W tzw. domu przejściowym mieszka trójka młodych dorosłych w spektrum autyzmu - Jack, Violet i Harrison, opiekuje się nimi Mandy, która planuje studiowanie neurologii, żeby lepiej zrozumieć swoich podopiecznych. Każdy z nich jest inny - Jack jest tzw. wysokofunkcjonującym, super inteligentnym programistą, któremu jednak brak empatii i umiejętności społecznych, przez co trudno mu znaleźć i utrzymać pracę mimo twardych umiejętności technicznych, nie wspominając o tym, żeby z kimkolwiek się zaprzyjaźnił. Sytuacja się komplikuje, bo jego ojciec, właśnie dostał diagnozę agresywnego nowotworu i zależy mu, żeby syn był w stanie sam funkcjonować bez jego wsparcia. Violet nie ma wbudowanych żadnych hamulców w wyrażaniu swoich spontanicznych przemyśleń oraz błyskawicznie angażuje się uczuciowo z ludźmi pierwszy raz widzianymi na oczy, co nieco utrudnia jej pracę za ladą w fastfoodzie. Jej brat ogranicza jej dostęp do portali randkowych, co Violet odbiera jako opresję i reaguje furią, mimo że jego celem jest uchronienie jej przed byciem obiektem nadużycia, również seksualnego. Wreszcie Harrison, wycofany i chorobliwie otyły, boi się opuszczać swój pokój i rozmawiać z ludźmi; jego rodzice wynajęli mieszkanie i zatrudnili Mandy, żeby syn przezwyciężył swoje fobie i potrafił egzystować chociaż z minimalną samodzielnością. Dodatkowo Mandy rozważa przeprowadzkę na drugi koniec Stanów, bo ma opcję na prestiżowy staż, co burzy dotychczasową stabilizację.
Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Z jednej strony to ważne, żeby pokazywać, jak wygląda świat z perspektywy osób neuroatypowych, jak trudne jest dla nich dostosowanie się do tysięcy niezrozumiałych zasad współżycia społecznego i jakie wyzwania stoją przed rodzinami takich osób, bo wypuszczenie dzieci w świat nie jest tak łatwe jak osób neurotypowych. Nie ma wiele opcji - albo dziecko zostaje pod opieką rodzica/opiekuna, co oznacza brak planu B, kiedy rodzica/finansowania zabraknie; albo wychodzi ze strefy komfortu i dostosowuje się do wymagań społecznych; albo trafia do zamkniętej placówki i jest traktowane jak osoba ubezwłasnowolniona. Z drugiej, serial pokazuje sytuacje ekstremalne, w których czasem już za późno na zsocjalizowanie bohaterów, jest też do bólu amerykański. Na pewno nie jest to temat lekki i przyjemny, zwłaszcza dla rodziców dziecka nawet minimalnie w spektrum.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W tzw. domu przejściowym mieszka trójka młodych dorosłych w spektrum autyzmu - Jack, Violet i Harrison, opiekuje się nimi Mandy, która planuje studiowanie neurologii, żeby lepiej zrozumieć swoich podopiecznych. Każdy z nich jest inny - Jack jest tzw. wysokofunkcjonującym, super inteligentnym programistą, któremu jednak brak empatii i umiejętności społecznych, przez co trudno mu znaleźć i utrzymać pracę mimo twardych umiejętności technicznych, nie wspominając o tym, żeby z kimkolwiek się zaprzyjaźnił. Sytuacja się komplikuje, bo jego ojciec, właśnie dostał diagnozę agresywnego nowotworu i zależy mu, żeby syn był w stanie sam funkcjonować bez jego wsparcia. Violet nie ma wbudowanych żadnych hamulców w wyrażaniu swoich spontanicznych przemyśleń oraz błyskawicznie angażuje się uczuciowo z ludźmi pierwszy raz widzianymi na oczy, co nieco utrudnia jej pracę za ladą w fastfoodzie. Jej brat ogranicza jej dostęp do portali randkowych, co Violet odbiera jako opresję i reaguje furią, mimo że jego celem jest uchronienie jej przed byciem obiektem nadużycia, również seksualnego. Wreszcie Harrison, wycofany i chorobliwie otyły, boi się opuszczać swój pokój i rozmawiać z ludźmi; jego rodzice wynajęli mieszkanie i zatrudnili Mandy, żeby syn przezwyciężył swoje fobie i potrafił egzystować chociaż z minimalną samodzielnością. Dodatkowo Mandy rozważa przeprowadzkę na drugi koniec Stanów, bo ma opcję na prestiżowy staż, co burzy dotychczasową stabilizację.
Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Z jednej strony to ważne, żeby pokazywać, jak wygląda świat z perspektywy osób neuroatypowych, jak trudne jest dla nich dostosowanie się do tysięcy niezrozumiałych zasad współżycia społecznego i jakie wyzwania stoją przed rodzinami takich osób, bo wypuszczenie dzieci w świat nie jest tak łatwe jak osób neurotypowych. Nie ma wiele opcji - albo dziecko zostaje pod opieką rodzica/opiekuna, co oznacza brak planu B, kiedy rodzica/finansowania zabraknie; albo wychodzi ze strefy komfortu i dostosowuje się do wymagań społecznych; albo trafia do zamkniętej placówki i jest traktowane jak osoba ubezwłasnowolniona. Z drugiej, serial pokazuje sytuacje ekstremalne, w których czasem już za późno na zsocjalizowanie bohaterów, jest też do bólu amerykański. Na pewno nie jest to temat lekki i przyjemny, zwłaszcza dla rodziców dziecka nawet minimalnie w spektrum.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.04.2023]
W tym roku, po kilku udanych wyjazdach na majówkę za granicę, wpadłam na pomysł pożenienia dwóch światów i wybrałam Kotlinę Kłodzką, żeby zobaczyć zarówno kawałek Polski, jak i wyskoczyć towarzysko do Czech. Rookie mistake. Jak czeska strona była bez zarzutu, tak po polskiej na ten sam pomysł wpadło pół Polski, a przynajmniej ¾ Wrocławia. Podjęłam nieudaną próbę wejścia na Szczeliniec, gdzie okazało się, że już nie muszę jechać do Zakopanego, bo mam Krupówki na miejscu. Po kilkudziesięciu minutach w korku do parkingu, krążeniu po miejsce i zapłaceniu, dowiedziałam się od skrajnie nieuprzejmej osoby w kasie, że liczba wejść jest limitowana i można kupić na za trzy godziny, a czas uroczo spędzić w dzikim tłumie i dymie ze smażonych oscypków, bo było sobie kilka dni wcześniej kupić on-line. No więc nie weszłam na Szczeliniec ani nie podeszłam do Błędnych Skał, nie wspominając o Ardšpachu i teplickim Skalnym Mieście. Kiedyś wrócę lepiej przygotowana.
Weszłam za to na Szczytnik, do Zamku na Skale. W zasadzie to można podjechać pod sam zamek, ale ryzykuje się brak miejsca do zaparkowania, a na poboczach krętej drogi na górę są wcześniej parkingowe zatoczki (darmo!). Z drogi zamek wygląda jak topornie narzezany w PRL-u, ale od strony parku już jest bardziej urokliwie. W środku restauracja, na zwiedzanie wnętrza się spóźniłam, bo najpierw poszliśmy na kawę i ciasto, a dopiero potem szukać kasy, która okazała się być w restauracji (tu wstaw przewracanie oczami nad organizacją ruchu turystycznego). Obok zamku punkt widokowy z darmowym widokiem za milion monet, na całą urokliwą okolicę. I nawet nie za tłoczno, chociaż może wstrzeliłam się w porze obiadowej. I to powietrze w drodze na górę, krystalicznie czyste. Młodzież znalazła sobie kijaszek i nawet niespecjalnie narzekała, że trzeba tyle chodzić.









GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, szczytna, szczytnik
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.04.2023]
W tym roku, po kilku udanych wyjazdach na majówkę za granicę, wpadłam na pomysł pożenienia dwóch światów i wybrałam Kotlinę Kłodzką, żeby zobaczyć zarówno kawałek Polski, jak i wyskoczyć towarzysko do Czech. Rookie mistake. Jak czeska strona była bez zarzutu, tak po polskiej na ten sam pomysł wpadło pół Polski, a przynajmniej ¾ Wrocławia. Podjęłam nieudaną próbę wejścia na Szczeliniec, gdzie okazało się, że już nie muszę jechać do Zakopanego, bo mam Krupówki na miejscu. Po kilkudziesięciu minutach w korku do parkingu, krążeniu po miejsce i zapłaceniu, dowiedziałam się od skrajnie nieuprzejmej osoby w kasie, że liczba wejść jest limitowana i można kupić na za trzy godziny, a czas uroczo spędzić w dzikim tłumie i dymie ze smażonych oscypków, bo było sobie kilka dni wcześniej kupić on-line. No więc nie weszłam na Szczeliniec ani nie podeszłam do Błędnych Skał, nie wspominając o Ardšpachu i teplickim Skalnym Mieście. Kiedyś wrócę lepiej przygotowana.
Weszłam za to na Szczytnik, do Zamku na Skale. W zasadzie to można podjechać pod sam zamek, ale ryzykuje się brak miejsca do zaparkowania, a na poboczach krętej drogi na górę są wcześniej parkingowe zatoczki (darmo!). Z drogi zamek wygląda jak topornie narzezany w PRL-u, ale od strony parku już jest bardziej urokliwie. W środku restauracja, na zwiedzanie wnętrza się spóźniłam, bo najpierw poszliśmy na kawę i ciasto, a dopiero potem szukać kasy, która okazała się być w restauracji (tu wstaw przewracanie oczami nad organizacją ruchu turystycznego). Obok zamku punkt widokowy z darmowym widokiem za milion monet, na całą urokliwą okolicę. I nawet nie za tłoczno, chociaż może wstrzeliłam się w porze obiadowej. I to powietrze w drodze na górę, krystalicznie czyste. Młodzież znalazła sobie kijaszek i nawet niespecjalnie narzekała, że trzeba tyle chodzić.









GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 6, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, szczytna, szczytnik
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Prokurator Selby, wraz z wiernymi pomocnikami - szeryfem Rexem Brandonem i dziennikarką (prywatnie też dziewczyną Selby’ego) Sylvią Martin - usiłuje rozwikłać powiązane ze sobą sprawy nagiego ciała z dwoma pociskami w jednej ranie, zaginięcia teścia wdowy po hochsztaplerze oraz przestępcy, który umknął podczas zwolnienia warunkowego. Wszystkie te sprawy łączy osoba Alphonse’a Bakera Carra, diabolicznego i luźno traktującego prawo adwokata, obrońcę przestępców, nie wahającego użyć się sztuczek w celu uwolnienia klienta nawet przy uzasadnionych zarzutach. A.B.C. kupił w Madison County dom, żeby miejsce oddechu po sławie w Los Angeles, co nie podoba się ani sąsiadom, ani lokalnej prasie. W finale Selby wykreśla na mapie koło wokół posiadłości Carra, twierdząc, że to jest jego obszar i ma się nie zapuszczać poza, bo pożałuje.
Chyba już wyrosłam z kryminałek Gardnera i jego czarno-białego świata. Selby jest mistrzem intelektu, potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika i zinterpretować je na swoją korzyść, manipuluje nieprzyjazną prasą oraz oponentami politycznymi, którzy - oczywiście - są od niego mniej inteligentni. Carr, główny złol i oponent, niby jest równie inteligentny, ale skoro używa sprytu, żeby pomagać przestępcom (a i para się szantażem!), więc popełnia więcej błędów. Wszystkie kobiety, również złe, są piękne, na szczęście żadna z nich nie jest taką ostoją cnót jak Sylwia Martin, używana przez Selby’ego jako tuba propagandowa. Ćwierć tomiku zajmują rozważania, czy jak ktoś strzelił do trupa, to jest mordercą, czy nie.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 5, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Prokurator Selby, wraz z wiernymi pomocnikami - szeryfem Rexem Brandonem i dziennikarką (prywatnie też dziewczyną Selby’ego) Sylvią Martin - usiłuje rozwikłać powiązane ze sobą sprawy nagiego ciała z dwoma pociskami w jednej ranie, zaginięcia teścia wdowy po hochsztaplerze oraz przestępcy, który umknął podczas zwolnienia warunkowego. Wszystkie te sprawy łączy osoba Alphonse’a Bakera Carra, diabolicznego i luźno traktującego prawo adwokata, obrońcę przestępców, nie wahającego użyć się sztuczek w celu uwolnienia klienta nawet przy uzasadnionych zarzutach. A.B.C. kupił w Madison County dom, żeby miejsce oddechu po sławie w Los Angeles, co nie podoba się ani sąsiadom, ani lokalnej prasie. W finale Selby wykreśla na mapie koło wokół posiadłości Carra, twierdząc, że to jest jego obszar i ma się nie zapuszczać poza, bo pożałuje.
Chyba już wyrosłam z kryminałek Gardnera i jego czarno-białego świata. Selby jest mistrzem intelektu, potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika i zinterpretować je na swoją korzyść, manipuluje nieprzyjazną prasą oraz oponentami politycznymi, którzy - oczywiście - są od niego mniej inteligentni. Carr, główny złol i oponent, niby jest równie inteligentny, ale skoro używa sprytu, żeby pomagać przestępcom (a i para się szantażem!), więc popełnia więcej błędów. Wszystkie kobiety, również złe, są piękne, na szczęście żadna z nich nie jest taką ostoją cnót jak Sylwia Martin, używana przez Selby’ego jako tuba propagandowa. Ćwierć tomiku zajmują rozważania, czy jak ktoś strzelił do trupa, to jest mordercą, czy nie.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 5, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Autobiograficzna opowieść o dzieciństwie autora, jedynego dziecka pary Żydów, którym się udało[1], którzy uciekli do Izraela jeszcze zanim się zaczął Holocaust. Mnóstwo wątków - od zarysu burzliwej historii budującego się Państwa Żydowskiego[1], przez porozumienie i konflikty z sąsiadami, detaliczne opisy co sobotniej wyprawy piechotą do innej dzielnicy, w której mieszkał wuj, znany naukowiec czy drobne incydenty, które się wydarzały w codziennym życiu, dramat wojny, życie w kibucu, pierwsze i kolejne miłości, wreszcie, jak po spirali, do historii swojej rodziny, a konkretnie do wydarzenia formacyjnego dla wtedy 12-latka, czyli samobójstwa matki. Oz oddala się i przybliża do tego wydarzenia, krąży, opowiadając wielokrotnie te same elementy historii, ale za każdym razem dodając nowe szczegóły; to zupełnie nie przeszkadza, widać w tym cel. Są epizody lekkie, wszak większość narracji podawana jest z perspektywy przedwcześnie dojrzałego, wychowywanego w inteligenckim, uniwersyteckim środowisku zarozumiałego i psotnego dziecka, ale całość - im dalej w wydarzenia - robi się coraz bardziej minorowa. Życie w kraju naznaczonym permanentnym konfliktem, również wewnętrznym; w rodzinie, która straciła całą historię i namacalną przeszłość, gdzie o traumie się milczało; wreszcie osobista tragedia dziecka, które całe świadome życie obwiniało się o śmierć matki, dopiero po latach dochodząc do zrozumienia, co było przyczyną.
Ponad 600 stron (w papierze) gęstej prozy, przepięknie złożonej; mam poczucie osiągnięcia czegoś samą lekturą, zaczynałam trzy razy, a przestawałam nie dlatego, że źle się czytało, tylko z powodu smutku, który na początku czaił się przykryty gdzieś codziennością, potem wybrzmiał już otwarcie. Po lekturze przeczytałam pobieżnie o historii Izraela, Palestyny, Mandatu Brytyjskiego, wojen i wrzenia politycznego, które trwa do dzisiaj; nie wiem, czy zrozumiałam lepiej, jak to jest być człowiekiem, którego nikt nigdzie nie chce. Bardzo warto, jak macie kilkanaście spokojnych godzin na lekturę. Jak nie macie, jest film.
[1] Polacy wysyłali Żydów na Madagaskar, świat planował dla nich na przykład kawałek Kongo. Europa krzyczała “Idźcie do domu”, mieszkańcy terenów, na których się osiedlali, odpowiadali “Wracajcie, skąd przyszliście“. Zaiste, udało im się, Ziemia Obiecana.
Inne tego autora:
#37
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Autobiograficzna opowieść o dzieciństwie autora, jedynego dziecka pary Żydów, którym się udało[1], którzy uciekli do Izraela jeszcze zanim się zaczął Holocaust. Mnóstwo wątków - od zarysu burzliwej historii budującego się Państwa Żydowskiego[1], przez porozumienie i konflikty z sąsiadami, detaliczne opisy co sobotniej wyprawy piechotą do innej dzielnicy, w której mieszkał wuj, znany naukowiec czy drobne incydenty, które się wydarzały w codziennym życiu, dramat wojny, życie w kibucu, pierwsze i kolejne miłości, wreszcie, jak po spirali, do historii swojej rodziny, a konkretnie do wydarzenia formacyjnego dla wtedy 12-latka, czyli samobójstwa matki. Oz oddala się i przybliża do tego wydarzenia, krąży, opowiadając wielokrotnie te same elementy historii, ale za każdym razem dodając nowe szczegóły; to zupełnie nie przeszkadza, widać w tym cel. Są epizody lekkie, wszak większość narracji podawana jest z perspektywy przedwcześnie dojrzałego, wychowywanego w inteligenckim, uniwersyteckim środowisku zarozumiałego i psotnego dziecka, ale całość - im dalej w wydarzenia - robi się coraz bardziej minorowa. Życie w kraju naznaczonym permanentnym konfliktem, również wewnętrznym; w rodzinie, która straciła całą historię i namacalną przeszłość, gdzie o traumie się milczało; wreszcie osobista tragedia dziecka, które całe świadome życie obwiniało się o śmierć matki, dopiero po latach dochodząc do zrozumienia, co było przyczyną.
Ponad 600 stron (w papierze) gęstej prozy, przepięknie złożonej; mam poczucie osiągnięcia czegoś samą lekturą, zaczynałam trzy razy, a przestawałam nie dlatego, że źle się czytało, tylko z powodu smutku, który na początku czaił się przykryty gdzieś codziennością, potem wybrzmiał już otwarcie. Po lekturze przeczytałam pobieżnie o historii Izraela, Palestyny, Mandatu Brytyjskiego, wojen i wrzenia politycznego, które trwa do dzisiaj; nie wiem, czy zrozumiałam lepiej, jak to jest być człowiekiem, którego nikt nigdzie nie chce. Bardzo warto, jak macie kilkanaście spokojnych godzin na lekturę. Jak nie macie, jest film.
[1] Polacy wysyłali Żydów na Madagaskar, świat planował dla nich na przykład kawałek Kongo. Europa krzyczała “Idźcie do domu”, mieszkańcy terenów, na których się osiedlali, odpowiadali “Wracajcie, skąd przyszliście“. Zaiste, udało im się, Ziemia Obiecana.
