Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O podróżowaniu solo

[6.09.2023]

Otóż wymyśliłam sobie, że pojadę w plener. Sama. Nie że 600 km i w nieznane, ale blisko i w znajome miejsce. Piękny, słoneczny dzień, mam pinezki w miejscach, gdzie winnice, ładne murale i zabytkowe sklepy z galanterią mięsną, wykładane kaflami z epoki, umówiłam się na obiad z U., miło. Po czym zaczęło się #nieustającepasmosukcesów. Wyjechałam z telefonem na 60% baterii, podładuję sobie po drodze. Tyle że nie, ładowarka jedynie spowalniała zużycie baterii, bo nawigacja źre jak wołoduch. Trzy kolejne winnice, w tym Lubuskie Centrum Winiarstwa okazały się być zamknięte, bo trzeba poczekać na Winobranie, którego chciałam uniknąć, żeby nie w tłumie. To sobie uniknęłam. W międzyczasie obiad zmienił się w późną kawę, bo U. musiała ogarnąć rodzinę. Spocona i zirytowana przebiegłam przez miasto, szukając najpierw kawy, potem obiadu oraz żebrząc o podładowanie telefonu tam, gdzie mieli pasującą ładowarkę, usiłując na papierową mapę przenieść interesujące mnie punkty. Wyszło tak sobie, zwłaszcza że zrobiłam dwukrotnie tę samą trasę, a mogłam nie. To, że niektórych murali nie było w zaznaczonych miejscach, to już zgniła wisienka na czubku. Ale kawa z U. była miła. Wniosek z całości mam taki, że potrzebuję żony, żeby mi takie wyjazdy organizowała i żeby było na kogo narzekać, że coś jest nie tak.

Adresy:

  • Cosmos Greek Food & Coffee - plac Pocztowy 3
  • Mural „Urszula Dudziak” - Wandy 40
  • Mural „Postaci filmowe" - Kupiecka 47
  • Mural „Lisy” - Lisia 39 (oraz 49 i 57, jest więcej!)
  • Mural „Elżbietanki” - Plac Powstańców Wielkopolskich 4
  • Mural „Maryla Rodowicz” - plac Bohaterów 3
  • Wegarnik - Mikołaja Reja 15/1
  • Sklep mięsny - Artura Grottgera 5

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 16, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, zielona-gora - 1 komentarz - Skomentuj


O podróżowaniu solo

[6.09.2023]

Otóż wymyśliłam sobie, że pojadę w plener. Sama. Nie że 600 km i w nieznane, ale blisko i w znajome miejsce. Piękny, słoneczny dzień, mam pinezki w miejscach, gdzie winnice, ładne murale i zabytkowe sklepy z galanterią mięsną, wykładane kaflami z epoki, umówiłam się na obiad z U., miło. Po czym zaczęło się #nieustającepasmosukcesów. Wyjechałam z telefonem na 60% baterii, podładuję sobie po drodze. Tyle że nie, ładowarka jedynie spowalniała zużycie baterii, bo nawigacja źre jak wołoduch. Trzy kolejne winnice, w tym Lubuskie Centrum Winiarstwa okazały się być zamknięte, bo trzeba poczekać na Winobranie, którego chciałam uniknąć, żeby nie w tłumie. To sobie uniknęłam. W międzyczasie obiad zmienił się w późną kawę, bo U. musiała ogarnąć rodzinę. Spocona i zirytowana przebiegłam przez miasto, szukając najpierw kawy, potem obiadu oraz żebrząc o podładowanie telefonu tam, gdzie mieli pasującą ładowarkę, usiłując na papierową mapę przenieść interesujące mnie punkty. Wyszło tak sobie, zwłaszcza że zrobiłam dwukrotnie tę samą trasę, a mogłam nie. To, że niektórych murali nie było w zaznaczonych miejscach, to już zgniła wisienka na czubku. Ale kawa z U. była miła. Wniosek z całości mam taki, że potrzebuję żony, żeby mi takie wyjazdy organizowała i żeby było na kogo narzekać, że coś jest nie tak.

