Lord Peter Wimsey żartuje sobie ze znajomym, Robertem Fentimanem, że klub dżentelmenów[1] Bellona to schronisko dla dinozaurów i może niektórzy staruszkowie już nie żyją, tylko nikt tego nie zauważył. Oczywiście chwilę potem zostaje odkryte ciało martwego lorda Fentimana, wuja Roberta. Śmierć starszego pana jest dodatkowo o tyle kłopotliwa, że jest spadkobiercą swojej siostry, lady Dormer, która umarła tego samego dnia i do czasu ustalenia, które z nich zmarło wcześniej, nie wiadomo, kto dziedziczy - dwóch młodych Fentimanów czy podopieczna lady, Ann Dorland. Wimsey, ze swoim nieodłącznym kamerdynerem Bunterem, robiącym za fotografa i pomocnika, zaczyna prowadzić śledztwo.
Lord Wimsey miał być obdarzonym poczuciem humoru błyskotliwym bon viveurem, ale jakoś nie rokuje; co jakiś czas rzucana uwaga o tym, że kobiety są jakieś inne, jest zabawna raz, nie kilkanaście. Rozwiązanie zagadki jest dziwne - w obecnym systemie prawnym detektyw podający podejrzanemu pistolet i sugerujący, że oszczędzi wszystkim kłopotów, jeśli... jest chyba niespecjalnie legalne. Nie wiem, czy chce mi się szukać kolejnych tomów, chociaż na polski nie było przetłumaczone wiele.
[1] Brytyjskie kluby dla panów, wbrew nazwie, nie zawierały półnagich dam. Ba, nie zawierały dam w ogóle, a przebywający tam panowie czytali, spali i jedli.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lord Peter Wimsey żartuje sobie ze znajomym, Robertem Fentimanem, że klub dżentelmenów[1] Bellona to schronisko dla dinozaurów i może niektórzy staruszkowie już nie żyją, tylko nikt tego nie zauważył. Oczywiście chwilę potem zostaje odkryte ciało martwego lorda Fentimana, wuja Roberta. Śmierć starszego pana jest dodatkowo o tyle kłopotliwa, że jest spadkobiercą swojej siostry, lady Dormer, która umarła tego samego dnia i do czasu ustalenia, które z nich zmarło wcześniej, nie wiadomo, kto dziedziczy - dwóch młodych Fentimanów czy podopieczna lady, Ann Dorland. Wimsey, ze swoim nieodłącznym kamerdynerem Bunterem, robiącym za fotografa i pomocnika, zaczyna prowadzić śledztwo.
Lord Wimsey miał być obdarzonym poczuciem humoru błyskotliwym bon viveurem, ale jakoś nie rokuje; co jakiś czas rzucana uwaga o tym, że kobiety są jakieś inne, jest zabawna raz, nie kilkanaście. Rozwiązanie zagadki jest dziwne - w obecnym systemie prawnym detektyw podający podejrzanemu pistolet i sugerujący, że oszczędzi wszystkim kłopotów, jeśli... jest chyba niespecjalnie legalne. Nie wiem, czy chce mi się szukać kolejnych tomów, chociaż na polski nie było przetłumaczone wiele.
[1] Brytyjskie kluby dla panów, wbrew nazwie, nie zawierały półnagich dam. Ba, nie zawierały dam w ogóle, a przebywający tam panowie czytali, spali i jedli.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mogę tylko powiedzieć, że ludzie wpadają w depresję, kiedy tracą poczucie znaczącej narracji. Do pewnego momentu depresja może być przydatnym wskaźnikiem, że coś dzieje się nie tak w twoim życiu. Że żyjesz historią, w którą już do końca nie wierzysz. Dzisiaj wszystko wydaje się nie mieć znaczenia. Jesteśmy bombardowani nieprzeliczoną liczbą danych, informacji, które nie składają się na nic koherentnego. Nic więc dziwnego, że ludzie czują się pogubieni. Dawna narracja: "Wszystko będzie dobrze" i "Wszystko będzie lepiej", na której Ameryka została ufundowana, powoli traci resztki wiarygodności. To też jest dołujące. Bo trzeba znaleźć nową narrację. I dopóki tego nie zrobisz, będziesz w depresji.
Z artykułu http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,11524540,Jonathan_Franzen__Dorastalem_dwa_razy.html [2026 - link nieaktualny].
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 31, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
D is for Drug -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mogę tylko powiedzieć, że ludzie wpadają w depresję, kiedy tracą poczucie znaczącej narracji. Do pewnego momentu depresja może być przydatnym wskaźnikiem, że coś dzieje się nie tak w twoim życiu. Że żyjesz historią, w którą już do końca nie wierzysz. Dzisiaj wszystko wydaje się nie mieć znaczenia. Jesteśmy bombardowani nieprzeliczoną liczbą danych, informacji, które nie składają się na nic koherentnego. Nic więc dziwnego, że ludzie czują się pogubieni. Dawna narracja: "Wszystko będzie dobrze" i "Wszystko będzie lepiej", na której Ameryka została ufundowana, powoli traci resztki wiarygodności. To też jest dołujące. Bo trzeba znaleźć nową narrację. I dopóki tego nie zrobisz, będziesz w depresji.
Z artykułu http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,11524540,Jonathan_Franzen__Dorastalem_dwa_razy.html [2026 - link nieaktualny].
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 31, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
D is for Drug -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest coś, co nie zmieniło się[1] od kiedy zaczęłam świadomie jeździć koleją (i nie myślę tu nawet o warstwie farby na zadaszeniach peronów, bo i owszem, też malowali je chyba 20 lat temu i tak już zostało). Czasem pośrodku niczego, acz przy drodze stoi domek z ciemnoczerwonej cegły, przyczerniały i nieduży; domek dróżnika. Z nieodłącznym ogródeczkiem, pełnym kwiatów, z kilkoma grządkami warzyw, zawsze ze sznurami suszącej się bielizny. Ogrodzony skromnym, niskim płotkiem, z ławeczką przed wejściem. I tak myślę - czy to funkcja rodzinna? Czy do nocnego pociągu wstaje się jak do małego dziecka? Raz on, raz ona, a jak dzieci podrosną, to i dzieci wstaną? Bo pociągi w przeciwieństwie do dzieci z czasem nie wyrastają z jeżdżenia nocą, do tego raz na pół roku zmieniają rozkład i trzeba się po raz kolejny przyzwyczaić. Czy za 20 lat dalej w takich domeczkach należących do szeroko pojętej kolei ktoś dalej będzie mieszkać?
Pozostając z niepewnością, wasza korespondentka z kubkiem nawynosowym ze Starbucksa.
[1] No dobrze, patrząc na niektóre dworce, chyba łatwiej wyliczyć, co się zmieniło. Na przykład ławki, żeby nie dało się na nich położyć. Bo higiena dalej pozostała w okolicach roku 1989.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 31, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Polska -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Jest coś, co nie zmieniło się[1] od kiedy zaczęłam świadomie jeździć koleją (i nie myślę tu nawet o warstwie farby na zadaszeniach peronów, bo i owszem, też malowali je chyba 20 lat temu i tak już zostało). Czasem pośrodku niczego, acz przy drodze stoi domek z ciemnoczerwonej cegły, przyczerniały i nieduży; domek dróżnika. Z nieodłącznym ogródeczkiem, pełnym kwiatów, z kilkoma grządkami warzyw, zawsze ze sznurami suszącej się bielizny. Ogrodzony skromnym, niskim płotkiem, z ławeczką przed wejściem. I tak myślę - czy to funkcja rodzinna? Czy do nocnego pociągu wstaje się jak do małego dziecka? Raz on, raz ona, a jak dzieci podrosną, to i dzieci wstaną? Bo pociągi w przeciwieństwie do dzieci z czasem nie wyrastają z jeżdżenia nocą, do tego raz na pół roku zmieniają rozkład i trzeba się po raz kolejny przyzwyczaić. Czy za 20 lat dalej w takich domeczkach należących do szeroko pojętej kolei ktoś dalej będzie mieszkać?
Pozostając z niepewnością, wasza korespondentka z kubkiem nawynosowym ze Starbucksa.
[1] No dobrze, patrząc na niektóre dworce, chyba łatwiej wyliczyć, co się zmieniło. Na przykład ławki, żeby nie dało się na nich położyć. Bo higiena dalej pozostała w okolicach roku 1989.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 31, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Polska -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Michał Kramer rysuje komiksy i dorabia sobie pracą w księgarni, bo z jednego opublikowanego komiksu jednak nie wyżyje. Komiks jest brutalny, chociaż świetnie rysowany, krytycy chwalą, ale moralne wątpliwości pozostają. Nagle Michał zaczyna widzieć sceny ze swojego komiksu w rzeczywistości, a to pojawia się dziennikarka ze znakiem kobry we włosach, opowiadając o tym, co rysownik opisał. Pojawia się policja, dając do zrozumienia, że uważa Michała za sprawcę opisanych przez niego morderstw i zbrodni. Gdzieś w tle przewija się brat Michała, gangster podwarszawskiej mafii i była narzeczona, doktor psychiatrii, Ewa, która wypisała chłopakowi orzeczenie o schizofrenii, żeby nie musiał iść do wojska.