Inne tego autora:
#37
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Hiszpańskie wesele w małym miasteczku. Z Argentyny przyjeżdża ciotka Laura (Cruz), siostra matki panny młodej, przywozi nastoletnią córkę i kilkuletniego synka, nie dociera jednak zamożny mąż Laury, Alexander. Zjeżdża się też spora rodzina z okolicy, sąsiedzi i znajomi. Wszyscy znają wszystkich. Laura spotyka się ze swoim dawnym chłopakiem (Paco), jej córka zwraca uwagę na kuzyna Paco, jej równolatka. I kiedy już widz spodziewa się, że będą jakieś romantyczne komplikacje, wesele przerywa burza, awaria prądu (na szczęście zaradzono temu generatorem od Paco), wreszcie okazuje się, że zniknęła córka Laury, która źle się poczuła i poszła się wcześnie położyć. Matka początkowo podejrzewa kiepski żart, ale na łóżku córki znajduje wycinki sprzed lat dotyczące porwania zakończonego śmiercią dziecka, a potem w sms-ie od porywaczy dostaje żądanie 300 tys. euro. Panika, wszyscy się miotają, szukają śladów, wreszcie zaczynają wychodzić wieloletnie animozje - rodzina ma za złe, że niegdyś zakochana w Paco Laura sprzedała mu przed laty nieurodzajną ziemię, na której ma teraz piękną winnicę, patriarcha rodu nienawidzi robotników sezonowych w winnicy, w samej rodzinie są konflikty, a dodatkowo żona Paco wścieka się, że ten tak się angażuje w sprawę zaginięcia. Laura też przestaje być ukochaną córką i siostrą, kiedy okazuje się, że jej mąż zbankrutował i nie mają pieniędzy na okup (ani na wsparcie rodziny).
Nie oczekiwałam aż takiej dramy i wiwisekcji mitu szczęśliwej rodziny wielopokoleniowej. Kontrast sielskości małego miasteczka i pięknie ubranych weselnych gości ze złamanymi ludźmi, których dotknęła tragedia, jest brutalny. Finał, mimo że nikt nie ginie, nie daje też katharsis.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Hiszpańskie wesele w małym miasteczku. Z Argentyny przyjeżdża ciotka Laura (Cruz), siostra matki panny młodej, przywozi nastoletnią córkę i kilkuletniego synka, nie dociera jednak zamożny mąż Laury, Alexander. Zjeżdża się też spora rodzina z okolicy, sąsiedzi i znajomi. Wszyscy znają wszystkich. Laura spotyka się ze swoim dawnym chłopakiem (Paco), jej córka zwraca uwagę na kuzyna Paco, jej równolatka. I kiedy już widz spodziewa się, że będą jakieś romantyczne komplikacje, wesele przerywa burza, awaria prądu (na szczęście zaradzono temu generatorem od Paco), wreszcie okazuje się, że zniknęła córka Laury, która źle się poczuła i poszła się wcześnie położyć. Matka początkowo podejrzewa kiepski żart, ale na łóżku córki znajduje wycinki sprzed lat dotyczące porwania zakończonego śmiercią dziecka, a potem w sms-ie od porywaczy dostaje żądanie 300 tys. euro. Panika, wszyscy się miotają, szukają śladów, wreszcie zaczynają wychodzić wieloletnie animozje - rodzina ma za złe, że niegdyś zakochana w Paco Laura sprzedała mu przed laty nieurodzajną ziemię, na której ma teraz piękną winnicę, patriarcha rodu nienawidzi robotników sezonowych w winnicy, w samej rodzinie są konflikty, a dodatkowo żona Paco wścieka się, że ten tak się angażuje w sprawę zaginięcia. Laura też przestaje być ukochaną córką i siostrą, kiedy okazuje się, że jej mąż zbankrutował i nie mają pieniędzy na okup (ani na wsparcie rodziny).
Nie oczekiwałam aż takiej dramy i wiwisekcji mitu szczęśliwej rodziny wielopokoleniowej. Kontrast sielskości małego miasteczka i pięknie ubranych weselnych gości ze złamanymi ludźmi, których dotknęła tragedia, jest brutalny. Finał, mimo że nikt nie ginie, nie daje też katharsis.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj