Koniec października 2022. Jen wycięła dynię, postawiła na oknie i czeka na powrót 18-letniego syna Todda, który się spóźnia, zapewne jako pretekst poda, że zmiana czasu i wcale się nie spóźnił. Nie jest zła, pewnie wymienią jakieś zabawne uwagi przed pójściem spać, pośmieją się we trójkę z Kellym, jej mężem i ojcem Todda. Tyle że nie, bo kiedy widzi wreszcie powracającego syna, podchodzi do niego mężczyzna i dochodzi do tragedii. Jej zabawny, super inteligentny syn wtem wyciąga nóż i wbija go kilkukrotnie w nie spodziewającego się tego mężczyznę. Krew, karetka, policja, Jen nie może uwierzyć, co się stało, ale będzie o syna walczyć, jest prawniczką. Sama nie wie, jak się jej udaje usnąć, ale gdy budzi i rzuca się do działania, jej syn wychodzi z pokoju i zachowuje się, jakby nic się nie stało. I rzeczywiście, jest dzień przed dramatem. Jen próbuje tłumaczyć mężowi, co się stało, znajduje nóż w plecaku syna, oddycha z ulgą, ale gdy budzi się następnego ranka, jest dzień minus dwa, jutro i pojutrze jeszcze się nie wydarzyło, tylko ona pamięta o wszystkim. Miota się, usiłując zrozumieć, co się dzieje, wreszcie dociera do niej, że musi odkryć, co doprowadziło do fatalnego wieczoru i co takiego zrobiła źle jako matka (pozdrawiam!).
Bardzo pyszny thriller, gdzie dojście do źródeł przestępstwa jest nietypowe - bohaterka ma szansę przeżyć różne formacyjne dni z przeszłości bardziej świadomie, aczkolwiek może polegać może tylko na sobie, bo nawet jeśli ktoś uwierzy w jej historię, to i tak następnego-poprzedniego dnia już o tym nie pamięta, bo to się jeszcze dla kogoś nie zdarzyło. Inspiracją był serial “Russian Doll”, nie wiem, czemu nie zauważyłam, to takie oczywiste. Jest trochę zabawy w podróże w czasie, pojawia się nawet naukowiec przygotowany na to, że będzie pracować z takimi podróżnikami. Czekałam trochę na multiverse, wszak Jen świadoma przyszłości zmieniała kolejne dni dla siebie i dla innych. Trochę zaskoczek, tylko finalnej się nie spodziewałam, ale inne podane były prawie że na tacy.
Inne tej autorki:
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Koniec października 2022. Jen wycięła dynię, postawiła na oknie i czeka na powrót 18-letniego syna Todda, który się spóźnia, zapewne jako pretekst poda, że zmiana czasu i wcale się nie spóźnił. Nie jest zła, pewnie wymienią jakieś zabawne uwagi przed pójściem spać, pośmieją się we trójkę z Kellym, jej mężem i ojcem Todda. Tyle że nie, bo kiedy widzi wreszcie powracającego syna, podchodzi do niego mężczyzna i dochodzi do tragedii. Jej zabawny, super inteligentny syn wtem wyciąga nóż i wbija go kilkukrotnie w nie spodziewającego się tego mężczyznę. Krew, karetka, policja, Jen nie może uwierzyć, co się stało, ale będzie o syna walczyć, jest prawniczką. Sama nie wie, jak się jej udaje usnąć, ale gdy budzi i rzuca się do działania, jej syn wychodzi z pokoju i zachowuje się, jakby nic się nie stało. I rzeczywiście, jest dzień przed dramatem. Jen próbuje tłumaczyć mężowi, co się stało, znajduje nóż w plecaku syna, oddycha z ulgą, ale gdy budzi się następnego ranka, jest dzień minus dwa, jutro i pojutrze jeszcze się nie wydarzyło, tylko ona pamięta o wszystkim. Miota się, usiłując zrozumieć, co się dzieje, wreszcie dociera do niej, że musi odkryć, co doprowadziło do fatalnego wieczoru i co takiego zrobiła źle jako matka (pozdrawiam!).
Bardzo pyszny thriller, gdzie dojście do źródeł przestępstwa jest nietypowe - bohaterka ma szansę przeżyć różne formacyjne dni z przeszłości bardziej świadomie, aczkolwiek może polegać może tylko na sobie, bo nawet jeśli ktoś uwierzy w jej historię, to i tak następnego-poprzedniego dnia już o tym nie pamięta, bo to się jeszcze dla kogoś nie zdarzyło. Inspiracją był serial “Russian Doll”, nie wiem, czemu nie zauważyłam, to takie oczywiste. Jest trochę zabawy w podróże w czasie, pojawia się nawet naukowiec przygotowany na to, że będzie pracować z takimi podróżnikami. Czekałam trochę na multiverse, wszak Jen świadoma przyszłości zmieniała kolejne dni dla siebie i dla innych. Trochę zaskoczek, tylko finalnej się nie spodziewałam, ale inne podane były prawie że na tacy.
Inne tej autorki:
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Issa pracuje w organizacji non-profit, wspierającej dzieci z ubogich dzielnic. Praca ją coraz bardziej nudzi i irytuje, bo jest jedyną czarną, a właśnie głównie z tych środowisk wywodzą się dzieci wymagające wsparcia. W domu też tak sobie - od 5 lat jest z Lawrencem, który ostatnio głównie zalega na kanapie, bo jego start-up nie wypalił. Trafia na swojego dawnego kumpla, z którym zawsze miała dobry vibe, ale zły timing. Chwila zapomnienia i w miarę stabilne życie się jej rozsypuje. Na szczęście ma przyjaciółki - ambitną prawniczkę Molly, prostolinijną acz nieparlamentarną urzędniczkę Kelly i właścicielkę rodzinnej firmy Tiffany. Wszystkie znają się ze studiów w Stanford[1], chociaż wydaje się, że już niewiele poza sentymentem je łączy. To komedia z pieprzykiem, więc dzieją się rzeczy niekoniecznie poskładanie, leje się alko i wpadają lekkie i cięższe dragi, Issa (a w kolejnych sezonach również Molly i Lawrence, bo narracja najczęściej do nich przeskakuje) koncertowo zawala niektóre sprawy, a potem mozolnie je prostuje, również w życiu intymnym[2]. A, wspominałam, że znacząca większość obsady jest czarna?
Przeczytałam gdzieś, że miała to być na jakiejś płaszczyźnie odpowiedź na do bólu biały “Seks w wielkim mieście”, coś w tym jest. Jednak w przeciwieństwie do, pojawia się sporo elementów poważnych - tokenizm, tożsamość, dostosowanie do zasad białego świata, bezpieczeństwo, profilowanie, rodzina i religia. Na lżejszej nucie - kultura i sztuka czarnych, dużo humoru, często sarkastycznego i ironicznego (dialogi Issy i Nathana - złoto, w ogóle jestem Team Nathan!). Bardzo przyjemny, niezobowiązujący serial.
[1] To, jak wspomniałam, komedia, chociaż z elementami tragicznymi, jak to w żyćku, ale czasem się nie ociera o realizm. Serio absolwentka Stanford dorabia sobie jeżdżeniem na Lyfcie i odtykaniem lokatorom sedesu, bo nie ma z czego się utrzymać?
[2] Dużo pań w szczytowych miejscach listy płac, jest sporo męskich tyłków.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 7, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Issa pracuje w organizacji non-profit, wspierającej dzieci z ubogich dzielnic. Praca ją coraz bardziej nudzi i irytuje, bo jest jedyną czarną, a właśnie głównie z tych środowisk wywodzą się dzieci wymagające wsparcia. W domu też tak sobie - od 5 lat jest z Lawrencem, który ostatnio głównie zalega na kanapie, bo jego start-up nie wypalił. Trafia na swojego dawnego kumpla, z którym zawsze miała dobry vibe, ale zły timing. Chwila zapomnienia i w miarę stabilne życie się jej rozsypuje. Na szczęście ma przyjaciółki - ambitną prawniczkę Molly, prostolinijną acz nieparlamentarną urzędniczkę Kelly i właścicielkę rodzinnej firmy Tiffany. Wszystkie znają się ze studiów w Stanford[1], chociaż wydaje się, że już niewiele poza sentymentem je łączy. To komedia z pieprzykiem, więc dzieją się rzeczy niekoniecznie poskładanie, leje się alko i wpadają lekkie i cięższe dragi, Issa (a w kolejnych sezonach również Molly i Lawrence, bo narracja najczęściej do nich przeskakuje) koncertowo zawala niektóre sprawy, a potem mozolnie je prostuje, również w życiu intymnym[2]. A, wspominałam, że znacząca większość obsady jest czarna?
Przeczytałam gdzieś, że miała to być na jakiejś płaszczyźnie odpowiedź na do bólu biały “Seks w wielkim mieście”, coś w tym jest. Jednak w przeciwieństwie do, pojawia się sporo elementów poważnych - tokenizm, tożsamość, dostosowanie do zasad białego świata, bezpieczeństwo, profilowanie, rodzina i religia. Na lżejszej nucie - kultura i sztuka czarnych, dużo humoru, często sarkastycznego i ironicznego (dialogi Issy i Nathana - złoto, w ogóle jestem Team Nathan!). Bardzo przyjemny, niezobowiązujący serial.
[1] To, jak wspomniałam, komedia, chociaż z elementami tragicznymi, jak to w żyćku, ale czasem się nie ociera o realizm. Serio absolwentka Stanford dorabia sobie jeżdżeniem na Lyfcie i odtykaniem lokatorom sedesu, bo nie ma z czego się utrzymać?
[2] Dużo pań w szczytowych miejscach listy płac, jest sporo męskich tyłków.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 7, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[14.08 / 18.08.2023]
Kilkadziesiąt lat temu przejazdem spędziłam kilka godzin we Flensburgu, do dzisiaj zostały mi nieco zamglone wspomnienia starówki i portu. I właśnie ten klimat poczułam z nadmorskim Stralsundzie, mieście, przez które można przejechać w celu zwiedzenia Rugii, bo właśnie tu jest most łączący wyspę z lądem. Most sam w sobie uroczy, aczkolwiek jak się nim jedzie, to raczej nie można cieszyć się widokiem jego sylwetki, a o porcie opowiem w następnym odcinku. Na Stary Rynek pojechałam na obiad w drodze do, a z powrotem na kawę i ciastko; miejsce na obiad wybierając nieco losowo, bo był to poniedziałek, a w poniedziałek sporo miejsc jest pozamykanych. Przy okazji zwiedziłam kościół Św. Mikołaja (płatny chyba 3 euro, ale w gratisie ulotka po polsku), z zewnątrz mniejszy niż w środku, bo obudowany ratuszem, który jest jednym z ciekawszym, jakie widziałam. Byłam przekonana, że w ratuszu da się wejść na wieżę widokową, ale nie - następna wieża widokowa w kościele Mariackim. Dodatkowo w okolicy rynku mieści się Muzeum Morskie, ale w 2023 w remoncie oraz klimatyczne uliczki z zabytkowymi kamienicami; można się uroczo pobłąkać, zaglądać w bramy i podziwiając architektoniczne detale.