Lekka drwina ze środowiska komiksowego i prasy, niezłe studium młodej Warszawy z początku XXI wieku, ale sam wątek kryminalny rozczarowuje.
#51
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2012, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Michał Kramer rysuje komiksy i dorabia sobie pracą w księgarni, bo z jednego opublikowanego komiksu jednak nie wyżyje. Komiks jest brutalny, chociaż świetnie rysowany, krytycy chwalą, ale moralne wątpliwości pozostają. Nagle Michał zaczyna widzieć sceny ze swojego komiksu w rzeczywistości, a to pojawia się dziennikarka ze znakiem kobry we włosach, opowiadając o tym, co rysownik opisał. Pojawia się policja, dając do zrozumienia, że uważa Michała za sprawcę opisanych przez niego morderstw i zbrodni. Gdzieś w tle przewija się brat Michała, gangster podwarszawskiej mafii i była narzeczona, doktor psychiatrii, Ewa, która wypisała chłopakowi orzeczenie o schizofrenii, żeby nie musiał iść do wojska.
Lekka drwina ze środowiska komiksowego i prasy, niezłe studium młodej Warszawy z początku XXI wieku, ale sam wątek kryminalny rozczarowuje.
#51
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2012, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak po remoncie Dworca Letniego miałam mieszane uczucia, tak dawna Stara Drukarnia po przemianie w Concordia Design tylko zyskała. Zamiast zagrodzonego płotem sypiącego się budynku jest umiejętnie połączona architektura ceglanego zabytku z nowoczesnością podjazdów, szkłem i chodnikami. Owszem, trochę brakuje mi zieleni, która kiedyś otaczała budynek, ale może z czasem trochę obrośnie. Dla mnie jednak najciekawszą rzeczą jest widok Concordii odbijającej się w szybach hotelu Sheraton.
W środku sporo firm - od drukarni cyfrowej do konsultingowych (pozdrawiam) oraz restauracja. Niestety, menu nie ma na stronie www, a mnie wprawdzie smakowało nader, ale jadłam z oferty cateringowej, a nie karty. Warto śledzić na stronie imprezy, bo często są organizowane warsztaty, również dla dzieci.

PS Oczywiście, że nie wpadłam na to, żeby wcześniej robić zdjęcia z zewnątrz, a jak już skończyłam, to biegłam na parking jechać odbierać Maja z placówki).
PPS Tak, wiem, Concordia działa od dłuższego czasu, ale mi się nie składało jakoś. Tak wyglądała kilka lat temu.
Większe zdjęcia.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 28, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Jak po remoncie Dworca Letniego miałam mieszane uczucia, tak dawna Stara Drukarnia po przemianie w Concordia Design tylko zyskała. Zamiast zagrodzonego płotem sypiącego się budynku jest umiejętnie połączona architektura ceglanego zabytku z nowoczesnością podjazdów, szkłem i chodnikami. Owszem, trochę brakuje mi zieleni, która kiedyś otaczała budynek, ale może z czasem trochę obrośnie. Dla mnie jednak najciekawszą rzeczą jest widok Concordii odbijającej się w szybach hotelu Sheraton.
W środku sporo firm - od drukarni cyfrowej do konsultingowych (pozdrawiam) oraz restauracja. Niestety, menu nie ma na stronie www, a mnie wprawdzie smakowało nader, ale jadłam z oferty cateringowej, a nie karty. Warto śledzić na stronie imprezy, bo często są organizowane warsztaty, również dla dzieci.

PS Oczywiście, że nie wpadłam na to, żeby wcześniej robić zdjęcia z zewnątrz, a jak już skończyłam, to biegłam na parking jechać odbierać Maja z placówki).
PPS Tak, wiem, Concordia działa od dłuższego czasu, ale mi się nie składało jakoś. Tak wyglądała kilka lat temu.
Większe zdjęcia.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 28, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj