Jeśli myślicie, że tylko tytuł kryminału jest stylizowany na staropolszczyznę, to niestety muszę Was rozczarować, ponieważ cała historia dzieje się - jak to “bada” w posłowiu autor - w XVIII wieku i jest urywkami z rękopisu odnalezionego w latach 80. XX wieku w ruinie domu w Płocku. Urywki (“chłopiec zużył bezpowrotnie część kart manuskryptu na produkcję papierowych strzał i gołębi”) wyjaśniają pewne braki fabularne i urwane dialogi. W efekcie powstało coś niespecjalnie strawnego - śledztwo prowadzone przez amatora, osadzone w przeszłości, niestety przestylizowane i miejscami dość przaśne. Co ciekawe, ja już to kiedyś czytałam i pozostały mi pełne zachwytu erudycją autora wspomnienia, a Siewierskiego trzymałam w głowie w kategorii “mistrz suspensu”. Dlaczego, nie wiem. W każdym razie przeczytałam, Wy już nie musicie.
Narrator, anonimowy młodzian, kadet Akademii Szlacheckiego Korpusu Kadetów JKM, wraca do posiadłości swojego stryja, żeby pochwalić się dyplomem i poznać nową stryjenkę, co to jego opiekun niedługo wcześniej pojął za żonę. Na miejscu nie zastaje stryja, tylko mnóstwo lamentu, bo - patrz tytuł - w zamkniętym pokoju stryjenki pełno krwi, a ona sama zniknęła, niechybnie przez upiory uduszona. Stryja zaś nie ma, wyjechał w nieznanym kierunku i nawet nie można go powiadomić o tragedii. Kadet nie wierzy w teorię z upiorami, znajduje panią stryjenkę w studni, zaiste uduszoną, zaczyna więc rozpytywać domowników, zaczynając oczywiście od urokliwej Marcysi, którą swego czasu obracał w sianie i teraz też chce połączyć przyjemne z pożytecznym (nie szczędząc detali). Problem w tym, że Marcysię ktoś dusi, a i na kadeta życie kilkukrotnie nastaje, strzelając do niego z daleka, zatruwając mleko (ofiarą pada kot) czy wreszcie podpalając stodołę. Do zamieszania włączają się bracia nieboszczki, którzy uważają, że zamordował ją jej mąż i chcą pomsty. Młodzian trochę się z nimi bije, po czym elokwentnie przekonuje, żeby połączyli siły w celu znalezienia winnych.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#101
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 8, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jeśli myślicie, że tylko tytuł kryminału jest stylizowany na staropolszczyznę, to niestety muszę Was rozczarować, ponieważ cała historia dzieje się - jak to “bada” w posłowiu autor - w XVIII wieku i jest urywkami z rękopisu odnalezionego w latach 80. XX wieku w ruinie domu w Płocku. Urywki (“chłopiec zużył bezpowrotnie część kart manuskryptu na produkcję papierowych strzał i gołębi”) wyjaśniają pewne braki fabularne i urwane dialogi. W efekcie powstało coś niespecjalnie strawnego - śledztwo prowadzone przez amatora, osadzone w przeszłości, niestety przestylizowane i miejscami dość przaśne. Co ciekawe, ja już to kiedyś czytałam i pozostały mi pełne zachwytu erudycją autora wspomnienia, a Siewierskiego trzymałam w głowie w kategorii “mistrz suspensu”. Dlaczego, nie wiem. W każdym razie przeczytałam, Wy już nie musicie.
Narrator, anonimowy młodzian, kadet Akademii Szlacheckiego Korpusu Kadetów JKM, wraca do posiadłości swojego stryja, żeby pochwalić się dyplomem i poznać nową stryjenkę, co to jego opiekun niedługo wcześniej pojął za żonę. Na miejscu nie zastaje stryja, tylko mnóstwo lamentu, bo - patrz tytuł - w zamkniętym pokoju stryjenki pełno krwi, a ona sama zniknęła, niechybnie przez upiory uduszona. Stryja zaś nie ma, wyjechał w nieznanym kierunku i nawet nie można go powiadomić o tragedii. Kadet nie wierzy w teorię z upiorami, znajduje panią stryjenkę w studni, zaiste uduszoną, zaczyna więc rozpytywać domowników, zaczynając oczywiście od urokliwej Marcysi, którą swego czasu obracał w sianie i teraz też chce połączyć przyjemne z pożytecznym (nie szczędząc detali). Problem w tym, że Marcysię ktoś dusi, a i na kadeta życie kilkukrotnie nastaje, strzelając do niego z daleka, zatruwając mleko (ofiarą pada kot) czy wreszcie podpalając stodołę. Do zamieszania włączają się bracia nieboszczki, którzy uważają, że zamordował ją jej mąż i chcą pomsty. Młodzian trochę się z nimi bije, po czym elokwentnie przekonuje, żeby połączyli siły w celu znalezienia winnych.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#101
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 8, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo chciałam skwitować tę książkę zdaniem “Edigey skopiował intrygę i rozwiązanie z Agathy Christie”, ale absurdalnie to za mało. Owszem, jest seria morderstw, których ofiary mają nazwiska zaczynające się na kolejne litery alfabetu i nic ich ze sobą nie łączy - 30-letni Adamiak (lokalny chuligan), 70-letnia Borzęcka (wdowa doraźnie handlująca wódką), 62-letni Czerwonomiejski (zamożny badylarz), wreszcie 50-letni Delkot (kolejarz pracujący na górce rozrządowej pod miastem). Jako że Polska jeszcze pamięta sprawę Wampira z Zagłębia, idea seryjnego mordercy jest bardzo nośna i lokalna milicja w ogóle nie bierze pod uwagę innej opcji. Oczywiście dopóki nie przyjeżdża “z nadania” porucznik Barbara Śliwińska, która świeżym okiem przegląda akta i rozwiązuje tajemnicę (nanybtvpmavr wnx h Puevfgvr, jłnśpvją bsvneą olł pmłbjvrx b anmjvfxh an yvgreę P, erfmgn zvnłn hxelć cenjqmvjl zbglj). Na tym podobieństwa się kończą, bo powieść porusza trzy mocne tematy, rzadko obecne w PRL-owskich kryminałach.
Na wstępie pojawia się enigmatyczna dedykacja:
Ale w szeregach Milicji Obywatelskiej pracuje setki kobiet wypełniających codziennie swe ciężkie i nieraz niebezpieczne obowiązki. Jeśli któraś z nich czytając tę powieść choć raz uśmiechnie się, będzie to największą nagrodą dla autora.
Szybko okazuje się, skąd miałby się wziąć ten uśmiech. Autor objaśnia:
Wbrew wszystkim normom konstytucyjnym i wszelkim frazesom o równouprawnieniu kobiet mają one jednak dużo mniejsze szanse wybicia się i awansu. Wszędzie, także i w milicji.
Porucznik Barbara traktowana jest jako dopust, major Zajączkowski jest nastawiony do niej negatywnie jeszcze zanim ją spotkał; wszak “- Na diabła mi tutaj baba? Ja potrzebuję ludzi do roboty, a nie takich, co cały dzień patrzą w lusterko i albo malują usta, albo pudrują nos”. Major “tolerował je najwyżej w służbie ruchu i w gospodarczym. Żadna komenda w całym województwie nie miała tak małej
żeńskiej obsady jak Zabiegowo. W ogóle Zajączkowski był typowym starym kawalerem z wszystkimi uprzedzeniami do płci pięknej. Jaki był powód owej niechęci, nikt z podwładnych
nie ośmielił się nigdy o to „Starego" zagadnąć. “(…) Tak jej życie obrzydzę, że sama będzie prosić o powrót do Częstochowy. A co do śledztwa, nie obawiaj się. Dam jej sprawę, ale sam przypilnuję, żeby dziewczyna nie popełniła jakichś głupstw, i będę robił, co uznam w tym wypadku za stosowne”. Dodatkowo porucznik jest na straconej pozycji, bo jeśli będzie ładna, to “będzie przewracała oczyma i mizdrzyła się do moich chłopaków”, jeśli brzydka (zezowata, kulawa i garbata), to “Jeszcze gorzej - Zajączkowski przestraszył się nie na żarty. - Wolę ładną niż potwora”. Na szczęście dla wymagających oczu majora Baśka jest ładna, mini ujawnia zgrabne nogi, a do tego całkiem poważnie traktuję pracę i ma efekty, chociaż podczas śledztwa zmuszona jest odrzucać niedwuznaczne propozycje erotyczne również od żonatych kolegów. Na szczęście koledzy są wyrozumiali i nie robią jej z tego powodu trudności (sic!). W finale sam major chce panią porucznik zatrzymać w mieście, oczywiście z nutką sugerującą, że również z powodu dojrzewającego, choć niezgodnego z regulaminem, uczucia.
Drugim trudnym wątkiem jest niejako dobroczynna działalność mordercy, który wyręcza milicję w ukaraniu przestępców. Zamordowani okazują się wielokrotnym gwałcicielem (o tym tropie za moment), trudnią się lichwą, mają na sumieniu między innymi brutalne morderstwo i zdradę, wreszcie rozkradają mienie państwowe. W żadnym z przypadków milicja nie podjęła śledztwa, czasem z niewiedzy (pozornej!) lub z powodu przedawnienia. Oczywiście po aresztowaniu podejrzanego milicja wyjaśnia mu niestosowność jego postępowania, a winę zwala na brak zaufania społecznego do milicji:
Bo sprawiedliwość to także umiejętność przebaczenia. Tym się różni od zemsty. Wspominał pan o konieczności rzucenia pracy, o stale towarzyszącym przezwisku „bandyta”. To na pewno było nie do zniesienia. Ale czy szukał pan pomocy i opieki?
- Gdzie jej miałem szukać?
- W radzie zakładowej, w partii czy choćby u nas, w milicji. Na pewno podano by panu życzliwą dłoń, tak jak ją podajemy tysiącom ludzi, którzy wychodząc z więzienia i chcąc dalej żyć uczciwie, znajdują się w takim samym położeniu. Nawet zmianę nazwiska mógł pan przeprowadzić legalnie, a nie za pomocą tuszu i żyletki. Ale pan nie chciał widzieć tej drogi.
Wreszcie trzecia, najsmutniejsza sprawa. Jak wspomniałam, jeden z zamordowanych miał na sumieniu wielokrotne gwałty, wprawdzie całe miasteczko, w tym milicja, wiedziało, kogo i gdzie “przekręcił” (sic!), ale ponieważ dziewczyny tego nie zgłaszały, sprawy nie było. Pytacie, czemu nie zgłaszały? Bo małe miasto, a zgłaszająca dziewczyna jest w miasteczku “spalona”, bo “Każdy będzie się z niej śmiał. Żaden chłopak z nią nie tylko się nie ożeni, ale nawet nie pokaże na ulicy. (…) Stary Niziołek [ojciec] , jak się o tym wreszcie dowiedział, sprał córkę, że przez cztery dni nie mogła się ruszyć. Zapowiedział, że jeśli jej noga jeszcze raz postanie w Zabiegowie, to ją zabije.. Pada oczywiście znana fraza “Żeby sama nie chciała, to do tego by nie doszło”, tutaj - skoro dziewczyna się zgodziła, żeby czterech znanych jej chłopaków[1] - odprowadziło ja do domu, wyraziła zgodę na bycie zgwałconą, wszak “cnota nie mydło”, a “Kopyt podzielał opinię całej wsi - to już Reymont pisał, że “jak suczka nie chce, piesek nie weźmie”. Kiedy dziewczyna szła z chłopakami do lasu, nie wiedziała co robi?”… Okazuje się, że cała ta “sprawa z gwałtem” ma zalety - dziewczyna nie kręci już nosem na niezamożnego kawalera (“Czy ona ma jakiś wybór? Tu się z niej będą dalej śmieli”), a ojciec wreszcie wybił jej z głowy pomysły pt. praca w mieście, zamiast ożenku i zajmowania się przychówkiem. Porucznik Śliwińska jeszcze się dziwi:
- A więc według was, sołtysie, wszystko jest w porządku? - Barbara nie mogła się pogodzić z tą swoistą filozofią.
- Ano, tak by wynikało, że w porządku. Pewnie, że dziewczyna dużo przeszła, ale trzeba było uważać.
… ale kiedy widzi niezbyt urodziwą dziewczynę, stwierdza, że “rzeczywiście (…) dobrze mówił Kopyt, że dziewczyna nie ma zbytniego wyboru. Ale na co ci chłopcy polecieli?”. Tak, furia we mnie narastała, kiedy czytałam o społecznej akceptacji dla gwałtu (wielokrotnego! zbiorowego!), eufemizmów na przestępstwo, boys will be boys, niskiej szkodliwości czynu, zdziwieniu, że ktoś nawet taką nieładną dziewczynę chce zgwałcić (bo przecież nie chodzi o przemoc i dominację, tylko żeby się sobie podobać, oczywiście), bo - owszem - to jest fikcja, ale do dzisiaj nie jesteśmy społecznie wiele dalej.
Się pije: wino owocowe “Czar Pegeeru”, “likier strażacki”, wódkę klubową (bo “nic bowiem w Polsce tak nie imponuje ludziom, jak umiejętność picia”), bułgarską kawę, soplicę i egri bikaver.
Się je: kiełbasę na zagrychę, śledź, ogórek, sznycelki ze świeżutkiej cielęciny.
Się kupuje( jak rzucą): czekoladki „Wedla” czy „Goplany", sok grapefruitowy w puszce, świeżutką szyneczkę, kiełbasę „śniadaniową" (chociaż ta nie cieszyła się zbyt wielkim wzięciem na Śląsku), przerastały boczek i świńskie ryje (…) Krupniok i kaszankę już sprzedano, bułgarskie winogrona i banany, ale i kalafior, kapustę czy kwaszone ogórki.
Bawiąc-uczyć: jak działa górka rozrządowa.
Problemy kadrowe w milicji: zastępca komendanta uległ poważnemu wypadkowi motocyklowemu, jeden z oficerów szkolił się na kursie specjalistycznym z dziedziny kryminalistyki, drugi ciężko zachorował i musiał wyjechać do sanatorium na dłuższą kurację.
[1] Ach, ten ograny motyw “obcego w mroku”…
- Ale proszę mi, panno Hanko, wytłumaczyć, jak do tego doszło, że zgodziła się pani iść z tymi chłopcami wieczorem przez las?
- Z jednym bym nie poszła. Bałabym się. Ale ich było czterech. Wszystkich przecież dobrze znałam. Z jednym razem pracowałam. A z Wickiem biegałam do szkoły. Teraz wiem, że byłam głupia.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#100
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 7, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo chciałam skwitować tę książkę zdaniem “Edigey skopiował intrygę i rozwiązanie z Agathy Christie”, ale absurdalnie to za mało. Owszem, jest seria morderstw, których ofiary mają nazwiska zaczynające się na kolejne litery alfabetu i nic ich ze sobą nie łączy - 30-letni Adamiak (lokalny chuligan), 70-letnia Borzęcka (wdowa doraźnie handlująca wódką), 62-letni Czerwonomiejski (zamożny badylarz), wreszcie 50-letni Delkot (kolejarz pracujący na górce rozrządowej pod miastem). Jako że Polska jeszcze pamięta sprawę Wampira z Zagłębia, idea seryjnego mordercy jest bardzo nośna i lokalna milicja w ogóle nie bierze pod uwagę innej opcji. Oczywiście dopóki nie przyjeżdża “z nadania” porucznik Barbara Śliwińska, która świeżym okiem przegląda akta i rozwiązuje tajemnicę (nanybtvpmavr wnx h Puevfgvr, jłnśpvją bsvneą olł pmłbjvrx b anmjvfxh an yvgreę P, erfmgn zvnłn hxelć cenjqmvjl zbglj). Na tym podobieństwa się kończą, bo powieść porusza trzy mocne tematy, rzadko obecne w PRL-owskich kryminałach.
Na wstępie pojawia się enigmatyczna dedykacja:
Ale w szeregach Milicji Obywatelskiej pracuje setki kobiet wypełniających codziennie swe ciężkie i nieraz niebezpieczne obowiązki. Jeśli któraś z nich czytając tę powieść choć raz uśmiechnie się, będzie to największą nagrodą dla autora.
