Tag:
panowie
Zmęczyłam się, czytając. Bo z jednej strony świetny, soczysty, pozbawiony zahamowań język Witkowskiego, który z równą swadą opowiada o ciężkiej doli kobiety, kierowcy TIR-a, celebryty z gminu, znanego z tego, że jest znany, o pełnej przemocy orgii z udziałem niemieckiej lesbijki czy świętej z CB radiem na wózku inwalidzkim, nie wspominając o pedofilii w domu dziecka. Z drugiej strony nie jest to lektura najlżejsza, nawet biorąc pod uwagę, że to parodia (a może nie? wtedy tak całkiem serio to książka przerażająca). Dodatkowo zmęczyło mnie, że mimo pozorów powieści wątki są zbyt luźno związane, niby akcja się w kulminacji zbiega u wysportowanego księdza prowadzącego solarium i klub odnowy egzorcyzmami, ale brakuje poczucia celowości po zakończeniu. I jak "Drwala" polecam, bo to niezły kawałek prozy, tak "Margot" niekoniecznie.
Nie pokuszę się o bogatą recenzję w obawie przed zdradzaniem szczegółów fabuły (i z powodu upałów nie chce mi się), ale po warto zerknąć tu.
Inne tego autora tu.
#43
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 18, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mimo że zawód historyka sztuki został do bólu wyeksploatowany najpierw przez Nienackiego, a potem przez jego pogrobowców, autor ukrywający się pod dźwięcznym pseudonimem Leliwa nie zawahał się wysłać muzealnika Marcina Skolimowskiego w półprywatną misję do Londynu. Rok 1977. Pan Marcin szuka a) ikony skradzionej przez 20 laty w Polsce, b) morderców swojego brata, który przy okazji kradzieży ikony stracił życie. Pobyt w Londynie rozpoczyna się z wysokiego C, albowiem angielski przyjaciel Marcina - Nick - zostaje znaleziony martwy w jego hotelowej łazience. Na szczęście historyk jest sprytny, ucieka śledzącym go angielskim policjantom, rozpracowuje gang z piękną, choć zdemoralizowaną kobietą i mimo wielokrotnych pobić rozwiązuje tajemnicę śmierci brata. Rozwiązania fabuły są oczywiście "nadludzkim wysiłkiem", polska milicja dzielnie wspomaga prywatnego mściciela i reaguje na przesyłane przez posłańców wiadomości. Leje się Johnny Walker, pan Marcin przemyka się po angielskich posiadłościach przestępców bez zwracania niczyjej uwagi, rzucając co jakiś czas błyskotliwym zdaniem typu: "Diabelsko ładna dziewczyna, potem widok tego cholernego obrazu i wystarczy, żebym się rozklejał jak buty z Radoskóru".
#42
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 16, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wywiad-rzeka jest kiepskim gatunkiem literackim, ale z Markiem Raczkowskim wytrzymam i wywiad-rzekę. Jest o wielkiej aferze z wtykaniem polskich flag w psie kupy, o rodzinie, żonach i nałożnicach, córkach (których jakimś cudem naliczyłam trzy, chociaż chyba są dwie), świecie prasy i balansie między prywatnością a komercją. I jakkolwiek nie wszystkie poglądy (współ)autora[1] akceptuję, tak z czystym sumieniem życzę przyjemności z korzystania z używek i płatnego pożycia.
[1] Wywiad przeprowadzała Magda Żakowska.
#41
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 10, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Panowie (...) Jesteście oficerami Armii Stanów Zjednoczonych. Oficerowie żadnej innej armii na świecie nie mogą tego o sobie powiedzieć. Zastanówcie się nad tym.
Nauczona doświadczeniem, że niekoniecznie to, co opisuje narracja, jest tym, co się zdarzyło naprawdę, każdy kolejny raz rozpoczynania książki Hellera był obarczony pewną podejrzliwością. A może Yossarianowi to się śni? A może to książka o czymś innym? Może dlatego udało mi się ją przeczytać za czwartym podejściem, co może nieco dziwić w kontekście tego, że jestem w stanie przejść przez większość literatury niskich lotów. Ale skończyłam, tak? I, co gorsza, podobało mi się. Co gorsza, bo to przerażająca książka o wojnie, tym bardziej przerażająca, że śmieszna. I czytam, podśmiewając się, notując w głowie kolejne zabawne cytaty, a tak naprawdę nie jest śmiesznie. Bo wojna nie jest śmieszna i wojną cieszyć się może tylko ktoś, kto jest pozbawiony empatii, szalony wyzuty z moralności. Tymczasem to Yossarian chce orzeczenia, że jest szalony, bo wtedy nie będzie musiał latać i bombardować wroga i wszyscy będą mieli mniej okazji, żeby go zabić. Tyle że takiego orzeczenia nie dostanie, bo jeśli twierdzi, że jest szalony i nie chce zostać zabity, to wcale nie jest szalony i może lecieć na kolejną misję.