Adresy:
Kościół Św. Mikołaja - Auf dem St. Nikolaikirchhof 1
Wulflambstuben - Alter Markt 5
Mandani Coffeeshop - Alter Markt 13
BoBoQ Store - bubble tea, Am Fischmarkt 7
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, stralsund
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[14.08 / 18.08.2023]
Kilkadziesiąt lat temu przejazdem spędziłam kilka godzin we Flensburgu, do dzisiaj zostały mi nieco zamglone wspomnienia starówki i portu. I właśnie ten klimat poczułam z nadmorskim Stralsundzie, mieście, przez które można przejechać w celu zwiedzenia Rugii, bo właśnie tu jest most łączący wyspę z lądem. Most sam w sobie uroczy, aczkolwiek jak się nim jedzie, to raczej nie można cieszyć się widokiem jego sylwetki, a o porcie opowiem w następnym odcinku. Na Stary Rynek pojechałam na obiad w drodze do, a z powrotem na kawę i ciastko; miejsce na obiad wybierając nieco losowo, bo był to poniedziałek, a w poniedziałek sporo miejsc jest pozamykanych. Przy okazji zwiedziłam kościół Św. Mikołaja (płatny chyba 3 euro, ale w gratisie ulotka po polsku), z zewnątrz mniejszy niż w środku, bo obudowany ratuszem, który jest jednym z ciekawszym, jakie widziałam. Byłam przekonana, że w ratuszu da się wejść na wieżę widokową, ale nie - następna wieża widokowa w kościele Mariackim. Dodatkowo w okolicy rynku mieści się Muzeum Morskie, ale w 2023 w remoncie oraz klimatyczne uliczki z zabytkowymi kamienicami; można się uroczo pobłąkać, zaglądać w bramy i podziwiając architektoniczne detale.
Adresy:
Kościół Św. Mikołaja - Auf dem St. Nikolaikirchhof 1
Wulflambstuben - Alter Markt 5
Mandani Coffeeshop - Alter Markt 13
BoBoQ Store - bubble tea, Am Fischmarkt 7
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, stralsund
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Otóż to nawet nie jest książka w książce, to książka w książce w książce (tak, oglądałam wczoraj Incepcję, dalej ładna, chociaż już mniejszy zachwyt niż dekadę temu). Autorka spotyka się z zaprzyjaźnionym kapitanem Chmurą (“uśmiechnął się pobłażliwie. (...) Jego szarozielonkawe oczy wyrażały życzliwość”), który - żeby zaspokoić jej ciekawość - pokazuje dokumenty nietypowego śledztwa sprzed lat, gdzie mało przydały się mikroślady, a bardziej psychologia i dedukcja. To, co pokazuje, to jednak nie są suche protokoły, ale dziennikarska relacja spisana przez jednego z uczestników wydarzeń (jednak czy wierna faktom?) oraz pamiętnikarskie wstawki opisane przez samego Chmurę. Rzecz się działa w środowisku filmowo-dziennikarskim, z pozoru wśród ludzi “porządnych”, inteligencji i kwiatu kultury[1], ale jak się zeskrobało pozłotę z wierzchu, wyszedł brud, zgnilizna i patologia.
W willi znanego i nagradzanego reżysera, męża równie znanej i nagradzanej aktorki, odbywa się przyjęcie. Na przyjęcie z jakiegoś powodu została zaproszona Jolanta, dziennikarka i pisarka, pogardzana przez środowisko, jakiś czas temu rozwiedziona z mężem, wziętym aktorem, grającym etatowo u gospodarza. Poza nimi w imprezie uczestniczą: kierownik zespołu filmowego, dwóch dziennikarzy, druga żona byłego męża Jolanty, jej były kochanek z nową flamą i (w kuchni) gosposia. Oraz syjamski kot Yogi, przez jednych kochany, przez innych znienawidzony. Towarzystwo za mało zjadło, za dużo wypiło, kiedy zaczęła się szydera z Jolanty, ta wybuchnęła i metodycznie wyliczyła każdemu jego przewiny - zdrady, dzieci w domach dziecka, przemoc wobec starej matki, kradzieże (w tym mienia uspołecznionego), plagiaty i wreszcie morderstwo[2]. Ale zanim była skłonna zrobić formalny użytek z posiadanej wiedzy, zakotłowało się i padła martwa, a chwilę po niej kot. Ja się okazało, ktoś wysmarował kotu pazury cyjankiem, używanym przez reżysera do zabijania tytułowych ciem, których był kolekcjonerem, a ten (kot, nie reżyser) najpierw zadrapał Jolantę, na którą w zamieszaniu skoczył, po czym - oblizawszy łapę z krwi - otruł się sam. Chmura, który nie jest w ciemię bity, rozumie, że każdy coś ukrywa, więc same rozmowy nic nie dadzą, analizuje więc szczegółowo wszystkie powiązania, a finalnie zbrodniarza wykrywa dzięki napisanej przez zamordowaną Jolantę książce o wszystkich jej znajomych.