Szybko okazuje się, skąd miałby się wziąć ten uśmiech. Autor objaśnia:
Wbrew wszystkim normom konstytucyjnym i wszelkim frazesom o równouprawnieniu kobiet mają one jednak dużo mniejsze szanse wybicia się i awansu. Wszędzie, także i w milicji.
Porucznik Barbara traktowana jest jako dopust, major Zajączkowski jest nastawiony do niej negatywnie jeszcze zanim ją spotkał; wszak “- Na diabła mi tutaj baba? Ja potrzebuję ludzi do roboty, a nie takich, co cały dzień patrzą w lusterko i albo malują usta, albo pudrują nos”. Major “tolerował je najwyżej w służbie ruchu i w gospodarczym. Żadna komenda w całym województwie nie miała tak małej
żeńskiej obsady jak Zabiegowo. W ogóle Zajączkowski był typowym starym kawalerem z wszystkimi uprzedzeniami do płci pięknej. Jaki był powód owej niechęci, nikt z podwładnych
nie ośmielił się nigdy o to „Starego" zagadnąć. “(…) Tak jej życie obrzydzę, że sama będzie prosić o powrót do Częstochowy. A co do śledztwa, nie obawiaj się. Dam jej sprawę, ale sam przypilnuję, żeby dziewczyna nie popełniła jakichś głupstw, i będę robił, co uznam w tym wypadku za stosowne”. Dodatkowo porucznik jest na straconej pozycji, bo jeśli będzie ładna, to “będzie przewracała oczyma i mizdrzyła się do moich chłopaków”, jeśli brzydka (zezowata, kulawa i garbata), to “Jeszcze gorzej - Zajączkowski przestraszył się nie na żarty. - Wolę ładną niż potwora”. Na szczęście dla wymagających oczu majora Baśka jest ładna, mini ujawnia zgrabne nogi, a do tego całkiem poważnie traktuję pracę i ma efekty, chociaż podczas śledztwa zmuszona jest odrzucać niedwuznaczne propozycje erotyczne również od żonatych kolegów. Na szczęście koledzy są wyrozumiali i nie robią jej z tego powodu trudności (sic!). W finale sam major chce panią porucznik zatrzymać w mieście, oczywiście z nutką sugerującą, że również z powodu dojrzewającego, choć niezgodnego z regulaminem, uczucia.
Drugim trudnym wątkiem jest niejako dobroczynna działalność mordercy, który wyręcza milicję w ukaraniu przestępców. Zamordowani okazują się wielokrotnym gwałcicielem (o tym tropie za moment), trudnią się lichwą, mają na sumieniu między innymi brutalne morderstwo i zdradę, wreszcie rozkradają mienie państwowe. W żadnym z przypadków milicja nie podjęła śledztwa, czasem z niewiedzy (pozornej!) lub z powodu przedawnienia. Oczywiście po aresztowaniu podejrzanego milicja wyjaśnia mu niestosowność jego postępowania, a winę zwala na brak zaufania społecznego do milicji:
Bo sprawiedliwość to także umiejętność przebaczenia. Tym się różni od zemsty. Wspominał pan o konieczności rzucenia pracy, o stale towarzyszącym przezwisku „bandyta”. To na pewno było nie do zniesienia. Ale czy szukał pan pomocy i opieki?
- Gdzie jej miałem szukać?
- W radzie zakładowej, w partii czy choćby u nas, w milicji. Na pewno podano by panu życzliwą dłoń, tak jak ją podajemy tysiącom ludzi, którzy wychodząc z więzienia i chcąc dalej żyć uczciwie, znajdują się w takim samym położeniu. Nawet zmianę nazwiska mógł pan przeprowadzić legalnie, a nie za pomocą tuszu i żyletki. Ale pan nie chciał widzieć tej drogi.
