Wszystko zaczęło się od tego, że major Downar pojechał na urlop do Kazimierza nad Wisłą, nie palił, nie pił i "unikał spotkań ze znajomymi, które zazwyczaj kończyły się przy wódce", tylko spacerował i jadł soczyste jesienne owoce. Po czym wrócił do pracy do Warszawy i wpadł w melancholię, bo nie trafiała mu się żadna ciekawa sprawa - "zwykłe nadużycia gospodarcze, nieudolna próba szantażu, drobna afera w przemyśle włókienniczym, prymitywne morderstwo rabunkowe". I tak (przepraszam, że tak cytatami, ale są naprawdę smaczne) "którejś soboty dal się namówić Walczakowi na koncert symfoniczny, co było dowodem pewnej depresji psychicznej". Koncert nie pomógł, za to rzucona przez kolegę sugestia, że Downar mógłby sobie przygruchać jakiegoś kociaka, padła na żyzny grunt.
Po czym wysypał się worek ze zbrodniami. Najpierw urocza sekretarka pułkownika poprosiła o pomoc w sprawie trupa w piwnicy sąsiada jej wuja, a chwilę później morderstwo ekspatrianta z Londynu wprowadziło Downara w sfery dyplomatów i zamożnych mieszczan. Mam wrażenie, że od Zborowskiego uczyli się współcześni serialowi scenografowie - hall jak z żurnala, pokłócone małżeństwo wracające o 3 w nocy z imprezy pije sok pomidorowy przelany z puszek do *ładnego* szklanego dzbanka (oraz rozważa zjedzenie kanapek z serem tylżyckim). Pani domu w różowym szlafroczku i czepeczku przyjmuje Downara w złoconym saloniku, ozdobionym akwarium z rybkami. Na szczęście Downar jest twardy jak Roman Bratny i woli prowadzić śledztwo niż słuchać poezji Leopolda Staffa w wykonaniu podstarzałej lolitki. Zen i siła spokoju, nawet kiedy przesłuchuje krnąbrnego zbrodniarza: "A ja nie znoszę kanalii - odpowiedział ciągle spokojnie Downar - a jednak staram się uprzejmie rozmawiać z panem. Mógłbym oczywiście dać panu po pysku, ale na razie tego nie zrobię". Zbrodnię udaje się rozwiązać z pomocą samego Scotland Yardu, a wszyscy z dumą zasiadają na naradzie u pułkownika, paląc swoje carmeny i ekstra mocne i popijając wyjęty z pułkownikowej szafy winiak. A Downar z uroczą sekretarką oddala się na urlop do Zakopanego.
Inne tego autora:
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 5, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2010, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
Po weekendzie w hotelu "Habenda" w Budzyniu (zwanym pieszczotliwiej Budyniem) do listy rzeczy obłędnych, które sprawiają, że czuję się jak zachwycona kilkulatka, dorzucam puszczane w powietrze lampiony.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 4, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Po weekendzie w hotelu "Habenda" w Budzyniu (zwanym pieszczotliwiej Budyniem) do listy rzeczy obłędnych, które sprawiają, że czuję się jak zachwycona kilkulatka, dorzucam puszczane w powietrze lampiony.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 4, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, budzyń
- 2 komentarze
- Skomentuj
Po weekendzie w hotelu "Habenda" w Budzyniu (zwanym pieszczotliwiej Budyniem) do listy rzeczy obłędnych, które sprawiają, że czuję się jak zachwycona kilkulatka, dorzucam puszczane w powietrze lampiony.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 4, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, budzyń
- 2 komentarze
- Skomentuj
Pani w średnim wieku, wioząca tramwajem staruszka, zaproponowała mi, żebym nie kasowała biletu, bo ona może (jako opiekunka) przewieźć jeszcze jedną osobę darmo.
Młody człowiek zza lady objaśniał każdemu chętnemu (a było ich sporo), że zupa dnia (ogórkowa) była, ale już nie ma. A wszystkim smakowała, co jedli.
Znalazłam nieczytany wcześniej kryminał Zeydlera Zborowskiego.
Na zdjęciach do dowodu wygląda się tak, jakby się nigdy nie chciało wyglądać.
Nosiłam pół dnia aparat i nie zrobiłam żadnego zdjęcia. A niebo przez chwilę było spektakularne.
Znowu reisefieber (i znowu sprawdzałam, jak to pisać).
Czasem chciałabym pomilczeć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 30, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani w średnim wieku, wioząca tramwajem staruszka, zaproponowała mi, żebym nie kasowała biletu, bo ona może (jako opiekunka) przewieźć jeszcze jedną osobę darmo.
Młody człowiek zza lady objaśniał każdemu chętnemu (a było ich sporo), że zupa dnia (ogórkowa) była, ale już nie ma. A wszystkim smakowała, co jedli.
Znalazłam nieczytany wcześniej kryminał Zeydlera Zborowskiego.
Na zdjęciach do dowodu wygląda się tak, jakby się nigdy nie chciało wyglądać.
Nosiłam pół dnia aparat i nie zrobiłam żadnego zdjęcia. A niebo przez chwilę było spektakularne.
Znowu reisefieber (i znowu sprawdzałam, jak to pisać).
Czasem chciałabym pomilczeć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 30, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani w średnim wieku, wioząca tramwajem staruszka, zaproponowała mi, żebym nie kasowała biletu, bo ona może (jako opiekunka) przewieźć jeszcze jedną osobę darmo.
Młody człowiek zza lady objaśniał każdemu chętnemu (a było ich sporo), że zupa dnia (ogórkowa) była, ale już nie ma. A wszystkim smakowała, co jedli.
Znalazłam nieczytany wcześniej kryminał Zeydlera Zborowskiego.
Na zdjęciach do dowodu wygląda się tak, jakby się nigdy nie chciało wyglądać.
Nosiłam pół dnia aparat i nie zrobiłam żadnego zdjęcia. A niebo przez chwilę było spektakularne.
Znowu reisefieber (i znowu sprawdzałam, jak to pisać).
Czasem chciałabym pomilczeć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 30, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie wiem, czy to kruk, ale ma oczy jak z obrazów Stasysa Eidrigeviciusa. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby Stasys ilustrował książki dla dzieci, ale zawsze się bałam tych rysunków, zwłaszcza w bajkach Andersena.

(Stary Rynek, pomnik Św. Jana Nepomucena)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 29, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie wiem, czy to kruk, ale ma oczy jak z obrazów Stasysa Eidrigeviciusa. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby Stasys ilustrował książki dla dzieci, ale zawsze się bałam tych rysunków, zwłaszcza w bajkach Andersena.

(Stary Rynek, pomnik Św. Jana Nepomucena)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 29, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Nie wiem, czy to kruk, ale ma oczy jak z obrazów Stasysa Eidrigeviciusa. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby Stasys ilustrował książki dla dzieci, ale zawsze się bałam tych rysunków, zwłaszcza w bajkach Andersena.

(Stary Rynek, pomnik Św. Jana Nepomucena)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 29, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 10 komentarzy
- Skomentuj