Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O dniu dobroci dla siebie

[22.10.2021]

Czasem muszę sobie pochodzić, zwykle z aparatem, zawsze sama. Żeby popatrzeć na inne niż zwykle miejsca, wyczyścić głowę, przemielić wszystkie myśli, złe i dobre, wpaść na jakiś pomysł, który zapełni mi nieliczne wolne godziny, celną ripostę do dawno wysłanej korespondencji, te klimaty. W październiku poszłam obejrzeć nowy mural między Sołaczem a Golęcinem, na malowanie którego nie udało mi się dotrzeć. Sołacz jesienią, bo na Sołacz mi ogólnie niezbyt po drodze (z pozdrowieniami dla tych, co jeszcze w Pałacu). Mural przy Kutrzeby, świetne miejsce na ciekawą sesję, bo metalowe lustra i czerwonolistne drzewa. Rynek Wielkopolski, gdzie zaszalałam z roślinami, których nazw nawet nie znałam. Wreszcie Nowy Rynek, gdzie finalnie złapał mnie deszcz, a nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Zmarzłam, przewiało mnie, trochę zmokłam, nakombinowałam się z parkowaniem, bo nie zawsze się sensownie dało, ale to był bardzo dobry dzień. Jutro planuję taki kolejny, w środku mnie ssie cabin fever po prawie 20 dniach w zamknięciu.

Już wiem, jak się nazywają, sprawdziłam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 29, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: solacz - 0 komentarzy - Skomentuj


O dniu dobroci dla siebie

[22.10.2021]

Czasem muszę sobie pochodzić, zwykle z aparatem, zawsze sama. Żeby popatrzeć na inne niż zwykle miejsca, wyczyścić głowę, przemielić wszystkie myśli, złe i dobre, wpaść na jakiś pomysł, który zapełni mi nieliczne wolne godziny, celną ripostę do dawno wysłanej korespondencji, te klimaty. W październiku poszłam obejrzeć nowy mural między Sołaczem a Golęcinem, na malowanie którego nie udało mi się dotrzeć. Sołacz jesienią, bo na Sołacz mi ogólnie niezbyt po drodze (z pozdrowieniami dla tych, co jeszcze w Pałacu). Mural przy Kutrzeby, świetne miejsce na ciekawą sesję, bo metalowe lustra i czerwonolistne drzewa. Rynek Wielkopolski, gdzie zaszalałam z roślinami, których nazw nawet nie znałam. Wreszcie Nowy Rynek, gdzie finalnie złapał mnie deszcz, a nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Zmarzłam, przewiało mnie, trochę zmokłam, nakombinowałam się z parkowaniem, bo nie zawsze się sensownie dało, ale to był bardzo dobry dzień. Jutro planuję taki kolejny, w środku mnie ssie cabin fever po prawie 20 dniach w zamknięciu.

Już wiem, jak się nazywają, sprawdziłam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 29, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: solacz - 0 komentarzy - Skomentuj