I tak się zastanawiam, na ile jest to paszkwil na rzeczywiste realia (nadęte środowisko przeciętniaków i pieczeniarzy, którzy wspólnie tworzą towarzyski krąg przysług i szantażu, więc nawet podłość i zbrodnia uchodzi na sucho) i na ile jest to serio (bo czasem czytając takie pasusy - “sprzedalismy je za dewizy tak chłonnym odbiorcom jak Angola, Pernambuco i Rwanda-Burundi” - jednak myślę, że to parodia). Autorka wprawdzie opisuje wszystkich dość czarno, ale jej mizoginia jest nieskrywana. Zamordowana Jolanta - zdradzona przez męża, okradziona przez kochanka, oszukana przez współpracowników, rozczarowana synem w poprawczaku - jest bardzo ostro oceniana: że przeciętnej urody, że zawaliła związek (mimo że to mąż ją zdradzał), że napisany przez nią scenariusz był do niczego (mimo że obiektywni eksperci stwierdzili, że ostateczna wersja była zbieżna z tym, co ostatecznie poszło do produkcji), że nie umiała “odpuścić” mężowi w nowym związku i ciągle chciała od niego pieniędzy (mimo że wcześniej go utrzymywała, zanim stał się znany); Mariola, druga żona byłego męża Jolanty, wprawdzie dobrze tańczy, ale jest niekobieca, zbyt kanciasta, za mało pulchna; z kolei Bożena, aktorka, jest zbyt “postawna” i już po 40, więc brzydko się starzeje oraz nie posiada w ogóle gustu.
Szowinizm codzienny: żonę trzyma się w domu, bo “nie interesuje ją życie zawodowe męża”, baby mają “humory”, a jak się między sobą kłócą, to nic nie widzą oraz są gadatliwe (Chmura zamawia żonie pod choinkę szczeniaka boksera: ”Uważam, że to lepszy prezent niż bluzka. Będzie nareszcie miała na kim wyładowywać swoją energię, kiedy mnie pochłaniają służbowe zajęcia. Już taki bokser da sobie z nią radę... Kanarka zagadałaby na śmierć”). Zaś kiedy przydarza się ciąża… “Cóż jestem winien, że była głupia i nie uważała. Proponowałem, żeby się pozbyła kłopotu, ale nie chciała”. Dla kobiet też nie należy być zbyt hojnym, bo zaczynają uważać to za oczywiste.
Się pali: papierosy, angielską fajkę Dunhilla nabitą tytoniem amerykańskim, kubańskie cygara.
Się pije: “ale nigdy się nie upija”, znakomicie zamrożonego szampana, kawę, herba mate (z Kostaryki!), jaśminową herbatę, nalewkę z mandragory zmieszaną z sokiem granatu (obrzydliwą), jałowcówkę, żubrówkę, dżin i whisky z sokiem cytrynowym, pomarańczowym albo wodą sodową i lodem, koniak.
Się jada: szarańczę opiekaną w ryżowej mączce (z obrzydzeniem, jako starter), słone herbatniczki
z pastą homarową i serowo-ziołową, faszerowane pieczarki i pieczone kabanosy, oblane spirytusem i podpalone.
Popkultura: reżyser próbuje kariery za granicą, ale “w złotej koszulce, jak Polański, chodzić nie będzie”, Chmura obiecuje synowi Jolanty płytę Okudżawy.