Za co polubiłam "Paragraf" bezwzględnie? Za język (i pewnie za tłumaczenie, chociaż roi się od niewyłapanych przez korektę literówek), za zabawy słowne w dialogach, za drwinę z wojskowości, za ciągłe przekręcanie kąta kamery i pokazywanie jednocześnie tej samej sceny z różnych ujęć. Za Milo Minderbindera, który kupując jajka na Malcie za 7 centów i sprzedając je na Pianosie za 5, miał z tego zysk (wszyscy mieli udział w zyskach). I za pielęgniarzy w szpitalu, którzy zapobiegawczo malowali wszystkim palce u nóg i dziąsła gencjaną oraz dawali środek na przeczyszczenie. I byłego starszego szeregowego Wintergreena, który samodzielnie ustawiał wojskową hierarchię.
Tylko ta wojna w tle. Nie lubię.
Chociaż praca, jaką wykonujemy, nie jest zbyt ważna, ważne jest, żebyśmy wykonywali jej jak najwięcej [generał Peckem].
#40
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 3, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Świat współczesnej Kołymy w dziennikach Hugo-Badera to świat nawet nie nad przepaścią, tylko już w przepaści. On się skończył, teraz trwa szabrowanie resztek tego, co zostało z lodowato zimnej krainy i czekanie na naturalną erozję. W tle wyprawy autostopem, bogato zakrapianej różnej jakości wódką, są historie ludzi, których zesłanie do obozu pracy dotknęło bezpośrednio (byli więźniami) lub pośrednio (dziećmi więźniów). To opowieści o miastach, które niszczeją przypadkiem bądź celowo, opuszczane przez ludzi. Dziennik nie jest nawet smutny per se, tragedie są ukryte pod opowiadaną historią. On jest tylko zupełnie bez nadziei.
Inne tego autora
#39
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 30, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Londyn z czasów Sweeneya Toda, Karola Dickensa, Roberta Peela, Bena Disraeliego i młodej królowej Wiktorii. Pod miastem znajduje się drugie miasto - kanalizacja, powoli używana nie tylko do odprowadzania brudnej wody, ale i do odbierania z domostw fekaliów oraz stanowi miejsce pracy dla zbieraczy. Jednym z najlepszych jest Dodger, który sprawnie pozyskuje monety, drobną biżuterię i inne walory. I którejś ciemnej o burzliwej nocy pozyskuje wyrzuconą z powozu pobitą dziewczynę zaraz po tym, jak spuszcza łomot jej dręczycielom. Dziewczyna mówi z nieco zagranicznym akcentem, ma na palcu pierścień i szybko się okazuje, że jest przyczyną sporego konfliktu dyplomatycznego oraz celem kilku płatnych morderców. Dodger w porozumieniu z Karolem Dickensem oraz swoim mentorem żydowskiego pochodzenia, Salem Cohenem, usiłuje uratować życie dziewczyny, nie zważając na wiele konwenansów. I politykę. Muszę, naprawdę muszę wspomnieć o tym, że Dodger i Sal opiekują się śmierdzącym psem o dźwięcznym imieniu Onan.
I jak z poprzednimi książkami Pratchetta, niezwiązanymi z cyklem o Świecie Dysku, mam poczucie, że szkoda czasu i ręki Pratchetta na nie. Historia z tej książki świetnie mogłaby się zdarzyć w sztafażu dyskowym, z dyskową Nocną Strażą i wszyscy byliby zachwyceni. Osadzając ją w XIX wieku zapewne świetnie spełnił postulat "bawiąc-uczyć", co zresztą jawnie opisuje w posłowiu, licząc na to, że historia londyńskiej biedoty nie zniknie zapomniana. Tyle że ja chcę Vimesa, trolle i Vetinariego. Oczywiście nawet bez Świata Dysku jest to książka dobrze napisana, płynną a cyniczną pratchettowską frazą; tłumaczenie też wydaje mi się niezłe, mimo że nie tłumaczył PWC.
Inne tego autora tu.
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 22, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 1 komentarz
- Skomentuj
Kolejny tom historii Kobiecej Agencji Detektywistycznej z Botswany. Tym razem nie ma tu spraw jako takich (w tle przewija się poszukiwanie defraudanta z Zambii oraz niewyjaśniony wątek spodni[1]), jedynie jest kilka dni z życia bohaterów. Już po ślubie pani detektyw z właścicielem warsztatu samochodowego sprawy zaczynają się komplikować. Rra Matekoni ma zgryz, bo nie dość, że jeden z jego terminatorów prowadza się z mężatką i rzuca pracę, to jeszcze w domu będącym własnością Matekoniego pojawił się nielegalny wyszynk. W życiu mmy Ramotswe po raz kolejny pojawia się jej brutalny eks-mąż, Note Mokoti. I mma Makutsi też ma problem, bo na kursie tańca towarzyskiego ma niezgrabnego partnera. Ale to ciepła, słoneczna Afryka, pełna życzliwych, mądrych ludzi. Nawet jeśli zdarza się coś złego, udaje się skończyć dzień nad filiżanką herbaty z poczuciem dobrego dnia.
[1] Mma Ramotswe znajduje pod łóżkiem w swoim domu nieznajomego mężczyznę, który ucieka, pozostawiwszy spodnie, zaczepione na sprężynie. Następnego dnia spodnie znikają z werandy, a zamiast spodni leży dynia. Obrażam się na autora, bo jak to tak nie wyjaśniać zagadek!
Inne tego autora tutaj.
#36
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 15, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kathryn Dance, specjalistka od kinezyki, pojechała na urlop, śledzić muzykę folkową tworzoną przez emigrantów z Meksyku. Była umówiona ze znajomą, piosenkarką country Kayleigh Towne i nagle znalazła się w samym środku sprawy kryminalnej. Upierdliwy, choć grzeczny stalker, najpierw jedna, potem druga i trzecia zbrodnia, wszystkie zapowiedziane wersetem z piosenki Kayleigh. Policja z Fresno najpierw robi Kathryn wbrew, bo rzecz nie podlega jurysdykcji CBI, ale szybko dochodzą do wniosku, że w starciu ze sprytnym stalkerem przegrywają sromotnie. Kathryn prywatnie miota się między uczuciem do poznanego w poprzednim tomie speca od komputerów i partnera z CBI, Michaela, który - korzystny zbieg okoliczności - właśnie się rozwodzi. Dla fanów Lincolna Rhyme'a i rudowłosej Amelii z reumatyzmem jest smaczny kąsek - zupełnym przypadkiem analityk przylatuje z Nowego Jorku do Kalifornii i ma czas przejrzeć dowody oraz przygotować zajmujące 1/4 książki tablice z zebranymi na miejscach zbrodni danymi.
Jakkolwiek trudno się od książki oderwać (ale od którego Deavera się da?), to fabuła jest tak słaba, że aż się przeciera na zgięciach. Mylenie tropów czytelnikowi polega na tym, że jest podejrzany, znajdują się dowody, podejrzany zostaje zastrzelony przy próbie ucieczki, wszyscy tańczą taniec zwycięstwa, po czym się okazuje, że tak naprawdę podejrzany nie miał specjalnie powodów, a kilka śladów wskazuje na kolejną osobę. I tak cztery razy. Młoda piosenkarka bez żenady wymyka się swojemu ochroniarzowi i spotyka się z ciągle podejrzewanym o morderstwa stalkerem, którego się oczywiście ogromnie boi. Oczywiście ma też Bolesną Tajemnicę z Przeszłości, która mocno utrudnia śledztwo. Finał jest zaskoczeniem chyba nawet dla samego autora, który wyciąga kolejne dramatis personæ jak z rękawa i umieszcza je w dogodnych dla siebie miejscach.
Inne tego autora tu.
#35
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 13, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 2 komentarze
- Skomentuj
Z jednej ze wsi pod Grodziskiem Wielkopolskim, miasteczkiem z browarem, w którym robią piwo grodziskie o woltażu 2% (co ma niebagatelny wpływ na akcję) oraz wodę mineralną (co już wpływu nie ma), znika 16-letnia dziewczyna. Władza wstępnie postanawia sprawę olać, bo pewnie się znajdzie, ale dociekliwy podporucznik Wieczerzak, p. o. komendanta milicji, jest uparty i zarządza śledztwo. Śledztwo szybko prowadzi najpierw do zwłok zgwałconej i zamordowanej dziewczyny, a potem do uszkodzonego fiata 126p w kolorze bahama yellow. W ciągu pół dnia sprawa jest rozwiązana, tyle że do tak efektywnej pracy prowincjonalnego przyczółka sprawiedliwości wtrąca się województwo, przysyłając na miejsce podporucznika Mirka Brodziaka i Teosia Olkiewicza, którzy prowadzą śledztwo mimo nacisków ze strony lokalnych władz i SB.
Tym razem to historia ciężkiego życia milicjantów, którym praca nie przeszkadza jednak w ofiarnym a koncertowym natrąbieniu się napojami alkoholowymi. Olkiewicz sprawnie łączy pracę milicjanta i hobby pijaka; człowiek-gąbka wchłaniający dowolną ilość dowolnego alkoholu, posuwa kilkakrotnie śledztwo do przodu głównie dlatego, że ktoś tuż przed nosem otwiera kolejną flaszkę. Brodziak strasznie irytuje swojego kolegę, Wieczerzaka, bo mimo to, że właśnie Wieczerzak był lepszym studentem w szkole oficerskiej, to Brodziak nie ulega naciskom i jak pies gończy z nosem przy ziemi idzie tropem; wszystkie animozje oczywiście mijają przy pełnej flaszce.
Pojawia się też epizodycznie ukochana Brodziaka, kelnerka Marzenka oraz - już mniej epizodycznie, za to z wielkim hukiem - Gruby Rychu, który wraca z Reichu, gdzie prowadził swoje przemytn^Whandlowe biznesy. Mało Poznania, ale całkiem dużo Grodziska Wielkopolskiego od podszewki - jakie knajpy i gdzie, jaka trawa rośnie tu i ówdzie. Zarówno bywalcy knajp jak i i lokalna flora wybitnie przykładają się do rozwiązania zagadki. Podobnie jak kurze łajno.
To chyba najlepsza zagadka kryminalna u Ćwirleja, jak do tej pory. Wprawdzie mam nieco mieszane uczucia do do maniery zrzucania na SB wszystkiego, co złe w PRL-u, ale z perspektywy chyba trzeba, skoro nawet zapijaczeni milicjanci mają budzić sympatię. Dodatkowo, mimo początkowego niepokoju, całkiem zgrabnie udało się umieszczenie piątego tomu cyklu przed tomem pierwszym.
Inne tego autora tu.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 30, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ten tom przygód Thursday Next jednak bardziej mnie zmęczył niż ucieszył mimo wszystkich zalet. Chyba poczułam, że wyczerpała się formuła - było już wszystko, co mogło być (Jurysfikcja, interakcja autor-postać, SpecOp, zła korporacja, neandertalczycy i ptaki dodo).
Thursday urodziła syna, spędziła z nim dwa lata w Jurysfikcji, szukając zbiegłego Minotaura oraz usiłując wyjaśnić, z jakiej książki pochodzi polityk Yorrick Kaine. Młody Friday nauczył się mówić, niestety - jak to w Jurysfikcji - posługuje się tylko frazą "lorem ipsum". Po dwóch latach więc matka z synem pojawili się w Swindon, żeby dokończyć to, na co czytelnik czekał dwa tomy: przywrócić eradykowanego przez Goliatha męża Thursday, Landena. Świat aktualnie żyje tym, że właśnie w Swindon ma się pojawić XIII-wieczny prorok, który przepowiedział, iż imperium Goliatha się rozpadnie. Imperium w celu uniknięcia rozpadu zaczyna przerabiać się na kościół, w ramach odkupienia dawnych win odzyskuje męża agentki, a kształt dalszej konstrukcji świata zależy od meczy krykieta, w którym - niespodziewanie - gra Thursday. Mecz krykieta zasługuje na wszystkie opisy świata, albowiem mniej chodzi o uderzanie młotkiem w piłkę (choć zasady są chyba żywcem wyjęte z "Alicji w Krainie Czarów", może poza użyciem żywych flamingów), tylko o przepychankę prawników obu stron. Epizodycznie pojawia się płatny morderca, pani goryl - opiekunka do dziecka, pożyteczny stalker oraz zaświaty, w które przypadkiem wjeżdża prezydent. Końcówka książki jest należycie wzruszająca, jak na koniec cyklu. Chociaż to wcale nie koniec!
Inne tego autora tu.
#28
Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 17, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
panowie
- 0 komentarzy
- Skomentuj