The Witcher 2

Naprawdę chciałam cieszyć się scenografią, kostiumami, efektami specjalnymi i całkiem dobrze obsadzonymi aktorami, bo tu w zasadzie nie mam większych zarzutów[1]. Ba, nawet dialogi się poprawiły w stosunku do pierwszego sezonu, i fabuła zgrabniejsza. Nie czepiam się absolutnie odjazdu od oryginalnych wydarzeń z Sagi, jest konflikt i wojna, są pionki na szachownicy, Geralt usiłuje utrzymać przy życiu i zrozumieć rolę Ciri w tym całym zamieszaniu, Yennefer ma swoje, czasem sprzeczne z Geraldowymi interesy, jak z punktu A do punktu B dojdą, mniejsza; tak dawno czytałam Sapkowskiego, że mnie to nie boli. Problem tkwi w szczegółach i braku logiki. Na samym wstępie zepsuto finał najlepszego chyba opowiadania o Nivellenie, w którym z dumnego, cynicznego i dojrzałego samotnika książę staje się jęczącym przegrywem. Potem już było tylko gorzej. Yennefer miota się po lesie, w Kaer Morhen pojawia się Groot (w ogóle jak na odludną fortecę, zaskakująco łatwo tam się pojawić, a to czarodziejka, a to trupa wędrujących dam negocjowalnego afektu, a to czarodziej-odszczepieniec, nieustająco wszyscy są zaskoczeni, ale jak to wrogowie?!). Nenneke jest również czarodziejką, mimo że podział między magią a kapłaństwem był dość znaczący. W ogóle to, co się wydarzyło w świątyni Melitele, nie mam słów. Magiczne portale otwiera się jak splunąć, ale chwilę później czarodzieje i czarodziejki mozolnie na koniach przemierzają ostępy, bo jednak portale są trudne. Tak trudne, że Ciri przez losowo otwarty portal bezpiecznie trafia z Yennefer splądrowanego gospodarstwa, mieszkańcy nie żyją i nie zdarzyło się to wczoraj, ale pod chatą dogodnie czekają osiodłane, nakarmione i wypoczęte konie. Wiedźmin z wysiłkiem odnajduje Jaskra w więzieniu, po czym zabiera go do warowni na wielki finał, gdzie Jaskier nie jest do niczego potrzebny poza comic reliefem i przypomnieniem o magicznej mocy jaspisu (oraz wyjaśnieniem, czemu jest wysoko na liście płac, skoro gra epizody). Nie umiem wyłączyć myślenia, przykro mi, takie pierdołki znacznie psują mi oglądanie. Powtórzę dla nieuważnych - nie przeszkadzają mi odstępstwa od fabuły powieściowej, ale przeszkadza mi brak logiki.

[1] No dobra, za każdym razem, gdy widziałam skądinąd świetnego Bodnię w roli Vesemira, myślałam o Obeliksie. A jak już wyciągnął flaszeczkę i łyknął magicznego napoju... Cała podniosłość i powaga sceny poszła w buraki.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 28, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


The Witcher 2

Naprawdę chciałam cieszyć się scenografią, kostiumami, efektami specjalnymi i całkiem dobrze obsadzonymi aktorami, bo tu w zasadzie nie mam większych zarzutów[1]. Ba, nawet dialogi się poprawiły w stosunku do pierwszego sezonu, i fabuła zgrabniejsza. Nie czepiam się absolutnie odjazdu od oryginalnych wydarzeń z Sagi, jest konflikt i wojna, są pionki na szachownicy, Geralt usiłuje utrzymać przy życiu i zrozumieć rolę Ciri w tym całym zamieszaniu, Yennefer ma swoje, czasem sprzeczne z Geraldowymi interesy, jak z punktu A do punktu B dojdą, mniejsza; tak dawno czytałam Sapkowskiego, że mnie to nie boli. Problem tkwi w szczegółach i braku logiki. Na samym wstępie zepsuto finał najlepszego chyba opowiadania o Nivellenie, w którym z dumnego, cynicznego i dojrzałego samotnika książę staje się jęczącym przegrywem. Potem już było tylko gorzej. Yennefer miota się po lesie, w Kaer Morhen pojawia się Groot (w ogóle jak na odludną fortecę, zaskakująco łatwo tam się pojawić, a to czarodziejka, a to trupa wędrujących dam negocjowalnego afektu, a to czarodziej-odszczepieniec, nieustająco wszyscy są zaskoczeni, ale jak to wrogowie?!). Nenneke jest również czarodziejką, mimo że podział między magią a kapłaństwem był dość znaczący. W ogóle to, co się wydarzyło w świątyni Melitele, nie mam słów. Magiczne portale otwiera się jak splunąć, ale chwilę później czarodzieje i czarodziejki mozolnie na koniach przemierzają ostępy, bo jednak portale są trudne. Tak trudne, że Ciri przez losowo otwarty portal bezpiecznie trafia z Yennefer splądrowanego gospodarstwa, mieszkańcy nie żyją i nie zdarzyło się to wczoraj, ale pod chatą dogodnie czekają osiodłane, nakarmione i wypoczęte konie. Wiedźmin z wysiłkiem odnajduje Jaskra w więzieniu, po czym zabiera go do warowni na wielki finał, gdzie Jaskier nie jest do niczego potrzebny poza comic reliefem i przypomnieniem o magicznej mocy jaspisu (oraz wyjaśnieniem, czemu jest wysoko na liście płac, skoro gra epizody). Nie umiem wyłączyć myślenia, przykro mi, takie pierdołki znacznie psują mi oglądanie. Powtórzę dla nieuważnych - nie przeszkadzają mi odstępstwa od fabuły powieściowej, ale przeszkadza mi brak logiki.

[1] No dobra, za każdym razem, gdy widziałam skądinąd świetnego Bodnię w roli Vesemira, myślałam o Obeliksie. A jak już wyciągnął flaszeczkę i łyknął magicznego napoju... Cała podniosłość i powaga sceny poszła w buraki.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 28, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


Barbara Nawrocka - Zatrzymaj zegar o 11

“Powieść nagrodzona w konkursie zorganizowanym przez Komendę Główną Milicji Obywatelskiej i Państwowe Wydawnictwo »Iskry«”.

1 listopada 1971 do małego domku starego zegarmistrza na Bródnie wchodzi tajemniczy mężczyzna. Zegarmistrz nie jest zdziwiony ani najściem, ani słowami, jakie padają z ust przybysza, nie dziwi go też pistolet w jego ręku, idzie na śmierć ze spokojem. Wzburza to napastnika, który poświęca jednak czas i z zimną krwią ustawia liczne zegary w małym domku punktualnie na 11. Od tego momentu akcja rozdziela się na dwa tory - życie napastnika po zbrodni i właściwe śledztwo. Powieść jest pozbawiona akcentów społecznych, sporo za to w niej wątków politycznych - w przeszłości zagłada Żydów przy jednoczesnej obojętności współmieszkańców (“Kto [by] się zadawał z Ży…”), dziewczynka, którą matka uratowała z transportu, wyrzucając z pędzącego pociągu, skonfliktowani ze sobą “leśni” - alowcy, akowcy czy bechowcy, współcześnie ocena wojennych zachowań - czy dla walczących lepiej byłoby zginąć w akcji, czy żyć kolejne lata z wyrzutami sumienia, czy matka powinna ratować dziecko, czy jednak pozwolić mu umrzeć ze sobą. Kapitan Korda ma za sobą przeszłość w leśnym oddziale, co nie przeszkadza mu wspierać współczesnego systemu jako jedynego właściwego.

Morderca nie czuje spokoju po dokonanej zbrodni, którą traktuje jako wymierzenie sprawiedliwości po 28 latach. Krąży po Polsce i odwiedza kobiety ze swojej przeszłości, od których wcześniej odchodził, szukając Zegarmistrza. Ku jego zaskoczeniu, wszystkie są szczęśliwe w tym miejscu, w którym są w życiu, bez niego. Powoli dociera do niego, że zmarnował prawie całe dorosłe życie na zemstę, która wcale nie dała mu satysfakcji. Co ciekawe, nie popełnia żadnego błędu, ani planując, ani wykonując zbrodnię, a organa ścigania i tak trafiają na jego ślad. Korda i jego podwładny, czasem nieposłuszny, ale kreatywny porucznik Gabler, na miejscu przestępstwa znajdują “Romans Teresy Hennert” Nałkowskiej, pochodzący z prowadzonej przez Żydówkę przed wojną biblioteki w małym miasteczku. W miasteczku ciągle są świadkowie masakry z 1943 roku, kiedy to we dworze hitlerowcy w zasadzce zabili 17 partyzantów, a zarządcę dworu, fascynata zegarów, aresztowali. Idąc po śladach żyjących jeszcze ludzi - Zegarmistrza, dawnych właścicieli dworu na emigracji we Wiedniu czy sieroty uratowanej z transportu - wyjaśniają tajemnicę zasadzki sprzed lat i odkrywają tożsamość mściciela. Wyjaśnienie tajemnicy Zegarmistrza jest trywialne: mrtne, fltanyvmhwąpl cneglmnagbz, żr zbtą cemlwść qb qjbeh, mngemlznłn bśzvbyrgavn jgrql fvrebgn, zlśyąp, żr cbzntn cemloenarzh qmvnqxbjv. Korda wygłasza umoralniającą pogadankę podczas aresztowania.

Inne tej autorki, inne z tego cyklu.

#141

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 26, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 3 komentarze - Skomentuj


Barbara Nawrocka - Zatrzymaj zegar o 11

“Powieść nagrodzona w konkursie zorganizowanym przez Komendę Główną Milicji Obywatelskiej i Państwowe Wydawnictwo »Iskry«”.

1 listopada 1971 do małego domku starego zegarmistrza na Bródnie wchodzi tajemniczy mężczyzna. Zegarmistrz nie jest zdziwiony ani najściem, ani słowami, jakie padają z ust przybysza, nie dziwi go też pistolet w jego ręku, idzie na śmierć ze spokojem. Wzburza to napastnika, który poświęca jednak czas i z zimną krwią ustawia liczne zegary w małym domku punktualnie na 11. Od tego momentu akcja rozdziela się na dwa tory - życie napastnika po zbrodni i właściwe śledztwo. Powieść jest pozbawiona akcentów społecznych, sporo za to w niej wątków politycznych - w przeszłości zagłada Żydów przy jednoczesnej obojętności współmieszkańców (“Kto [by] się zadawał z Ży…”), dziewczynka, którą matka uratowała z transportu, wyrzucając z pędzącego pociągu, skonfliktowani ze sobą “leśni” - alowcy, akowcy czy bechowcy, współcześnie ocena wojennych zachowań - czy dla walczących lepiej byłoby zginąć w akcji, czy żyć kolejne lata z wyrzutami sumienia, czy matka powinna ratować dziecko, czy jednak pozwolić mu umrzeć ze sobą. Kapitan Korda ma za sobą przeszłość w leśnym oddziale, co nie przeszkadza mu wspierać współczesnego systemu jako jedynego właściwego.

Morderca nie czuje spokoju po dokonanej zbrodni, którą traktuje jako wymierzenie sprawiedliwości po 28 latach. Krąży po Polsce i odwiedza kobiety ze swojej przeszłości, od których wcześniej odchodził, szukając Zegarmistrza. Ku jego zaskoczeniu, wszystkie są szczęśliwe w tym miejscu, w którym są w życiu, bez niego. Powoli dociera do niego, że zmarnował prawie całe dorosłe życie na zemstę, która wcale nie dała mu satysfakcji. Co ciekawe, nie popełnia żadnego błędu, ani planując, ani wykonując zbrodnię, a organa ścigania i tak trafiają na jego ślad. Korda i jego podwładny, czasem nieposłuszny, ale kreatywny porucznik Gabler, na miejscu przestępstwa znajdują “Romans Teresy Hennert” Nałkowskiej, pochodzący z prowadzonej przez Żydówkę przed wojną biblioteki w małym miasteczku. W miasteczku ciągle są świadkowie masakry z 1943 roku, kiedy to we dworze hitlerowcy w zasadzce zabili 17 partyzantów, a zarządcę dworu, fascynata zegarów, aresztowali. Idąc po śladach żyjących jeszcze ludzi - Zegarmistrza, dawnych właścicieli dworu na emigracji we Wiedniu czy sieroty uratowanej z transportu - wyjaśniają tajemnicę zasadzki sprzed lat i odkrywają tożsamość mściciela. Wyjaśnienie tajemnicy Zegarmistrza jest trywialne: mrtne, fltanyvmhwąpl cneglmnagbz, żr zbtą cemlwść qb qjbeh, mngemlznłn bśzvbyrgavn jgrql fvrebgn, zlśyąp, żr cbzntn cemloenarzh qmvnqxbjv. Korda wygłasza umoralniającą pogadankę podczas aresztowania.

Inne tej autorki, inne z tego cyklu.

#141

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 26, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza - 3 komentarze - Skomentuj


Agatha Christie - Śmierć na Nilu

Hercules Poirot przypadkiem jest świadkiem rozmowy dwojga zakochanych, Simona i Jackie, w restauracji, a potem - podobnie przypadkowo - spędza urlop w Egipcie, gdzie odkrywa, że para zakochanych pojawia się w innej konfiguracji. Simon właśnie ożenił się z piękną i bogatą Linett, a wyprawa do Egiptu jest ich podróżą poślubną, zaś wzgardzona Jackie podąża za nimi niby Nemesis. Linett zaprasza w pewnym momencie Poirota na rozmowę, proponując mu angaż jako ochroniarza, bo obawia się o swoje życie. Poirot odmawia, ale przygląda się badawczo całej sytuacji, widzi próbę zamachu podczas zwiedzania zabytków, nie zapobiega jednak morderstwu. Feralnego wieczoru wściekła Jackie strzela do Simona, postrzelonym zajmuje się doktor, a rozhisteryzowaną dziewczyną pielęgniarka; rano wszystkich przeraża odkrycie, że w tym czasie ktoś zastrzelił Linett. Odpada najbardziej oczywisty motyw, bo Jackie ma alibi nie do podważenia, ale detektyw odkrywa, że znacznie więcej osób nie przypadkiem znalazło się na wycieczkowym statku, bo życzyło źle pięknej i bogatej mężatce: nieuczciwy zarządca majątku, córka człowieka doprowadzonego do ruiny przez ojca Linett, handlarz bronią, złodziej biżuterii czy maszynista statku, któremu dziewczyna uniemożliwiła małżeństwo z ukochaną. Giną kolejne dwie osoby i w finale - już po wyjaśnieniu, kto jest kim i zeswataniu dwóch par w związki - dwie kolejne.

Koloryt epoki: jedna z występujących w powieści pań nienawidzi pracować z kobietami, według innego dżentelmena grube kobiety powinny mieć zakaz publicznej kąpieli. Majorka jest zimna i tania, a Egipt gorący, ale za to drogi. Najgorsi w Egipcie są “Nubijczycy”, żebrzące dzieci, które dla uciechy turystów zakopują się w gorącym piasku, że tylko im wystają czarne głowy, nachalni handlarze i bezrozumni służący (chyba że ktoś przywozi swoich). Bogaty absolwent prestiżowej uczelni liznął socjalizmu, głosi więc wywrotowe tezy, że na drzewach zamiast liści powinni wisieć finansiści (i inne darmozjady), ale jest to źle widziane w towarzystwie.

Już po przeczytaniu tomiku odkryłam, że właśnie wychodzi wysokobudżetowa ekranizacja z Kennethem Branaghem (człowiek-orkiestra, dał radę Wallanderowi, to i z Poirotem sobie poradzi), Gal Godot i niesławnym ostatnio Armiem Hammerem.

Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.

#140

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 24, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - Śmierć na Nilu

Hercules Poirot przypadkiem jest świadkiem rozmowy dwojga zakochanych, Simona i Jackie, w restauracji, a potem - podobnie przypadkowo - spędza urlop w Egipcie, gdzie odkrywa, że para zakochanych pojawia się w innej konfiguracji. Simon właśnie ożenił się z piękną i bogatą Linett, a wyprawa do Egiptu jest ich podróżą poślubną, zaś wzgardzona Jackie podąża za nimi niby Nemesis. Linett zaprasza w pewnym momencie Poirota na rozmowę, proponując mu angaż jako ochroniarza, bo obawia się o swoje życie. Poirot odmawia, ale przygląda się badawczo całej sytuacji, widzi próbę zamachu podczas zwiedzania zabytków, nie zapobiega jednak morderstwu. Feralnego wieczoru wściekła Jackie strzela do Simona, postrzelonym zajmuje się doktor, a rozhisteryzowaną dziewczyną pielęgniarka; rano wszystkich przeraża odkrycie, że w tym czasie ktoś zastrzelił Linett. Odpada najbardziej oczywisty motyw, bo Jackie ma alibi nie do podważenia, ale detektyw odkrywa, że znacznie więcej osób nie przypadkiem znalazło się na wycieczkowym statku, bo życzyło źle pięknej i bogatej mężatce: nieuczciwy zarządca majątku, córka człowieka doprowadzonego do ruiny przez ojca Linett, handlarz bronią, złodziej biżuterii czy maszynista statku, któremu dziewczyna uniemożliwiła małżeństwo z ukochaną. Giną kolejne dwie osoby i w finale - już po wyjaśnieniu, kto jest kim i zeswataniu dwóch par w związki - dwie kolejne.

Koloryt epoki: jedna z występujących w powieści pań nienawidzi pracować z kobietami, według innego dżentelmena grube kobiety powinny mieć zakaz publicznej kąpieli. Majorka jest zimna i tania, a Egipt gorący, ale za to drogi. Najgorsi w Egipcie są “Nubijczycy”, żebrzące dzieci, które dla uciechy turystów zakopują się w gorącym piasku, że tylko im wystają czarne głowy, nachalni handlarze i bezrozumni służący (chyba że ktoś przywozi swoich). Bogaty absolwent prestiżowej uczelni liznął socjalizmu, głosi więc wywrotowe tezy, że na drzewach zamiast liści powinni wisieć finansiści (i inne darmozjady), ale jest to źle widziane w towarzystwie.

Już po przeczytaniu tomiku odkryłam, że właśnie wychodzi wysokobudżetowa ekranizacja z Kennethem Branaghem (człowiek-orkiestra, dał radę Wallanderowi, to i z Poirotem sobie poradzi), Gal Godot i niesławnym ostatnio Armiem Hammerem.

Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.

#140

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 24, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem - 0 komentarzy - Skomentuj


O hradach, czyli zamkach

[13.11.2021]

Największą trudnością w okolicach Liberca jest wybór, gdzie pojechać. Bo, proszę Państwa, tam wszędzie pięknie. Jak naplute górek, punktów widokowych czy pięknych okoliczności przyrody, a do tego wszystko bogato upstrzone zamkami i pałacami. Żeby objechać wszystko, co ciekawe w najbliżej okolicy, pewnie i z pół roku za mało. Jako że mrok zapada w listopadzie szybko, wybrałam dwa zamki i... oczywiście, oba zamknięte.

Do zamku Valdštejn idzie się stromymi ścieżkami pod górkę przez jesienny liściasty las. Na górze można pokręcić się na terenie przed zamkiem, wejść na zabytkowy most z figurami świętych i wypić kawę albo piwo w bistro (otwartym mimo listopada!). Sporo ludzi, bo miejsce na trasie turystycznej, eloy spotkał niespodziewanie swoją szefową. Liberecký kraj wprawdzie bliżej niż San Francisco, gdzie ja z kolei spotkałam swego czasu swoje szefostwo, również z zaskoczki, ale i tak zdziwienie.

Svijany są głównie znane ze swojego browaru i do browaru dojeżdżają również w listopadzie wycieczki autokarowe. Browar otwarty, w przeciwieństwie do zamku, gdzie - dla odmiany - można wejść za bramę i przespacerować się po ogrodzie, ale to tyle. W ogrodzie pewnie ładniej latem, późną jesienią trawy i grzyby oraz huśtawka.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 23, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, valdstejn, svijany - 0 komentarzy - Skomentuj


O hradach, czyli zamkach

[13.11.2021]

Największą trudnością w okolicach Liberca jest wybór, gdzie pojechać. Bo, proszę Państwa, tam wszędzie pięknie. Jak naplute górek, punktów widokowych czy pięknych okoliczności przyrody, a do tego wszystko bogato upstrzone zamkami i pałacami. Żeby objechać wszystko, co ciekawe w najbliżej okolicy, pewnie i z pół roku za mało. Jako że mrok zapada w listopadzie szybko, wybrałam dwa zamki i... oczywiście, oba zamknięte.

Do zamku Valdštejn idzie się stromymi ścieżkami pod górkę przez jesienny liściasty las. Na górze można pokręcić się na terenie przed zamkiem, wejść na zabytkowy most z figurami świętych i wypić kawę albo piwo w bistro (otwartym mimo listopada!). Sporo ludzi, bo miejsce na trasie turystycznej, eloy spotkał niespodziewanie swoją szefową. Liberecký kraj wprawdzie bliżej niż San Francisco, gdzie ja z kolei spotkałam swego czasu swoje szefostwo, również z zaskoczki, ale i tak zdziwienie.

Svijany są głównie znane ze swojego browaru i do browaru dojeżdżają również w listopadzie wycieczki autokarowe. Browar otwarty, w przeciwieństwie do zamku, gdzie - dla odmiany - można wejść za bramę i przespacerować się po ogrodzie, ale to tyle. W ogrodzie pewnie ładniej latem, późną jesienią trawy i grzyby oraz huśtawka.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 23, 2021

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, valdstejn, svijany - 0 komentarzy - Skomentuj