[1] Jak ją pedikiurzystka kiedyś niechcący w palec zacięła, to ta „pani” całą michę wody, w której
nogi moczyła, dziewczyninie na łeb wylała. Suszyło się później u mnie w kuchni, biedactwo, i płakało rzewnymi łzami. Tak żadna prawdziwa pani nie robi.
[2] Ocknąłem się i zobaczyłem na tle otwartego okna moją dziewczynę, na wpół nagą, w podartej sukience. Broniła się przed Firką, który wyglądał przerażająco, bo on w ogóle do pięknisiów nie należy, a jak się spije, można się go przestraszyć. Pomagali mu ci dwaj młodzi aktorzy, których nazwisk wolałbym nie wymieniać, też kompletnie pijani. Moja dziewczyna, Kama, lubiła tę melodię, kiedy trochę wypiła, zaczynała wygłupiać się i kaprysiła, że chce fruwać jak ptak. Pewnie i tym razem tak było, a oni pchali ją w stronę otwartego okna i rechotali wstrętnie, rżeli jak konie i bełkotali: „Polataj, polataj, no, pokaż, że umiesz fruwać...” Jeden z tych młodych ludzi miał ustosunkowanego ojca, drugi zaś miał talent. Mówiło się, iż nie należy łamać im życia i kariery. Sprawę zatuszowano. Nikt nie odpowiadał za śmierć mojej Kamy. [pogrubienia moje]
Inne z tej serii, inne tej autorki.
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Otóż to nawet nie jest książka w książce, to książka w książce w książce (tak, oglądałam wczoraj Incepcję, dalej ładna, chociaż już mniejszy zachwyt niż dekadę temu). Autorka spotyka się z zaprzyjaźnionym kapitanem Chmurą (“uśmiechnął się pobłażliwie. (...) Jego szarozielonkawe oczy wyrażały życzliwość”), który - żeby zaspokoić jej ciekawość - pokazuje dokumenty nietypowego śledztwa sprzed lat, gdzie mało przydały się mikroślady, a bardziej psychologia i dedukcja. To, co pokazuje, to jednak nie są suche protokoły, ale dziennikarska relacja spisana przez jednego z uczestników wydarzeń (jednak czy wierna faktom?) oraz pamiętnikarskie wstawki opisane przez samego Chmurę. Rzecz się działa w środowisku filmowo-dziennikarskim, z pozoru wśród ludzi “porządnych”, inteligencji i kwiatu kultury[1], ale jak się zeskrobało pozłotę z wierzchu, wyszedł brud, zgnilizna i patologia.
W willi znanego i nagradzanego reżysera, męża równie znanej i nagradzanej aktorki, odbywa się przyjęcie. Na przyjęcie z jakiegoś powodu została zaproszona Jolanta, dziennikarka i pisarka, pogardzana przez środowisko, jakiś czas temu rozwiedziona z mężem, wziętym aktorem, grającym etatowo u gospodarza. Poza nimi w imprezie uczestniczą: kierownik zespołu filmowego, dwóch dziennikarzy, druga żona byłego męża Jolanty, jej były kochanek z nową flamą i (w kuchni) gosposia. Oraz syjamski kot Yogi, przez jednych kochany, przez innych znienawidzony. Towarzystwo za mało zjadło, za dużo wypiło, kiedy zaczęła się szydera z Jolanty, ta wybuchnęła i metodycznie wyliczyła każdemu jego przewiny - zdrady, dzieci w domach dziecka, przemoc wobec starej matki, kradzieże (w tym mienia uspołecznionego), plagiaty i wreszcie morderstwo[2]. Ale zanim była skłonna zrobić formalny użytek z posiadanej wiedzy, zakotłowało się i padła martwa, a chwilę po niej kot. Ja się okazało, ktoś wysmarował kotu pazury cyjankiem, używanym przez reżysera do zabijania tytułowych ciem, których był kolekcjonerem, a ten (kot, nie reżyser) najpierw zadrapał Jolantę, na którą w zamieszaniu skoczył, po czym - oblizawszy łapę z krwi - otruł się sam. Chmura, który nie jest w ciemię bity, rozumie, że każdy coś ukrywa, więc same rozmowy nic nie dadzą, analizuje więc szczegółowo wszystkie powiązania, a finalnie zbrodniarza wykrywa dzięki napisanej przez zamordowaną Jolantę książce o wszystkich jej znajomych.