Wreszcie trzecia, najsmutniejsza sprawa. Jak wspomniałam, jeden z zamordowanych miał na sumieniu wielokrotne gwałty, wprawdzie całe miasteczko, w tym milicja, wiedziało, kogo i gdzie “przekręcił” (sic!), ale ponieważ dziewczyny tego nie zgłaszały, sprawy nie było. Pytacie, czemu nie zgłaszały? Bo małe miasto, a zgłaszająca dziewczyna jest w miasteczku “spalona”, bo “Każdy będzie się z niej śmiał. Żaden chłopak z nią nie tylko się nie ożeni, ale nawet nie pokaże na ulicy. (…) Stary Niziołek [ojciec] , jak się o tym wreszcie dowiedział, sprał córkę, że przez cztery dni nie mogła się ruszyć. Zapowiedział, że jeśli jej noga jeszcze raz postanie w Zabiegowie, to ją zabije.. Pada oczywiście znana fraza “Żeby sama nie chciała, to do tego by nie doszło”, tutaj - skoro dziewczyna się zgodziła, żeby czterech znanych jej chłopaków[1] - odprowadziło ja do domu, wyraziła zgodę na bycie zgwałconą, wszak “cnota nie mydło”, a “Kopyt podzielał opinię całej wsi - to już Reymont pisał, że “jak suczka nie chce, piesek nie weźmie”. Kiedy dziewczyna szła z chłopakami do lasu, nie wiedziała co robi?”… Okazuje się, że cała ta “sprawa z gwałtem” ma zalety - dziewczyna nie kręci już nosem na niezamożnego kawalera (“Czy ona ma jakiś wybór? Tu się z niej będą dalej śmieli”), a ojciec wreszcie wybił jej z głowy pomysły pt. praca w mieście, zamiast ożenku i zajmowania się przychówkiem. Porucznik Śliwińska jeszcze się dziwi:
- A więc według was, sołtysie, wszystko jest w porządku? - Barbara nie mogła się pogodzić z tą swoistą filozofią.
- Ano, tak by wynikało, że w porządku. Pewnie, że dziewczyna dużo przeszła, ale trzeba było uważać.
… ale kiedy widzi niezbyt urodziwą dziewczynę, stwierdza, że “rzeczywiście (…) dobrze mówił Kopyt, że dziewczyna nie ma zbytniego wyboru. Ale na co ci chłopcy polecieli?”. Tak, furia we mnie narastała, kiedy czytałam o społecznej akceptacji dla gwałtu (wielokrotnego! zbiorowego!), eufemizmów na przestępstwo, boys will be boys, niskiej szkodliwości czynu, zdziwieniu, że ktoś nawet taką nieładną dziewczynę chce zgwałcić (bo przecież nie chodzi o przemoc i dominację, tylko żeby się sobie podobać, oczywiście), bo - owszem - to jest fikcja, ale do dzisiaj nie jesteśmy społecznie wiele dalej.
Się pije: wino owocowe “Czar Pegeeru”, “likier strażacki”, wódkę klubową (bo “nic bowiem w Polsce tak nie imponuje ludziom, jak umiejętność picia”), bułgarską kawę, soplicę i egri bikaver.
Się je: kiełbasę na zagrychę, śledź, ogórek, sznycelki ze świeżutkiej cielęciny.
Się kupuje( jak rzucą): czekoladki „Wedla” czy „Goplany", sok grapefruitowy w puszce, świeżutką szyneczkę, kiełbasę „śniadaniową" (chociaż ta nie cieszyła się zbyt wielkim wzięciem na Śląsku), przerastały boczek i świńskie ryje (…) Krupniok i kaszankę już sprzedano, bułgarskie winogrona i banany, ale i kalafior, kapustę czy kwaszone ogórki.
Bawiąc-uczyć: jak działa górka rozrządowa.
Problemy kadrowe w milicji: zastępca komendanta uległ poważnemu wypadkowi motocyklowemu, jeden z oficerów szkolił się na kursie specjalistycznym z dziedziny kryminalistyki, drugi ciężko zachorował i musiał wyjechać do sanatorium na dłuższą kurację.
[1] Ach, ten ograny motyw “obcego w mroku”…
- Ale proszę mi, panno Hanko, wytłumaczyć, jak do tego doszło, że zgodziła się pani iść z tymi chłopcami wieczorem przez las?
- Z jednym bym nie poszła. Bałabym się. Ale ich było czterech. Wszystkich przecież dobrze znałam. Z jednym razem pracowałam. A z Wickiem biegałam do szkoły. Teraz wiem, że byłam głupia.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#100
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 7, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[10.08.2021]
Najbliższym chyba analogiem - zwłaszcza dla Poznania - jest sztuczne jezioro Malta. Za pomocą przegrodzenia strumienia zaporą - zwaną od strumienia - Harcovską, w Libercu powstało spore sztuczne jezioro, otoczone z jednej strony lasami, z drugiej promenadą spacerową. Widoki jak widać, jest taki moment, że na horyzoncie pojawia się Ještěd. Dużo ludzi z psami, instagramowe sesje, czasem ktoś się kąpie. Poszliśmy na długi i przyjemny spacer o zachodzie słońca, nawet młodzież nie za bardzo narzekała. W okolicy można podejść do zabytkowej Liebiegovej vili, ale już chęci nam nie starczyło.
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 6, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[10.08.2021]
Najbliższym chyba analogiem - zwłaszcza dla Poznania - jest sztuczne jezioro Malta. Za pomocą przegrodzenia strumienia zaporą - zwaną od strumienia - Harcovską, w Libercu powstało spore sztuczne jezioro, otoczone z jednej strony lasami, z drugiej promenadą spacerową. Widoki jak widać, jest taki moment, że na horyzoncie pojawia się Ještěd. Dużo ludzi z psami, instagramowe sesje, czasem ktoś się kąpie. Poszliśmy na długi i przyjemny spacer o zachodzie słońca, nawet młodzież nie za bardzo narzekała. W okolicy można podejść do zabytkowej Liebiegovej vili, ale już chęci nam nie starczyło.
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 6, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Psychopatyczny morderca wysyła do Herculesa Poirot pełne pychy listy, w których zapowiada wydarzenia, o których będzie głośno, w miasteczkach na kolejne litery alfabetu. I tak w Andover ktoś zabija Alicję Ascher, właścicielkę małego sklepiku z tytoniem; w Bexhill ginie Betty Barnard, kelnerka z kawiarni; w Churston Cecil (w oryginalne Carmichael) Clarke, zamożny lord ze śmiertelnie chorą żoną. Na miejscu każdej zbrodni sprawca zostawia alfabetyczny kolejowy rozkład jazdy, zwany A.B.C. To sprawia, że policja wprawdzie sprawdza alibi najbliższych, ale nie traktuje ich jako głównych podejrzanych. Już w trakcie formalnego śledztwa ginie kolejna osoba w Doncaster, tyle że jej nazwisko nie zaczyna się na literę D, co wprawia wszystkich w zaskoczenie. Policja niespecjalnie wierzy Poirotowi, któremu nie podoba się tylko jedna linia śledztwa, eksplorująca trop seryjnego mordercy. Zbiera więc krewnych wszystkich dotychczas zamordowanych - siostrzenicę sklepikarki, narzeczonego i siostrę kelnerki oraz młodszego brata i sekretarkę lorda i wraz z nimi usiłuje dociec, co mogło doprowadzić do wyboru akurat tych ofiar. Całość historii relacjonuje wierny przyjaciel detektywa, kapitan Hastings, poza tymi rozdziałami, w których narrator pokazuje pogłębiającą się paranoję Aleksandra Bonapartego Custa, obwoźnego sprzedawcę pończoch, który był w każdym z miasteczek w dniu morderstwa. Po aresztowaniu Custa Poirot zbiera wszystkich związanych ze sprawą i wyjaśnia, że Phfg olł xbmłrz bsvnealz, n cenjqmvjl zbeqrepn gb złbqfml oeng ybeqn Prpvyn. Przestępca próbuje popełnić samobójstwo, ale nie udaje mu się to, bo detektyw przez podstawionego służącego rozładowuje ukradkiem pistolet mordercy.
Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.
#99
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 5, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Psychopatyczny morderca wysyła do Herculesa Poirot pełne pychy listy, w których zapowiada wydarzenia, o których będzie głośno, w miasteczkach na kolejne litery alfabetu. I tak w Andover ktoś zabija Alicję Ascher, właścicielkę małego sklepiku z tytoniem; w Bexhill ginie Betty Barnard, kelnerka z kawiarni; w Churston Cecil (w oryginalne Carmichael) Clarke, zamożny lord ze śmiertelnie chorą żoną. Na miejscu każdej zbrodni sprawca zostawia alfabetyczny kolejowy rozkład jazdy, zwany A.B.C. To sprawia, że policja wprawdzie sprawdza alibi najbliższych, ale nie traktuje ich jako głównych podejrzanych. Już w trakcie formalnego śledztwa ginie kolejna osoba w Doncaster, tyle że jej nazwisko nie zaczyna się na literę D, co wprawia wszystkich w zaskoczenie. Policja niespecjalnie wierzy Poirotowi, któremu nie podoba się tylko jedna linia śledztwa, eksplorująca trop seryjnego mordercy. Zbiera więc krewnych wszystkich dotychczas zamordowanych - siostrzenicę sklepikarki, narzeczonego i siostrę kelnerki oraz młodszego brata i sekretarkę lorda i wraz z nimi usiłuje dociec, co mogło doprowadzić do wyboru akurat tych ofiar. Całość historii relacjonuje wierny przyjaciel detektywa, kapitan Hastings, poza tymi rozdziałami, w których narrator pokazuje pogłębiającą się paranoję Aleksandra Bonapartego Custa, obwoźnego sprzedawcę pończoch, który był w każdym z miasteczek w dniu morderstwa. Po aresztowaniu Custa Poirot zbiera wszystkich związanych ze sprawą i wyjaśnia, że Phfg olł xbmłrz bsvnealz, n cenjqmvjl zbeqrepn gb złbqfml oeng ybeqn Prpvyn. Przestępca próbuje popełnić samobójstwo, ale nie udaje mu się to, bo detektyw przez podstawionego służącego rozładowuje ukradkiem pistolet mordercy.
Inne tej autorki tutaj, inne z tej serii.
#99
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 5, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2021, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[12.08.2021]
Po kawie w zamku Hrubá Skála spróbowaliśmy poszukać tej nieszczęsnej Mariánskiej vyhlídki przed podjechanie samochodem, ale okazało się, że możemy podjechać, zataczając spore koło, do parkingu, a stamtąd jeszcze iść a iść. Jako że wkradło się już pewne zniechęcenie pt. “jakby było łatwo, to może, a jak nie, to nie”, poddałam się i ruszyliśmy do ruin zamku Trosky. Płatny parking, tłumnie, droga ostro pod górę, nawet dla mnie trasa straciła wszelkie zalety, a dodatkowo, kiedy dobiliśmy do wrót zamku, okazało się, że wejście jest biletowane podobnie jak do czynnych zamków, do kasy kolejka, do zamku trzeba jeszcze iść a iść do góry. A że przed kasą leniwie emitował brzuszek długowłosy kot, po wygłaskaniu kota jednogłośnie stwierdziliśmy, że “e, no nie” i pojechaliśmy na obiad do pobliskiego Jicina, o czym niebawem. A zamek Trosky najlepiej wygląda z oddali. Albo z góry.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 4, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, trosky
- 2 komentarze
- Skomentuj
[12.08.2021]
Po kawie w zamku Hrubá Skála spróbowaliśmy poszukać tej nieszczęsnej Mariánskiej vyhlídki przed podjechanie samochodem, ale okazało się, że możemy podjechać, zataczając spore koło, do parkingu, a stamtąd jeszcze iść a iść. Jako że wkradło się już pewne zniechęcenie pt. “jakby było łatwo, to może, a jak nie, to nie”, poddałam się i ruszyliśmy do ruin zamku Trosky. Płatny parking, tłumnie, droga ostro pod górę, nawet dla mnie trasa straciła wszelkie zalety, a dodatkowo, kiedy dobiliśmy do wrót zamku, okazało się, że wejście jest biletowane podobnie jak do czynnych zamków, do kasy kolejka, do zamku trzeba jeszcze iść a iść do góry. A że przed kasą leniwie emitował brzuszek długowłosy kot, po wygłaskaniu kota jednogłośnie stwierdziliśmy, że “e, no nie” i pojechaliśmy na obiad do pobliskiego Jicina, o czym niebawem. A zamek Trosky najlepiej wygląda z oddali. Albo z góry.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 4, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, trosky
- 2 komentarze
- Skomentuj