawie, którą aktywnie (i legalnie) prowadziła, chociaż to bardziej książka o przepracowywaniu żałoby i straty. I o starości ze wszystkimi jej konsekwencjami.
Inne tej autorki.
#93-94
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2026
- 2 komentarze
- Skomentuj
Shah (Riz Ahmed) koncertowo zawala przesłuchanie do roli Bonda, po czym jest poproszony, żeby wyszedł ze studia dyskretnie, po co robić plotki o planach obsadzenia osoby niebiałej. Oczywiście aktorowi te plotki pasują, postępuje wbrew i wystawia się paparazzim, co rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, które potencjalnie mogą doprowadzić Shaha do ścisłej topki kandydatów. Niekoniecznie są to zdarzenia pozytywne, bo z jednej strony wokół aktora robi się szum, z drugiej wpływa to na jego rodzinę i środowisko emigrantów. Nie nazwałabym tego komedią, raczej satyrą z elementami groteski (gadający świński ryj!), miejscami śmiesznie, chociaż raczej strasznie. Epizodycznie pojawia się Ritu Arya, którą zawsze miło zobaczyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Shah (Riz Ahmed) koncertowo zawala przesłuchanie do roli Bonda, po czym jest poproszony, żeby wyszedł ze studia dyskretnie, po co robić plotki o planach obsadzenia osoby niebiałej. Oczywiście aktorowi te plotki pasują, postępuje wbrew i wystawia się paparazzim, co rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, które potencjalnie mogą doprowadzić Shaha do ścisłej topki kandydatów. Niekoniecznie są to zdarzenia pozytywne, bo z jednej strony wokół aktora robi się szum, z drugiej wpływa to na jego rodzinę i środowisko emigrantów. Nie nazwałabym tego komedią, raczej satyrą z elementami groteski (gadający świński ryj!), miejscami śmiesznie, chociaż raczej strasznie. Epizodycznie pojawia się Ritu Arya, którą zawsze miło zobaczyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[26.06-2.07.2026]
W Haza del Trigo i okolicach czuję się już jak w domu. Wiem, gdzie są najlepsze żelki (w Sumie w Castell del Ferro, czerwona lukrecja z kwaśną posypką - Gourmet albo Miguelañez, ostatnio wykupiłam wszystkie, jeszcze mi zostały trzy paczki, oszczędzam). Jadę w sobotę na targ po oliwki i owoce. Na kawę chodzę do Caferini. Na plażę jeżdżę do La Mamoli. Na tarasie siedzę z prześlicznym, mruczącym kotem Klusią. Czytam Time i Epokę, pijam tylko Ballantine’a, palę Winstony.
Tym razem też w nieco okrężnej drodze z lotniska zatrzymałam się w Torremolinos na obiad, grecka tawerna[1], właściciel poproszony o ketchup do frytek stwierdził “Wiem, jesteście z Polski”, po czym okazało się, że ma matkę Polkę i całkiem dobrze mówi “smacznego”. Oraz na plaży najładniejsze muszelki, muszę na dłużej następnym razem.
[1] La Tortuga Oooh my Greek - C. Salvador Allende 50, local 6, Torremolinos, Málaga.
W drodze / Torremolinos
Torremolinos
Torremolinos
Lotnisko Malaga / Torremolinos
La Mamola
Castell del Ferro / Asortyment na targu
Lokales z Castell del Ferro
La Mamola
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
hiszpania, haza-del-trigo, andaluzja, la-mamola, castell-del-ferro, torremolinos
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[26.06-2.07.2026]
W Haza del Trigo i okolicach czuję się już jak w domu. Wiem, gdzie są najlepsze żelki (w Sumie w Castell del Ferro, czerwona lukrecja z kwaśną posypką - Gourmet albo Miguelañez, ostatnio wykupiłam wszystkie, jeszcze mi zostały trzy paczki, oszczędzam). Jadę w sobotę na targ po oliwki i owoce. Na kawę chodzę do Caferini. Na plażę jeżdżę do La Mamoli. Na tarasie siedzę z prześlicznym, mruczącym kotem Klusią. Czytam Time i Epokę, pijam tylko Ballantine’a, palę Winstony.
Tym razem też w nieco okrężnej drodze z lotniska zatrzymałam się w Torremolinos na obiad, grecka tawerna[1], właściciel poproszony o ketchup do frytek stwierdził “Wiem, jesteście z Polski”, po czym okazało się, że ma matkę Polkę i całkiem dobrze mówi “smacznego”. Oraz na plaży najładniejsze muszelki, muszę na dłużej następnym razem.
[1] La Tortuga Oooh my Greek - C. Salvador Allende 50, local 6, Torremolinos, Málaga.
W drodze / Torremolinos
Torremolinos
Torremolinos
Lotnisko Malaga / Torremolinos
La Mamola
Castell del Ferro / Asortyment na targu
Lokales z Castell del Ferro
La Mamola
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
hiszpania, haza-del-trigo, andaluzja, la-mamola, castell-del-ferro, torremolinos
- 0 komentarzy
- Skomentuj