I tak się zastanawiam, na ile jest to paszkwil na rzeczywiste realia (nadęte środowisko przeciętniaków i pieczeniarzy, którzy wspólnie tworzą towarzyski krąg przysług i szantażu, więc nawet podłość i zbrodnia uchodzi na sucho) i na ile jest to serio (bo czasem czytając takie pasusy - “sprzedalismy je za dewizy tak chłonnym odbiorcom jak Angola, Pernambuco i Rwanda-Burundi” - jednak myślę, że to parodia). Autorka wprawdzie opisuje wszystkich dość czarno, ale jej mizoginia jest nieskrywana. Zamordowana Jolanta - zdradzona przez męża, okradziona przez kochanka, oszukana przez współpracowników, rozczarowana synem w poprawczaku - jest bardzo ostro oceniana: że przeciętnej urody, że zawaliła związek (mimo że to mąż ją zdradzał), że napisany przez nią scenariusz był do niczego (mimo że obiektywni eksperci stwierdzili, że ostateczna wersja była zbieżna z tym, co ostatecznie poszło do produkcji), że nie umiała “odpuścić” mężowi w nowym związku i ciągle chciała od niego pieniędzy (mimo że wcześniej go utrzymywała, zanim stał się znany); Mariola, druga żona byłego męża Jolanty, wprawdzie dobrze tańczy, ale jest niekobieca, zbyt kanciasta, za mało pulchna; z kolei Bożena, aktorka, jest zbyt “postawna” i już po 40, więc brzydko się starzeje oraz nie posiada w ogóle gustu.
Szowinizm codzienny: żonę trzyma się w domu, bo “nie interesuje ją życie zawodowe męża”, baby mają “humory”, a jak się między sobą kłócą, to nic nie widzą oraz są gadatliwe (Chmura zamawia żonie pod choinkę szczeniaka boksera: ”Uważam, że to lepszy prezent niż bluzka. Będzie nareszcie miała na kim wyładowywać swoją energię, kiedy mnie pochłaniają służbowe zajęcia. Już taki bokser da sobie z nią radę... Kanarka zagadałaby na śmierć”). Zaś kiedy przydarza się ciąża… “Cóż jestem winien, że była głupia i nie uważała. Proponowałem, żeby się pozbyła kłopotu, ale nie chciała”. Dla kobiet też nie należy być zbyt hojnym, bo zaczynają uważać to za oczywiste.
Się pali: papierosy, angielską fajkę Dunhilla nabitą tytoniem amerykańskim, kubańskie cygara.
Się pije: “ale nigdy się nie upija”, znakomicie zamrożonego szampana, kawę, herba mate (z Kostaryki!), jaśminową herbatę, nalewkę z mandragory zmieszaną z sokiem granatu (obrzydliwą), jałowcówkę, żubrówkę, dżin i whisky z sokiem cytrynowym, pomarańczowym albo wodą sodową i lodem, koniak.
Się jada: szarańczę opiekaną w ryżowej mączce (z obrzydzeniem, jako starter), słone herbatniczki
z pastą homarową i serowo-ziołową, faszerowane pieczarki i pieczone kabanosy, oblane spirytusem i podpalone.
Popkultura: reżyser próbuje kariery za granicą, ale “w złotej koszulce, jak Polański, chodzić nie będzie”, Chmura obiecuje synowi Jolanty płytę Okudżawy.