Adresy:

  • Cosmos Greek Food & Coffee - plac Pocztowy 3
  • Mural „Urszula Dudziak” - Wandy 40
  • Mural „Postaci filmowe" - Kupiecka 47
  • Mural „Lisy” - Lisia 39 (oraz 49 i 57, jest więcej!)
  • Mural „Elżbietanki” - Plac Powstańców Wielkopolskich 4
  • Mural „Maryla Rodowicz” - plac Bohaterów 3
  • Wegarnik - Mikołaja Reja 15/1
  • Sklep mięsny - Artura Grottgera 5

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 16, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, zielona-gora - 1 komentarz - Skomentuj


Jerzy Głowacki - Testament królowej Nefertite

Kilku robotników Arabów prosiło o zrobienie im zbiorowego zdjęcia. Przyjemnie im będzie, kiedy w gazecie dalekiego kraju, który nazywają Bolanda, ukaże się ich fotografia.
Tak, to ojciec tego Głowackiego, czymś trzeba było na chleb zarobić, nawet nagrodę dostał.

Dwóch przyjaciół - porucznik Kania i kapitan Wojnar - planują wspólne śledztwo. Profesor Sulima, światowej sławy archeolog, zostaje znaleziony martwy w swojej willi na Żoliborzu. Przed śmiercią pracował nad odszyfrowaniem papirusu, znalezionego w sarkofagu; mumię oczywiście trzymał w domu[1]. Kapitan Wojnar, przystojny i wysportowany (trenuje judo) od razu zachwyca się piękną siostrzenicą profesora, Ewą. Podejrzany jest asystent profesora, docent Radoń, który przebywał akurat w domu Sulimów, po czym wyjechał nagle do Egiptu. Sprawa się komplikuje, gdy zostają znalezione zwłoki siostrzeńca profesora, który przedawkował morfinę. Kania inwigiluje w Warszawie w nocnych klubach, bo skądś młody narkotyki brał, Wojnar zaś udaje się incognito jako dziennikarz na wykopaliska. Tam się dzieje - podejrzani są wszyscy, a najbardziej egipski intendent, Wojnar niejednokrotnie usiłuje zbliżyć usta do ust Ewy[2], ichneumon ratuje przed kobrą, spotyka się z bossem lokalnego gangu, wreszcie w dramatycznym finale jak z “Indiany Jonesa”, gdzie kolejne zwłoki ujawniają pułapki sprzed tysięcy lat, pojawia się skarb. Kolejne zwycięstwo białego Europejczyka nad prymitywnymi Arabami.

Mizoginia jest obecna na każdym kroku - kobiety to “dziwne istoty”, nie ma co przejmować się ich humorami, wystarczy być cierpliwym, a rozwieją się jak mgła. Ciotka profesora bez żadnego powodu określona jest jako “zdziwaczała stara panna”. Jedna z pań - specjalistka od mechaniki precyzyjnej i astronautyki - jak na kobietę, dziwny wybrała sobie zawód — obserwował ją Kania. Żona jednego z archeologów jest “tęgawa”, “uśmiech rozkapryszonego dziecka” i “szczebiotliwy głos”, wymawia się migreną, że nie zajmuje się Wojnarem. Na szczęście jej mąż umie się znaleźć: - Przepraszam za żonę (...). - wyciągnął do Wojnara kościstą dłoń mężczyzna o sępiej, spalonej słońcem twarzy. Kilka scenek z kairskiego klubu nocnego - najpierw taniec brzucha, zaanonsowany jako wschodni strip-tease, potem taniec skąpo ubranej Fatimy - jest absolutnie w porządku, bo to egzotyka i taki zwyczaj:

- Wiesz, co bym teraz najchętniej zrobił? - zwrócił się do Wojnara. - Wszedłbym na parkiet, jak tenisową rakietę wziąłbym tę małą pod pachę, każdemu, kto stanąłby na drodze, dał kopniaka i pognałbym z nią gdzieś w dal. Raczej w mrok, gdzieś pod piramidy. (...)
- Ile ona może mieć lat?
- Najwyżej piętnaście, ale tu na Wschodzie takie smarkate uważane już są za dojrzałe kobiety.

Się pije: herbatę, wermuth (“na pokrzepienie mięśnia sercowego”), cherry z kawą, wódkę (kucharz w “Narcyzie”, inaczej nie ma dań z patelni oraz babcia klozetowa, bo inaczej nie wydaje papieru toaletowego i mydła klientom), koniak w samolocie i diabelnie mocną kawę.

Się je: wymyślnie skomponowane kanapki, łososia, szary astrachański kawior, mleko, mięso i daktyle (w arabskiej niewoli), lokalne owoce - banany, mango, daktyle, figi, morele i winogrona.

Się pali: najtańsze papierosy (bo mają mocniejszy tytoń), “sporty”, fajkę, egipskie “Złoty Ramzes”, robione na zamówienie, wodną fajkę (w klubie).

Się interesuje: Komendant kairskiej policji przejawił żywe zainteresowanie polską kuchnią i prosił Wojnara, żeby mu opisał kilka narodowych potraw polskich.

Się ozdabia wnętrza: golaskiem-murzynkiem na tapczanie.

Bawiąc-uczyć: rodowód i historia faraonów oraz egipscy bogowie (“Widzę, że olśniłam pana moją wiedzą”).

[1] Podobno rząd Egiptu ofiarował mu ją w podziękowaniu za odkrycia. Ale praktyka pobierania fantów z wykopalisk była powszechna (Początkowo miałem zamiar ofiarować naszyjnik Ewie. Nie jest praktykowane robienie prezentów z rzeczy znalezionych na terenie wykopalisk, lecz miałem nadzieję, że jakoś to oficjalnie załatwię).

[2] Serio, milicjant nieustająco atakuje swoim afektem osobę, nie dość, że zależną od niego, bo związaną ze śledztwem, ale dodatkowo w żałobie - w którym okresie straciła wuja i brata. Ale wszystko w porządku, ma oczy bizantyjskiej ikony, to można.

Inne z tej serii.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 14, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Głowacki - Testament królowej Nefertite

Kilku robotników Arabów prosiło o zrobienie im zbiorowego zdjęcia. Przyjemnie im będzie, kiedy w gazecie dalekiego kraju, który nazywają Bolanda, ukaże się ich fotografia.
Tak, to ojciec tego Głowackiego, czymś trzeba było na chleb zarobić, nawet nagrodę dostał.

Dwóch przyjaciół - porucznik Kania i kapitan Wojnar - planują wspólne śledztwo. Profesor Sulima, światowej sławy archeolog, zostaje znaleziony martwy w swojej willi na Żoliborzu. Przed śmiercią pracował nad odszyfrowaniem papirusu, znalezionego w sarkofagu; mumię oczywiście trzymał w domu[1]. Kapitan Wojnar, przystojny i wysportowany (trenuje judo) od razu zachwyca się piękną siostrzenicą profesora, Ewą. Podejrzany jest asystent profesora, docent Radoń, który przebywał akurat w domu Sulimów, po czym wyjechał nagle do Egiptu. Sprawa się komplikuje, gdy zostają znalezione zwłoki siostrzeńca profesora, który przedawkował morfinę. Kania inwigiluje w Warszawie w nocnych klubach, bo skądś młody narkotyki brał, Wojnar zaś udaje się incognito jako dziennikarz na wykopaliska. Tam się dzieje - podejrzani są wszyscy, a najbardziej egipski intendent, Wojnar niejednokrotnie usiłuje zbliżyć usta do ust Ewy[2], ichneumon ratuje przed kobrą, spotyka się z bossem lokalnego gangu, wreszcie w dramatycznym finale jak z “Indiany Jonesa”, gdzie kolejne zwłoki ujawniają pułapki sprzed tysięcy lat, pojawia się skarb. Kolejne zwycięstwo białego Europejczyka nad prymitywnymi Arabami.

Mizoginia jest obecna na każdym kroku - kobiety to “dziwne istoty”, nie ma co przejmować się ich humorami, wystarczy być cierpliwym, a rozwieją się jak mgła. Ciotka profesora bez żadnego powodu określona jest jako “zdziwaczała stara panna”. Jedna z pań - specjalistka od mechaniki precyzyjnej i astronautyki - jak na kobietę, dziwny wybrała sobie zawód — obserwował ją Kania. Żona jednego z archeologów jest “tęgawa”, “uśmiech rozkapryszonego dziecka” i “szczebiotliwy głos”, wymawia się migreną, że nie zajmuje się Wojnarem. Na szczęście jej mąż umie się znaleźć: - Przepraszam za żonę (...). - wyciągnął do Wojnara kościstą dłoń mężczyzna o sępiej, spalonej słońcem twarzy. Kilka scenek z kairskiego klubu nocnego - najpierw taniec brzucha, zaanonsowany jako wschodni strip-tease, potem taniec skąpo ubranej Fatimy - jest absolutnie w porządku, bo to egzotyka i taki zwyczaj:

- Wiesz, co bym teraz najchętniej zrobił? - zwrócił się do Wojnara. - Wszedłbym na parkiet, jak tenisową rakietę wziąłbym tę małą pod pachę, każdemu, kto stanąłby na drodze, dał kopniaka i pognałbym z nią gdzieś w dal. Raczej w mrok, gdzieś pod piramidy. (...)
- Ile ona może mieć lat?
- Najwyżej piętnaście, ale tu na Wschodzie takie smarkate uważane już są za dojrzałe kobiety.

Się pije: herbatę, wermuth (“na pokrzepienie mięśnia sercowego”), cherry z kawą, wódkę (kucharz w “Narcyzie”, inaczej nie ma dań z patelni oraz babcia klozetowa, bo inaczej nie wydaje papieru toaletowego i mydła klientom), koniak w samolocie i diabelnie mocną kawę.

Się je: wymyślnie skomponowane kanapki, łososia, szary astrachański kawior, mleko, mięso i daktyle (w arabskiej niewoli), lokalne owoce - banany, mango, daktyle, figi, morele i winogrona.

Się pali: najtańsze papierosy (bo mają mocniejszy tytoń), “sporty”, fajkę, egipskie “Złoty Ramzes”, robione na zamówienie, wodną fajkę (w klubie).

Się interesuje: Komendant kairskiej policji przejawił żywe zainteresowanie polską kuchnią i prosił Wojnara, żeby mu opisał kilka narodowych potraw polskich.

Się ozdabia wnętrza: golaskiem-murzynkiem na tapczanie.

Bawiąc-uczyć: rodowód i historia faraonów oraz egipscy bogowie (“Widzę, że olśniłam pana moją wiedzą”).

[1] Podobno rząd Egiptu ofiarował mu ją w podziękowaniu za odkrycia. Ale praktyka pobierania fantów z wykopalisk była powszechna (Początkowo miałem zamiar ofiarować naszyjnik Ewie. Nie jest praktykowane robienie prezentów z rzeczy znalezionych na terenie wykopalisk, lecz miałem nadzieję, że jakoś to oficjalnie załatwię).

[2] Serio, milicjant nieustająco atakuje swoim afektem osobę, nie dość, że zależną od niego, bo związaną ze śledztwem, ale dodatkowo w żałobie - w którym okresie straciła wuja i brata. Ale wszystko w porządku, ma oczy bizantyjskiej ikony, to można.

Inne z tej serii.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 14, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023 - 0 komentarzy - Skomentuj


From / Stamtąd

Rodzina Matthewsów, rodzice z dwójką dzieci jedzie na wakacje, na drodze wtem napotykają na drzewo. Objeżdżają, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość i okazuje się, że bez względu na to, jaką drogą pojadą, krążą w koło. Mieszkańcy zachowują się co najmniej dziwnie, dochodzi do wypadku, w dramatycznych okolicznościach pasażerowie dwóch aut dowiadują się, że nocą przychodzą mordercze upiory i zabijają wszystkich, którzy ich wpuszczą do domów. Miasteczko jest “zarządzane” przez szeryfa, byłego wojskowego, który dba, żeby było jak najmniej ofiar - zakazuje opuszczania domów po zmierzchu, znalazł odstraszające upiory medaliony, karze tych, przez których zaniedbanie ktoś zginął. Nie wiadomo, gdzie znajduje się miasteczko, bo każdy z mieszkańców pojawił się, jadąc w innym kierunku, niektórzy mają wizje, które motywują ich do czasem niezrozumiałych zachowań. Tę kruchą “normalność” destabilizuje pojawienie się wspomnianych dwóch samochodów; “nowi” zaczynają zadawać pytania i próbują rozwikłać tajemnicę miasteczka. Uwaga - bywa gore, są jump scare’y.

Wszyscy osieroceni przez twórców “Lost”, gdzie przez lata budowane było napięcie i oczekiwania, a na końcu dostaliśmy, ech, wielkie rozczarowanie, mogą wskoczyć do tego samego pociągu ponownie! Świetnie zbudowany tajemniczy świat, niby nasz, ale nie nasz, gdzie pojawiają się potwory, prąd płynie bez kabli, w tajemniczy sposób uzupełniają się (choć wybiórczo) zapasy, są magiczne portale i istoty obdarzone mocą parapsychologiczną albo… wszyscy są w symulacji, gdzie badają ich odporność na stres, taka “Gra Endera” z nieświadomymi uczestnikami. Na razie dwa sezony, w planach trzeci. Czekam, dokąd dojedzie ten pociąg i czym mnie negatywnie zaskoczy w finale. Chyba żeby nie.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 11, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


From / Stamtąd

Rodzina Matthewsów, rodzice z dwójką dzieci jedzie na wakacje, na drodze wtem napotykają na drzewo. Objeżdżają, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość, przejeżdżają przez zapyziałą miejscowość i okazuje się, że bez względu na to, jaką drogą pojadą, krążą w koło. Mieszkańcy zachowują się co najmniej dziwnie, dochodzi do wypadku, w dramatycznych okolicznościach pasażerowie dwóch aut dowiadują się, że nocą przychodzą mordercze upiory i zabijają wszystkich, którzy ich wpuszczą do domów. Miasteczko jest “zarządzane” przez szeryfa, byłego wojskowego, który dba, żeby było jak najmniej ofiar - zakazuje opuszczania domów po zmierzchu, znalazł odstraszające upiory medaliony, karze tych, przez których zaniedbanie ktoś zginął. Nie wiadomo, gdzie znajduje się miasteczko, bo każdy z mieszkańców pojawił się, jadąc w innym kierunku, niektórzy mają wizje, które motywują ich do czasem niezrozumiałych zachowań. Tę kruchą “normalność” destabilizuje pojawienie się wspomnianych dwóch samochodów; “nowi” zaczynają zadawać pytania i próbują rozwikłać tajemnicę miasteczka. Uwaga - bywa gore, są jump scare’y.

Wszyscy osieroceni przez twórców “Lost”, gdzie przez lata budowane było napięcie i oczekiwania, a na końcu dostaliśmy, ech, wielkie rozczarowanie, mogą wskoczyć do tego samego pociągu ponownie! Świetnie zbudowany tajemniczy świat, niby nasz, ale nie nasz, gdzie pojawiają się potwory, prąd płynie bez kabli, w tajemniczy sposób uzupełniają się (choć wybiórczo) zapasy, są magiczne portale i istoty obdarzone mocą parapsychologiczną albo… wszyscy są w symulacji, gdzie badają ich odporność na stres, taka “Gra Endera” z nieświadomymi uczestnikami. Na razie dwa sezony, w planach trzeci. Czekam, dokąd dojedzie ten pociąg i czym mnie negatywnie zaskoczy w finale. Chyba żeby nie.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 11, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


O ręczniku papierowym

[18.08.2023]

W Stralsundzie nie tylko Stary Rynek warto, bo jest też port. Są od siebie w niewielkiej odległości, ze spokojem można się przespacerować pieszo. W porcie, jak to w porcie, kanały, widoki, zapach ryby i mewy, mniejsze i większe jednostki oraz Ozeaneum, które złośliwi nazywają Rolką Ręcznika Papierowego. W środku trochę wypchanych okazów, mnóstwo fantastycznie zaaranżowanych akwariów, z czego przy meduzach spędziłam co najmniej 15 minut, na dachu pingwiny oraz kontrowersyjna - sądząc z opinii - gablota z kolbami zawierającymi spermę rekina i dla porównania urobek ludzki. Wjazd dość drogi, ale bardzo przyjemnie, chociaż nawet w piątkowy poranek raczej tłumnie. Na pigwinim dachu są też widoki na miasto, bardzo eleganckie.

W drodze powrotnej, tak jak kilka lat temu, zatrzymałam się w restauracji nad jeziorem koło Prenzlau.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 10, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, prenzlau, ogrod-zoologiczny, stralsund - 0 komentarzy - Skomentuj


O ręczniku papierowym

[18.08.2023]

W Stralsundzie nie tylko Stary Rynek warto, bo jest też port. Są od siebie w niewielkiej odległości, ze spokojem można się przespacerować pieszo. W porcie, jak to w porcie, kanały, widoki, zapach ryby i mewy, mniejsze i większe jednostki oraz Ozeaneum, które złośliwi nazywają Rolką Ręcznika Papierowego. W środku trochę wypchanych okazów, mnóstwo fantastycznie zaaranżowanych akwariów, z czego przy meduzach spędziłam co najmniej 15 minut, na dachu pingwiny oraz kontrowersyjna - sądząc z opinii - gablota z kolbami zawierającymi spermę rekina i dla porównania urobek ludzki. Wjazd dość drogi, ale bardzo przyjemnie, chociaż nawet w piątkowy poranek raczej tłumnie. Na pigwinim dachu są też widoki na miasto, bardzo eleganckie.

W drodze powrotnej, tak jak kilka lat temu, zatrzymałam się w restauracji nad jeziorem koło Prenzlau.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 10, 2023

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, prenzlau, ogrod-zoologiczny, stralsund - 0 komentarzy - Skomentuj


Sausage Party

Supermarket. Gdyby to był Pixar, to miałby podtytuł “Jakby artykuły spożywcze miały uczucia”, ale to bynajmniej nie jest Pixar. Zbliża się 4 lipca, parówka Barry robi szeroko zakrojone plany w związku z bułeczką Brendą, na razie dotykają się tylko końcówkami bez folii, ale kiedy opuszczą sklep, w Wielkim Świecie, będą na zawsze razem i nie tylko ich końcówki będą się stykać. Sielankę psuje Musztarda Miodowa, który wyszedł ze sklepu, ale wrócił i przeraża wszystkich spanikowaną opowieścią, że zostaną zjedzeni. Kiedy Bułki i Parówki zostają kupione, Musztarda rzuca się z wózka, powodując panikę, przez co część zakupów - Frank i Brenda, Bajgiel i Lawasz oraz Żel do Higieny Intymnej[2] zostają na podłodze, a reszta zakupów znika w Wielkim Świecie. Jako bywalczynie marketów i Wielkiego Świata zapewne wiecie, jaki los czeka jedzenie, z masakry ucieka tylko nieco nieforemna parówka Barry. W międzyczasie ekipa w sklepie podejmuje wyprawę w celu odkrycia, kto wymyślił informację o Wielkim Świecie (Flaszka Alkoholu) oraz co znajduje się za chłodniami (książka kucharska z przepisami na grilla, brr!); prześladuje ich złowieszczy Żel, który nie waha się przed przemocą i podstępem. Tuż przed finałem wraca Barry z informacją, że bogów (klientów) można zabić, następuje masakra, a w finale orgia.

Wiem, wiem, wiem, sama chciałam. Dobry rating na Rotten Tomatoes, głosy podkładają aktorzy z czołówki - m.in. Hayes, Wiig, Rudd, Norton, Hader, Meatloaf[1], Cera, Franco i Rogen. Oczywiście, tych dwóch ostatnich to sygnał ostrzegawczy, do dziś pamiętam stoner movie “Pineapple Express”; ale nie, nie dało mi to do myślenia. Przecież nie może być aż tak zły. Ale. To. Jest. Absolutnie. Zły. Film. Tak zły, że oglądasz, mówisz “Nie, nie zrobią tego”, a po chwili, zza facepalma, “Zrobili to”. Na plus - jest zabawny, żarty bywają przednie, sporo inteligentnych odniesień do popkultury (Guma do Żucia!) ale to jest, powtórzę, bardzo zły film i nawet moje czarne serduszko żałuje rodziców, którzy dali się namówić milusińskim, żeby pójść na “bajkę”[3] do kina. Ja go obejrzałam, żebyście Wy nie musiały. Jest na Netflixie.

[1] Oczywiście pod Klopsika!

[2] Nie wiem, jak w USA, ale żel z aplikatorem do wewnątrz (niestety istotne dla fabuły) jakby nie ma sensu higienicznego. Nie ważne, zło się dopiero zaczyna.

[3] Całkiem serio, irytuje mnie nazywanie “bajką” wszystkiego, co animowane. Nie róbcie tego. Bajka to często wierszowana opowieść z morałem. “Paweł i Gaweł” to bajka, “Uciekające kurczaki” to nie bajka. Dziękuję za uwagę.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 9, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Sausage Party

Supermarket. Gdyby to był Pixar, to miałby podtytuł “Jakby artykuły spożywcze miały uczucia”, ale to bynajmniej nie jest Pixar. Zbliża się 4 lipca, parówka Barry robi szeroko zakrojone plany w związku z bułeczką Brendą, na razie dotykają się tylko końcówkami bez folii, ale kiedy opuszczą sklep, w Wielkim Świecie, będą na zawsze razem i nie tylko ich końcówki będą się stykać. Sielankę psuje Musztarda Miodowa, który wyszedł ze sklepu, ale wrócił i przeraża wszystkich spanikowaną opowieścią, że zostaną zjedzeni. Kiedy Bułki i Parówki zostają kupione, Musztarda rzuca się z wózka, powodując panikę, przez co część zakupów - Frank i Brenda, Bajgiel i Lawasz oraz Żel do Higieny Intymnej[2] zostają na podłodze, a reszta zakupów znika w Wielkim Świecie. Jako bywalczynie marketów i Wielkiego Świata zapewne wiecie, jaki los czeka jedzenie, z masakry ucieka tylko nieco nieforemna parówka Barry. W międzyczasie ekipa w sklepie podejmuje wyprawę w celu odkrycia, kto wymyślił informację o Wielkim Świecie (Flaszka Alkoholu) oraz co znajduje się za chłodniami (książka kucharska z przepisami na grilla, brr!); prześladuje ich złowieszczy Żel, który nie waha się przed przemocą i podstępem. Tuż przed finałem wraca Barry z informacją, że bogów (klientów) można zabić, następuje masakra, a w finale orgia.

Wiem, wiem, wiem, sama chciałam. Dobry rating na Rotten Tomatoes, głosy podkładają aktorzy z czołówki - m.in. Hayes, Wiig, Rudd, Norton, Hader, Meatloaf[1], Cera, Franco i Rogen. Oczywiście, tych dwóch ostatnich to sygnał ostrzegawczy, do dziś pamiętam stoner movie “Pineapple Express”; ale nie, nie dało mi to do myślenia. Przecież nie może być aż tak zły. Ale. To. Jest. Absolutnie. Zły. Film. Tak zły, że oglądasz, mówisz “Nie, nie zrobią tego”, a po chwili, zza facepalma, “Zrobili to”. Na plus - jest zabawny, żarty bywają przednie, sporo inteligentnych odniesień do popkultury (Guma do Żucia!) ale to jest, powtórzę, bardzo zły film i nawet moje czarne serduszko żałuje rodziców, którzy dali się namówić milusińskim, żeby pójść na “bajkę”[3] do kina. Ja go obejrzałam, żebyście Wy nie musiały. Jest na Netflixie.

[1] Oczywiście pod Klopsika!

[2] Nie wiem, jak w USA, ale żel z aplikatorem do wewnątrz (niestety istotne dla fabuły) jakby nie ma sensu higienicznego. Nie ważne, zło się dopiero zaczyna.

[3] Całkiem serio, irytuje mnie nazywanie “bajką” wszystkiego, co animowane. Nie róbcie tego. Bajka to często wierszowana opowieść z morałem. “Paweł i Gaweł” to bajka, “Uciekające kurczaki” to nie bajka. Dziękuję za uwagę.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 9, 2023

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj