Niedzielny poranek
Kłębimy się po łóżku z Majem i Mateuszem lat 4. Pytam uprzejmie Maja, czy mogę ugryźć ją w śliczną stopkę. Wtrąca się Mateusz: "Mnie też możesz ugryźć". No to ugryzłam.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Kłębimy się po łóżku z Majem i Mateuszem lat 4. Pytam uprzejmie Maja, czy mogę ugryźć ją w śliczną stopkę. Wtrąca się Mateusz: "Mnie też możesz ugryźć". No to ugryzłam.
Pierwszy kryminał Fossum, który mnie nie przeczołgał. I całkiem taki sobie. Dwutorowa akcja - komisarz Sejer wprowadza na przesłuchanie nieco obitą Ewę Magnus, nieco nieprzystosowaną malarkę i jednocześnie Ewa wraca myślami do spotkania ze swoją przyjaciółką z lat dziecinnych, które całkowicie zmieniło jej życie i zaprowadziło ją pod skrzydła Sejera. Malownicza narracja, ale całość dość przewidywalna. Głównie o sile przypadku.
Inne książki tej autorki tutaj.
#28
Pierwszy kryminał Fossum, który mnie nie przeczołgał. I całkiem taki sobie. Dwutorowa akcja - komisarz Sejer wprowadza na przesłuchanie nieco obitą Ewę Magnus, nieco nieprzystosowaną malarkę i jednocześnie Ewa wraca myślami do spotkania ze swoją przyjaciółką z lat dziecinnych, które całkowicie zmieniło jej życie i zaprowadziło ją pod skrzydła Sejera. Malownicza narracja, ale całość dość przewidywalna. Głównie o sile przypadku.
Inne książki tej autorki tutaj.
#28
Pierwszy kryminał Fossum, który mnie nie przeczołgał. I całkiem taki sobie. Dwutorowa akcja - komisarz Sejer wprowadza na przesłuchanie nieco obitą Ewę Magnus, nieco nieprzystosowaną malarkę i jednocześnie Ewa wraca myślami do spotkania ze swoją przyjaciółką z lat dziecinnych, które całkowicie zmieniło jej życie i zaprowadziło ją pod skrzydła Sejera. Malownicza narracja, ale całość dość przewidywalna. Głównie o sile przypadku.
Inne książki tej autorki tutaj.
#28
Na stronie www można przeczytać tylko enigmatyczną informację, że to XIX-wieczny eklektyczny pałacyk. Babcia wspomniała, że "kiedyś" należał do rodziny Bojańczyków, ale czy tych od przemysłu i browaru czy innych - nie wiem. W każdym razie dziś to miłe, ładnie i klimatycznie, choć nieco pretensjonalnie odnowione miejsce (ale jakoś niespecjalnie mnie rażą w pałacyku sielankowe ogrody malowane na ścianach, złocenia, mięsiste zasłony i finezyjnie wyginane wyściełane meble). Lepiej tak niż jak w Owińskach, gdzie zamiast weselnej muzyki, fontanny, wygodnych łóżek i ekspresu do kawy o poranku są okna zabite deskami.

Kiedy wieczorem spacerowałam dookoła, wietrząc głowę po całym dniu, kojarzył mi się z domem Muminków w Dolinie. Ze swoimi wieżyczkami, ciepło oświetloną werandą, wycinanymi laubzegą (nigdy mi się nie chciało poszukać i dopiero od kilku dni wiem, że to piłka włosowa) drewnianymi ozdobami przy dachu i poręczach, ogrodem z hortensji, kalin i późnych azalii. Na werandzie stał śniadaniowy bufet, a wieczorem można było usiąść z kieliszkiem wina i słuchać pociągów, przejeżdżających w miękkiej nocy z jednej strony świata na drugą.
Na stronie www można przeczytać tylko enigmatyczną informację, że to XIX-wieczny eklektyczny pałacyk. Babcia wspomniała, że "kiedyś" należał do rodziny Bojańczyków, ale czy tych od przemysłu i browaru czy innych - nie wiem. W każdym razie dziś to miłe, ładnie i klimatycznie, choć nieco pretensjonalnie odnowione miejsce (ale jakoś niespecjalnie mnie rażą w pałacyku sielankowe ogrody malowane na ścianach, złocenia, mięsiste zasłony i finezyjnie wyginane wyściełane meble). Lepiej tak niż jak w Owińskach, gdzie zamiast weselnej muzyki, fontanny, wygodnych łóżek i ekspresu do kawy o poranku są okna zabite deskami.

Kiedy wieczorem spacerowałam dookoła, wietrząc głowę po całym dniu, kojarzył mi się z domem Muminków w Dolinie. Ze swoimi wieżyczkami, ciepło oświetloną werandą, wycinanymi laubzegą (nigdy mi się nie chciało poszukać i dopiero od kilku dni wiem, że to piłka włosowa) drewnianymi ozdobami przy dachu i poręczach, ogrodem z hortensji, kalin i późnych azalii. Na werandzie stał śniadaniowy bufet, a wieczorem można było usiąść z kieliszkiem wina i słuchać pociągów, przejeżdżających w miękkiej nocy z jednej strony świata na drugą.
Na stronie www można przeczytać tylko enigmatyczną informację, że to XIX-wieczny eklektyczny pałacyk. Babcia wspomniała, że "kiedyś" należał do rodziny Bojańczyków, ale czy tych od przemysłu i browaru czy innych - nie wiem. W każdym razie dziś to miłe, ładnie i klimatycznie, choć nieco pretensjonalnie odnowione miejsce (ale jakoś niespecjalnie mnie rażą w pałacyku sielankowe ogrody malowane na ścianach, złocenia, mięsiste zasłony i finezyjnie wyginane wyściełane meble). Lepiej tak niż jak w Owińskach, gdzie zamiast weselnej muzyki, fontanny, wygodnych łóżek i ekspresu do kawy o poranku są okna zabite deskami.

Kiedy wieczorem spacerowałam dookoła, wietrząc głowę po całym dniu, kojarzył mi się z domem Muminków w Dolinie. Ze swoimi wieżyczkami, ciepło oświetloną werandą, wycinanymi laubzegą (nigdy mi się nie chciało poszukać i dopiero od kilku dni wiem, że to piłka włosowa) drewnianymi ozdobami przy dachu i poręczach, ogrodem z hortensji, kalin i późnych azalii. Na werandzie stał śniadaniowy bufet, a wieczorem można było usiąść z kieliszkiem wina i słuchać pociągów, przejeżdżających w miękkiej nocy z jednej strony świata na drugą.
Zupełnie przypadkiem, zaraz za płotem eklektycznego pałacyku[1], w którym spędziłam weekend, znalazłam kilka samochodów, pokrytych wiekowymi osadami kurzu zaimpregnowanego kolejnymi deszczami i śniegami. Kabina syrenki wyglądała jakby była zatopiona i wyjęta z wodą i wodorostami ciągle w środku. Gdzieś dalej furgonetka i duchy innych, pozostawionych bez żalu lata temu samochodów, obrosłych krzakami, chwastami i innymi samosiejkami. Ogród nie był zamknięty, należał do posesji obok, zamieszkałej (nie tylko przez koty, chyba że umiały wieczorem zapalać światło). Nowa era ozdób trawnikowych?


[1] O pałacyku też mogę, jak będzie zapotrzebowanie społeczne.
Zupełnie przypadkiem, zaraz za płotem eklektycznego pałacyku[1], w którym spędziłam weekend, znalazłam kilka samochodów, pokrytych wiekowymi osadami kurzu zaimpregnowanego kolejnymi deszczami i śniegami. Kabina syrenki wyglądała jakby była zatopiona i wyjęta z wodą i wodorostami ciągle w środku. Gdzieś dalej furgonetka i duchy innych, pozostawionych bez żalu lata temu samochodów, obrosłych krzakami, chwastami i innymi samosiejkami. Ogród nie był zamknięty, należał do posesji obok, zamieszkałej (nie tylko przez koty, chyba że umiały wieczorem zapalać światło). Nowa era ozdób trawnikowych?


[1] O pałacyku też mogę, jak będzie zapotrzebowanie społeczne.
Zupełnie przypadkiem, zaraz za płotem eklektycznego pałacyku[1], w którym spędziłam weekend, znalazłam kilka samochodów, pokrytych wiekowymi osadami kurzu zaimpregnowanego kolejnymi deszczami i śniegami. Kabina syrenki wyglądała jakby była zatopiona i wyjęta z wodą i wodorostami ciągle w środku. Gdzieś dalej furgonetka i duchy innych, pozostawionych bez żalu lata temu samochodów, obrosłych krzakami, chwastami i innymi samosiejkami. Ogród nie był zamknięty, należał do posesji obok, zamieszkałej (nie tylko przez koty, chyba że umiały wieczorem zapalać światło). Nowa era ozdób trawnikowych?


[1] O pałacyku też mogę, jak będzie zapotrzebowanie społeczne.