[1] Jak ją pedikiurzystka kiedyś niechcący w palec zacięła, to ta „pani” całą michę wody, w której
nogi moczyła, dziewczyninie na łeb wylała. Suszyło się później u mnie w kuchni, biedactwo, i płakało rzewnymi łzami. Tak żadna prawdziwa pani nie robi.
[2] Ocknąłem się i zobaczyłem na tle otwartego okna moją dziewczynę, na wpół nagą, w podartej sukience. Broniła się przed Firką, który wyglądał przerażająco, bo on w ogóle do pięknisiów nie należy, a jak się spije, można się go przestraszyć. Pomagali mu ci dwaj młodzi aktorzy, których nazwisk wolałbym nie wymieniać, też kompletnie pijani. Moja dziewczyna, Kama, lubiła tę melodię, kiedy trochę wypiła, zaczynała wygłupiać się i kaprysiła, że chce fruwać jak ptak. Pewnie i tym razem tak było, a oni pchali ją w stronę otwartego okna i rechotali wstrętnie, rżeli jak konie i bełkotali: „Polataj, polataj, no, pokaż, że umiesz fruwać...” Jeden z tych młodych ludzi miał ustosunkowanego ojca, drugi zaś miał talent. Mówiło się, iż nie należy łamać im życia i kariery. Sprawę zatuszowano. Nikt nie odpowiadał za śmierć mojej Kamy. [pogrubienia moje]
Inne z tej serii, inne tej autorki.
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zachwycona cała, że odremontowano Dzieciniec, obiecałam sobie, że przespaceruję się kiedyś po brzegu Warty, bo gdzieś tam są podobno łazienki warciańskie. I na obietnicach by się skończyło, na szczęście eloy odkrył, że w restauracji Ot.Warta, o której w poprzedniej notce, dają dobre śniadania. I wtedy skleiło mi się, że Ot.Warta to właśnie te łazienki, które planowałam. Mistrzyni ogaru, normalnie. Obiekt oryginalnie powstał pod koniec XIX wieku, drewniany, ale w 20-leciu międzywojennym przeniesiono je kawałek dalej (powyżej wylotu kanalizacji, sprytnie) i powstał dworek, w którym - wprawdzie z podziałem na panie i panów - można było się przebrać, coś zjeść, a potem wykąpać w Warcie. Współcześnie obiekt sobie niszczał aż do niedawna, kiedy to go odremontowano i można rano na śniadania w weekendy, a wieczorem na drinka nie tylko w weekendy. Widoki przepiękne, podobno ma powstać kładka na drugą stronę Warty. A spacer Wartostradą cały czas mam na liście.








(wiem, że zdjęcie już było, trudno, śniadanie pyszka)
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zachwycona cała, że odremontowano Dzieciniec, obiecałam sobie, że przespaceruję się kiedyś po brzegu Warty, bo gdzieś tam są podobno łazienki warciańskie. I na obietnicach by się skończyło, na szczęście eloy odkrył, że w restauracji Ot.Warta, o której w poprzedniej notce, dają dobre śniadania. I wtedy skleiło mi się, że Ot.Warta to właśnie te łazienki, które planowałam. Mistrzyni ogaru, normalnie. Obiekt oryginalnie powstał pod koniec XIX wieku, drewniany, ale w 20-leciu międzywojennym przeniesiono je kawałek dalej (powyżej wylotu kanalizacji, sprytnie) i powstał dworek, w którym - wprawdzie z podziałem na panie i panów - można było się przebrać, coś zjeść, a potem wykąpać w Warcie. Współcześnie obiekt sobie niszczał aż do niedawna, kiedy to go odremontowano i można rano na śniadania w weekendy, a wieczorem na drinka nie tylko w weekendy. Widoki przepiękne, podobno ma powstać kładka na drugą stronę Warty. A spacer Wartostradą cały czas mam na liście.








(wiem, że zdjęcie już było, trudno, śniadanie pyszka)
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj